Charakter Chrystusa 01

Autor nieznany

Na tych stronach chcemy zajmować sięOsobą Pana Jezusa Chrystusa. Zacznę od rozważenia Moralnej Chwały Pana Jezusa Chrystusa lub jak mówimy, charakteru Pana Jezusa Chrystusa. Wszystkie myśli jakie będziemy rozważać niech wzniosą się ku Bogu jako słodka i miła woń. Każde Jego przedstawienie Siebie Samego w jakiejkolwiek najmniejszej nawet mierze i w jakiejkolwiek relacji przedłożone było zawsze z kadzidłem. W Osobie Pana Jezusa Chrystusa (i wyłącznie tam) człowiek został pojednany z Bogiem. W Nim Bóg odnowił Swoją radość z człowieka, ponieważ w Panu Jezusie Chrystusie, człowiek jest bardziej bliski Bogu niż miało by to miejsce w wieczności z Adamową czystością.

W naszych rozważaniach Moralnej Chwały Pana Jezusa, zawarta jest z pewnością bardzo mała część tego wspaniałego tematu, którym staram się tu zająć. Mogę dać okazję duszom innych do owocnych myśli i to będzie dobre.

Osoba Pana Jezusa, jak zakładam, to Bóg i człowiek w jednym Chrystusie. Jego Dzieło, jak również przypuszczam, to dzieło cierpienia, lub przelania krwi, wykonane na Krzyżu, dzięki czemu pojednanie jest doskonałe i wszędzie jest głoszone w celu przyjęcia i wzbudzenia radości i wiary.

KRÓTKIE ROZWAŻANIE nad MORALNĄ CHWAŁĄ PANA JEZUSA CHRYSTUSA

Kapł 1:1-2: Jeżeli kto chce złożyć Panu ofiarę z pokarmów, to niechaj ofiarą jego będzie przednia mąka; niechaj poleje ją oliwą i nałoży na nią kadzidła. Potem przyniesie ją do synów Aarona, kapłanów. Kapłan weźmie z tego pełną swoją garść mąki z oliwą wraz z całym jej kadzidłem i spali ją na ołtarzu jako pamiątkę, jako ofiarę ogniową, woń przyjemną dla Pana.

Chwała Pana Jezusa Chrystusa jest trojakiego rodzaju osobista, oficjalna i moralna. Jego chwała osobista, w którą Był otoczony, zbawia tam gdzie wiara ją odkryje, a w niektórych przypadkach Bóg wymaga jej odkrycia. Podobnie było zJego chwałą oficjalną (chwała z tytułu urzędu Chrystusa). Nie chodził po ziemi ani jako Boży Syn z łona Ojca, ani jako władny Syn Dawida. Taka chwała była zazwyczaj ukryta, gdy przechodził przezwszystkie codzienne trudności życiowe. Lecz Jego moralna chwała nie mogła się ukryć. On nie mógł nie być doskonały we wszystkim, to jest w tym, co do Niego należało, było Nim samym. Z powodu swej intensywnej doskonałości chwała ta była zbyt jaskrawa dla ludzkich oczu; i człowiek był stale wystawiany na porównanie z nią i gromiony przez nią. Lecz ona świeciła bez względu na to czy człowiek mógł to znieść, czy nie. Teraz również świeci z każdej strony czterech Ewangelii, podobnie jak błyszczała każda ścieżka, którą Sam Pan stąpał.

Powiedziano o Panu Jezusie Chrystusie: Jego człowieczeństwo było doskonale naturalne w swym rozwoju. Jest to piękna prawda. Łukasza 2:52 potwierdza to. Nie było żadnego nienaturalnego postępu w Nim: wszystko wzrastało w porządku. Jego mądrość dotrzymywała kroku jego posturze, czy wiekowi. Był najpierw dzieckiem, później mężczyzną. Stale i wciąż jako człowiek (Boży Człowiek w świecie) wykazywał światu, że jego uczynki są złe. Pokazywał też, że On Sam będzie przez świat znienawidzony; lecz jako dziecko (dziecko według Bożego serca, jakbym powiedział) Pan Jezus był uległy rodzicom, podległy zakonowi i jedyny doskonały. W takim stanie dojrzewał jako przyjemna wonność dla Boga i człowieka.

Lecz następował w Nim postęp i jak widzimy, nie było cienia, odchylenia czy błędu w odróżnieniu Go od wszystkich pozostałych. Jego matka zachowywała te rzeczy w swym sercu lecz mgła, zaciemnienie, ba, sama ciemność dręczyła jej umysł i Pan musiał do niej rzec: Dlaczego Mnie szukaliście?

Lecz jeśli chodzi o Niego, rozwój był kolejny i właściwy z wyjątkiem moralnej piękności i mogę dodać, że Jego człowieczeństwo było doskonale naturalne w swym rozwoju, tak więc jego charakter był całkowicie ludzki w swym wyrazie: możemy powiedzieć, że wszystko co było widać było wspólne dla ludzi.

On był drzewem zasadzonym nad wodami rzek, przynoszącym owoce we właściwym czasie (Psalm 1), a wszystkie rzeczy są piękne tylko we właściwym czasie. Moralna chwała Pana Jezusa Chrystusa jako dziecka świeciła w swoim czasie i pokoleniu; a gdy stał się mężczyzną ta sama chwała otrzymała tylko inny wyraz. Wiedział kiedy odezwać się na zawołanie matki, gdy Go wołała, a kiedy się oprzeć, choć to ona wołała, kiedy uznać jej wołanie za nieistotne (Łukasza 2:51; Łukasza 8:21; Jana 19:27 ). Gdy pójdziemy dalej Jego śladami zauważymy, że On poznawał Getsemane we właściwej porze lub zgodnie ze swym charakterem, świętą Górę w jej czasie, zimą i wiosną, zgodnie z Jego Duchem. Znał studnię w Sychar i drogę, która wiodła do Jerozolimy na ostatnią chwilę. Stąpał po każdej ścieżce czy może wypełnił każdą kropkę w tym umyśle, który był zgodny z charakterem, który był pod pilnym okiem Boga. I tak było przy różnych okazjach wymagających stale więcej energii. Jeśli była nieczystość w Domu Ojca, On pozwalał, aby żarliwość pochłaniała Go. Jeśli to byli jego ludzie sprzeciwiający Mu się w samarytańskich wioskach, znosił to i szedł dalej.

Wszystko było doskonałe zarówno w różnych kombinacjach jak i porach. Płakał gdy zbliżał się do grobu Łazarza,choć wiedział, że przyniósł zmarłemu życie. Ten, który rzekł: Jajestem zmartwychwstanie i żywot, płakał. Boska moc pozwoliła na uwolnienie ludzkiego współczucia w pełnym wymiarze. Jest to pewne połączenie, kombinacja cnót, które składają się na moralną chwałę. Wiedział, jak napisał apostoł: jak obfitować i jak znosić biedę; jak korzystać z chwil obfitości i okresów depresji, ponieważ w swej drodze przez życie był w to wszystko wprowadzony.

Tak  więc był przygotowany na chwilę Swej chwały, a była to chwila niezwykle jasna. Mam tu na myśli przemienienie, kiedy to był wysoko wyniesiony i uhonorowany, świecił jak słońce, źródło jasności. I tak promieniejący byli Mojżesz i Eliasz, biorąc chwałę z Niego, naoczni świadkowie Jego niewyobrażalnego majestatu. A gdy ludzie zbiegli się, aby Go przywitać na dole góry, (Marka 9:15) nadal, wierzę, promieniał tą chwałą, którą miał uprzednio, choć „ukrywającą się” – przebywał z nimi nie po to, aby odebrać cześć lecz dlatego, że raz oddał Siebie Samego na wspólną służbę; ponieważ wiedział w jaki sposób obfitować. Nie był wynoszony przez Swoje powodzenie, Pan nie szukał miejsca wśród ludzi, lecz opróżnił Siebie Samego, bo pozbawił się reputacji, szybko ukrył Swą chwałę, aby być sługą, tym który służy, a nie tym któremu usługują.

Tak samo było również za drugim razem. Po Swym zmartwychwstaniu, jak to widzimy w Ewangelii Jana 20. Znajduje się wśród uczniów, pokazując tak chwalebny charakter jaki nie może być osiągnięty przez żadnego człowieka i nigdy nie będzie. Oto jest On Zwycięzcą nad śmiercią, „Niszczycielem” grobu. Lecz nie przyszedł tu pomimo takiej chwały, aby przyjąć, jak to się mówi, od Swych uczniów gratulacje, jak by to miało miejsce w przypadku zwykłego człowieka, który powrócił na łono przyjaciół i krewnych po trudach, niebezpieczeństwach i zwycięstwie.  Nie! On był obojętny na współczucie; potrzebował go we właściwym czasie  i odczuwał jego potrzebę, wtedy gdy tego nie dostał. Lecz oto teraz jest, wzbudzony z martwych, wśród Swych uczniów, raczej jako chwilowy gość niż Zwycięzca. Raczej uczy ich czego im potrzeba, a nie podkreśla Siebie i wielkie rzeczy które, właśnie osiągnął. To jest właściwe wykorzystanie zwycięstwa. Podobnie jak Abraham wiedział w jaki sposób wykorzystać Jego zwycięstwo nad zjednoczonymi siłami króli ku czemuś większemu niż własny zysk. Jest to znajomość rzeczy jak obfitować i jak być napełnionym.

Lecz Pan wiedział również jak się upokorzyć. Spójrzmy na Niego pośród mieszkańców samarytańskiej wioski w Ewangelii Łukasza 9. Cała akcja zaczyna się od tego, że w sensie osobistej chwały oczekiwał tego, że zostanie wzięty w górę, tak jakby już był po tym fakcie (Marka16:19 oraz 1 Tymoteusza 3:16 użyte jest to samo greckie słowo); w powszechny i stosowany sposób kogoś kto wie, że przyjeżdża osoba wybitna, wysłał przed sobą posłańców. Lecz niewiara Samarytan zmieniła sytuację, nie chcieli Go przyjąć. Odmówili drogi stopom Pełnego Chwały i zmusili Go, aby znalazł dla siebie inną drogę, odrzucili Go. Lecz On przyjął zaistniałą sytuację bez jakiegokolwiek narzekania w sercu. Widząc, że jako Betelejmita został odrzucony, znów stał się (zapożyczając słowo z Mateusza 2) Nazarejczykiem i po tej stronie samarytańskiej wioski okazuje tą nową cechę w tak doskonały sposób, jak to zrobił po drugiej stronie wsi z inną stroną swego doskonałego charakteru.

Tak więc, Pan wiedział w jaki sposób obfitować, co znów możemy ponownie zobaczyć w Ewangelii Mateusza 21.  Wchodzi do miasta Dawida. Wszystko, co mogło podkreślić Jego Boskość otaczało Go i towarzyszyło Mu. Jest teraz w swej ziemskiej chwale, wtaki sposób w jaki był w niebiańskiej chwale na świętej górze. Niebiańska chwała była Jego i w każdej chwili, która by tego wymagała mógł ją znowu „przyoblec”. Lecz niewiara Jerozolimy, podobnie jak  poprzednio Samarii, powoduje zmianę sceny i Ten, który wkroczył do miasta jako król, musi opuścić je, aby szukać schronienia na noc. Lecz oto jest tutaj poza Jerozolimą, tak jak był poza Samarytańską wioską i wie w jaki sposób „obfitować”.

Cóż za doskonałość! O ile niemożliwe jest porównanie ciemności ze światłem Jego osobistej, oficjalnej chwały, to Jego moralna chwała nie mogła znaleźć lepszej okazji, aby jaśniej błyszczeć. Ponieważ nie ma w moralności czy charakterze człowieka nic bardziej czystego niż to połączenie pragnienia uniżenia się wśród ludzi i świadomości nieodłącznej chwały przed Bogiem. Widzimy to u niektórych świętych.

Abraham był obcym przychodniem wśród Kananejczyków przez wszystkie swoje dni (nie mając swej ziemi na własność i nie szukając jej); lecz gdy nadarzyła się okazja, przekonany o swej godności w oczach Bożych i zgodnie z radą Boga, mógł rządzić królami.

Jakub mógł mówić o swej pielgrzymce, o tym, niewiele było dni jego życia i do tego były złe, nie robiąc sobie nic ze światowych obliczeń, lecz równocześnie mógł błogosławić, tego który był na ziemi największym mężem swych czasów, przekonany o tym, że przed Bogiem jest, z nich dwóch, lepszym i większym.

Dawid mógł prosić o chleb i prosić oń bez wstydu, lecz w tym wszystkim przyjmował cześć należną królowi, odbierając wyrazy uznania godne tegostanowiska, jak np. w przypadku Abigail.

Paweł związany łańcuchami, więzień w pałacu, mógł mówić o swych więzach, lecz w tym samym czasie, dawał poznać całemu sądowi i wysokim rzymskim urzędnikom, że wie o sobie, że jest błogosławionym człowiekiem i to jedynym spośród nich.

W tym połączeniu dobrowolnej degradacji przed ludźmi i przekonania o chwale przed Bogiem, otrzymujemy najlepszą, najjaśniejszą, ba (gdy biorę pod uwagę Kim On był) nieskończoną ilustrację naszego Pana.

A przecież jest jeszcze ciągle dużo więcej moralnego piękna w poznawaniu tego jak „być obfitym”, jak się upokorzyć, jak „obfitować” i jak cierpieć niedostatek, ponieważ mówi nam to, że serce człowieka, który nauczył się tych lekcji jest raczej bliżej końca podróży niż w samej podróży. Gdyby serce było w podróży, nie lubilibyśmy takich wypadków, trudności, niewygodnych, twardych i pagórkowatych miejsc; lecz jeśli jest się u kresu, po prostu takie rzeczy ulatują. Z pewnością dla wielu z nas śledzenie tego wszystkiego jest napomnieniem.

Lecz są jeszcze inne cechy charakteru Pana, na które musimy spojrzeć. Ktoś powiedział o Nim: był to najbardziej wielkoduszny i dostępny człowiek. Widzimy w Nim łagodność i dobroć nigdy u człowieka nie obserwowaną, a jednak ciągle odczuwamy to, że On był obcym. Jakże prawdziwe to jest! Był tutaj tak dalece obcym, ponieważ zbuntowany człowiek wypełniał miejsce, lecz równocześnie tak blisko jak tajemnica lub konieczność tego wymagała od Niego. Rezerwa jaką zachowywał i bliskość jaką wyrażał były doskonałe.

Pan nie tylko rozglądał się wokół przypatrując się otaczającemu Go nieszczęściu, lecz wszedł w sam „środek” ze współczuciem, które pochodziło z Niego samego; zrobił znacznie więcej niż tylko odmowa udziału w powszechnym zepsuciu: zachował dystans świętości od każdego jego tknięcia czy plamki. Widzimy Go ukazującego to połączenie odległości i intymności w Ewangelii Marka 6. Jest to wzruszająca scena. Uczniowie wrócili do Niego po całym dniu służby. On zatroszczył się o nich. Jest ich stanem bardzo zainteresowany, zajmuje się zmęczonymi, gdy mówi: Wy sami idźcie na osobność, na miejsce ustronne i odpocznijcie nieco (w.31) . Lecz tłumy podążają za Nim, a On zwraca się do nich z tą samą gotowością, rozpoznając ich stan, jako owiec nie posiadających pasterza, zaczyna ich uczyć. W tym wszystkim widzimy Go jako osobę, która jakże szybko zajmuje się, reaguje na pojawiające się różnorodne problemy; czy to będzie zmęczenie uczniów, czy też głód lub ignorancja tłumów. Jednak to wszystko w żaden sposób nie działa dla Niego. Pojawia się natychmiastowa separacja między Nim a uczniami, która wyraża się tym, że mówi uczniom, aby weszli do łodzi, a On odprawi tłumy. To oddzielenie od Niego powoduje dla nich tylko problemy. Powstaje wiatr i burza uderzająca na nich. I oto w samym środku ich rozpaczy pojawia się Pan, jest blisko, aby im pomóc i wzmocnić ich.

Jak konsekwentne jest to połączenie świętości i łaski we wszystkim. Jest blisko nas wśród naszych zmartwień, w głodzie i niebezpieczeństwie, a trzyma się z dala od naszego gniewu i egoizmu.

Jego świętość powoduje, że jest całkowicie obcy w tym zepsutym świecie. Jego łaska pobudza Go do działania w tym pełnym potrzeb świecie. To wszystko oddziela jego życie, powiedziałbymw moralnej chwale tak, że choć zmuszony przez otaczające warunki do samotności, Pan Jezus Chrystus był stale pociągany przez potrzeby i troski do aktywności. Ta aktywność realizowała się na rzecz wielu różnych osób i w ten sposób, była również niezwykle różnorodna.

Przeciwnicy, grupa uczniów idących za Nim i pojedynczy ludzie, wymuszali na Nim nieustanną różnorodność działań; zawsze musiał wiedzieć i z pewnością robił to doskonale, jak odpowiedzieć każdemu człowiekowi. A poza tym wszystkim widzimy Go przy różnych okazjach, przy stołach innych ludzi, lecz jest to tylko jeszcze jedna okazja do tego, by zwrócić uwagę na różnorodną Jego doskonałość. Przy stole faryzeuszy, gdzie widzimy go czasami, nie sankcjonuje i nie uznaje typowej sceny. Został tam zaproszony w charakterze tego, który jest rozpoznawany i uznawany na zewnątrz; tak więc działa tutaj w tym charakterze. Nie znajduje się tutaj jako prosty gość, którym opiekuje się i troszczy o niego gospodarz, może więc nauczać i gromić. Ciągle jest światłem i działa jako światło, a więc ujawnia ciemność wewnątrz domu, tak jak to robił na zewnątrz (Łukasza 7:11).

Lecz  jeśli wchodził do domu faryzeusza wielokrotnie w charakterze nauczyciela to wtedy działa w ten sposób, gromiąc moralny stan rzeczy, które tu zastał. Wchodzi również do domu urzędnika publicznego jako Zbawiciel. Lewi przygotował dla niego uroczysty obiad w swym domu i posadził grzeszników i celników razem z nim, co oczywiście się nie spodobało się religijnym przywódcom. Wtedy Pan objawia siebie jakoZbawiciela mówiąc im: Ci, którzy się dobrze mają nie potrzebująlekarza, lecz chorzy. Lecz idźcie i nauczcie się co to znaczy: miłosierdzia chcę a nie ofiary. Nie przyszedłem wzywać do upamiętniasprawiedliwych lecz grzeszników. Bardzo proste, lecz uderzające i niosące ogromne znaczenie. Faryzeusz Szymon miał zastrzeżenia, czy grzesznicy powinni wchodzić do jego domu i przystąpić do Pana Jezusa: Lewi urzędnik państwowy sprawił taką możliwość, że byli oni miłymi gośćmi Pana Jezusa. Tak więc, znowu widzimy, że w jednym domu Pan działa udzielając nagany, podczas gdy w innym, ujawnia Siebie w bogactwie łaski Zbawiciela.

Lecz widzimy Go również przy innych stołach. Możemy spotkać Go w Jerycho i w Emaus (Łukasza 19 oraz 24). Za każdym razem czyjeś pragnienie powodowało, że był przyjmowany, lecz za każdym razem wynikało ono z innej inspiracji. Zacheusz był tylko grzesznikiem, dzieckiem natury, która jak wiemy jest zepsuta w swych źródłach i działaniach, lecz był w tej chwili pod prowadzeniem Ojca i jego dusza kierowała się w stronę Jezusa. Chciał Go widzieć i pragnął usłyszeć od Niego polecenia. Przepchał się przez tłumy i wszedł na drzewo, aby Go zobaczyć, gdy przechodził. Pan spojrzał w górę i natychmiast zaprosił się do jego domu. Jest to dosyć osobliwe – nie zaproszony Jezus sam się zaprosił do domu urzędnika w Jerycho!

Wcześniejsze zmagania w życiu biednego grzesznika, pragnienie, które zostało wzbudzone przez pociągnięcie Ojca, spowodowały, że był tutaj, w domu, gotowy do przyjęcia Go, lecz Pan znacząco i słodko wyprzedził zaproszenie wszedł do domu, wszedł z pełnym objawieniem swego wspaniałego charakteru, a to działanie wydało wspaniały i słodki owocku chwale Ojca: Panie, oto połowę mojego majątku rozdaję ubogim, a jeśli co na kim wymusiłem zwrócę w czwórnasób.

Dalej, w Emmaus, czyjeś pragnienie zostało ponownie ożywione, lecz w innych warunkach. Nie było to pragnienie świeżo pociągniętej duszy, lecz konieczność odnowienia świętych. Tych dwóch uczniów nie wierzyło, wracali do domu z wielkim smutkiem, bo myśleli że Jezus ich zawiódł. Gdy Pan przyłączył się do nich, krótko ich zgromił, lecz w taki sposób ułożył rozmowę, że Jego słowa rozpaliły ich serca. Gdy zbliżyli się do wsi, Pan okazywał jakoby miał iść dalej. Nie chciał zapraszać się Sam, jak to miało miejsce w Jerycho. Nie byli w takim stanie moralnym, który by takie postępowanie sugerował – tak było z Zacheuszem lecz zaproszony, wszedł po to, aby dalej rozpalić pragnienie, przez które został tu zaproszony, aby go wynagrodzić w pełni. I tak się stało, przynaglani przez radość wrócili do miasta nocą, pomimo późnej pory, aby powiadomić swych przyjaciół.

Jak pełne piękna są te wszystkie przypadki! Gość w domu faryzeusza, gość w domu urzędnika publicznego czy wśród uczniów, zaproszony czy nie, gość w osobie Jezusa, znajduje się zawsze na właściwym miejscu w swym pięknie i doskonałości. Mógłbym podawać inne przypadki goszczenia Go przy innych stołach, lecz teraz chcę spojrzeć jeszcze tylko na jeden przykład. Widzimy Go w Betanii w rodzinnej atmosferze. Gdyby Jezus odrzucał ideę chrześcijańskiej rodziny, nie znalazłby się w Betanii, tak jak Go tam widzimy, a gdy tylko spotkamy tam Pana, jest to jeszcze jedna sposobność do prześledzenia w Nim następnej molarnej cnoty. Jest przyjacielem rodziny, znajdującym, podobnie jak do dziś pośród nas, dom wśród nich. A Jezus kochał Martę, Marię i Łazarza, to jest opis tej sytuacji. Jego miłość do nich nie była tego rodzaju jakiego możemy się spodziewać po Zbawicielu, Pasterzu, choć wiemy, że On jest tym wszystkim. Była to miłość przyjaciela rodziny. Lecz pomimo przyjaźni i bliskiej znajomości, która pozwalała na to, że w każdej chwili może wejść i być przyjętym, Pan nie przeszkadza w codziennych zajęciach domowych. Marta była gospodynią, osobą zajętą rodziną, użyteczną, ważną w tym miejscu i Jezus z pewnością pozostawia ją na tym miejscu, gdzie ją znajduje. Nie do Niego należało wprowadzanie takich zmian. Łazarz mógł siedzieć obok gościa przy rodzinnym stole, Maria mogła oddzielić się i wycofać się do swego własnego królestwa, czy Królestwa Bożego w niej, Marta mogła być zajęta i usługiwać. Niechby tak było. Jezus opuszcza je tak jak je zastał. Ten, który nie wszedłby do domu innej osoby, postronnej, gdy zaszedł do tych dwóch sióstr i brata nie będzie mieszał się do istniejącego tu porządku i nie będzie podejmował inicjatywy wprowadzania zmian. Lecz jeśli kto z członków rodziny, zamiast zabiegania wokół spraw związanych ze swym miejscem w rodzinie, odłączy się, aby uczyć się w Jego obecności, Pan Jezus musi i okaże Swój wspaniały charakter i poukłada wszystko na właściwym z Bożego punktu widzenia miejscu (Łukasza 10:38-42).

Jakże różnorodne i wyśmienite piękno! Któż prześledzi wszystkie Jego ścieżki?  Sokół stwierdziłby, że jest to poza zasięgiem jego wzroku. Więc nie ma człowieka, który może zobaczyć pełny obraz.

Część Druga

topod

[Głosów:0    Średnia:0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.