Category Archives: Pozostałe

Chodzenie w pełni nie jest bezbolesne

Chodzenie w pełni nie jest bezbolesne

Jorge Parrott face=”Tahoma, 
www.cmmissions.net
 


Niech te słowa staną się dla was
zachętą. W Liście do Efezjan Paweł napisał (r.3): color=”#ff0000″>abym na światło wywiódł tajemny plan
. W dawnych
czasach Prawda była bardziej tajemnicza niż obecnie. Dziś, tajemnicą jest
to, że chrześcijanie często upadają, są zmęczeniu i wyczerpani. Zbyt często
idziemy zbyt szybko, niepewni potęgi, głębokości i intensywności Ojcowskiej
miłości. Zbyt często i zbyt wielu czuje się tak, jakby nie posiadali żadnej
mocy przeciwko wrogowi; są bez przerwy zmęczeni. Wielu znienacka weszło w
partnerstwo z przeciwnikiem – w jego biznes nieustannego bycia zajętym (ang.
gra słów „business of his busyness” – przyp. tłum.)

face=”Tahoma, sans-serif”>Niech będzie to dzień twojej rezygnacji
z tego wstrętnego miejsca walki i nieszczęścia.

face=”Tahoma, sans-serif”>Jezus powiedział: color=”#ff0000″>albowiem jarzmo moje jest miłe, a brzemię moje lekkie.
Radość Pana jest naszą siłą. Dlaczego wiec, tak wielu czuje się obciążonych
i zmęczonych? Potrzebujemy nowego objawienia tego, kim jesteśmy i uświadomienia
sobie, że nie możemy pozwalać przeciwnikowi na to, aby „zmuszał” nas do życia
w potępieniu. Bądź dziś odświeżony spoczywając w Jego odświeżającej obecności
i Jego pragnieniu, abyś go znał pełniej.

face=”Tahoma, sans-serif”>Mamy obecnie Słowo, Stary i Nowy
Testament. Zachodni chrześcijanie często cierpią z powodu fizycznej, a nawet
duchowej otyłości. Wszyscy, ze mną włącznie, spożywamy więcej „żywności”
niż możemy skutecznie przerobić, jeśli nie ćwiczymy (nie praktykujemy). Nasze
duchowe i odżywcze nauczanie, które pochłaniamy bez właściwego zrównoważenia
„chodzeniem” w zbawieniu z bojaźnią i drżeniem, z sercem sługi, prowadzi
nas do przedwczesnej śmierci.

face=”Tahoma, sans-serif”>Podobnie jak w naturze, musimy
zmienić nasze spożywcze „zwyczaje”. W duchowym świecie też musimy ćwiczyć
i rozwijać to, co spożyliśmy, abyśmy nie stali się „duchowo otyli”. Posiadanie
serca sługi, takiego jak swoim nauczaniem i życiem pokazał Jezus, utrzymuje
nas w sprawności do służby dla Niego. Wielu cierpi z powodu koncentracji
na sobie, zamiast koncentracji na innych. Dla wielu koniecznością staje się
wolontariat. Wolontariusze są dowodem na szybkie przyjście Pana, „w światłości
Jego świętości”. Czy działasz dobrowolnie? Być może to jest powód, dla którego
twoje modlitwy nie uzyskują odpowiedz.

face=”Tahoma, sans-serif”>Jeśli dostroimy nasze serca do
Serca Ojca, będziemy oglądać odpowiedzi na nasze modlitwy. Pewien odważny
wojownik, Mickey Bonner, powiedział: „znakiem dojrzałego chodzenia jest odpowiedź
na modlitwę”. Gdy dochodzimy do Bożej woli, wiemy jak modlić się zgodnie
z Jego wolą i wtedy widzimy jak Pan działa. Jk 4:3 mówi: color=”#ff0000″>Prosicie a nie otrzymujecie, dlatego że źle prosicie, zamyślając
to zużyć na zaspokojenie swoich namiętności.

face=”Tahoma, sans-serif”>Dziś wielu zmaga się z poczuciem
niepowodzenia wywołanego fałszywym rozumieniem tego, co znaczy chodzenie
z Bogiem w pełni. Boży lud ginie, bo braku mu poznania. To, co mówi Słowo
Boże na temat chodzenia w pełni, a to, co mówi na ten temat kościół często
jest różne. W całym naszym staraniu postarajmy się o zrozumienie. Dlatego
chcę zaproponować kilka punktów prowadzących do wolności od potępienia i
dalej do chodzenia w pełni, do zdobycia właściwej perspektywy w znoszeniu
prób i trosk. Już czas wyjść na wolność, czas na taką modlitwę, która otrzymuje
odpowiedzi.

face=”Tahoma, sans-serif”>W ew. Jana czytamy słowa Jezusa
(17:9): Ja za nimi proszę, nie za światem proszę,
lecz za tymi, których mi dałeś ponieważ oni są twoi
, a w wersie
13 kontynuuje: ale teraz do ciebie idę, i mówią
to na świecie, aby mieli w sobie moją radość w pełni.
Wers
18 mówi: jak mnie posłałeś na świat, tak Ja posłałem
ich na świat
. Posłuchajcie tego: Jezusa nas posłał. Nie posłał
nas bez darów, wiary i życia pełnego celu, istoty, głębokości i przeznaczenia.

face=”Tahoma, sans-serif”>Spójrz na Jn 17:26: „I objawiłem
im imię twoje i objawię, aby miłość, którą mnie umiłowałeś, w nich była i
Ja w nich”. Posłuchaj! Miłość Ojca, którą On miłuje Jezusa, jest miłością,
którą również kocha nas. Ojciec kocha cię tak samo jak Jezusa! Jesteśmy współdziedzicami,
zaakceptuj tą prawdę. Masz ogromną wartość!. Nie dla siebie, lecz aby żyć
życiem obfitym, w służbie, pokorze i współczuciu.

face=”Tahoma, sans-serif”>W liście Jakuba czytam, abyśmy
„nie troszczyli się o nic”. Panie, pomóż nam wierzyć tak, jak Ty to zamierzyłeś.
Panie, przebacz nam to, że zbyt wiele i niewłaściwie. Przebacz nam niewiarę.
Czy możemy doświadczyć nowego dotknięcia Ducha?

face=”Tahoma, sans-serif”>W Flp 3:10 jesteśmy zachęcani:
żeby poznać go i doznać mocy zmartwychwstania
jego, i uczestniczyć w cierpieniach jego, stając się podobnym do niego w
jego śmierci
. Zachodni kościół często przestawia chrześcijanina,
jako kogoś wolnego od wszelkich problemów i prób. To jest złe. Powiedziałbym
to inaczej: to jest naprawdę złe.

face=”Tahoma, sans-serif”>Myśleć, że chrześcijanin, który
chodzi w wierze i posłuszeństwie wobec Boga nie będzie miał problemów jest
iluzją. Znajdź mi jeden taki przypadek w Biblii, gdzie to jest prawdą. Zbyt
wielu chrześcijan napotyka na niepotrzebne zniechęcenie i smutek wywołany
przez mających dobre intencje liderów, którzy są bardziej zainteresowani
dochodem na bieżący miesiąc niż budowaniem dojrzałych uczniów i zwycięzców.

face=”Tahoma, sans-serif”>Rzym 5:1-5 mówi tak: color=”#ff0000″>
Usprawiedliwieni tedy z wiary, pokój mamy z Bogiem przez Pana naszego, Jezusa
Chrystusa, dzięki któremu też mamy dostęp przez wiarę do tej łaski, w której
stoimy, i chlubimy się nadzieją chwały Bożej. A nie tylko to, chlubimy się
też z ucisków, wiedząc, że ucisk wywołuje cierpliwość, a cierpliwość doświadczenie,
doświadczenie zaś nadzieję; a nadzieja nie zawodzi, bo miłość Boża rozlana
jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który nam jest dany.

face=”Tahoma, sans-serif”>Bogu podoba się twoja dojrzałość
i mądrość, gdy działasz w wierze, nawet wtedy, gdy dla ciebie wygląda to
na niepowodzenie. On we wszystkim współdziała ku dobremu, dla tych, którzy
go miłują i zostali powołani przez Niego. Bóg tak powiedział, wierz w to.

face=”Tahoma, sans-serif”>Twoje „niepowodzenie” (upadek)
może być przez Boga wykorzystany do usłużenia innym, nawet tobie samemu,
dzięki mądrości zdobytej w postępowaniu w wierze. Twoja wierność może wydawać
się płytka, dopóki to jedno życie nie zostanie dotknięte twoją niezłomnością
i wyratowane z wiecznego oddzielenia od Boga. Twoja bezkompromisowa postawa
wobec ewangelii może dojść do stanu, jaki wydaje się – w tak zwanej „po chrześcijańskiej
erze” – nieodpowiednia, lecz łzy, które wylewasz w osobistych zmaganiach,
wprowadzają rzeczywistość chwały nad regiony, a nawet kraje. Raduj się ze
swoich prób, ponieważ możesz cierpieć dla większego celu niż sobie to uświadamiasz
czy wydaje ci się wygodne, ponieważ twoje życie, jako nowego stworzenia,
nie należy do ciebie, prawda?

face=”Tahoma, sans-serif”>Spójrz na to, co się dzieje oczami
informacji z dzienników. Żyjemy w świecie wywróconym „do góry nogami”. Jeśli
nie budujemy stałej więzi z Panem, inwestując czas w wieczności, nasze zmysły
drętwieją, nasze rozeznanie może być zamglone, nawet przez życie w kościele,
przez twoje własne zapracowanie. Pokój przed Panem pokazuje Jemu, że pragniesz
Go. Czas spędzony w Jego obecności wyostrza nasze rozeznanie a Jego Duch
możne napełnić nas, gdy jest w środku pustka.

face=”Tahoma, sans-serif”>Spójrz na wszystkie proroctwa wskazujące
na Jezusa. A jednak nawet wtedy, gdy stanął pośród nich, wielu odmówiło przyjęcia
swojego Mesjasza. Nasze relacje z Panem i nasz czas, nawet jedna chwila w
Jego przedsionkach, w Jego obecności, jest lepsza niż tysiąc dni bez Niego.
Pragnij Jego obecności na tyle, abyś spędzał czas z Nim. Jeśli naprawdę Go
kochamy, będziemy Mu posłuszni.

face=”Tahoma, sans-serif”>Radość oczekująca w tym miejscu,
które Jezus przygotował dla ciebie i wyłącznie dla ciebie, spowoduje, że
„chwilowy ucisk” szybko zblaknie. Ciężar Jego chwały, który On chce dać ci,
jest dla ciebie tutaj, TERAZ! Odetchnij Duchem, który jest wlewany w ciebie
TERAZ! Wyjdź ze swej strefy bezpieczeństwa, aby doświadczyć Jego pełni.

Uzależnisz się” od tego.

face=”Tahoma, sans-serif”>Moim ulubionym „życiowym” fragmentem,
który naprawdę zmienił moje życie jest Mk 11:24:

color=”#ff0000″>Dlatego
powiadam wam: Wszystko, o cokolwiek byście się modlili i prosili, tylko wierzcie,
że otrzymacie, a spełni się wam.

color=”#ff0000″> color=”#000000″>Jeśli wierzymy, przez wiarę, zgodnie z Jego
wolą, to możemy wziąć „to do banku” i nie wypuścić, jak powiedział Jakub:

color=”#ff0000″>Człowiek o rozdwojonej
duszy… niech nie mniema, że coś od Boga otrzyma.

face=”Tahoma, sans-serif”>Lecz zwróć uwagę na to, co jest
później, w wersie 25:

color=”#ff0000″>A gdy
stoicie i zanosicie modlitwy, odpuszczajcie, jeśli macie coś przeciwko komu,
aby i Ojciec wasz, który jest w niebie, odpuścił wam wasze przewinienia.

face=”Tahoma, sans-serif”>Zatrzymaj się więc i zbadaj własne
serce, i przebacz każdemu. Wiem, że czasami łatwiej to powiedzieć niż zrobić,
lecz przebaczenie to wielki klucz do Niebios. Czy jest ktokolwiek, komu musisz
przebaczyć? Może to być właśnie to, co powstrzymuje odpowiedzi na twoją modlitwę.

face=”Tahoma, sans-serif”>Niech nasze serca zostaną uzdrowione,
odnowione pasją i ogniem dla Boga i nich wszystkie nasze serca doświadczą
ogromnego wylania Ducha Świętego, abyśmy doświadczyli spełnienia w chodzeniu
w pełni i postawie Jezusa Chrystusa.

face=”Tahoma, sans-serif”>Spójrz na życie Jezusa, jak wisząc
na krzyżu mówił: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą,
co czynią
. On jest poprzednikiem, który wycierpiał wiele,
niosąc wielki ciężar, nie należący do Niego. Jak czytamy Hebr. 12:2: color=”#ff0000″>Patrząc na Jezus, sprawcę i dokończyciela wiary, który zamiast
doznać należytej mu radości, wycierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę i
usiadł po prawicy tronu Bożego.

face=”Tahoma, sans-serif”>Każdy z nas musi znosić krzyż codziennie,
a tak naprawdę rozpoznając radość, która jest przed nami. Patrząc ponad tym
życiem, poza nasz tymczasowy dom, na to, że mamy wyznaczony jakiś niebiański
cel, powołanie udzielone wraz ze wszystkimi koniecznymi do zwycięstwa darami,
przez wiarę i przyjmujemy radość Jezusa, o której mówił w ew. Jana 17.

face=”Tahoma, sans-serif”>Widzisz, nie idzie ci tak źle,
raduj się z tego każdego dnia, naprawdę. Pan kocha ciebie tak bardzo, to
życie to ćwiczenia do wiecznego panowania i rządzenia z Nim. Przeczekaj najgorsze,
to szybko mija. Nie bądź taki twardy dla siebie, bądź zachęcony Słowem i
pracuj na tym, aby mieć więcej wiary, a mniej myśleć, bądź co najmniej nie
myśleć źle. Negatywne myślenie utrudnia twoje chodzenie w pełni. Po prostu
wycisz się i wiedz o tym, że On jest Bogiem a chodzenie w pełni nie jest
bezbolesne
. On używa bólu, abyśmy stali się podobnie do Niego.

face=”Tahoma, sans-serif”>Czyż nie jest wspaniałe to, gdy
w Księdze Objawienia Duch mówi przez Jana do każdego z siedmiu zborów, że
kto zwycięży otrzyma specjalną nagrodę przeznaczoną dla „tych, którzy zwyciężą”?
Niektórzy będą zasiadać z Nim na tronie, jak i
Ja zwyciężyłem i zasiadłem wraz z Ojcem moim na jego tronie.

Zwycięzca „zostanie przyobleczony w szaty białe i nie wymażę imienia jego
z Księgi Żywota i Ja wyznam imię jego przed moim Ojcem i przed jego aniołami”

face=”Tahoma, sans-serif”>Jesteśmy szkoleni do zwycięstwa.
Jeśli zmierzasz do Nieba, musisz coś zwyciężyć. Jak być zwycięzcą? Zwyciężamy
przez krew Baranka i słowo naszego świadectwa.

 

font size=”3″ na krzyżu mówił: raduj się z tego każdego dnia, naprawdę. Pan kocha ciebie tak bardzo, toсайт

Uzdrowienie ducha sierocego_01

Logo_Wood

Mężczyzna i małżeństwo – wydanie specjalne na Dzień Ojca
Ron Wood

Oglądaliśmy wraz z żoną film „An Unfinished Life” z Robertem Redfordem, Jennifer Lopez i Morganem Freemanem. Jest w nim wspaniale sportretowane umieranie mężczyzny, który stracił swojego ukochanego syna, po czym, aby znowu być człowiekiem, który może okazywać swojej rodzinie miłość, musiał pokonać narastający w sercu gniew. Był dobrym człowiekiem, lecz zżartym od wewnątrz. Gniew, jak dziki niedźwiedź, może nas zniszczyć. W wielu rodzinach brakuje dobrego mężczyzny. Dobry mężczyzna żyjący w zgodzie z przekonaniami, wypełniający rolę wiernego męża i miłującego ojca, może dostarczyć stabilnego środowiska. Jego obecność w domu wywołuje coś, co jest zupełnie nie do zastąpienia. Podobnie jak komandosi z Marines, Pan szuka kilku dobrych mężczyzna, aby wcielić ich do Swego królestwa. Wychowywałem się w domu, w którym jedyną emocją jaką okazywał ojciec była złość. Miał gwałtowny charakter i szalał w zupełnie niekontrolowany sposób, gdy był pijany. Był znakomitym przywódcą w pracy i mógł znieść każdy kryzys, lecz w domu był dręczony przez demony.

Po jednej stronie salonu siedział w pozycji półsiedzącej tata z zapalonym papierosem, wypuszczając w stronę sufitu kłęby dymu z papierosów trzymanych w opalonych nikotyną palcach. Wskutek wypadku jego prawy wskazujący palec był krótszy. Obok stała hotelowych rozmiarów popielnica, a na stole pod lampą, otwarty karton Salemów, a dokładnie na wprost, przed nim, zawsze włączony wielki, kolorowy telewizor. Większość posiłków tato kazał przynosić sobie na tacy przed telewizor. Później, gdy byłem młodym żonkosiem i żona przygotowała stół do uroczego wspólnego posiłku, byłem pod wielkim wrażeniem.

Po przeciwnej stronie pokoju siedziała na sofie moja matka z kilkoma bibliami ułożonym w stosie obok wraz kilkoma komentarzami Orala Roberts’a. Mama była głęboko oddaną chrześcijanką, Pan uzdrowił ją kiedyś z gruźlicy. Zaczęła łańcuch modlitwy w swoim kościele, dzięki czemu oglądano tysiące odpowiedzi na modlitwy. Z tyłu sofy rozciągnięty był dwumetrowy transparent z 30 centymetrowymi literami, który głosił: „Dziękuję za nie palenie!” Byli niezłą parą. Przejąłem parę rzeczy od moich rodziców, dobrych i złych, jak większość z nas. Nie zdając sobie z tego prawy, dorastałem z tlącym się gniewem, przeplatanym zakorzenionym wstydem. W dodatku do gwałtownego charakteru zostałem też wyposażony w głęboką miłość do Pana i Jego Słowa. Mój wewnętrzny gniew pochodził z dwóch źródeł. Jednym było zaburzenia skupienia uwagi. Bóg dał mi wielki intelekt, lecz bardzo krótki czas skupienia uwagi. Nieustannie czułem frustrację swoją osobą z powodu niezdolności do skończenia podjętych projektów, ponieważ ciągle byłem rozpraszany. Mogłem mieć najwyższe noty w szkole, kiedy tylko chciałem, gdybym się na tym skupił, lecz miałem zbyt wiele zainteresowań. Później, już jako dorosły mężczyzna, zostałem zdiagnozowany i nauczono mnie radzić sobie z tym i zaakceptowałem medyczna leczenie. Lecz większość mojego gniewu i poważnych depresji pochodziła z wstydu przeżywanego jako dziecko. Musisz zrozumieć, że zawstydzanie dziecka zawsze przynosi mu niską ocenę własnej wartości i nienawiść do samego siebie. Zawstydzanie i oskarżanie nigdy nie są dobrymi narzędziami wychowawczymi, lecz zwykłymi formami ustnego wykorzystania. Mój wstyd nie był wynikiem jego słów skierowanych do mnie, lecz z powodu życia jakie prowadził na moich oczach. To, co widziałem zawstydzało mnie. Wychowywałem się w nieustannym strachu przed jego wybuchowym charakterem i codziennym pytaniem, w jakim stanie zastanę ojca, gdy wrócę ze szkoły. Czy zobaczę zdolnego przywódcę, który potrafi zarządzać setkami mężczyzn jako szef skomplikowanego organizmu kopalni? Samouka, który potrafił inteligentnie dyskutować na każdy aktualny temat? Czy też błyskotliwego mężczyznę, który potrafił w mgnieniu oka pisać umiejętnie poezję? A może będzie to ojciec, któremu będziemy musieli pomóc przykuśtykać z baru, człowieka w nieładzie, leżącego w pijackim zamroczeniu, we własnych wymiocinach? Czy będzie to tato, któremu będziemy musieli pomóc wrócić do domu i zanieść go do jego własnego łóżka? Nigdy nie można było bezpiecznie zaprosić do domu kolegów.

Dopóki nie zostałem uzdrowiony ze wstydu przez Ojcowską miłość Agape, dopóki nie stanąłem twarzą w twarz ze strachem przed gniewem mojego ojca i nie pozbyłem się go, nie byłem zdrowym mężczyzną. Część mnie była zablokowana wewnątrz. Pomimo, że byłem chrześcijaninem i pastorem to ten emocjonalny ból wpływał na wszystkie moje relacje w domu i kościele. Musiałem nauczyć się poprzez doświadczenia, przez Bożą łaskę, tego jak być zdrowym mężczyzną i jak być dobrym ojcem. Bóg cały czas aktywnie działa w dziele przemiany niezbawionych, cielesnych i egoistycznych mężczyzn w mężów chrześcijańskich, godnych Jego królestwa; w Bożych uczniów Chrystusa, wiernych mężów i skutecznych ojców. Bóg kocha mężczyzn i pragnie odnowienia ich przeznaczenia, tak aby mogli zapracować i zasłużyć na szacunek.

Znałem kobietę, która mieszkała w Nowym Orleanie lata temu. Uciekła od agresywnego męża ze swym małym synkiem, a potem rozwiedli się. W swym ucisku, popadła w złe towarzystwo, nie dbała o swoje zachowanie i zaszła w ciążę z innym mężczyzną. Co miała zrobić? Było to wiele lat temu, gdy stygmat nieślubnego dziecka był wielkim skandalem. Gdy młody człowiek dowiedział się, że ona jest w ciąży, wsiadł do samolotu i uciekł do swego domu w Arizonie. Pojechała za nim, skonfrontowała z nim i powiedział do niego: „To dziecko będzie miało ojca i nie będzie bezprawne!” Wzięli ślub, ona wróciła do Nowego Orleanu, gdzie urodziła dziecko, a następnie rozwiedli się. W końcu jej dziecko nie było bękartem. Jej siostra mieszkająca w Mississippi była od dwóch lat zamężna lecz jeszcze nie mieli dzieci, usłyszała o jej ciężkim położeniu. Zgodzili się wraz z mężem wziąć dziecko i zaadoptować je. Nadali dziewczynce nowe imię, Lana, i wychowali ją swoje własne w nowej dla niej rodzinie, w której był ojciec, tak się złożyło, że kaznodzieja, i matka, która była jego zapracowaną partnerką. Boża odkupieńcza miłość uchowała ją przed dorastaniem w domu bez ojca, a zamiast tego dała jej wyjątkowe opanowanie i wiarę w siebie. Ja to wiem … Jestem jej mężem od trzydziestu siedmiu lat! Rzeczywiste ojcostwo ma duchowy związek – świadome relacje – i jest czymś znacznie więcej niż biologicznym wydarzeniem. Szanuję przybranego ojca Lany, wielebnego Douglasa Sone, za wychowanie kochanej kobiety, która kocha Chrystusa i która jest moim partnerem w życiu i pracy Pańskiej. Lana dorastała wiedząc o tym, że została adoptowana. Jej rodzice przygotowywali ją, podając jej informacje, które z biegiem czasu były uzupełniane. Zawsze czuła się szczególna, ponieważ została wybrana w pewnym celu. Nigdy nie czuła potrzeby szukania swego biologicznego ojca. Mówi: „Mam tatę i wiem, kim on jest”.

Podobnie jest z Bogiem. „Sam Duch świadczy wraz z duchem naszym, że dziećmi Bożymi jesteśmy” (Rzym 8:16). Dla naszego Niebieskiego Ojca, każde z Jego dzieci jest szczególne! Nie jesteśmy dziełami przypadku, lecz dziećmi wybranymi, upragnionymi, szczerze kochanymi i w szczególny sposób zaadoptowanymi przez naszego Ojca w niebie.продвижение сайта

Chciwość

Czy chciwość jest jedynie postawą?

Cieszę się, że Bóg patrzy na serca,
a nie na konta bankowe, bo inaczej wielu z nas, chrześcijan, zdążałoby do
piekła” – oto ostatni komentarz na chrześcijańskim forum dyskusyjnym.

Ten cytat reprezentuje bardzo powszechnie
utrzymywane wśród chrześcijan przekonanie, że chciwość jest tylko postawą
serca, która nie ma nic do rzeczy zewnętrznym działaniem. Jest to też wyrażane
przez takie powszechnie znane powiedzenia jak: „Bóg nie sprzeciwia się posiadaniu
dóbr, dopóki one nie posiadają nas”, czy „Panu nie przeszkadza to, że posiadamy
dobra, dopóki On ma nasze serca”. Nie musimy zatem martwić się tym jak wiele
posiadamy, dopóki nie dopuszczamy chciwości do naszych serc.
face=”Tahoma, sans-serif”> Czy takie myślenie ma swoje poparcie
w Piśmie? Nie, w rzeczywistości stoi ono w bezpośredniej sprzeczności z tym,
co mówił Jezus.

On Sam polecił wszystkim swoim
uczniom:


Mat. 6:19-21

Nie gromadźcie sobie skarbów na
ziemi, gdzie je mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje podkopują i kradną;
ale gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą
i gdzie złodzieje nie podkopują i nie kradną. Albowiem gdzie jest skarb twój
– tam będzie i serce twoje.

Łk. 12:33-34

SPRZEDAJCIE MAJĘTNOŚCI SWOJE, a
dawajcie jałmużnę. Uczyńcie sobie sakwy, które nie niszczeją, skarb niewyczerpany
w niebie, gdzie złodziej nie ma przystępu, ani mól nie niszczy. Albowiem
GDZIE JEST SKARB WASZ, tam będzie i serce wasze.

Nie mógł tego wyrazić jaśniej.
Miejsce, w którym składamy nasze skarby czy to niebo, czy ziemia ujawnia,
gdzie jest nasze serce. Nasze uczynki pokazują, co jest w naszym sercu. Tak
więc, nie jest prawdą, że Bóg patrzy wyłącznie na nasze serca, a nie na konta
bankowe. Jest raczej tak, że patrząc na nasze konta (i wszystko co posiadamy)
wie, co jest w naszym sercu. Sami siebie możemy oszukiwać, lecz nie możemy
oszukać Jego.

Sama prosta i uczciwa logika powinna
wystarczyć, aby przekonać nas o tym, że nasze działania (uczynki) ujawniają
to, co jest w sercu. Co pomyślelibyśmy o kimś, kto wbija nóż w plecy ofiary
i mówi: „Tak naprawdę to ja nie mam nienawiści do niego. Wewnętrznie jestem
pełen miłości”. Albo o kimś, kto ma cały dom aż po sufit wypchany magazynami
pornograficznymi a kto mówi: „Te magazyny nic dla mnie nie znaczą. Wewnętrznie
jestem czysty”? A co z pijanym, który mówi przeklinając: „wewnętrznie jestem
trzeźwy”? Z pewnością w każdym przypadku uważalibyśmy tych ludzi za poważnie
zwiedzionych. To dlaczego oszukujemy samych siebie, co do swoich posiadłości
i mówimy: „To wszystko, co posiadam nic dla mnie nie znaczy?” Jeśli rzeczywiście
nic nie znaczy, to czemu oddaliśmy temu swoje życie? Dlaczego tak przylgnęliśmy
do tego? Dlaczego ignorujemy to, co powiedział Jezus na ten temat?

Chciwość jest rzeczywiście postawą
serca, lecz czymś co zawsze wyraża się w zewnętrznym działaniu. Wszyscy o
tym wiemy i wierzymy w to. Jeśli położysz trzy ciasteczka na talerzu przed
twoimi dziećmi i Billy porwie wszystkie trzy to, czy wtedy powiesz: „Billy,
no, zjedz je wszystkie trzy, tylko nie dopuść chciwości do serca”. Nie, uczynek
Billego ujawnia chciwość jego serca. Chciwość jest egoizmem w stosunku do
materialnych rzeczy. Wszyscy intuicyjnie wiemy o tym, że chciwość ma coś
do czynienia z posłuszeństwem wobec drugiego największego przykazania – miłości
bliźniego jak siebie samego. Zastanówmy się w świetle tego wszystkiego nad
chrześcijańskim komunałem: „Nie jest ważne, co posiadasz, dopóki trzymasz
to luźno”. Jest to oczywiście dwój-mowa, deklaracja, że wszystko jest OK,
gdy nie chcesz dawać, dopóki chcesz dawać. Chcące niechcenie! Ktoś, kto trzyma
cokolwiek luźno, nadal to trzyma. Jego skarb jest ciągle na ziemi. Jego uczynki
ujawniają jego serce.

Trzymanie swoich posiadłości luźno”
przypomina ideę „mentalnego wyrzekania się”, coś co w wielu umysłach wypełnia
polecenie Chrystusa dotyczące pozbawiania się dóbr. Oni oddali wszelkie swoje
dobra Chrystusowi „w swoich sercach”, równocześnie nie oddając niczego w
rzeczywistości. Tak więc, wszystko co posiadają obecnie podobno należy do
Jezusa – nawet jeśli jest to ciągle tyle samo, co posiadali zanim to „wszystko
oddali Jezusowi”. Jest to skrajne samo-zwiedzenie. Byłoby bardzo interesujące
zobaczyć, co by się stało, gdybym zastosował tą samą metodę wyrzekania się,
gdy chodzi o płacenie podatków. Gdy Urząd Podatkowy przychodzi do mnie do
domu, po prostu powiem: „Mentalnie już zapłaciłem moje podatki, w sercu swoim
oddałem wam wszystko, co jestem winny”. Przypuszczam, że Urząd wiedziałby
dobrze, że brak wpłaty podatkowej kwoty jest odzwierciedleniem tego, że w
sercu nie chcę ich zapłacić. Bóg również nie jest głupcem.

Inną forma samo-zwiedzenia znajdujemy
pojawia się w takim usprawiedliwieniu: „Gdyby Pan powiedział mi, żebym oddał
wszystko, co posiadam, zrobiłbym to w ciągu sekundy”. Taka osoba wyobraża
sobie, że jego serce jest w porządku i jest gotów wyrzec się wszystkiego,
co Pan mógłby od niego wymagać. A jednak w Ewangelii Łukasza 12:33-34 czytamy,
że Jezus polecił wszystkim swoim uczniom sprzedać swoje majętności i dać
na jałmużnę, a skarby swoje składać w niebie. Tak więc, ktoś, kto wyobraża
sobie, że jest tak bardzo chętny do oddania swoich majętności udowadnia,
że nie jest, przez to, że ignoruje wyraźne polecenie Chrystusa. Można by było
powiedzieć, że jest podwójnie zwiedziony, skoro wyobraża sobie, że to, czego
Chrystus wymagał od wszystkich swoich uczniów nie do tyczy jego i że wyobraża
sobie, że gdyby nawet tak nie było, to on z pewnością byłby temu posłuszny.

Jedną z ostatecznych form zwodzenia
samego siebie jest zmiana formy przykazania Jezusa „Nie składajcie tego,
co cenne na ziemi” na: „Nie ceńcie swoich ziemskich posiadłości”. Ponownie
chciwość staje się tylko postawą – „cenieniem” swoich posiadłości – tak,
abyśmy nie musieli z niczego rezygnować. Niemniej Jezus nie powiedział, „Nie
ceńcie swoich posiadłości”, wzywając nas tylko do właściwego dostosowania
postaw. Mówił o rzeczywistym zrobieniu czegoś z tym, co posiadamy – sprzedaniem
tego po to, aby złożyć to raczej w niebie niż na ziemi. Co więcej, poprawianie
tylko naszych postaw nie ustrzeże naszych dóbr przed złodziejami i rdzą,
która je pożera. Tylko rezygnacja z nich i złożenie ich w niebie uchroni
je przed nieuchronnym zniknięciem.

Nie dajmy się więc zwodzić. Musimy
zapytać siebie samych: „Jak dalece byłem posłuszny przykazaniu Chrystusa,
aby sprzedać swoje posiadłości i dać na jałmużnę?” Z całą pewnością to pierwsze
zrzeczenie się sugeruje dalsze szafarstwo, które charakteryzuje się tym,
że mniej bierzemy, a więcej dajemy. Nasze posłuszeństwo Chrystusowemu przykazaniu
będzie unieważnione przez ponowne nabycie tego, co sprzedaliśmy. Musimy zatem
zadać sobie następne pytanie: „Teraz, gdy już sprzedałem wszystko, co zbyteczne
i oddałem na cele dobroczynne, w jaki sposób mógłbym zwiększyć ilość tego,
co daję, nabywając mniej (jeśli w ogóle) posiadłości?” . . .

Czy twoje serce jest w niebie, czy na ziemi? 

Odpowiedź znajduje się tam, gdzie są przechowywane twoje skarby. 

продвижение

Uzdrowienie ducha sierocego _02

Logo_Wood

Mężczyźni, których wybrał Jezus nie byli religijni.

Ron Wood

Nie byli to kaznodzieje, kapłani czy seminarzyści. Zwykli ludzie pochwyceni przez niezwykłe powołanie Chrystusa. Stali się fundamentem Jego nowej kultury królestwa na ziemi. Nic się nie zmieniło, nieprawdaż? Gdy dorastałem, mój tato wierzył w Boga, lecz nie chciał mieć nic do czynienia z kościołem, uważał, że kościół jest dla głupich niewiast i słabych mężczyzn. Mój ojciec był mężczyzną wśród mężczyzn; nie stroił swojej swojej komody w koronki. Pomimo całej jego niechęci do kościoła, ostatecznie doszedł do porozumienia z Panem Jezusem i został cudownie zbawiony.Gdy byłem pastorem kościoła baptystycznego na Florydzie, pewien mężczyzna ze zgromadzenia zaprosił mnie na wspólne polowanie i łowienie ryb. Nigdy nie ustrzeliłem nawet królika, lecz przeżyłem wspaniałą przygodę wśród pustynnych drzew i bagien, które były mi dobrze znane, ponieważ dorastałem w takim środowisku jako chłopiec. Wędkowaliśmy w Suwannee River i złapaliśmy setki bluegill (b. popularne drobne ryby, średnio wagi ok. 0.3 kg – przyp.tłum.). Na wielkich ulicach Dallas stałem się mieszczuchem i potrzebne mi było przeorientowanie na drogi pustyni. Delton cierpliwie znosił, gdy ponownie zapoznawałem się z drogami wśród drzew i nie naśmiewał się ze mnie, ale też wiedział dobrze o tym, że nowicjusz z bronią może być niebezpieczny.

Bardzo kochał swoją żonę Enę, która była bardzo oddaną Panu i kościołowi, a Delton jej. Wiernie siadał obok niej co niedzielę, lecz nigdy głośno nie wyrażał się w sprawach dotyczących Boga. Lubił piwo i palił papierosy, lecz nigdy nie oszukał swojej żony, ani też nigdy nie słyszałem, aby wzywał imienia Pańskiego na próżno.

Zabrał mnie na polowanie pewnego sobotniego poranka do miejsc, które znał z tego że będzie tam dobra okazja do zabijania. „Zabierz swoje buty” – powiedział. Zastanawiałem się, o co mu chodziło? O 5.00 rano otworzyłem drzwi samochodu i stanąłem na w zimnej wodzie głębokiej na 30cm,s świecąc wokół latarką. Musieliśmy się przedostać przez zwalone cyprysy, słone wody i ciemności wśród drzew. „Uważaj na mokasyny i aligatory” – rzucił Delton. Po przejściu około 4 km wśród drzew powiedział: „To twoje drzewo. Ja będę jakieś 1,5 kilometra stąd”. Zniknął w gęstwinie pozostawiając mi wydrapanie się z bronią na drzewo i oczekiwania na wschód słońca z nadzieją na jakąś zwierzynę łowną. Przygotowałem sobie stanowisko z drzewa o dwóch paniach, aby móc wspiąć się po miękkiej korze palmy. Gdy to już zrobiłem, strzelba wyślizgnęła mi się z dłoni i spadła na dół na miękką, wilgotną ziemię. Stała tam wbita w ziemię jak oznaczenie grobu na polu bitwy. Do pełnego obrazu brakowało tylko kombatanckiego hełmu. Oczyściłem ją z ziemi, zauważyłem, że zatkała się błotem; wiedziałem, że próba strzelania teraz byłaby samobójstwem. Ułamałem kawałek gałęzi, zaostrzyłem i próbowałem odetkać lufę. Bez powodzenia… teraz wewnątrz tkwił złamany patyk. Stałem tam zastanawiając się, co robić. Ostatecznie zdecydowałem wrócić do samochodu i wziąć moją śrutówkę, ale klucze miał Delton. Więc poszedłem, zagubiony jak ptak w śnieżycy, usiłując znaleźć mojego partnera. Kiedy byłem już bliski rezygnacji, usłyszałem głos dobiegający z góry: „Potrzebujesz czegoś?” Spojrzałem w górę i zobaczyłem Deltona. „Potrzebne mi są kluczyki do samochód, później powiem ci dlaczego”. Bez słowa rzucił mi kluczyki i wskazał: „Jeśli pójdziesz tędy, trafisz na tory. Stamtąd na prawo w rogu zobaczysz samochód”. Skierowałem się w poszukiwaniu starego torowiska, o którym wspominał. Po chwili zobaczyłem go, lecz było zalane wzdłuż wzdłuż drogi. W poprzek leżał przewrócony pień drzewa i myślałem, że sobie poradzę. Idąc po mokrym pniu, poślizgnąłem się i wylądowałem w głębokiej, lodowatej wodzie. Zdeterminowany, wyruszyłem wzdłuż torowiska w stronę samochodu, końcu wyciągnąłem swoją broń i ponuro szedłem dalej. Wchodząc między drzewa cudem znalazłem nasz poprzedni szlak i w kilka minut dotarłem z powrotem do bazy, gdzie czekała moja strzelba i sprzęt. Jak się tu teraz bezpiecznie dostać ze śrutówką na drzewo? Wpadłem na pomysł. Przywiązałem do niej sznur i pozostawiłem ja na ziemi, sam zaś wpełzłem na górę, na moje stanowisko na drzewie, jakieś 3 metry nad ziemią. Ustawiłem mocniej stopy, odwróciłem się i usiadłem, wyciągnąłem śrutówkę i ułożyłem ją na kolanach. No, wreszcie byłem przygotowany. Zrelaksowałem się, rozejrzałem wokoło i zobaczyłem przełamujące się światło świtania. Liście spływały z wysokich drzew na dół w zacienionym lesie. Czuło się atmosferę sanktuarium, było tak cicho, nieskazitelnie, panował taki pokój. Spojrzałem w dół na kolana i zobaczyłem, że moja śrutówka ciągle jest zabezpieczona. Zastanawiałem się jak głośne jest to kliknięcie, jeśli ją odbezpieczę? Lepiej zrobić to chyba teraz, zanim jakaś zwierzyna będzie mogła to usłyszeć. Odbezpieczyłem. BUUUMM!! Rozległ się głośny wybuch i odrzut wyrzucił strzelbę około dwóch metrów w poziomie, po czym spadła 3 metry na dół, lądując swobodnie na ziemi odbezpieczona z sznurem ciągle zaczepionym o ochronę spustu, skąd zapomniałem ją odwiązać. Byłem zszokowany, przerażony, zmieszany i natychmiast wściekły jak diabli. Gdybym był choć odrobinę dobry w tłumieniu złości, zrobiłbym to. Wiedziałem, że popsułem polowanie Deltona i swoje. Jedyna zwierzyna łowna, jaką moglibyśmy spotkać tego ranka, musiałaby być całkowicie głucha.

Dokładnie w takiej chwili ostatecznego upokorzenia i niewygody, Bóg powiedział do mnie wyraźnie: „Wściekałeś się nieco ostatni, prawda?” Natychmiast zmiękłem pod Jego napomnieniem. Odpowiedziałem: „Tak jest, Panie, … tak było”. To było wszystko, co powiedział na ten temat, lecz już sam fakt, że to obserwował, wystarczył, aby pokutować. I wtedy, jakbym widział Jego twarz zwróconą w stronę, gdzie był Delton, Pan zapytał mnie: „Czy zdajesz sobie sprawę z tego, jak niewygodnie czujesz się w tym łowieckim środowisku? Delton równie niewygodnie czuje się w twoim kościelnym środowisku”. Siedziałem tam, zdumiony i natychmiast pojąłem. Zdałem sobie sprawę z tego, że na tych drzewach jest pełno mężczyzn, którzy kochają Boga, lecz nie czują się wygodnie w sfeminizowanym kościele, jaki im oferujemy. Być może to nasze religijne tradycje muszą zostać tak przystosowane, aby mężczyźni mogli się dopasować i iść za męskim Zbawicielem. Jeśli taka jest prawda, to musimy zapytać samych siebie: Czy jest coś w naszych religijnych strukturach zachęcającego mężczyzn do przemiany? Jakiego rodzaju aktywność marnuje nasz czas i energię?

topodin.com

Nie przypisuj sobie

  Pewien usługujący brat podzielił się ze mną jednym ze swoich przesłań bardzo głębokiej prawdy, która w wielki sposób wpłynęła na moje życie i chciałbym przekazać je wam i tym, którzy je przeczytają.

Przechodził przez trudny czas w swoim życiu i starał się zmierzyć z błędem, który popełnił w swej służbie. Wydaje mi się, że mogła to być jakaś błędna decyzja w sprawach finansowych, za którą był odpowiedzialny. Poszedł kiedyś do innego kościoła i szukał Boga chcąc otrzymać słowo, które pomogłoby mu zrozumieć to, przez co przechodził. W samym środku kazania kobieta, która usługiwała zatrzymała się i powiedziała;

– Jest tutaj usługujący, który szuka słowa i takie jest słowo, które Pan mówi do ciebie:

Jeśli przypiszesz sobie ten upadek, to w przyszłości również

przypiszesz sobie każdy sukces, który Ja ci dam.

Nigdy tego wcześniej nie słyszałem. Możesz to sobie wyobrazić. Przeżuj to dokładnie, kawałek po kawałku. Czasami chcemy przypisać Panu sukcesy, ale nigdy nasze upadki. Zazwyczaj oskarżamy siebie, lecz nasz umysł jest skierowany na NAS, a nie na NIEGO, gdy więc przychodzi powodzenie, sądzimy, że to nasza wielka wiara go sprawiła. Pamiętam taką historię, gdy Jezus zgromił swoich uczniów, gdy wrócili radując się z tego, że demony są im poddane. Powiedział, żeby nie cieszyli się z tego, że demony ich słuchają, lecz z tego, że ich imiona są wpisane w niebie.

Nauczyłem się z tego wielkiej życiowej lekcji. Paweł powiedział, że bez względu na stan w jakim jest, nauczył się być zadowolony. Jak możemy kochać naszych bliźnich jak siebie samych, jeśli nienawidzimy siebie z powodu gafy, którą mogliśmy popełnić. We wszystkim bądźmy wdzięczni. Jeśli popełnisz błąd (grzech), chybisz celu, rozpoznasz to, pokutuj, odrzuć, przyjmij przebaczenie i idź dalej oddając Bogu chwałę!

оптимизация интернет магазинов

Uzdrowienie ducha sierocego_03

Logo_Wood

Ron Wood

Wyobraź sobie stół jadalny w typowym domu. Wokół tego stołu zasiada matka, jej dwoje małych dzieci, a na głównym miejscu stoi puste krzesło. Należy ono do Taty, lecz jego nie ma tutaj. Dokąd ci wszyscy ojcowie odeszli? W zbyt wielu domach ojciec jest fizycznie nieobecny z powodu rozwodu czy emocjonalnej nieobecności, wywołanej jego własnymi problemami, które nigdy nie zostały rozwiązane. Żona odczuwa więc ból odrzucenia czy zmaga się z ubóstwem jakie wiążę się z byciem samotną matką. Dzieci czują się opuszczone czy odrzucone przez nieobecnego bez usprawiedliwienia mężczyznę. Dziewczyna nigdy nie czuje bezpieczeństwa ochrony silnego mężczyzny i pada ofiarą uczuć jakiegoś młodego ogiera. Chłopiec walczy z brakiem poczucia bezpieczeństwa czy brakiem pewności siebie, ponieważ nigdy nie słyszał, żeby jego ociec mówił do niego: „Ty jesteś moim synem!” Osobisty koszt ekonomiczny, próżnia męskich wartości oraz socjalny chaos są przekazywane do następnego pokolenia. Brak ojca jest główną przyczyną niechcianych ciąży, przyłączania się młodzieży do gangów, szerzącego się ubóstwa w amerykańskich domach. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ mężczyzna – kluczowy mężczyzna dla prawdziwej rodziny – opuścił swój posterunek i odstąpił od swego obowiązku. W sytuacji ludzkiej, nie ma żadnego substytutu dla wiernego ojca. Wiele lat temu, gdy ludzie wchodzili do kościoła, można było założyć, że pochodzą oni z pełnych rodzin, mających dobre pojęcie o tym, jak żyć życiem sukcesu. Modele ról były ciągle nietknięte. Dziś pastor mówiący młodym ludziom: „Przyjmij Pana i gdy umrzesz, pójdziesz do nieba” nie jest właściwą odpowiedzią na ich życiowe zamieszanie, ponieważ są wychowani na MTV, materializmie, eksperymentach z narkotykami, biblijnej ignorancji, paraniu się okultyzmem, seksualnej rozwiązłości, płciowej mieszaninie, uzależnieniu od opieki społecznej oraz mają rozbite rodziny. Oni potrzebują nowego stylu życia opartego na Bożym słowie, na wartościach królestwa. Jeśli mężczyźni nie są męscy i zdrowi emocjonalnie, jeśli nie mają poczucia bezpieczeństwa lub gotuje się w nich gniew, jeśli są nadmiernie kontrolujący czy wykorzystujący innych, to duszą urok romansu, zrażają dzieci i wykrzywiają obraz naszego Niebieskiego Ojca, którego mieli być odbiciem. Dotyczy to zarówno rodzin, jak i kościołów czy nawet w sprawach zawodowych. Skoro tak wielu mężczyzn jest emocjonalnie rozbitych i nigdy nie uzdrowionych, to nic dziwnego, że wiele z kościołów prowadzonych przez tych nich również przepełnionych jest duchowymi sierotami; ludźmi, którzy są zbawieni lecz ciągle samotni. Ci ludzie nigdy nie zaadoptowali się do rodziny. Noszą niewidoczne dla oka rany na sercach. W jakiś sposób ta wersja kościoła, którą wyprodukowaliśmy w XXI wieku stała się anty-męska. Męskie DNA apostołów założycieli i proroków zostało genetycznie wycięte.

Ktoś badający ten problem napisał: „Zachodnie chrześcijaństwo stało się częścią kobiecego świata, od którego mężczyźni czują, że muszą się zdystansować, aby zdobyć męskość”. Mówi również: „Mężczyzna może być nauczony, jak być mężczyzną wyłącznie przez mężczyznę”. Przede wszystkim współczesnemu kościołowi się matkuje, zamiast ojcować. Pomimo uprzedzeń do kobiet i mając większość przywództwa męskiego, współczesny kościół ubrał na siebie zdecydowanie feministyczną kulturę. Męskość wydaje się być nie na miejscu. Większość mężczyzn sądzi, że aby być prawdziwym mężem Bożym, muszą być emocjonalnie podatni jak telewizyjny kaznodzieja, który płacze w chusteczkę lub jak protekcjonalny pastor, który trzyma cię za rękę i mówi, że wszystko będzie w porządku. Większość mężczyzn widzi to i błędnie myśli: „Prawdziwi mężczyźni nie są tutaj potrzebni”. Przez lata ogłaszałem: „Przyjdą takie czasy, że będzie dla was ważniejsze jaki zaadoptował was apostolski ojciec, niż to jaka denominacyjna matka was urodziła”. Powiem więcej na ten temat w następnej części dotyczącej Nadchodzącego Przebudzenia. Już czas na to, aby ojcowie rodzin i ojcowie wiary powstali i zwrócili uwagę na następne pokolenie. Zbyt długo mężczyźni poświęcali swoje potomstwo na ołtarzu sukcesów. Im żyło się dobrze, lecz ich dzieci zostały pozostawione sobie samym. Jest to ta sama anty-dziecięca postawa czy matek, które dokonują aborcji płodu czy ojców porzucających swoje dzieci, obca Bożej naturze, z której musimy pokutować. Gdy urodził się mój pierwszy syn, pamiętam jak tego wieczora wróciłem do domu i padłem na kolana w zdumieniu i wdzięczności wołając do Boga: „Ojcze, wiem, jak się czujesz!” Prawdziwi ojcowie inwestują w swoje dzieci i zapewniają im dziedzictwo. Już najwyższy czas ku temu, aby ojcowie składali bogactwa dla swoich dzieci, zarówno te naturalne jak i duchowe. Jedynym skarbem, który możesz zabrać do nieba są twoje dzieci. Nie ma prawdziwego życiowego sukcesu jeśli potomstwu nie zostaną zaszczepione biblijna wizja i wartości królestwa. Sukces bez sukcesorów jest tak naprawdę niepowodzeniem. Czytając miedzy wierszami Nowego Testamentu odkryjesz duchowe więzi, ojcowskie relacje, nawiązywane między dojrzałymi chrześcijanami i młodymi liderami, których mentorowali.

Właśnie tak było ze starszymi i diakonami, zarówno mężczyznami jak i kobietami. Było to tak naturalne i powszechne, traktowane w ruchu znanym jako Droga, pierwszym kościele, jako coś pewnego, jako jedyna metoda odtwarzania nowych liderów. Dziś używamy bezosobowych metod do masowej produkcji liderów. Posyłamy ich daleko od ich lokalnego kościoła, ufając obcym z odległych seminariów czy szkół biblijnych, że dokończą naszą pracy. Raczej zinstytucjonalizowaliśmy młodych liderów zamiast ich przyuczać. Tak, biblijna wiedza, solidna teologia i świadomość historii kościoła są ważne dla przywódców kościelnych, lecz nic nie zastąpi wyposażenia jakie uzyskuje się pod skrzydłami doświadczonych i powołanych przez Boga mężów i niewiasty. Powinno tak być nie tylko dla opłacanych członków grup przywódczych. Ap. Paweł powiedział kilka razy o swoich duchowych protegowanych: „piszę to, nie aby was zawstydzić, lecz aby was napomnieć, jako moje dzieci umiłowane. Bo choćbyście mieli dziesięć tysięcy nauczycieli w Chrystusie, to jednak ojców macie niewielu; wszak ja was zrodziłem przez ewangelię w Chrystusie Jezusie. Proszę was tedy, bądźcie naśladowcami moimi”  (1 KOR. 4:14-16)


Te słowa Pawła, mogłyby nas poprowadzić do zadania sobie kilku diagnostycznych pytań. Najpierw pojawia się następującaobserwacja: Paweł nie używał manipulacji czy religijnego zawstydzania jako metody wymuszania ich posłuszeństwa. Korzystał z wyraźnego, jasnego ostrzeżenia czy zabezpieczenia, aby ich napomnieć, upomnienia (parafraza) typu: „jeśli będziecie zaspokajać cielesne zachcianki, będziecie zbierać cielesne rzeczy; jeśli zainwestujecie w duchowe sprawy, będziecie zbierać to, co Duch może dać”. Przeczytaj ponownie słowa ap. Pawła w powyższym wersecie i zadaj sobie następujące pytania:

Kto jest moim duchowym ojcem? Kto troszczy się o mnie na tyle, aby mnie upominać? Czyje życie i służbę staram się naśladować? Jaka duchowa rodzina zaadoptowała mnie? Czyim duchowym ojcem lub matką będę, gdy zacznie dorastać? Mamy dziś tysiące znakomitych kaznodziei i biblijnych nauczycieli, lecz niewielu prawdziwych przywódców, którzy chcieliby poświęcić swój czas i odłożyć na bok własne kłopoty na rzecz osobistego wyposażenia pojawiających się wokół nich młodych liderów. W rzeczywistości wielu pastorów seniorów z tradycjami widzi pośród swojej trzody ludzi z darami czy powołaniem jako zagrożenie dla swojej pozycji czy bezpieczeństwa. To są ci, których trzeba trzymać z boku, a nie ci, których należy cenić, rozpoznać i wychować. Nie zdają sobie sprawy z tego, że największą rzeczą jakiej może dokonać lider jest pomnażanie służb i wysyłanie ich na świat. Liderzy zachodniego kościoła niemal w całości zaadoptowali strukturę kościoła, w której nie ma ojców. Jest to skuteczna metoda masowego handlu biblijną wiarą, lecz pozostawia niedostrzeżone jednostki jako sieroty w ich własnych domach. Wydaje się, że jest to skuteczne, lecz odbywa się to kosztem celów, które sięgają poza kaznodziejstwo i nauczanie, to znaczy do szkolenia i wyposażania jednostek. Jest to osłabiony rodzaj chrześcijańskiej struktury, który nie jest w stanie ukształtować pojawiających się liderów nawet dla dla kościoła, a co dopiero na potrzeby biznesu czy rządów. Prawdziwi ojcowie wiary kładą trwałe fundamenty, które stanowią wyposażenie następnego pokolenia, dzięki któremu będzie ono mogło zajść dalej od nas.

Poziom naszego sufitu powinien być dla nich podłogą. Przez dziesięciolecia, modliłem się tym życiowym tekstem z Księgi Psalmów, który opisuje mój cel: „Boże, uczyłeś mnie od młodości mojej, a ja aż dotąd oznajmiam cudowne sprawy twoje. Toteż i do starości, gdy już będę siwy, Nie opuszczaj mnie, Boże, aż opowiem o ramieniu twoim następnemu pokoleniu„. (Ps. 71:17-18). Następne pokolenie jest ogromnie ważne dla Boga, kościół zawsze jest o jedno pokolenie dalej licząc od tych, którzy siwieją odchodząc na emeryturę i są już na wymarciu. Chrześcijaństwo jest wielopokoleniowe. Idziemy śladami Abrahama, który odkrył, że Bóg zachowuje przymierze od jednego pokolenia do drugiego. On jest Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba. Bóg jest Bogiem dochowującym przymierza. Na początku tego roku stałem razem z moim

synem, Scott’em, gdy oddawaliśmy Panu jego trzecie dziecko a pierwszego wnuka, który nazywa się Izrael Barak Wood. Spojrzałem na dwoje moich dzieci i troje wnuków i zdałem sobie sprawę z tego, że Pan był wierny Swemu słowu, gdy powołał mnie do służby głoszenia, gdy powiedział mi, że Słowo, które wkłada w moje usta i Ducha, którego daje do mojego wnętrza, nie odstąpią od moich dzieci, ani od dzieci moich dzieci. Widziałem dowody na to, że Bóg zachował swoje przymierze nawet do trzeciego pokolenia.

Nieświadomie duch sierocy obecny w kaznodziei czy pastorze bardziej wykorzystuje ludzi niż w nich inwestuje; ceni sobie wielkie tłumy bardziej niż kilku uczniów; poświęca długoterminowe skutki na rzeczy natychmiastowej satysfakcji dobrego samopoczucia. Duch sierocy jest bezosobowy i skierowany na odgrywanie przedstawień, nie dopuszcza ludzi blisko, ani nie pozwala na to, aby byli prawdziwi. Traktuje ludzi jako dyspozycyjnych; bardziej jako środek do zdobycia celu niż jako sam w sobie cel, czyli ich dojrzewanie w Chrystusie wiążące się z tym przynoszenie większej ilości owoców. Biblia oferuje taką obietnicę Pańską, którą znajdujemy w 1 Kor. 6:18 in.: „I będę wam Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami mówi Pan Wszechmogący„. Pan Jezus zaś, mówi nam (Jn 14:18), że: „nie zostawię was sierotami, przyjdę do was...” i (Jn. 16:27): „… ponieważ Sam Ojciec miłuje was…” Jakże cudowna, dobra nowina, że możemy stać się dziećmi Bożymi, po prostu przyjmując Jezusa i rodząc się na nowo! Jakiż przywilej chodzić z Bogiem jako naszym Niebiańskim Ojcem! Lecz dzieci nie mogą wychować się same. Wprowadzane są na świat jako bezbronne niemowlęta, po czym przechodzą przez lata dzieciństwa wymagając nieustannego nadzoru. Wychowanie dzieci wymaga pracy. Niemniej, one rosną i sposób w jaki wypełniasz swoją rolę jako rodzić, niekoniecznie zmienia się w czasie, bez względu na to czy dotyczy to dzieci naturalnych, czy duchowych, kogoś kogo mentorujesz w wierze. Jak powiedziałem do mojego syna, gdy udzieliłem mu ślubu: „Poświęciłem pierwsze trzy lata na wychowywanie cię, następne trzy na opieranie się tobie, a te ostatnie trzy przed twoją dojrzałością na wypuszczenie cię spod mojej opieki”.

Większość kościołów jest przepełnionych duchowymi dziećmi, nieustannie potrzebującymi ze Słowa tylko mleka, zamiast mięsa, nigdy nie dyscyplinowanych ku sprawiedliwości, nigdy nie uczonych w tym, co dotyczy rodziny i nigdy nie wystawianych do pracy na polach Ojca. Jest już czas na to, aby to wieczne dzieciństwo wierzących skończyło się i na to, aby powstali dojrzali w wierze synowie i córki. Do tego zadania potrzebni są duchowi ojcowie i duchowe matki. Kim oni są? Dlaczego nie widzimy więcej tych, którzy wypełniają swoje zadania? Bycie ojcem wymaga stałej obecności, wiedzy, gdzie nasze dziecko jest zarówno jeśli chodzi o geograficzne położenie, jak i jego relacje. W domu i w kościele, tata może mieszkać w tym samym miejscu, lecz nie okazuje uczuć czy jest roztargniony, nieuważny to odstępuje od swojej odpowiedzialności. Renegat jest buntownikiem. Z tego właśnie powodu, Derek Prince mawiał: „Większość amerykańskich mężczyzn to buntownicy”.

Gdy zbliżamy się do pełni czasów, a świat zwraca się ku konfliktowi wieków i oczekuje na ponowne przyjście Chrystusa, Bóg zajmuje się wzbudzaniem, odnawianiem, i naprawą naszych utraconych, życiowych fundamentów. Te fundamenty to nie tylko dary duchowe czy fundamentalne doktryny, lecz są to również mężczyźni z wizją, moralnością i cnotami wszczepionymi wprost ze Słowa Bożego w ich serca, umysły i charakteryzującymi ich styl życia. Aby być mężem Bożym, najpierw musisz być mężczyzną. Modlę się z całego serca o to, abym odgrywał swoja rolę w zwróceniu ojców ku ich dzieciom i dzieci ku ich ojcom. Pragnę widzieć jak powstają prawdziwi ojcowie w wierze i zajmują swoje miejsce, pomagając ratować do zdemonizowane pokolenie przed utratą nadziei. Amen.
раскрутка

Uzdrowienie ducha sierocego_04

Logo_WoodWood Ron


Na początku tego roku przekazałem pewnemu pastorowi takie prorocze słowo: „Twój następny kościół ma 13 lat”. Gdy ponownie odwiedzałem go, Pan dał mi zrozumienie tego dziwnego słowa. Oznaczało ono, że jego kościół jest obecnie nastolatkiem a pastor musi dostosować sposób prowadzenia do tego wieku. Z małymi dziećmi jest tak, że robisz dla nich wszystko. Gdy osiągają wiek lat …nastu zdajesz sobie sprawę z tego, że dorosły już do tego, aby oddawać im niektóre obowiązki, aby się uczyły. Wiek lat trzynastu, u większości nastolatków ma to do siebie, że jest to punkt zwrotny w życiu. Szalejące hormony doprowadzają ich ciała do dojrzałości. Czy nie pamiętasz niewygody tego czasu? Nastolatki są gotowe do rozrodu, lecz nie są jeszcze na tyle dojrzałe, aby podjąć tą odpowiedzialność.Cierpią na wewnętrzny brak poczucia bezpieczeństwa w swej tożsamości i niepewność swoich zdolności. To właśnie wtedy potrzebują silnego prowadzenia ojca, bardziej niż delikatnej matczynej troski. Jest to czas przemian. Moje prorocze słowo miało na względzie wiek rozwojowy kościoła i jego stan, i zamiarem Pana było to, aby pomóc temu pastorowi skupić się na jego najważniejszej w tym czasie misji.

W zeszłym miesiącu brałem udział w spotkaniu, na którym duch proroczy był w bardzo silny sposób obecny. Wyjąłem papier, pióro i zacząłem spisywać to, co słyszałem od Ducha… „Przykładam siekierę do sierocego ducha, który dokonał inwazji tego kościoła. Nie zamierzam już dłużej tolerować systemów i struktur, które opuszczają moje dzieci. Łaska bycia ojcem i matką w wierze powraca, aby ratować to osierocone pokolenie. Uzdrowię gorzki korzeń odrzucenia, a na to miejsce wstawię pewność akceptacji. Będziecie odczuwać Ojcowską miłość i szukać Jego dobroci, i dzielić Jego chwałę i łaskę. Ponieważ Panu upodobało się, aby w tych dniach przyprowadzić wielu synów do chwały i poprzez Jego rodzinę uzdrowić ziemię i zakończyć przekleństwo”. Gdy rozważałem to słowo przez następne dni, zdałem sobie sprawę z tego, że we współczesnym kościele mamy wielu kaznodziejów, lecz niewielu ojców. Większość kaznodziejów, którzy odnoszą powodzenie, przyjmują raczej biznesowy model kościoła niż rodzinny. Podobnie jak naturalni ojcowie mogą oni być tak pochłonięci przez pracę, że nie mają już wolnego czasu na osobiste relacje. Cały swój czas i energię poświęcają na utrzymywanie w ruchu programów, lecz nie inwestują odpowiedniej ilości czasu w rozwój następnego pokolenia. Praca staje się coraz bardziej bezosobowa – lekcje w klasie nigdy nie zrobią tej roboty. Gdyby to było możliwe to nauczyciele szkolni mogliby wychować nasze dzieci dla nas. Nauczanie może przekazać większą ilość informacji, lecz nie spełnia wymagań kształtowania charakteru, szkolenia w czasie pracy, czy dyscypliny, która jest konieczna do dorosłości.

Czym się charakteryzuje duch sierocy? Dlaczego Bóg gniewa się na takie postawy; to zwodnicze nastawienie umysłu? Cokolwiek to jest, osobiście wierzę, że jest to coś przeciwnego do ducha adopcji, który pochodzi od Ojca Niebieskiego. Pastorzy, kościoły, a nawet całe denominacje mogą zostać zarażone tą postawą zimnej miłości. Zimna miłość jest jak sztuczne światło – brakuje mu słonecznego ciepła i hamuje wzrost. Odkupieńcza Boża miłość przejmuje sieroty i umieszcza je w duchowych rodzinach – zdrowych rodzinach, które mają zarówno ojców jak i matki. Nie jest to sierociniec prowadzony przez dyrektora. Nawet najlepiej zorganizowane sierocińce pozostają sierocińcami. Bóg chce zdrowych społeczności, związanych grup, duchowych rodzin, o wiele więcej miłości, szczerości i prawdziwych relacji, tego, czego niż można znaleźć w typowych organizacjach, jakie zwiemy kościołami. On chce, aby Jego rodzina wyrażała ducha adopcji, tak aby zgubieni ludzie mogli odkryć swoją tożsamość w Chrystusie, rozwinąć swoje obdarowania i zostali zatrudnieni do pracy w swojej życiowej misji. Ta tożsamość powinna być umacniania w atmosferze rodzinnej miłości prowadzona przez prawdę Bożego słowa. Wartość każdej osoby jest wyrażana w społeczności chrześcijańskie, a nie we wspaniałej izolacji. Wszyscy mieszkający w sierocińcu wiedzą o tym, że nie jest to doskonała rodzina. Proces, jakiego Bóg używa, aby uzdrowić sierocego ducha nazywa się duchową adopcją. Adopcja jest pierwszą postawą bezwarunkowej miłości, duchowej postawy akceptacji, zanim zostanie wyrażona słowami czy rozpoznana. Ta Boża postawa manifestuje się w boskiej miłości do kogoś innego, zanim ten stanie się wartościowy, wtedy gdy ciągle jest słaby, zanim nawet zasłuży na nią, czy będzie w stanie docenić ją. Kochaliśmy innych ponieważ Bóg nas pierwszy umiłował. Boża miłość ma naturę odkupieńczą i globalną. Widziałem jak ona działa w życiu ludzi, gdy dzieliłem się wcześniej opisaną historią mojej żony adoptowanej jako dziecko. „Co widzieliśmy, i słyszeliśmy, to i wam zwiastujemy, abyście i wy społeczność z nami mieli, A społeczność nasza jest społecznością z Ojcem i z Synem Jego, Jezusem Chrystusem”

(3 Jn 1:3) (Takie jest pochodzenie grupy U2 – zwrot „you too” (ty też) oferuje włączenie tych ludzi, którym świadczymy!). Koniec zbawienia jest czymś więcej niż solowym doświadczeniem; jest to adopcja do Bożej rodziny. Nasze współczesne kościelne metody tak długo rozdzielały Słowo Boże, aż zaczęliśmy dzielić się słowem zbawienia, zamiast dzielić się drogą zbawienia, na którą wchodzi się w całości, z całym swoim życiem. Świadectwo Jezusa jest czymś więcej niż abstraktem prawdy z dodatkiem życia wiecznego; jest to przemieniająca moc, które włącza nas do żywego Ciała Chrystusa teraz, tutaj na ziemi.

Ludzie dotknięci duchem sierocym nie czują tego, że gdziekolwiek należą. Podobnie jak opuszczone dzieci, które się same wychowują, często nie mogą się dostoswać, są obcymi, bez duchowego domu czy duchowego ojca. Odłączeni od przymierza miłości, czują się zagubieni w tłumie, po prostu jako jeszcze jeden numer na liście. Sfrustrowani, mogą nawet chcieć ojcostwa w Panu, lecz czują się lekceważeni i odrzuceni przez tych, którzy powinni ich wziąć pod swoje skrzydła. Czasami uciekają spod panowania niezdrowych liderów, którzy byli dyktatorami, kontrolerami czy ludźmi spragnionymi władzy. Amen . . uciekaj szybko! Lecz często szef kościoła jest zbyt zajęty prowadzeniem spraw kościoła, przygotowywaniem kazań, zdobywaniem środków i rozpraszany przez WIELKI obraz wzniosłych celów. Wielu mężów Bożych pracuje ciężka nad tym, aby zbawić świat, lecz w tym czasie tracą swoje własne dzieci. Wiem.. gdy sam byłem pełnoetatowym pastorem rosnącego kościoła, niemalże mnie się to samo zdarzyło. Warto zwrócić uwagę na ostatnie słowo Starego Testamentu, wypowiedziane przez proroka Malachiasza. Przede wszystkim, trzeba pamiętać, że Bóg milczał przez poprzednie 300 lat, aż do czasów Jana Chrzciciela, w którym duch Eliaszowy grzmiał: „Pokutujcie!” To ostatnie słowo mówi również o przekleństwie, który przychodzi, gdy nie ma ojców. Opisuje ono zadanie Eliasza, używając symbolu namaszczenia spoczywającego na odnowieniu fundamentów wiary. Malachiasz mówi, że Bóg użyje namaszczenia Eliasza, aby zwrócić serca ojców ku ich dzieciom i serca dzieci, ku ich ojcom. Innymi słowy, przepaść między ojcami i synami zostanie usunięta i postawiony będzie pomost między jednym pokoleniem i drugim (Mal. 4:6). Aby się to stało, aby zostały uzdrowione te relacje, najpierw muszą znaleźć się na swoim miejscu ojcowie wiary. Bóg przygotowywał mężczyzn do tej roli i teraz wskazuje ich, abyśmy ich wszyscy widzieli. Prawdziwi duchowi ojcowie to każdy z obszaru pięciorakiej służby wymienionej w Ef. 4:11. Niemniej jednak Ef 2:20 mówi nam, ze fundamentalnymi duchowymi ojcami dla każdego pokolenia są apostołowi i prorocy usługujący Ciału Chrystusa. Dla wielu jest to szokiem, choć ich dyspensacjonalistyczne uprzedzenia każą myśleć, że tylko pastorzy i nauczyciele przetrwali do dziś, wraz z kilkoma ewangelistami. Nie jest tak. Te urzędy są „ustanowione w kościele” i nie odeszły, lecz po prostu były ignorowane (1 Kor. 12:28).

Pismo przepowiada ważne wydarzenia, które pomogą nam rozpoznać czasu. Musimy słuchać tego, co Duch mówi do kościoła. Lata temu, słyszałem jak Duch Boży mówił do mnie: „Jeśli tylko możesz usłyszeć, jeśli możesz znieść to, jeśli możesz przyjąć, to wiedz, że Duch Eliasza przychodzi”. Implikacje tego były takie, że nie jest to namaszczenie łatwe do przyjęcia przez większość religijnych kręgów. Z pewnością, uczeni w Piśmie i faryzeusze nie lubili tego namaszczenia, które miał Jan Chrzciciel, gdy nazywał ich plemieniem żmijowym i wzywał do pokuty. Jan domagał się od większości religijnych ludzi na ziemi pokuty, aby mogli wejść w nowy czas Boży. Jest tak i do dzisiaj. Przez całe swoje życie byłem zafascynowany Eliaszem. Inaczej niż Mojżesz, Eliasz był prorokiem Bożym, który nigdy nie napisał księgi do naszej Biblii. Był zuchwały, ekstremalny i prawdopodobnie trudny do zniesienia dla otoczenia. Miał dar wiary, aby modlić się o ogień z nieba czy zatrzymanie deszczu. Skonfrontował się z Jezebel i zgromił Ahaba, odwrócił Izraela od czci Baala, ratując ich w ten sposób przed wyginięciem. Jezus powiedział, że „moc eliaszowa” duchowej łaski spoczywała na Janie Chrzcicielu i sprawiała, że był on czymś „więcej niż prorokiem” (Mat. 11:9). Powiedział również, że ten dar znowu zbliża się (Mk. 9:12). Odnosi się to do nadzwyczajnego namaszczenia spoczywającego na poszczególnych prorokach, aby konfrontowali się z bałwochwalstwem, ujawniali fałszywe rządy czy nawet czarownictwo, odnawiali wyłomy między pokoleniami i wskazywali ludziom na powrót do Bożych dróg. Jak powiedziałem, wierzę, że przebudzenie uderzy w kościół dwoma drogami. Wierzę również w to, że oba przyjdą za naszego pokolenia. Będzie to wymagać dobrych Bożych dróg oraz Bożych czynów mocy. Religia, ta którą znamy, albo ulegnie przemianie i stanie się płodna, albo stanie się sucha jak kurz i bezpłodna. Nie będzie ucieczki przed poruszeniem Bożym. Ojciec bardzo poważnie traktuje oddanie Swego Syna, Jezusa, na dziedzictwo wśród narodów (Ps. 2). Pierwszą falą przebudzenia będzie odnowienie Bożych dróg, która zwróci serca ojców ku dzieciom, w naturalnym i duchowym sensie. Uzdrowi ona zniszczone rodziny i przemieni struktury kościoła. Wymaga to ponownego odkrycia pierwotnego zadania Bożych apostołów, to jest, duchowego mentorowania synów (Biblijnym terminem jest „czynić ich uczniami”). Druga fala będzie odnowieniem cudów, znaków i dzieł mocy, które potwierdzają Boże słowo o królestwie Chrystusa, sprawiając, że ludzie będą zdumieni potężną mocą Boga. Stanie się to, gdy kościół nauczy się cenić i przyjmować Bożych proroków, Jego agentów przymierza, Jego nowotestamentowych ognistych posłańców. Niestety większość kościoła będzie chciała przeskoczyć tą pierwszą fazę, silnie przylegając do drugiej, lecz w ten sposób nic się nie uda. Ceniąc bardziej Boże działa od Bożych dróg, chybiają celu i tracą błogosławieństwo. Podam wam fragment, w którym Pismo proroczo opisuje to dwuetapowe przebudzenie końca czasów. Posłuchaj tych słów, które Jezus wypowiedział, zaraz po tym, gdy namaszczenie Ojca po raz pierwszy zamanifestowało się na Jego życiu. Powiedział w Ew. Łuk 4:25-26, że Eliasz został posłany do wdowy, do samotnej matki, która miała syna, do domu, gdzie brakowało ojca (1 Król. 17:9). W tej ilustracji, namaszczenie Eliasza odnosiło się do zaspokojenia potrzeb pokolenia tych, którzy nie mieli ojców. Później Eliasz wzbudził z martwych syna tej wdowy (w. 17-24). Jakże wspaniały obraz służby końca czasów, proroków noszących namaszczenie Eliasza!

Jeśli wszystko co mamy to tylko pastorzy – służby „troszczące się o trzodę” – to będzie brakowało agresywnej, pionierskiej i dającej postęp Królestwa służby. Rodzinne DNA i Chrystusowy model służby będą niepełne. Podobnie, jak w każdym zwyczajnym domu, najzdrowsze jednostki rodzinne mają przywódce zarówno w mężczyźnie jak i kobiecie – ojca i matkę. Tak, kościół potrzebuje delikatnej matczynej opieki, szczególnie wobec młodych wierzących, lecz dojrzewanie dorosłego kościoła wymaga sprawowania ojcowskiej opieki w wierze przez apostołów i proroków, mężczyzn! Ich dar łaski jest unikalny. To zadanie wyposażania świętych jest dziełem, którego lokalni pastorzy i nauczyciele nie są wstanie sami wykonać. Będzie ono niedokończone bez pracy apostolskiego czy proroczego zespołu, który są obecni w swym szeregu lub poza-lokalnych zespołach, przybywających na pewien czas. Potrzebujemy dziś służb z różnorodnymi obdarowaniami, współpracujących w celu wyposażenia kościoła na koniec czasów. Skąd wiem o tym, że następne poruszenie Boże będzie miało dwa stadia – odnowienie ojców, którzy uzdrowią sierocego ducha tak szerzącego się w kościele, oraz przełamanie się fali przebudzenia cudownej mocy? Ponieważ, Pan tak mówi. Duch Pański przynosi świadectwo poprzez wielu proroków mówiących na temat okresu, w którym obecnie żyjemy

Lecz to nie wszystko: poruszenie Boże jeszcze się nie skończyło. Jest jeszcze więcej. Jezus opowiedział o tym namaszczeniu w ew. Łukasza 4:27 historią o tej łasce, która spoczęła na Elizeuszu. Elizeusz był protegowanym Eliasza, jego sługą, był jakby jego synem. Podniósł płaszcz Eliasza, wielki symbol namaszczenie tego męża Bożego. Ten dar łaski następnego pokolenia manifestował się w podwójnej mocy cudów, które uczynił Elizeusz, choćby tylko dla przykładu, gdy uzdrowił obcego męża z trądu (2 Król. 5:1-14). Widzę nadchodzące dwie fale przebudzenia. Pierwsza zajmie się charakterem, odpowiedzialnością, strukturami, celami, metodami i kształtem kościoła w naszym pokoleniu. Druga fala przyniesie charyzmę, obdarowania, autorytet, potwierdzanie Bożego słowa i potwierdzanie, że królestwo Chrystusowe jest nadrzędne nad wszystkim. Nie wejdziemy do drugiej fali, bez uchwycenia pierwszej. Nie możemy otrzymać wyposażenia, jeśli nie będziemy mieli odpowiednich mężczyzn, którzy będą potrafili go używać. Jak powiedział jeden z dowódców wojskowych USA przed rozpoczęciem wojny w Iraku: „wyposażamy mężczyzn, a nie obsadzamy sprzętem” (w j.ang. gra słów: “We equip the man, we don’t man the equipment”).

Bóg znakomicie potrafi poprzez cudowne dary łaski przekazać wyposażenie, którego potrzebujemy, aby dokończyć dzieła Wielkiego Nakazu. Najpierw jednak musi mieć żołnierzy wiary, którzy mają kwalifikacje, są w stanie znieść bojowe warunki, potrafią znaleźć się pod autorytetem i są mężami pełnymi odwagi, a ich życie jest spójne z wiarą. W takim przypadku, skoro Bóg daje wszystkim jednakowe możliwości, jeśli chodzi sprawy Ducha, to na tym nowym poziomie bitwy: „Mają się zgłaszać wyłącznie prawdziwi mężczyźni”.

продвижение сайта