Moje siedem lat w Liście Eliasza_1

Na początku.

Kevin Kleint

Oryg.: TUTAJ

Obecnie minęło już 3 lata od chwili, gdy przestałem pracować w Liście Eliasza (Elijah List).

Zacząłem około roku 2000. Pracowałem wtedy w Hewlett-Packard i przez grapevine dowiedziałem się o liście subskrypcyjnej, które wysyłała „proroctwa” do prawie 30.000 ludzi. To było w czasach, gdy dostępne były tylko tekstowe posty, gdy otrzymywało się tylko jeden email dziennie. Chodziłem wtedy do kościoła „Word of Faith” i miałem bardzo silne fundamenty w Słowie Bożym. Wiedziałem, że istniały jeszcze inne składniki Chodzenia z Bogiem, których wtedy jeszcze nie doświadczałem. Tęskniłem za Rzeczywistością Jego Obecności . . . za tym, aby faktycznie WIDZIEĆ działającego Boga i ZNAĆ oraz PRZEŻYWAĆ Go więcej.

W miarę jak czytałem codziennie posty otrzymywane z Listy Eliasza to pragnienie wzrastało. Byłem coraz bardziej niezadowolony i sfrustrowany kościołem, do którego chodziłem. „Oni po prostu nie NIE MAJĄ!” – powiedziałem sobie. Postanowiłem więc, że znajdę miejsce, gdzie dowiem się o tej „Nowej Rzeczy”, którą Bóg robił i ja i moja rodzina będziemy tam, gdy Bóg się pojawi!

W tym czasie, słuchałem naszej lokalnej chrześcijańskiej stacji radiowej, gdzie nadawano godzinę uwielbienia z wykorzystaniem muzyki z Vineyard, Morningstar, RevivalNow, etc.

Do tej pory miałem do czyniania w latach 80tych i 90tych z Maranatha, Hosanna Integrity, Ron Kenoly and Hillsongs i ten nowy „styl” muzyczny unosił mnie. Mogłem siedzieć przy komputerze i płakać, tęskniąc do intymności z Jezusem, o której oni śpiewali. Jedynym kościołem w naszej okolicy, w którym tego rodzaju muzykę grano, na nabożeństwa był Vineyard, kościół domowy Steve’a Shultz’a i większość ludzi, która pracowała dla Elijah List. Jak tylko się o tym dowiedziałem, pożegnałem się z moją rodziną w kościele Word of Faith i zacząłem chodzić do Vineyard.

Nie wiedziałem w co się pakuję

Po kilku tygodniach chodzenia do nowego kościoła, zostałem zwolniony z pracy w HP. Należę do ludzi, którzy jeśli nie mają coś do roboty stają się niespokojni (oraz irytujący), więc natychmiast ruszyłem w poszukiwaniu pracy. Pewnej niedzieli rano wpadłem na Steve i powiedziałem mu jak bardzo cenię sobie Listę Eliasza i że mam wolną parę rąk, mógłbym pomóc trochę przy komputerze, sieci gdyby potrzebował. Wkrótce zostałem zatrudniony za niemal taką samą stawką, jaką otrzymywałbym na bezrobociu.

Wtedy moje życie zaczęło chwiać się.

Pierwsza konferencja

Po kilku miesiącach pracy dla Listy Eliasza wziąłem udział w mojej pierwszej proroczej konferencji organizowanej przez Listę w Vineyard. Znałem Boba Jonesa, Bob Jones, Larry Randolph oraz gościa o nazwisku Ed Traut (usuniętego później z linków strony za jakąś nieokreśloną „niedyskrecję”) byli mówcami (było jeszcze kilku, ale nie pamiętam ich nazwisk).

W czasie konferencji miało miejsce dziwaczne uwielbienie i manifestacje „na pełny gwizdek”. Ludzie ruszali się, doznawali drgawek, wydawali różne dźwięki w każdym zakątku budynku. Pomimo że wydawało mi się dziwne, że uwielbienie było znacznie bardziej ekstremalne niż na typowym niedzielnym nabożeństwie Vineyard, nie podnosiłem tej kwestii, ponieważ nie czułem się na siłach pytać (wydawało mi się, że jestem zwykłym gościem od stron, a nie prorokiem czy jakimś autorytetem). Po kilku latach chodzenia do tego kościoła i uczestnictwa w konferencjach zauważyłem pewien pojawiający się schemat: uwielbienie narastało w intensywności i głośności, „wielkie nazwisko” proroka było na czołówkach, po czym wszystko cichło, gdy konferencja się kończyła.

Byłem szczerze zdumiony tym, jak ubóstwiani byli ci „prorocy” w oczach uczestników konferencji. Ludzie siedzieli i literalnie szeroko otwartymi oczyma spijali każde słowo, jakby to była Prawda Absolutna. Każdy, kto pracował dla Listy Eliasza był traktowany z pewnego rodzaju bałwochwalstwem. Ludzie przychodzili do nas, podawali nam ręce i mówili takie rzeczy: „Ach, ale masz szczęście pracować w tej namaszczonej atmosferze przez cały czas!”. Przyczepiali się do nas i zadawali nieustannie pytania, tak że utrudniało to pracę (choć taka aprobata podnosiła nam ciśnienie).

Zdarzyło mi się nawet, że przyszedł do mnie chłopak i prosił mnie, żebym włożył na niego ręce i zaszczepił mu „namaszczenie webmastera”, aby mógł robić to, co ja robię (co nie było szczególnie utalentowane). Powiedziałem mu, że to nie sprawa namaszczenia, że zwyczajnie powinien czytać książki i uczyć się kodu. Ponieważ był jednak uparty, nie chcąc go zniechęcać, włożyłem ręce na niego i powiedziałem krótką uprzejmą modlitwę. Wykonał kilka skurczy i wylądował na podłodze. Odszedłem śmiejąc się, trochę skrępowany tym całym spektaklem.

Pozwólcie na małe wtrącenie, niech to będzie wiadome: NIE jestem przeciwny manifestacjom. Byłem „położony w Duchu”, ogarnął mnie Święty Śmiech, przeżywałem nawet fizyczne reakcje na Ducha Świętego. Uwierzcie mi, gdy Bóg (Stwórca Wszechświat) dotyka brudu (ciebie i mnie) coś musi się dziać. Lecz gdy Bóg nas dotyka, musi zajść jakaś zmiana, przemiana, JAKIEGOŚ rodzaju uzdrowienie. Ci ludzie, którzy „manifestowali” coś na zewnątrz, nie stając się coraz bardziej podobni do Niego, NIE byli pod wpływem Ducha Świętego (to innego rodzaju duch). Znam kilka takich osób, które mogą dostać drgawek na samym środku WalMart, lecz mają charakter trolla. Twierdzą, że są tak bardzo nastrojeni na Boga, a owoce ich życia mówią coś innego.

Część druga

Błogosławieństwo i Pokój

Kevin Kleint

Email: kevin   @   zionfire.org

 deeo

[Głosów:3    Średnia:5/5]

6 comments

  1. Dołączam i mój skromny głos aprobujący zamieszczenie tekstu. Coraz częściej odnoszę wrażenie, że ewangelia głoszona z ambon zborów jest inna od tej którą czytam w mojej biblii.
    Słyszę: „Zrealizuj siebie” – czytam: „…zaprzyj się samego siebie”, słyszę: „Materialne błogosławieństwo” – czytam: ” Nie można dwom panom służyć…”, „Łatwiej…niż bogatemu wejść do Królestwa”.
    Mierzi mnie coraz bardziej powszechna postawa – „aby przypadkiem nie urazić, nie dotknąć, nie wypłoszyć”
    Dzięki za ten tekst.
    Pan przyjdzie po oblubienicę czystą.

  2. Jestem poza zorganizowaną grupą kościelną od kilku lat i doświadczyłem podobnego uczucia jakie opisuje Pan Piotr. Może nawet nie chodzi o uczucie, bo to zbyt mało, ale raczej wyciągałem wnioski po spotkaniu się z podobnymi sytuacjami. Jest to wielce niestosowne, wspomnieć w rozmowie na czacie o swoich przemyśleniach i w jednym momencie, człowiek jest szufladkowany, jako „ten bez Ducha” . Jednak jestem przekonany iż wiele przejawów , tak zwanych, przejawów „Ducha” jest formą zwiedzenia i jednoznacznie identyfikuje go jako ducha bałwochwalstwa pochodzącego od Jezebel. Jakoś łatwiej mi na to spojrzeć z perspektywy obserwatora. Byłem zniewolony przez autorytety rozmaitej maści. Przez ten cały rwetes „kościelnego folkloru” nie słyszałem wyraźnie Wszechmogącego Ojca. Dziękuje za tekst, jak widać nie są to tylko moje spostrzeżenia.
    Dziękuje i pozdrawiam.

  3. „Cierpię” ostatnio na znaczny nadmiar materiału, a do tego szybciej mi idzie niż zwykle … zaraz to ‚przykryję’ czymś budującym :).

  4. Hehehe, jesteś radykałem i nonkomformistą, nawet większym niż ja 😉 , ale argumenty sensowne.

    Widocznie za miękki jestem, ale sprawa z Bentleyem faktycznie była wstrząsająca i trzeba o tym mówić.

    Ja mam wciąż sympatie do The EliahList mimo iż jak zauważyłem od ponad roku czytam tylko ich nagłówki i kasuję spam.

    To twoja strona, ty tu decydujesz, ja bym jednak osobiście tego nie zamieszczał, ot takie moje prywatne zdanie.

  5. Myślę, że jest 1000 powodów, żeby to zrobić. Zaczynając od tego, że na „zeznaniu dwóch lub trzech świadków będzie opierać się każda sprawa” – masz co najmniej dwóch A. Strom i Kevin. Jest to tez wypełnienie słowa: „Bo nie ma nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani tajnego, co by nie stało się wiadome”. To się dzieje.
    2.Myślę, że Bóg nie przypadkiem doprowadził do takiej ich kompromitacji jak to było z Bentley’em, i na nowe Ostateczne Czasy, oducza kościół ślepego polegania na człowieku,.. to tylko dalszy ciąg odkrywania.
    3. „Kogo to zbuduje, podniesie, zainspiruje?” Akurat tylko o napominaniu jest napisane, że mamy to robić „każdego dnia” i jest to chyba jedyna rzecz, która została niemal całkowicie przez kościół zapomniana czy może nawet celowo porzucona (żeby ‚nie ranić uczuć” – teraz, bo potem to mogą się smażyć choćby w piekle, a co tam). Jest to wielka lekcja, wraz z zakończeniem tzw. „przebudzenia w Lakeland”, aby nie polegać na ludziach, a fałszywi prorocy sa w myśl NT fałszywi przede wszystkim dlatego, że ich życie nie jest święte, nie głoszą uświęcenia, a wręcz przeciwnie „zamienili łaskę Pana naszego na rozpustę”.
    4. Jest to wielkie ostrzeżenie. Przecież oczekujemy wielkiego przebudzenia, czyż nie? (TYsiące proroctw dla Polski i nie tylko). Czy takie zjechanie na boczny tor nikomu nie grozi? Przerabiały to już setki duchownych mniej i więcej znanych, czemu nie ostrzec tych przyszłych kolejny zresztą raz? Kolejne zamiecenie pod dywan tym bardziej niczego nie da. U Boga nie ma ‚świętych krów”, to właśnie do nich skierowane jest słowo: „starszych, którzy grzeszą napominaj publicznie, aby też inni się bali”,…
    5. Kościół, który nie żyje świętym życiem nie jest kościołem w ogóle i prorok, który nie nawołuje do uświęcenia, (nie mówiąc, że sam takim życiem nie żyje) w ogóle nie jest prorokiem nawet gdyby miał 100% trafność (NIEODWOŁALNE są dary i powołanie Boże).
    6. Jeśli jedynym celem tego, co robię jest to „kogo to zbuduje, podniesie, zainspiruje” to może się okazać, którego dnia, że przyłożyłem rękę do budowania kościoła, w którym jest „kilka osób, które nie skalały szat swoich, ci będą chodzić ze mną w szatach białych, dlatego, że są godni” – przerażające, nawet jeśli te kilka osób było na powiedzmy 100 członków zboru, a ile takich kościołów jest dziś? Nie wchodzę w to.
    7. Są zaczyna się od domu Bożego. Może stanie się przyczynkiem do odwrócenia się kogoś od tego, co teraz robi, może przejrzy na oczy i zobaczy, że jest w takim samym stanie (choć na znacznie mniejszym poziomie/zasięgu)…
    8. Czy nie wierzymy, że żyjemy w czasach ostatecznych? Więc jednym ze znaków są fałszywi prorocy w kościele i wzrost niemoralności.
    9. Wierzymy, w przyjście chwały Bożej do kościoła i na cały świat?? Więcej mamy na to nadzieję to jak unikniemy takich przypadków jak Ananiasz i Safira, którzy (w dzisiejszym rozumieniu) ‚zaledwie’ okłamali Ducha Świętego (wszak to codzienność dziś), skoro nierozeznane (choć znane) cudzołóstwo i homoseksualizm panuje wśród przywódców? Ludzie będą padać jak muchy a reszta będzie się dziwić, o co chodzi?
    10. Skrajności w postaci wyłącznie tego, co „zbuduje, podniesie, zainspiruje” pozostanie skrajnością, nie ma tego w Piśmie, w tym w Nowym Testamencie również. Właśnie tutaj, w NT, jest wielki krzyk ostrzeżenia i ostrzegania, bo czasy zbliżają się do końca.
    Tutaj mam znacznie szerszy zakres zainteresowań i tekstów…
    11. Ja osobiście uczę się z różnych przypadków tego, jak nie należy postępować w Królestwie Bożym. Dla mnie to ważne lekcje, niekoniecznie sposób na potępienie czy poczucie się lepiej.
    12. To, że będzie to na młyn różnych „łowców herezji” to nie mój problem. I tak to znajdą wcześniej czy później, a ja mam tutaj dość materiału innego rodzaju, żeby to się mogło zmieścić bez ‚zgrzytów’.
    13… mam wymieniać dalej??

  6. Nie podoba mi się to, jest zbyt emocjonalne i osobiste. Piotrze, nie wiem po co to zamieszczać? The ElijahList ma odbiór raczej niszowy w naszym kraju, a i tak jest głównie subskrybowany przez ludzi o wyrobionych poglądach. Po za tym nie znamy autora, nie wiadomo kto to jest i co reprezentuje, blog nam niewiele powie. Nie znamy też relacji drugiej strony. Sensacja dla sensacji? Po co? Dla kogo? Kogo to zbuduje, podniesie, zainspiruje? Nie naśladujmy ‚ulicy prostej’!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.