Category Archives: Boża Wola

Dlaczego ludzie mijają się doskonałą wolą Boga_4

John Fenn

Podejmujemy temat od punktu 3 siedmiu drobnych decyzji, które podjął Piotr, a które zdecydowały o jego przeznaczeniu – normalnych, zwykłych, prozaicznych decyzji.
3) Jezus zatrzymuje się w domu Piotra, Mk 1:29-39

Z tekstu dowiadujemy się, że dom należał do Piotra i Andrzeja, i że teściowa Piotra była chora. Jezus uzdrowił ją, a przed drzwiami domu zebrało się całe miasto, wszyscy, którzy potrzebowali uzdrowienia, uwolnienia od demonów i trwali tam tak, aż do zmierzchu.

Następnego dnia rano Jezus wstał i udał się na odosobnienie, aby się modlić. W wersach 36-39 czytamy, że Piotr oraz inni ludzie wyszli na poszukiwania Jezusa, a gdy już Go znaleźli, Piotr mówi: „Wszyscy cię szukają”, wyraźnie mając na myśląc, że „cuda i służba uzdrowienia” zostanie podjęta w tym miejscu, w którym została zatrzymana. Taki był plan Piotra. Taki plan mieli dla Jezusa inni, tego się wszyscy spodziewali; wszyscy z wyjątkiem Jezusa.

I rzekł im: Pójdźmy gdzie indziej, do pobliskich osiedli, abym i tam kazał, bo po to przyszedłem” (w. 38). To było pierwsze krzyżowanie dla Jezusa planów Piotra, który miał swoje zamierzenia na ten dzień, a dodatkowo jeszcze wywierana była na niego presja przez jego sąsiadów. Jezus jednak powiedział: „nie”, On pójdzie do innych miejscowości, tam, gdzie nie mieli się gdzie zatrzymać, gdzie się Go nikt nie spodziewał, gdzie żaden postępujący na przód zespół nie udał by się.

Wszyscy przeżyliśmy tego rodzaju chwile, gdy byliśmy pewni, że Bóg prowadzi nas w jednym kierunku, a nagle okazało się, że zostaliśmy zaskoczeni. Piotr oraz pozostali dostosowali swoje pany i tak drobna decyzja, aby powiedzieć: „W porządku Jezu, planowaliśmy tak, lecz mogę powstrzymać innych, albo pożegnam się z nimi”, bądź coś w tym rodzaju.

Nie było zapowiedzi w stylu: „Piotrze, to jest sprawdzian, w którym przekonamy się, czy zabijesz to, co chciałeś, aby Jezus uczynił dla ciebie, czy pójdziesz za Nim bez żadnych wątpliwości”. Taka mała decyzja, aby dostosować się do zmiany kierunku wyznaczonego przez Pana – Piotr podjął jednak właściwą, nie widząc wówczas, czym ona jest.

Continue reading

Dlaczego ludzie mijają się z doskonałą wolą Boga_3

John Fenn

Najczęściej wola Pana daje się znaleźć na prozaicznych życiowych drogach. Tak więc, mijanie się z Jego wolą zdarza się również w tych przyziemnych sprawach.

Zanim możemy się spodziewać, że Pan nas poprowadzi w wielkich sprawach, musimy byś Mu posłuszni w tych doczesnych. Obejmuje to miłowanie bliźniego, który jest zmierzły, więc gdy Pan szturcha cię, aby zanieść mu talerz ciastek, jesteś wyrzucany swoją bezpieczną strefę. Dotyczy to też takich rzeczy, jak zaproszenie na obiad tego odgryzającego się współpracownika i trzymanie języka za zębami, gdy ktoś naciera na ciebie w tak, że miałbyś ochotę rozerwać go na strzępy, co najmniej werbalnie.

W Księdze Dziejów 9:10-19 Pan objawił się Ananiaszowi i powiedział mu, że ma iść i włożyć ręce na Saula z Tarsu. Ananiasz opierał się jednak, mówiąc, że Saul aresztował wierzących, więc to polecenie stawia go wobec ryzykowania własnym życiem dla Pana. Niemniej jednak, poszedł. Wyszedł poza swoją strefę bezpieczeństwa i poszedł. Tego dnia Ananiasz wzrósł nieco w Panu.

Tak właśnie działa wołanie Pana w codziennym życiu, w małych decyzjach, które na pierwszy rzut oka wydają się nie mieć żadnego znaczenia.

Jak uzyskać serce, które nie stawia żadnych warunków? Dzieje się to dzięki szeregom pozornie niewielkich i nieznaczących decyzji…

Możemy nauczyć się czegoś z licznych drobnych decyzji, które podjął Piotr, a które w tak doskonały sposób odnoszą się do decyzji, które dziś podejmują ludzie, gdy idą za Panem, bądź mijają się z Nim.

Continue reading

Dlaczego ludzie mijają się z doskonałą wolą Boga_2

John Fenn

Życie to szereg małych decyzji, a w Panu te decyzje, albo przybliżają nas do obrazu Pana, albo przybliżają Pana do naszego obrazu. Każda decyzja skutkuje albo wzrostem i przemianą, albo trwanie w takim samym stanie i wygodzie.

Ten cykl pokazuje, dlaczego ludzi mijają się z doskonałą Bożą wolą. Zaczynam od wezwania do uczniostwa – nie tylko człowiek wierzący, lecz uczeń.

Jezus nie jest przyjazny dla poszukujących

Żyjemy w takiej kulturze kościelnej, która mówi: „przyjmuj” Jezusa, a On sprawi, że wszystko w życiu będzie lepsze, „zaproś Go do swego życia” znaczy, że On przyjdzie i zmieni je na lepsze. Gdzie jest ewangelia Pisma, które mówi nam o tym, że w zbawieniu chodzi o przemianę nas w Jego obraz?

Gdy ktoś na podstawie współczesnej wersji Ewangelii, decyduje się na pójście za Jezusem to z chwilą, kiedy Pan chce, aby podjęli trudną decyzję, na przykład przebaczyli komuś, bądź zrobili krok wiary i przyjęli pracę, bądź studia, których nie planowali, najczęściej pozostają w swej strefie bezpieczeństwa, „tylko jeszcze chwileczkę, Panie”. W takiej chwili wymawiają się, dlaczego nie chcą wzrosnąć: „Gdy zadzwoni do mnie i skontaktuje się ze mną, odpowiem” zamiast samemu spróbować zbudować most. „Zrobię to, Panie, jak tylko dostanę pracę i poukładane sprawy mieszkaniowe. Kiedy tak się nie dzieje, wyjaśniają sobie, że najwidoczniej nie taka była wola Pana, oczekując na wygodną służbę, czy to będzie dobrze znane zgorzknienie wobec kogoś, czy odmowa przyjęcia służby – łudzą się, że tak bardzo kochają Pana, choć odmawiają wzrostu, przecząc temu.

O ile Pan jest wierny i daje im pokój głęboko wewnątrz ducha, sygnalizując, że On już otworzył drogę, jeśli tylko zrobią krok na zewnątrz…aby przebaczyć, ruszyć, dotrzeć do tej osoby…to jakże często ludzie nie idą za tym pokojem – kochają Pana, jak mówią, lecz w tym momencie stają się słuchaczami, a nie wykonawcami.

Poprzednim razem przyglądaliśmy się 3 mężczyznom, którzy reprezentują trzy warunki, jakie ludzie stawiają Panu, zanim będą chodzić w Jego doskonałej woli; komfort, który daje poznanie miejsca, w którym będą mieszkać, finansowe bezpieczeństwo oraz wsparcie rodziny i przyjaciół.

Przyjrzyjmy się jednak temu, co powiedział Jezus. Otóż powiedział Piotrowi, że jeśli chcemy iść za Nim, musimy wziąć nasz krzyż. Gdy Pan zgromił Piotra (Mt 16:21-26), który sugerował Jezusowi, aby nie poszedł na krzyż, powiedział też o noszeniu naszego krzyża i objawił, że myśleć inaczej pochodzić od Szatana.
Continue reading

Dlaczego ludzie mijają się z doskonałą wolą Boga_1

John Fenn
W roku 1985 znalazłem się między kościołami – brzmi to bardzo elegancko, prawda? Między kościołami? Znaczy to, że do władzy doszli nowi ludzi i zostałem zwolniony ze stanowiska Duchownego uniwersyteckiego pewnej służby na Uniwersytecie Kolorado w Boulder. Wydawało im się, że są to w stanie robić lepiej teraz, po niemal dwóch latach spędzonych przeze mnie na doprowadzaniu tej służby do równowagi po bardzo niszczącym kierunku działania zwanym: „ruchu pasterskim” (dosł.: ‚shepherding movement’), który niemal doprowadził ją do zniszczenia.

Tak więc, byłem „między kościołami” dostarczając dla utrzymania rodziny pizzę w Domino’s Pizza. Poproszono mnie, aby przeszedł do zarządzania na co, po długich rozważaniach zgodziłem się. Rozpaczliwie pragnąłem, aby Pan otworzył dla mnie możliwość pracy jako pastora czy jakiejkolwiek służby, ale uległem mając potrzebę zaopatrzenia mojej młodej rodziny.

Jako manager zarabiałem więcej pieniędzy niż kiedykolwiek wcześniej w życiu. W 1985 roku 50.000$ rocznie to było tyle, co dziś 114.640 (wg szacunku www.dollartimes.com), lecz sercem ciągle byłem przy pełnoetatowej służbie. W tym czasie vice prezydentem firmy na zachód od rzeki Mississippi mieszkał w Boulder i osobiście wybrał mnie, abym zajął się sklepami, które miały problemy i doprowadził je ponownie do tego, aby były rentowne, co zrobiłem dzięki łasce i mądrości Bożej.

Wybór

Wtedy nadszedł taki dzień, w którym musiałem zdecydować się czy idę w górę, czy wychodzę. Zaproponowano mi nadzór nad 9 sklepami w okolicy, co w rzeczywistości oznaczałoby dla mnie obniżenie zarobków, bądź przejęcie franczyzy s jednym z kilku innych stanów. Oferta obejmowała na początek franczyzę 23 sklepów w Kalifornii bądź Seattle, które właśnie miałby zostać otwarte i miałyby być moim obszarem działania, bądź Anchorage na Alasce. Franczyza oznaczała by dla mnie dochody na poziomie sześciocyfrowym, jeśli nie siedmiocyfrowym, oraz inne możliwości franczyzowe.

Miałem wówczas upośledzonego syna, który wymagał operacji i specjalnej edukacji, drugiego syna, urodzonego w 1982 roku, a Barb była w ciąży z naszym trzecim synem. Zajęcie są ta franczyzą oznaczało znaczne polepszenie dobrobytu naszej rodziny. Co więcej, oboje z Barb pochodziliśmy z rodzin, które mógłbym określić jako „klub wiejski”. Mieliśmy domy nad jeziorami, pojazdy kempingowe, mój ojciec miał samolot, prowadził swój własny biznes oraz inne inwestycje w nieruchomościach itd. Rodzice Barbary mieli dom towarowy w mieście i byli dobrze znani na tamtym terenie. W takich warunkach dorastałem i takie było towarzystwo, w którym obracaliśmy się.

Kiedy przyszliśmy do Pana jako nastolatkowie, zakochani w sobie i w Nim, poszliśmy za Nim na całego – będąc pod wrażeniem doskonałości poznania Go, powiedzieliśmy, że pójdziemy wszędzie i przyjmiemy każde wyzwanie, i dokładnie o to nam chodziło. Już jako nastolatkowie przeżyliśmy cudowne doświadczenia z Panem, ze względu na to, że nasze serca były w pełni z Nim. Gdyby powiedział: „skaczcie” to skakalibyśmy, nie pytając, jak wysoko.

Wtedy było tak…

Continue reading

Odkrywanie Bożej woli, Bożej drogi

Pilgrimgra,

Rozmawiałem ostatnio z przyjacielem na temat, „znajdowania swego życiowego celu w Bogu”.

Jest to całkiem trudne, prawda? Chcemy znać swoje powołanie, chcemy wykorzystać swoją energię tam, gdzie to będzie przydatne, a nie tam, gdzie nie. Dość często, czytając na przykład przypowieść o talentach, czujemy silne pobudzenie w tej sprawie. Czasami, wydaje się, jakbyśmy plątali się we mgle, zamiast faktycznie zmieniać świat, a każdy z nas, czy przyznajemy się do tego czy nie, chce mieć wpływ na ten świat.

Znęcałem się nad tym tematem raczej sporo. Dorastałem czytając historie z książek typu „Boży przemytnik”, gdzie herosi słyszeli jak Bóg mówi: „Idź i zrób to!”, szli i robili, i działy się tam cuda. Chcę taki być: tym, który wchodzi na drogę pewności Bożego prowadzenia i cudownego zaopatrzenia.

Znam ludzi, którzy otrzymali prorocze słowo bardzo ich przerastające czy wizję czegoś wielkiego i skutecznego, bądź zwykłe pragnienie czegoś „więcej” w jakiejś szczególnej dziedzinie pracy z Bogiem.

Chcemy, aby Bóg to wykonał. Oto problem: nie jestem pewien, czy jest to realistyczne oczekiwanie.

Obserwuję już przez kilka dziesięcioleci ludziska wokół mnie, jak dojrzewają w Chrystusie i myślę, że odkryłem kilka trendów. Oczywiście, są tacy, którym tak naprawdę nie zależy na osiągnięciu swego celu w Bogu. Ot, po prostu plączą się w kółko na takim czy innym poziomie zadowolenia, uczestnicząc w konferencjach, narzekając na trudności, konsumując różne zasoby i tak naprawdę nie wpływając na świat wokół nich. Nie o nich dziś będę mówił.

Myślę, że między tymi spośród nas, którzy są zainteresowanie tym, co Bóg dla nich planują, widzę trzy obszerne kategorie:

a) Słudzy: ci, którym Bóg dał dobrą mapę i prowadzi ich po drodze do mety, czasami krok po kroku. Ci ludzie często mają zdumiewające historie do opowiadania o Bożym prowadzeniu. Szczerze mówiąc podejrzewam, że ci goście zapraszają niedojrzałość (słudzy proszą o zgodę, synowie nie za bardzo), lecz wydaje się, że są w tym dojrzali, choć, ja osobiście nie znam zbyt wielu dojrzałych świętych w tej kategorii.

b) synowie: ci, którzy mają pobieżną ideę swego powołania i znają swego Ojca, więc ruszają biegiem i robią te rzeczy, które są spójne z ich powołaniem. Przeważnie więcej o swoim powołaniu dowiadują się po drodze.

Do tej kategorii należał apostoł Paweł. Czasami Bóg dawał mu sen („Idź tam!”), ale przeważnie po prostu szedł. Zakładał kościoły wszędzie, gdzie poszedł, ponieważ taki właśnie był. Znam apostoła, który zakłada kościoły i biblijne szkoły na trzech kontynentach i mówi, że Bóg nie powiedział mu w żadnym przypadku, aby to zrobił. Takie jest jego powołanie, więc uruchomił do tej pory setki kościołów i dziesiątki szkół biblijnych, będąc po prostu tym, do czego go Bóg stworzył.
Continue reading

Życie prowadzone z wnętrza człowieka_02

Fenn John

Witajcie

Zewnętrzny szkielet zasad i regulacji

W zeszłym tygodniu nakreśliłem to w jaki sposób Ojciec, będąc Duchem, stworzył fizyczne istoty (nas), abyśmy byli pomostem między Jego Duchową rzeczywistością, a materialnym wszechświatem, który stworzył. Jego plan był taki, że człowiek miał być napełniony Duchem Świętym i w ten sposób ze swej natury chodzić z Bogiem w fizycznym świecie.

Kiedy Adam zgrzeszył, wykopując w ten sposób Boga na zewnątrz, Pan dał upadłemu człowiekowi prawo Mojżeszowe i świątynny-kapłański system jako pewną zewnętrzną strukturę, według której miał żyć i funkcjonować. Świat ludzi nie odrodzonych duchowo, grzeszników z natury, wymaga zewnętrznego systemu, który będzie ograniczał taką naturę. Tak więc, Pan ustanowił dla nich reguły życia a jako konsekwencję wykroczenia śmierć i prosił ich, aby wybrali życie (Pwt. 30:19).

Ta zewnętrzna struktura obejmowała: świątynię, kapłaństwo oraz system zasad i reguł strzegących sposobów oddawania czci i prowadzenia życia. Kapłani przekazywali ludziom, co Bóg mówił i czego oczekiwał. Zabudowania i tereny świątynne stały się centralnym miejscem, gdzie ludzie schodzili się razem, aby słuchać tego, co kapłani mówili. Jeśli ktoś chciał być tam, gdzie był Bóg bądź słyszeć, co On mówi, musiał udać się do świątyni.

To kapłani byli ludźmi, którzy spędzali czas w obecności Bożej, ponieważ z Jego wyboru z plemienia Lewiego pochodzili Jego kapłani i nikt oprócz nich, byli więc znakiem Bożej mądrości dla ludu. Gdy ludzie gromadzili się w świątyni, robili to, co im mówiono. Nie ponosili dużej odpowiedzialności za swoje duchowe życie, a ponieważ ze swej natury byli grzesznikami (Ef. 2:3), prawo mogło tylko zajmować się uczynkami życia człowieka, a nie sercem. Motywacje serca nie mogły liczyć się dla prawa, liczyły się wyłącznie uczynki.

Pan powiedział Jeremiaszowi, że przyjdzie taki dzień, że zmianie ulegnie sama natura ludzkości i że On znajdzie sposób na to, aby Boże prawo, Jego drogi zostały zapisane na ludzkim sercu. Wtedy człowiek będzie mógł ze swej (nowej – przyp.tłum.) natury robić to, co prawe i będzie mógł ze swej natury chodzić z Bogiem i rozmawiać z Nim tak samo jak Adam na początku. Tak więc miało być zatoczone pełne koło, a nawet jeszcze więcej: ludzie mieli mieć możliwość narodzenia się na nowo (Jr. 31: 33-34; cytowany w Hebr. 10:15-17)

Żegnaj świątynio, witajcie świątynie

W dniu Zielonych Świąt Bóg wyprowadził się ze świątyni jerozolimskiej i wprowadził do ludzi, jako żywych świątyń. Żywe, ruchome świątynie, każda zbudowana w unikalny sposób i indywidualna, każda z wypisanym Bożym prawem podłączonym do ich podwójnej już, duchowo – ludzkiej, natury (1Kor. 6:19; Eph 2:20-22, Rzm 5:5, Hbr. 10:16-17).

Zmiana z centralnej świątyni, gdzie Boży ludzie gromadzili się, aby być w Bożej obecności w budynku na Bożą obecność znajdującą się w jednostkach, wymagała zmiany szablonu, ponieważ wyprowadzenie się z centralnego budynku sprawiło, że ten system stał się nie tylko przestarzały, lecz całkowicie niespójny z dynamiką działania Boga mieszkającego w poszczególnych jednostkach.

Na przykład: ponieważ Jezus jest „cichy i pokornego serca” to nowym szablonem wynikającym z samej natury będzie miłość i pokora oraz służenie sobie nawzajem, a nie kapłaństwo wszystkich według zewnętrznych zasad w służbie widocznej dla oka.

Gdy Bóg wprowadził się do ludzi, co znaczyło to, że będą się liczyły motywacje. Teraz liczył się już nie tylko sam akt morderstwa, lecz prawdziwe morderstwo zachodziło w chwili, gdy człowiek był zły na drugiego bez przyczyny. Już więcej nie tylko fizyczna konsumpcja cudzołóstwa była grzechem, lecz motywacja pożądania stała się grzechem cudzołóstwa. Przestało się liczyć publiczna, cielesna produkcja modlitwy/uwielbienia, lecz modlitwa w ‚komorze’ została uznana przez Ojca (Mat. 5:21-22, 27-28; 6:5-6) za wartościową.

Wreszcie, po tych wszystkich latach, Duch-Ojciec w Swej rzeczywistości miał żywy, oddychający środek, żywe świątynie, przez który manifestował Siebie w fizycznym świecie, który stworzył.

Kochać Boga z całego swego życia i swego bliźniego jak siebie samego jest podsumowaniem wszystkiego, co Pan wymagał a zdolność do wykonania tego zostaje umieszczona w ludzkości z chwilą, gdy człowiek rodzi się na nowo z Ducha Świętego. Dzięki temu człowiek może chodzić z Bogiem w sposób naturalny, bez przeskakiwania przez obręcze i płotki (wymagań – przyp.tłum.), prowadząc rozmowę z Bogiem (Rzm. 13:8-10).

Ponowna nauka

Jest jednak pewna przeszkoda: większość żywych świątyń, narodzonych na nowo ludzi wyrosła bądź nauczyła się myśleć w kategoriach struktury (szablonu/schematu – przyp.tłum.) starotestamentowej świątyni. Zostali nauczeni, i są uczeni nadal, aby chodzić do świątyni, myśląc, że tam mieszka Bóg. Są uczeni tego, że niewiele wiedzą o Bogu, i że wyszkoleni kapłani/klerycy muszą być jakby czcionką Bożego słowa dla nich. Najpierw chcą, aby mąż Boży dał im słowo, zamiast chodzić w prawdzie, aby SAMI mogli słyszeć Boga dla siebie. Są uczeni, aby postępować zgodnie z zasadami, regułami, formułami i procesami, aby podobać się Bogu, bądź, aby dzięki temu tak manipulować Nim, żeby zechciał zadziałać i zrobić coś dla nich.

Niemniej jednak są ciągle ludzie szukający nowotestamentowej rzeczywistości i będący odroślą z Chrystusa, który jest w nich, którzy są prawdziwymi żywymi świątyniami, odpowiedzialnymi teraz za swoją wiarę, miłość i chodzenie z Bogiem. Lecz na początku, gdy po raz pierwszy zaczęli naprawdę poznawać nowotestamentową prawdę umysł został wstrząśnięty. Umysł opierający się na świątynnym myśleniu wrzeszczy: A co z odpowiedzialnością? A co z przywództwem? Jak utrzymasz równowagę? Kto będzie kontrolował, kto nauczał, kto będzie twoja osłoną?

Świątynny umysł wymaga zewnętrznej kontroli (opiera się więc na strachu) i nie jest w stanie uwierzyć, że ludzie naprawdę mogą być „prawdziwymi ludźmi’ z Bogiem w nich, chodzącymi w miłości ku innych, w relacji z innymi w wierze, słyszącymi Głowę ciała, kontrolowanymi przez Jego Ducha i że to wszystko działa.

Świątynny umysł nie jest w stanie porównać tego z niczym znanym, zatem wszystkie książki i całe nauczanie na temat nowotestamentowej rzeczywistości sprowadza się do argumentacji przeciwko temu czego się nauczyli (NT bez kontekstu domowej podstawy, w którym był pisany). Lecz prawda jest taka, że musisz widzieć nowotestamentowe relacje w działaniu i sam w tym funkcjonować jeśli masz zanurzyć się w świątyni i dokładnie to zrozumieć.

Świątynny umysł nie jest w stanie pojąć tego, że grupa świątyń spotykających się u kogoś w domu regularnie, może być odpowiedzialna przed sobą nawzajem, może powstrzymywać się wzajemnie przed wypadnięciem z podstaw, może być połączona z większym ciałem Chrystusa bez względu na to, gdzie i jak się spotykają, szanując raczej funkcjonujące wśród nich dary, niż szanując ‚urząd’ tego czy tamtego nad innymi. Jest to tak odległe od świątynnego umysłu.

Świątynny umysł nie może pojąć, że przywództwo jest pokorne, dostępne, stara się o dobro innych bardziej niż własne, unika przyciągania uwagi ku sobie, ponieważ taki umysł wynosi kastę kapłanów, którzy są znakiem Bożego głosu, lubią gdy uwaga jest skupiona na nich, więc w konsekwencji powinni być wywyższani. Mentalność żywej świątyni mówi, że jeden sieje, inny podlewa, a Bóg daje wzrost, zatem wszyscy jesteśmy równi (1Kor. 3:1-10).

Potrzeba sporo czasu, aby przemeblować świątynny umysł do nowotestamentowej wersji bycia żywą świątynią. W Księdze Dziejów 4:26 tuż po dniu Pięćdziesiątnicy czytamy, że ludzie codziennie gromadzili się w świątyni oraz w domach. Byli jeszcze jedną nogą w świątyni (połowa myślenia) a drugą nogą w nowotestamentowej rzeczywistości żywych świątyń przez około 1.5 roku. Przejście między świątynnym umysłem, a żywą świątynią trwało około 1.5 roku do 2 lat ponieważ w Dz. 8:1 czytamy, że Paweł z Tarsu tak bardzo prześladował uczniów, że ci opuścili Jerozolimę, oprócz apostołów. Po tym, gdy Paweł spotkał Pana w 9 rozdziale Dziejów Apostolskich, nigdy już nie widzimy, aby ludzie wracali do zamieszania ze świątynią, ich umysły zostały całkowicie odnowione do przyjęcia tego, że to ONI są świątyniami Boga.

Dziś często widzimy podobny 18-24 miesięczny czas, potrzebny ludziom na odnowienie umysłów i przejście z myślenia o budynkach świątynnych do myślenia w kategoriach żywych świątyń Nowego Testamentu.

Gdy Bóg wyprowadził się z centralnego budynku świątynnego w Jerozolimie i, zamiast kazać przychodzić do Siebie, zamieszkał w ludziach, znaczyło to, że teraz Bóg mógł spotykać się z nimi tam, gdzie mieszkali, w ich domach, pracy, na rynkach i ulicach. Bóg Ojciec, ten Duch-Ojciec z innej rzeczywistości, teraz miał to, czego zawsze chciał, wrócił do dni Adama: mógł chodzić i rozmawiać z ludźmi w ich własnych ogrodach, domach, tam gdzie mieszkali! Tak więc dom stał się wygodnym miejscem spotkań, choć istotą nie jest tutaj dom, lecz w centrum zainteresowania są ludzie, kościół, żywe świątynie. Gdy więc pytamy „Gdzie jest (ten) kościół”, wskazujemy na grupę spotykających się ludzi – TAM jest kościół!

Pomyśl o tym tak…

W ostatnią niedzielę w czasie spotkania naszego domowego kościoła na południu Mound, w stanie Oklahoma, nasi gospodarze, Jeff i Mary, zainicjowali dyskusję na temat pewnych analogii i myślę, że to jest wspaniałe, bardzo cieszyło nas znajdowanie różnych paraleli. Cieszcie się tym również, jak i my.

Świątynny system myślenia jest podobny do pracy przy komputerze przed czasami internetu internetu. Kiedyś, dawno temu wszystkie komputery były podłączone do ogromnego centralnego IBM’a znajdującego się w ogromnym pomieszczeniu, lecz były odcięte od innych znajdujących się poza tym budynkiem. Wszystkie pracujące komputery znajdowały się w biurze w pierwszym budynku i mogły się komunikować wyłącznie w obrębie budynku, a w czasach języka Cobalt były dziurkowane karty, które wtykano do komputera. Trzeba się było nieźle napracować, aby spodobać się komputerowi głównemu i jego obsłudze, która jako jedyna wiedziała jak działa komputer.

Ludzie wychodząc na obiad czy poza centralny budynek, mogli rozmawiać z innymi, którzy pracowali w innych budynkach a każdy z nich miał również swój komputer, podobnie jak różni ludzie z różnych kościołów spotykają się, lecz każdy z nich jest związany ze swoim własnym komputerem i tak przez to ograniczony.  Tak było przed Dniem Zielonych Świąt, w czasach świątyni, lecz ilustruje to też mentalność świątyni, która funkcjonuje do dziś.

Rzeczywistość Nowego Testamentu może być zilustrowana w taki sposób: każdy człowiek jest włączony do świata przez internet, każdy ma WiFi, jest podłączony do Super Komputera indywidualnie, jak też równocześnie jest podłączony do każdego komputera na tym świecie. Każdy może teraz ściągnąć takie informacje jakie chce, nie musi iść do centralnego budynku, aby przyłączyć się do głównego komputera i bawić się dziurkami z kart. Teraz każdy może bezprzewodowo ściągnąć nawet z Głównego Komputera, jak też rozmawiać z innymi komputerami, kiedy tylko zechcą. Warunkiem jest to, że każdy inny komputer musi chcieć rozmawiać czy uczestniczyć w rozmowie, inaczej nie stają się częścią większej sieci. Każdy więc ściąga różne rzeczy z Super Komputera, zatem to co ja mam jest wartościowe i to co ty masz jest wartościowe, musimy więc kochać i cenić nasze różne części.

Ostatecznie nawet jeśli twój ‚komputer’ jest pełny wirusów, dalej możesz ściągać ‚czyste’ informacje Super Komputera. Twardy dysk nie ma wirusów, ponieważ Super Komputer Sam uczynił cię swoim dziełem, lecz przez lata zbierałeś inne programy z wirusami, które spowodowały, że otrzymywanie z Super Komputera wydawało się niewygodne i skomplikowane. Niemniej ON oczyszcza całe zepsute oprogramowanie, aby twój twardy dysk mógł się komunikować z Nim bez zakłóceń.

Bóg nie mieszka w świątyniach zbudowanych rękami, ponieważ w Nim mieszkamy, poruszamy się i oddychamy (Dz. 17:24-27). To jest nowotestamentowa rzeczywistość. Uzgodnij teraz swoje myślenie z Bożą prawdą, zamiast usiłować dopasować nowotestamentową prawdę do świątyni i tego myślenia.

Następnym razem będą szczegóły o tym, jak chodzić w równowadze i pełni nowotestamentowej żywej świątyni…

Wiele błogosławieństw

Remember if you want to write to me directly write to cwowi @ aol.com

John Fenn

CZĘŚĆ 3

продвижение

Jak podążać za Bożą wolą

sierpień 2010

Drodzy Przyjaciele,

Od czasu, gdy zacząłem służbę w 1968 roku, przeszedłem niejeden trudny okres. Często byłem bliski rezygnacji i wielu ludzi, których w tamtym czasie znałem też tak sądziło. Lecz przebiliśmy się wraz z Jamie i widzimy teraz niezliczoną ilość ludzi, których życie zostało zmienione przez przesłanie o bezwarunkowej Bożej miłości i łasce. Chcemy się z wami podzielić niektórymi rzeczami, których Pan nas nauczył a które pomogły nam wytrwać i modlimy się o to, aby pomogły i wam.

Mimo że ogólnie znamy Bożą wolę od początku, nie mamy najmniejszego pojęcia jak ją wykonać. Musimy nauczyć się trwać w całkowitej zależności od Pana i słuchać Jego cichego głosu, który krok po kroku objawia Jego plan. W miarę jak cierpliwie szukamy Go, każdy krok staje się bardziej wyraźny i służba rośnie.

Jednym z ważniejszych kroków, które podjęliśmy wskutek Bożego prowadzenia było rozdawanie naszych taśm i płyt CD tym, których nie było na nie stać. Większość ludzi nie rozumiał dlaczego to robiliśmy, lecz sprawdziło się to. Patrząc wstecz okazuje się, że była to jedna z najmądrzejszych rzeczy, jakie kiedykolwiek zrobiliśmy. Gdybyśmy nie poszli za Bożym prowadzeniem w tej sprawie, nie doszłoby do takiego wzrostu, jaki miał później miejsce. Przestaliśmy je już liczyć lata temu, gdy przekroczyliśmy 6 milionów rozdanych taśmy, płyt CD, broszurek i innych materiałów. Teraz, każdego dnia, mamy przeciętnie 22.000 odwiedzających nasza stronę i tysiące ściągnięć. Alleluja! Słowo wychodzi na zewnątrz!

Rozdawanie naszych materiałów było główną decyzją i wielkim krokiem dla nas, lecz od tej pory było dużo następnych decyzji i kroków. Wiele rzeczy, które Bóg polecił nam zrobić pomogło nam uniknąć pułapek i doprowadziło nas do obfitego błogosławieństwa Bożego.

Nauczyliśmy się tego, że nie wystarczy znać Bożą wolę; musimy nauczyć się tego, jak podążać za nią. Niektórzy ludzie otrzymali objawienie Bożej woli, lecz przestali szukać Jego kierunku, jak wykonać ją. Poznanie Bożej woli jest krytycznie ważne, lecz jest to tylko pierwszy krok. Potem musisz nauczyć się jak iść za Jego wolą i współpracować z Nim, aby doprowadzić ją do wykonania.

Wspaniałym biblijnym przykładem tego jest historia Mojżesza. Oto człowiek, który znał Bożą wolę, lecz całkowicie minął się z Bożym czasem i planem. 2 rozdział Księgi Wyjścia daje nam podsumowanie pierwszych 40 lat jego życia. Cudowne jest to, jak Pan użył faraona, który wydał nakaz zabicia Mojżesza, aby go wychował i doprowadził do wielkości. Jadnak Mojżeszowi potrzebne było coś więcej niż uprzywilejowane egipskie wychowanie. Popełnił bardzo wielki błąd, zapisany w Wyj. 2:11-12:

I zdarzyło się w tym czasie, gdy Mojżesz już dorósł, że wyszedł do swoich braci i przypatrywał się ich ciężkiej pracy. Zobaczył też pewnego Egipcjanina, który bił Hebrajczyka, jednego z jego rodaków. Rozejrzał się więc dookoła, a widząc, że nie ma nikogo, zabił Egipcjanina i zagrzebał go w piasku„.

Ponieważ nie mamy tutaj wielu szczegółów, niektórzy przypuszczają, że Mojżesz zwyczajnie bronił Hebrajczyka, ponieważ było to właściwe, a nie dlatego, że zdawał sobie sprawę z tego, że sam był Hebrajczykiem.  Niemniej w Dz. 7:23-25 czytamy coś, co zaprzecza takiemu myśleniu:

A kiedy skończył czterdzieści lat, stało się potrzebą jego serca odwiedzić braci swoich, synów Izraela. I ujrzawszy jednego, którego krzywdzono, ujął się za nim, pomścił krzywdzonego i zabił Egipcjanina. Sądził zaś, że bracia zrozumieją, iż Bóg przez jego ręce daje im wybawienie, ale oni nie zrozumieli„.

Widać stąd wyraźnie, że Mojżesz wiedział, że Bóg powołał go do uwolnienia Hebrajczyków. Pomimo że znał Bożą wolę, myślał, że swoją własną siłą i wpływami może doprowadzić do jej realizacji. Wziął sprawy w swoje ręce i zabił Egipcjanina, wprowadzając całkowite zamieszanie w Boży plan i zmieniając czas uwolnienia Izraelitów. Skończyło się to tym, że spędził 40 lat swego życia na pustyni, co nie było pierwotnie Bożym zamiarem. Według moich wyliczeń na podstawie Pisma i obietnic danych Abrahamowi dotyczących wyjścia z Egiptu, Mojżesz co najmniej 10 lat przedwcześnie usiłował wykonać Bożą wolę (Rdz. 15:13, z Wyj. 12:40). Świeckie relacje z życia Mojżesza, jakie czytałem, mówią o tym, że był bardzo wpływowym i znakomitym liderem.

Prawdopodobnie ocenił, że zna Boża wolę, że ma być wyzwolicielem Izraelitów, więc po co czekać? Mógł był zrobić to sam. Jego niecierpliwość kosztowała Izraelitów 30 lat dodatkowej niewoli a Mojżesza 40 lat spędzonych na pustyni.  Niektórzy trafiają na Boża wolę dla ich życia i decydują, że mogą ją wykonać sami, o własnych, naturalnych siłach i umiejętnościach. Myślą, że już mają cały Boży plan i nie potrzebują czasu na to, aby odkryć w jaki sposób Bóg chce go wykonać przez nich. Często nie poświęcają czasu na przygotowanie, które jest do tego konieczne. Pobudzani są przez potrzeby panujące wokół nich i czują presję, aby przyspieszyć wykonanie Bożego planu. Nie można poganiać Bożych spraw, lecz na pewno można je opóźnić. Mojżesz nauczył się tego w ciężkiej życiowej lekcji i skończył się to tak, że opóźnił go o 30 lat.

Chrześcijanom, którzy zostali powołani do służby wydaje się, że nie mają czasu na to, aby iść do szkoły biblijnej i zostać wyszkoleni. Myślą, że muszą ruszyć od razu i zacząć wypełniać Boże powołanie. Myślą, że jeśli nie zaczną swoich służb, ludzie mogą cierpieć w czasie ich przygotowań, lecz nie myślą o tym, jak ludzie będą cierpieć jeśli wejdą w swoje służby bez przygotowania.

W Biblii widzimy liczne przykłady tego, jak Bóg przygotowuje Swoich ludzi do służby, do której ich Sam powołał. Nigdy nie namaszcza ludzi, aby ich wysyłać następnego dnia do głoszenia. Dawid czekał 13 lat od chwili namaszczenia na króla do czasu, aż został królem. Co zrobił Dawid po tej pierwszej wizycie Samuela? Wrócił na pastwiska i zajął dalej się owcami (p. 1Sam. 16:13-19).

Jak już zobaczyliśmy, Mojżesz miał czekać 10 lat; Paweł czekał 14. Mamy też Abrahama, którego czas oczekiwania wyciągnął się do 25 lat. Zanim Boże proroctwa, że „zostanie ojcem wielu narodów” wypełniły się, sam miał 100lat. Bóg kazał tym wszystkim mężom czekać po to, aby ich przygotować. Chciał mieć pewność, że wykonają z powodzeniem to, do czego ich powołał.

Jednym z niebezpieczeństw we współczesnym ciele Chrystusa jest wypychanie nowych chrześcijan na światła reflektorów służb, zanim będą na to gotowi. Stało się to szczególnie popularne wśród nowo nawróconych celebrytów takich jak sportowcy czy gwiazdy filmowe. Stawia się ich na pozycjach przywódczych, kiedy jeszcze nie są do tego gotowi, myśląc, że sam status celebryty przyciągnie innych do Jezusa. 1TYm 3:6 ostrzega nas właśnie przed takim postępowaniem. Niestety jest to często ignorowane Boże ostrzeżenie przez co ludzie zostają poranieni.

Bóg zawsze powołuje swoich ludzi do wykonania tego, co jest poza ich naturalnymi możliwościami po to, aby polegali całkowicie na Nim. Ważne jest, abyś oczekiwał i wykonywał różne rzeczy w Jego czasie i na Jego sposób, nie tylko dla siebie, lecz również dla tych, których Bóg dał Ci do dotknięcia. Nie możesz tak po prostu urwać się i pędzić bez codziennych poleceń Pana. Jezus mówił o tym w Ewangelii Jana 15:5, mówiąc:  „a jestem krzewem winnym, wy jesteście latoroślami. Kto trwa we mnie, a Ja w nim, ten wydaje wiele owocu; bo beze mnie nic uczynić nie możecie„.

Wyłącznie wtedy, gdy przez Słowo i modlitwę jesteśmy złączeni z Panem, szukając Jego kierunku, przynosimy liczne owoce. Jeśli tego nie ma, nie osiągniemy niczego. Nie da się tego już jaśniej wyrazić! Kluczem jest trwanie w Nim, społeczność z Nim. Nie powinniśmy stratować sami, dopóki nie jesteśmy przekonani, że On tego chce. Może ktoś z was myśli, że spalił Jego plany dla swego życia tak bardzo, że nie ma już ratunku, lecz Bóg może wszystko obrócić ku dobremu. Jeśli uniżysz się i poprosisz o Jego prowadzenie, On sprowadzi cię z powrotem na właściwą drogę. Mojżesz wyszedł z Bożej woli, lecz Bóg i tak używał go we wspaniały sposób. Jeśli poprosisz, On pokaże ci, co robić.

Nie ma schematów w Bożym działaniu, On chce nas prowadzić w osobistej, żywej relacji. Codziennie potrzebujesz Jego wskazówek, aby unikać błędów i trzymać się wyznaczonej przez Niego ścieżki. Pokutuj z tego, co zrobiłeś o własnych siłach, następnie proś o poznanie Jego doskonałego czasu i planu. Jeśli znasz już Jego wolę ucz się tego, jak ją wprowadzać w życie.

Aby w tym pomóc skompletowałem nową serię nauczania. Pierwsze część z pięciu albumów została zatytułowana „Find God’s Will”, duga: „How to Follow God’s Will”, oraz trzecia: „How to Fulfill God’s Will”. Wierzę, że to nauczanie zmieni twoje życie.

Całość jest dostępna w specjalnym pakiecie pt.: „The God’s Will Package”. Jako bonus dodaję specjalną płytę DVD pt.: „Destiny Stories”, w której znajdują się prawdziwe historii siedmiu zwykłych osób, których życie zostało przemieniona dzięki dążeniu do wypełnienia Bożej woli w ich życiu. Razem cały pakiet ma wartość 120$, lecz odczuwam, że wysłuchanie tego przesłania jest tak ważne, że zestaw będzie dostępny za dar w wysokości 75$ lub więcej.

Każdy z tych trzech wykładów odbył się na żywo na jednym z seminariów „Gospel Truth Seminars”. Są dostępne zarówno na DVD jak i audio CD. Zamówienia na naszej stronie: www.awmi.net, or call our Helpline: 719-635-1111.

P.S. Wraz z Jamie widzimy jak zaczyna się wypełniać coś, co Bóg włożył w moje serce 40 lat temu. Jesteśmy w początkowym stanie budowy nowych budynków na terenie Woodland Park, co nazwaliśmy The Sanctuary (Sanktuarium). W miarę jak szukamy Boga, On pokazuje nam kolejne kroki do osiągnięcia tego w Jego czasie. Więcej na temat tego projektu można dowiedzieć się TUTAJ

Dziękujemy za to, że jesteście z nami, razem dokonujemy większych zmian.

Nich Was Bóg błogosławi

Andrew and Jamie

раскрутка