Chorzy emocjonalnie chrześcijanie_3

Logo_FennC_2
John Fenn

Tłum.: Marta Jasna Jasińska

Jego współlokator przewrócił się o niego w środku nocy, tak się o nim dowiedziałem.

Byłam dyrektorem szkoły biblijnej, przy której istniały noclegownie dla studentów. Jak to zwykle bywa w akademikach, obcy sobie ludzie zamieszkują jako współlokatorzy i to często przyczynia się do budowania wspaniałych przyjaźni, a niekiedy jeden lub drugi współlokator żąda przydzielenia kogoś innego do pokoju. To był jeden z tych przypadków.

Okazało się, że ten młody mężczyzna spał na podłodze, co spowodowało, że jego współlokator się o niego potknął w nocy. Wyjaśnił, że poczuł powołanie niczym Eliasz i Jan Baptysta, a ponieważ ich służba była tak „wypełniona niebem” i skomplikowana w życiu na ziemi, zdecydował nie korzystać z ziemskich luksusów – takich jak łóżko. Wybrał więc podłogę bez żadnego okrycia, z postanowieniem aby poskramiać ciało…

Nie dało się go przekonać do spania w łóżku, pościł niemal do śmiertelnego wygłodzenia, ale jestem pewny, że gdyby mu podać szarańczę lub dwie chętnie by je zjadł – ostatecznie skierowaliśmy go na rozpoznanie do chrześcijańskiego szpitala dla umysłowo chorych, a później odszedł aby pełnić swoją „służbę”.

Może normalnie funkcjonować w życiu, poza tą jedną sferą…

Większość emocjonalnie chorych chrześcijan potrafi funkcjonować normalnie, mając umiejętność odsuwania od siebie choroby podczas interakcji z innymi ludźmi w pracy, szkole oraz z małżonkiem i rodziną. Lecz tak jak program komputerowy cały czas pracujący w tle, obojętnie nad czym pracują w danym momencie, ich obsesja jest ciągle tuż pod powierzchnią, a jedyne czego potrzebują to jakiejś okazji…

Zgodnie z tym co Paweł pisze w I Tymoteusza 6:1-6, są to ludzie którzy wycofują się z głębszych relacji, aby uchronić swoje idee i odchodzą od innych elementów duchowego zdrowia – uznają się za pobożnych, jednak nie mają bliskiej relacji z małżonkiem, często nie uczęszczają na spotkania kościoła i wchodzą w spory słowne z innymi wierzącymi, jakby sami sobie byli ewangelistami.

Jeśli nie mają obsesji na punkcie konkretnej doktryny naciąganej do ich własnej wizji, często jest to związane z tożsamością lub wizją życia. Kiedyś gościliśmy młodą kobietę, która była córką znanego na całym świecie pastora. Nagle zobaczyłem mojego anioła stojącego obok niej i zapytałem go, jaką wiadomość chciałby mi przekazać. Powiedział: „Odkąd była dzieckiem wierzyła w kłamstwo, że umrze młodo i nigdy nie wyjdzie za mąż, a Ojciec pragnie aby ona wiedziała, że to nieprawda i ona musi odrzucić to kłamstwo na rzecz prawdy. Jego plan dla niej to długie i obfite życie, a stanie się to, jeśli w to uwierzy. Powiedz jej to.”

Podczas gdy snuła się po salonie, a inni ruszyli do kuchni, czyli miejsca które wydaje mi się być naturalnym miejscem przesiadywania studentów, podzieliłem się z nią tym, co powiedział mi anioł. Spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczami, mówiąc: „Nigdy tego nikomu nie mówiłam, ale to prawda, zawsze miałam przekonanie, bez względu na to, co ludzie mi mówili i prorokowali, że umrę mając dwadzieścia kilka lat. Dziękuję (popłynęły łzy), czuję taką ulgę, będę mogła dojrzewać i żyć normalnym życiem!… (jeszcze więcej łez)”

Nikt nie wiedział, że skrywała w sobie te myśli, nikt nie wiedział, że wierzyła w kłamstwo. Pewnie przypominasz sobie, jak poprzednim razem pisałem, że ci ludzie chowają się za zasłoną dymną, formą dumy, a w tym przypadku status córki znanego pastora i wszystko co się z tym wiązało tworzyło tą ścianę dymu, co ukrywało rzeczywistą emocjonalną warownię.

Zazdrość, spory, bariery, podejrzenia…
W wersach 4 i 5 Paweł opisuje, jak wrażliwi są ci emocjonalnie chorzy chrześcijanie na punkcie tematu swojej obsesji, mówiąc że ich stan prowadzi do, jak czytamy w Biblii Króla Jakuba, „ten jest zarozumiały, nic nie umie, lecz choruje na wszczynanie sporów i spieranie się o słowa, z czego rodzą się zawiść, swary, bluźnierstwa, złośliwe podejrzenia…”

Pozwólcie, że przełożę to na współczesny język angielski zamiast tego, jaki był używany w 1609 roku, gdy opublikowano Biblię Króla Jakuba.

„Zazdrość” to „phthonos”, co oznacza nieprzyjemne uczucie, gdy ktoś słyszy, że innemu się coś powiodło. „Spory” to „eris”, oznaczające niedobry stosunek do kogoś, rywalizację. „Bariery” to „blasphemia”, gdzie źródło mamy w słowie „blaspheme”, co oznacza niesprawiedliwe osądzanie kogoś poprzez negatywną mowę. Co ciekawe, pochodzi to od greckiego słowa „blax/blapto” – „głupi” lub „uszkodzić” oraz „pheme” czyli „mowa”. Oznacza to (głupie lub szkodliwe) słowa wobec jakiejś osoby lub Boga – osądzające słowa wobec innych, naruszające podstawowe zasady społeczne i nieustępliwość w swojej wizji.

Grecki wyraz przetłumaczony jako „złośliwe podejrzenia” to „hyponoiai”, czyli „hipnotyzować”, co oznacza „podejrzenia”, w tym użyciu znaczy „złośliwe podejrzenia podważające uczciwość tych, z którymi ktoś się nie zgadza”. Hipnotyzować w tym miejscu oznacza tak wielkie skupienie na kimś, by doprowadzić kogoś do przyjęcia jakiejś idei. Tacy ludzie są zahipnotyzowani przez swoją wizję, pragną również wmanipulować w nią innych, nie pozwalając na jakiekolwiek inne możliwości, idee, nie mogąc odpuścić.

Dalszy opis ich zachowania to: „ciągłe spory ludzi spaczonych na umyśle i wyzutych z prawdy„. „Ciągłe spory” to diaparatribai”, gdzie mamy „diatribe”, czyli ciągłe, uparte naleganie na słowny spór. Greckie określenie na „spaczony umysł” to „diaphtkeiro”. „Dia” to „dobitny”, a „keiro” to „niszczący”. Słowo „spaczony” jest współcześnie niewłaściwe, ponieważ jest to bardzo mocne słowo, oznaczające że czyjeś emocje lub umysł w jakimś obszarze ulegają zniszczeniu. Użyte to jest w Ewangelii Łukasza 12:33 na opis mola niszczącego ubranie oraz w II Liście do Koryntian 4:16 na określenie niszczejącego ciała człowieka. To opis stopniowo wyniszczanego umysłu, tak jakby mól po kolei zjadał trochę tu, trochę tam… Odrobina za odrobiną taka osoba traci poczucie stabilności i staje się emocjonalnie lub umysłowo chora. Greckie słowo określające „pozbawionych prawdy” to „apostereo”. Tutaj dochodzimy do słowa „apostate”, oznaczające oszukiwać, deprawować, odchodzić od prawdy. W pewnym obszarze odchodzą od prawdziwej, zdrowej wiary. W czasach Pawła mogło to być użyte na określenie tych, którzy zawiedli zaufanie. W tym kontekście oznacza to, że deprawują się dla czegoś, co uważają za słuszne lub źle używają prawdy. Z tej części mogą wypływać różne wnioski, jak Paweł konkluduje w Biblii: „uważają, że pobożność jest zyskiem cielesnym”… Słowo „zysk” to „porimos” i oznacza „zyskowny handel”, więc może byłoby właściwe przetłumaczenie tego tak: „Pobożne myślenie jest zyskiem samym w sobie i środkiem do obfitości„.

Współcześnie można przywołać „ewangelię obfitości” („prosperity gospel”) i cały marketing wokół tego, lecz w tym kontekście Paweł mówi o emocjonalnie chorych ludziach – tak, to wciąż całkiem pasuje do grupy ewangelii obfitości – jednak tutaj ci ludzie uważają, że ich doktryna, wizja może pomóc im zyskać bliskość z Bogiem albo zmienić świat, albo dać jakikolwiek inny zysk. Nie idą w stronę prawdziwej pobożności, dbania o pokorne i czyste serce, lecz forsują wciąż swoje idee.

Paweł podsumowuje: „Strońcie od takich. Wielkim zaś zyskiem jest pobożność wraz z poprzestawaniem na tym, co się ma„.

Zgodnie z tym co powiedział na początku, ci ludzie są dumni, udają pobożność, podczas gdy zacięcie kłócą się ze wszystkimi na temat swoich wierzeń – od wiary w to, że Bóg ich nie kocha po przeinaczanie prawdy na temat Boga i tego, że dumni powinni się ukorzyć. Prawdziwie oddana Bogu osoba wytrzyma z kimś takim dopóki nie okaże się jasne, że ta druga będzie mocno forsowała swoje idee, nawet kosztem rodziny, przyjaźni, pracy. Osoby chore emocjonalnie uważają, że jeśli poddasz się ich ideom, to na pewno spowoduje ogromny zysk i pokój między wami – jednak są one ślepe i chcą takimi pozostać. Od takich, jak mówi Paweł, strońcie.

Módlmy się za nich – zwłaszcza modlitwami proponowanymi przez Pawła w Liście do Efezjan 1:17-18 i 3:14-19 – jednak osoba z taką emocjonalną warownią musi sama zdecydować o zmianach, ponieważ nikt nie jest w stanie zmienić jej serca za nią. Często w tym czasie, gdy Bóg pracuje nad jej sercem, da również odczuć tej osobie konsekwencje jej działań, co oznacza że ci, którzy ją kochają będą musieli podjąć jakieś niechciane przez nich działania, na przykład zakończyć przyjaźń, zakończyć współpracę, oddalić z kościoła, nawet odejść z małżeństwa. Jednak te osoby stają się samotnymi wyspami wśród ludzi z własnego wyboru…

Rzeczywiście, pobożność jest wielkim zyskiem, jeśli jest połączona z poprzestawaniem na małym… i daje ogromny pokój w emocjonalnym zdrowiu.

One comment

  1. Jedynie z tym poprzestawaniem na małym się nie zgodzę. Sprawdź Piotrze oryginał i wersje angielskie. Raczej chodzi o zadowolenie. Nie o ograniczanie się do tego, co się posiada. To zupełnie zmienia kontekst. Tragiczne jest to polskie tłumaczenie. Serdeczne pozdrowienia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.