Ludzki rozsądek – przewodnik do duchowej śmierci

Rick Fruech

 Gdy Jezus chodził po ziemi, zawsze wydawało się, że Jego słowa są eteryczne, sprzeczne i bardzo często nielogiczne. Niektórzy drapali się po swoich głowach, usiłując jakoś usystematyzować Jego nauczanie, a inni odchodzili urażeni. Jego nauczanie szybowało ponad ludzką mądrością i ludzkim rozsądkiem, i podkopywało to, czego nauczali religijni liderzy. Oświetlał nawet nauczanie Starego Testamentu i i wspomagał nim Swoje. Był tak kontrowersyjny, że polowano wielokrotnie na Jego życie i oczywiście, ostatecznie, został zabity.

Jezus powiedział, że Jego Królestwo nie jest z tego świata. Gdy przedstawiał proroczy wgląd w Swoją zbliżającą się śmierć, Piotr zgromił Chrystusa, i ogłosił, że oni nigdy do tego nie dopuszczą. Niemniej, Jezus powiedział Piotrowi, że sięgnął do źródła ludzkiego rozumu, a nie do Duchowej rzeczywistości. Kiedy jednak ten sam Piotr ogłosił, że Jezus jest Synem Żyjącego Boga, Jezus przyznał, że Piotr otrzymał poznanie od Ojca. Jak więc widzimy, są dwie rzeczywistości, które walczą ze sobą i są sobie całkowicie obce.

Ludzkie myślenie (logika – przyp.tłum.) wydaje się człowiekowi właściwe, jest logiczne, praktyczne i sympatycznie pasuje do ziemskiego systemu. Tego rodzaju myślenie dominuje na tym świecie. Uzna ono religię i istnienie Boga, lecz nie zrzeknie się swego panowania nad ludzkim umysłem. Może pozwolić na wyznanie wiary w Jezusa, lecz weźmie Jego Słowo i opatrzy go ziemską praktyką i logicznymi interpretacjami. Gdy Jego Słowa są tak wstrząsające i niezgodne z ziemską mądrością i rozsądkiem, wtedy ludzkie myślenie uduchowi je po to, aby przetłumaczyć te niestosowności na tu i teraz.

Po wielu, wielu latach uduchawiania Pisma i robienia z niego dobrej rady oraz moralnych przypowieści, na chrześcijańską wiarę patrzy się przeważnie przez pryzmat miliony tych, którzy jadą do budynku w niedzielę, bądź garść moralnych i ekonomicznych spraw. Nikt nie ma podstaw, aby powiedzieć, że chrześcijańska społeczność na zachodzie ma wybitne postawy i prowadzi znaczące i zadziwiające życie. Tak naprawdę, rozpad wiary stał się tak głęboki, że brak biblijnych podstaw wielu prawd nauczanych i praktykowanych przez ewangeliczną społeczność, widoczny jest na ich twarzach.

Dlaczego to ma miejsce? Nawet bez zajmowania się licznymi herezjami dotyczącymi uniwersalizmu, ewangelii sukcesu czy ekumenizmu, przeciętny „ortodoksyjny” kościół przerodził się w mniej niż spektakularny pokaz religijnej działalności, długów za budynki, a niedzielne nabożeństwa zostały doprowadzone do tradycji, która pozwala na to, że miliony przychodzą i odchodzą tak, jakby brali udział w szkolnej grze. Ponieważ było to kształtowane latami, odchodzenie od Bożego Słowa było niezauważalne, a dziś wierzący czy nawet kaznodzieja mogą spędzać skąpe ilości czasu na modlitwie i być uważani za wiernych. Może brać udział w wątpliwych zdarzeniach i ciągle być uważany za wiernego. Może oszczędzać ogromne ilości pieniędzy i ciągle być uważany za wiernego. Może narzekać na ekonomię czy swoje warunki i ciągle być uważany za wiernego.

U podstaw tego wszystkiego jest ludzkie rozumowanie. Bądźmy szczerzy: gdybyśmy mieli wziąć Boże Słowo literalnie i zastosować je w naszym życiu, bez jakiegokolwiek kulturalnego ustępstwa, nasze życie musiało by się zmienić dramatycznie. Nie chodzi mi o kilka wersów, lecz o cały Nowy Testament. Jeśli poświęcisz czas na przeczytanie Nowego Testamentu w ciągu jednego tygodnia, zobaczysz jak wydestylowaliśmy siłę jego nauczania, pozostawiając nieszkodliwe życie, które wydaje się różnić tylko teologią i lepiej pasuje do życia we współczesnej kulturze, do dzisiejszych postaw i myślenia. Ludzkie myślenie przyćmiło duchową dynamikę.

Końcowym wynikiem jest to, że obecnie idziemy za religijnym konstruktem, zamiast za Zmartwychwstałym Chrystusem. Wszystko stało się zbyt zaabsorbowane i przewidywalne, a ludzki rozsądek stał się sposobem interpretacji Pisma. Napinający się umysł nie tylko odstawiły na bok życie, ale i służbę i prowadzenie Ducha Świętego. Tam zaś, gdzie nie ma Ducha pozostaje pragmatyczny system, które osiąga powodzenie pośród upadłej kultury hedonizmu, lecz buduje również system ewangelizacji, który wprowadza bardziej system Eli Whitney (amerykański wynalazca żyjący na przełomie XVII/XVIII wieku, który wynalazł linię montażową do produkcji masowej – przyp.tłum.) niż atmosferę, w której Duch Boży może powoływać Oblubienicę Syna Bożego. Tak naprawdę, duża ilość ewangelizacyjnych programów została zrodzona przez mężczyzn i kobiety, którzy zebrali się razem i zastosowali strategie sprzedaży z kiepską znajomością wersów, osądzając inne metod na podstawie liczb. Ponownie – ludzkie myślenie.

Nie jest rozsądne, wierzyć, że Stwórca przyszedł w podobieństwie ludzkiego ciała, nie jest rozsądne wierzyć, że Jezus wzbudzał ludzi z martwych, nawet po czterech dniach. Nie jest rozsądne wierzyć, że Jezus narodził się z dziewicy, nie jest rozsądne wierzyć, że Jego śmierć otworzyła drogę do wiecznego życia. Nie jest rozsądne wierzyć, że Jezus zmartwychwstał, nie jest rozsądne wierzyć, że w Królestwie pierwsi będą ostatnimi. Nie jest rozsądnie wierzyć, że ktoś może być bogaty, a jednak biedny i nie jest rozsądne wierzyć, że możemy być synami Bożymi tylko przez wiarę.

Te wszystkie rzeczy są nierozsądne dla ludzkiego myślenia, niemniej są absolutnymi prawdami w Królestwie Bożym. Nie ma to żadnego sensu dla cielesnego umysłu, lecz dla Ducha są one wieczne. Idź dalej i uzasadnij/rozstrzygnij to wszystko, a ewentualnie pokażesz się z możliwym do przyjęcia religijnym konstruktem, który podoba się ciału i prezentuje znośny sposób, według którego da się postępować w czasie tej tymczasowej egzystencji, lecz nigdy nie będzie to droga Jezusa. Nigdy.

Jednak zachodni kościół przyjął ludzki rozsądek i wcielił go do swojej teologii i praktyki. Gdy już odprężamy się i zbliżamy do wspaniałego przyjścia Prześwietnego, kościół biega tam i z powrotem bez Ducha. Jest to żałosny spektakl, który pomniejsza ewangelię i prezentuje ludzką mądrość jako Bożą. Wiem, te słowa wydają się tak twarde i radykalne, lecz wszyscy zobaczymy to pewnego dnia. Będziemy wtedy mierzeni według tego, co Duch rzeczywiście powiedział, a nie według tego, jak my zinterpretowaliśmy Pismo.

Umrzeć – zasnąć. …. W tym sęk cały, jakie bowiem w tym śnie śmiertelnym marzenia przyjść mogą, kiedy zrzucimy z siebie więzy ciała?” (W.Shakespeare).

Tak, wieczność będzie miała swoje ostatnie słowo, a cały ludzki rozsądek stanie się tylko rozpałką dla piekielnych ogni.

раскрутка сайта это

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.