Czy Bóg nie chce, abyśmy byli szczęśliwi?

Michael Horton

Czy więc Bóg chce, abyśmy byli biedni, smutni, samotni, generalnie: bez powodzenia w życiu i relacjach? Taki punkt widzenia byłby po prostu mniejszym przeciwieństwem ewangelii powodzenia. Bóg nie jest w jakiś abstrakcyjny sposób zainteresowany zapewnianiem nam bogactwa bądź ubóstwa, powodzenia czy braku pomyślności; Pan ma dla nas znacznie większe plany. Wybrał nas jako Swoje dzieci, współdziedziców całego majątku z Chrystusem. Ma dla nas społeczność wiecznego pokoju, a nie wierzących żyjących ponad ubóstwem; tam gdzie ubogi jest bogaty, nie ma więcej ubóstwa. Nie jest to miejsce, gdzie wierzącym oszczędza się drobnego bólu czy nawet tragicznych informacji o śmierci bliskich czy poważnych ranach na wojnie, lecz miejsce, gdzie nikt nie jest zabijany, ani nawet w ogóle nie walczy, ponieważ grzech, zło, niesprawiedliwość i ucisk już nie istnieją. Mówi się czasami, że Boga nie tyle interesuje nasze szczęście, co nasza świętość. Mimo wszystko, rozważając te kontrasty, zakłada się, że szczęścia nie da się znaleźć nigdzie poza Bożą chwała, która jest skoncentrowaną świętością i takie podejście skutecznie wraca całą naszą uwagę na Boga.

Stworzona przez Boga, na Boży obraz, ludzkość jest stworzeniem, którego przeznaczeniem była świętość. Jako coś więcej niż statyczna moralna jakość czy cecha, ta świętość miała charakteryzować każdą myśl, działanie i pragnienie. Wszystko szło zgodnie z tym planem, dopóki nasi pierwsi rodzice nie uparli się przy tym, aby skierować swoje uczucia na siebie, a nie na Boga i natychmiast stali się nieszczęśliwi: zawstydzeni i winni uciekali przed obecnością najlepszego, co mogło im się przydarzyć.

Zatem problemem nie jest szczęście, lecz to, że nawet nie rozpoznajemy prawdziwego szczęścia, gdy je widzimy. Bardziej niż szczęścia szukamy władzy i kontroli nad naszymi okolicznościami, innymi ludźmi, całym stworzeniem a nawet Bogiem. Rezygnujemy ze szczęścia na rzecz bycia odpowiedzialnym, ponieważ błędnie wierzymy, że to drugie jest urzeczywistnieniem pierwszego.

Jako Amerykanie, a szczególnie Boomersi*) (przepraszam, że kolejny raz czepiam się mojego pokolenia) mamy poważny problem ze zrozumieniem tego, że to, co my nazywamy szczęściem w rzeczywistości jest poczuciem sprawowania kontroli. Nawet jeśli ziębniemy to pociesza nas fakt, że kontrolujemy termostat i możemy to zmienić kiedy tylko zechcemy. Dokonujemy wyborów i jesteśmy odpowiedzialni za coś. Jeśli wpadamy w kłopoty to wszystko da się naprawić odpowiednią kartą kredytową. Zabierz jednak te cenne życiowe podpórki a zrobi się całkiem dramatycznie; tak jakby ktoś odciął tlen głębokościowemu nurkowi. Podobnie haj otyłe dzieci, siedzące na sofie ze swymi Happy Meals i oglądające relacje na temat głodujących dzieci w Sudanie, myślimy, że jesteśmy lepsi. Czy jesteśmy? Oczywiście, w jednym ważnym sensie tak, lecz jeśli chodzi o większy obraz?

Obecnie naszym największym domowym kryzysem wydaje się opiek zdrowotna. Wszyscy, a szczególnie Boomersi, robimy wszystko, aby nie umrzeć bądź nie być dotykanym przez macki nadchodzącej śmierci, które pojawiają się jako nieszczęścia, dyskomfort czy smutek ale w końcu i tak umrzemy. Tak naprawdę nawet teraz umieramy.

Chrystus i Wieczny Żywot naprzeciw twego Najlepszego Życia Teraz: wybór jest jasny. Ostatecznie J. Osteen pozwolił nam zobaczyć jak wyraźnie ten wybór ściąga nam wzrok ku ziemi.

Boża chwała najbardziej manifestuje się w naszym zbawieniu. Boża świętość w najbardziej żywy sposób jest przedstawiona w tym, że On zbawia nieświętych. To, że nie tylko osądza sprawiedliwych, lecz darmo udziela Swej sprawiedliwości niesprawiedliwym, zaprawdę jest zdumiewającym dziełem. Korzyści jakie płyną z tego dla nas wydają się zbyt ważkie, zbyt szokujące, aby je określać słowem „szczęście”, tak jak je zazwyczaj rozumiemy. Chodzi tu o coś większego niż brak niepokoju, rozczarowań czy przeszkód. Jest to pełne posiadania bogactw, o których nawet nie wiemy, że istnieją, budzące się poczucie, że nawet nie wiedzieliśmy o tym, że je mamy. W skrócie, biblijnym słowem określającym to jest 'radość’.

Nie chodzi o to, że Bóg chce, abyśmy mieli powodzenie w codziennym życiu lub go nie mieli, lecz o to, że On ma większy cel, któremu służą nawet chwilowe cierpienia. W tym wszystkim co radosne i co zniechęcające, Bóg pracuje ku naszemu dobru, które jest czymś znacznie większym niż zwykły brak niewygody. Tak naprawdę, Bóg często musi sięgać po skrajności, zabierając nam nasze podpórki po to, aby wyrwać nas z naszej drogi-chwały (czytaj: myślenia, że cokolwiek 'kontrolujemy’), aby dać nam głębsze szczęście zwane radością.

W poszczególnych sytuacjach nie wiemy czy Bóg zaplanował uzdrowienie z raka dla Boba, czy podwyżkę w pracy dla Sue, lecz mamy Bożą publiczną, sprawdzoną i pewną obietnice, że wszyscy, którzy w Chrystusie umierają będą wzbudzeni do życia, które jest znacznie większe niż najbardziej przyjemne okoliczności najbardziej udanego życia teraz. (1Kor. 15:32).

Jeśli tylko w tym życiu pokładamy nadzieję w Chrystusie, jesteśmy ze wszystkich ludzi najbardziej pożałowania godni” (w. 19).

Po przeprowadzeniu obrony zmartwychwstania Chrystusa jako zwiastuna naszego własnego zmartwychwstania, Paweł wyjaśnia dalej dlaczego wyłącznie tak poważne rozwiązanie jak krzyż i zmartwychwstanie Chrystusa mogą rozwiązać głębię problemu.  Nasz przeciwnik dostarcza nam wszystkiego, czego chcemy od życia, lecz chodzi o coś znacznie poważniejszego.  Grzech i śmierć przyszły przez Adama, lecz sprawiedliwość i życie przyszły przez Jezusa Chrystusa, Ostatniego Adama, abyśmy przez wiarę w Chrystusa również zostali wzbudzeni w dniu ostatecznym (wersy 20-28). Śmierć jest karą za złamanie Bożego przymierza, lecz ci, którzy są w Chrystusie są usprawiedliwieni przez Jego sprawiedliwe życie, odkupieńczą śmierć i zwycięskie zmartwychwstanie (wersy 50-56).

Duże znaczenie ma to, że gdy Paweł zwracał się do szczęśliwego zgromadzenie filozofów na sławnym Areopagu w Atenach, Łukasz przekazuje nam, że było tam obecnych wielu epikurejczyków. Filozofia epikurejska utrzymywała, że jeśli jest jakiś Bóg to jest on odległy i powściągliwy. Nie ma nieba ani piekła, czyli „jedzmy i pijmy, cieszmy się, bo jutro pomrzemy” jak mówiło ich motto. Tak więc, bardziej niż gdziekolwiek indziej, moglibyśmy się spodziewać, że apostoł pogan będzie pociągał tą grupę, odwołując się do ich tęsknoty do autonomicznego szczęścia tutaj i teraz. Lecz zamiast pokazywać im w jaki sposób Bóg pasuje do ich wyobrażeń, powiedział im o tym, jak oni pasują do historii Bożego stworzenia, upadku, zmartwychwstania Chrystusa i zbliżającego się sądu (Dz. 17). Chrześcijaństwo nie jest terapią. Albo jest prawdziwe, albo epikurejczycy wygrywają jednym palcem.

C. S. Lewis, autor „Narnii” i chrześcijański apologeta, zauważył kiedyś: „Nie zawsze byłem chrześcijaninem. Nie poszedłem do religii, aby mnie uszczęśliwiła. Zawsze wiedziałem, że butelka Porto załatwi to. Jeśli chcesz, żeby religia cię uszczęśliwiła, bezwzględnie nie polecam chrześcijaństwa”.

Wszystko zależy od czego zaczynamy. Czy od tego co naszym zdaniem jest naszą największą potrzebą, czy też zaczynamy od Boga, w którego obecności odkrywamy potrzeby, o których w ogóle nie wiedzieliśmy.

Jeśli zaczynamy od siebie i tego, co odczuwamy jako potrzeby, to zrobimy miejsce na duchowość towarzyszącą samorealizacji i życiowemu powodzeniu, lecz głównym pytaniem będzie to w jaki sposób możemy usprawiedliwić Boga w świecie tak pozbawionym porządku. Jeśli natomiast zaczniemy od Boga, Jego świętości, prawości i sprawiedliwości oraz miłości, miłosierdzia i łaski, to pojawi się całkowicie inne pytanie: Jak JA, grzesznik, mogę zostać usprawiedliwiony przed tym Bogiem?

Lewis opisując swój własny proces nawrócenia, wyjaśnia: „Byłem raczej przedmiotem niż podmiotem całej tej sprawy, decydowano o mnie. Później cieszyłem się z tego, że taki obrót sprawy został obrany, lecz w tamtej chwili, gdy usłyszałem Boga mówiącego: „Odłóż swoją broń, porozmawiamy….” zdecydowałem posłuchać, lecz tak naprawdę to nie wydaje się, żeby można było zrobić coś przeciwnego” (3).

My sami nie „odłożymy [naszej] broni” dopóki nie porzucimy nawet religii i duchowości jako naszego sposobu na wstąpienie do nieba. Nie wiemy, co jest odpowiednie czy też co jest najważniejsze, gdy Boże słowo zwraca się do nas.

Jak Charles Finney, tak Joel Osteen, jest nie tyle prekursorem, co raczej wyraźnym przykładem szerszego zjawiska. Wydaj się, że nawet w kręgach, które nie aprobują pełnej wersji ewangelii prosperity, nacisk kładziony przez Osteena staje się coraz bardziej typowy.

Tematyczne kazania, skupiające się na rozwoju naszego życia osiąganym przez postępowanie według biblijnych zasad, szybko usuwa zgorszenie krzyża, używając Biblii do uzasadnienia tego, cokolwiek chcemy powiedzieć, zamiast głosić ją jako ci, którzy zostali posłani. W telewizyjnych kazaniach Osteena (a co najmniej w tych, które widziałem) i bestsellerach więcej dowiadujemy się o kaznodziei niż o Bogu. Słyszymy więcej osobistych anegdot niż biblijnego wyjaśnienia, dowiadujemy się o tym, jak Bóg dał mu większy dom, dobre miejsce do parkowania najlepszy stół w restauracji i miejsce w pierwszej klasie. Dla każdego zainteresowanego socjologią rozpieszczonych amerykańskich boomersów, Osteen jest cennym źródłem.

Niemniej jednak, każdy kto chce poznać Boga w Jezusie Chrystusie, jak został objawiony w Świętym Piśmie, dla każdego, kto chce dowiedzieć się jak Bóg zbawia grzeszników, dla każdego kto czuje, że jest coś bardziej pilnego w życiu niż posiadanie go teraz w najlepszy wydaniu, J. Osteen na pewno zawiedzie.

– – – –

Przyp.tłum. (za www.ithink.pl ) :

*) Określenie BabyBoomers pochodzi z języka angielskiego i oznacza grupę społeczną ludzi urodzonych podczas powojennego wyżu demograficznego w latach 1946-1964.

раскрутка сайта

Codzienne rozważania_21.10.10 Człowiek niewzruszony

James Ryle

Lecz żadna z tych rzeczy nie poruszy mnie” (Dz. 20:24, wg wersji ang.)

W każdym mieście, przez które Paweł przechodził, najdrożsi i najbardziej zaufani przyjaciele ostrzegali przed tym, co się wydarzy, jeśli zgodnie z planami odwiedzi Jerozolimę. „Duch Święty świadczy, że czekają cię więzy i uciski tam!

Te bezsprzeczne ostrzeżenia, wypowiadane w miłości, nie zaalarmowały Pawła w najmniejszym stopniu, ani nie wytrąciły go z wielkiego celu, jakiemu poświęcone było jego życie, a raczej przygotowały na ruszenie do przodu z szeroko otwartymi oczyma; jego postanowienie było niewzruszone. Ktoś mniejszego pokroju mógłby zastanawiać się nad emeryturką w słonecznej, plażowej miejscowości, aby wygrzewać się w spokoju niezagrożonego życia, ciesząc się błogą miernością, niewrażliwy na wielkie ryzyko, jakiego w tym czasie inni będę doświadczać, ponieważ on wykręca się z odpowiedzialności.

Lecz Paweł był z twardego materiału: „Nic z tych rzeczy nie poruszy mnie” powiedział. – Ani o życiu moim mówić nie warto i nie przywiązuje do niego wagi, bylebym tylko dokonał biegu, mego i służby, którą przyjąłem od Pana Jezusa, żeby składać świadectwo o ewangelii łaski Bożej” (Dz. 20:24).

Na życiu Pawła spoczywało Boskie powołanie, które sprawiało, że był nie do ruszenia na swym kursie, pomimo wszelkiej opozycji. W rzeczywistości im większy napotykał opór, tym bardziej był zdeterminowany. „Dlatego nie upadamy na duchu; bo choć zewnętrzny nasz człowiek niszczeje, to jednak ten nasz wewnętrzny odnawia się z każdym dniem. Albowiem nieznaczny chwilowy ucisk przynosi nam przeogromną obfitość wiekuistej chwały, nam, którzy nie patrzymy na to, co widzialne, ale na to, co niewidzialne; albowiem to, co widzialne, jest doczesne, a to, co niewidzialne, jest wieczne” (2Kor. 4:16-18). Pewna wyższa wizja unosiła jego ducha wysoko ponad wrzawę cielesnej wojny, która została przeciwko niemu rozpętana. Jego opanowanie zachęca nas do podążania za jego niezachwianym przykładem: „A tak, bracia moi mili, bądźcie stali, niewzruszeni, zawsze pełni zapału do pracy dla Pana, wiedząc, że trud wasz nie jest daremny w Panu” (1Kor. 15:58).

W czasach, gdy ludzie o giętkich kręgosłupach są reklamowani jako bohaterzy, Bóg daje nam mężczyzn i kobiety, którzy są niewzruszeni!

deeo

Składają swoje życie za owce

Prawdziwe serca apostolskiego i proroczego urzędu

Kriston Couchey

Toczy się ostatnio interesująca debata na temat tytułów. Osobiście, nie zwracam żadnej uwagi na niczyje tytuły. Patrze na jak ludzie działają i jak wiele Pana widzę w nich.

  • Nie robi na mnie wrażenie nauczanie.
  • Nie robią na mnie wrażenia tytuły.
  • Nie robi na mnie wrażenia ludzka aprobata.
  • Nie robi na mnie wrażenia czyjeś namaszczenie.
  • Nie robią na mnie wrażenia czyjeś sny czy wizje.
  • Nie robi na mnie wrażenia słowo poznania, człowiek jest tylko narzędziem.
  • Nie robi na mnie wrażenia uzdrowienia. Mimo wszystko to Bóg jest uzdrowicielem.
  • Nie robi na mnie wrażenia wielkość służby.
  • Nie robi na mnie wrażenia zakres wpływów.

Co robi na mnie wrażenie? Paweł powiedział: „Śmierć wykonuje swoją pracę w nas, aby życie mogło działać w was”.

  • Robi na mnie wrażenie ktoś, kto jest złamany stanem ludu Pańskiego.
  • Robi na mnie wrażenie ktoś, kto jest bardziej zainteresowany tym, aby ludzie Boży funkcjonowali w ICH darach, niż tym, aby podawać swoje własne.
  • Robi na mnie wrażenie „przywódca”, przyjmuje napomnienie od KAŻDEGO! Nawet świata.
  • Robi na mnie wrażenie to, gdy widzę, jak ktoś delikatnie zajmuje się niedojrzałością i nie niszczy z powodu głupiego błędu.
  • Robi na mnie wrażenie ktoś widzi w ludziach potencjał, zamiast niepowodzeń.
  • Robi na mnie wrażenie ktoś nie zawiera przyjaźni ze swymi rówieśnikami z „przywództwa”, czy z tymi, którzy mogę popchnąć do przodu ich służbę, lecz wiążą się raczej z tymi, którzy sami mają problemy i uważani są za beznadziejne przypadki.
  • Robi na mnie wrażenie, gdy ktoś wytrzyma całe nabożeństwo nie musząc głosić, lecz odpoczywa w swym autorytecie w rzeczywistości ducha i jest zwykłym stróżem, pozwalając Bogu być Bogiem dla Jego ludzi i przez nich.
  • Robi na mnie wrażenie człowiek, który ufa Bogu na tyle, aby ufać Jego ludziom.
  • Robią na mnie wrażenie ci, których nigdy nie poznam, a którzy w komorze modlitwy oddają siebie i poświęcają modlitwie i postowi za życie innych.
  • Robi na mnie wrażenie ktoś, kto jest na tyle złamany i pokorny, że woli nie zwracać uwagi na siebie czy swoje własne nauczanie, lecz wypuszcza innych do przodu.
  • Robi na mnie wrażenie, gdy widzę w kimś charakter Boży.
  • Robi na mnie wrażenie, gdy ktoś składa swoje życie za owce.

продвижение сайта

Codzienne rozważania_20.10.10 Czy to nie jest ów cieśla? _03

James Ryle

Czy to nie jest ów cieśla?” (Mk. 6:3).

Dowiedzieliśmy się poprzednio, że „Każdy człowiek uczy się czegoś z wykonywanego zawodu” i postawiliśmy pytanie: czego Jezus mógł się nauczyć pracując w warsztacie stolarskim w Nazarecie?  Pierwsze nad czym się zastanawialiśmy było to, że mógł dowiedzieć się tego jak dużo może być ukryte w zwykłej rzeczy. Prosty kawałek drewna, którym ktoś zajmie się odpowiednio, może przemienić się w różne inne przedmioty, godne posiadania. Drugą rzeczą, której mógł Jezus nauczyć się w stolarskim warsztacie było to, jak wielkiego trudu wymaga przekształcenie jednej rzeczy, z tego czym jest, w inną, którą może być.

A teraz zastanówmy się nad kolejną lekcją, której Jezu mógł się nauczyć, a mianowicie, że najlepsze rzeczy robi się z najtwardszego drewna. Kulturalnie odwróć się i pacnij kogoś kto jest w pobliżu w głowę kostką środkowego palca. Im twardsza głowa tym bardziej prawdopodobne jest to, że ten człowiek będzie używany do wielkich rzeczy w Królestwie!  A teraz, gdy już przy tym jesteśmy, puknij sam siebie. Mam nadzieję, że nie czujesz się jak worek pełen papki! Miękka głowa nie zajdzie daleko w żadnym świecie.

Pomyśl o tym, jak twardy był przed Panem Paweł, zanim Jezus włożył swoje ręce na niego, przemienił go w Apostoła. Zastanów się na cudowną mocą Pańskiego rzemiosła, która jest widoczna w licznych napisanych przez tego jednego mężczyznę księgach i ogromnym bogactwie wpływu jaki wywarł na następne stulecia.

Nie rezygnuj zbyt szybko z tego, co wygląda na beznadziejny przypadek, w szczególności wtedy, gdy sam tak się czujesz. Pan często tworzy Swoje najlepsze dzieła z tego, co wydaje się całkowicie bezużyteczne. Twarde serca nie stanowią żadnego wyzwania dla Rąk z bliznami po gwoździach.

Pan pracuje nad tobą i podejmie wielki trud, aby z tego, co zostało z twojego życia uczynić coś najlepszego. Będziesz świadectwem tego, że to jest Cieśla, Jezus Chrystus, który jedynie czyni cudowne działa z tego, co w innym przypadku byłoby bezwartościowe!

сколько стоит сео продвижение

Chwała jest jak Boży przycisk „Reset”

13 października 2010

J. Lee Grady

Czy tkwisz w pułapce rozpaczy, zwątpienia i niepokoju? Naucz się tego, jak uwalniać moc uwielbienia? List św. Pawła do Filipian jest jedną z najbardziej unikalnych ksiąg Biblii. Niektórzy naukowcy nazywają go „listem radości”, ponieważ wyraz „radość” występuje tam 16 razy. Zdumiewające natomiast jest to, że list do Chrześcijan na temat radości został napisany z więziennej celi!

Gdy Paweł znajdował się pod czujnym okiem rzymskich strażników, związany łańcuchami, napisał jedne z najbardziej podnoszących na duchu słów, jakie kiedykolwiek napisano. W czterech rozdziałach autor stale pobudza nas do oddawania Bogu chwały bez względu na mroki okoliczności w jakich się znajdujemy. Pisze „Będę radował się” (1:18), „Raduję się i cieszę razem z wami wszystkimi” (2:17), „Z tego tedy i wy się radujcie i cieszcie razem ze mną” (2:18), „W końcu, bracia, radujcie się” (3:1) oraz „Radujcie się w Panu zawsze, powtarzam, radujcie się” (4:4).

„Paweł zawsze szukał ukrytego błogosławieństwa w każdej próbie. Czy narzekasz na swoją sytuację?

Marudzenie jest dla wiary jak elektryczne zwarcie, lecz radość pobudza ją”.

Jak zepsuta płyta Paweł tłucze to samo stale i wciąż. RADUJCIE SIĘ! W j.angielskim słowo „radować się” – rejoice – naprawdę znaczy „cieszyć się ponownie” – re-joy. Jest to jak przycisk „RESET” w komputerze. Gdy jakiś elektroniczny sprzęt wywala się, to przycisk reset przywraca go do normalnej pracy. Tak też dzieje się, gdy się cieszymy; radość, którą straciliśmy jest odnawiana a nasza słaba wiara ponownie wstaje.  Być może Paweł napisał to przesłanie do Filipian, ze względu na wspomnienia z pierwszej wizyty u nich. To w Filipii został wraz z Sylasem aresztowany i wrzucony na samo dno więzienia przez miejskich urzędników. Kiedy jedna ci dwaj mężczyźni tam siedzieli zakuci w dyby, zaczęli modlić się i śpiewać pieśni. Na długo przed wynalezieniem subwooferów, zaczęło się jam session Duch Święty a trzęsienie ziemi wstrząsnęło fundamentami więzienia, a łańcuchy wszystkich opadły (p. Dz. 16:25-26).

Czy czujesz, że zostałeś złapany w pułapkę swoich okoliczności. Wiem, ja też. Czasami czuję się jak w ciasnym więzieniu ograniczeń i opóźnień. Z powodu współczesnej słabej ekonomii dużo ludzi, którzy cieszyli się beztroskim życiem w przeszłości, straciło pracę, spotkało się z finansowymi zagrożeniami, długami i ponurym brakiem możliwości. Kiedy jednak ja sam modlę się nad moją sytuacją, zawsze jestem prowadzony do słów Pawła do Filipian: „Radujcie się w Panu!”.

Być może teraz, w tym trudnym okresie, musisz nagrać przesłanie Pawła na swój iPod i puszczać w kółko. Nadnaturalna radość, która jest uwalniana w chwale zrobi sporo:

Chwała wstrząsa rozpaczą. Czy myślisz, że jesteś w beznadziejnej sytuacji? Paweł znajdował się w areszcie domowym i nie mógł opuścić celi, aby głosić ewangelię, a mimo to napisał: „Tak, będę radował się, wiem bowiem, że przez modlitwą waszą i pomoc Ducha Jezusa Chrystusa wyjdzie mi to ku wybawieniu” (Flp. 1:1:18b-19). Wiedz, że Bóg działa za sceną, chmury nad głową mogą być ciemne, lecz chwałą podniesie cię ponad nie, abyś znów widział słońce.

Chwała wstrząsa negatywizmem. Czy narzekałeś na swoją sytuację? Przestań wygadywać bzdury. Pamiętaj, że Paweł był w więzach, gdy napisał: „Czyńcie wszystko bez szemrania i powątpiewania” (Flp 2:14). Wiedział, że dzieciom Izraela odmówiono wstępu do Ziemi Obiecanej, ponieważ narzekali przeciwko Panu (1Kor. 10:10). Narzekanie jest dla wiary jak elektryczne zwarcie, lecz radość pobudzą ją. Apostoł zawsze szukał ukrytego błogosławieństwa w każdej próbie i to aż tak bardzo, że dziękował Bogu nawet wtedy, gdy znajdował się w rozbitym okręcie, w środku rozruchów, był biczowany, grożono mu śmiercią i o głodzie.

Chwała wstrząsa zwątpieniem. Gdy przestajesz uwielbiać grzęźniesz w gnoju i bagnie własnych problemów, jesteś w stanie widzieć tylko to co teraz i tutaj. Kiedy jednak radujesz się w Panu, dzieje się coś nadnaturalnego. Zostajesz uniesiony z tego więzienia niemożności i przeniesiony do rzeczywistości, w której „wszystko możesz w tym, który umacnia” (Flp 4:13). Gdy uwielbiasz, wchodzisz do budki telefonicznej wyglądając jak Clark Kent, a wychodzisz wyglądając jak Supermen!

Chwałą wstrząsa niepokojem. Paweł powiedział, że gdy naciśniemy przycisk „radość” i zastąpimy zmartwienie radosną modlitwą „pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum, będzie strzec serc waszych i myśli w Chrystusie Jezusie” (Flp. 4:7). Radość uspokoi wasze zaniepokojone serca i pozwoli na przyjęcie obietnic Bożych.

W latach 70tych kapelan wojskowy, Merlin Carothers, napisał broszurkę zatytułowaną „Prison to Praise”. Do dziś zostało sprzedanych 17 milionów egzemplarzy w 53 językach. Rzuca ona czytelnikowi wyzwanie, aby dziękował Bogu i wielbił Go pośród trudności. Jest w niej pełno świadectw zwykłych ludzi, którzy przeżyli cudowne przełomy, gdy byli posłuszni tej prostej zasadzie.

To co Carothers napisał 40 lat temu nadal jest aktualne: „Sam akt uwielbienia uwalnia moc Bożą skierowaną na dane okoliczności i pozwala Bogu zmieniać je. Cuda, moc i zwycięstwo będą częścią tego, co Bóg czyni w naszym życiu, gdy uczymy się cieszyć we wszystkim”.

———–

J. Lee Grady is contributing editor of Charisma. His most recent book is The Holy Spirit Is Not for Sale. Follow him on Twitter at leegrady.

продвижение

Codzienne rozważania_19.10.10 Czy to nie jest ów cieśla?_02

James Ryle

Czy to nie jest ów Cieśla?” (Mk 6:3).

Dowiedzieliśmy się wczoraj, że „Każdy człowiek uczy się czegoś z wykonywanego zawodu” i postawiliśmy pytanie: czego Jezus mógł się nauczyć pracując w warsztacie stolarskim w Nazarecie?  Pierwsze nad czym się zastanawialiśmy było to, że mógł dowiedzieć się tego jak dużo może być ukryte w zwykłej rzeczy. Prosty kawałek drewna, którym ktoś zajmie się odpowiednio, może przemienić się w różne inne przedmioty, godne posiadania.

Być może, że drugą lekcją jakiej nauczył się Jezus jest to, jak wielkiego bólu potrzeba, aby zmienić jedną rzecz z tego, czym jest, w coś innego, czym ma być. Jeśli przemiana pnia drzewa w użyteczne sprzęty dla domu i sklepu wymaga dobrze obmyślonego wysiłku i cierpliwych umiejętności to o ileż więcej potrzeba, aby ukształtować życie człowieka i jego charakter.  Pomyśl o ognistych synach gromu, Janie i Jakubie. Ile długich godzin wymagało od Jezusa powolne zrobienie z nich pastorów, którzy nieśli przesłanie miłości pierwszemu kościołowi! A z Szymonem Piotrem, skałą, która miała być wielokrotnie ociosywana, zanim cokolwiek dobrego mogło pojawić się z rumowiska jego egoistycznej duszy.  Jakiego narzędzia potrzeba było, aby wątpiącego Tomasza zmienić w męża wiary i nadziei? Czego było trzeba do kształtowania materii egoistycznego Mateusza w wielkodusznego uzdrowiciela dusz? Czy melancholijnego Andrzeja w niepowstrzymanego ewangelistę?

Jakie boleści przechodzi teraz Pan z tobą, gdy z twojego kawałka drewna wyprowadza dzieło łaski, które oślepi ten świat?

Zatrzymaj się tutaj na chwilę przyjacielu: może jeszcze nie być wyraźnie widać, co Pan robi, lecz gdy już skończy, będziesz błogosławiony bardziej niż da się to wyrazić słowami!

Do jutra,… będzie zakończenie.

продвижение

Codzienne rozważania_18.10.10 Czy to nie jest ów Cieśla 01

James Ryle

Czy to nie jest ów cieśla?” (Mk 6:3).

Wiemy, że Jezus dorastał w Nazarecie i pracował wraz z Józefem w warsztacie stolarskim. Tak więc z zawodu był cieślą, lecz intryguje nas to, czego mógł się wtedy nauczyć. W pewnym miejscu pismo mówi, że; „choć był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to co wycierpiał” (Hbr. 5:8).

Widzisz tu jakąś tajemnicę?

Jak Ten, który jest Wszechwiedzący może się czegokolwiek uczyć? Tajemnica rozwiązuje się, gdy zdamy sobie sprawę z tego, że Jezus, gdy stał się człowiekiem, zrezygnował z wszelkich prawd do tych rzeczy, które czyniły z Niego Boga. Odłożył na bok wszechpotęgę, wszechobecność, wszechwiedzę i jako Człowiek nie był wszechmocny, wszechobecny i wszechwiedzący.

Był Cieślą.

G.H.Morrison napisał: „Każdy człowiek uczy się pewnych rzeczy z wykonywanego zawodu” (Highways of the Heart, pg.40). Tak więc Jezus nauczył się pewnych rzeczy pracując jako cieśla. Dla Niego, warsztat, w którym pracował, nie był wypełniony zwykłymi drewnianymi deskami i stosami trocin, lecz był pełen lekcji i przypowieści. Jakich rzeczy mógł się nauczyć w tym małym nazaretańskim warsztacie?

Oto trzy lekcje zasugerowane dawno temu przez Morrisona.

Po pierwsze: Jezus mógł nauczyć się tego, jak wiele może być ukryte w zwykłej rzeczy. Choćby w takim dniu, gdy do warsztatu przywieziono drzewa. Po rozładowaniu, zaczynał się proces oczyszczania z gałęzi, zdzierania kory i przycinania belek do różnych wielkości i długości.

Wkrótce, w zręcznych rękach Fachowca o utalentowanych dłoniach ten chropowaty kawał drewna, który kiedyś stał jako drzewo w lesie, zmienia się w pług, miskę, deskę, łóżko. Jeśli z łatwością można te rzeczy dostrzec w kawałku drewna, to co innego można zobaczyć rozglądając się choćby wokół siebie?

Morrison zauważa: „Jezus widział królestwo jako ziarno gorczyczne, widział obywatelstwo niebios w dziecku, widział, jak nikt nigdy wcześniej, jak wiele jest ukryte w ludzkim sercu oraz w życiu i postaciach zwykłych ludzi”.

Jak myślisz, co Jezus widzi w tobie?

Będziemy kontynuować te przemyślenia JUTRO.

topod