Category Archives: Temat

Tematyka artykułów

Non Possumus – Kościół wobec homoideologii


Ks. dr Dariusz Oko


Wydział Filozofii PAT


Wykład na IV Światowym Kongresie Rodzin


Warszawa 11-13 V 2007


Na krótko przed pielgrzymką Benedykta XVI do Bawarii wyszło na jaw, że dawny kardynał Monachium i obecny papież, nie ma szans na otrzymanie tytułu honorowego obywatela tego miasta. Pomimo ponawianych prób nie zgodziły się na to partie socjalistów i zielonych zasiadające w Ratuszu. Powód?
Jego nieustający i kategoryczny sprzeciw wobec żądań środowisk homoseksualnych.


Dokładnie na cztery tygodnie przed przyjazdem papieża zorganizowano w Monachium marsz homoseksualistów, na który przygotowano wulgarne, obsceniczne fotomontaże oraz kukłę ojca świętego przebranego za homoseksualistę. Na Zachodzie takie profanacje wymierzone przeciw katolikom są regułą, standardem homoparad.


Niedawny Kongres Rodzin w Walencji państwowa telewizja hiszpańska pokazywała podobnie jak niegdyś nasza, komunistyczna pierwszą pielgrzymkę Jana Pawła II do Polski w 1979 roku. Ta starała się pokazać tylko papieża i najwyżej kilka starszych sióstr zakonnych, a miliony pielgrzymów pominąć.
Tamta tak manipulowała, żeby między innymi nie pokazać nawet jednej twarzy 14-osobowej przepięknej rodziny z Monachium, która stała tuż przed papieżem. Za to na dzień przed jego przyjazdem bardzo przychylnie relacjonowała marsz homoseksualistów wymierzony przeciw niemu. Podobnie chętnie jak swego czasu nasza telewizja pokazywała pochody pierwszomajowe.


Te trzy wydarzenia związane tylko z jednym miastem – Monachium, w którym dane mi było przebywać podczas papieskiej pielgrzymki, pokazują, jak bardzo kwestia homoseksualizmu jest terenem starcia Kościoła i świata.


Aktualnie jesteśmy świadkami wydarzeń jeszcze bardziej dramatycznych. Benedykt XVI Przewodniczący Konferencji Episkopatu Włoch abp Agnelo Bagnasco, biskup Genui „dostał list, w którym oprócz jego zdjęcia z namalowaną swastyką był nabój. W języku mafii oznacza to śmierć.”
Ten wyrok śmierci i inne groźby biskup otrzymał za odwagę sprzeciwienia się żądaniom homolobby. Wobec powagi tego kolejnego aktu homoterroru biskup otrzymał nieustanna policyjna ochronę, poparcia udzielają mu demonstranci na ulicach Genui i sam Benedykt XVI. Papież i Episkopat Włoch nadal jednoczą wysiłki w celu niedopuszczenia do legalizacji w tym kraju pseudo-homomałżeństw.

Dlaczego Kościół – przy całym miłosierdziu i szacunku dla człowieka – tak jasno, stanowczo, zdecydowanie, sprzeciwia się homolobby i to pomimo całej jego potęgi i zło wrogości?


Nie może inaczej, wynika to z samej natury Kościoła. Inaczej zaprzeczałby sam sobie, siebie negował. Musi tak czynić, żeby bronić małżeństwo, bronić rodzinę, bronić człowieka. Przemawiają za tym dziesiątki racji. Do najważniejszych należą biblijne, teologiczne, medyczne, wychowawcze i społeczne. Po prostu chodzi tu o elementarną prawdę, elementarną intelektualną i moralną uczciwość.


1. Argumenty przeciw


A. Racje biblijne.
Mało jest rzeczy w Biblii, które są tak jednoznacznie potępione – i to od samego początku. Już w jej pierwszej Księdze, w Księdze Rodzaju czytamy: Skarga na Sodomę i Gomorę głośno się rozlega, bo występki ich mieszkańców są bardzo ciężkie(Rdz 18, 20).
Z tych występków dowiadujemy się najwięcej o jednym, o homoseksualizmie, widocznie dla Boga jest on szczególnie ciężki i odrażający. Kiedy Lot gości u siebie dwóch obcych, pod jego dom podchodzą starzy oraz młodzi mieszkańcy Sodomy i mówią do niego: Wyprowadź ich do nas, abyśmy mogli z nimi poswawolić! (Rdz 19, 5). Na jego błagania odpowiadają groźbami i przemocą. Czara się przepełnia, na drugi dzień Sodoma i Gomora zostają unicestwione, ocalony zostaje tylko jeden jedyny sprawiedliwy – Lot i jego rodzina. To od tego wydarzenia bierze się wyrażenie Sodoma i Gomora na określenie skrajnego ludzkiego rozpasania i zaślepienia moralnego. Bardzo podobną historię znajdujemy w Księdze Sędziów, rozdział 19. Również tam ludzie, którzy gotowi są nawet do współżycia homoseksualnego jako kolejnej formy swojego wyuzdania, dopuszczają się strasznego grzechu, którego konsekwencją jest wygładzenie prawie całego pokolenia Beniamitów.


Potępienie homoseksualizmu jest powtórzone jeszcze z większą mocą w Nowym Testamencie. Św. Paweł wyraźnie mówi, że czynni homoseksualiści, podobnie jak inni grzesznicy, którzy nie chcą się nawrócić, ryzykują potępienie:Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący ze sobą , (…) nie odziedziczą królestwa Bożego (1 Kor 6, 9n). Dla św. Pawła jednym z podstawowych znaków, jak głęboko człowiek upadł, jak bardzo sam sobie zaprzecza, jak daleko odszedł od Boga, jest właśnie homoseksualizm (Rz 1, 18-32). Znana jest mu też ich propaganda (jak dzisiaj) drwiąca w twarz Bogu, pisze: Oni to, mimo że dobrze znają wyrok Boży, iż ci, którzy się takich czynów dopuszczają, winni są śmierci, nie tylko je popełniają, ale nadto chwalą tych, którzy to czynią (tamże 1, 32). Podobne słowa znajdujemy w Liście do Tymoteusza (1, 3-11) oraz Księdze Kapłańskiej (18, 19 – 23). Tak zdecydowane podeptanie zamysłu Bożego, zanegowanie naturalnej komplementarności mężczyzny i kobiety, musi na wielu polach dogłębnie ranić i niszczyć człowieka, musi z czasem przynosić katastrofalne skutki, musi więc pociągać za sobą Boże potępienie.


B. Racje teologiczne – z Tradycji.
Dla Kościoła nieodwołalne znaczenie ma nauka głoszona zawsze i powszechnie. Taką jest potępienie czynnego homoseksualizmu, które Kościół powtarza nieustannie. Znajdujemy je także w ostatnim Katechizmie Kościoła Katolickiego, punkty 2357-2359, 2396. Podkreśla się tam, że same (niezawinione przecież) skłonności homoseksualne nie są grzechem, lecz próbą, wyzwaniem, z którym homoseksualista musi się zmagać, podobnie jak każdy człowiek codziennie musi walczyć ze złymi predyspozycjami, które odkrywa w sobie. Grzechem jest dopiero uleganie zaburzonej skłonności.
Kościół nawołuje do pomagania homoseksualistom w walce ze sobą, do otoczenia ich szacunkiem, współczuciem i delikatnością.


Jan Paweł II był tutaj zawsze jednoznaczny. Np. w marcu 1999 określił pseudo-homomałżeństwo jako godne ubolewania wypaczenie.
W 1994 sprzeciwił się wprost Parlamentowi Europejskiemu, który wzywał do legalizacji takich związków. Powiedział:
Parlament Europejski w sposób nieuprawniony nadał walor prawny zachowaniom dewiacyjnym, niezgodnym z zamysłem Bożym. (…) Nie wolno fałszować norm moralnych.

W specjalnym dokumencie Kongregacji Nauki Wiary z 2003 roku ówczesny Papież, Jan Paweł II i przyszły, wtedy jeszcze kardynał Ratzinger, wspólnie wzywali: Jeśli wszyscy wierni mają obowiązek przeciwstawiania się zalegalizowaniu prawnemu związków homoseksualnych, to politycy katoliccy zobowiązani są do tego w sposób szczególny na płaszczyźnie im właściwej.
To jest nakaz dwóch papieży – Jana Pawła II i Benedykta XVI: wszyscy, ale szczególnie politycy, powinni sprzeciwiać się legalizacji żądań homo-lobby – o ile uważają się za chrześcijan.


Najbardziej znana i uznana święta współczesna, bł. Matka Teresa z Kalkuty, stwierdza: Musimy żyć odpowiednio do planu, według któregozostaliśmy stworzeni: homoseksualizm nie jest naturalny.

C. Racje medyczne.
Dysponujemy na ten temat bogatą literaturą, setkami artykułów i książek, do których odsyłam w przypisach. Szczególnie godna polecenia jest książka „Homoseksualizm i nadzieja” Katolickiego Stowarzyszenia Medycznego USA (którą można otrzymać na stoisku naszej konferencji ). Oto kilka danych z głównie z raportu lekarzy Kanady (J. Shea, J. K. Wilson i inni), Małżeństwo gejowskie i Homoseksualizm. Raport i komentarzmedyczny .

Dowiadujemy się z niego między innymi, że aktywni homoseksualiści statystycznie 4 razy częściej popadają w depresję, 5 razy częściej w nikotynizm, 6 razy częściej próbują opełnić samobójstwo. Żyją przeciętnie, zależnie od form i intensywności swojej aktywności o 8-20 lat krócej, niż pozostali mężczyźni.


Geje stanowią w Kanadzie 70 %, a w Niemczech 60 % chorych na AIDS.
Zatem prawdopodobieństwo zachorowania na tę nieuleczalną chorobę jest u nich odpowiednio około 73-85 [!] razy większe, niż u innych.
Podobnie jest z innymi chorobami zakaźnymi. Np. w Szkocji większość chorych na kiłę to mężczyźni homo- lub biseksualni.
Oznacza to zatem, że w całej reszcie społeczeństwa,łą cznie z pracownicami agencji towarzyskich i ich klientami, chorych na AIDS i inne choroby weneryczne jest łącznie około 2 razy mniej, niż wśród czynnych homoseksualistów, którzy według najbardziej wiarygodnych badań w Kanadzie i w Stanach Zjednoczonych stanowią mniej, niż 2 % ludności.

Ten stan epidemiczny, szczególnie w ich komunach, oczywiście nie bierze się znikąd, ale jest prostą i straszną konsekwencją ich stylu życia. Po owocach ich poznacie. Przyczyną jest niesłychany promiskuizm, którego się dopuszczają. 75% spośród najbardziej znanych, zdeklarowanych gejów USA przyznało, że miało w życiu więcej, niż 100 partnerów seksualnych, a 28% wyznało, że więcej, niż 1000 (!). W Kanadzie aż 43% chorych na AIDS gejów dalej uprawia seks bez żadnych skrupułów, świadomie siejąc ziarna śmierci wśród swoich partnerów. „Związki” homoseksualistów trwają przeciętnie 1,5 roku i to jeszcze w czasie ich trwania mają średnio 12 innych partnerów. Używa się wśród nich pojęcia „małżeństwa z założenia bez wierności” – jak pojęcia kwadratowego koła. W dodatku w tych związkach dochodzi 2-3 razy częściej do aktów przemocy, niż w normalnych małżeństwach. Tak więc sami dla siebie nawzajem są o wiele większym zagrożeniem, niż ktokolwiek z zewnątrz ich kręgu. Jakże często ich życie pod względem zdrowotnym, psychicznym i fizycznym oraz społecznym jest katastrofą, koszmarem. Jak wstrząsające są świadectwa ludzi, którym udaje sięwyrwać z tego zaklętego kręgu.

Trzeba też dodać, że wśród homoseksualistów o wiele częściej zdarzają się przypadki pedofilii.
Okazuje się, że w roku 2004 wszystkie akty pedofilii, o których donosiła w Polsce prasa, w 40% miały charakter homoseksualny.

Kościół ma też tutaj własne, tragiczne doświadczenia. Znane są liczne afery pedofilskie z udziałem księży, które niszczą Kościół USA. Przy całym nagłośnieniu media zwykle skrzętnie przemilczają, że 80 % tych nadużyć miało charakter homoseksualny. Jest to skutek zbytniej pobłażliwości wobec kleryków o takich skłonnościach. Znowu zbyt bezkrytycznie uwierzono niektórym psychologom i przez dziesięciolecia nazbyt łatwo dopuszczano takich ludzi do święceń, pozwolono im na o wiele za dużo. Reakcją Kościoła jest watykańska instrukcja z listopada zeszłego roku, która ogromnie podnosi wymagania wobec kleryków obciążonych takimi tendencjami. Muszą złożyć szczególnie wiele dowodów panowania nad sobą, aby mieć w przyszłości jakąkolwiek szansę na święcenia.
Te obostrzenia są wprowadzane pomimo dotkliwego braku powołań, stoją więc za nimi bardzo poważne racje.

2. Homo-ideologia

Cóż można powiedzieć o ludziach, szczególnie tych lekarzach i psychologach, którzy takich podstawowych danych medycznych i socjo-medycznych nie chcą przyjąć do wiadomości, więcej – nieraz w ogóle ich nie znają? Którzy zachowania seksualne tej grupy stawiają na równi z innym, nawet jeżeli ich skutkiem są zjawiska wprost epidemiczne, gdy np. u naszych sąsiadów, w Niemczech homoseksualiści 73 (!) razy częściej zapadają na AIDS, niż pozostali.
Cóż powiedzieć o lekarzach, którzy twierdzą, że tego nigdy nie da się wyleczyć i oni nigdy nikogo nie wyleczyli, podczas gdy wielu ich kolegów swoimi sukcesami terapeutycznymi dowodzi, że się mylą, że jest właśnie przeciwnie. W istocie wiemy, iż jest to jedno z wielu zaburzeń, które nas obciążają i które często da się przezwyciężyć, trzeba mieć tylko odpowiednią wiedzę i wolę.
Cóż powiedzieć o dziennikarzach i politykach, którzy także zupełnie pomijając te katastrofalne dane, stale rozwijają propagandę homosukcesu?


Oni po prostu mniej lub bardziej świadomie uprawiają i głoszą homoideologię.
Zarówno powierzchowny ogląd, jak i głębsza analiza nakazują tak właśnie określić dominujący obecnie w mediach homoobraz. To jest ideologia, czyli zespół prawd, półprawd, iluzji, kłamstw i mitów. Zespół, który ma służyć nie celom poznawczym, ale osiągnięciu doraźnych korzyści dla grupy, która go głosi. Ideologia w czystej postaci, broń w wojnie o społeczną świadomość. Autentyczna nauka i filozofia służą osiągnięciu prawdy dla wszystkich, homoideologia służy osiągnięciu nienależnych przywilejów dla homolobby. Stosuje ono metody nowoczesnego marketingu, który w profesjonalny sposób ma zmieniać obraz homoseksualizmu i promować go tak, jak promuje się towary. Program sformułowany przez czołowych aktywistów gejowskich na zebraniu w 1988 roku w Virgini zawiera 4 główne cele przemiany świadomości społecznej, która w konsekwencji ma doprowadzić do zmiany prawa.
Są to znieczulenie, manipulacja, konwersja i eliminacja.

Po pierwsze: Znieczulenie. Społeczeństwo trzeba zasypać taką ilością publikacji pro-gejowskich, trzeba osiągnąć taką przewagę w mediach, aby po początkowych oporach przynajmniej zmęczenie lub znudzenie doprowadziło do uznania zjawiska homoseksualizmu zacoś normalnego, akceptowalnego. Grad publikacji ma być jak huraganowy ogień przygotowawczy artylerii, pod którym strach się w ogóle poruszyć, sprzeciwić. W Polsce program ten realizuje przede wszystkim Gazeta Wyborcza. W zeszłym roku w jej różnych wydaniachukazywały się średnio 3 pro-gejowskie artykuły dziennie.

Po drugie: Manipulacja. Geje mają być przedstawiani wyłącznie niezwykle pozytywnie, jako ludzie szczególnie wrażliwi, szlachetni, pełni zasług i sukcesów, a zarazem jako biedna, pokrzywdzona mniejszość. Służy też temu wmawianie, że wielu wielkich ludzi przeszłości było homoseksualistami – jest to tym łatwiejsze, że zmarli protestować nie mogą. Należy natomiast przemilczać i odrzucać nawet najbardziej oczywiste dane o ciemnych i najciemniejszych stronach homoseksualizmu – właśnie tych, które przed chwilą zostały wspomniane. Usiłuje się np. zagłuszyć prawdę o nadreprezentacji homoseksualistóww elitach nazistowskich.

Po trzecie: Konwersja, nietzscheańskie odwrócenie wartości. To, co dotychczas było zaliczane do patologicznego marginesu życia społecznego, teraz ma być postawione w jego centrum jako rzecz godna najwyższego szacunku. Natomiast krytycy homo-ideologii mają zostać wyparci na ten margines, wyłączeni z publicznego dyskursu. Krytyków należy przedstawiać jako ludzi szczególnie odrażających. Bez żadnej dyskusji mają być wepchnięci do kategorii ignorantów, nienawistników, homofobów i bigotów – żeby nawet nie ważyli się odezwać.
Należy też maksymalnie zawyżać procentowy udział homoseksualistów w społeczeństwie. Niektórzy aktywiści mówią nawet 10-25 % – czyli według nich co 10 albo nawet co 4 osoba na tej sali musiałaby być tej orientacji. W Krakowie byłoby to około od 80 do 200 tysięcy ludzi (co znowu kłóciłoby się z tezą o biednej mniejszości). Tymczasem na ich ostatnią manifestację na krakowskim Rynku w listopadzie 2006 przyszło zaledwie około 100 osób.

Po czwarte: eliminacja przeciwników. Ci, którzy tak głośno krzyczą o tolerancji, częstosami, gdy tylko osiągną dostatecznie
wielkie wpływy, nie chcą okazać jej innym. To dlatego znakomity filozof i humanista prof. Rocco Buttiglione, bliski przyjaciel Jana Pawła II, nie mógł zostać komisarzem Unii Europejskiej. To dlatego dla szwedzkiego pastora Åke Greena prokurator tylko za jedno kazanie zażądał pół roku więzienia, a z wyroku sądu pierwszej instancji otrzymał on miesiąc aresztu. O losie abp Bagnasco z Genui już wspominałem. Kogo z homoseksualistów potraktowano w ten sposób? Ja sam, po opublikowaniu artykułu „Dziesięć argumentów przeciw”, który stał się najbardziej znanym i dyskutowanym polskim tekstem anty-homoseksualnym, spotkałem się z jednej strony z wielką publiczną nagonką, a z drugiej strony z wysyłanymi z ukrycia, anonimowymi i najbardziej odrażającymi groźbami każdego rodzaju. W „Gazecie Wyborczej” wydrukowano całą serię artykułów wymierzonych przeciw mnie, a nie dano mi możliwości odpowiedzi.
Całe szczęście, że otrzymałem też odpowiednio wielkie, zdecydowane wsparcie ze strony kardynałów, biskupów i wielu wierzących. Przeciwników trzeba zastraszyć, zmusić do milczenia choćby złamaniem kariery zawodowej, choćby groźbą więzienia i śmierci. Żądanie tolerancji, równości, niezwykle szybko obraca się w prześladowanie chrześcijan.
Operuje się przede wszystkim hasłami, krzykiem, a nie argumentami, unika merytorycznej dyskusji, aby nie ujawniać intelektualnej mizerii swoich racji.
Nic dziwnego, bo dla czegoś, co jest wewnętrznie złe, nie można znaleźć żadnego dobrego uzasadnienia – najwyżej jego pozór.

Trzeba stwierdzić, że homoideologia bardzo przypomina ideologię bolszewicką, istnieje tutaj wiele analogii.

1. Głoszą ją ludzie o podobnych postawach– przede wszystkim lewacy, ateiści i anty-chrześcijanie. Wśród uczestników pochodów homoseksualistów – poza nimi sami – są obecni przede wszystkim ci, którzy przy innej okazji organizują manifestacje pierwszomajowe.


2. Ogłasza się równość, a nawet wyższość dotąd nieznanych lub nieuprawnionych form małżeństwa i rodziny. U Marksa i Engelsa była to wspólnota żon w ramach komuny, w Sowietach zastąpienie wychowania rodzinnego edukacją w Komsomole i domach dziecka, co w efekcie spowodowało w Rosji katastrofę moralną i duchową, dlatego też antropologiczną i demograficzną. Natomiast w projekcie omo-lobby jest homo-małżeństwo, także 4- i więcej osobowe oraz homo-adopcja.

3. Stosuje się podobne metody propagandy, aby z rzekomo prześladowanej mniejszości po osiągnięciu władzy stać się grupą jeszcze bardziej prześladującą swoich przeciwników.
(Por. np. warunki zesłania na Sybir za cara i za Stalina.)

4. Ideologie te mają podobne źródła, przede wszystkim duchową pustkę ludzi pozbawionych wiary, która musi być zapełniona jakąś namiastką, jakąś bodaj iluzją sensu, jakąś kolejną lewacką, ateistyczną utopią – tym razem w kontekście współczesnego społeczeństwa konsumpcyjnego. Jeżeli Bóg istnieje i wszystko stworzył, to negacja jego istnienia jest fundamentalnym, wielkim błędem, wielką dziura w myśleniu, która musi rodzić wiele następnych błędów i braków. Ponieważ ateiści i lewacy, „osieroceni po komunizmie”, nie mogą już podtrzymywać jego gospodarczych utopii, koncentrują się na jego utopiach społecznych, na „transformacji”, czyli na niszczeniu rodziny i moralności. Czymś przecież muszą się odróżniać, muszą przecież mieć bodaj złudzenie, że angażują się w coś dobrego i szlachetnego.
To sedno ich przemyślanej strategii.

5. Przynajmniej częściowo motywacją obu ideologii oficjalnie jest chęć pomocy grupom dotąd niesprawiedliwie traktowanym (tam proletariat, tu homoseksualiści). W obu przypadkach dążenie to wyradza się w jeszcze gorsze krzywdzenie pozostałej części społeczeństwa z dużą szkodą także dla tych, którym w ten sposób usiłowano pomóc.

6. Obie ideologie są podobnie prawdziwe i dlatego zapewne podobnie będą przebiegać ich dzieje i podobny będzie ich koniec: powstanie, rozwój, rozkład. Trzeba tylko starać się maksymalnie ograniczać ich zasięg i wpływy, aby też maksymalnie ograniczyć liczbę ich ofiar.

3. Homo-propaganda


W Polsce głównym ośrodkiem homo-propagandy jest Koncern Agora, czyli przede wszystkim Gazeta Wyborcza i Radio TOK FM. Bardziej pro-homoseksualne są jedynie gejowskie strony internetowe. Gazeta Wyborcza szerzy homo-ideologię w sposób urągający podstawowym intelektualnym i moralnym standardom, o które gdzie indziej tak się dopomina. Wyklucza racjonalną debatę.
Artykuły pro i kontra publikuje w proporcji 100 : 1. To pismo zdominowane przez ateistów, przy wszystkich swoich zaletach, na wielu obszarach zdecydowanie anty-chrześcijańskie, równocześnie wydaje dodatki o życiu i cudach Papieża, jakby te rzeczy dały się ze sobą pogodzić. Jest to szokujący wprost cynizm i zakłamanie: zarabiać na człowieku, którego nauczanie bezpardonowo się zwalcza. Trzeba być świadomym, iż to, co Gazeta Wyborcza pisze na temat homoseksualizmu jest podobnie prawdziwe, jak to, co Trybuna Ludu pisała i pisze o komunizmie. (I podobnie, zgodnie z kanonem lewackiego ateizmu, postępuje w innych dziedzinach, analogiczniepopierając i propagując aborcję na życzenie, eutanazję, wolny seks czy rozwody).
A przedstawiane tam szczególnie pozytywne postaci o orientacji homoseksualn ej mają się do całej realności tej społeczności podobnie, jak wielcy sportowcy Związku Radzieckiego mieli się do całej rzeczywistości tego państwa.
Trzeba sobie jasno zdawać sprawę, że decydenci środowiska Gazety Wyborczej, jako część swojej międzynarodówki, chcą – poprzez zmianę świadomości społecznej – zrobić w Polsce to samo, co w Hiszpanii uczynił już premier José Zapatero. Podobnie postępują w innych kwestiach ateistycznego, lewackiego kanonu, podobnie je propagują: aborcja na życzenie, erotyka bez zobowiązań itd… Wspomaganie ich w tym jest udziałem w walce z chrześcijaństwem.

Do czego może się posunąć homopropaganda szczególnie dobrze ilustruje kolejne „kłamstwo oświęcimskie”. W styczniu 2005 roku z okazji 60-tej rocznicy wyzwolenia obozu w Oświęcimiu w Parlamencie Europejskim przedłożono projekt rezolucji, w której wymieniano ofiary obozu według osobliwej logicznie klasyfikacji i w następującej kolejności: mieli to być Żydzi, Romowie, homoseksualiści (niczym naród), Polacy i inne narodowości. Skoro homoseksualiści zostali wymienieni na trzecim miejscu, a Polacy na czwartym, należy sądzić, że według Parlamentu Europejskiego w Oświęcimiu cierpiało i umarło więcej gejów, niż Polaków. W rzeczywistości zginęło tam około 1,1-1,3 miliona Żydów, 70 tysięcy Polaków, 20 tysięcy Romów, 15 tysięcy jeńców sowieckich oraz 15 tysięcy przedstawicieli innych narodowości. Udokumentowane jest przebywanie w obozie z powodu homoseksualizmu 64 osób, z którychzg inęło 51.
Te osoby wymienia się przed 70 tysięcy. Polaków, przemilcza jeńców i inne narodowości, potem tylko trochę to retuszuje i nic specjalnie poza tym się nie dzieje. Zatem homo-propaganda, nawet na terenie Parlamentu Europejskiego, może posunąć się do sugerowania, że 51 to więcej, niż 70 000. Podobną wartość logiczną mają inne rezolucje zdominowanego przez lewicę Parlamentu Europejskiego oraz pozostałe enuncjacje homo-lobby.

Podane fakty uzmysławiają – po pierwsze – jak wielkim kłamstwem może być gejowska propaganda, jak wiele może być w niej pogardy dla całych narodów i ich cierpienia oraz – po drugie – jak potężna jest homoseksualna międzynarodówka stojąca za nią, skoro jest w stanie doprowadzić nawet do takiej kompromitacji Parlamentu Europejskiego. To zdarzenie potwierdza opinię wielu lekarzy i psychologów,że  różne deklaracje medycznych organizacji na temat homoseksualizmu są wymuszane pod naciskiem politycznego lobby i mają podobną wartość, ja kten projekt. Są one tak naukowe, jak naukowy komunizm, tak mądre, jak sowieckie plany odwracania naturalnego biegu rzek. Siła światowej ofensywy gejów nie pochodzi z racji, ale z woli politycznej. Nieliczni i często już schorowani ludzie nie mogliby osiągnąć takiego znaczenia, gdyby nie środowiska polityczne, które uczyniły sobie z nich swój sztandar i taran. Jak wielka musi być bieda, jak wielkie zagubienie duchowe ludzi, którzy z czegoś takiego czynią centrum swojego życia. Jak bardzo zaburzeni muszą być ludzie, którzy potrzebują tylu kłamstw, tyle fałszu, żeby istnieć. Ale przynajmniej sytuacja jest bardziej jasna, przejrzysta, łatwiej się zorientować, z kim mamy do czynienia. Osoby, które są najbardziej pro-homoseksualne, zwykle są też głęboko anty-chrześcijańskie i w ogóle anty-religijne.

Nic dziwnego, że napięcie w tej kwestii pomiędzy Watykanem a Strasburgiem przypomina to wcześniejsze pomiędzy Watykanem, a Moskwą. Tak, jak chrześcijaństwa nie da się pogodzić z komunizmem, tak samo nie da się pogodzić z homoidelogią. Ci, którzy ze Strasburga i Brukseli próbują narzucać nam homoideologię, żądają tym samym, abyśmy odrzucili zasady moralne wynikające z naszej wiary, abyśmy podeptali nauczanie Jana Pawła II i Benedykta XVI, nauczanie Kościoła.
Non possumus!

Nie trzeba też obawiać się ednego z ich głównych straszaków, mianowicie etykiety homofoba.
W faktycznym użyciu tego pojęcia homofobem jest każdy, kto ośmieli się powiedzieć publicznie bodaj jedno krytyczne zdanie na temat homoideologii. W tym znaczeniu pierwszymi homofobami tej ziemi są najwyższe autorytety moralne i religijne, Jan Paweł II i Benedykt XVI, są nimi biskupi katoliccy i prawosławni, jest także Matka Teresa z Kalkuty, bo ich krytyka homo-ideologii jest najmocniejsza, najbardziej zdecydowana, ugruntowana i znacząca. Tak wyrażają się sami homoaktywiści.
Transparent z napisem „Benedykt XVI – homofob” trzymali geje, którzy 5.06.2005 ceremonią pseudo-ślubu lesbijek sprofanowali bazylikę Notre Dame w Paryżu i następnie poturbowali jej proboszcza. Była to ich odpowiedź na kolejne słowa papieża potępiające dążenia homolobby.
Tak samo nazwali papieża przywódcy gejów Francji, Włoch i Niemiec po opublikowaniu listopadowej instrukcji Watykanu.

Można dodać, że na przykład homofobem jest także aktualny prezydent Stanów Zjednoczonych, który stara się o taką zmianę Konstytucji USA, aby niemożliwe było postawienie na jednej płaszczyźnie związków gejowskich i małżeństw. Tak więc zarówno człowiek posiadający w świecie największy autorytet i wpływ duchowy, jak i człowiek o największej władzy politycznej, gospodarczej i wojskowej są zdecydowanymi homofobami… Po prostu przyzwoity, prawy człowiek w naturalny sposób staje się krytyczny wobec homo-ideologii (o ile ją poznaje), a tym samym automatycznie jest zaliczany do homo-fobów, podobnie jak kiedyś każdy krytyczny wobec partii był zaliczany do wrogów ludu. W ich ustach to zaszczytne miano. Każdy sam musi wybrać, czy razem z bł. Matką Teresą, Janem Pawłem Wielkim i Benedyktem XVI chce być zaliczany do homofobów, czy też razem z Adamem Michnikiem, Jerzym Urbanem (jego serdecznym przyjacielem) i Joanną Seneszyn do homofanów. O zmagania takich obozów tutaj chodzi.

W tej sytuacji muszą szokować wypowiedzi „katolickich” publicystów, którzy głoszą dokładnie coś przeciwnego. Ponieważ ich wypowiedzi są publiczne, niestety trzeba im też publicznie się sprzeciwiać. Np. pani redaktor Halina Bortnowska w Gazecie Wyborczej z 4/5 czerwca 2005 pisze: „No tak, piszę o tym przecież nie pierwszy raz: moim zdaniem odpowiedzialna budowa trwałego partnerskiego związku zgodnego z orientacją homoseksualną to zamierzenie godne najwyższego szacunku i pomocy. Zdanie to (podobnie jak szereg innych z jej artykułu) stoi w oczywistej, jaskrawej sprzeczności ze stwierdzeniem z Katechizmu Kościoła Katolickiego, który, jak wiemy, stwierdza o tych związkach: w żadnym wypadku nie będą mogły zostać zaaprobowane, z określeniami Jana Pawła II: godne ubolewania wypaczenie, zachowanie dewiacyjne. Ks. Adam Boniecki w Tygodniku Powszechnym z 27 listopada 2005 zachęca katolików do uczestniczenia w marszach homoseksualistów, a w numerze z 3 lipca 2005 postuluje legalizację pseudo-homo-małżeństw, kiedy obaj papieże powiedzieli nam przecież : Jeśli wszyscy wierni mają obowiązek przeciwstawiania się zalegalizowaniu prawnemu związków homoseksualnych, to politycy katoliccy zobowiązani są do tego w sposób szczególny na płaszczyźnie im właściwej.
Księża, można by sądzić, tym bardziej. Podobnie, jak pani Bortnowska wypowiadają się ks. Jacek Prusak i o. Tadeusz Bartoś.
Przy całym szacunku dla tych osób trzeba stwierdzić, że w tej kwestii znajdują w obozie przeciwnym Kościołowi. Dotyczy to zwłaszcza decydentów Tygodnika Powszechnego, który w tym obszarze nie zachowuje się jak pismo katolickie, ale raczej jak religijny dodatek do Gazety Wyborczej, realizuje jej politykę. Zestawienie wszystkich tekstów, jakie ukazały się w Tygodniku Powszechnym na temat homoseksualizmu w ostatnich trzech latach, jednoznacznie pokazuje, że w tym obszarze pismo to – jako jedyne „katolickie” medium w Polsce – zdecydowanie odrzuca naukę Kościoła i przyjmuje homoideologię. Prym wodzi tu prof. Jacek Bomba, który na jego łamach swobodnie propaguje swoje homoideologiczne poglądy, a wspomagają go w tym Tomasz Fiałkowski (sekretarz redakcji o często decydującym wpływie) oraz wspomniany już ks. Jacek Prusak SJ. Można powiedzieć, że razem stanowią czołową „homo-trojkę” Tygodnika. Sól, która utraciła swój smak (Mt 5,13). Biorąc to pismo do ręki, czytając szczególnie tych wymienionych autorów, trzeba sobie zdawać z tego sprawę. To jest usiłowanie łączenia chrześcijaństwo z czymś, z czym ono absolutnie nie da się pogodzić.


Autentycznie chrześcijańską odpowiedzią na problem homoseksualizmu są ośrodki pomocy terapeutycznej. W samych Stanach Zjednoczonych i Kanadzie jest już 125 takich miejsc, które pomagają się wyleczyć z homoseksualnych skłonności.
Można tam spotkać mężczyzn, którzy nawet po okresie wielkiej homoseksualnej aktywności potrafili się nawrócić i stać się szczęśliwymi mężami, ojcami rodzin. Oni są źródłem nadziei, pokazują, że uleczenie nawet wielkich duchowych zranień jest możliwe. W swojej książce Podróż ku pełni męskości mówi o tym jeden z nich, Alan Medinger, który niedawno gościł w Polsce. W jego ośrodku Regeneracja udaje się wyleczyć większość trafiających tam mężczyzn. Mamy też pierwszy taki polski ośrodek w Lublinie.


Kwintesencją katolickiej odpowiedzi na homo-ideologię jest praca bł. Matki Teresy z Kalkuty oraz sióstr jej zgromadzenia. One ślubowały służyć najbiedniejszym spośród biednych tej ziemi. Do nich często należą czynni homoseksualiści, szczególnie w starości, gdy zbierają żniwo swojego życia, już nieatrakcyjni, samotni, najczęściej ze wszystkich chorzy na AIDS. W hospicjach i przytułkach Matka Teresa i jej siostry z całym poświęceniem, z całym heroizmem służyły i służą także im, szczególnie im, – pomimo, że nie akceptują ani ich poglądów, ani stylu ich życia. Jasno mówiły i mówią, co jest biblijną drogą życia, a co drogą śmierci i właśnie dlatego dla ich życia poświęcają swoje.

Wobec całej potęgi homo-lobby, wobec jego finansów, jego dominacji w mediach i wpływów w polityce, Kościół właściwie ma jedynie siłę prawdy, siłę łaski, miłości i miłosierdzia, siłę Bożej natury. Właśnie dlatego zawsze w końcu wygryw  z kolejnymi ideologiami, to tylko kwestia czasu. Absurd pochłania sam siebie.

Jednak wierność prawdzie rozumu i wiary domaga się od nas gotowości do głoszenia i bronienia jej – nawet gdyby to miało wiele kosztować. Nie tani irenizm, ale zmaganie, walka duchowa są czymś pierwotnie, czymś najbardziej chrześcijańskim. Przecież Chrystus zginął właśnie za otwartą walkę z obłudą i kłamstwem faryzeuszów, którzy poza tym mieli swoje wartości i zasługi. Przecież św. Paweł, niejako drugi założyciel chrześcijaństwa, stale doświadczał prześladowań we własnym Kościele za to właśnie, że walczył o prawa chrześcijan pochodzących z pogan, o prawa większości. Ta walka była też początkiem jego martyrium.
O ile świat nie jest jeszcze ewangeliczny, to o ile jesteśmy wierni Ewangelii, nieuchronnie musimy pozostawać z nim w napięciu, a nawet w sporze i zmaganiu.
To wiadomo a priori i to musi kosztować – czasem bardzo wiele. W tych zmaganiach trzeba zaryzykować – niekiedy wszystko. Nie ma innej drogi do celu. Ale właśnie ta jest najpiękniejsza – bo jest już zapowiedzią, przeczuciem swojego spełnienia.

Dziękuję.


PRZYPISY.


B. Zajączkowska, Kula dla arcybiskupa, „Gość Niedzielny” 13.05.2007, s. 8.

Jan Paweł II, Przemówienie do Papieskiej Rady Rodziny z marca 1999. Jak widać, mamy prawo nazywać homoseksualizm wypaczeniem i dewiacją choćby dlatego, że tak nazywa go papież.


L’Osservatore Romano”, wydanie polskie, 4 (1994), s. 39.


Por. Instrukcja Kongregacji Nauki Wiary: Uwagi dotyczące legalizacji prawnej związków między osobami homoseksualnymi, Rzym 2003, pkt. 10.


B. Beier, M. Herkt, B. Pollmann, B. Pietsch, Harenberg Lexikon der Sprichwörter et Zitate, Dortmund 1997, s. 592.


W polskim tłumaczeniu są artykuły J. Shea, J. K. Wilson i inni, Małżeństwo gejowskie i Homoseksualizm. Raport i komentarz medyczny oraz J. R. Diggs, Zagrożenia zdrowia związane z seksem gejowskim – dostępne (razem z oryginałami) na stronie

www.da-delfin.org
. (Tam znajduje się również mój artykuł „Dziesięć argumentów przeciw”.) Po angielsku artykuły te można je znaleźć pod adresami:
www.lifesite. net/features /marriage_defence /SSM
_MD_evidence.pdf i
www.catholiceducation.org /articles/homosexuality /ho0095.html. Zostały wyposażone w bogate przypisy i bibliografię, która może być znakomitym przewodnikiem do dalszych poszukiwań i studiów.
Znakomity dokument „Katolickiego Stowarzyszenia Medycznego USA” Homoseksualizm i nadzieja jest dostępny także na tej stronie
www.odwaga.oaza.org.pl. Przede wszystkim z tych opracowań czerpię podawane w tym artykule dane statystyczne. Dla poznania wyników badań amerykańskich oraz ich obfitego piśmiennictwa godny polecenia jest także portal Family Research Institute z USA:

www.familyresearchinst.org
.

W języku polskim do najcenniejszych pozycji należy książka ks. prof. Józefa Augustyna SJ Homoseksualizm a miłość oraz artykuły ks. prof. Tadeusza Ślipki SJ, etyka i o. dr Mieczysława Kożucha SJ, terapeuty. Podstawowa bibliografia zawarta jest w dominikańskim miesięczniku W drodze 379 (2005), s. 78n. Wiele materiałów można znaleźć taże w miesięcznikach Więź 525 (2002) oraz Fronda 30 (2003).


Por. http://serwisy.pl/gazeta.wyborcza/05.10.2005.
Są to wyniki badań berlińskiego Instytutu im. Roberta Kocha.


Por.
http://serwisy.pl/gazeta.wyborcza/12.10.2006
. Są to dane z odbytego na Rodos Międzynarodowego Kongresu Europejskiej Akademii Dermatologii i Wenerologii.


Ważne świadectwa uzdrowionych, nawróconych homoseksualistów to np.: R. Cohen, Wyjść na prostą, Kraków 20052 oraz A. Medinger, Podróż ku pełni męskości, Poznań 2005.
Książka J. F. Harveya Prawda o homoseksualizmie (Warszawa 1999) opowiada o międzynarodowym ruchu Courage pomagającym wyjść z uzależnienia.


Por. A. Sokołowski, Homoseksualna pedofilia, czyli opowieść o tym, jak „Gazeta Wyborcza” dołączyła do homofobów, Fronda 36 (2005), s. 190-212.


Por. dokument Stolicy Apostolskiej z 4.11.2005: Instrukcja dotycząca kryteriów rozeznawania powołania w stosunku do osób z tendencjami homoseksualnymi w kontekście przyjmowania ich do seminariów i dopuszczania do święceń.


Mówi o tym wspomniane już oświadczenie „Katolickiego Stowarzyszenia Medycznego USA” Homoseksualizm i nadzieja. Szczególnie wielkie sukcesy w terapii homoseksualistów mają R. Cohen oraz G. J. M., van der Aardweg. Por. R. Cohen, dz. cyt., oraz G. J. M., van der Aardweg, Das Drama des gewöhnlichen Homosexuellen.
Analyse und Therapie,
Neuhausen-Stuttgart 19933; tenże, Selbstherapie von Homosexualität. Leitfaden für Betroffene und Berater, Neuhausen-Stuttgart 19992 oraz tenże, Homoseksualizm i nadzieja, Warszawa 2004 oraz A. Laun (wyd.), Homosexualität aus katholischer Sicht, Eichstätt 20012.


Por. szczególnie ważny artykuł P. E. Rondeau, autorytetu w dziedzinie marketingu: Selling Homosexuality to America, w: „Bulletin.
Nachrichten aus dem Deutschen Institut für Jugend und Gesellschaft” 4 (2004) z. 2, s. 29-48. Tam znajduje się również tłumaczenie niemieckie artykułu, s. 3-28.


Por. „Gazeta Wyborcza” na usługach homoseksualnego lobby, w: dział „Komentarze” z 04.04.2006 na stronie
http://www.piotrskarga.pl.


Por. M. Czachorowski, Heterofobia? Homoseksualizm a greckie korzenie Europy, Tychy 2006, s. 147-164.


Por. D. Oko, Dziesięć argumentów przeciw, „Gazeta Wyborcza” 28/29.05.2005, s. 27 i 28.


Por. np. K. Bielas, A. Bikont, T. Bogucka, A. Fostakowska, P. Goźliński, D. Jarecka, M. Lizut, K. Naszkowska, L. Ostałowska, E. Siedlecka, P. Smoleński, T. Sobolewski, J. Szczęsna, M. Szczygieł, W. Tochman, E. Wieczorek, Nie chcemy takich tekstów, Gazeta Wyborcza 4-5.06.2005, s. 28; H. Bortnowska, Szacunek, nie litość, Gazeta Wyborcza 4/5.06.2005, s.28;
Niedojrzałość, nie choroba – wywiad z o. Mieczysławem Kożuchem SJ, Gazeta Wyborcza 11-12.06.2005, s. 29; J. Turnał, Od Kościoła wymaga się więcej, Gazeta Wyborcza 11/12.06.2005, s. 29 oraz Ks. J. Prusak SJ, Inni inaczej. O prawie homoseksualistów do bycia zrozumianymi, Tygodnik Powszechny 19.06.2005.


Por. F. Pieper, Ile ludzi zginęło w KL Auschwitz?, Oświęcim 1992, s. 124 oraz R. Biedroń, J. Neander, Homoseksualiści – odrębna kategoria więźniów, „Pro memoria” 19 (2003), s. 73-83, 82. Parlament Europejski nawet nie wspomniał o śmierci w KL Auschwitz ponad 300 duchownych.


Por. Ks. J. Prusak SJ, dz. cyt. oraz Kościół gejów nie odrzuca – wywiad z o. T. Bartosiem OP, Gazeta Wyborcza 11/12.06.2005, s. 4. O. Tadeusz Bartoś, zgodnie z wewnętrzną logiką ewolucji swoich poglądów na początku 2007 roku porzucił już kapłaństwo i zakon – podobnie jak inny sztandarowy publicysta GW i TPow – ks. Stanisław Obirek SJ.


Por. P. Kucharczyk, Zdrowie dla homoseksualisty, Gość Niedzielny 1.10.2006, s. 38n. Adres ośrodka to: ul. Ks. F. Blachnickiego 8, 20-806 Lublin tel. 081 / 740-13-28 lub (+48) 605 921 654;

www.odwaga.oaza.org.pl
, e-mail: g.tokaj@wp.pl.

/aHomoseksualizm a miłośćOd Kościoła wymaga się więcej, span style=”font-size: medium;”

раскрутка

Dziesięć argumentów przeciw homoseksualizmowi

Gazeta Wyborcza”
28-29 maja 2005, str. 27-28.


Dla zdrowego rozumu akceptacja homoseksualizmu jest nie do przyjęcia –
twierdzi


ks. Dariusz Oko*


Dziesięć argumentów przeciw


Festiwal „Kultura dla tolerancji”, marsz tolerancji, Kraków,
7 maja 2004 r.


Od dłuższego czasu jesteśmy w Polsce świadkami oraz celem promocji homosek­sualizmu.
Prowadzi się swoistą politykę faktów dokonanych, usi­łując stworzyć wrażenie, jakoby sprawa była już przesądzona. Uczciwość intelek­tualna wymaga jednak dopuszczenia gło­sów przeciwnych.


Trzeba więc przypomnieć przynajmniej niektóre podstawowe argumenty rozumu i wiary przeciwko homoseksualizmowi, trzeba jasno i stanowczo stwierdzić, że homoseksualizm czynny i chrześcijaństwo (podobnie jak inne wielkie religie) są nie do pogodzenia, że wybierając jedno, odrzucamy zarazem drugie. Tu jest rady­kalne albo-albo, tu kompromis nie jest możliwy, a np. pojęcie „chrześcijańskie­go homoseksualizmu” ma tyle samo sen­su co pojęcie drewnianego żelaza lub kwa­dratowego koła.


1.
Dla zdrowego rozumu akceptacja homoseksualizmu jest oczywiście nie do przyjęcia. Jednak człowiek, jeśli się uprze, może do końca życia bronić do­wolnego absurdu, kiedy się więc słyszy kolejny, trzeba się skupić nie tyle na nim, ile na analizie osobowości tego, kto go głosi, na zastanowieniu się na czym po­lega i skąd pochodzi błąd rozumu, który wybiera coś takiego. Można zwykle od­kryć, jakie negatywne uwarunkowania są u jego źródeł, jakie traumy dzieciństwa, jakie wpływy mentalności społeczeństwa konsumpcyjnego, jakie resentymenty, ilu­zje, mechanizmy racjonalizacji i samookłamywania. Zwykle potwierdza się że­lazna reguła: apologia dewiacji wynika z niej samej albo z innej.


Rozum powinien dostrzec, na czym po­lega sens i wartość seksualności człowie­ka. W tak potężnym dynamizmie, który tak dogłębnie określa każdą i każdego z nas, w istotny sposób wyraża się nasze podobieństwo do Boga, ma on prowa­dzić do wspólnoty najgłębszej miłości będącej odbiciem miłości Osób Trójcy, ma owocować dzieckiem, szczytowym dobrem i szczęściem. W zamyśle Boga małżeństwo ma być obrazem Jego mi­łości, ma być przedsionkiem nieba.


Człowiek może jednak popsuć wszyst­ko, nawet to, co najpiękniejsze.
Dar doma­ga się dyscypliny.


2.
Mało jest rzeczy w Biblii, które są tak.
jednoznacznie potępione. W Księdze Rodzaju czytamy: Skarga na Sodomę i Go­morę głośno się rozlega, bo występki ich mieszkańców są bardzo ciężkie (Rdz 18, 20). Z tych występków dowiadujemy się właściwie tylko o jednym, o homoseksualizmie: widocznie dla Boga jest on szcze­gólnie ciężki i odrażający. Kiedy Lot go­ści u siebie dwóch obcych, pod jego dom podchodzą starzy oraz młodzi mieszkań­cy Sodomy i mówią do niego: Wyprowadź ich do nas, abyśmy mogli z nimi poswawolić! (Rdz 19, 5). Na jego błagania od­powiadają groźbami i przemocą. Czara się przepełnia, na drugi dzień Sodoma i Go­mora zostają unicestwione, ocalony zosta­je tylko jeden jedyny sprawiedliwy – Lot i jego rodzina. To od tego wydarzenia bie­rze się wyrażenie Sodoma i Gomora na określenie skrajnego ludzkiego rozpasania i zaślepienia moralnego.
Niezależnie od
użytego tu gatunku literackiego wymowa tej przypowieści jest jasna.


Św. Paweł wyraźnie mówi, że homo­seksualiści, podobnie jak inni grzeszni­cy, którzy nie chcą się nawrócić, ryzyku­ją potępienie: Me łudźcie się! Ani roz­pustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzo­łożnicy, ani rozwieźli, ani mężczyźni współżyjący ze sobą (…) nie odziedziczą królestwa Bożego (l Kor 6,9n). Dla Św. Pawła jednym z podstawowych znaków, jak głęboko człowiek upadł, jak bardzo sam sobie zaprzecza, jak daleko odszedł od Boga, jest właśnie homoseksualizm (Rz 1,18-32). Znana jest mu też ich pro­paganda drwiąca w twarz Bogu: Oni to, mimo że dobrze znają wyrok Boży, iż ci, którzy się takich czynów dopuszczają, winni są śmierci, nie tylko je popełnia­ją, ale nadto chwalą tych, którzy to czy­nią (tamże l, 32). Podobne słowa znaj­dujemy w Liście do Tymoteusza 1,3-11 oraz Księdze Kapłańskiej 18,19-23. Tak zdecydowane podeptanie zamysłu Boże­go, zanegowanie naturalnej komplementarności mężczyzny i kobiety, musi na wielu polach dogłębnie ranić i niszczyć człowieka, musi z czasem przynosić ka­tastrofalne skutki.


Dla Kościoła nieodwołalne znaczenie ma nauka głoszona zawsze i powszechnie.
Ta­ką jest potępienie homoseksualizmu, któ­re Jan Paweł II powtarzał wielokrotnie – osobiście i poprzez dokumenty urzędów Stolicy Apostolskiej. Znajdujemy je w Ka­techizmie Kościoła Katolickiego, punkty 2357-2359, 2396. Rozróżnia się tam, że sama (niezawiniona przecież) skłonność homoseksualisty nie jest grzechem, lecz próbą, wyzwaniem, z którym musi on się zmagać, podobnie jak każdy inny człowiek codziennie musi walczyć ze złymi tenden­cjami, które odkrywa w sobie. Grzechem jest dopiero uleganie chorej skłonności. Nawołuje się do pomagania homoseksu­alistom w walce ze sobą, do otoczenia ich szacunkiem, współczuciem i delikatno­ścią. Najbardziej znana i uznana święta współczesna, bł. Matka Teresa z Kalkuty, stwierdza: Musimy żyć odpowiednio do planu, według którego zostaliśmy stworze­ni: homoseksualizm nie jest naturalny. Co znaczą dla nas jeszcze te najwyższe auto­rytety moralne? Kogo wybieramy, komu mówimy „tak”, a komu „nie”?


3.
Nie przekonują „racje” przytaczane za homoseksualizmem.
Dla koniecz­nej skrótowości spróbujmy zbiorczej ar­gumentacji per absurdum i advocatus diaboli. Czy można wskazać wiele „racji”, które (rzekomo) przemawiają za homo-seksualizmem, a nie przemawiają zara­zem za seksem zbiorowym, erotomanią, nimfomanią, prostytucją, kazirodztwem, sadyzmem, masochizmem, masturbacją, pedofilią, zoofilią, nekrofilią, pornografią i fetyszyzmem? Czy każdy z tych sposo­bów postępowania powinien cieszyć się w miarę możliwości podobnymi prawami jak małżeństwo? A jeśli nie, to który i dla­czego? I którym z tych „mniejszości sek­sualnych” powinno się przyznać „prawo do przestrzeni publicznej”,do marszów oraz parad z „partnerami”, a którym nie? Czy dla zwolenników homoseksualizmu istnieje coś takiego jak dewiacjaseksual­na i jeśli tak, to jaka jest jej definicja i co oraz dlaczego jest nią objęte?


Homoseksualistom nie brakuje dzisiaj praw, nie są prześladowani. Istniejące re­gulacje prawne pozwalają w pełni na za­bezpieczenie ich interesów, a nie mogą im przecież przysługiwać udogodnienia, któ­re małżonkowie mają ze względu na wiel­ki trud i koszty wychowania dzieci. Geje i lesbijki mają swoje kluby, organizacje, pisma, wpływy i lobby. Zagrożone są na­tomiast, także przez nich, rodziny, mał­żeństwa, dzieci i młodzież. Homoseksu­aliści pilnie potrzebują nie przywilejów prawnych, ale duchowego wyzwolenia i dobrych terapeutów.


4.
Spośród argumentów za homoseksualizmem często wysuwany jest ten, iż – zgodnie z prawdą – niektóre związki homoseksualne są bardziej udane niż niektó­re małżeństwa. Argument błędny. Waż­niejsza od poszczególnych przypadków jest całość, możliwie wszystkie przypad­ki. Powszechnie wiadomo, że związki homoseksualne przeciętnie są o wiele mniej udane, są uboższe emocjonalnie, moralnie i religijnie. Homoseksualiści o wiele czę­ściej zmieniają partnerów oraz częściej do­puszczają się uwiedzeń i pedofilii, częściej chorują na choroby weneryczne. Ponadproporcjonalnie w stosunku do swej licz­by przyczynili się do wybuchu epidemii AIDS. W ich środowisku jest wyraźnie więcej (proporcjonalnie do liczby) prze­stępstw i nawet zbrodni na tle seksualnym. Niezależnie też od tego, jak udane lub nie­udane jest ich partnerstwo, trudno oczeki­wać od nich dzieci, bez których nie mamy przyszłości. Propaganda głosząca, że ich związki są równie dobre jak małżeństwa, bardzo przypomina propagandę wmawia­jącą nam przez tyle lat, że ustrój socjali­styczny przewyższa kapitalistyczny, a w Związku Radzieckim ludziom żyje się lepiej niż w Stanach Zjednoczonych. Podob­nie trzeba się na nią uodpornić.


5.
Geneza tego zjawiska jest dość znana. Naukowcom nie udało się znaleźć genów homoseksualizmu, a nawet gdyby istniały, nie byłyby wystarczającym uspra­wiedliwieniem, bo nie wszystkie geny są dobre. W młodości jego przyczyną bywa uwiedzenie albo prostytucja, albo „spró­bowanie” z głupoty. W dzieciństwie klu­czową przyczyną są patologiczne relacje z rodzicami i wynikające z nich najgłęb­sze zranienia homoseksualne.
W przypad­ku chłopca najczęstszym powodem jest po­czucie odrzucenia przez zimnego, obojęt­nego albo nawet opresyjnego ojca. Wtedy szuka go w innym mężczyźnie. Źródłem bywa też brak akceptacji płci dziecka przez rodziców. Różne czynniki mogą być po­ważnymi okolicznościami łagodzącymi, w dużym stopniu, nawet całkowicie mogą uniewinnić homoseksualistę, ale też wca­le nie muszą. O ile jednak, pomimo wszyst­kich negatywnych uwarunkowań, człowiek pozostaje wolny, o tyle jest odpowiedzial­ny za swoje wybory. Co jest wynikiem de­terminacji, a co wolności, to wie tylko Naj­wyższy, tego dowiemy się dopiero na Są­dzie Ostatecznym, dlatego nikogo nie wol­no osądzać co do jego osobistej zasługi i winy, bo po prostu nigdy nie mamy ko­niecznej do tego wiedzy. Zawsze więc mu­simy powiedzieć (choćby po to, by ostrzec młodzież), że homoseksualizm czynny jest złem, jest chorobą lub grzechem, ale ni­gdy nie wolno nam powiedzieć, że jest oso­bistą winą homoseksualisty. Najważniej­szym zadaniem tutaj, na ziemi, jest starać się, po pierwsze, o absolutną wierność naszemu sumieniu i po drugie, o abso­lutną otwartość na jego korektę – tylko z tego możemy być i będziemy sądzeni, bo tylko to od nas zależy.


Homoseksualizm jest też czymś wytłumaczalnym w horyzoncie społecznym, jest po prostu jednym z wielu trapiących nas schorzeń. Jak ciało jest zagrożone przez setki różnych chorób, tak samo i duch; cho­roba ciała jest też często obrazem i kon­sekwencją słabości, choroby ducha.
Pale­nie papierosów albo permanentne przeja­danie się są szkodliwe. Pomimo to 70 proc. dorosłych pali, a 80 proc. ma nadwagę, czasami niepokojąco dużą. Lekarze ostrze­gają, że około 50 proc. naszych chorób (a więc też 50 proc. operacji, pobytów w szpi­talu, bólu, kosztów…) jest skutkiem nasze­go nieumiarkowania, naszych nałogów, po­przez które samych siebie zabijamy na ra­ty. Czy można więc się dziwić, że jeśli tak często jesteśmy zbyt słabi, aby zachować elementarne zasady zdrowego życia (cho­ciaż zdrowie jest dla nas tak ważne), to po­dobnie często nie będziemy zachowywać elementarnych zasad zdrowej seksualno­ści?
Na świecie jest (około, mniej więcej) l proc. pedofilów, 3 proc. schizofreników, 4 proc. homoseksualistów i 5 proc. alko­holików. Trzeba zrobić dla nich wszystko, co możliwe, ale czy dla poprawy ich sa­mopoczucia trzeba uznać, że postrzegają świat i zachowują się zupełnie prawidło­wo? Czy pozostałych należy zatem uznać za nienormalnych?


6.
Ofensywę homoseksualizmu trzeba widzieć w szerszym kontekście ogól­nej dekadencji, jako element procesów ne­gatywnej dechrystianizacji, laicyzacji i ateizacji społeczeństwa konsumpcyjnego.
W sytuacji szczególnego dobrobytu, nadobfitości dóbr nierzadko z tą mnogością sobie nie radzimy (por. np. schyłkowy Rzym albo późne Bizancjum). Takiej ob­fitości dóbr jak dzisiaj nigdy nie było.
Za często ulegamy złudzeniu, że sens życia polega na nieograniczonej konsumpcji.


Także seksualność (a właściwie seksual­ności człowieka) degraduje się do towaru, który zawsze musi być pod ręką. Porno­grafia jest do kupienia w każdym kiosku, przelewa się od niej w internecie. Coraz częściej systematycznie oglądają ją dzieci ze szkoły podstawowej, druzgocąc swoją psychikę być może już na zawsze. W co­raz bardziej gęstej sieci agencji towarzy­skich tak łatwo można kupić sobie ciało. Spora część kobiet tam przebywających (miliony w skali kontynentu) jest zmusza­na do tego procederu na drodze przemo­cy, czyni się z nich seksualne niewolnice, tak więc sutenerzy pospołu z klientami co­dziennie, wielokrotnie dopuszczają się na nich zbrodni – i to w każdym europejskim mieście, w XXI wieku, o kilka ulic od nas. Kto upomina się o tę „mniejszość”? – po­dobnie jak o chłopców, którzy prostytuują się dla gejów? Intensywnie deprawuje się dzieci i młodzież, by na ich nieszczęściu zarobić. W Polsce dorastają już kolejne po­kolenia wychowane na pismach w rodza­ju Popcon i Bravo Girls, gdzie przekonu­je się dzieci, iż są nienormalne, jeśli w wie­ku lat 15 nie rozpoczęły jeszcze życia sek­sualnego.
W takiej atmosferze seks musi być zawsze dostępny, a dłuższe samoopanowanie jest czymś wprost niewyobrażal­nym. Jeżeli ktoś nie potrafi żyć heteroseksualnie, to oczywiście może tak, jak homo­seksualiści, każdy przecież ma „święte” prawo do „miłości” – jakiej i kiedy chce. To jest empiryczne niejako potwierdze­nie fundamentalnej chrześcijańskiej praw­dy o głębokiej duchowej biedzie człowie­ka, o której pisali też tacy myśliciele, jak Pascal, Kierkegaard, Nietzsche czy Weil.


7.
Kościół głosi, że ziemski etap naszej drogi nie jest nam dany do przeżycia maksimum przyjemności, ale do czynienia maksimum dobra, z którego, przy okazji niejako, wynika maksimum szczęścia (a więc i przyjemności). Erotyka jest ważną i piękną formą miłowania, ale nie jedyną i nie najważniejszą. Np. czymś jeszcze wię­kszym jest cierpieć, walczyć i nawet zginąć w obronie kochanej osoby. Seks nie „musi być zawsze”. Życie bywa niekiedy bardzo trudne, bywa śmiertelną walką o siebie i o innych. Żona, mąż, ksiądz też miewają nie­kiedy silną pokusę, by np. cudzołożyć. A jakie pokusy ma pedofil! Wszyscy jednak, którzy im ulegają, doprowadzają do (duchowej przynajmniej) katastrofy. Jeśli zwyciężają, szybciej, niż myśleli, doznają szczęścia czystego sumienia, bliskości Pa­na.
To samo dotyczy homoseksualistów. Nigdzie i nikt nie jest zwolniony z podsta­wowych praw istnienia i etyki. Najwyższy, który stworzył kogoś tak cudownego, tak pięknego jak kobieta, jak mężczyzna, coś tak pięknego jak miłość małżeńska i ro­dzinna, jak On sam musi być piękny i do­bry.
Jak warto Mu zaufać, kiedy razem z darem podaje zasady cieszenia się nim, kiedy mówi, że nieraz trzeba z niego zrezygnować na czas jakiś lub na zawsze – dla wypełnienia innych zadań, dla bardziej bezpośredniego związku z Sobą już tutaj, na ziemi. Ta droga może prowadzić na rzadko osiągane szczyty człowieczeństwa – jak papieża, jak Matkę Teresę.


8. Homoseksualizm jest tylko jednym z elementów osobowości i może się łączyć z wieloma nawet bardzo pozytywnymi cechami. Każdy człowiek jest w sta­nie być przedziwnym połączeniem świat­ła i ciemności, wielkości i małości, mocy i słabości, mądrości i głupoty, świętości i grzechu – w niewyobrażalnych wprost kombinacjach! Homoseksualiści pod pew­nymi względami mogą wiele osiągać, mo­gą być np. wybitnymi artystami. Być mo­że dlatego właśnie tak często koncentru­ją się na sferze estetycznej, bo wiedzą, co się dzieje z nimi w sferze etycznej. Za­wsze zachowują jednak nieskończoną godność osoby i dziecka Bożego. Rów­nież dlatego trzeba ich szanować i tolero­wać. W niczym nie zmienia to oceny ich postępowania.
Nawet gdyby nie 5 proc., ale 100 proc. ludzi było alkoholikami, ani
o jotę nie zmniejszyłoby to zgubności al­koholizmu, a nawet, przez kumulację skut­ków, zwiększyłoby ją. Ponieważ z tyloma problemami sobie nie radzimy, ponieważ eliminacja grzechu nieraz nieuchronnie oznaczałaby eliminację także i samego grzesznika, musimy w sobie i innych to­lerować wiele rzeczy, które w oczywisty sposób są złe, samobójcze, ale nie wolno w żaden sposób ich propagować. Toleru­jemy zło, bo nie jesteśmy w stanie go usu­nąć, ale nie po to, żeby ono jeszcze bar­dziej się rozprzestrzeniało.


9.
Nie powinien dziwić fakt, że poza samymi homoseksualistami są osoby popierające ich wybory. Ileż to już razy na­wet większość była w błędzie, negując przy tym zupełnie Boga i Kościół. Czego to nie przegłosowano, nawet jednogłośnie, w na­szym Sejmie w czasach sowieckiego znie­wolenia – i to nieraz w imię nowych, „na­ukowych” teorii.
Nie wszystko, co się mie­ni nauką, jest nią naprawdę, i nie każde „nowe” zjawisko w społeczeństwie ozna­cza postęp. „Nowe” i „inne” bywają także zmutowane wirusy starych chorób i jakże one dopiero mogą być niebezpieczne, jak szybko potrafią się mnożyć! Ile to razy Ko­ściół w konfrontacji z antychrześcijaństwem (a szczególnie totalitaryzmem) wy­dawał się już ostatecznie przegrany i ska­zany na zagładę.


10.
Co robić jednak, kiedy nawet ludzie dobrze nam znani i bliscy kroczą tą drogą donikąd, drogą śmierci, i będą dalej tak iść głusi na wszelkie ar­gumenty.


Im bardziej ludzie są zagubieni, tym wię­cej potrzebują zrozumienia, miłości i mi­łosierdzia, a przede wszystkim pomocy. Wskutek swoich czynów bardzo nieraz cierpią i czasem już tu, na ziemi, odczu­wają przedsmak piekła. Wstrząsające są świadectwa homoseksualistów, którym udało się wyrwać z tego kręgu. Na najwię­kszych nawet bezdrożach w gruncie rze­czy ciągle jak my wszyscy szukają tylko jednego – nieskończonej Miłości. I to po­szukiwanie może ich jeszcze nawrócić, ocalić.
Wielu spośród nich jeszcze walczy ze sobą i swoim otoczeniem – o siebie. Wielu to się udaje, wielu może się jeszcze uratować. Przede wszystkim Najwyższy może i chce uratować każdego, ale bynaj­mniej nie zagwarantował nam, że na pew­no uczyni to także wbrew naszej woli.


Pomimo wszystko, a raczej ze względu na wszystko, trzeba zachować i rozwijać fascynację życiem, mobilizować wszyst­kie siły ducha. Im lepiej, piękniej się ży­je, tym bardziej jest się przekonującym, tym bardziej można pomóc innym.


*Ks. Dariusz Oko
(nr. w 1960 r.) jest doktorem filozofii i teologii, pracownikiem Wydziału Filozofii Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie

продвижение

Dlaczego nie modlitwa Jabeza

Eddie Smith

www.TeachMeToPray.com

 Nie ma jakiejś magicznej modlitwy czy magicznej formuły modlitw, na którą Bóg zawsze odpowiada potwierdzająco. Możesz zapytać: „A co z modlitwą Jabeza?”  No, pomyśl o tym. Gdyby modlitwa Jabeza dawała gwarancję odpowiedzi to Jezus poleciłby swym uczniom mówiąc: „Módlcie się modlitwą Jabeza”.

Zamiast tego uczył ich modlić się: Ojcze nasz, któryś jest w niebie….

 Co więcej, gdyby Bóg musiał odpowiadać na naszego modlitwy, przestałby być Bogiem. My bylibyśmy bogami, a On zostałby zredukowany do skupiania się na nas, przyjmowania naszych poleceń i służeniu temu, co my zarządzimy. Niestety, jeśli posłuchasz niektórych ludzi, gdy się modlą, wydaje się, że właśnie tego oczekują! Niech pierwszy to wyznam…

 Pewnego dnia modliłem się jedną z tych stale powtarzanych, rodzicielskich modlitw o naszych synów. Nie pamiętam dokładnie słów, lecz było to coś w rodzaju: 

 „O, Boże, doprowadź do porządku mego syna. On jest w tym i w tamtym. On potrzebuje tego i tamtego, Boże, jak długo muszę się modlić, zanim zadziałasz w jego życiu?”

 W tym miejscu Duch Święty przerwał mi gwałtownie mówiąc: „Eddie, to nie jest modlitwa. Szkalujesz mnie”.  Zszokowany i zamroczony powiedziałem: „Szkaluję ciebie, Panie??!! Co masz na myśli, mówiąc, że cię szkaluje? Wiesz, że nigdy tego nie zrobiłbym”.  Bóg kontynuował: „W porządku, pozwól, że zinterpretują to, jak się właśnie pomodliłeś: 


Po pierwsze:
oczywiście myślisz, że wiesz czego twój syn potrzebuje,
a Ja, chociaż go stworzyłem, nie wiem.

Po drugie: brzmi to tak, jakbyś ty kochał swojego syna, lecz ja nie.

Ostatecznie: wydaje się, że sugerujesz, że gdybyś był mną, to już  dawno byś coś zrobił, a Ja nie zrobiłem ciągle nic. Czy to się zgadza?

 Musiałem przyznać, że ma rację. Przede wszystkim, to On jest Bogiem! Lecz to ja straciłem istotę tego, jak powinienem modlić się, więc czekałem dalej. Po kilku niewygodnych dla mnie chwilach usłyszałem modlitwę płynącą z mojego serca do Jego serca. TA modlitwa była inna niż wszystkie jakimi kiedykolwiek do tej pory modliłem się.  Brzmiało to tak: 


„Ojcze, dziękuję ci za to, że kochasz mnie i słuchasz moich modlitw. Uwielbiam cię za twój plan i twój cel, jaki masz dla mojego syna – ponieważ ty zapisałeś dni jego życia w księdze swojej, zanim nawet się urodził.

Jestem wdzięczny za to, że wiem, że twoje plany są doskonałe, a twoje cele nigdy się nie zmieniają. Dziękuję ci, za zapewnienie z Filp 1:6, że to, co w jego życiu rozpocząłeś, dokończysz. Dziękuję ci za to, że zmieniasz jego rozkład zajęć, że spotykasz go z ludźmi, których nigdy nie spodziewałby się spotykać. Dziękuję ci za przypominanie mu o tym, czego wraz z Alice uczyliśmy od dzieciństwa…”

Od tej chwili zaczęliśmy się modlić z żoną w nowy sposób o nasze dzieci. 

Sześć miesięcy później, nasz syn zdzwonił do Alice i powiedział:

„Mamo, wiem, że z tatą modlicie się o mnie całe życie, lecz zmieniliście sposób modlitwy o mnie, prawda?”
„Tak, synu, zmieniliśmy”- odpowiedziała.
„To było około sześciu miesięcy temu, tak?”

Przyznała, że faktycznie stało się to dokładnie sześć miesięcy wcześniej.

 „Ale skąd wiesz o tym?” zapytała. „Mamo, aż do tych sześciu miesięcy wstecz miałem w umyśle zamieszanie i potępienie w sercu, lecz od tego czasu, przez te sześć miesięcy, mam czysty umysł i zbliżam się do Boga”.

Od tego czasu obserwujemy jak Bóg działa w życiu naszego syna, przyciągając go bardzo powoli do Siebie. Dziękuję Bogu, że nie jestem  jedynym, któremu Bóg przerwał modlitwę. Bóg przerwał Jozuemu, gdy modlił się o Izraela, po porażce pod Aj.

Jozue leżał twarzą do ziemi, w worze pokutnym i pokryty kurzem. Ostatecznie, tak daleko nie zaszedłem! 

 Bóg rzekł do Jozuego: „Nie czas teraz na modlitwę. Masz wstać i oczyścić dom. Twoi pobratymcy ukryli to, co zakazane. Nigdy nie wygracie żadnej następnej bitwy dopóki nie znajdziesz tego, co obłożone klątwą i nie pozbędziesz się tych nieczystych rzeczy” (p. Joz. 7.)

Bóg przerwał również Mojżeszowi i dzieciom Izraela nad Morzem Czerwonym, gdzie zostali złapani przez faraona i największą ówczesną armię. Można powiedzieć, że zostali złapani między diabłem, a głębokim, błękitnym morzem czy też jak powiadamy tu, w Teksasie: „między skałę, a twarde miejsce” (dosł. „between a rock and a hard place” – czyli między młotem, a kowadłem – przyp.tłum.)

Wołali (a faktycznie wyli) do Boga co do zaistniałych okoliczności. Boża odpowiedź? Powiedział: „Chłopaki, nie czas na modlitwę. Mojżeszu, podnieś laskę i rozdziel morze” i Mojżesz to zrobił! Skoro Pan przerwał Mojżeszowi i Jozuemu to nie czułem się najgorzej, gdy przewał mi (p. I Moj. 14). 

W mojej nowej książce pt.: How to Be Heard in Heaven (Jak być usłyszanym w niebie) ukazuję przejście od modlitwy skupionej na naszych potrzebach do skupionej na Bogu. Nie obiecuję, że nauczę cię jak otrzymywać to, co  chcesz od Boga, lecz mam nadzieję, że zanim dojdziesz do ostatniej jej strony, będziesz wiedział jak być wysłuchanym w niebie. JDlaczego? 

Ponieważ modlitwy, które nie są słyszane, nigdy nie otrzymają odpowiedzi!

— — — — — — — — — — — — 

Fragment z książki przygotowanej wkrótce do wydania

How To Be Heard in Heaven. 

Zamówienia wstępne na:

www.PrayerBookstore.com


Eddie wraz z żoną Alice oferują 52 tygodniową szkołę modlitwy na:

www.TeachMeToPray.com

Źródła:

www.prayerbookstore.com

www.windsoffire.com


Dary na rzecz służby

www.usprayercenter.org


TeachMeToPray.Com

  7710-T Cherry Park Dr Ste 224

Houston, TX

 77095  US

 

span style=”font-size: small;”span style=”font-size: small;”раскрутка

TGIF_12.07.07 Bezowocne pola

Today God Is First 

Logo_TGIF2

Siejecie wiele, lecz mało zbieracie….
Ag. 1:6

Czy pracowałeś kiedyś bardzo ciężko tylko po to, aby okazało się, że niewiele z tych wysiłków osiągasz? Tak było w przypadku pracujących wierzących w czasach Aggeusza. Ostatecznie, Bóg przemówił przez proroka, aby poinformować ludzi, dlaczego ich wysiłki nie przynoszą spodziewanych owoców. A było to bardzo szczególna przyczyna:

Liczyliście na wiele, lecz oto jest mało, a gdy to przynieśliście do domu, zdmuchnąłem to. Dlaczego? – mówi Pan Zastępów. Z powodu mojego domu, który leży w gruzach, podczas gdy każdy z was gorliwie krząta się koło własnego domu. Dlatego niebo zatrzymało swoją rosę nad wami, a ziemia zatrzymała swoje plony. Sprowadziłem też posuchę na kraj i na góry, na zboże, na moszcz i oliwę, na wszystko, co ziemia wydaje, na ludzi i bydło, i na wszelką pracę rąk. (Ag. 1:9-11).

W końcu Bóg miał dość. Jego priorytety to nie ludzkie priorytety, przytrzymał ich więc trochę, aby zwrócić ich uwagę. Zerubabel był zarządcą Judy w tym czasie. Był to pobożny mąż, który szukał Bożej woli i słuchał uważnie, gdy prorok przekazywał te słowa i zareagował na nie.

Wtedy Zorobabel, syn Szealtiela, i arcykapłan Jozue, syn Jehosadaka, oraz cała reszta ludu wysłuchali głosu Pana, swojego Boga, i słów proroka Aggeusza, gdyż to Pan, ich Bóg, go posłał i lud przejął się lękiem przed Panem. (Ag. 1:12).

Czasami Bóg musi pobudzić ducha jednego mężczyzny, aby zainicjować konieczne zmiany. Zerubabel był takim mężem. Pismo mówi, że: Pan poruszył ducha Zorobabela (1:14).

Bóg pobudza dziś ducha resztki pracujących zawodowo wierzących na całym świecie. Widzą to, co łamie serce Boże i reagują na to. Czy Bóg umieścił ducha Zerubabela w tobie? Czy jesteś tym jednym, który będzie miał wpływ na Królestwo, czy też jesteś zainteresowany  budowaniem większych i lepszych stodół? Pan powołuje swoich ludzi w tych dniach ostatnich, aby dokonywali zmian. Pytaj Pana, co On chce zrobić przez ciebie.

aracer.mobi

TGIF_11.07.07 Na taki czas jak ten

Today God Is First

 

Logo_TGIF2

Trzeciego dnia ubrała się Estera w szaty królowej i stanęła na wewnętrznym dziedzińcu pałacu królewskiego, król zaś siedział na swoim królewskim tronie w pałacu królewskim naprzeciw wejścia do pałacu.  Est. 5:1a

Estera była kobietą, której życie miało większy cel niż ona sama. Bóg użył jej do uratowania wszystkich Żydów przed eksterminacją. Niemniej, zanim Bóg mógł jej użyć, musiała dojść do miejsca swojej śmierci. To nie była łatwa decyzja. Jej wujek Mordochaj był narzędziem, którego Bóg użył do sprowokowania, aby dorosła do tego zadania.

Nie wyobrażaj sobie, że ty jedna spośród wszystkich Żydów ocalejesz dlatego, że jesteś w pałacu królewskim. Bo jeśli ty w takim czasie będziesz milczeć, ratunek i ocalenie dla Żydów przyjdą skądinąd, lecz ty i dom twego ojca zginiecie. Kto zaś wie, czy godności królewskiej nie osiągnęłaś właśnie na taki czas, jak obecny? (Est. 4:13b-14)

Mordochaj wyrażał się jasno. Dla niej przemawianie, w przypadku gdyby król jej nie przyjął, było wielkim ryzykiem ? jeśli król nie podniósłby w jej stronę berła, co było oznaką pozwolenia na przystąpienie do tronu, oznaczało to automatycznie śmierć. Było to również czas na uświadomienie sobie, że Bóg mógł wprowadzić ją do tego pałacu i w tym właśnie czasie w pewnym określonym celu. Gdyby jednak nie odpowiedziała na tą sytuację z wiarą, Bóg mógłby użyć kogoś innego do uwolnienia ludzi. Co więc zrobi?

Idź i zbierz wszystkich Żydów, którzy się znajdują w Suzie, i pośćcie za mnie; przez trzy doby nocą i dniem nie jedzcie i nie pijcie; również ja i moje służebnice tak będziemy pościć, a potem udam się do króla, choć to jest wbrew prawu. Jeśli mam zginąć, to zginę! (Est. 4:16).

A trzeciego dnia postu poszła i stanęła na wewnętrznym dziedzińcu pałacu, przed salą królewską. Była jak Jezus, który stanął na wewnętrznym dziedzińcu Nieba tego trzeciego dnia zmartwychwstania. Zrezygnowała z własnego życia, lecz Bóg wzbudził je tego dnia i uwolnił cały lud od zniszczenia, a to dzięki gotowości jednej kobiety do zrezygnowania z własnego życia na rzecz wyższego celu.

Bóg powołał każdego z nas, do życia dla większego celu niż my sami. Wiedz o tym, że zanim życie zostanie przekazane na ten cel, konieczna jest śmierć. Musimy żyć Jego życiem, nie naszym.

раскрутка

Wskazówki dla proroków Królestwa

Nie każdy prorok, który mówi „Panie, Panie” wejdzie do Królestwa Niebios.

Duch Święty jest praktycznym Nauczycielem. Nie zawsze decyduje się na wysłanie anioła czy proroka, aby ogłosił Jego wolę dla twojego życia, nie zawsze też mówi do nas cichym, łagodnym głosem. Nie, czasami Pan posyła głośne i wyraźne przesłanie poprzez nasze okoliczności. To do nas należy trwanie na tyle wrażliwe na Ducha, aby zobaczyć prorocze implikacje w codziennym życiu.
Jestem przyzwyczajona to tego, że Duch Święty mówi do mnie przez wyjaśnienie naturalnych wydarzeń, które korespondują z duchowymi prawdami. Nie zrozumcie mnie źle. Nie szukam głębokich proroczych dyrektyw, gdy zginie mi guzik z bluzki, lecz staram się trwać w świadomej obecności Ducha Świętego i proszę Go o to, aby jeśli jest coś ważnego dla ludzi, miejsc czy przedmiotów, aby dotykał mojego ducha.

Jak na przykład wtedy, gdy jechałam międzystanową drogą 95 prowadzącą do Fort Lauderdale. Zobaczyłam rząd pomarańczowych drzwi podobnych do garażowych, które już wiele razy widziałam. Tym razem kolory wydawało się grubsze, bardziej żywe, niemal jarzące się. Znak nad zabudowaniami mówił: „Magazyny do wynajęcia” (dosł. „self-storage” – prywatne magazyny, do wynajęcia). Jechałam dalej tą samą drogą zastanawiając się nad tym w duszy, gdy nagle rząd niebieskich drzwi z takim samym znakiem informacyjnym zwrócił moja uwagę.
„OK, Boże. O co chodzi?” zapytałam pewna, że właśnie mogę stracić jakąś ważna lekcję, jeśli nie dopytam się w Jego świątyni. W porządku, nie potrzeba proroka, aby takie przesłanie zinterpretować. Było to równie wyraźne jak otwarta wizja: był czas na wstawienie „siebie” do magazynu. Czas na to, aby bardziej ubywało, aby On mógł wzrastać. Był to czas na wymianę ciężkiej wagi prywatnej-woli na prywatną – ofiarę; czas na wejście na nowy poziom.

Wiem, że słownik Webstera ma ogromną listę definicji zaczynających się od „self” – „samo” i w większości z nich chodzi o służenie sobie. Jest więc samo-zaangażowanie, samo-rozwój, samo-zwaniec, a nie jest to nawet początek listy. Jest też samo-zwiedzenie, samo-istnie i samo-rząd. Mamy także samo-zaspokojenie, samo-usprawiedliwienie oraz samo-zaparcie. O, nie zapomnijmy o samo-sprawiedliwości, która w religijnym wydaniu dobrze wygląda na zewnątrz, lecz jest zepsuta od środka.
Rozumiesz? Być może to dlatego Pan pokazał mi rząd tych drzwi. Jeden prywatny magazyn („self-storage”) dla każdego „samo” („self”), które należy odłożyć na bok.

Powiedziawszy to wszystko, wierzę że najgorszą prywatną-sprawą jest samo-wola. Słownik Webstera definiuje osobę samowolną jako kogoś, kto jest uparty w dążeniu do swego. Samowolna osoba jest kimś rozmyślnym, robi to, co się jemy czy jej podoba. Problem pojawia się jedynie wtedy, gdy to, co się jemu/ jej podoba nie podoba się Bogu. To wtedy samo-wola zabiera nas w drogę w dół samo-rządzenia się, wzdłuż drogi samo-pobłażania (pobłażania sobie) i w kierunku samo-zwiedzenia.
A teraz wróćmy do istoty: samo-wola jest jednym ze składników recepty na fałszywego proroka. Jak mogę tak mówić? Nawet nie muszę tego robić, zrobił to dla mnie Jezus, a zapisał w swojej Ewangelii Mateusz.
W Mat 7:15 Jezus mówi, abyśmy się strzegli fałszywych proroków, którzy wyglądają jak niewinne gołąbki, lecz są groźnym wężami (przychodzą w odzieniu owczym, wewnątrz zaś są wilkami drapieżnymi), po czym w wersie 21 przechodzi dalej do ostrzeżenia uczniów, mówiąc, że nie każdy, kto mówi „Panie, Panie”, wejdzie do Królestwa niebieskiego.

Krystalicznie wyraźne jest to, że tylko ci, którzy pełnią wolę Ojca wejdą do niego.
W owym dniu wielu mi powie: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu twoim i w imieniu twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu twoim nie czyniliśmy wielu cudów? A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie (Mat. 7:22-23).

Co więc z tym zrobimy? Niezaprzeczalnie Jezus wyliczył tych, którzy prorokują, wypędzają, demony i czynią wielkie dzieła. W oczywisty sposób mówił w tych słowach o służbie proroczej (nie, żeby to nie miało zastosowania do każdego innego). Pan zaczął swoje nauczanie od ostrzeżenia przed fałszywymi prorokami, po czym doszedł do sedna problemu niektórych z tych fałszywych proroków: samo-woli.

Spójrzmy na ten wers ponownie w świetle przekładu greckich słów. „Prorokowali” tłumaczy się jako „sprawowali proroczy urząd”. „Imię” tłumaczy się jako „autorytet” (upoważnienie). „Znałem” tłumaczy się jako „pozwalałem”.
Tak więc ten wers może być zapisane w taki sposób:
Wielu powie do mnie w tym dniu, Panie, Panie, czy nie sprawowaliśmy proroczego urzędu z twojego upoważnienia? I z twojego upoważnienia nie wypędzaliśmy demony? Czy z twojego upoważnienia nie czyniliśmy wielu cudów. A wtedy im powiem: Nigdy wam nie pozwalałem, odstąpcie ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie
” (Mat. 7:22-23).

Innymi słowy:”Nie wykonywaliście woli Mojego Ojca. Robiliście to z własnej woli; byliście samo-wolni. Prorokowaliście bez pozwolenia, wypędzaliście demony, aby zwrócić uwagę na siebie, używaliście darów, które są nieodwołalne, jak wam się podobało. Może używaliście Mojego Imienia, lecz ja nie powołałem was, abyście te rzeczy robili”.
Pozwólcie, że przy pomocy 'Message Bible translation’ dojdę do istoty: Teraz już widzę – na Sądzie Ostatecznym tysiące dumnie stąpających do mnie i mówiących:’Mistrzu, głosiliśmy przesłanie, biliśmy demony, o naszych, sponsorowanych przez Boga projektach wszyscy mówili’. I wicie, co im powiem? 'Minęliście się z powołaniem, wszystko, co robiliście to było wykorzystywanie mnie do tego, abyście stali się ważni. Nie zrobiliście na mnie najmniejszego wrażenia. Jesteście z poza tego miejsca’ (Mat. 7:22-23).

Nic nie wiem o tobie, lecz mnie to zupełnie wystarczyło pojechać do prywatnych magazynów (do wynajęcia) i zapłacić każdą cenę jaka tylko jest potrzebna, aby zrzucić ciężar samo-zadowolenia, samo-zarozumiałości, samo-zainteresowania i samo-woli. Jest to cecha charakteru. Jezus powiedział, że będziemy poznawać ludzi po ich owocach. Lecz przyglądanie się owocom służby to za mało. Musimy przyglądać się charakterowi, który zawsze będzie dojrzewał bez zgnilizny. (Ale to już cały oddzielny artykuł.)

Prorocy królestwa i proroczy ludzie! Może jesteście podobni do mnie i też widzieliście takie reklamy prywatnych magazynów. Rzucam wam wyzwanie, abyście nie poruszali się w duchowych darach bez posługiwania
się samo-kontrolą, samo-wyrzeczeniem i samo-dyscypliną. Proszę was, abyście przeszli przez samo-badanie, samo-opanowanie i samo-odsłonę. Oczyśćcie się z samo-woli. Samo-wola jest zawziętością, a zawziętość (nieposłuszeństwo – przyp.tłum.) jest niegodziwością i bałwochwalstwem (1 Sam. 15:23). Droga do samo-zwiedzenia nie jest tak długa, jakby się wam mogło wydawać.

A jej zakończeniem jest samo-zniszczenie.

продвижение

TGIF_10.07.07 Czy stanowisz zagrożenie?

Today God Is First 

Logo_TGIF2

A odpowiadając zły duch rzek im: „Jezusa znam i wiem, kim jest Paweł, lecz wy coście za jedni?”
Dz. 19:15

Czy stanowisz zagrożenie dla królestwa ciemności? Czy gdyby szatan miał naradę ze swymi demonami i ty przyszedłbyś tam, co powiedzieliby?
Czy powiedzieli by o tobie, że jesteś jednym z ich największych wrogów i że muszą utrzymywać przy tobie wiele demonów, aby cię niepokoić i sprzeciwiać ci się? Czy też powiedzieliby: „Panowie, ten człowiek nie jest zagrożeniem dla naszej działalności, zostawmy go w spokoju. On nie potrzebuje naszej pomocy”. Miliony chodzących do kościoła wierzących siedzi w ławkach niedziela za niedzielą i niewiele zagrażają królestwu ciemności.
Jeśli tak naprawdę wierzymy w to, że nasza wojna jest prowadzona przeciwko zwierzchnościom, których nie widzimy to musimy zdawać sobie sprawę z tego, że ich prawem jest utrudnianie życia każdemu wierzącemu, który stara się chodzić w pełni Bożej. Niemniej: większy jest ten, który jest w was, niż ten, który jest na świecie (1Jn. 4:4b KJV).

Jeśli starasz się w pełni iść za Panem, możesz spodziewać się nękania przez nieprzyjaciela. Bóg dopuszcza pokuszenie, ponieważ ono prowadzi nas głębiej w glebę Bożą. Te chwile ujawniają Bożą moc do utrzymywania nas i przeprowadzania przez pokuszenia. Nasze przesłanie staje więc owocne wówczas, gdy jest zrodzone z posłuszeństwa i cierpienia dla Jego imienia.
Nie uważaj tego za dziwne, jeśli okaże się, że bierzesz udział w coraz większych walkach im bardziej posłuszny stajesz się Mistrzowi. Bóg pragnie, abyśmy wszyscy stali się przerażającymi wrogami piekła po to, abyśmy mieli wpływ na królestwo szatana. Gdy zaczynasz czujesz się nękany to jest wielka szansa na to, że zaczynasz wpływać na królestwo ciemności, a szatan tego nie lubi.

Tak więc, jak sądzisz, jak wielu demonów zostało przydzielonych do ciebie?

продвижение