Category Archives: Temat

Tematyka artykułów

Codzienne rozważania_18.02.2017

2J 11
KTO GO BOWIEM POZDRAWIA (ZWODZICIELA), UCZESTNICZY W JEGO ZŁYCH UCZYNKACH.

Nietrudno wyciągnąć z tego praktyczne wnioski odnoszące się do naszej dzisiejszej sytuacji. Należy to czynić bardzo ostrożnie, pamiętając, że pierwszorzędną sprawą jest tutaj sytuacja lokalnej społeczności. Słowa Jana to nie zachęta do trwania e sekciarskim oddzieleniu od innych, co nieraz stało się przyczyną katastrofy niegdyś pełnych wiary i wigoru społeczności. U podstaw zasadniczych doktryn wiary leży zarówno zasada moralnego oddzielenia od zła, jak i jedność wierzących, a nie drugorzędne kwestie porządku czy też władzy w Kościele, co do których opinie chrześcijan zawsze będą się różnić.

Nie ulega wątpliwości, że należy oddzielić się od tych, którzy kwestionują boskość naszego Pana Jezusa Chrystusa. Nie jest to przejaw miłowania wierzących, gdy ktoś zaprasza mówcę głoszącego nauką przeciwną nauczaniu Chrystusa. Jak społeczności czy ugrupowania chrześcijańskie połączą się razem w ewangelizacyjnym przedsięwzięciu, jeśli poselstwo, które ma zostać wygłoszone, nie będzie wierne Biblii i tym samym nie zostanie zaakceptowane przez biorących w niej udział? Podobnie też na wszystkich wierzących, jednoczących się wokół biblijnej Ewangelii, spoczywa odpowiedzialność wyrażenia tej jedności. Powinniśmy burzyć sztucznie wznoszone bariery – denominacyjne, kulturowe czy też biorące się z różnych tradycji.
Nade wszystko powinniśmy miłować się wzajemnie i wszelkimi siłami podtrzymywać tę miłość tak, by świat mógł poznać, czyimi uczniami są chrześcijanie. „Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli miłość wzajemną mieć będziecie” (Jan 13:35).
Pozdrawiam i życzę błogosławionego dnia.

Codzienne rozważania_17.02.2017

2J 10
JEŻELI KTOŚ PRZYCHODZI DO WAS I NIE PRZYNOSI TEJ NAUKI, NIE PRZYJMUJCIE GO DO DOMU I NIE POZDRAWIAJCIE.

Jak w tamtych czasach wzrastała tak i dzisiaj wzrasta liczba wędrownych proroków i kaznodziei a chrześcijanie byli i są świadomi swego obowiązku gościnności i udzielenia wsparcia Bożym posłańcom. Jednak Jan podkreśla, że ten rodzaj praktycznej pomocy zależy od treści poselstwa jakie głosi nasz wędrowny gość. Werset ten mówi o normalnej z punktu widzenia miłości chrześcijańskiej reakcji, szczególnie w stosunku do kogoś, kto całkowicie poświecił się wędrownej służbie nauczania, stąd też uzależniony był i jest od szczodrości współbraci w wierze, jeśli chodzi o schronienie i wyżywienie. Chrześcijanin powinien z miłością przyjąć wędrowca do swego domu i ugościć go. W tym wersecie chodzi prawdopodobnie o zaproszenie takiego człowieka do zboru, a nie do prywatnego domu. Nie wydaje się, żeby wędrowni nauczyciele chcieli się angażować w głoszenie od drzwi do drzwi. Woleli raczej przybyć na zgromadzenie i poprosić o możliwość przemawiania czy też uczestnictwa w nabożeństwie. Oczywiście społeczność chrześcijańska mogła spotykać się w domu. Przyjęcie kogoś obcego do domu oznaczałoby wówczas przyjęcie jego nauczania i powitanie go w społeczności.

Pozdrowienie oznaczałoby tutaj coś więcej niż grzecznościową formułkę. Byłoby to raczej oficjalne wyrażenie radości z jego przybycia i publiczna deklaracja przyjaźni. Lecz jeśli tego rodzaju gościnność będzie okazywana fałszywym nauczycielom, nie będzie miała wiele wspólnego z chrześcijańską miłością a raczej z duchowym samobójstwem. Należy raczej pomyśleć o miłości wobec reszty społeczności, ponieważ wizyta taka naraża pozostałych chrześcijan na zgubne wpływy herezji. Nie jest to również przejawem miłości wobec „zwodziciela”, ponieważ utwierdza go to jedynie w błędzie, do którego być może nigdy się nie przyzna. Przede wszystkim jednak taka fałszywie pojęta gościnność nie wyraża miłości do Boga, gdyż oznacza aktywne popieranie zła – pomoc w szerzeniu kłamstwa, które niszczy prawdę.
Pozdrawiam i życzę błogosławionego dnia.

Codzienne rozważania_16.02.2017

2J 9
KTO SIĘ ZA DALEKO ZAPĘDZA I NIE TRZYMA SIĘ NAUKI CHRYSTUSOWEJ, NIE MA BOGA. KTO TRWA W NIEJ, TEN MA I OJCA, I SYNA.

Werset ten jest zarówno podsumowaniem jak i powtórką z podstawowych zasad, w oparciu o które mamy osądzać, co jest, a co nie jest prawdą. Jednocześnie widzimy, dlaczego odejście od prawdy prowadzi nieuchronnie do zgubnych dla naszego ducha konsekwencji. Wszelka nowość niesie ze sobą pozory atrakcyjności, a fałszywa doktryna będzie cieszyć się największym powodzeniem, kiedy zostanie nazwana postępowym myśleniem. Nasz pęd do nowości przyniósł wiele nieocenionych korzyści w sensie polepszenia naszego bytu na ziemi. Bóg powierzył ludziom zadanie, by „napełnili ziemię i czynili ją sobie poddaną” (1Moj 1:28). Ale nie tylko to. Darowana nam przez Boga nasza planeta to niezwykle skomplikowana łamigłówka do rozwiązania, ogromne bogactwo do odkrycia i spożytkowania. Jakość naszego życia zawdzięczamy w dużej mierze odwadze, umiejętnościom i czystej ciekawości minionych pokoleń. A jednak trzeba wyznać, że zadanie, które otrzymał człowiek, mogło być efektywnie wypełnione jedynie przez człowieka uznającego Boży autorytet. Smutny to fakt, że reakcją wielu chrześcijan na przejawy nowoczesności w świecie bywa zatwardziały tradycjonalizm, konserwatyzm, pielęgnowany najczęściej dla zasady. Wiara chrześcijańska jawi się światu na wzór przedpotopowego dinozaura, skamieniałego pod warstwami coraz to nowych trendów mody filozoficznej i ideologicznej, skamieniałości prehistorycznej, a zatem zbędnej. Zamiast głosić niezmiennie prawdę Bożą w Chrystusie, która jest ostateczną rzeczywistością, Kościół zbyt często dawał się i daje odciągnąć na boczne tory, podejmując beznadziejną walkę o zachowanie swych własnych społecznych i religijnych konwencji. Podobnie jak kiedyś faryzeusze, dziś również wielu jest takich, którzy deklarując z jednej strony wiarę w natchnienie i ostateczny autorytet Pisma, często ulegają pokusie porzucenia Bożych nakazów i trzymania się ludzkich tradycji (Mk 7:8). Nowe pomysły czy też dawne tradycje nie muszą być złe same w sobie, jednak powinny być poddane konfrontacji z Biblią. Nietrudno dostrzec zmienność mody na poglądy czy też wzorce zachowań, zarówno w świecie, jak i w Kościele, który został osadzony w realiach świata przez samego Boga (Jan 17:15). Odrzucenie apostolskiej doktryny o Chrystusie Zbawicielu nie jest wcale postępem lecz odstępstwem. Jedyną możliwością „posiadania Boga”, to znaczy osobistej z Nim relacji, jest wiara w Jezusa Chrystusa, Syna Bożego. Ci jednak, którzy przeczą, jakoby Jezus przyszedł w ciele, nie mają wstępu na tę jedyną drogę prowadzącą do Ojca, stąd też, niezależnie od ich własnego przekonania, nie mogą mieć prawdziwej relacji z Bogiem. Ojciec i Syn są nierozdzielni.
Pozdrawiam i życzę błogosławionego czasu.

Codzienne rozważania_15.02.2017

2J 7-8
BO WYSZŁO NA ŚWIAT WIELU ZWODZICIELI, KTÓRZY NIE CHCĄ UZNAĆ, ŻE JEZUS CHRYSTUS PRZYSZEDŁ W CIELE. TAKI JEST ZWODZICIELEM I ANTYCHRYSTEM.
MIEJCIE SIĘ NA BACZNOŚCI, ABYŚCIE NIE UTRACILI TEGO, NAD CZYM PRACOWALIŚMY, LECZ ABYŚCIE PEŁNĄ ZAPŁATĘ OTRZYMALI.

Brak miłości świadczy zwykle o braku poznania i niechęci w praktykowaniu prawdy. Jeśli jedna strona cierpi, tak samo dzieje się i z drugą. Stało się tak z powodu kryzysu prawdy, wobec której stanął Kościół, na skutek wtargnięcia w jego szeregi zwodzicieli wraz z ich fałszywym nauczaniem. Naczelną zasadą, dającą się zaobserwować u autorów nowotestamentowych, jest fakt, że nie poddawali drobiazgowej analizie fałszywego nauczania, przeciwko któremu występowali. Koncentrowali się raczej na pozytywnym głoszeniu prawdy, ufając, że prawda sama w sobie pokona błędy. Zwodziciele wykazują dwie cechy charakterystyczne, na podstawie których mogą zostać łatwo rozpoznani: błędne przekonania i niepoprawne postępowanie. Zwodziciele nie wyznają, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele. Nie jest to kwestia czyjejś prywatnej niewiary, ale publicznego zaprzeczenia prawdzie. Zwodziciele wykazywali i wykazują niezwykłą aktywność w propagowaniu poglądu, jakoby Jezus nie przyszedł w ciele. Niektórzy fałszywi nauczyciele chętnie głosili i głoszą, że prawdziwy Chrystus zstąpił na człowieka-Jezusa w czasie chrztu a opuścił Go przed męką na krzyżu, gdyż Bóg, będąc Bogiem, nie mógłby cierpieć i umrzeć. Fałszywi nauczyciele nie mogą pogodzić się z faktem, że boska i ludzka natura zjednoczyły się w łonie Marii i że nie można ich rozdzielić.
Wielu zwodzicieli wyszło na świat. Tu możliwe są dwa wyjaśnienia. Może to znaczyć, że wyszli oni na świat w podobny sposób jak czynią to misjonarze, szerzący Eewangelię na nowych terenach. Jeśli takie rozumienie jest słuszne, wówczas znaczyłoby to, że fałszywi nauczyciele rozprzestrzeniali swe herezje z iście misjonarskim zapałem i gorliwością, zdecydowani wywrzeć jak największy wpływ na nowe obszary oraz zdominować jak największą liczbę zborów. Proroctwo Jezusa mówiące, że „powstaną fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i czynić będą znaki i cuda, aby o ile można zwieść wybranych” (Mk 13:22) zostało wypełnione, a Jego wcześniejsze ostrzeżenie: „baczcie, żeby was ktoś nie zwiódł” (Mk 13:5) trafiło w samo sedno. Jedną z cech charakteryzujących fałszywych nauczycieli jest ich odstępowanie od tych, którzy trzymają się prawowiernej nauki. Tacy ludzie nie mogą żyć w środowisku prawdy, pośród wiernej społeczności, ponieważ kwestionują jego podstawowe doktryny. Obojętne, kim są i jak bardzo fascynujący mogą się okazać w osobistym kontakcie oraz bez względu na to, jak atrakcyjne mogą być głoszone przez nich treści, są oni wrogami Jezusa i antychrystami. Miejcie się na baczności. Samozadowolenie jest niebezpieczne zawsze i wszędzie, a szczególnie wówczas, gdy sympatyczni nauczyciele z uśmiechem szerzą błąd mający pozory prawdy. „On jest taki miły i uprzejmy. Jakże może nie mieć racji?” – tak wygląda najczęściej reakcja słuchaczy. Ale tutaj chodzi o dużo ważniejsze kwestie niż czyjaś osobowość. Istnieje niebezpieczeństwo, że ci, którzy lgną do błędu, utracą swą nagrodę.
Pozdrawiam i życzę błogosławionego dnia.

Codzienne rozważania_12.02.2017

2J 4-6
URADOWAŁEM SIĘ BARDZO, ŻE MIĘDZY DZIEĆMI TWOIMI ZNALAZŁEM TAKIE, KTÓRE CHODZĄ W PRAWDZIE, JAK PRZYKAZAŁ NAM OJCIEC.
A TERAZ PROSZĘ CIĘ, PANI, ABYŚMY WZAJEMNIE SIĘ MIŁOWALI, A NIE PODAJĘ CI TEGO, JAKO NOWEGO PRZYKAZANIA, LECZ JAKO PRZYKAZANIE, KTÓRE MIELIŚMY OD SAMEGO POCZĄTKU.
A TO JEST MIŁOŚĆ, ABYŚMY POSTĘPOWALI WEDŁUG PRZYKAZAŃ JEGO. TAKIE JEST TO PRZYKAZANIE, KTÓRE SŁYSZELIŚCIE OD POCZĄTKU, ABY BYŁO ZASADĄ WASZEGO POSTĘPOWANIA.

Największą radością Jana jest widzieć uczniów Pańskich, którzy mocno trwają w prawdzie, dzieci Boże, które przejawiają podobieństwo charakterystyczne dla Bożej rodziny. Jeśli faktem jest, że prawda mieszka w nas na wieki, nieuchronnym obowiązkiem chrześcijanina jest życie w prawdzie. Nie jest to kwestia wyboru, a raczej główny składnik naszego uczniostwa. Mamy chodzić w prawdzie, jak przykazał nam Ojciec. Niebezpieczeństwo polegało na tym, że tylko niektóre dzieci chodziły właściwą drogą. Prawdopodobnie jedną z przyczyn napisania tego listu jest chęć potępienia nonszalanckiej postawy wobec obowiązku posłuszeństwa prawdzie. Napomnienie w wersecie 5 następuje w kontekście zarówno radości, jak i niepokoju wyrażonych w wersecie 4. Mamy pamiętać i praktykować przykazanie, które leży u podstaw duchowego doświadczenia każdego wierzącego: proszę cię Pani, abyśmy się wzajemnie miłowali. Kiedy Pan Jezus po raz pierwszy mówił o prawie miłości, określił je mianem nowego przykazania. W chwili, gdy Jan pisał swój list, przykazanie to było już dobrze znane jako zasadniczy wymóg chrześcijańskiej pobożności. I dzisiaj jest ono znane. Problem nie leży w znajomości, ale w wykonaniu. U podstaw takiej miłości leży wola, a nie emocje. Miłość do Pana jest posłuszeństwem Bogu w każdym detalu Jego woli wyrażonej w przykazaniach. Kto z nas, chrześcijan, nie doświadcza nieustannej walki o wytrwanie w postępowaniu krok za krokiem ścieżką posłuszeństwa? Czasem oddzielamy posłuszeństwo od miłości i w końcu staje się ono utartym obowiązkiem, rutynowym przestrzeganiem zasad. Nic dziwnego, że w końcu tracimy chęć posłuszeństwa i poddajemy się w tej walce. Jeśli jednak pozostajemy we właściwej relacji z Bogiem, jeśli nasze chrześcijaństwo jest przede wszystkim sprawą miłości do Boga, odkryjemy, tak jak uczynił to Jan, że przykazania Jego nie są uciążliwe. Miłość do Ojca i do Syna jest największy bodźcem do posłuszeństwa i wytrwałego kroczenia drogą prawdy. Powinniśmy uznać nowotestamentowe dowody tej niezawodnej miłości, bezgranicznej łaski i podtrzymującej nas mocy i osobiście się pod nimi podpisać. Jesteśmy posłuszni Bogu, ponieważ kochamy Go jako Pana. Miłujemy Go, ponieważ nasze dusze karmią się prawdą Jego Słowa, w którym objawiony został jego charakter oraz doniosły plan zbawienia człowieka. W miarę postępów naszej wiary, w której realizują się obietnice Jego Słowa, wzrastamy w prawdzie i miłości, przyjmując coraz więcej Jego łaski, pokoju i miłosierdzia. To są Boże priorytety, do których zostaliśmy przez Niego powołani.
Pozdrawiam i życzę błogosławionego dnia.

Codzienne rozważania_03.02.2017

1J 5:20-21
WIEMY TEŻ, ŻE SYN BOŻY PRZYSZEDŁ I DAŁ NAM ROZUM, ABYŚMY POZNALI TEGO, KTÓRY JEST PRAWDZIWY. MY JESTEŚMY W TYM, KTÓRY JEST PRAWDZIWY, W SYNU JEGO, JEZUSIE CHRYSTUSIE. ON JEST TYM PRAWDZIWYM BOGIEM I ŻYCIEM WIECZNYM. DZIECI WYSTRZEGAJCIE SIĘ FAŁSZYWYCH BOGÓW.

Nasza zwycięska wiara opiera się na tym co Bóg w przeszłości uczynił w Chrystusie. Chrześcijanie wierzą, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele i że przyszedł przez wodę i krew. Swym przyjściem dał nam rozum, co oznacza możliwość duchowego jak i intelektualnego przyjęcia prawdy. Boża prawda adresowana jest do umysłu, poprzez który przenika ona do serca, by zaktywizować się w woli. Wiara to sprawa spotkania, osobistego poznania i poddania się osobie, która jest prawdą, tak abyśmy poznali tego, który jest prawdziwy. My jesteśmy w tym, który jest prawdziwy. Nie chodzi tylko o to, że Chrystus objawił Ojca poprzez swe wcielenie, doskonałe życie, przebłagalną śmierć i chwalebne zmartwychwstanie, ale że przez to wszystko wprowadził nas w najbliższą, jak to tylko możliwe, więź z prawdziwym Bogiem. Przez wiarę nawiązujemy z Bogiem relację, która jest wieczna i trwała. Zamieszkujemy w Bogu a On w nas. W Chrystusie dzielimy z nim życie w wieczności. Wszystko, co spycha Boga z centralnego miejsca w moim życiu, musi zostać bezwzględnie odrzucone. Wystrzegajcie się fałszywych bogów. Wszelkie wyobrażenie o Bogu, które jest sprzeczne z Jego doskonałym objawieniem w Jezusie Chrystusie musi ulec natychmiastowej deportacji poza granice naszego umysłu. Do nas należy odpowiedzialność wyboru: czy opowiemy się za prawdziwym nauczaniem, czy będziemy wystrzegać się zła w chrześcijańskim życiu, czy porzucimy złe dążenia, niezależnie od tego, czy mają one duchowy, intelektualny czy też materialny charakter. Naszym wrogiem pozostaje niezmiennie fałszywa nauka inspirowana przez diabła. Ale jest też pewność, którą daje Bóg. Chrześcijanie mogą być pewni, że posiadają życie wieczne. Mogą ufać Bogu w kwestiach, które liczą się najbardziej.
Pozdrawiam i życzę deszczu błogosławieństw.

List Algeriusza z więzienia

Algeriusza znamy jako męczennika dzięki materiałowi zawartemu w „Martyr’s Mirror”, gdzie zdecydowanie stwierdza się, że był anabaptystą. Pochodził z Księstwa Neapolu i jako młody student został w Padwie przyłączony do kościoła przez brata, który go ochrzcił. Wkrótce został wrzucony do więzienia, skąd napisał do swych braci bardzo poruszający, radosny, entuzjastyczny i pokazujący dogłębną znajomość Pisma list. Zniósł wytrwale wszelkie tortury. Został wysłany do Wenecji, gdzie zastosowano wszelkie dostępne środki, aby przekonać go do wyrzeczenia się. Wszystko na próżno. Następnie przekazany do Rzymu i oddany papieżowi, który bezskutecznie próbował nawrócić go. W 1557 roku wydał go na najstraszliwszą śmierć.

„Do umiłowanych braci i współsług Jezusa Chrystusa, którzy opuścili Babilon, aby iść na górę Synaj, których imion nie wspomnę, łaska, pokój i miłosierdzie od Boga, naszego Ojca i Pana Jezusa Chrystusa, naszego Pana i Zbawiciela. Amen.

Aby osłodzić wasze cierpienia, którego z mojego powodu przeżywacie, czy ująć z nich nieco, chciałbym wam opowiedzieć o słodyczy, której doświadczam, abyście radowali się ze mną i krzyczeli z radości z dziękczynieniem w obecności Pana.

Powiem temu światu rzecz niesamowitą, a mianowicie to, że odkryłem nieskończoną słodycz w lwich wnętrznościach. Któż w jakikolwiek sposób uwierzy w to, co chcę tutaj powiedzieć? Kto może uwierzyć w to?

W ciemnym dole odkryłem przyjemność; w miejscu goryczy i śmierci – odpocznienie i nadzieję zbawienia; w głębiach piekła – radość. Tu, gdzie inni płaczą, ja śmieję się, gdzie inni boją się – ja znalazłem siłę. Kto uwierzy temu?

W stanie cierpienia odczuwam wielką rozkosz; w samotnym narożniku mam najwspanialsze towarzystwo i w tych najsurowszych ograniczeniach – wielkie odpocznienie. To wszystko dała mi, moi przyjaciele, bracia w Jezusie Chrystusie, miłosierna ręka Boża.

Patrzcie, ten, który początkowo był daleko ode mnie, teraz jest ze mną; Tego, o którym niewiele wiedziałem – teraz widzę wyraźnie; Ten, na którego spoglądałem z dala – teraz widzę obecnego; Ten, za którym tęskniłem – teraz oferuje mi Swoją rękę. On mnie pociesza, On wypełnia mnie radością, On wyciąga ze mnie zgorzknienie, On sprawia, że mam się dobrze, On podtrzymuje mnie, On pomaga mi, On wzmacnia mnie.
Ach, jak dobry jest Pan, który nie pozwoli, aby jego sługa był kuszony więcej niż może znieść! Ach, jakże lekkie, przyjemne i słodkie jest Jego jarzmo!

Czy istnieje ktokolwiek taki jak Bóg Najwyższy, który wspiera i odnawia tych, którzy są kuszeni? On uzdrawia tych, którzy są posiniaczeni, poranieni i całkowicie ich odbudowuje. Nie ma nikogo takiego, jak On. Dowiedzcie się, bracia umiłowani, jak słodki jest Pan, jak wierny i miłosierny; Ten, który odwiedza Swoje przechodzące próbę sługi; który uniża Siebie, aby być w naszych chatach i skromnych domach, On daje nam pogodne myśli i pełne pokoju serce.

Czy jednak ten ślepy świat uwierzy w te rzeczy? Nie, raczej powie (ponieważ jest niewierzący):
„Nie będziesz w stanie długo znosić gorąca, zimna, niewygody tego miejsca. A skoro tak, to jak będziesz mógł znieść krzyż, tysięczne przekleństwa, fałszywe oskarżenia i niezasłużony wstyd? Czy nie pomyślisz o swym drogim kraju, z którego pochodzisz, o wszystkich bogactwach tego świata, o rodzicach, o pozycji i czci królewskiego sądu?
Czy tak po prostu zapomnisz o twoim wspaniałym wykształceniu. Czy nie tracisz tak wiele dla niczego, taaaa, całej twojej pracy, którą wykonałeś. Po co tak się trudziłeś i uczyłeś od swej młodości?
A w końcu, czy nie boisz się w ogóle śmierci, która cię czeka, choć jesteś niewinny?
Ach, jakże skrajną głupotą jest to, że możesz uniknąć tego całego cierpienia wypowiadając tylko jedno słowo, że możesz uciec śmierci, wracając do wiary, którą porzuciłeś, a jednak odmawiasz tego!”
Continue reading