Stan 26/30.11.2020

26 listopada
Stale powtarzam, że zbawienie (sozo, pełnia) to nie zdarzenie, lecz podróż przez doświadczenia. Niemniej, dla osoby, która nic nie wie o aktualnej podróży osobistych doświadczeń może czasami wydawać się zdarzeniem. Obserwator często zakłada, że przebudzona świadomość jest związana z wielką dyscypliną i powodzeniem, podczas gdy w rzeczywistości zawsze jest dokładnie przeciwnie.

Pierwsza część mnie „przeznaczona do zbawienia” to ta, którą moje ego może zaprezentować nie ryzykując obszernego ujawnienia ukrytego-ja. Jest to owo fałszywe ja, które zazwyczaj pierwsze wychodzi do przodu po nawrócenie, ponieważ pragnie grupowej akceptacji bardziej niż Bożej świadomości. Kiedy już moja grupa mówi mi, kim jest Bóg i jakie jest moja „pozycja” z Bogiem, to nie potrzebuję rzeczywiście Boga. Moja grupa jest moim bogiem, pomimo że nigdy nikt tego głośno nie powie. Po prostu potrzebuję Boga do „głównych” zmagań, aby podeprzeć swój ewangelikalny fundamentalizm i aby przygotować swoją posesję na szczycie wzgórza.

Podobnie jak w przypadku Jakuba pierwszym krokiem ego do ewentualnego Bożego przebudzenia zawsze jest udawanie na zewnątrz kogoś innego, po to, aby otrzymać błogosławieństwo i akceptację Ojca. Niestety, niedojrzała religia z przyjemnością pomoże ci się przebrać do tego zdarzenia.

Niemniej! Nie jest to śmiertelna porażka. Bez tego pierwszego kroku rozczarowanego „oszusta”, nikt z nas nie podjąłby następnego kroku w tej podróży. „Wszystko współdziała ku dobremu…” i wszystko pasuje.

27 listopada
Szukając szczęścia w większości tworzymy bałwana, który wymaga ogromnej ilości obsługi i ochrony. Odkryłem, że bałwany są odpowiedzią ego na strach. Zawsze, gdy się boję, tworzę bałwana o przeciwnym charakterze. Innymi słowy, jeśli boję się odrzucenia, buduję bałwana akceptacji. Jeśli boję się niepowodzenia, tworzę bałwana sukcesu.

To dlatego strach przed piekłem z taką łatwością robi z Jezusa, krzyża i nieba bałwany.

Ci, którzy próbują grać kartą władzy/kontroli, to generalnie ci, którzy mają najwięcej do obrony i bardzo próbują ukryć wewnętrzną słabość. Tak więc, zewnętrzna władza i kontrola są ich bałwanem z wyboru. Jest to oczywiste na wszystkich życiowych drogach od bandziorów do kleru.

Bałwany pomagają nam symulować ochronę siebie przed sprzecznością i paradoksem. Ego zawsze chce wybierać jakąś stronę, więc mam coś, z czym się zgadzam i bronię. W takim przypadku poważnym problemem jest to, że próbuję również ukryć ‘drugą stronę” wszystkiego, co obejmuje również mnie, choć wolę się tego zapierać.

Obie strony, światło i ciemność, są niezbędnymi nauczycielami, a bardziej jesteśmy przemieniani przez ciemność niż światło. To dlatego światło świecie w ciemności (J 1:5). Ciemność jest jak rozsadnik światła. Nawet w Księdze Rodzaju opowieść o stworzeniu zaczyna się od ciemności.

Twój największy dar jest zazwyczaj rzecznikiem twojego największego bałwana. (Zastanów się nad tym chwilę.) Pamiętasz Hebrajczyków? Wyszli z Egiptu z ogromną ilością złota i srebra (dary). To właśnie te dary wrzucili do ognia, aby stworzyć bałwana, którego czcili jak boga.

29 listopada
Walka, w której przegrywa wielu (w rzeczywistości wszyscy) to rozpaczliwa tęsknota do życia życiem, którym chce się żyć, w przeciwieństwie do życia, którym powinno się żyć. Nie zaszufladkować tego i zdefiniować przez rodzinę, pracę, religię, hobby itp.

Możesz rozumieć to pragnienie jako całą duchowość.

We frustracji, którą odczuwamy, chodzi o to, że musimy przełamać swój umysł (oczekiwany wzór), jak powinno wyglądać życie. Jeśli to się nie wyjaśni, często nazywane jest kryzysem średniego wieku (dosł.: połowy życia), nigdy nie będzie pokoju z tym, kim jesteś i z celem życia.

Ten kryzys na swoją nazwę nie bez powodu: musisz przeżyć trochę zanim będziesz miał dość bzdur, które prezentują wzorce oczekiwanego „normalnego” życia. Wcześniej pragnienie powodzenia, dopasowania się, mieć słuszność, być kimś jest tak silne, że nie jesteś w stanie wyobrazić sobie tego, że wystarczy być takim, jakim jesteś, a własnie to dopiero  jest totalnym spełnieniem.

O ile wydaje się, że dzieje się to w oddzielnych kubłach, jak kariera i duchowość, wszystko to jest duchowością i wszystko jest konieczne do tego, abyś kiedykolwiek poznał pokój i spełnienie. Jest to również koniecznie potrzebne do tego, abyś był przemieniającą obecnością dla tych wokół ciebie.

Gdy odzywają się wezwania do pobudki i zaczynają rozbierać kolejny dobrze okopany wzorzec życia, szybko uderzamy klawisz „drzemka”. Dla wielu, odraczanie (prokrastynacja) jest narkotykiem z wyboru. Staramy się przeorganizować swoje życie w taki sposób, aby oszukać samych siebie, żeby wierzyć, że faktycznie demontujemy je. Po prostu więcej „odpowiedzi” czy więcej historii powodzenia, bądź nieco więcej zrozumienia i będę gotowy. Prawda jest taka, że większość już jest gotowa, tylko jest przerażona ryzykiem wypuszczenia z ręki tak wiele z tego, nad czym spędziło się całe dotychczasowe życie budując i akumulując.

W międzyczasie frustracja bezsensownego życia wraca za co oskarża się wszystkich oprócz samego siebie. I wtedy! Ponownie reorganizujemy swoje życie, przekonania i priorytety (tak myślimy) ciągle korzystając z tych samych wzorców, uprzedzeń i nawyków. Jest to kolejny sposób na wyjaśnienie obłędu.

Jeśli nie zbudzimy się i nie będziemy wobec siebie szczerzy  i wobec tęsknoty serca, tego że „głębina przyzywa głębinę”, stajemy się TAKĄ stereotypową osobą, która zawsze narzeka na innych. Mógłbym o wiele więcej powiedzieć na ten temat, lecz może ten mały blog zainspiruje cię do tego, aby następnym razem, gdy życie uruchomi sygnał pobudki, nie włączać „drzemki”.

30 listopada
Życie niedualistyczne nie jest jednorazowym wyborem – jest to proces. Tak naprawdę to wierzę, że jest to podróż trwająca całe życie. Ta podróż, jeśli ma być przemieniająca i spełniająca, musi zaczynać się każdego dnia Z miejsca akceptacji. W przeciwnym wypadku, spędzisz dzień tęskniąc DO miejsca akceptacji. Tak przy okazji, dla tych, którzy arogancko krzyczą: „Nie potrzebuję akceptacji!” – samego siebie tylko okłamujesz. Wymagać akceptacji dla tego kim jesteś, nie różni się niczym od domagania się akceptacji dla tego, kim nie jesteś – dalej jest to żądanie akceptacji. Jeśli żyjesz w miejscu akceptacji, która zaczyna się od tego, że akceptujesz samego siebie, masz znacznie spokojniejsze życie, które nie wymaga tego, aby ludzie zauważali cię i uznawali. Ta podróż jest podróżą paradoksalną w tym, że jest częścią Królestwa do góry nogami. Tutaj, droga w górę prowadzi w dół, a upadek, zmaganie i cierpienie są znacznie większymi nauczycielami niż powodzenie. Powtórzmy: mogą to być wspaniali nauczyciele JEŚLI zaczynasz z miejsca akceptacji. CI nauczyciele nie tylko uczą cię cierpliwości, współczucia, miłosierdzia i przebaczenia sobie samemu, lecz również uzdalniają cię do tego samego wobec innych.

Posiadanie swojej historii może być trudne, lecz nie jest tak trudne jak spędzenie życia na uciekaniu od niej czy oskarżaniu wszystkich innych za nią. Tylko wtedy, gdy jesteśmy na tyle odważni, żeby zbadać ciemność, odkryjemy moc naszego światła. W międzyczasie, odkrywa się, że niedoskonałości są wspaniałymi darami. Jeśli nie to ściągną cię one w pułapkę życia opartego na odgrywaniu roli bądź domaganiu się akceptacji, co można uznać za Piekło.

Tylko ci, którym wiele przebaczono, bardzo kochają (Łuk 7:47).

< | >

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.