Nauczycielu, przyprowadziłem syna mego…

Richard Murray

Oto jeden z moich ulubionych fragmentów. W czasie czytania proszę zwrócić uwagę NIE na to, osaczony kłopotami choć odważny ojciec powiedział, lecz czego NIE POWIEDZIAŁ. Poświęćmy temu chwilę czasu.

Mk 9.
I przyszedłszy do uczniów, ujrzeli mnóstwo ludu wokół nich i uczonych w Piśmie, rozprawiających z nimi. I wnet wszystek lud, ujrzawszy go, zdumiał się, i przybiegłszy, witał go. I zapytał ich: O czym z nimi rozprawiacie? Wtedy odpowiedział mu jeden z ludu: Nauczycielu, przyprowadziłem do ciebie syna mego, który ma ducha niemego. A ten, gdziekolwiek go pochwyci, szarpie nim, a on pieni się i zgrzyta zębami i drętwieje; i mówiłem uczniom twoim, aby go wygnali, ale nie mogli” (14–18).

Czego ten ojciec NIE powiedział tutaj? „Ponieważ uczniowie Jezus nie mogli uzdrowić mojego syna, to musi nie być wolą Bożą. Wracam do domu”.

Co zaś powiedział? Podniósł głos i narzekał Jezusowi: „ mówiłem uczniom twoim, aby go wygnali, ale nie mogli”.

I przywiedli go do niego. A gdy go duch ujrzał, zaraz zaczął nim szarpać, a on upadłszy na ziemię, tarzał się z pianą na ustach. I zapytał ojca jego: Od jak dawna to się z nim dzieje? A on powiedział: Od dzieciństwa. (I często go rzucał nawet w ogień i wodę, żeby go zgubić; ale jeżeli coś możesz, zlituj się nad nami i pomóż nam” (20–22).

Czego ojciec NIE powiedział tutaj? „Przez całe życie ofiarowałem modlitwy i ofiary za niego i nie został uzdrowiony. Musi nie być wolą Bożą, aby był uzdrowiony. Czemu Bóg milczał?”

Co natomiast powiedział: Nie zniechęcony cierpieniem syna i brakiem odpowiedzi na modlitwy, właśnie poprosił bezpośrednio Jezusa o miłosierdzie i pomoc: „ zlituj się nad nami i pomóż nam”.

Jezus rzekł do niego: Co się tyczy tego: Jeżeli coś możesz, to: Wszystko jest możliwe dla wierzącego. Zaraz zawołał ojciec chłopca: Wierzę, pomóż niedowiarstwu memu: A Jezus, widząc, że tłum się zbiega, zgromił ducha nieczystego i rzekł mu: Duchu niemy i głuchy! Nakazuję ci: Wyjdź z niego i już nigdy do niego nie wracaj. I krzyknął, i szarpnął nim gwałtownie, po czym wyszedł; a chłopiec wyglądał jak martwy, tak iż wielu mówiło, że umarł. A Jezus ujął go za rękę i podniósł go, a on powstał. I gdy wrócił do domu, uczniowie jego pytali go na osobności: Dlaczego to my nie mogliśmy go wygnać? I rzekł im: Ten rodzaj w żaden inny sposób wyjść nie może, jak tylko przez modlitwę” (23-29).

Czego znów ojciec NIE powiedział? „Co masz na myśli, Jezu? Mam wiarę w uzdrowienie syna od chwili, gdy został dotknięty chorobą jako dziecko. Czy insynuujesz, że nie próbowałem wiary? Dlaczego używasz słowa „JEŚLI”? Czy mówisz, że nie wyglądam na takiego, co ma wiarę? I po co mi w ogóle wiara? Przecież ty jesteś uzdrowicielem, a nie ja. Dlaczego moja wiara ma się liczyć? Nie możesz po prostu uzdrowić go?. W porządku, pomimo tego wszystkiego, zdecydowałem, że mój syn cierpi na chwałę Bożą i podczas gdy Bóg współczuje z naszym bólem, w naszym cierpieniu stale przeżywamy jego mistyczną i piękną miłość – nawet jego odmowa uzdrowienia jest piękna”.

Co powiedział? „WIERZĘ, POMÓŻ NIEDOWIARSTWU MEMU”.

Jakaż pokora, szczerość i nadzieja.
Wiedział o tym, że ma jakąś miarę wiary, lecz był na tyle szczery, że wiedział, że nie było jej na tyle, aby przez te wszystkie lata zadziałał w ciele cierpiącego chłopca. Innymi słowy: wiedział, że jakoś tam wierzył, lecz był zdeterminowany i uległy Jezusowi, aby wiedzieć, że potrzebuje pomocy, nawet w tym, aby poprosić o pomoc. Jezus udzielił mu jej. Ojciec chłopca wiedział, że Jego brzemienne „jeśli” było dla niego okazją do przystąpienia do nowej, nigdy do tej pory nie widzianej uzdrowieńczej energii.

W skrócie: ten ojciec zostawił swoje ego u drzwi i ruszył do portalu całkowicie nowego świata. Jego syn został uzdrowiony.
Pozwólcie, że zakończę wstawiając coś z ostatniej nocy, co przyszło do mnie, gdy zastanawiałem się nad tym fragmentem.

Cierpienie może brzmieć tak poetycko do chwili, gdy na twoich oczach niszczone jest twoje dziecko.

Wtedy zmieniasz swoją teologię.

Cierpienie przenosi serce z chłodnej teorii do płonącej rzeczywistości. Wtedy ta cała filozoficzne poezja o cudownym świecie cierpienia nie działa.

Wtedy liczy się wyłącznie to, aby zabrać swoje dziecko do Jezusa.

[Głosów: 7   Average: 4.4/5]

4 comments

  1. W mojej wypowiedzi nie chodziło mi o to, że ktos może oskarżac o brak wiary rodziców czy kaznodzieję modlącego się np 😮 uzdrowienie dziecka, które jednak odeszło z tego świata.
    Chodzi mi bardziej o to jak wytłumaczyć taką sytuację oczekujących na uzdrowienie tego dziecka członkom rodziny ?
    Szczerze powiem, że nie bardzo wiem.
    A jednak Słowo Boże mówi w Ewangeliiw/g Marka w 16 rozdz. ” na chorych ręce kłaść będą a ci wyzdrowieja, a nie „może wyzdrowieją „.
    List Piotra w którym jest napisane : Jego sińce uleczyły was
    W innej wersji ” Jego sińcami jesteście uleczeni ”
    Jest wielu ludzi wierzących , którzy mają chore dzieci .
    Oni wierzą Słowu Bożemu a ich dzieci są nadal chore.
    Nigdzie Słowo Boże nie mówi , że tu na tym ziemskim padole męczcie się ze swoimi chorymi pociechami a w przyszłości zadziała słowo zapisane w Biblii.
    Czy sądzicie, że jest jakaś przyczyna takiego stanu rzeczy ?

  2. Myślę, że dobrze odpowiedział również J.Fenn w ostatnim, czwartym, odcinku „Relacja między niebem a ziemią”.
    Cyt.: „Oczywiście, otrzymaliśmy największą obietnicę, Jezusa Chrystusa, lecz możemy skończyć tak jak ci bohaterowie z 11 rozdziału Listu do Hebrajczyków, którzy umarli nie oglądając spełnienia obietnicy, którą był On. Otrzymali je w niebie, nie na ziemi. Gdy rodzą się dzieci i coś idzie strasznie źle, a Bóg wydaje się być odległy, musimy wiedzieć, że On wygładzi wszystko na końcu, lecz będzie przechodził z nami i naszym dziećmi przez dolinę cienia śmierci. Nie zabierze nas z tej doliny, będzie szedł z nami. To jest wiara”.
    Hbr 11:13
    „Wszyscy oni poumierali w wierze, nie otrzymawszy tego, co głosiły obietnice, lecz ujrzeli i powitali je z dala; wyznali też, że są gośćmi i pielgrzymami na ziemi”.
    Mam długie doświadczenie z chorobami bliskich i, uwierz mi, wolę umrzeć w wierze w obietnice Boże nie oglądając ich spełnienia, niż grzebać na siłę w Słowie, aby uzasadnić coś, co nie ma uzasadnienia, tzn. obecny standard braku uzdrowień w kościele.
    Każdy jest inny i każdy inaczej przeżywa rodzinne tragedie, ale czy z tego powodu, mamy ustępować i przeinaczać Słowo Boże? Nie wolno nikogo oskarżać ani ‚dołować’, mówiąc mu, że to jego wina, że nie miał wiary czy coś w tym rodzaju, ale należy trzymać się standardu NT.

  3. Łatwo wyrokowac, gdy brzemię choroby dotyka innych.
    Co jeśli pomimo usilnej modlitwy Twoje dziecko opuszcza ziemski padół.
    Wiara, której posiadałeś 1 promil, jak ten ojciec w przytoczonym przykładzie znika.
    Pojawiają sie pytania:
    Czy Ty Panie widziałes ten 1 promil mojej wiary?
    Czy współczułeś mi jak wtedy temu ojcu ?
    Gdzie byłeś gdy mój syn umierał ?
    Jest kaznodzieja, który odpowie na te pytania?
    To łatwo pisać , gdy sprawa nie dotyczy mnie i mojej rodziny.
    Co odpowie kaznodzieja osobie zadajacej te trudne pytania ?
    Może, któryś z nauczycieli wykładających co niedzielny poranek swoje madrosci , czytający PP, odważy się odpowiedzieć?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.