FtF_05.01.08 Bóg zaś…#Friend to Friend

#

logo

05 stycznia 2008

Bóg zaś...
Część 2

Sharon
Jaynes


Prawda
na dziś
.

Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy
byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł

(Rzm. 5:8).

Przyjaciółka Przyjaciółce
Wczoraj dzieliłam się z wami tym, jak wyrastałam wśród domowego
zamieszania, które pozostawiło mnie w niewoli uczuć poczucia
braku bezpieczeństwa, niewystarczalności, niepewności. Jeśli nie
czytałaś poprzedniej części
kliknij tutaj

Dziś chcę opowiedzieć wam resztę tej historii.

Gdy miała 12 lat zaprzyjaźniłam się z dziewczyną z sąsiedztwa, Wandą
Henderson.  Znałyśmy się od pierwszej klasy, lecz tak naprawdę
związałyśmy się w szóstej. Mama Wandy wzięła mnie pod swoje
skrzydła i kochała mnie jak swoje własne dziecko. Pani Henderson
wiedziała, co się działo w moim domu i wiedziała o moim zranionym
sercu. Uwielbiałam przebywać w ich domu. Państwo Henderson przytulali
się i całowali przy nas a nawet zwracali się do siebie zdrobniale.
Nigdy wcześniej w życiu  nie widziałam małżeństwa tak
funkcjonującego i obserwowałam  ich w zdumieniu. Nie wiedziałam
dlaczego ta rodzina była tak inna od mojej, lecz wiedziałam, że ta
różnica miała coś wspólnego z Chrystusem. Ich dom był
balsamem – emocjonalnym uzdrowiskiem. Pani Hednerson chodziła
po domu, zajmując się swoimi domowymi pracami, śpiewając pieśni
chwały dla Pana, nawet  opowiadała o Jezusie Chrystusie tak,
jakby Go znała osobiście. Myślałam, że to jest dziwne.

W końcu zaprosiła mnie, abym poszło do kościoła z nimi i zdałam sobie
sprawę z tego, że większość ludzi w ich kościele mówiła o Jezusie Chrystusie  tak, jakby Go znali osobiście. Zdumiewające, ale moja rodzina przy całej tej codziennej walce, chodziła do kościoła w niedziele. Tak, przy tym alkoholu i kłótniach chodziliśmy do politycznie poprawnego, społecznie szanowanego kościoła – walcząc całą drogę, aż do frontowych drzwi.
Słyszeliśmy łaskoczące uszy, nieobraźliwe kazania, które były na tyle moralne, że uważaliśmy, że wykonujemy nasz amerykański obowiązek, lecz nie były na tyle duchowe, aby w jakikolwiek sposób przekonać nas o grzechu czy przemienić.

Kościół Hendersonów był inny. Rozmawiali o osobistej relacji z Jezusem
Chrystusem, o czym nigdy wcześniej nie słyszałam. Chciałam mieć to,
co oni mieli. Chodziłam do tego kościoła i chłonęła każde słowo, które pastor czy nauczyciele mówili o Zbawicielu, który ukochał mnie tak bardzo, że dał Swoje życie na Krzyżu Kalwarii za mnie, abym mogła mieć życie wieczne. Zapłacił karę za mój grzech. Kochał mnie tak bardzo, nie dlatego, że byłam ładna czy dlatego, że robiłam różne rzeczy dobrze, lecz dlatego, że byłam Jego.

Następnego roku pani Henderson zaczęła studium biblijne dla nastolatków z sąsiedztwa i zakochałam się w Słowie Bożym. Pewnego wieczoru, gdy miałam 14 lat, pani Henderson posadziła mnie na tapczanie.
„Sharon, – zapytała – Czy jesteś gotowa przyjąć Jezusa jako swego
osobistego Zbawiciela i Pana?” Ze łzami płynącymi po policzkach
odpowiedziałam: „Tak”. W chwili gdy przyjęłam Chrystusa
zakończyła się moja duchowa transformacja – przeszłam ze
śmierci do życia w mgnieniu oka – w czasie, który był mi
potrzebny, aby powiedzieć: „wierzę”. Biblia mówi, że gdy dochodzimy do wiary w Jezusa Chrystusa stajemy się „nowym stworzeniem, stare przeminęło, wszystko stało się nowym” (2 Kor. 5:17). Niemniej przemiana mojej duszy (umysłu, woli i emocji) dopiero się zaczęła. Początkowo moi rodzicie patrzyli z ukosa na moją „nową religię”, lecz trudno było sprzeciwiać się czy odrzucić moją miłość do Pana. Dwa lata po oddaniu mojego życia Jezusowi, moja matka przyjęła Go jako osobistego Zbawiciela, a po następnych trzech latach, przez serię wydarzeń, zawirowań i zwrotów, które tylko nasz Niebiański Ojciec mógł zorganizować, mój ziemski ojciec oddał swe życie Chrystusowi. W ciągu 6 lat Bóg dokonał niebywałego cudu w życiu moim i mojej rodziny.

Lecz wróćmy do czasu, gdy byłam 14 letnią dziewczynką pochłoniętą
przez uczucia niepewności, braku bezpieczeństwa i nie nadawania się
do niczego. Czy te uczucia znikły w chwili, gdy przyjęłam Chrystusa?
Czy wyparowały, gdy powiedziałam słowa: „Ja Wierzę”. Och, moje drogie, chciałbym tak wam powiedzieć, lecz tak się nie stało. W istocie, nawet nie wiedziałam o tym, że one w ogóle są.

Przez lata nauczyłam się jak sobie kompensować mój brak poczucia
bezpieczeństwa. Gdybyście mnie spotkały jako nastolatkę – moje
osiągnięcia i sukcesy – nigdy nie pomyślałybyście, że w taki
sposób się czuję czy że byłam w tego rodzaju więzach. .

 Od tego czasu (14 lat), aż niemal do początku moich lat trzydziestych
zawsze czułam się, że coś było nie tak z moją duchowością – jakbym weszła do kina 20 minut później i spędziła cały czas zastanawiając się, o co chodzi. Dziwiłam się, dlaczego tak bardzo zmagam się z tym, aby wieść zwycięskie chrześcijańskie życie. Miałam cudownego męża, syna i szczęśliwe życie rodzinne. Nauczałam studium biblijnego w solidnym biblijnym kościele i byłam otoczona przez silnych chrześcijańskich przyjaciół. A jednak czegoś brakowało – nie wiedziałam czego. Nie rozumiałam tej zmiany, która nastąpiła we mnie w chwili, gdy stałam się chrześcijanką. Nie rozumiałam mojej prawdziwej tożsamości dziecka Bożego.

Ponownie, Bóg nie zostawił mnie w tym stanie. Coś zdarzyło się w tym
czasie. Jak podgrzany popcorn strzelający przemianą w puszyste, białe
chmurki zaczęły do mnie, wyskakiwać do mnie pewne szczególne
wersety z Biblii. „Jesteś wybrana i umiłowana”. „Jesteś uświęcona”, „Jesteś święta”. Zaczęłam rozumieć to, że moje patrzenie na siebie i to w jak widział mnie Bóg to były dwa zupełnie różne sposoby patrzenia. Tak, przeżyłam duchową przemianę w chwili przyjęcia Chrystusa. Mój martwy duch stał się żywy w Chrystusie… narodzony na nowo, jak powiedział Jezus Nikodemowi, lecz ostateczna przemiana, proces stawania się podobnym do obrazu Chrystusa, dopiero się zaczął.

Bardzo cieszę się, że zechciałyście udać się w duchową podróż ze Mary, Gwen i ze mną. Modlimy się o to, abyście zaczęły widzieć siebie tak, jak widzi was Bóg – wybrane, zaakceptowane, święte i umiłowane.

Pomódlmy się

Drogi Niebieski Ojcze, tak bardzo cieszę się z tego, że mnie powołałeś,
wybrałeś i zaadoptowałeś jako Swoje dziecko. Modlę się o to, abym
coraz bardziej zbliżała się do Ciebie i stawała się z każdym dniem coraz bardziej podobna do Chrystusa. Dziękuję Ci za to, że idziesz tak daleko, aby pokazać Twoim dzieciom, jak bardzo szczególne są dla Ciebie.

W Imieniu Jezusa,

Amen

Girlfriends in God
P.O. Box 725
Matthews, NC 28106
info@girlfriendsingod.com
www.girlfriendsingod.com

системы продвижения сайтов

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.