Bardziej zajęty nie zawsze znaczy lepszy
Greg Laurie
„Przyszła do Jezusa i powiedziała: „Panie, czy nie wydaje Ci się niesprawiedliwe, że moja siostra siedzi tu, podczas gdy ja wykonuję całą pracę? Powiedz jej, żeby przyszła i mi pomogła”. Ale Pan rzekł do niej: „Moja droga Marto, martwisz się i denerwujesz z powodu tych wszystkich szczegółów! Jest tylko jedna rzecz, o którą warto się martwić. Maria to odkryła i nie będzie jej to odebrane”” (Łk 10:40–42).
W naszej zabieganej kulturze, gdzie urządzenia komunikacyjne, media społecznościowe i niezliczone inne rozpraszacze nieustannie domagają się naszej uwagi, jedną z najtrudniejszych rzeczy jest zatrzymanie się w bezruchu. Uciszenie hałasu i skupienie się na cichej kontemplacji. Nawiązanie kontaktu z Bogiem sam na sam, mówienie do Niego i słuchanie Go bez żadnych przeszkód. Jednak jeśli Pismo Święte czegoś nas uczy, to tego, że bezruch przynosi niesamowite rezultaty. W tym tygodniu skupimy się na rozważaniach nad tym, co to znaczy być bez ruchu przed Bogiem.
Przyjrzyjmy się jednemu z najbardziej znanych przykładów bezruchu w całym Piśmie Świętym. Kiedy Pan chodził po ziemi, nie miał miejsca, które mógłby nazwać domem. Sam Jezus powiedział: „Lisy mają nory, a ptaki gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł położyć” (Ewangelia Mateusza 8:20). Podróżował niemal nieustannie. Podczas swoich podróży znalazł jednak coś, co Mu się spodobało w domu w Betanii, gdzie pewien człowiek imieniem Łazarz mieszkał ze swoimi dwiema siostrami, Marią i Martą. Może Marta była świetną kucharką. Może byli wspaniałymi gospodarzami.
Wiemy na pewno, że Maria i Marta bardzo się od siebie różniły. Maria była raczej typem cichym i zamyślonym. Marta natomiast była typem asertywnym, który chwyta byka za rogi.
Pewnego dnia Jezus przyszedł do ich domu. Marta pomyślała, że dobrym pomysłem będzie przygotowanie Mu posiłku. Poszła do kuchni i zaczęła pracować. Tymczasem Maria pomyślała, że to będzie świetna okazja, by usiąść u stóp Jezusa i posłuchać, co ma do powiedzenia. Podczas gdy Maria siedziała, chłonąc wszystko, Marta gorączkowo pracowała w kuchni, coraz bardziej sfrustrowana, ponieważ Maria jej nie pomagała. W końcu Marta nie mogła się dłużej powstrzymać. Wyszła z kuchni, spojrzała na Marię i Jezusa i powiedziała: „Panie, czy nie wydaje ci się niesprawiedliwe, że moja siostra siedzi tutaj, podczas gdy ja wykonuję całą pracę? Powiedz jej, żeby przyszła i mi pomogła” (Łk 10,40 NLT).
Jezus odpowiedział tymi słowami: „Moja droga Marto, martwisz się i niepokoisz o wszystkie te szczegóły! Jest tylko jedna rzecz, o którą warto się martwić: Maria ją odkryła i nie będzie jej to odebrane” (wersety 41–42 NLT).
Nasza kultura chce, abyśmy wierzyli, że im więcej zajęć, tym lepiej. Ale odpowiedź Jezusa udzielona Marcie jasno pokazuje, że nie zawsze tak jest. Jeśli pochłonie nas pragnienie „osiągnięcia czegoś”, ryzykujemy, że zamiast uwielbienia będziemy ofiarowywać aktywność, zamiast czcić Boga, zamiast pocić się i zamiast inspiracji – pocić się. Jest czas na siedzenie i czas na ruch.
Pytanie do przemyślenia: Skąd wiesz, że nadszedł czas, aby usiąść, tak jak Maria?