HAITI: BOUKMAN, ARISTIDE, VOODOO i KOŚCIÓŁ

HAITI: BOUKMAN, ARISTIDE, VOODOO i KOŚCIÓŁ

Elizabeth Kendal

W ciągu ostatniej dekady znacznie zwiększyło się wykorzystanie religijnego nacjonalizmu jako narzędzia politycznego. Religijny nacjonalizm ucieleśnia odrzucenie kolonializmu i współczesnego dążenia do globalnej kultury (global Westernisation). Obecnie dość powszechne jest wśród politycznych partii i polityków przejmowanie władzy czy wzmacnianie jej na bazie religijnego nacjonalizmu, który pomaga w zdobyciu popularności i przyciągnięciu na czas wyborów głosów religijnych większości. Tak było w przypadku nacjonalizmu Hindu w Indiach, nacjonalizmu buddystów w Sri Lance. Jest więc nieuniknione, aby tradycyjne afrykańskie religie, takie jak voodoo były promowane politycznie w ten sam sposób. W tym przypadku Haiti (Karaiby) jest krajem, któremu należy się przyglądać ze szczególną uwagą.

BOUKMAN ORAZ INNE PODOBNE HISTORIE

Dla zrozumienia obecnej sytuacji, jak w przypadku każdego nacjonalizmu, istotna jest znajomość historii. Haiti (czy Górzysta Ziemia, jak nazywana była przez pierwotnych mieszkańców, Indian Arawak), została odkryta przez K.Kolumba i nazwana Hispaniola (Mała Hiszpania) w 1492 roku. Hiszpanie skolonizowali wyspę i pod ich rządami Indianie zostali praktycznie unicestwieni. W 1697 roku zachodnia część wyspy została odstąpiona Francji i nazwana Saint-Domingue (Obecnie Republika Dominikany).

Haiti rozkwitło pod rządami Francji i stało się nieocenionym źródłem kakao, bawełny, cukru trzcinowego i kawy. Do 1780 roku Haiti było jednym z najbogatszych rejonów świata, lecz system plantacji został zbudowany przez ogromną liczbę niewolników sprowadzanych ze Zachodniej Afryki.

Obecna sytuacja jest wynikiem wielu czynników.

Po pierwsze: niewolnicy z Zachodniej Afryki przywieźli ze sobą religijne praktyki voodooo.

Po drugie: francuscy panowie traktowali tych niewolników z takim okrucieństwem, że wywołali nienawiść w i tak już oburzonym środowisku.

Po trzecie: w wyniku związków niewolników i ich właścicieli pojawiła się klasa Mulatów (jasnoskórych, wyrafinowanych, katolickich, mówiących po francusku Haitańczyków), którzy mieli przewagę nad ciemnoskórymi, mówiącymi po kreolsku i praktykującymi voodoo masami. 14 sierpniu 1791 roku czarni niewolnicy i lekarz o nazwisku Boukman przeprowadzili rytuał voodoo. Złożyli na ofiarę świnię i pili jej krew, aby zawrzeć pakt z diabłem. Zgodzili się wtedy na to, że będą służyć duchom wyspy przez 200 lat w zamian za uwolnienie spod panowania Francuzów. Bunt niewolników wybuchł 22 sierpnia 1791 roku i po 13 latach konfliktów niewolnicy zdobyli niezależność. 1 stycznia 1804 roku ogłoszono Haiti pierwszą światową niezależną czarną republiką. Żelazny pomnik świni stoi w Port-au-Prince na pamiątkę „Kontraktu Boukmana”. (Link 1)

Od niepodległości Haiti było nieustannie krajem politycznych walk i było niszczone przez ubóstwo.

PREZYDENT ARISTIDE, VOODOO I KOŚCIÓŁ

Obecny prezydent, Jean-Bertrand Aristide, to były katolik, który zdobył rozgłos w Kościele Katolickim oraz na Haiti pod koniec lat 90tych dzięki swej liberalnej teologii.  Aristide został wybrany na prezydenta w 1990 roku, zrzucony ze stanowiska w 1991 roku i ponownie wybrany na prezydenta w 2000 (wyniki były sporne). Przetrwał próby obalenia go w lipcu i grudniu 2001 roku. Październik 2002 roku odznaczył się niepokojami i antyrządowymi protestami, a następne wybory wyznaczone są na drugą połowę tego roku.

W świetle tych historycznych i politycznych faktów jest więc bardzo interesujące, że w kwietniu 2003 4oli prezydent Aristide uczynił z voodoo oficjalną religię na Haiti (Link2), ogłaszając: „voodoo jest istotą częścią narodowej tożsamości Haiti” (Link3).

Haiti uważane jest za kraj chrześcijański w 95% (w przeważającej części to katolicy), lecz zdaniem katolickiego misjonarza, Johna Hoet, Haitańczycy „są w 100% voodoo” (Link 4)

Przeważnie wzrastający ewangeliczny chrześcijański kościół na Haiti sprzeciwia się voodoo, aktywnie działając na rzecz wyciągnięcia ludzi z niego i pomaga im odnaleźć pojednanie z Bogiem, pokój i wzmocnieni przez Ducha Świętego (Link 5).

Chrześcijańska Misja Pomocy 'Mission Insider’ przekazała 14 sierpnia 2003 roku, że „O ile niektórzy czarownicy chcą odnowić 200 letnie oddanie Voodoo, chrześcijanie kierują wieloletni ruch modlitwy na „odebranie Haiti Szatanowi”, jak podaje witryna HAVIDEC. HAVIDEC (skrót od: Creole for Haiti Vision for the Third Century) jest skoncentrowanym wysiłkiem wszystkich głównych kościołów, denominacji i protestanckich organizacji na Haiti, aby doprowadzić do całkowitego uwolnienia Haiti z okazji obchodów 200 lecia niezależności kraju (1Stycznie 2004)”.

BIJE ALARM

Kilku analityków już podejrzewa, że oficjalne uznanie voodoo przez Aristide jest politycznym ruchem, mającym na cel podniesienie popularności przed wyborami.

Dziennikarka Los Angeles Times, Carol J. Williams, znalazła na to dowody, gdy przeprowadzała ostatnio wywiady z Haitańczykami (Link 3).

„Aristide jest jedynym prezydentem w naszej historii, który coś dla nas zrobił. – powiedziała jedna z osób praktykujących voodoo. – Zatrzymamy go na zawsze i wykonamy każdą ceremonię, cokolwiek będzie konieczne, aby utrzymać go przy władzy. Nie będziemy negocjować z żadnym krajem, bez względu na to jakie naciski będą na nas wywierać. Jeśli będzie trzeba będziemy jeść kamieni, ale tak długo jak to tylko możliwe utrzymamy go przy władzy”

Williams mówi: „Prawne usankcjonowanie voodoo wzmocniło obraz Aristide jako człowieka ludu i prawdopodobnie przyniosło poparcie pogłoskom rozpowszechnianym przez byłego katolickiego kapłana, mającym na celu wprowadzenie poprawek do konstytucji, które pozwolą na to, aby został po raz trzeci wybrany, co jest zabronione na gruncie aktualnych przepisów prawa. Nadając prawną legitymizację religii pochodzenia afrykańskiego, Aristide, obalany prezydent najbiedniejszego z krajów Zachodu, zasygnalizował swym ludziom, że powinni być dumni ze swego afrykańskiego dziedzictwa, nie poddawać się wywrotowi religijnych praktyk europejskich chrześcijan, którzy ich kiedyś uciskali”.

Zachodzi obawa, że promocja voodoo jako „ważnej części narodowej tożsamości” może oznaczać niebezpieczeństwo dla ewangelicznych chrześcijan. Williams cytuje jednego z Haitańczyków, który mówi: „Voodoo zrobiło dla Haiti wszystko. Dało nam niezależność, podczas gdy importowane religie trzymały nas za gardło”.

Christian Aid poinformowała (14 sierpnia), że: „Pewien duchowny z północnej części Haiti powiedział, że ostatnio zamordowano 5 pastorów. Oskarżył silne wpływy voodoo w tym obszarze. Nie ma żadnych szczegółów na ten temat”. Jest to sprawozdanie z bardzo zaufanego i wiarygodnego źródła i jest ono badane dalej.

– Elizabeth Kendal

–  – – – – – – – – – – – – – – – – – –  – – – – – – – – – – – – – – – – —  – – – – – – – – – – – – – – – – —  – – – – – – – – – – – – – – – – —  – – – – – – – – – – – – – – – – –

Links

1) New Beginnings 2004. Youth With A Mission

http://www.ywam-haiti.org/features/2004.asp

2) „Haiti makes voodoo official” BBC 30 April 2003

http://news.bbc.co.uk/2/hi/americas/2985627.stm

3) „Official recognition of voodoo in Haiti stirs enthusiasm, concern.” By Carol J. Williams, Los Angeles Times, 6 Aug 2003

http://www.boston.com/dailyglobe2/218/nation/Official_recognition_of_voodoo_in_Haiti_stirs_enthusiasm_concern+.shtml

4) „Voodoo’s spell over Haiti” By Nick Caistor In Port-au-Prince, Haiti 4 Aug 2003

http://news.bbc.co.uk/2/hi/americas/3122303.stm

5) „Voodoo pilgrimages draw thousands” 26 July 2003 By Michael Norton, from Plaine du Nord, Haiti (AP)

http://www.centredaily.com/mld/centredaily/news/6392819.htm

бесплатно продвижение сайта в интернете

Codzienne rozważania_21.01.10 Zawody z rumakami

Logo_Ryle

James Ryle

Jakże pójdziesz w zawody z rumakami?” (Jer. 12:5).

Młody mężczyzna, Jeremiasz, spotykał się ze stale rosnącym sprzeciwem i niecierpliwością, i narzekał Panu na niesprawiedliwość życiową: złym dobrze się powodzi, sprawiedliwi cierpią, a wydaje się, że Bóg siedzi w milczeniu. „Panie, mam z tym problem, dlaczego złemu dobrze się powodzi, a niewierni odnoszą sukcesy?”

Czy chciałeś kiedykolwiek powiedzieć Bogu coś w tym rodzaju? Zanim to zrobisz, powinieneś posłuchać jak Pan odpowiedział na narzekania Jeremiasza>

„Jeremiaszu, – powiedział Pan. – jeśli zmęczyłeś się ścigając się z ludźmi, jak możesz iść w zawody z rumakami? Jeśli narzekasz w spokojnych miejscach, to cóż poczniesz w zaroślach Jordanu?”

Bóg idzie dalej mówiąc w zagadkach. Co to ma znaczyć? Mówi Jeremiaszowi, że ciężkie czasy są dopiero przed nim, a te aktualne trudności to tylko przygotowanie dla niego na wspinaczkę po urwisku. To samo pytanie, które Bóg zadał młodemu prorokowi, musimy zadać sobie sami wobec coraz bardziej mrocznego świata.

Nawet jeśli wydaje się, że złym idzie teraz bardzo dobrze, w tym dniu, gdy ich świat wokół nich się zawali, czy ty będziesz miał to, co potrzeba, aby wytrwać?

Jeśli nie możemy znieść niewygód drobnych rzeczy to jak wyjdziemy naprzeciw większym wyzwaniom? Jeśli potykamy się o to, co obecnie jest przed nami, to jak pójdziemy do przodu wobec tego, co jest jeszcze poza nami?

Bądź pewny tego, że Pan chce, abyśmy szli równym krokiem ku większym poziomom możliwości i odpowiedzialność, lecz wspinaczka jest koniecznym wyzwaniem, które da się wykonać wyłącznie dzięki niezachwiane wierze. Oliver Wendell Holmes, Sr. powiedział kiedyś: „Wiara jest największą pasją w ludzkiej istoty. W każdym pokoleniu niewielu zachodzi tak daleko, lecz nikt nie zachodzi dalej”.

Nikt, jak tylko ci, którzy idą w zawody z rumakami.

сайта

Codzienne rozważania_20.01.10 Zbawiciel, który się nie spieszy

Logo_Ryle

James Ryle

„A to, które padło na dobrą ziemię, oznacza tych, którzy szczerym i dobrym sercem usłyszawszy słowo, zachowują je i w wytrwałości wydają owoc” Łk. 8:15.

W życiu powinniśmy się nauczyć jednej ważnej lekcji, mianowicie tego, że to, co dobre wymaga dużo czasu. Rzeczy bezwartościowe zdarzają się szybko. Wiele lat temu, jako młody i gorliwy kaznodzieja usłyszałem jak stary mędrzec Boży powiedział: „Gdy Bóg chce, aby powstał kabaczek, potrzeba na to sześciu miesięcy, gdy chce, aby wyrósł dąb potrzeba 20 lat. Czym chcesz być?”

Żyję już na tyle długo, że na własnej skórze poznałem prawdę tych słów. Widziałem jak młodzi parweniusze przychodzili i odchodzili w tempie ogni sztucznych w Dzień Wolności. Wielki huk, mnóstwo rozprysków, liczne „och” i „ach”, potem już nic więcej. Znowu to samo ciemne niebo, które widzieliśmy wcześniej. Byli też i inni: te jasno rozświetlone dusze, przeważnie niezauważane przez większość ludzi tylko dlatego, że zawsze tu są podobni do słońca w dzień czy księżyca i gwiazd w nocy. Po prostu są tutaj, wykonując to, co Bóg im zlecił: świecąc.

Wolę stałość nad pośpiechem, wolę również świecić niż błysnąć. Bóg dał mi łaskę przynoszenia owocu w cierpliwości. Sprawdź, że jestem długodystansowcem.

Pamiętasz taką pieśń dziecięcą: „On ciągle pracuje nade mną, abym był taki, jak mam być. Zajęło Mu tydzień, aby stworzyć Słońce i gwiazdy; Wenus, Merkury, Neptun i Mar. Jakże pełen miłości i cierpliwości musi ON być! Bo ciągle nade mną pracuje!”

Jezus jest Zbawicielem, który się nie spieszy. ON pracuje nad naprawdę wielkim arcydziełem, które będzie pokazane w chwale, a tym arcydziełem jesteś TY. Z twojej strony potrzeba duszy, która się nie spieszy; zachowuj szczere i dobre serce, w którym będziesz mógł słyszeć Jego słowo i trzymać jak skarb, po czym cierpliwie przynoś owoc przez całe swoje życie.

продвижение

Zasada poddania

Chip Brogden

05 stycznia 2010

W codziennym życiu natrafiamy stale na takie sytuacje z którymi nie możemy sobie poradzić przy pomocy naszej własnej siły czy mądrości. Potrzebujemy wzmocnienia i mądrości, które pochodzą z Góry, spoza nas, które przychodzą z Innej naszej strony, a jednak podnoszą się wewnątrz nas.

Jeśli faktycznie jesteś narodzony na nowo, przeżyłeś to co najmniej raz w życiu, co najemnej w jednej dziedzinie życia. Co najmniej raz przyznałeś, że nie możesz zbawić siebie, więc poddałeś się Chrystusowi i zaufałeś Jemu, że zrobi w tobie i przez ciebie to, czego ty nie możesz sam z siebie zrobić. Takie poddanie było w istocie „wzięciem Krzyża” jeśli chodzi o zbawienie siebie. Umarłem dla sprawy zbawiania samego siebie, nie mogę siebie zbawić; a ponieważ nie mogę, nie będę próbował. Będę ufał wyłącznie Życiu Pana, że wykona to, o czym ja dowiedziałem się (wreszcie!), że nie jestem w stanie zrobić. To oznacza „uchwycić Krzyż” w dziedzinie zbawienia. Widzimy to wtedy, gdy śmierć dla Siebie jest całkowita i zupełna, to jest wtedy, gdy przestajemy starać się zbawić siebie i rzucamy się w ramiona łaski Bożej, a wtedy Bóg wzbudza nas z martwych. To, co było wcześniej niemożliwe, teraz jest osiągane przez Boga. Jesteśmy wdzięcznymi odbiorcami Jego łaski, a On przyjmuje wszelką chwałę i cześć, ponieważ my nie zrobiliśmy z naszej strony niczego, a On zrobił wszystko. To jest zasada Krzyża.

Nie ma żadnego znaczenia jaka to sytuacja, Krzyż wystarcza. Jeśli Krzyż jest mocą Bożą ku zbawieniu to Krzyż jest również mocą Bożą ku twoim relacjom, twojemu duchowemu wzrostowi i rozwojowi, celowi twego życia, twojej zachęcie, wzmocnieniu, zwycięstwu nad wszystkim, co utrudnia i hamuje i co staje przeciwko tobie. Pewnego razu w życiu dowiedziałeś się tego, że nie możesz zbawić samego siebie; to było dzieło Krzyża. Teraz, przyjmij dzieło Krzyża i naucz się tego, że jak nie mogłeś zbawić siebie samego, tak też nie możesz kochać Boga, kochać bliźniego, przebaczać tym, którzy zgrzeszyli przeciwko tobie, wypędzać demonów i być odważnym świadkiem Chrystusa czy wypełnić swego przeznaczenia swymi własnymi siłami. Podobnie jak już raz złożyłeś zaufanie w Chrystusie, że cię zbawi, tak teraz musisz zaufać Chrystusowi, że będzie żył przez ciebie każdego dnia. Podobnie jak polegasz na Chrystusie co do zbawienia, tak też musisz stale polegać na Chrystusie co do wszystkiego innego.

Jak przyjęliście Jezusa Chrystusa Pana,… ” – to jest Brama. „Tak w Nim chodźcie” – to jest Droga. Jeśli możesz przyznać się do porażki, jeśli możesz poddać siebie Bogu w dziedzinie „zbawienia” to możesz (i powinieneś) zrobić dokładnie to samo w każdej innej dziedzinie twojego życia. Chodź w Nim tak, jak Go przyjąłeś: przez bezwarunkowe poddanie się Jego Woli, Jego Celowi, Jego Mocy, Jego Panowaniu. Uchwyć się Krzyża! Im wcześniej tym lepiej!

Gdy przestajemy robić to, z czym nie możemy sobie poradzić, On zaczyna to robić. Jest to owoc wydawany przez zrodzonych na nowo. Nasze uczynki zupełnie nie są uczynkami religijnym, są to po prostu uczynki Tego, Który żyje teraz w nas. Gdy przestaniemy się zmagać i poddamy się ukrzyżowaniu, wtedy On wkracza z mocą i chwała, aby wzbudzić nas z martwych. Właśnie to oznacza być chrześcijaninem i uczniem Jezusa.

Przyszedł do mnie kiedyś pewien brat, który bardzo cierpiał z powodu pewnego złego nawyku. Próbował wszystkich możliwych znanych sposobów, aby przełamać go. Sprawdził wszystko. W pierwszej kolejności próbował wszystkich „chrześcijańskich” leków: modlitwy, postu, związywania i uwalniania, egzorcyzmu i pozytywnego wyznawania. Przysięgał Bogu i straszył samego siebie okropnymi konsekwencjami, które miały nastąpić, jeśli złamie przysięgi, lecz je łamał. Kiedy te wszystkie próby zajęcia się problemem duchowo zawiodły, próbował środków psychologicznych: wizualizacji, poradnictwa, psychoterapii, kursów samopomocy, leków naturalnych, przepisywanych przez lekarzy i bywał na wykładach motywacyjnych mówców. Nosił nawet gumową opaskę na nadgarstku, aby strzelać sobie w skórę za każdym razem, gdy jego myśli zaczynały wędrować w bok. W ten sposób (tak mu mówiono) ból będzie przerywał schemat myślowy i zostanie „trzaśnięty” z powrotem do rzeczywistości. Oczywiście ta opaska nie była skuteczna, a tak naprawdę zupełnie nic nie działało. Właśnie w takim stanie przyszedł do mnie.

„Próbowałem już wszystkiego, nie jestem w stanie złamać tego nawyku! Co jeszcze mogę zrobić? ” – zapytał.

„Pozwól, że powtórzę to, co właśnie usłyszałem. -odpowiedziałem. -Powiedziałeś, że nie możesz przełamać tego nawyku”.

Kiwnął głową.

„Po czym zapytałeś: 'Co jeszcze mogę zrobić?”

Znowu kiwną głową.

„Posłuchaj tego, co mówisz. Powiedziałeś: 'Nic nie mogę…. co jeszcze mogę zrobić?”

Nadal nie rozumiał, więc próbowałem wyjaśnić.

„Mówisz tak: „nie mogę, nie mogę, nie mogę,..” i równocześnie na tym samym oddechu pytasz „Co jeszcze mogę zrobić?” Odpowiedź jest prosta: nic. Nie więcej nie możesz zrobić. Zrobiłeś już wszystko. Jeśli więc naprawdę wierzysz, że nie możesz nic zrobić to przestań wreszcie próbować coś zrobić. Za każdym razem, gdy próbujesz, wyrażasz w ten sposób przekonanie, że ciągle coś możesz zrobić. Najwyraźniej nie możesz”.

Pomyślał nad tym i powiedział: „Tak, lecz jeśli przestanę próbować to na pewno ta słabość pokona mnie całkowicie”. Odpowiedziałem: „Już jesteś pokonany. Teraz musisz przyznać się do porażki, abyś mógł zwyciężyć. Co chcesz pokazać tym cały staraniem? Nic, tylko same zniechęcające porażki. Czy widzisz to, że jeśli nie możesz, to całe twoje zmaganie jest bezcelowe? Jeśli nie jestem w stanie podnieść 1500 kg to w ogóle nie powinienem próbować. A ten nawyk to 15.000 kilogramów. Możesz je podnieść? Ciągle uważasz, że możesz? Zatem Bóg pozwoli ci na kolejne próby podnoszenia i będzie czekał aż przestaniesz próbować. Wcześniej czy później musisz nauczyć się tego, aby nie walczyć z tym, czemu nie możesz dać rady. Celem tych licznych upadków jest nauczenie cię jednego: nie możesz. Jeśli nauczysz się tej lekcji, wtedy warto było upaść tysiąc razy. Jeśli rzeczywiście nauczyłeś się tego tym razem to idź do Boga i powiedz Mu, że rezygnujesz. Powiedz Mu, że próbowałeś zrobić to po swojemu, lecz jesteś bezsilny. Idź do Krzyża, niech umrze w tobie wszystko, co się wiąże z tą sprawą i patrz, co Bóg z nią robi”. Myślał nad tym i nie bardzo chciał się zgodzić ze mną, lecz jego własne doświadczenie dowodziło, że im bardziej próbował, tym częściej upadał. Wtedy coś się stało. W końcu zobaczył: nie ma żadnego pożytku z podejmowania prób wykonania czegoś, czego zrobić nie mógł.

„Nie mogę, – powiedział. – więc nie będę!” Zajaśniała mu nowa nadzieja, zobaczył, że „Co niemożliwe dla człowieka, możliwe jest dla Boga” (Łk. 18;27). Lecz teraz zrozumiał: aby Bóg mógł zrobić to, czego nie może człowiek, najpierw ten człowiek musi to sobie uświadomić! Po raz pierwszy zobaczył, że Bóg może zrobić więcej dla niego w ciągu pięciu sekund jego „poddania” niż on sam mógłby zrobić dla siebie przez całe życie „próbowania”.

Pomodliliśmy się więc wspólnie jakoś tak: „Panie, dziś jestem skończony. Rezygnuję. Próbowałem wszystkiego i nic nie było skuteczne. Jest to dla mnie niemożliwe, lecz nie dla Ciebie. Z Tobą wszystko jest możliwe! Tak więc, powierzam Tobie, abyś zrobił to, czego ja nie mogę. Jeśli Ty to zrobisz, ja zwyciężę; jeśli Ty tego nie zrobisz, będę pokonany na wieki. Po prostu tak jak ufam Ci co do zbawienia, tak ufam Ci co do pokonania tego nawyku. Ja nie mogę, lecz Ty możesz”.

Nie zdając sobie z tego sprawy ten brat uchwycił się Krzyża. „Umarł” dla wszystkich swoich starań, a Bóg „wzbudził go z martwych” przez wspaniałe uwolnienie.

Uchwycenie się Krzyża nie jest jednorazowym aktem, lecz jest to codzienna postawa, przez którą mówisz, że znasz swoją niewystarczalność i wiesz, że Chrystus wystarcza. Jezus mówi nam, abyśmy braku Krzyż „każdego dnia” (Łk. 9:23), a Paweł pisze; „tak ja umieram każdego dnia” (1Kor. 15:31). Ponieważ każdego dnia spotykamy się z pokuszeniami, próbami i sprawdzianami, musimy codziennie potwierdzać kim jesteśmy w Chrystusie: ukrzyżowana, martwa, pogrzebana, wskrzeszona z martwych, zabrana w górę i posadzona Winorośl ukrzyżowanego, zmarłego, pogrzebanego, wskrzeszonego z martwych, zabranego w górę i zasiadającego (na wysokości) Krzewu Winnego. Jako uczniowie bierzemy codzienne Krzyż, co oznacza, że zawsze jesteśmy w stanie poddania się i uległości Panu Jezusowi, nieustannie wyrzekając się własnych dróg na rzecz Jego Drogi. To poddawanie się z chwili na chwilę Jemu zostało podsumowane w powiedzeniu: „Nie ja, lecz Chrystus” (Gal. 2:20 in.)

сайта

Codzienne rozważania_18.01.10 Przed użyciem wstrząsnąć

Logo_Ryle

James Ryle

Bóg doświadczył nas dokładnie, aby upewnić się, że jesteśmy odpowiednio wyposażeni, aby nam powierzyć Przesłanie” (1Tes. 2:r, The Message).

Ktoś powiedział kiedyś: „Bóg nie powołuje wyposażonych, On wyposaża powołanych”. Proces uzdalniania może prowadzić do rozpaczy, ponieważ zasadniczo pociąga za sobą uśmiercenie osobistych pragnień, nieczystych motywacji, ukrytych planów, zwodniczych praktyk, pustych ambicji i, ooo, zobaczmy to,.. chciwości, pożądliwości i gniewu. Oraz wielu innych rzeczy. Czy wspomniałem o pojękiwaniu?

Większość ludzi chce, aby Bóg ich używał w jakiś sposób, lecz niewielu docenia to, że Jego mottem każdej służby jest „przed użyciem wstrząsnąć”.

Możesz teraz myśleć: „Dzięki Bogu nie jestem duchownym/usługującym!”, lecz zatrzymaj się tutaj, młodzieńcze. Istota sprawy jest niezaprzeczalnie pewna: każdy człowiek jest duchownym/ usługującym. Rzeczywiście, każdy członek mistycznego „Ciała Chrystusa” jest powołany do jakiejś formy służby.

Paweł wyjaśnia w Liście do Efezjan: „aby wyposażyć świętych do dzieła posługiwania” (4:12), co znaczy, że jesteś tu zaliczony. Choć może nie jesteś kaznodzieją czy kapłanem, niemniej jesteś usługującym; agentem życia w umierającym świecie, królewskim ambasadorem Chrystusa.

Pomyśl o tym tak: każdy usługuje; każdy usługujący ma służbę; każda służba ma misję; i każda misja jest ważna! Innymi słowy: Bóg ma dla ciebie specyficzną służbę i dlatego istotne jest to czy zareagujesz, czy nie. Jest to ważne nie tylko dla ciebie, lecz również dla wszystkich innych.

Właśnie dlatego Pan nie żałuje środków na pracę nad nami i niszczy nas przy pomocy potrząsania tutaj i wstrząsania tam. On chce, aby każdy z nas był w pełni przygotowany, aby każdy z nas mógł wypełnić powierzone nam Przesłanie; wszędzie dokądkolwiek pójdziemy, wszyscy, codziennie.

Wtedy będzie się mówić o nas, jak mówiło się o tych pierwszych wierzących: „A uczniowie szli wszędzie głosząc, a Pan pracował z nimi, potwierdzając Przesłanie bezdyskusyjnymi dowodami” (Mk. 16:20, The Message).

продвижение сайтов

Codzienne rozważania_17.01.10 Słyszałeś Boga ostatnio?

Logo_Ryle

James Ryle

Przyjaciel Joba powiedział mu: „Wszak Bóg przemawia w taki sposób czy inny, lecz człowiek może tego nie przyjąć” (Job 33:14, wg: NIV)

Ten wers fascynuje mnie i zachęca, ponieważ pokazuje jak gorliwie Bóg mówi do tych spośród nas, którzy nie są chętni do słuchania tego, co mówi. Na szczęście to Go nie powstrzymuje.

Tak naprawdę to On mówi w taki czy inny sposób, w każdy konieczny sposób, aby dotrzeć do głuchych i obojętnych serc. Bóg znam mnie i zna mój język, wie również jak obejść wszelkie bariery, które ustawiłem przed Jego postawą miłości, jakimże głupcem jestem.

Bóg mówi „w taki czy inny sposób„. Jak cudowna jest Boża różnorodność. Jego słownik jest ogromny, a zrozumienie niezbadane, miłość niezawodna a stanowczość w dotarciu do serca Słowem uporczywa. On mówi w taki sposób, który uważa za właściwy, aby uratować moje życie.

W kościele, poza kościołem, nie ma znaczenia. Bóg mówi przez Biblię, przez naturę, przez okoliczności, przez innych ludzi, przez sny i wizje, a czasami przy pomocy nadnaturalnych środków.

Charles Spurgeon napisał:

„W naturze mamy studium obwieszone wokół tekstami do przemyśleń. Zaczynając od cedru przez hizop, od szybującego orła do cykającego świerszcza, od błękitnej przestrzeni nieba do kropli rosy, wszystko jest pełne nauczania i gdy oko zostanie w boski sposób otwarte to nauczanie rozbłyskuje w umyśle znacznie bardziej żywo niż ze spisanych ksiąg. Nasze małe pokoje nie są ani zdrowe, ani tak sugestywne, ani tak przyjemnie, ani tak inspirujące jak pola. Niech nic nie będzie dla nas powszechne czy nieczyste, niech wszelkie stworzenie kieruje nas ku ich Twórcy, a pola zostaną kiedyś uświęcone”.

Zwróć uwagę na to, że ten wers dodaje zwrot pełen nadziei: „choć człowiek może tego nie dostrzec”. Nie mówi się tutaj, że człowiek nie może Go dostrzec, lecz raczej, że może nie dostrzec. Z drugiej strony znaczy to również, że może dostrzec to, co Bóg mówi i robi, i jest w tym nadzieja dla każdego z nas. Mogę dziś usłyszeć Boży głos!

A co z tobą? Słyszałeś Boga ostatnio?

topodin.com

Codzienne rozważania_16.01.10 Wstań i wyrusz

Logo_Ryle

Dosł.: Head ‘Em Up and Move ‘Em Out! (pieśń z dawnych westernów – przyp.tłum.)

James Ryle

Lecz on rzekł do nich: Nie zatrzymujcie mnie, skoro Pan poszczęścił drodze mojej. Puśćcie mnie, abym poszedł do pana mego” (Rdz. 24:56)

Sługa Abrahama z powodzeniem zakończył misję wyszukania żony dla Izaaka, pięknej Rebeki. Chcąc szybko wrócić do Abrahama, spotkał się pewnym oporem rodziny Rebeki, która chciała ją zatrzymać jeszcze na krótko, i stąd te słowa: „Lecz on rzekł do nich: Nie zatrzymujcie mnie, skoro Pan poszczęścił drodze mojej. Puśćcie mnie, abym poszedł do pana mego”

Przychodzi taki czas, że trzeba iść do przodu; kiedy należy iść do swego pana. Być może nadszedł teraz dla ciebie taki czas i jest takie miejsce. Czas, aby wyruszyć z miejsca, bo w przeciwnym wypadku jasny poranek zblaknie i zmieni się w chłodne popołudnia, a chłodne popołudnie w długą ciemna noc. Teraz jest czas na decydujące działanie, teraz jest czas na to, abyś zrobił ruch w stronę wznioślejszego zadania Bożego.

Znakiem takiego ruchu jest zwrot: „skoro Pan poszczęścił drodze mojej”. Te słowa oznaczają: „naciskać dalej”. Czasami Pan sprawia, że opuszczenie jakiegoś miejsca, do którego nie należysz, staje się oczywiste.

Serce sługi mówi: „Jakże mam guzdrać się w tych chwilowych rozkoszach i sentymentach, gdy Pan popycha mnie ku większemu przeznaczeniu?” Wtedy sługa, służebnica opasuje się stanowczością: nie będę tu przeciągał dłużej; żadnego ociągania rutynowymi sprawami; ani chwili zwłoki w czasie powodzenia.

„Postanowiłem nie zwlekać ani chwili, oczarowany światowymi rozkoszami. To, co wyższe, co bardziej szlachetne, to kusi mój wzrok!” (Palmer Hartsough, 1896)

Czy Pan popycha cię do przodu?продвижение