Wzrost „chrześcijaństwa przegranych”


Kto zyskuje na przekonywaniu chrześcijan do „przegrywania dyskusji”?
Raymond Ibrahim
5 sierpnia 2026 r.

Podczas Mistrzostw Świata FIFA 2026 – światowego święta rywalizacji, doskonałości i woli zwycięstwa – milionom widzów powiedziano, że prawdziwie chrześcijańską postawą jest… przegrana. Celowa.

Takie było przesłanie kolejnej reklamy He Gets Us, której dosłowny tytuł brzmiał Lose (Przegrać) .

Jego głównym przesłaniem jest to, że są rzeczy ważniejsze niż zwycięstwo. To oczywiście prawda, ale widzów zachęcano również do takich działań, jak „celowe przegranie kłótni”.

Tego typu przekaz jest oczywiście zgodny z motywem poprzednich reklam He Gets Us .

Podczas Super Bowl w 2024 roku He Gets Us wyemitowało kolejną reklamę zatytułowaną „ Foot Washing ”. Składała się ona z kilku następujących po sobie obrazów ludzi myjących stopy innym osobom.

Ponownie, obraz wydawał się nieszkodliwy – dopóki schemat nie stał się jednoznaczny. Wiele z tych osób myjących stopy zdawało się pasować do typowego „amerykańskiego” profilu, podczas gdy większość tych, którym myto stopy, nie. Wśród obrazów znalazły się: biała kobieta myjąca stopy nielegalnemu – i wyglądającemu na dość poirytowanego – latynoskiemu imigrantowi; biała kobieta myjąca stopy muzułmance w hidżabie; biały mężczyzna myjący stopy Indianinowi amerykańskiemu; oraz biały duchowny chrześcijański myjący stopy czarnoskóremu mężczyźnie/kobiecie „trans”.

Na samym końcu pojawia się rzekomo „głęboka” myśl reklamy: „ Jezus nie nauczał nienawiści. On obmywał stopy ”.

I tak też uczynił. Nauczał jednak również wielu innych rzeczy – w tym, że ludzie muszą pokutować za swoje grzechy, inaczej trafią do ognia Gehenny – a nawet dopuszczał się przemocy, przewracając stoły i wypędzając wymieniających pieniądze ze świątyni.

Dlaczego jednak chrześcijanom zawsze i wyłącznie przypomina się o umywanie stóp i nadstawianiu policzka?

Czy może to wynikać z faktu, że osoby publikujące tego typu przekazy tak naprawdę nie lubią chrześcijan i starają się ich sparaliżować oraz ograniczyć ich wpływ na społeczeństwo?

W każdym razie, od nakłaniania chrześcijan do mycia stóp, chrześcijanie są teraz nakłaniani do celowego przegrywania.

Niewątpliwie chrześcijaństwo nakazuje chrześcijanom tracić – tracić swoją dumę, chciwość, pożądania, a nawet swoje życie (Mt 16,25).

Jednak Pismo Święte nigdy nie nakazuje chrześcijanom tracić — czyli celowo wyzbywać się — prawdy .

Wręcz przeciwnie, Jezus wielokrotnie rzucał wyzwanie faryzeuszom, saduceuszom i uczonym w Piśmie – a nawet samemu Szatanowi – i wygrywał z nimi spory. Nigdy Chrystus celowo nie przegrał sporu, by uchodzić za „łaskawego”.Podobnie chrześcijanie są napominani, aby „walczyli gorliwie o wiarę” (Jud 3); aby „byli zawsze gotowi do obrony” (1 P 3,15); aby wyznaczali przywódców zdolnych zarówno do nauczania zdrowej nauki, jak i „odpierania zarzutów tych, którzy się jej sprzeciwiają” (Tt 1,9). Paweł posuwa się nawet do stwierdzenia: „Obalamy argumenty i wszelką pychę podnoszącą się przeciwko poznaniu Boga” (2 Kor 10,5).

Zauważ różnicę. Chrześcijanom nakazano poświęcić siebie . Nie nakazano im poświęcać prawdy – wręcz przeciwnie, nakazano im jej bronić, aż do śmierci.

Dlatego właśnie w reklamie He Gets Us dosłowne wezwanie do chrześcijan, aby „celowo przegrali dyskusję”, jest tak niechrześcijańskie .

Chrześcijaństwo podbiło Cesarstwo Rzymskie nie dlatego, że apostołowie celowo przegrywali w sporach, ale dlatego, że przekonywali innych prawdą – nawet gdy ich to kosztowało śmierć. Wcześni Ojcowie Kościoła nie ustępowali pogańskim filozofom; śmiało i bez skrupułów odpowiadali im. Atanazy spędził większość życia na wygnaniu właśnie dlatego, że nie chciał „przegrać sporu”.

Ironia sytuacji pogłębia się, gdy weźmiemy pod uwagę, komu przekazano to ostatnie przesłanie „przegranych”: Mistrzostwom Świata, wielkiemu wydarzeniu sportowemu, którego nie sposób sobie wyobrazić bez chrześcijaństwa.

Być może słyszeliście, jak używam określenia „muskularne chrześcijaństwo”. Mam na myśli silną, męską, asertywną formę chrześcijaństwa, powszechnie praktykowaną przed erą nowożytną i pojawieniem się jej antytezy, którą nazywam „chrześcijaństwem wycieraczkowym”. Chodzi o ideę, że chrześcijaństwo zaczyna się i kończy na byciu miłym i pozwalaniu każdemu wchodzić sobie na głowę.

Tak się składa, że ​​w XIX wieku istniał wcześniejszy ruch, znany również jako „Muskularne Chrześcijaństwo”. Powstał on w Wielkiej Brytanii właśnie jako reakcja na rosnącą tendencję do utożsamiania chrześcijaństwa z biernością i fizyczną słabością. Jego czołowi orędownicy, Charles Kingsley i Thomas Hughes, twierdzili, że Bóg pragnie, aby chrześcijanie pielęgnowali odwagę, dyscyplinę, siłę i doskonałość. Ciało, pisał Hughes, miało być trenowane „dla ochrony słabych” i „postępu wszystkich słusznych spraw”.

Ruch ten wywarł ogromny wpływ na współczesny sport, co nie powinno dziwić, gdyż Paweł wielokrotnie porównuje życie chrześcijańskie do zawodów sportowych, wzywając wierzących, aby „tak biegli, abyście zdobyli nagrodę” (1 Kor. 9:24).

YMCA przyjęła trening fizyczny jako element formacji chrześcijańskiej. Koszykówka została wymyślona w YMCA jako gra mająca na celu kształtowanie chrześcijańskiego charakteru. Theodore Roosevelt stał się jednym z najbardziej wpływowych orędowników muskularnego chrześcijaństwa, podkreślając, że ciężka rywalizacja rodzi odwagę i siłę moralną. Nawet ideały edukacyjne, które zainspirowały współczesny ruch olimpijski, były głęboko zakorzenione w tej tradycji.

Innymi słowy, znaczna część współczesnego zorganizowanego sportu została ukształtowana przez chrześcijan, którzy wierzyli, że zacięta rywalizacja – prowadzona w sposób honorowy – pomaga ukształtować cnotliwych ludzi.

A teraz, już na tym etapie sportowego rozwoju, chrześcijanom wmawia się, że prawdziwie chrześcijańską rzeczą jest… „Przegrać. Celowo”.

Każda cywilizacja celebrowała cnoty, które pozwalają jej rozkwitnąć. ​​Rzym chwalił hart ducha. Sparta podziwiała odwagę. Islam od dawna celebruje dżihad. Średniowieczne chrześcijaństwo czciło świętych, ale czciło również obrońców , ludzi takich jak Cyd, Gotfryd z Bouillon, Ryszard Lwie Serce, Skanderbeg i niezliczoną rzeszę innych, którzy rozumieli, że dobroczynność i odwaga, pobożność i męstwo nie są przeciwieństwami.

Tylko współczesne, zachodnie chrześcijaństwo wydaje się być zafascynowane celebrowaniem jednej cnoty, wykluczając wszystkie inne – poddania się – tej właśnie „cnoty”, która służy jedynie wzmocnieniu sił antychrześcijańskich.

Nawiasem mówiąc, czyż nie jest to ciekawe, jak daremnie szuka się kampanii nawołujących islamistów do obmywania chrześcijanom stóp, zamiast ich mordowania? Lewicowi rewolucjoniści nigdy też nie są namawiani do „celowego tracenia”, zamiast przejmowania każdej instytucji, jaką mogą.

Ciekawe, że takie napomnienia są zarezerwowane wyłącznie dla tych, którzy już tolerują więcej niż wszyscy inni – chrześcijan. Najwyraźniej to im trzeba ciągle przypominać – to znaczy wpędzać ich w poczucie winy, by uwierzyli – że muszą więcej oddawać , więcej wybaczać, więcej ustępować i mniej wymagać od innych.

Cel wszystkich tych wiadomości powinien być już oczywisty.

Chrześcijaństwo, którego nauczanie zakłada mylenie łagodności ze słabością, służy jedynie tym, którzy sprzeciwiają się chrześcijaństwu, a nawet nim gardzą.

Chrystus nigdy nie nakazywał swoim naśladowcom, by stali się wycieraczkami. Nakazywał im, by stali się świętymi. Święci obmywają stopy – ale także stawiają czoła królom; przebaczają wrogom – ale także demaskują fałsz; rezygnują z bogactwa, wygody, reputacji – a nawet z samego życia – ale nigdy nie rezygnują z prawdy.

Historyczne chrześcijaństwo nie zmieniło świata poprzez naukę, jak przegrywać, lecz poprzez naukę, jak zwyciężać siebie – a potem świat – za pomocą prawdy.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *