Czego nauczyłem się ostatnio

Czego nauczyłem się ostatnio

Całość znajduje się w linkowanym pliku PDF. Na zachętę, krótki fragment ze wstępu.

Sam sobie to zafundowałeś

Większość z was zna moje życie i otwartość, regularne dzielenie się fragmentami naszego życia, od śmiesznych rzeczy, które nasz najstarszy syn (upośledzony) mówi, do zdarzeń między Barbarą i mną, oraz niektórych rzeczy, „sensacyjek” (dos.: „hot off the press”), którymi Pan ostatnio podzielił się ze mną.

Ja i zawrót głowy

Parę lat temu stałem się bardzo ,naprawdę bardzo zmęczony po całej serii spotkań, podróży, pracy wokół domu, czasu spędzanego z Christem, potrzeb modlitwy do służby, studiów, pisania, korespondencji, e-maili, Skype itd. Są to stałe elementy w miarę jak wzrasta nasza sieć kościołów domowych, przyjaciół tychże i wielu innych spraw, a to wszystko wśród wielkiego błogosławieństwa jakim jest nauczanie, którym się dzielę.

DUCH ŚWIĘTY, A DUCH KUNDALINI

Steve Peace Harmon,

POWALONY W DUCHU, dlaczego Bóg to robi i dlaczego Szatan i ludzie religijni tego nienawidzą

Manifestacją działania Boga, którą nazywamy „powaleniem w Duchu” jest gdy na kogoś, o kogo modlimy się, zstępuje moc Boża, co przejawia się w ten sposób, że ta osoba nagle słabnie i pada na ziemię. Byłem tego świadkiem i brałem w tym udział przez większość mego chrześcijańskiego życia. Nie jest to działanie Boże, które można jawnie znaleźć w pismach (a nie musi tam być, aby Bóg mógł to robić). Jeden taki przypadek, gdzie możemy to zobaczyć to 2Krn 5:13-14: „…świątynia napełniła się obłokiem chwały Pańskiej, tak iż nie mogli kapłani tam pozostać i pełnić swej służby z powodu tego obłoku, bo chwała Pańska wypełniła świątynię Bożą”.

Boża obecność była tak silna, że kapłani nie mogli ustać w świątyni ani sprawować swoich funkcji.

Bóg robi to z kilku powodów.

Po pierwsze: chce wzmocnić wiarę. Gdy ktoś może osobiście spotkać się z fizyczną manifestacją Boga, jego wiara w zdecydowany sposób wzrasta.

Po drugie: może to oznaczać fizyczne uzdrowienie z choroby. Często zdarzają się takie sytuacje, że ktoś pada pod mocą i w tym czasie Bóg uzdrawia go.

Po trzecie: Bóg uzdrawia ludzi emocjonalnie. Pewna kobieta, o którą modliłem się, padła i trwała w transie przez 4 godziny. Miała wizję Jezusa stojącego nad nią w masce lekarskiej, wyciągającego z niej to, czego tam nie powinno być. Później czuła się niesamowicie i została uzdrowiona z czegoś, co ciążyło jej od czasu, gdy była dzieckiem.

Po czwarte: Bóg przekazuje człowiekowi przesłanie. Dzieje się to wtedy, gdy człowiek pada i wtedy Bóg zaczyna przekazywać mu odpowiedź na modlitwę. Bóg chciał od tego człowieka niepodzielnej uwagi, więc sprawił, że nie rozpraszał się, lecz mógł się skupić. Haha! Z pewnością taka sytuacja wymusiłaby na mnie niepodzielną uwagę.

Po piąte: Bóg chce, aby ktoś spędził dobry czas. Odczuwanie mocy Bożej może być fantastycznym uczuciem. Po prostu jest to znakomite. Radość jest bardzo biblijna.

Szatan nie chce, aby wierzący padali w Duchu, ponieważ Bóg w ten sposób dokonuje tych wyliczonych wyżej pięciu rzeczy.

Również religijni ludzie nie lubią tego, ponieważ rzuca to wyzwanie ich wizji Boga. Zachodnie chrześcijaństwo przez większość XXI wieku widzi Go w ten sposób. Myślą, że Bóg myśli tak, jak oni. Przenoszą swoje patrzenie na świat na własną interpretację Pisma. Uważają Boga za typowego człowieka, który jest impulsywny, niestabilny emocjonalnie, niecierpliwy, łatwo obrażający się, twardy, sfrustrowany i gniewny. Patrzą na Boga w tym świetle, ponieważ zazwyczaj sami tacy są i to właśnie rozumieją. Gdy widzą cuda, znaki i ludzi, którzy stają się szczęśliwi i podekscytowani, widzą coś, co nie zgadza się z ich wizją natury Bożej. Myślą, że Boga nie obchodzi szczęście i radość, nawet jeśli jeśli Jezus nauczał na ten temat i dawał tego przykład.
Chodzi o to, że Boża moc będzie się przejawiać na tej planecie i ani Szatan, ani Religijni nie będą wstanie tego powstrzymać.

DUCH ŚWIĘTY, A DUCH KUNDALINI

(Kontrowersja wokół padania w Duchu.)

Wspomniałem o korzyściach jakie ludzie odnoszą z tego zjawiska i o tym, że religijni ludzie nie lubią tego. Jest jednak pewna forma krytycyzmu, która przez lata zatoczyła szerokie kręgi, mówiąca, że nie jest to z Ducha Świętego, lecz pochodzi od demona zwanego „duchem kundalini”. Kundalini jest manifestacją wyciągniętą z jogi, a która wygląda tak, jak osoba padająca na ziemię i trzęsąca się. Zamieszanie jakie to wywołuje u religijnych wierzących bierze się z tego, co oni uważają za „rozeznawanie”, a co w rzeczywistości jest połączeniem religijności ze strachem. Zasadniczo to, co oni uznają za „rozeznanie” to porównywanie osoby znajdującej się pod działaniem Ducha Świętego z tym, co oglądają na filmach wideo a co jest manifestacją ducha kundalini i obserwacja podobieństw. Tak więc, skoro widzą podobieństwa, myślą, że każde zachowanie, w czasie którego człowiek pada na ziemię bądź „trzęsie się”, jest zawsze z ducha kundalini. To NIE jest rozeznawanie, a zwykle intelektualne osądzenie.

Rozeznanie bierze się z prowadzania Ducha Świętego. Oczywiście, ci wierzący będą przysięgać, że to Duch Święty dał im to rozeznanie, lecz prawdziwe rozeznanie, co najmniej w tym przypadku, nie powinno polegać na zwykłym porównywaniu. Jezus powiedział: „nie sądźcie z pozorów, lecz sądźcie sprawiedliwie” (J 7:24), w skrócie: „nie oceniajcie książki po okładce”. W tym przypadku rozeznanie powinno polegać na dowiedzeniu się od człowieka, który przeżył taką manifestację, co z tego wynikło. Jeśli ta manifestacja nie przyniosła owocu w postaci głębszego pragnienia zbliżenia się do Jezusa, czy uzdrowienie od Jezusa to można podejrzewać, że nie było to od Ducha Świętego.

Demony NIGDY i w żadnej mierze nie pociągną wierzącego do Jezusa. Gdyby to zrobiły to niszczyłyby swoje własne królestwo i oznaczało by, że są wewnętrznie podzielone między sobą. Demony zrobią wszystko, aby wierzącego odciągnąć od Jezusa.

Religijni użyją do opisania każdego padania w Duchu jako „podróbka/fałszerstwo”, lecz jedyną możliwością, aby coś było podróbką jest to, że istnieje oryginał, który można skopiować. Tak więc jeśli Szatan podrabia coś, znaczy to, że Bóg ma Swój własny oryginał manifestacji, którą nazywamy „padaniem w Duchu”. Nigdy nie zdarzyło mi się usłyszeć od ludzi religijnych, aby wskazali na to, że jakaś manifestacja padania w Duchu pochodziła od Ducha Świętego. Oznacza to dosłownie, że uważają każdą manifestacją za demoniczną, co pokazuje, że nie korzystają z rozeznania będącego darem Ducha Świętego. Jak już powiedziałem wcześniej, korzeniem ich „rozeznania” jest strach powiązany z religijnością. W ich umysłach, skoro nie dzieje się to u nich w kościele i Bóg nigdy nie spowodowałby niczego, co wywróciło by kogoś na ziemię, bądź spowodowało trzęsienie się, to nie może być od Boga.

Jeśli myślisz, że Bóg nigdy nie czyni dziwacznych rzeczy to nigdy nie przeczytałeś Biblii.

_________________________
Liczne świadectwa znajdują się w dziale:

  TORONTO

Objawienie Bożego gniewu z nieba

Richard Murray

„Objawienie Bożego gniewu z nieba”, o którym mowa w 1 rozdziale Listu do Rzymian, to zaledwie objawienie Jezusa jako miłości, światła i uzdrawiającego przebaczenia. Jest to objawienie „Doskonałego Ojca Niebieskiego”, który zawsze pokonuje zło   wyłącznie mocą Swej dobroci. Mt 5:38-48 (przeczytaj wers 48 a następnie wróć, aby zobaczyć w jaki sposób „doskonałość Ojca” jest zdefiniowana przez Jego miłość i błogosławienie wrogów.).

Jeśli rozszerzymy nasze zrozumienie tego, że reakcja niebiańskiego Ojca na zło, jest, jak to pokazał Jezus, ZAWSZE pokrzepiająca, Jego karcenie ZAWSZE uzdrawiające, Jego kary ZAWSZE oczyszczające – jak to ma zawsze miejsce przy dobrym i kochającym ojcu – to termin „gniew Boży” ostatecznie jest pokazany jako coś zarówno ironicznego jak i oksymoron.

Mamy tutaj do czynienia ze sprawą interpretacji. W Starym Testamencie widzimy niezróżnicowany obraz Boga, który w pojęciowej świadomości wiąże ze sobą Boga i Szatana. Wierzyli w to, że Szatan był Bożą lewicą gniewu Bożego, Jego gniewnym głosem, Jego posłusznym sługą, aniołem, administratorem Jego potępienia i kary, Jego aniołem śmierci. To wszystko udokumentowane jest w poniższym linku, w którym znajdują się liczne cytaty zarówno Żydów jak i chrześcijańskich naukowców.
Old Testament Servant Angel or New Testament Cosmic Rebel

Od pewnego czasu wierzę, że nierozważnie określiliśmy „gniewem Bożym” coś, czym w rzeczywistości, są błędnie nazwane, nierozpoznane i nieprzypisane właściwie „uczynki Szatana”.

Nawet Stary Testament miesza ze sobą te dwie koncepcje: „uczynki Szatana” i „gniew Boży”. Łatwo można to dowieść rozważając zdarzenie, w którym król Dawid zgrzeszył dokonując spisu Izraela. Zdarzenie jest opisane raz w 2Księdze Samuela 24:1 oraz kilka stuleci później w 1Księdze Kronik 21:1. W pierwszym zapisie grzech Dawida został wywołany przez „gniew Boży” podczas gdy późniejsza relacja mówi, że spowodowała to „prowokacja Szatana.

„Potem ponownie rozgorzał GNIEW PANA na Izraela, tak iż pobudził Dawida przeciwko nim, mówiąc: Nuże, policz Izraela i Judę!” (2Sam 24:1)

„Wtedy wystąpił SZATAN przeciwko Izraelowi, pobudziwszy Dawida do tego, aby policzył Izraelitów” (1Krn 21:1).

W skrócie: te dwa wersy dowodzą tego, że starotestamentowi święci wierzyli, że „niszcząca służba Szatana” BYŁA  odpowiednikiem „Gniewu Pańskiego” Jest to całkiem oczywiste; dla nich te terminy były wymienne. Gdyby mieli nowotestamentowe informacje o boskiej naturze, które przyniósł Jezus, wiedzieliby lepiej, że Szatan jet wielkim buntownikiem przeciwnym Boga, a nie posłusznym aniołem sługą, który podąża za gniewnymi rozkazami Ojca. Jezus przyszedł zniszczyć dzieła diabła, a nie potwierdzić je czy korzystać z nich (1J 3:8).

Dwa powyższe wersy opisują dokładnie to samo zdarzenie, w którym Dawid zgrzeszył przeliczając Izraela. To samo zdarzenie, ten sam Dawid, ten sam grzech, ten sam skutek: 70.000 martwych Izraelitów, lecz zupełnie inna przyczyna zła. Samuel przypisuje to „gniewowi Pana” podczas gdy późniejszy fragment – „prowokacji/pobudzeniu Szatana”. Tak więc, zniszczenie spowodowane przez Szatana zostało przyrównane do Bożego gniewu. Implikacje jakie z tego wynikają są, ogromne.

Odkryłem ostatnio DALSZE fascynujące wsparcie powyższego. Żydzi, zarówno w swej talmudycznej jak i późniejszej literaturze wierzyli, że kolejnym imieniem Szatana było: Samael (dosłownie „gniew bądź trucizna Boża”). Równali „gniew Boży” z „opresją Szatana”.

Talmud stwierdza, że: „zły Duch, Szatan i Sama’el Anioł Śmierci są tym samym” (Rabba Batra 16a) oraz czyni Samaela również synonimem biblijnego węża z Drzewa Poznania Dobra i Zła.

W Świętej Kabale (Arthur Edward Waite, 255), Samael jest opisany jako „gniew Boży”. Samael/Szatan jest głównym archaniołem w talmudycznych i późniejszych mądrościach, postacią, która jest oskarżycielem (diabeł), zwodzicielem i niszczycielem i jest uważane w różnych okresach zarówno za dobrego jak i złego.

Samael wielokrotnie pojawiał się na ziemi.

W Pirkei de-Rabbi Eleazer (13), jest opisany jako największy anioł w niebie, który z zazdrości o stworzenie człowieka, zdecydował się kusić Ewę. Pojawiając się w postaci węża, fizycznie kopulował z nią (Targum Jonathan, Gen. 4:1; Zohar I: 37a). Jest jednym z kandydatów, którego tradycja utożsamia z aniołem, z którym walczył Jakub (Zohar, I: 148a-b). Coś podobnego do Szatana, oskarżyło Izrael o czczenie bałwanów, gdy przebywali w egipskiej niewoli (Ex. R. 21:7).
On próbował rościć sobie prawo do duszy Mojżesza, który obronił się przed nim cudowną laską… On jest tym kuszącym aniołem, z którego wszelkie złe skłonności emanują . . . W późniejszej chasydzkiej myśli Samael jest zorganizowaną siłą „kelipot”, strojem złego, który zakrywa iskry boskiego wina, znajdujące się we wszystkim” , za: THE ENCYCLOPEDIA OF JEWISH MYTH, MAGIC AND MYSTICISM, Samael entry, by Rabbi Geoffrey W. Dennis, Llewellyn Publications (2007).

W żydowskim Talmudzie, Midraszu i zwojach znad Morza Martwego Szatan jest przedstawiany jako istota gruntownie zaangażowana w nęcenie i wprowadzanie w błąd starotestamentowych świętych ku niszczącym postawom i do niszczących sytuacji. Nawet jeśli Szatan nie jest wprost wymieniony w spisanym życiu tych święty, to mimo tego późniejsi żydowscy pisarze dostrzegali Szatana w podtekście swoich Pism.

W późniejszych talmudycznych pismach, w zwojach znad Morza Czerwonego, Midraszach często  wyciągali Szatana z cienia na światło. Widzieli, że Szatan zawsze był obecny zatopiony w starotestamentowych pismach próbując kusić, korumpować, a nawet niszczyć Noego, Abrahama, Sarę, Józefa, Mojżesza i innych.

Szatan jest tym, który skusił Noego do upojenia alkoholowego (Tanh. Noah 13). On sprowokował zdarzenie ze Złotym Cielcem (Shab. 89a). On doprowadził do konfrontacji Dawida z Ishi-benob, bratem Goliata (Sanh. 45a). Te żydowskie pisma przedstawiają Szatana jako starotestamentowego Anioła Śmierci (B.B. 16a), przedstawiają go również jako Anioła Pokuszenia, Oskarżyciela i Niszczyciela, przeprowadzającego „prowokacyjne operacje”, których celem było zniszczenie człowieka, jak to miało miejsce w Księdze Joba.
Jeśli chodzi o ofiarowanie przez Abrahama jego syna to w Jubilees 17:16  inicjatywa zabicia Izaaka jest przypisana „Księciu Mastema”, co jest dobrze znanym żydowskiej mądrości imieniem Szatana.
Continue reading →

Fałszywe ja nieustannie wymaga kochania

Stan Tyra

20.06.2018

O ile niesłychane osiągnięcia oraz osobisty fałsz innych wydają się nam rażąco oczywiste to znacznie trudniej jest nam rozpoznać  nasze własne kłamstwa. Niemniej, jest kilka godnych zaufania wskazówek, do których powinniśmy szczerze podejść.

Jedną z nich jest zajmowanie pozycji obronnej. To fałszywe ja nieustannie wymaga kochania, potwierdzania, zauważania, słuchania i doceniania. Zorientujesz się, że nadmiernie zainwestowałeś w te potrzeby wtedy, gdy rozwściecza się bądź rani, gdy ktoś nie zaspakaja tego u ciebie. Zawsze jesteś w pozycji obronnej, można tak powiedzieć, gotów by zauważyć, kto nie zwraca na ciebie uwagi w taki sposób, w jaki ty chcesz być zauważony. Owo nieustanne podenerwowanie wywołuje niekończący się wewnętrzny dialog, który rodzi gniew, rozżalenie i osądzanie.

Łatwo przewidzieć, że to fałszywe ja jest przewrażliwione, a małostkowość jest stałą wizytówką. Nasz „obiekt stałego rozdrażnienia” więcej mówi o nas, niż o kimś innym, JEŚLI, zwrócimy na to uwagę. Prawdziwym winowajcą jest to, że uciekamy się do obrony. Innych utrzymujemy odpowiedzialnymi za nasze oczekiwania po czym oskarżamy ich o to, że ich nie zaspokoili. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że nawet gdyby spełnili te oczekiwania to mamy wewnętrzną ich listę na tyle długą, że z łatwością przeskoczymy do następnych punktów. „Co z tego, że to zrobiłeś, a co z tamtym?!”
Z chwilą zjedzenia z niewłaściwego drzewa, zaczyna się gra oskarżeń i szybko obraca się w kipiące rozgoryczenie, które wydaje się w jakiś sposób usprawiedliwiać Kaina, który zabił Abla. Ten pyłek, który tak drażni mnie w życiu kogoś innego, niemal zawsze jest odpryskiem belki z mojego własnego oka. Wkrótce całe życie jest postrzegane przez okulary własnego krytycznego osądu.

To utrzymywanie naszych iluzji jest źródłem całej naszej zgryzoty. Powodem tego, że tak trudno nam przeżyć miłość jest to, że nałożyliśmy na nią tyle warunków. Ona musi wyglądać i zachowywać się w szczególny sposób, bądź nie jest to miłość, tak więc to, czego od miłości oczekuję może bardzo skutecznie uniemożliwiać przeżycie miłości. Jeśli miłość może być potwierdzona wyłącznie przez to, że spełnia moje oczekiwania to bardzo mocno manipuluję używając terminu „miłość”, jako swej głównej ulubionej broni. Tego rodzaju miłość nie usuwa strachu, lecz w rzeczywistości jeszcze go wzmacnia.

W 13 rozdziale 1 Listu do Koryntian wyliczone są atrybuty miłości,  widoczne w Chrystusie, jak: Miłość nie zachowuje listy krzywd. O! Jak bardzo mogłoby się zmienić nasze życie, gdybyśmy żyli tylko w tej jednej rzeczywistości. Jakże zmieniło by się nasze postrzeganie Boga, gdybyśmy wierzyli w tą jedną cechę miłości, która, jak twierdzimy, jest Boża. Nagle nie byłoby miejsca na męki piekielne ponieważ nie byłoby listy złych czynów, które by je usprawiedliwiały.
Myślę, że my osobiście potrzebujemy naszego piekła aby usprawiedliwić własny brak miłości i karać wszystkich za wszelkie zło, które pamiętamy, a listę przechowujemy. . .

A dzieci jej zabiję

Richard Murray

Oto moja ostatnio odpowiedź na wypowiedź kogoś, kto twierdzi, że Jezus powiedział w następującym wersie o sobie, że jest masowym mordercą dzieci

Obj 2:20-23
„Lecz mam ci za złe, że pozwalasz niewieście Izebel, która się podaje za prorokinię, i naucza, i zwodzi moje sługi, uprawiać wszeteczeństwo i spożywać rzeczy ofiarowane bałwanom.
I dałem jej czas, aby się upamiętała, ale nie chce się upamiętać we wszeteczeństwie swoim. (22) Toteż rzucę ją na łoże, a tych, którzy z nią cudzołożą, wtrącę w ucisk wielki, jeśli się nie upamiętają w uczynkach swoich.
 A dzieci jej zabiję; …”

Ten człowiek twierdził, że ten wers wypełnił się w 70 roku, gdy Jezus osobiście doglądał zabijania miliona Żydów, spośród których wielu było DZIEĆMI i NIEMOWLĘTAMI, a było to w czasie Jego fizycznego powrotu do Jerozolimy.

Oto moja odpowiedź
W 2Liście do Koryntian w 3 rozdziale Paweł napisał, aby NIE czytać Pisma według martwej listery, lecz przez żywego Ducha. Martwa litera zabija i czyni z Boga zabójcę. Doskonałym przykładem tego, jak pewne grupy preterystów błędnie, literalnie odczytują Pismo, które powinno być odebrane alegorycznie, jest fragment z 2 rozdziału Objawiania Jana o Izebel. Wybiórczo dosłownie traktując figuratywny język Objawienia (które zostało napisane jako proza apokaliptyczna).
Myslec, że Bóg uważał ten milion Żydów, spośród których wielu było niemowlętami i dziećmi za „dzieci Izebel” wartych egzekucji bez sądu za grzechy ich przodków, jest niewyobrażalne. Jezus nie robił i nie robi takich rzeczy. Dodajmy do tego jeszcze fakt, jak straszliwie antysemicki obraz Boga w ten sposób się podaje, a takie czytanie jest nie do obrony. Jak można powiedzieć, że to jedno pokolenie Żydów ( w tym dzieci i niemowlęta) zasłużyła, by zostać brutalnie zabite przez Jezusa, skoro nasza własna pogańsko chrześcijańska religijność stała się przez ostatnie 2000 w ogromnej części tak samo faryzejska i obłudna, jak ich. Musimy spojrzeć na własną belkę w naszym oku, zanim zaangażujemy się w prawdopodobnie antysemicki ruch.

Termin „dzieci Izebel” (w Obj 20-23) to figuratywne wyrażenie i odnosi się do „owoców”, „rezultatu”, fałszywego proroczego ducha działającego w kościele w Tiatyrze, który to fałszywy duch jest w Starym Testamencie personifikowany przez postać dawno nieżyjącej królowej Izebel.
Owe „dzieci Izebel” to „owoce” bądź „skutki” pakietu nauczania, które ten fałszywy duch zrodził i to do tych dzieci odnosi się tekst. Fałszywe nauczanie jest tutaj uosobione jako dzieci, które narodziły się wskutek działania w Tiatyrze fałszywego proroczego ducha. W tym fragmencie są wyliczone, owoce Izebel, innymi słowy: bałwochwalstwo, cielesność i nierząd. To są dzieci, które Jezus zabije – fałszywe nauczanie, a nie dosłownie dzieci. Jezus „zabija” grzeszne myśli, emocje i idee, lecz zabija je przy pomocy namaszczonej prawdy Swojej miłości.
Skąd wiem, że jest to symboliczny fragment? Ponieważ w czasie, gdy pisano Objawienie Jana Izebel, już od bardzo dawna nie żyła, tak samo jak jej dzieci. Nie jest to odniesienie do czegoś fizycznego. Objawienie w całości jest wypakowane apokaliptyczną, alegoryczną i symboliczną metaforyką, i jest to coś, co należy do natury tego typu stylu literackiego – jedna rzecz reprezentuje inną. Jest to tylko jeden z wielu przykładów.

Kiedy Biblia mówi w Księdze Przypowieści, że „mądrość została usprawiedliwiona przez swoje dzieci” to nie chodzi o to, że mądrość, która w całej Księdze jest personifikowana i przedstawiana jako kobieta, jest rzeczywiście matką, która rodzi dzieci. Jest to raczej obraz, w którym mądrość jest przedstawiona jako kobieta, która (obrazowo) rodzi (wydaje na świat – przyp. tłum.) skuteczne i szlachetne rezultaty. Te błogosławione następstwa są dziećmi mądrości, które usprawiedliwiają swoją matkę.

Tutaj jest to raczej odniesienie do „zbiorowej inteligencji” Izebel toksycznego i fałszywego proroctwa, a „jej dzieci” to duchowe owoce/skutki tego złego działania. Jezus gładzi złe koncepcje, a nie niewinne dzieci – niegodziwe wyobrażenia, a nie niegodziwe narody.

Drogi Boże, potworne jest przedstawianie Jezusa jako zabójcę dzieci.
Tu koniec odpowiedzi.
Tego rodzaju „zbiorowa inteligencja” może nie pochodzić od Izebel, ale jest równie niebezpieczna.

Wszelki system myślenia, który widzi Jezusa jako „dosłownego” masowego mordercę żydowskich dzieci należy unikać za wszelką cenę.
Tak zaczął się holokaust.

Jak była pisana i czytana Biblia

Richard Murray

Oto skrót 6 rozdziałów, które są podsumowaniem opisu, jak była pisana i czytana Biblia. Istotą jest, aby nie opuścić ostatnich dwóch rozdziałów. Wielu wierzących ugrzęzło na rozdziale pierwszym. Naprawdę solidny materiał znajduje się w rozdziałach 5 i 6.

Rozdział 1: Bóg przekazuje natchnione impulsy do autorów ST.

Rozdział 2: Autorzy ST , tłumacza i wyrażają te impulsy najlepiej jak potrafią zgodnie z tym, jak rozwinięte są ich zdolności,. My zaś patrząc wstecz wiemy, że nie byli ochrzczeni Duchem w to, co NT nazywa „obietnicą Ojca”, zatem ograniczają te boskie impulsy, analizując je swoim zrozumieniem, które było na różnym poziomie.

Rozdział 3: Jezus, setki lat po zamknięciu Starego Testamentu, przychodzi aby objawić Siebie na drodze do Emaus jako „sine qua non” (warunek konieczny) całego ST.

Rozdział 4: Jezus przysyła Ducha Świętego, aby zamieszkał w nas, zarówno w sensie jednostkowym jak i zbiorowym, który służy nam jako hermeneutyczna pomoc do technicznego rozkładania całego starotestamentowego Pisma, abyśmy dotarli do tych pierwotnych impulsów ku lepszemu zrozumieniu i oświeceniu tych tekstów w nowotestamentowym świetle.

Rozdział 5: Obecnie my, jako Ciało Chrystusa, działające w Duchu Chrystusa, posiadając umysł Chrystusa i prowadzeni przez pobudzaną przez Chrystusa świadomość, TERAZ reinterpretujemy semantyczną zawartość całego ST, aby je lepiej dopasować do tego, co znamy jako pokojowa, nie stosująca przemocy naturę Chrystusa, Jego królestwo uzdrowienia i Jego pokój czyniącą oblubienicę – kościół.

Rozdział 6: Całe Pismo jest teraz czytane chrystologicznie, co oznacza, że ST wymaga gruntownych alegorii związanych z Chrystusem, czego nie potrzebuje NT będąc już w samej rzeczy chrystologiczny i należy go czytać jako dokładną historyczną narrację. To, co było symbolicznie ukryte w ST jest obecnie otwarcie objawione w NT.

Tak dużo wiedzy, a tak mało przemiany

Stan  Tyra

Tak dużo wiedzy, a tak mało przemiany. Powinno to coś mówić kościołowi, lecz wydaje się to zupełnie niezauważone. Cała wiedza nie prowadzi do przemiany. Po prostu nadyma.
Gdy mówię o odkrywaniu siebie, NIE mówię o większej znajomości samego siebie. Samopoznanie, do którego dąży się poza poznaniem naszej tożsamości „w Chrystusie”, prowadzi tylko do samo nadymania się. Jest to napompowane, napuszone ego, przed którym Paweł ostrzega w 1 Liście do Koryntian (8:1). Arogancja pojawia się zawsze wtedy, gdy wiedza jest bardziej ceniona niż miłość. (Powiedz to ostatnie zdanie powoli.)
Musimy spędzać więcej czasu patrząc na Boga, a mniej patrząc w Biblię, w przeciwnym razie mamy to, co zawsze robiliśmy, gapiąc się w Biblię i czasami rzucając krótkie spojrzenie na Boga. Robiąc w ten sposób pozwalamy na to, aby Biblia definiowała Boga, zamiast Boga definiującego Biblię. Wywołało to już sporo zaślepienia, więc ślepi prowadzą ślepych, wers za wersem.
Teorie i idee o Bogu, nawet jeśli dołączy się do nich odpowiedni rozdział i wers, przesiadują wyłącznie w zakamarkach naszych umysłów i nigdy nie przemawiają do serc, a jednak uważamy siebie za świętych i sprawiedliwych. Dlatego też nie należy nigdy dyskutować z nikim kto jest zamknięty w takiej iluzji. Wyprodukowali sobie boga według swego wyboru, który zawsze zgadza się z nimi i podobnie jak faryzeusze z czasów Jezusa, oskarżają każdego, kto myśli inaczej, o to, że jest od złego.
Większość wierzy, że Bóg przebacza, lecz dopóki sami nie doświadczą przebaczenia w związku z jakimś poważnym upadkiem, nie znają go – mają zwyczajną intelektualną wiedzę. Z chwilą, w której doświadczą przebaczenia, zaczynają bardzo prawdziwie kochać ludzi, ponieważ wyłącznie przez osobiste przeżycie wspaniałego przebaczenia możesz stać się wielki w miłości. Fakt, że zasadniczo kościół jest tak bardzo pozbawiony miłości ujawnia brak szczerej doświadczonej miłości.
Życie polegające na udawaniu, że poznało się przebaczenie, ponieważ przemaszerowało się wzdłuż ław i powtórzyło rytualistyczną modlitwę nie tylko nie daje ludziom wolności, lecz narzuca więzy iluzji mówiącej, że więcej wiedzą o ofierze, niż o miłosierdziu (Mt 9:13).
Wyznanie grzechów, jakie głosimy stało się przeważnie przeszkodą na drodze do doświadczenia przebaczenia w głębszy, przemieniający sposób. Utrzymuje nas z dala od ukrytych wewnętrznych spraw serca, co do których udajemy, że ich tam nie ma. W ten sposób mogę prosić o przebaczenie za nieczytanie Biblii, równocześnie zaprzeczając, że jestem bałwochwalczym mordercą w sercu.
Aby poznać miłość musimy przyjąć ją w całkowicie pozbawionym obrony i niewysterylizowanym miejscu. Musimy przeżyć ją ze wstydliwą czcigodnością tego „jaki po prostu jestem”, zamiast śpiewać hymn z piedestału pozorów, równocześnie wskazując palcem na cudzy upadek.
Właśnie w tym zasadniczy zachodni kościół jest najlepszy.
Płycizna „amenowania” przy równoczesnym tłumieniu szczerości/autentyzmu jest wywołana strachem przed skandalem łaski, która ujawnia całkowity brak osobistego przeżycia bezwarunkowej miłości. W jaki inny sposób, poza sprawnością w potępianiu, kontrolowaniu i odrzuceniem inaczej zwanym „unikaniem/stronieniem”, mógłby utrzymywać cię w garści?
Pomyśl o tym. Czy znasz lepiej Biblię, niż Boga? Czy uważasz, że są jednym i tym samym? Czyj głos dobiega do ciebie z jej stronic? Jego czy twój? Czy uważasz, że są tym samym? Powinieneś naprawdę sceptycznie podchodzić do Boga, który myśli, że ty zawsze masz rację na każdy temat i ostateczne słowo co do znaczenia Pisma.