Jest, zatem, łatwe życie…

„Wcześniej, przed tym doświadczeniem, gdybym przeczytał coś takiego,  jak  napisałem tutaj, to przepełniłby mnie strach. Teraz wydaje się to takie głupie”.

 Po to, abyśmy zaakceptowali fakt, że można żyć łatwo… musieliśmy doświadczyć  trudnego życia. Często powtarzam „modlitwę”: Ojcze, nie chcę już  żadnych trudnych lekcji.”  Ciągle jednak mam wiele lekcji do przerobienia… a On ciągle jest delikatny wobec mnie. Dzięki doświadczeniu doszedłem do rozpoznawania trudnych lekcji, gdy pojawiają się horyzoncie, mogę je zatem względnie łatwo wyminąć.

Oto przykład tego, co to znaczy dla mnie trudna lekcja – domaganie się tego, czego pragnę, zanim poznam, że to jest Bożą wolą. Pamiętaj, że rozumiem fakt, że dano mi zdolność i prawo do wybierania tego, co chcę. Rozumiem również to, że wśród miliardów wyborów, które mam, są takie, które mogą wywołać twarde lekcje.

Często ludzie piszą do mnie chcąc wiedzieć jak się modlić. Jest to zrozumiałe, skoro oferuję wymianę maili z każdym, kto chce to wiedzieć. Tego poranka wstałem zdając sobie sprawę  z tego, dlaczego niektórym tak trudno otrzymać. Jest to problem zgubionego łącznika.  To w jaki sposób się modlę jest uzależnione od tego, o co się modlę.

Wiele napisałem na temat tego, że faktycznie słowo „prosić” często jest tłumaczone z oryginału, który może znaczyć „nakazywać” lub „domagać się” w zależności od kontekstu. Prawdopodobnie sześćdziesiąt procent moich słuchaczy ma problemy z pozbyciem się religijnego szkolenia, które mówi, że „nie możesz niczego od Boga wymagać” (domagać się).

Oto prosta zasada, zgodnie z która należy postępować. NIE DOMAGAM SIĘ OD  BOGA NICZEGO, DOPÓKI NIE WIEM, ŻE TO, CZEGO SIĘ DOMAGAM JEST ZGODNE JEGO WOLĄ.  Jeśli mam jasność co do Bożej woli dotyczącej jakiejś szczególnej sprawy (rzeczy) to wtedy żądam tego, ponieważ wiem, że jestem w zgodzie z Bogiem. Oto klucz… kiedy wiem, że coś jest Bożą wolą to wiem, że to już zostało mi zapewnione. Jeśli zostało to już mi zapewnione, to dlaczego tego jeszcze nie mam? To czego żądam jest to coś, o czym Jezus w jasny sposób nauczał (według oryginalnego języka NT) i jest zniekształcone w tłumaczeniach. Żądam (domagam się), aby przeszkody występujące na drodze otrzymania tego, co Bóg już ogłosił jako Bożą wolę dla mnie, zostały usunięte. Żądam, aby agenci przeciwnika zabrali swoje ręce z tego, co już do mnie należy.

W jaki sposób dowiaduje się, co jest Bożą wolą w danej sytuacji? Cofnijmy się na chwilkę. Są dwie rzeczy, o których już wiem, że Bóg tego dla mnie pragnie.

Pierwsze: to Pan chce, aby moje życie było kierowane przez Jego Ducha. Właściwa jest tutaj pewna dygresja. Skoro wiemy, że Bóg jest duchem („który ma być czczony w duchu i prawdzie”) to ja zdaję sobie sprawę z częstego powtarzania zwrotu „Boży Duch”. Zdaję sobie również sprawę z gotowych koncepcji istniejących w ludzkich umysłach – i taka frazeologia wydaje się znacznie ułatwiać przejście z religijnych koncepcji do głębokiego zrozumienia.   Po drugie: wiem, ze Bóg chce, abym żył w Jego doskonałej woli, zgodnie z Jego doskonałą wolą.

Zostało mi objawione, że główną przyczyną żądania tego, aby Boży Duch przejmował kontrolę nad moim życiem w każdej chwili i każdego dnia i tego, że chcę Bożej woli, jest przekazanie sygnału mojemu umysłowi oraz istotom w duchowej (czy niewidzialnej) rzeczywistości, że ja rzeczywiście bardzo poważnie to traktuję.

Zatem poważnie traktuję instrukcje przekazane przez Jezusa na temat pukania do drzwi mojego Ojca i uporczywego domagania się tego, abym był w Jego woli i miał WIĘCEJ Jego Ducha – DOPÓKI nie poznam Jego woli i czuł wzrastającą obecność Jego Ducha nade mną.

Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to całkowicie subiektywne, lecz, jak już pisałem w kilku różnych artykułach, pozwoliło mi to na udzielenie odpowiedzi pewnej młodej kobiecie, studentce uniwersytetu, na którym prowadziłem zajęcia, na postawione przez nią następujące pytanie:

– Dlaczego miałabym słuchać czegokolwiek, co ty masz do powiedzenia na temat modlitwy?
– Ponieważ – odpowiedziałem – ja nigdy nie modlę się o nic, dopóki nie wiem, że jest to zgodne z Bożą wolą.

Jeśli chcesz przeczytać jeden z moich artykułów, który zawiera raczej pełną wersję tej prawdziwej historii to przeczytaj ten pod tytułem: „Wyjdź i pozostań”.

W szczególności to, co robię to fizyczne  stukanie, uderzanie w podłogę, kierownicę samochodu, bok łóżka, biurka i wszystkiego co jest pod ręką. Równocześnie mówię mojemu Ojcu, że chcę więcej Jego Ducha i znać Jego wolę w tej szczególnej sytuacji. Trwam w tym pukaniu, stukaniu, tłuczeniu (odpowiedź może przyjść w ciągu kilku dni lub w mgnieniu oka) i nieprzerwanie domagam się tego, aby otrzymać więcej Jego Ducha, dopóki nie uzyskam jasności i nie wiem na pewno w jaki sposób i o co się modlić. To naprawdę jest tak proste.

Nauczyłem się również tego, że mogę mieć pewne wcześniej nabyte przekonania, które ograniczają moją zdolność do skutecznej modlitwy tj., ich skuteczność. Odkryłem, na przykład, że często jestem zaklinowany na myśleniu, że pewne rzeczy mogą się wydarzyć tylko w pewien sposób, podczas gdy w rzeczywistości może istnieć wiele sposobów Bożego działania w tej szczególnej sytuacji. Moje uprzednio nabyte przekonania mają tendencje do zawężania moich horyzontów – odkryłem, że bardzo pomaga, gdy prosimy Bożego Ducha, aby usuną wszelkie tego typu idee i dał mi Swoje wizje. Jest to zdumiewające, podam jeden przykład, gdy zwykłem był patrzyć na pewien fragment w Biblii w szczególny sposób, gdy nagle zobaczyłem, go w całkowicie innym  świetle, po tym  właśnie, gdy prosiłem Ducha Świętego, aby usuną moje uprzedzenia.

Następną rzeczą jaką odkryłem i mającą znaczenie przy domaganiu się poznania Bożej woli w szczególnej sytuacji jest zdanie sobie sprawy z tego, że przyjąłem pewne idee, które mogą mieć nawet swoje fundamenty w Biblii, lecz czas ku temu może być nie ten.  Weźmy jako przykład uzdrowienie z fizycznej dolegliwości.

Wiem, że jest prawdą, że generalnie Bóg chce abyśmy mieli się dobrze i żyli w dobrej kondycji fizycznej. Nigdy, NIGDY, nie modlę się o czyjeś uzdrowienie tylko dlatego, że wiem, że jest to Boża wola. To, że uzdrowienie jest Boża wolą nie znaczy, że wielu z nas nie choruje. Wiem, że wielu choruje. Często choroba pojawiła się jako wynik niewłaściwego postępowania czy postawy. Czasami biorą w tym udział inne czynniki jak np. głęboko zakorzeniony konflikt. Czasami, jak w przypadku chłopca, który miał ataki podobne do padaczki u podstaw leży działanie demoniczne. Zatem, gdy modlę się w jakiejś szczególnej sytuacji jak prośba o modlitwę o uzdrowienie kogoś – domagam się Bożej woli i domagam się Bożego Ducha, abym wiedział, co robić dalej.

Zazwyczaj „otrzymuję” rozmawiając z tą osobą, aby zobaczyć, co się kryje za tym z ich perspektywy.

Mam na samym końcu palca, aby napisać: „Jeśli chodzi o moje życie, to nie rozumiem, dlaczego to wszystko, o czym było wcześniej, sprawia niektórym ludziom takie problemy i wywołuje tak wiele sporów.

Już słyszę: „O tak sprawia”.  Dwadzieścia lat temu te wcześniejsze fragmenty przestraszyły by mnie na śmierć. Gdy po raz pierwszy byłem świadkiem demonicznej istoty manifestującej się przed moimi oczami, wiedziałem, że to nie mogło być nic innego – szczególnie, że działo się to w raczej dramatyczny sposób – całe moje życie zostało wywrócone do góry nogami. Wcześniej, przed  tym doświadczeniem, gdybym przeczytał coś takiego, jak napisałem tutaj, to przepełniłby mnie strach. Teraz wydaje się to takie głupie..

Życie jest rzeczywiście bardziej proste patrząc z tej strony.

продвижение

Jeśli chcesz…

Jeśli chcesz….

Człowiek, który chciał zostać uzdrowiony wypowiedział te słowa do Jezusa, a Jego odpowiedź brzmiała: “Oczywiście, że chcę.”

Gdzieś ukryte są w Biblii trzy wersety, które mogą zmienić twoje życie TERAZ … DZIŚ!

Jezus  Chrystus ten sam, wczoraj, dziś i na wieki – Hebr. 13:8.

Uchwycenie znaczenia tego pierwszego wersetu może zmienić nas z pozycji religijnego i historycznego widzenia tego, kim Jezus był, włącznie cudami, których dokonywał, jakieś dwa tysiące lat temu, na….. będącego cudem TERAZ …. DZIŚ! Innymi słowy, Ten, który żył “wtedy”, chce czynić te same rzeczy dziś.

To prowadzi nas do następnego fragmentu:

 Bogactwo chwały tej tajemnicy, którą jest Chrystus w nas, nadzieja chwały – Kol.  1:27

Religijny punkt widzenia, bez względu na to jak poprawny, tego kim On jest jest/był może ograbić nas z potencjału jakim jest Jezus w każdym, kto  uwierzy w Niego. Zrozumienie tego w stosunku do Jezusa jest istotne do zrozumienia, co Jezus zapowiedział tym, którzy uwierzą w tym sensie w jakim On używał słowa “wierzyć”.  Jezus nie mówił o intelektualnym pojęciu Jego preegzystencji (przed Jego narodzeniem się jako człowieka), lecz mówił o wykonywaniu tego, co On zapowiedział, że będziemy robili, jeśli pójdziemy poza religijne zrozumienie, kim Jezus Chrystus jest. To co powiedział, było przeznaczone dla KAŻDEGO, jeśli wejdziemy do rzeczywistości wiary, o której Pan mówił. Oto trzeci fragment:

Każdy, kto  wierzy we mnie, ten także dokonywać będzie uczynków, które Ja czynię– J. 14:12

Religijni ludzie stracili sposób w JAKI Jezus czynił cuda i to, w jaki sposób my możemy czynić te same dzieła. Gotowi? JEZUS NIE ROBIŁ TYCH UCZYNKÓW! Tak jest, Jezus powiedział, “Ojciec we mnie czyni swoje dzieła” Ci z nas, którzy żyją w rzeczywistości cudów, nie czynią niczego. Ojciec w nas czyni swoje dzieła. Ojciec nie ma względu na osobę, ogłasza Biblia. Innymi słowy, to, co Ojciec robi przeze mnie, będzie robił i przez ciebie.  Nie ma to nic wspólnego z byciem “dobrym” w sensie jaki nadają temu słowu religijni ludzie. W rzeczywistości koncentrowanie się na ludzkiej dobroci działa odstraszająco na proces docierania do miejsca, w którym robimy to, co Jezus powiedział, że KAŻDY może i będzie robił. Jezus powiedział:
Czemu nazywasz mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko Bóg jedynie.

Kapujesz? оптимизация и продвижения сайтов

Bazooka#Cullen Brad – Artykuły

Ten artykuł został napisany szczególnie dla tych z was, którzy
posiadają intelektualne/ duchowe zrozumienie tego, że wojna jest
rzeczywiście skończona i wygrana… lecz ciągle są atakowani przez
agentów wroga siejących spustoszenie w życiu osobistym waszym i innych,
na rzecz których powinniśmy skutecznie prowadzić wojnę.#
Gotowi… Celuj…OGNIA!

Ten artykuł został napisany szczególnie dla tych z was, którzy
posiadają intelektualne/ duchowe zrozumienie tego, że wojna jest
rzeczywiście skończona i wygrana… lecz ciągle są atakowani przez
agentów wroga siejących spustoszenie w życiu osobistym waszym i innych,
na rzecz których powinniśmy skutecznie prowadzić wojnę.
Tematem jest największa duchowa broń, którą mamy zwyciężać pokonanego
przeciwnika!    Zanim zacznie się używać broni,
konieczna jest dostateczna ilość wiedzy i zrozumienia na temat tego,
jak utrzymywać ją w pogotowi, jak skutecznie celować i odpalać. Jednym
z pierwszych składników podstawowego szkolenia, czy zwanego popularnie
„unitarką” dla żołnierzy jest nauka czyszczenia, oliwienia, składania i
rozkładania swojej broni.

Miałem przemawiać na biblijnym obozie rodzinnym w pobliżu Huntsville w
stanie Alabama. Byłem tam w jako gość i mieszkałem w domu niedaleko
Chattanooga, Tennesee. Dom należał do przywódcy denominacji, która
sponsorowała obóz. Pościłem i modliłem się przygotowując się na swoją
część.
Kilka dni przed zaplanowaną podróżą na ten obóz, zostałem podczas
modlitwy literalnie położony twarzą do ziemi, na podłodze w małym
studiu/biurze/bibliotece. Usłyszałem słowo „Bazooka”. Było to zarówno
zagadkowe jak i zaskakujące.  Wstałem z podłogi i podszedłem do
biblioteczki, gdzie wcześniej zauważyłem tomy encyklopedii. Wyszukałem
to słowo i, oczywiście, był tam raczej długi artykuł na temat „bazook”.
Pojawienie się Bazooki, jeśli dobrze pamiętam z tego artykułu , datuje
się na późny okres 1943 roku. Druga Wojna Światowa nie szła Aliantom
najlepiej. W rzeczywistości wynik przebiegu całej wojny wydawał się być
wątpliwy. Te informacje, zdobyłem po przejrzeniu artykułu z
encyklopedii.
Autor twierdził, że morale wśród amerykańskiej piechoty było słabe, w
szczególności tam, gdzie potężne niemiecki czołgi były używane
przeciwko aliantom. Te czołgi powodowały niemal paraliż piechoty ze
strachu, ponieważ wiedzieli, że nie ma żadnego skutecznego sposobu na
pokonanie ich. Nie były wrażliwe na granaty, karabiny i miotacze ognia.
Bazooka, mały, poręczny, miotacz pocisków, które penetrowały stalową
zbroję czołgu mógł być trzymany i odpalany przez jednego mężczyznę i
został wprowadzony został i używany przez ludzi na polach walki w tym
roku.
Dalej encyklopedia podawała, że bazooka była tak skuteczna w niszczeniu
czołgów, że postawa plutonu piechoty zmieniła się całkowicie. Zamiast
poddania się strachowi na dźwięk zbliżających się niemieckich czołgów,
oczekiwali pojawienia ich się z czymś przypominającym radość, ponieważ
wiedzieli, że, zamiast zdziesiątkowania przez wroga, teraz mogą
niszczyć czołgi wroga. W artykule przypisywano bazooce znaczący wpływ i
rzeczywistą zmianę w historii wojny na rzecz Aliantów.  Artykuł z
encyklopedii był interesujący, lecz jak się to ma do tego, o czym mam
mówić na obozie biblijnym latem 1989 roku?

W tym czasie nauczanie na temat ubierania biblijnej „pełnej zbroi
Bożej”  było bardzo popularne w całym chrześcijaństwie. Ludzie w
kościołach w całym kraju uczyli się na pamięć i recytowali poszczególne
części: „Chełm zbawienia”, „pas prawdy”, „pancerz sprawiedliwości” itd.
Był jeden z głównych tematów, na który byłem zaproszony głosić.

W tym czasie czułem, że Bóg prowadzi mnie do wyjścia ze zorganizowanego
kościoła. Czułem zdecydowanie brak akceptacji do przyjmowania zaproszeń
do usługiwania tam, gdzie znany lider nie dawał mi pełnej wolności do
mówienia, czegokolwiek, do czego Duch Święty mnie poprowadzi.
Przewodniczący tej denominacji całym sercem zgodził się na to, że nie
będzie żadnych ograniczeń dla mnie. Powiedział:
– Czuj się wolny i mów cokolwiek Bóg położy ci na sercu.

Pamiętam, jak siedziałem tam całkowicie sam, z encyklopedią otwartą na
artykule o bazooce i pytałem:
– O co tutaj chodzi?

Natychmiast miałem wizję żołnierza stojącego na polu. Było kilka
zbliżających się niemieckich czołgów. Żołnierz czytał podręcznik
wojskowy na temat kopania lisich jam i usłyszałem:
– Jest za późno na obronę. Zapamiętywanie rzeczy z „podręcznika’ nie
jest właściwym przygotowaniem się do nadchodzącej walki. Moi ludzie
muszą się przygotować, aby podjąć atak!

Kopanie „lisich jam” czy też recytowanie „całej zbroi Bożej” nie było
tym, co przejęłoby kontrolę nad wrogiem.

Wtedy „usłyszałem” wers, którego nawet nie byłem świadomy wcześniej:
– Objawienie 12:11

A oni zwyciężyli go przez krew Baranka
i przez słowo świadectwa swojego,
i nie umiłowali życia swojego tak, by raczej je obrać niż śmerić.


Wziąłem Biblię, przeczytałem ten fragment i zrozumiałem – oto trzy
składniki pocisku wystrzeliwanego przez bazookę wierzącego:
1. Krew Baranka,
2. Słowa, które wypowiadamy,
3. Brak strachu przed śmiercią.

Wspólnie tworzy to broń ofensywną. Broń, która pokonuje skutki
działania wroga, którego sami nieświadomie zaprosiliśmy do naszego
życia, aby zrobił z nas ofiary. Usłyszałem:
– Powiedz im, że muszą to zobaczyć. – byłem zarówno oszołomiony jak i
podekscytowany.

Wezwałem przewodniczącego denominacji i powiedziałem mu, że właśnie mam
najbardziej zdumiewające objawienie. Powiedziałem mu, że wiem, że mi
już udzielił zgody na mówienie o tym, co jest w moim sercu, lecz to
objawienie było niemal w zupełnej sprzeczności z tematem zaplanowanym
na ten obóz. Opowiedziałem mu o tym, co się właśnie zdarzyło i ku
mojemu największemu zdziwieniu, rozpalił się i powiedział:

– Wydaje się, że Bóg nadaje nam inny kierunek, Alleluja!

Obóz był wielkim sukcesem, ludzie byli poruszeni przez Ducha, do
używania bazooki!  
Kilku kościelnych przywódców, którzy brali udział w obozie prosiło
mnie, abym przyjechał do ich zborów i podzielił się tym samym prostym
posłaniem. Kilka zaproszeń przyjąłem, za każdym razem słowo padało do
martwych uszu. Mentalność widzów w tych kościołach nakazywała im, aby
uprzejmie słuchać, lecz posłanie w większości spotykało się ze
spojrzeniami bez wyrazu.

Od tej pory ograniczyłem moje dyskusje na temat bazooki do małych grup
lub sesji jeden na jeden. Wczoraj zacząłem pisać na temat bazooki do
człowieka z południowo wschodniej części Stanów Zjednoczonych, który
często komentował moje „listy” zatytułowane „Brad’s Latest” (Nowość
Brada) i stał się całkiem otwarty na pewne duchowe wyzwania, które
dotykały go osobiście. W ostatniej wymianie e–maili użył słowa
“żołnierz”. Odpisałem mu, pytając czy dzieliłem się z nimi kiedykolwiek
objawieniem na temat bazooki. Odpisał, że nie słyszał nawet o tym i
prosił, żeby mu to wysłać i tak narodziło się “Gotowi… Celuj….
OGNIA!”

Wielu z was, czytających artykuły pt.: „Nowość Brada” (w załączniku)
raz czy dwa razy w tygodniu, pisze do mnie wspominając konieczność
modlitwy w mocy w pewnych krytycznych życiowych sytuacjach. Mam kilka
„zamówień” na coś „praktycznego”.

Niektórym z was, „krew Jezusa Chrystusa” wydaje się być starym
religijnym terminem. Zazwyczaj nawet nie robię aluzji do istoty. Ci zaś
którzy rozumieją, co to znaczy być „wojownikiem modlitwy” rozumieją
też, jaka jest rzeczywista MOC WE KRWI BARANKA… to nie są zwykłe
słowa ze starego hymnu, z trudnością wygrzebywane z pamięci z
dziecięcych lat w kościele.

W tych czasach, a teraz bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, musimy
uruchomić duchową bazookę przeciwko atakom przeciwnika. Podobnie jak
piechota w czasie Drugiej Wojny Światowej była przerażona niemieckimi
czołgami; niektórzy wierzący są przerażeni samym wspomnieniem o
agentach przeciwnika. Zrozumienie i używanie bazooki może odwrócić ten
ogólny strach w pewną siebie determinację.

Wyjdź naprzeciw agentów wroga, którzy powodują choroby i zniszczenie.
Masz duchową broń masowego zniszczenia BAZOOKA! Jest to duchowy miotacz
pocisków. Pocisk? Składa się z trzech potężnych i wybuchowych
składników:
1) Krewi Jezusa Chrystusa,
2) Wypowiadanych słów naszego świadectwa, że otrzymaliśmy autorytet nad
wszelkimi dziełami przeciwnika,
3) Brak strachu przed śmiecia.

Zobaczmy to w naszych umysłach… i ustawmy to przeciwko każdej
sytuacji. Nie próbuję nawet wiedzieć „jak” ta duchowa bazooka działa.
Mogę tylko potwierdzić jej moc. Jedna wskazówka: roztrząsanie tego
tematu jest następną sztuczką przeciwnika mającą na celu przeszkadzanie
nam w używaniu jej przeciwko niemu! Żołnierz nie musi wiedzieć dlaczego
miotacz pocisków zwany bazooka działa… ma go mieć w pogotowi,
prawidłowo wycelować i OGNIA… KaBOOM!

Czasami musimy wycelować w kłamstwa wywołujące zamieszanie, czasami
musimy wycelować w kłamstwa wywołujące strach. Przyzwyczajenia,
pożądliwość, niewiara, te wszystkie rzeczy, które uniemożliwiają nam
działanie w Królestwie w maksymalnej mocy, są wywoływane przez agentów
przeciwnika, którzy nie mają żadnej mocy poza kłamstwami zaszczepianymi
w naszych umysłach.

Wierzę, że teraz jest czas na opowiedzenie historii, którą usłyszałem
dawno temu.

Pewien kapitan świetnie wyposażonego okrętu wojennego otrzymał rozkazy
zajęcia pewnej wyspy. Miał do dyspozycji wszelkie nowoczesny
uzbrojenie. Gdy zbliżył się do wyspy, zobaczył że jest tam wielu
tubylców stojących na plaży, z umalowanymi twarzami a każdy z nich miał
dziki wyraz twarzy, groźne spojrzenie gdy wymachiwali włóczniami.

Kapitan gorączkowo wysyłał radiem wiadomość do Komandora: „wyspa jest
zajęta przez tubylców wymachujących włóczniami, co mam robić?”
Wiadomość, za wiadomością  z tym samym żałosnym przesłaniem: „Co
mam robić, proszę przyślijcie nowe rozkazy.”

W końcu odpowiedź z kwatery brzmiała: „ Postępujcie według otrzymanych
rozkazów, ZAJMIJCIE WYSPĘ!”

Nasz Komandor powiedział nam, że mamy być zwycięzcami. Wielu z nas
ciągle czyta codziennie wojskowe podręczniki i nadaje do kwatery: „Mam
wielkie problemy, co mam robić?”
A oto odpowiedź; „Postępuj według rozkazów, ZWYCIĘŻAJ”.

Modliłem się o ten artykuł… i otrzymałem następną wizję. Zobaczyłem
jednostki, które miały bazookę leżącą w zasięgu ręki i gorączkowo
przerzucających „Podręczni”, aby znaleźć, co robić.

Wydano ci bazookę z jej niewyczerpanym zaopatrzeniem w pociski. UŻYWAJ
ICH.

Gotowi… Celu… OGNIA!

Bradcullen33316@yahoo.com       
www.ministryofspirit.com    

сайта

Wypróbowane, Zaufane i Prawdziwe, LECZ…

Podobno sa dobre zwyczaje i są takie, które mają znacznie mniej  pozytywny skutek na jakość naszego życia. Czasami angażujemy się w  zachowania, które wydają nam się dobre. A co, jeżeli te “dobre” zwyczaje nie wywołują skutków, których się spodziewamy? O co chodzi? Czy przypowieść: “Wiele dróg wydaje się człowiekowi dobrych, lecz ich końcem jest zniszczenie” coś ci mówi.

Z pewnością do tej kategorii można zaliczyć zachowania religijne. Wiele zachowań zebranych z trudem z naszych religijnych poleceń jest opartych na całych pokoleniach tradycji. Jest takie stare powiedzenie, które  wszyscy słyszeliśmy, a które idzie jakoś tak:

Niedorzecznością jest  powtarzanie stale i wciąż tego samego zachowania a spodziewanie się innych rezultatów.

Oczywiście, jednym z problemów religijnych tradycji jest to, że nie ma oczekiwań na jakiekolwiek rezultaty. Nie jest to całkowicie prawda. Ludzie, którzy angażują się w religijne tradycje mają pewne poczucie robienia czegoś „dobrego” w negatywie jest to zwane „samo-sprawiedliwością, co, dziwnie mocne, Jezus określił jako bezwartościowe.   Wydaje się, że trwamy w religijnych tradycjach po prostu dlatego, że zawsze to zrobiliśmy w taki sposób.

A co, jeśli chcemy i mamy potrzebę jakiejś zmiany? Co, jeśli nasze religijne tradycje bardziej blokują nas przed otrzymaniem tego, czego rzeczywiście pragniemy, niż pomagają w otrzymaniu tego, czego potrzebujemy (według własnej definicji słowa „potrzeba”)?

Codziennie słyszę o ludziach, którzy chcą być uzdrowieni z miriad chorób. Niektórzy „dostają je” i chodzą w wolności od swoich chorób. Inni upierają się przy myśleniu w jakim trwali zawsze i dziwią się, dlaczego choroba pozostaje. Inni złoszczą się na mnie nawet za sugerowanie, że choroba jest wynikiem ich myślenia, które ugrzęzło w religijnej tradycji.

Prawdziwym wyzwanie jest to, że ja po prostu tego NIE sugeruję

Nie sugeruję, że religijne tradycje wywołują problemy, zdecydowanie twierdzę (aby nie było żadnych wątpliwości), że trwanie w jakichś szczególnych religijnych tradycjach może zdecydowanie zablokować uzdrowienie z choroby.

Czasami otrzymujemy nowe spojrzenie, które rzeczywiście otwiera nasz umysł naprawdę przez duże „P”, tylko po to, aby nowe przykryć peleryną tych samych starych tradycji i kończymy w nieświadomości, że zostaliśmy ponowni złapani w tą samą pułapkę. Robimy to cały czas wierząc, że wędrujemy przez nowe terytorium. Wyznaję, że jest to prawda również w moim życiu.

Aby podkreślić istotę sprawy – zastanówmy się nad tym, jak się modlimy. Dostaję każdego dnia e-maile odludzi, którzy zaczynają dostrzegać to, czego Jezus nauczał na temat skutecznej modlitwy i tego, jak się modlą zgodnie z swymi religijnymi tradycjami – kilometry obok. A jednak nadal trwają w tym samym sposobie myślenia i nigdy tak naprawdę nie dochodzą do tego, co może spowodować znaczącą zmianę ku uzdrowieniu w ich życiu. Jakub, przyrodni brat Jezusa, deklarował: „Modlitwa właściwego rodzaju, praktykowana intensywnie, daje wiele rezultatów”.

Dwie przyczyny powodują, że twierdzenie Jakuba ma niewielki wpływ na ludzi złapanych w pułapkę.

Po pierwsze, jest to tradycja zainspirowana przez tłumaczenia Biblii. Ten fragment jest przekładany następująco: „Wiele może usilna modlitwa sprawiedliwego”. Taka konstrukcja sprawia, że do czytelnika dociera taka informacja, że jeśli jesteś, najpierw, „sprawiedliwy”, co dla różnych ludzi ma różne znaczenie, to wtedy módl się „usilnie”, cokolwiek to może znaczyć… a będziesz miał wyniki.

Po drugie, większość ludzi po prostu nie zdaje sobie sprawy z tego, że to stwierdzenie Jakuba jest napisane w bezpośrednim związku z uzdrowieniem z chorób. Oto poprzedzające wersy: „A modlitwa z wiary  płynąca uzdrowi chorego i Pan go podźwignie…” Ja tego nie wymyśliłem to jest w Biblii.  Nawet w zniekształconoych przekładach (autor mówi tutaj o Kings James Version – dop. tłum.) jestto jasne: jeśli wiesz jak się modlić – ludzie będą uzdrawiani.

Wyrzucenie starych tradycji tylko w celu ich wyrzucenia niekoniecznie będzie znaczące. To jak nakładanie nowej farby na stary budynek i nazwanie go nowym. Faktycznie, Jezus powiedział coś na temat nie wlewania nowego wina do starych bukłaków, ponieważ spowoduje to zniszczenie bukłaków i wylanie się wina na ziemię. A, jeśli mowa o malowaniu… oto jak Jezus odnosił się do religijnych ludzi swoich dni: groby pobielane.  Nie przechodźmy nad tym stwierdzeniem zbyt łatwo. Co to znaczy? Jak wielu z nas nosi w umysłach martwe religijne tradycje, które usiłujemy nieco “pomalować” odrobiną “nowego wina” (myślenia).

Ostatnio dzieliłem się z kobietą tym, czego Jezus nauczał na temat modlitwy, a co jest niejasne w większości (angielskich) . Istota tego, co powiedział Jezus jest bardzo wyraźna w oryginalnym języku. Kilka dni temu otrzymałem od niej gorącą relację. Napisała mi o kataraktach „jej męża” i o tym, że nie stać ich na laserową operację, która usunęła by je. Powiedziałem jej, żeby przestała przyjmować tego jak ich własność tj. „katarakty mojego męża”
– Jeśli ty i twój mąż ogłaszacie własność, to trudno wam będzie pozbyć się ich – powiedziałem do niej.
„Moja skolioza”, „moja astma”…. „moje”  cokolwiek. Rozumiesz o co chodzi?
(W języku polskim nie używa się tak często „mój moja, moje” w szczególności stosunku do chorób, ale i to może mieć miejsce – przyp. tłum.)

Następnego dnia napisała, że podzieliła się tym, co powiedziałem na temat „własności” ze swoim mężem. Natychmiast zrozumiał i powiedział:  – W porządku, jeśli one nie są moje, to nie chcę mieć z nimi nic do czynienia.

Dalej opowiadała, że to, co mówiłem jej na temat „zgadzania” się mężem zadziałało.

Napisała: „Następnego ranka wstawał z łóżka i krzyczał:

– Irena, one znikły!

Wstała chwilę wcześniej i była w innym pokoju, lecz szokujący głos męża przygnał ją z powrotem do sypialni. Co „znikło”? Oczywiście, „jego” katarakty. Koniec tej historii jest taki, że mógł, po raz pierwszy po wielu latach, prowadzić samochód. W postscriptum napisała: „Oto, wraz z mężem modliliśmy się przez wiele lat w imieniu Jezusa i nic się nie zmieniało, po czym zrobiliśmy to, co powiedziałeś na temat zgody a on po prostu powiedział, że nie chce mieć z nimi nic wspólnego i to wszystko. Bóg jest wielki”.

Tak, Bóg jest wielki! Bóg już dał nam wszystko, co jest potrzebne do zdrowego i pełnego powodzenia życia, lecz dar jest przesłonięty przez religijną tradycję.

Przyjrzymy się temu, co napisała Irena: „Oto, wraz z mężem modliliśmy się przez wiele lat w imieniu Jezusa i nic się nie stało.”  Oczywiści to, co Irena miała na myśli to, że kończyli swoje „modlitwy” słowami „w imieniu Jezusa, amen”, czy też mówienie do katarakt: „w imieniu Jezusa odejdźcie”, czy coś takiego.  Ta tradycja wydaje się być dobra, nie ma nic niewłaściwego w słowach. Jednak same słowa, pozbawione ich rzeczywistego znaczenia oryginalnego języka są puste. Tradycja pochodzi częściowo z tego, co jest zapisane jako słowa Jezusa tj., „O cokolwiek będziecie prosić w imieniu moim, tylko wierzcie,  spełni się wam”.  Oczywiście akcent jest na słowie „wierzcie”.

W powyższym „tłumaczeniu” zostały zgubione dwie rzeczy. Słowo, tłumaczone jako „w imieniu moim” w języku oryginalnym rzeczywiście znaczy: „podobnie jak ja”… lub dosłownie  w moich „charakterze i autorytecie”. W szczególności znaczenie “charakteru i autorytetu” i  podobieństwa do Jezusa Chrystusa, jako istoty ludzkiej, jest znacząco inne od wypowiadania słów “w imieniu Jezusa”. Ten temat jest omawiany w Skarbnicy.

Jest jeszcze pewna różnica w słowach Jezusa w oryginalnym języku, a przetłumaczonych jako „wierzcie” i „wiara”. Temat tego, co Jezus rozumiał przez wiara jest omówiony w Skarbnicy.

Myślę, że muszę tu zrobić dygresję. Otrzymałem listy jako reakcję na te artykuły od pewnych (nie wszystkich) duchownych i pewnych (nie wszystkich) ludzi, którzy mówią, że Biblia jest źródłem wszelkiej prawdy, a które są zarówno smutne jak i czasami humorystyczne. Smutne, ponieważ wszystko, co piszę ma swoje oparcie w Biblii. Humorystycznie smutne, ponieważ chociaż mówią mi o Biblii jako o źródle, nie chcą zobaczyć co Biblia mówi! Nigdy też nie proszą o książkę (Skarbnica). Po prostu dają mi „buziaka na pożegnanie” mówiąc, że „nie rozsądzam słowa prawdy właściwie”. No, cóż..

Niektórzy życzą sobie, aby usunąć ich imiona z listy subskrypcyjnej, ponieważ wierzą, że „spisane Słowo Boże jest wszystkim, czego im potrzeba”. Mam takie pytanie: „Biblia nie jest Źródłem dopóki nie prowadzi do tego, który jest Źródłem, BOGA. Jakąż ma bowiem wtedy wartość?”

Nie twierdzę, że ci wszyscy, którzy piszą do mnie, aby ich usunąć z listy, nie znają Boga.   Może po prostu mnie nie lubią lub tego, co piszę. Nie jest to istotne. Z pewnością jestem zwalczany a to, co mówię i jak mówię ma skłonności do irytowania wielu ludzi. Niemniej jednak, wierzę, że krytykują te same rzeczy, które krytykował Jezus. Faktycznie, dzięki wyraźnie zapisanemu Jego krytycyzmowi wobec religijnego przywództwa tamtych czasów, czuję się wolny być równie krytycznym wobec tych, którzy zachowują takie same bezwartościowe tradycje dziś.

Jak już wcześniej kilka razy wskazywałem, mój krytycyzm nie osiąga poziomu jaki stosował Jezus. Nie nazywam ludzi wężami czy hipokrytami. Po prostu zostawiam to, że oni idą inną drogą (oczywiste) niż ja. Może to jest właśnie problemem? Jestem zbyt miły? Hmmmmm.

Jeszcze raz powtórzę, aby zrozumieć skąd przychodzę i prawdę której jestem oddany trzeba przeczytać Skarbnicę.  Nie czerpię żadnych korzyści z napisania tej książki; to jest tam zawarte jest całkowicie prawdziwe… każde słowo. Dosłownie setki ludzi na świecie, którzy przeczytali i czytają Skarbnicę zaświadczyli, że zmieniło to ich życie w sposób dramatyczny na lepsze. Moje życie zostało zmienione przez fakt napisania jej i stale się zmienia przez ponowne czytanie! Powtarzam, nie czerpię żadnych korzyści z niej. Z tego powodu jest napisana jako “anonim”.

Uf… (westchnienie ulgi). Cieszę się, że uporałem się ze wszystkim! Jest to kawałek dygresji, no nie?

To, co zwykle mówię, kończąc usługę z kazalnicy to:

– … i tym zakończę.

Zwykle idę dalej jeszcze przez następne pół godziny.

Nie dziś…

сайта

Staram się uchwycić sens spraw

Cullen Brad
Maj 9, 2003

 Tak długo jak usiłuję uchwyć sens duchowej rzeczywistości nieduchową częścią mojego umysłu – nigdy nie znajdę odpowiedzi na większość ważnych pytań (nawet tych jeszcze nie kontemplowanych z powodu nierozpoznanej pułapki, w której się znajduje) dotyczących mojej egzystencji.

Spójrzmy najpierw na te pytania i spróbujmy odkryć, dlaczego jest tak trudno dać odpowiedzi.

Kim jesteś? Gdzie byłem? Dokąd zmierzam? Czy jest jakiś cel mojego pobytu „tutaj” w między czasie? – tj. między tym, gdzie byłem i dokąd zmierzam. Jeśli jest to jaki? Czy te pytania są rzeczywiście tak bardzo ważne?

Czy istnieje rzeczywistość ponad (nie po) tym „życiu”, której nie mogę pojąć… a która pomimo wszystko jest realna? Czy jest możliwe, że ta „rzeczywistość” nie da się dostrzec przy pomocy moich fizycznych oczu bez względu na to, czy z pomocą czy bez pomocy naukowych przyrządów pomiarowych?

Oczywiście, jest rzeczywistość, której nie mogę zobaczyć, lecz której istnienie może być wykazane przy pomocy pomiarów, lub wyników stosowania teorii. Zatem, dla celów naszej dyskusji, musimy znaleźć  definicję terminu „duchowy”. W fizyce elektrony i protony – składniki  atomu – nie są widoczne, z pomocą urządzeń czy bez, lecz ta nauka może  być w łatwy sposób wykazana „rozsądnemu” umysłowi przez (jeśli nic innego, go nie przekona) zrozumienie wybuchu atomowego.

Przede wszystkim, duchowość to nie jest coś, czego nie można zobaczyć,  lecz coś, czego nie da się fizycznie zmierzyć, lecz jest sposób na to, aby przejść ponad zwykłą teorię. Więcej o tym, dalej.

Sporo nauki to teoria, lecz tak wiele z tego, co było zwykłą teorią  zostało udowodnione eksperymentalnie – nuklearna energia tj., atomowa  bomba, jako jeden mały, lecz jakże dramatyczny przykład. Fakt, że wiele  nauki to nie wykazana teoria nie jest otwarty na dyskusje. Fakt, że  wiele z tego, co naukowcy myślą, że zostało udowodnione przez to, co  można „zobaczyć” pod mikroskopem lub przez teleskop jest czystą  spekulacją i nie może być dowodem lub zaprzeczeniem na przyszłość – po  prostu jest takie jakie jest. Nie ma nic „złego” w naukowej teorii,  lecz wiara w nie wykazane teorie, aż do odrzucenia wszystkich innych możliwości jest czystą niedorzecznością, a nie czystą nauką.

Usiłuję zdefiniować duchowość przez wystawienie jej na światło  fizycznych porównań… i dochodzę do tego…jak dla mnie. A teraz,  zdaję sobie sprawę, że zostałem złapany w pułapkę niezrozumienia  doświadczeń, które daję mi dowód na to, co „ponad”, że nie potrafię  wyartykułować tego w sposób, w który bardzo wielu ludzi potrafi prześledzić.
Aha, to, co otrzymuję to: „daj tylko tym, którzy mają uszy do słuchania…” tzn., chcą słuchać. Chcecie więcej?

оптимизация сайтов

Czy wszyscy mogą być uzdrowieni?

Styczeń 2, 2003

Cullen Brad

Czy mówimy o „wszystkich” chorobach, czy o „wszystkich” ludziach nie ma  znaczenia. Niestety stało się to centralnym argumentem przeciwko „wierze”  czy „duchowym” uzdrowieniu. Ponieważ zakres mojego pisania koncentruje się wokół obietnicy danej przez Jezusa, odnoszącej się do każdego wierzącego, że ci którzy wierzą w Niego będą czynić te same i większe  cuda, i ponieważ piszę o tym, że zdecydowałem się poddać tą obietnicę  „testowi” idąc za tym, co nazywam „formułą” lub „instrukcjami” Jezusa,  która ma prowadzić do miejsce uzdolnienia do czynienia tego, co On  czynił…. niektórzy poruszeni takim posłaniem przynieśli przykłady braku uzdrowienia.

Ostatnio był to człowiek, który porzucił swoją formalną służbę w  kościele ponieważ ogłuchł. Został zachęcony do tego, aby udać się na  spotkanie z Kathryn Kuhlman… w którym wziął udział „pełen wiary” i nie został uzdrowiony.

Nikogo, nigdy nie  namawiałem do tego, aby chodzić do kogokolwiek  mającego „służbę” uzdrawiania czy „uwalniania”. Z pewnością nie jestem  przeciw takim służbom, lecz Jezus powiedział, że każdy, kto wierzy może  to robić. Zatem, Jeśli zdarzy się mieć „służbę” to jest to powtarzanie  tego, co Jezus powiedział i wskazywanie na instrukcje, których  udzielił, aby osiągnąć „wiarę” oraz zrozumienie potrzebne do  uzdolnienia do robienia tego, co robił Jezus na tej planecie jako człowiek.

Czasami traci się z punktu widzenia to, że Jezus NIE robił tych rzeczy.  Jest to zgodne z Jego własnymi słowami: „Ja niczego nie czynię…  Ojciec, który jest we mnie czyni to”. Zatem, jeśli mamy być tacy jak  Jezusa… „my” nie robimy niczego… Ojciec, który jest w nas robi to.  Nie zgadzam się więc na to, aby nazywano to służbą… skoro każdy  wierzący może to robić… jeśli tylko będzie postępował według poleceń jakich udzielił Jezus.

Jest miliard powodów, dlaczego ktoś nie zostaje „uzdrowiony” lub  „uwolniony”.  Czy to powinno powstrzymać nas przed dążeniem do tego, co Jezus określił jako normę wśród wierzących? Nie sądzę.

Chcę być tutaj jasno zrozumiany… nie mówię, że wszyscy będą  uzdrowieni. Mówię, że ci, którzy biorą instrukcje Jezusa poważnie… i  robią to, co On powiedział, aby otrzymać tą „wiarę” do uzdrawiania… aż do chwili otrzymania tej wiary …. otrzymają ją.

Mówię, że osobiście widziałem uzdrowienia z wszelkiego rodzaju chorób:
raka, cukrzycy, artretyzmu, astmy, epilepsji, skoliozy, aby wymienić  tylko kilka. Mówię tylko to, że jeśli pójdziesz za poleceniami  udzielonymi przez Jezusa, które moja prowadzić do otrzymania tego  rodzaju wiary… ty również będziesz oglądał uzdrowienia z tych chorób, oraz znikanie ich przyczyn.

раскрутка сайта

Fascynujące życie 1

Cullen Brad

Ekscytujące życie

Wstęp…

Część tej krótkiej książeczki jest krytyczna wobec tradycyjnego, zorganizowanego chrześcijaństwa. Kluczem do zrozumienia jej jest zapytanie Ducha Świętego o to, co On chce, abyś z tym, co przeczytasz, zrobił. Część z tego może cię zaskoczyć, lecz moim zamiarem jest budowanie twojej wiary.
„Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu”.

Modlę się o to, zatem, aby każdy, kto przeczyta te fragmenty został odnowiony i podniesiony przez nie… nawet jeśli początkowo zostanie wystraszony przez ten sam tekst. Jedynym powodem, dla którego następujące części mogą wystraszyć jest to, że większość ludzi, którzy wierzą w Jezusa Chrystusa nigdy nie zostało postawionych wobec faktu (ani nie brało tego poważnie), że Pan powiedział, że każdy, kto prawdziwie wierzy w Niego, będzie zdolny do czynienia tych samych cudów, które On czynił.

Jezus właściwie przekazał wyraźne instrukcje na to, jak dotrzeć do miejsca wykonywania takich samych cudów jakich On sam czynił. Tym „każdym” jestem ja. Tym „każdym” jesteś TY. Czy jesteś gotów zacząć?

Rozdział I
Pełnia obecności i mocy Bożego Ducha

Jak się tam dostać? Zdumiewająco inna odpowiedź i podejście.

Zasadniczo ewangeliczni chrześcijanie rozumieją, że osoba jest „odrodzona” przez zaproszenie Jezusa Chrystusa do przejęcia kontroli naszego życia jako „Pan” i „Zbawiciel”, że przynosi to nowy i niewidzialny wymiar do życia tej osoby: dualizm ciało – z odnowionym duchem.

Celem tej książki jest pobudzenie duchowej strony naszego życia w stronę kontrolowania wszystkiego w naszym życiu… pojedynczej kontroli. Zatem możemy powiedzieć wraz z autorem, który napisał: „Żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus”. Zmaganiem dla tych, którzy pozostają w biblijnym „wyścigu po nagrodę” jest bardziej zachować życie pod kontrolą Ducha niż tego cielesnego pojemnika, który zajmujemy.

W jaki sposób można żyć życiem kontrolowanym bardziej przez Bożego Ducha niż w stałym uleganiu tęsknotom niższej (lub zwierzęcej) naturze ciała? Ta dychotomia wyrażona jest najlepiej słowami (znowu biblijnymi): „Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia, w Chrystusie Jezusie” oraz „to już nie ja, lecz Chrystus”, jako wyraz tego, że jesteśmy zdecydowani uchwycenia się bardziej Bożego Ducha niż „cielesnych pojemników”. Z drugiej strony doświadczenia pisarza jest lament: „dlaczego zawsze okazuje się, że robię dokładnie to, czego nie chcę?” Ten pisarz odpowiada sobie na swój dylemat: „Bogu niech będą dzięki, jest wyjście z tego przez Chrystusa Jezusa!”

Jak można znaleźć „drogę wyjścia” i życia w ekscytacji w Duchu Świętym przez moc Jezusa Chrystusa?

Ta książeczka ma za zadanie udostępnić kilku raczej zaskakujących odpowiedzi na to pytanie. Odpowiedzi są oparte na pewnych bardzo rzeczywistych doświadczeniach, zasadniczo opartych na tym, co Biblia mówi na temat Jezusa: KIM Jezus Chrystus był i jest …. oraz GDZIE Jezusa Chrystusa można znaleźć TERAZ, w tym momencie. W oryginalnych językach, z których była tłumaczona Biblia polskie słowo „żywot wieczny” nie wydaje się znaczyć tego, co jest akceptowane przez tradycję. Słowo to oznacza życie w rzeczywistości, gdzie nie ma początku i nie ma końca… Królestwie Bożym.. w tej chwili, TERAZ!

Nie spieszmy się do następnych rozdziałów. Pozwólmy na zwolnienie naszemu umysłowi i duchowi. Życie wieczne (żywot wieczny) oznacza wejście do duchowego wymiaru Królestwa Bożego teraz…w tym momencie. Oznacza życie na zupełnie innych podstawach, gdzie wszystko staje się nowe… pozostawiając za sobą nic już nie znaczące skupianie się starego życia na fizycznym wymiarze. Słowo „zbawienie” jest tłumaczone ze słowa, które dosłownie oznacza „ponownie połączony” (re-paired – też w ang. naprawiony) lub połączony ponownie z Bogiem. Jeśli zaczniemy dostrzegać to, że bycie złączonym ponownie z Bogiem oznacza, że byliśmy kiedyś razem jako rodzina Boża, lecz zostaliśmy rozdzieleni – nasza świadomość zacznie wzrastać. Możemy zacząć pytać Ojca: Kim naprawdę jestem? Przypowieść Jezusa o „synu marnotrawnym” pokazuje jaka jest różnica. Możemy też zobaczyć jakie ma to osobiste znaczenie dla każdego z nas, gdy zaczniemy chodzić w absolutnym odnowieniu.

продвижение