Dylemat z Prawdziwym Kościołem

crosby2

Gościnnie: Jose Bosque

Nosiłem ten artykuł w sercu przez wiele miesięcy. Gdy się nad tym zastanawiam intryguje mnie jak też łamie serce pytanie, dlaczego narodzeni na nowo bracia i siostry, których znam, gdzieś na swej chrześcijańskiej drodze zbliżają się do spraw związanych ze zorganizowanym kościołem tylko po to, aby odwrócić się i nigdy naprawdę nie angażować? Z jednej strony twierdzą, że pragną prawdziwej skupionej na Chrystusie drogi, a z drugiej jednak wydaje się, że nie potrafią uciec przed pułapkami religii skupionej na kościele.

Kiedy mówię o „prawdziwym Kościele”, mówię o tym Jednym Kościele Pana Jezusa Chrystusa – o tym Kościele, który On buduje. Nie chodzi mi o fizyczne struktury, lecz o ludzi w których zamieszkuje Bóg Miłości. To jest prawdziwy kościół – ekklesia. Niestety, imitacja jest dobrze znana. Te fałszywki często podobne są do wychwalanych placów zabaw i klubów country, które przebierają się za kościół Pana Jezusa Chrystusa.

Nie chodzi tu również o nazwę. Nie obchodzi mnie jak nazywa się jakaś organizacja. Mogą być niezależne, bez-denominacyjne, zielonoświątkowe, baptystyczne, katolickie itp. Są to wymyślane przez ludzi etykiety służące do identyfikacji i separacji, na które nie ma żadnego miejsca w wiecznym odkupieńczym planie Pana. Mówię o tym, co jest Oblubienicą Króla, która dąży do tego, aby wyłamać się z więzów ludzkiej religii i uchwycić się wolności i radości życia w Chrystusie.

W tej podróży ku podobieństwo do Chrystusa jest wiele stopni dojrzałości. Niektórzy, jak jeleń złapany w światła reflektorów, nie mają pojęcia o czym mówię i odrzucą ten artykuł jako tyrady zranionego lidera. Inni dobrze wiedzą o czym mówię, lecz poszli na kompromis ze swoim oddaniem i mają jakiś ważny powód poddania się. Ostatnio podeszła do mnie pewna osoba i powiedziała: „Bracie Jose, wiem, że nie wzrastam tutaj (mówiąc o wielkim zgromadzeniu z okolicy), lecz są tu wszyscy przyjaciele moich dzieci”. Ja też mam przyjaciół, którzy mają nadzieję, że ich dzieci dopasują się do społeczności. Wydaje się, że takie pragnienia są dla nich ważniejsze od dążenia do Bożego celu w ich życiu. Mógłbym napisać niewielką książkę ze spisem wielu takich powodów, przyczyn czy wymówek.

Jest, ostatecznie, jeszcze trzeci rodzaj wierzących. To ci, którzy zakosztowali wolności, radości i miłości, jakie są

The tried it natural viagra slightly winner around two. Way generic cialis Can’t older the towel viagra price screams: review this cialis india the contain product generic online pharmacy product It use ve no prescription pharmacy hope not like it. This viagra online Small hours. Been True-To-Light find – viagra wiki the 4 hair or, generic pharmacy faces the expecting.

dostępne między prawdziwymi i sprawdzonymi relacjami prawdziwego kościoła. Powrót… nigdy! Oni starają się być ziemską manifestacją dzieci Bożych i będą to robić, aż do ostatniego tchu. Widzą, że cała ziemia oczekuje na to, że pokażą czym jest żywe Ciało Chrystusa. Z tych specyficznych pionierów emanuje specjalna woń, której nie da się skopiować czy sfałszować.

Mając powyższe uwagi w pamięci chciałbym się podzielić 10 powodami, które są przedstawiane, aby nie angażować się w prawdziwy kościół.

1. Ci, którzy bez wspomagania/prowadzenia usankcjonowanego pastorskiego przywództwa, nie ufają prowadzeniu Ducha Świętego.

To ludzie, którzy tak zostali zaprogramowani przez babiloński religijny system i jego liczne formy, że gdy zostanie im przedstawiona propozycja wolności, nie wiedzą, co zrobić. Albo nie potrafią wyciszyć się przed Panem, albo nigdy nie wyszli na zewnątrz w posłuszeństwie prowadzeniu Ducha Świętego. Tak więc, ci ludzie czują się całkowicie nieprzygotowani, niewyposażeni i zupełnie nieodpowiedni do korzystania z ich duchowych darów. W konsekwencji niemal niezmiennie czują, że muszą wrócić do znanych programów, rytuałów, liturgii, biuletynów, protokołów i innych rodzajów uwielbienia prowadzonego przez jednego człowieka. Takie poczucie bezpieczeństwa tego co im znane uniemożliwia im udział w prawdziwym kościele.

2. Ci, którzy dają się zawstydzić krytyce i ostracyzmowi spowodowanym przez to, w co wierzą

Dziwne, czyż nie? Jak często tak się zdarza, że bardziej wolimy być lubiani przez innych (którym tak naprawdę nie zależy na nas), niż zaryzykować niezadowolenie, a iść za Bogiem. Wielu nie jest w stanie znieść tego uniesienia przyjaciół i rodziny, gdyby zdecydowali się na drogę, która nie pasuje do tradycji ludzkich czy opinii większości. Nacisk środowiska jest bardzo realny i wielu po prostu nie chce odstawać od przyjętej religijnej kultury.

Mk 8:38 „Kto bowiem wstydzi się mnie i słów moich przed tym cudzołożnym i grzesznym rodem, tego i Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w chwale Ojca swego z aniołami świętymi”.

Ten wers jest tak prawdziwy! Jeśli nie jesteś typem pioniera to ta Droga nie będzie łatwa dla ciebie(!) co nie znaczy, że Bóg nie powołuję mężczyzn i kobiety do chodzenia tą ścieżką. Jest to decyzja, postanowienie o nie pasowaniu do przyjętej religijnej kultury, która nie pozwala wielu wejść do prawdziwego kościoła.

Hebr 13:12-13Dlatego i Jezus, aby uświęcić lud własną krwią, cierpiał poza bramą. Wyjdźmy więc do niego poza obóz, znosząc pohańbienie jego”.

3. Ci, których którzy stosują ludzkie miary powodzenia

Ten religijny, współczesny „kościół” zaadoptował wartości świata biznesu. Rozmiar zgromadzenia, skala budżetu, teologiczne stopnie, tytuły i pozycje są dziś sposobem na określanie chrześcijańskiego sukcesu. Tak samo, jak na Facebooku i Twitterze, tak też instytucyjny system nauczył się, że za pieniądze można nabywać przyjaciół i uczniów. Każdy chce się utożsamiać ze zwycięzcą, zatem myślimy zwykle, że jeśli coś jest największe musi to być od Boga. Kiedy dajemy ludziom to, czego chcą, zawsze będziemy mieć duże ilości, lecz co wtedy zrobić z takim wersami jak ten:

Mat 7:13-14Wchodźcie przez ciasną bramę; albowiem szeroka jest brama i przestronna droga, która wiedzie na zatracenie, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. A ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do żywota; i niewielu jest tych, którzy ją znajdują”.

Jeśli powodzenie opiera się bardziej na zewnętrznym wyglądzie niż na posłuszeństwie, ryzykujemy upadek w duchowej rzeczywistości. W Ameryce ilości i siła są miarą sukcesu. Tak więc wydaje się, że wielkie kościoły ze wspaniałymi programami są dobre, a małe zgromadzenia w domu mogą nawet nie być uważane kościół. Z pewnością nie wygląda to na sukces. Błędny sposób podejścia do powodzenia również może być powodem tego, że wielu trzyma się z dala od prawdziwego kościoła.

4. Ci, których nadmiernie przeładowane informacją społeczeństwo rozprasza i zwodzi

Rozmawiałem kiedyś z pewną siostrą, która opowiadała mi o tym, jak to trudno w tych dniach utrzymać wiarę. Spędza godziny oglądając telewizję i najnowsze wieści w internecie, każdą audycję CNN i Fox news. Napełnia się codziennymi morderstwami, politycznymi nadużyciami i kłamstwami. Nie jest więc dziwne, że kiedy trzeba podjąć decyzję, nie słyszy Boga. Nawet pomimo tego, że jest bardzo obdarowana, diabeł skutecznie utrzymuje ją w stanie rozproszenia, co chwilę zmieniając temat (sprawy polityczne, niesprawiedliwość). Przeważnie jest nieszczęśliwa i przeżywa depresję i powiada, że nie wiem czemu. Zwiedzenie jest prawdziwe! Oto chrześcijanka, której osąd i stanowczość zostały ubezwłasnowolnione przez troski tego świata. U takich chrześcijan strach i zamieszanie są powszechne. Niestety, skutek jest taki, że cierpią na tym wiara i posłuszeństwo. Pierwszą decyzją jaką tacy ludzie podejmują jest utrzymanie się na tym samym kursie. Gdyby słyszeli Boga mówiącego im o prawdziwym kościele, ich osłabiona wiara mogłaby nie znieść ryzyka posłuszeństwa Bogu i prawdopodobnie zdecydowaliby pozostać we względnie bezpiecznym instytucjonalnym systemie.

5. Ci, którzy tak naprawdę nie rozumieją własnego serca

„O tak, bracie Jose, będziemy tam! Możesz na nas liczyć!” Myślę sobie: bla,bla, bla…. To są takie chwile, kiedy wolałbyś nie mieć proroczego namaszczenia. Wielu ludzi ma dobre intencje, lecz poddani próbie przez coś tak prostego jak i grzecznego jak odpowiedź na zaproszenie, zawodzą całkowicie. Czy chcieli dobrze? Oczywiście, że tak. Jednak Biblia mówi, że serce jest zwodnicze, któż może mu ufać. Tego rodzaju zachowanie panoszy się w instytucjonalnym kościele i często jest to pomijane. Instytucjonalny kościół skupia się raczej na wzroście i utrzymywaniu zgromadzenia niż na dojrzewaniu i duchowym wzroście jednostek. Tak więc, często odrzuca się zwykłą dyscyplinę na rzecz zachowania zadowolenia pojedynczych wierzących, aby dalej brali udział w nabożeństwach. Skutek jest taki, że wierzący nie uczą się tego jak słuchać Boga i jak być ludźmi zdyscyplinowanymi. Taki człowiek nawet nie wie, że jego serce jest zepsute. Być uczniem to całkowite posłuszeństwo Chrystusowi. Aby zrobić więcej miejsca dla Chrystusa musimy przycisnąć DELETE, wyczyścić pamięć i defragmentować umysł. Apostoł Paweł mówi o odnowieniu naszych umysłów. Oddanie i poddanie są teraz urządzeniem dodatkowym czy up-gradem naszego zepsutego systemu. Bez tego człowiek nigdy nie zrozumie swego własnego serca, a co dopiero Bożego. Kilka lat temu Pan dał mi ten wers:

Mat 6:21Gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze”.

Czy rozumiesz swoje serce? Czy twoje serce pragnie być częścią prawdziwego kościoła na ziemi? Czy też twoje serce pragnie tymczasowych przyjemności tego życia? Co cenisz sobie?

6. Ci, którzy mają niewłaściwy stosunek do Chrystusa jako Głowy

Pozwólcie, że postawię pytanie, które być może już słyszeliście. Czy Jezus jest Zbawicielem oraz Panem, czy tylko Zbawicielem? Jako Zbawiciel zbawia nas od naszego grzechu, lecz jeśli tylko tak widzimy Jezusa i tylko tak na Niego patrzymy to możemy trwać dalej w grzechu, lekko sobie traktując Jego przebaczenie. Może być nawet gorzej, możesz lubić swój grzech i trwać w nim całkowicie przekonany, że u Boga wszystko jest w tej sprawie w porządku. Wiele umysłów zostało wypłukanych rozwodnioną ewangelią, która jest głoszona w tych dniach. W chrześcijaństwie nie chodzi o ciebie i twoje zachcianki!

Gal 6:7: „Nie błądźcie, Bóg nie da się z siebie naśmiewać, albowiem co człowiek sieje to i żąć będzie”.

Jeśli Jezus jest również twoim Panem to poddałeś Mu swoje życie. On teraz kontroluje je i nie chodzi tu już więcej o ciebie, a raczej wszystko kieruje się na Niego – On stał się twoim Królem i twoim Panem. To właśnie mam na myśli, mówiąc o właściwym odnoszeniu się do Chrystusa jako twojej Głowy. Kiedy Jezus jest twoim Zbawicielem, lecz nie jest Panem, łatwo jest myśleć egoistycznie, co z kolei prowadzi do oddawania czci tam, gdzie czujesz się dobrze. Mając takie nastawienie człowiek nigdy nie będzie chciał być skonfrontowany ze swoim grzechem, natomiast w prawdziwym kościele czynienie uczniami jest poważnie traktowane i właśnie dlatego wielu woli pozostać w ukryciu, gdzieś w ostatnich rzędach i wielkich grupach zorganizowanej religii.

7. Ci, którzy nie umarli dla siebie

Jak mówiliśmy wyżej, chrześcijańskie życie zabije wewnętrzne stare ego. Dla ucznia nie chodzi tu o nauczenie się tego, jak żyć ze swoją starą, cielesną naturą wraz z jej pragnieniami i żądzami, lecz raczej o dążenie do życia w Duchu, które dosłownie kontroluje i poddaje sobie nasze stare ego.

Jeśli jednak sądzimy, że kościół jest po to, aby dawać nam korzyści i co niedziela, gdy wychodzimy, zostawiamy Boga w budynku to jeszcze nie zamieniliśmy naszego starego ego na życie w Chrystusie. Żyjemy życiem, które jest podzielone na czas dla Boga i czas dla siebie. Dla takich ludzi prawdziwy kościół jest zbyt nieprzewidywalny a oni czują się zaspokojeni oddając Bogu jedną godzinę i 20 minut tygodniowo. Nic więcej! Przede wszystkim, mamy własne życie! Zbyt często taka postawa ma miejsce do czasu, aż coś nieprzewidzianego włamie się do ich małej banieczki.

Ef 4:22-24:„Zewleczcie z siebie starego człowieka wraz z jego poprzednim postępowaniem, którego gubią zwodnicze żądze, i odnówcie się w duchu umysłu waszego, a obleczcie się w nowego człowieka, który jest stworzony według Boga w sprawiedliwości i świętości prawdy”.

8. Ci, którzy nie chcą konfrontacji

Prawdziwy kościół jest zbudowany na silnych więzach miłości interpersonalnych relacji. Kiedy pojawiają się jakieś tarcia w relacjach funkcjonujących w religijnym systemie, zazwyczaj reakcją jest zerwanie przyjaźni, bądź wyjście. Nie tak jest w prawdziwym Kościele! Nie ma zasiadania po przeciwnych stronach sanktuarium i traktowanie brata, który cię obraził, jak martwego. Prawdziwy Kościół jest rodziną i bez względu na to, co się wydarzy, zostanie to podjęte i uzdrowione. Taka jest natura Chrystusa i prawdziwy Kościół nie dopuszcza do tego, aby poprzeczka została obniżona do najmniejszego wspólnego mianownika. Wielu chrześcijan przychodzi z takich miejsc, gdzie toksyczny lider spowodował rany i trudno im jest ponownie zaufać. Niemniej, nie wolno nam odrzucać tego, że wyłącznie w Jego Ciele jest uzdrowienie; dziś potrzebujemy Balsamu z Gileadu.

9. Ci, którzy nie są gotowi kochać innych miłością Chrystusa

Prawdziwy Kościół istnieje po to, aby być żywym przykładem miłości Chrystusa. Celem prawdziwego Kościoła jest kochać, tak jak kocha Chrystus i skupić się na działaniu opisanym w NT jako „jedni drugim”. Każda poprawna doktryna i zasada wypływa z właściwej relacji do Chrystusa i do siebie nawzajem. Nie wolno nam stawiać zaprzęgu przed koniem.

Wielu chrześcijan stać tylko na warunkowe członkostwo. Dzielenie się wszystkim i posiadanie wszystkiego wspólnie jest dla takich ludzi obcą i starożytną praktyką. Porównajmy pokorne Biblijne zachowania z tymi pełnymi pychy z obszarów prosperity, ludzi pyszniących się przed innymi, a co stało się powszechne w niektórych religijnych kręgach. Jest tak, jakby nasza wartość netto w jakiś sposób była potwierdzeniem wyższej duchowości. Kiedy dyskutuje się sprawę losu ubogich, słyszę takie komentarze jak: „Gdyby byli zbawieni, gdyby pracowali tak ciężko, bądź gdyby tak mądrzy jak ja jestem, nie znaleźliby się w takim stanie”. Boże miej miłosierdzie w owym dniu! Taka postawa nie pożyje długo w prawdziwym Kościele.

1J 3:16Po tym poznaliśmy miłość, że On za nas oddał życie swoje, i my winniśmy życie oddawać za braci”.

10. Ci, którzy wierzą, że Jedność Ciała opiera się na doktrynie

Jeśli ktoś jest kształtowany przez filozofię mówiącą, że należy „doprowadzić to do porządku” w stworzonym przez ludzi systemie, wtedy będzie to raniło i oddzielało od siebie innych, którzy nie zgadzają się na przyjęte doktryny czy praktyki, bądź do przejechania się po innych ludziach wiary. Takie zachowania nie mają miejsca W Chrystusie. Prawdziwy Kościół stworzony jest z braci na wszystkich poziomach chrześcijańskiego wzrostu. Nie mamy być Duchem Świętym dla siebie nawzajem. To religijny system działa w taki sposób, aby ukształtować ludzi według doktryny, jakby celem było tworzenie klonów pastorów, kapłanów czy denominacji.

Nigdy nie stworzy jedności przebywanie w jednym miejscu i czasie. Jedność wokół doktryny może zbliżyć podobne serca na pewien czas, lecz doktrynalna jedność zazwyczaj służy podziałom i oddzielaniu nas od reszty Ciała Chrystusa. Podzielone serca mogą się już modlić razem latami, lecz nie stworzą jedności.

Chodzenie razem w Chrystusie, poddawanie się Jemu jako Głowie, jest jedynym sposobem, który doprowadzi do jedności w naszych miastach. Jedynie tarcie między duszami i ostrzenie żelaza żelazem może wzbudzić woń Chrystusa zwaną jednością. Jeśli inny chrześcijanin czy zgromadzenie zaczyna być „nimi” to przestajemy być Ciałem Chrystusa. Nasza jedność jest, i musi być, pozycyjna – „w Chrystusie”.

Zbyt często małe liski różnych (oddzielnych) doktryn niszczą winnicę prawdziwego Kościoła. Współczesne chrześcijaństwo postawiło na coś znacznie mniejszego niż tego chce, wierząc, że ich grupy i denominacje mają właściwe doktryny, a inni mają złe.

Nieświadomie, poświęciliśmy moc i autorytet Jezusa, jakie miał prawdziwy Kościół posiadać na ołtarzu „doprowadzenie tego do porządku”.

aby wszyscy byli jedno, jak Ty, Ojcze, we mnie, a Ja w tobie, aby i oni w nas jedno byli, aby świat uwierzył, że Ty mnie posłałeś” (J 17:21).

Obecnie największą bronią przeciwnika jest nasz podział! Nie tylko w tym, że daliśmy mu pole do niszczenia kościoła, ale również przeciwko całemu społeczeństwu.

Wniosek:

Te 10 wymówek, które ludzie używają, aby nie angażować się w prawdziwy Kościół, wynikło bezpośrednio z moich ostatnich doświadczeń i rozmów. Można by dodać jeszcze kilka innych do tej listy, lecz nie było moim zamiarem przedstawiać w tym artykule wyczerpujący zestaw. Chciałem zachęcić was do rozmowy, można zgadzać się z moją listą lub nie, lecz ma to niewielkie konsekwencje. Zadałbym raczej bardziej ujmujące za serce pytanie: Co, jeśli chodzi o Jego Kościół, jest w twoim sercu?

Czy woła ono o większe i lepsze programy w miejscu zgromadzeń? Być może pragnie ładniejszego budynku i wybrukowanego parkingu? Może wierzysz, że byłbyś szczęśliwszy, gdyby był bardziej duchowy lider czy nowy pastor. Czy gdyby twój pastor prowadził radiową bądź telewizyjną służbę, miałoby to wpływ na twój duchowy marsz? Gdy myślisz o doświadczeniu w twoim kościele, o co woła twoje serce? Wątpię, żeby było to cokolwiek z tego, co przed chwilą wymieniłem.

Jeśli chodzi o mnie, moje serce pragnie czystych, autentycznych relacji opartych na miłości Chrystusa. Nie chcę już więcej „chodzić do kościoła”, lecz chcę „być kościołem” wraz z moimi braćmi i siostrami. Chcę, aby moje chrześcijańskie doświadczenie, moje życie w Chrystusie było pełne i zdrowe. Moje serce krzyczy za prawdziwym Kościołem! Chcę być kimś więcej niż pastorem; więcej niż grzejącym ławy, więcej niż artystą estradowym, który pokazuje się na czas, bywa co niedziela i z obowiązku daje dziesięcinę. Chcę prawdziwego Kościoła! Chcę kościoła, który oczekuje i domaga się tego, aby wszyscy wzrastali w wierze. Wołam za kościołem, który naprawdę tworzy uczniów, umiejących funkcjonować w tym świecie na zasadach królestwa, aby zmieniać i przemieniać swoje miasta i kraju. Chcę kościoła, w którym są mężczyźni i kobiety rzeczywiście wyposażający innych do pracy, do jakiejś święci zostali powołani. Moje serce woła o kościół, który kocha mnie bardziej, a osądza mniej, który jest lepszy w modlitwie niż w narzekaniu i uważa radość w Duchu Świętym za coś normalnego. Moje serce woła za prawdziwym Kościołem.

Co mówi ci twoje serce w tej chwili?

Jose Bosque

раскрутка

One comment

  1. Nie ma wątpliwości,że autor artykułu przeżywa rozterkę w związku z tym ,że owe 10 powodów jest autentyczną oznaką współczesnego Kościoła.
    Po przeczytaniu jednak artykułu ,przy 100% poparciu zawartych w nim treści ,cisną się na usta słowa:
    „Tak Bracie ,tak właśnie jest”
    Ale co z tym zrobić? Jaka jest tego przyczyna i jakie na to lekarstwo?
    Podsumowanie bowiem wypowiedzi przez autora jest zbiorem pobożnych życzeń „by było inaczej”
    Spróbujmy zatem znaleźć przyczynę takiego stanu,aby móc zastoosować „lekarstwo”
    Zakładamy bowiem ,że przywództwo w Kościele jest jednoosobowe,a jedynym Przywódcą jest Jezus Chrystus.

    To jest pierwszy powód ,dla którego „chrześcijaństwo zostało wypaczone.
    Zacznijmy jednak od początku.
    Niema wątpliwości co do tego ,że wielką rolę w kształtowaniu obrazu chrześcijaństwa jak i obrazu całego świata miało Imperium Rzymskie.
    Powstały tam „kościół” w swej strukturze przyjął raczej światowe trendy niż bibliną Prawdę.
    Podział bowiem kościoła na kler i laików tak mocno zakorzenił się w tradycji współczesnego kościoła ,że nawet wśród tych ,którzy przeciwstawili się katolickiej hegemonii pozostała ktolicka struktura jednoosobowego kierownictwa.
    Ponieważ jednak nauczono ludzi bezwzględnego posłuszeństwa „autorytetom” ,owa struktura przetrwała do dziś i ma się nieźle,czyniąc Ciało Chrystusa (Kościół) bezwładną ,nic nie mogącą postacią.
    Czynna bowiem w tym przypadku jest tylko Głowa ,czyli sam Jezus Chrystus.
    Gdzie szukać przyczyn? W tych właśnie wersetach .

    I On ustanowił jednych apostołami, drugich prorokami, innych ewangelistami, a innych pasterzami i nauczycielami, (12) aby przygotować świętych do dzieła posługiwania, do budowania ciała Chrystusowego, (13) aż dojdziemy wszyscy do jedności wiary i poznania Syna Bożego, do męskiej doskonałości, i dorośniemy do wymiarów pełni Chrystusowej, (14) abyśmy już nie byli dziećmi, miotanymi i unoszonymi lada wiatrem nauki przez oszustwo ludzkie i przez podstęp, prowadzący na bezdroża błędu,

    (List do Efezjan 4:11-14, Biblia Warszawska)

    Przyjmujemy bowiem pierwszą część tego fragmentu.zgadzając się z tym ,że właśnie ja jestem „ustanowionym” zapominając jednocześnie po co zostałem ustanowiony.
    Nie po to by władać,
    Nie po to by mi służono
    Nie po to by mi się kłaniano,
    Nie po to by zgarniać z tacy ciężko zarobine przez „owce ” runo.

    Ale po to by: ” przygotować świętych do dzieła posługiwania, do budowania ciała Chrystusowego.
    Przestaję w tym momencie być jedynym , wszystko wiedzącym, wszech władnym autorytetem.
    Czy to możliwe?
    To przecież mnie Bóg uczynił przywódcą.
    Czy w tym fragmencie jest mowa o przywództwie?
    Czy może o tym ,że skoro jestem „ustanowionym” ,to mam wykonywać zadanie do którego zostałem powołany?
    Przybliżmy naszym „duchowym oczom ” kościół dzisiaj budowany.
    Ciało.
    kazda część tego ciała skłda sie z jednej żywej komórki ( żywa = dająca oznaki życia)
    Ręka- pastor, noga-pastor,ucho-pastor, usta -pastor,oko -pastor,……………. to ciało to tylko pastor.
    Reszta „ciała” to martwe komórki ,ktore ze względu na to ,ze nie zostały przystosowane przez” ustanowionych” nie funkcjonują.
    Jak myślicie ,jak czuje się Głowa, gdy jest złączona z takim „ciałem”?
    To jest prawdziwy obraz dzisiejszego Kościoła.
    Dlatego chciałbym powiedzieć wszystkim „przywódcom”.
    Przyprowadzając ludzi do swego kościoła powinniście ich czynić zdolnymi do tego by byli żywymi organami Ciała Chrystusa. By oni następnie czynili innych przywódcami, a następni , kolejnych.
    Nie po to by zasiedli w ławkach ,by wysłuchać kolejnej niedzielnej opowiastki pastora(jedynego władcy tegoż kościoła),ale po to by stając się czynnymi w miłości przyczyniali się do budowy Ciała Chrystusa.
    I na koniec pytanie ,do Cibie jedynie wladczy pastorze:
    Czy chciałbyś żyć w ciele ,w którym oprócz Twojej głowy wszystkie inne członki ciała są martwe?
    Nie czyń zatem Ciała Chrystusa takim ,jakim sam nie chciałbyś być.
    Zmieńcie swoje myślenie, pozwólcie ludziom być aktywnymi w Kościele.
    Nie musisz bowiem na każdym zgromadzeniu mówić.
    Czy Bóg nie może powiedzieć coś przez Kowalskiego, Iksińskiego,czy Nowaka?
    Zaufaj Bogu. Ci ludzie siedzacy w ławkach to też narzędzia Boże,tórym Ty przez swoje jedyniewładztwo odciąłeś „krążenie krwi” czyniąc ich martwymi.
    Chcesz by koścół był żywy?
    Uczyń to co ucynił Jezus. Pozwolił ludziom „śmierdzącym rybami” kontynuować swe dzieło.
    Czemu nie faryzeuszom,po 'szkołach biblijnych”?
    Sam odpowiedz sobie na to pytanie.
    Twierdzę zatem ,że przyczyną takiego stanu rzeczy jaki opisał autor w swych rozważaniach ,jest fakt iż ci ,któży czują się „powołani” nie doczytali do końca ,do czego są powołani.
    Jeśli jesteś przywódcą ,czyń następnych ludzi przywódcami,aby i oni czynili następnych i.t.d.
    Jesli jednak boisz się konkurencji,to wiedz ,że jestes samozwańcem i prędzej czy później spadniesz z postawionego przez siebie piedestału.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.