Author Archives: admin

Poddani Chrystusowi

Frangipane Francis

Jest taki nieczysty duch, którego jedynym celem jest przekonać cię, że on jest Bogiem. Brzmi bardzo podobnie do Boga i gra na naszych słabościach, grzesznych myślach i pragnieniach. Jest posłany po to, aby zwodzić tych, którzy mają silny dar wstawiennictwa i usiłuje zdobyć dostęp do naszego serca i umysłu, aby wykorzystać nasze modlitwy do zadawania ran Ciału Chrystusa. Jednym z jego celów jest spowodowanie, aby nasze usta weszły w zgodę z rzeczywistością ciemności.

Ten demon może siebie prezentować jako dar rozróżniania czy nawet proroczego objawienia. Może zacząć od schlebiania ci i usiłowania przekonania cię, że jesteś jednym z niewielu, którzy rzeczywiście słyszą głos Boży i mówią w Jego imieniu. Stara się on tak wynieść twoją opinię o sobie, abyś stanął ponad tymi, którzy mają być twoimi nauczycielami czyniąc cię w ten sposób niepodatnym na naukę. To tylko kilka sposobów działania tego ducha.

Ten demon znany jest jako duch religijny.

Lecz niech cię jego nazwa nie oszuka – jest subtelny i destrukcyjny. Chce zdobyć dostęp do twoich ust, aby uruchamiać na ziemi piekielne destrukcyjne moce. Stara się również o dostęp do twojego serca poprzez wszystkie dziedziny twojego życia, które nie są poddane Chrystusowi, czy każdą część serca, która stwardniała przez obecność oziębłej miłości.

Widziałam jak ten duch zwiódł wielu szczerych, Bożych ludzi i używał ich do dzielenia i niszczenia kościoła. Oni czuli, że otrzymali “posłanie od Boga”, że inni w Ciele Chrystusowym nie są duchowo w porządku lub mają “ukryty grzech”.

Być może zaistniała jakaś niezgoda z kościołem czy kimś z kościoła, lecz zamiast chodzić w prawdziwym przebaczeniu, noszą wobec nich urazę w sercu. Zamiast modlić się o nich, zaczęli modlić się przeciwko nim, prosząc Boga, aby ich osądził. Oni mogą nawet czuć, że “wiedzą” jaki będzie Boży osąd nad nimi i modlić się zgodnie z tym, co czują, żeby się to stało. Wierząc, że walczą przeciwko zwierzchnościom, prowadzą wojnę przeciwko swoim braciom i siostrom w Panu. Lecz oni faktycznie walczą przeciwko Samemu Chrystusowi.

Słyszałam ludzi, którzy mówili, że “Bóg” powiedział im, że ON zamierza zniszczyć takiego, a takiego, służbę czy kościół, lecz zamiast szczerego przerażenia tym wydarzeniem i modlitwy przeciwko niemu, miałam wrażenie, że nie pragnęli oni niczego lepszego niż zniszczenie tych ludzi czy organizacji.

Nie zdając sobie sprawy z tego, weszli wzgodę z mocami ciemności. Zamiast stanąć w wyłomie za swymi braćmi czy  siostrami, postrzegają ich jako będących poza Bożym zasięgiem. Nieświadomie umieścili ich w kategorii “niezbawialnych”. Może im się nawet wydawać, że ci ludzie stoją na drodze do pełnego ujawnienia Bożej mocy w kościele i po to, aby “pomóc” Bogu, modlą się o ich usunięcie. Zamiast wierzyć w to, że Boże miłosierdzie weźmie górę w życiu brata, czują, że nie jest on tak “duchowy” jak powinien, zatem decydują w sercu, że Bóg musi chcieć usunąć ich. BOŻE SERCE NIE JEST TAKIE!

Modlitwa duszewna, egoistyczna

Modlitwy, które są poza Bożą wolą i które są zgodne z egoistycznymi pragnieniami naszego własnego serca nazywane są modlitwami duszewnymi. Gdy modlimy się przeciwko komuś, powodujemy, że moce ciemnością są zwalniane na tych ludzi. Może to wywołać u nich straszliwą walkę. Jest to czarownictwo i jeśli paramy się tym, otwieramy nasze własne życie na niszczące duchy, aby wróciły i zrujnowały nasze własne życie.

Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni. Przebaczajcie, a zostanie wam przebaczone (Łuk 6:37) “Ponieważ jaką miarą mierzycie taką i wam odmierzą” (Łuk 6:38).

Jest to bardzo niebezpieczne, aby zakładać, że znamy Bożą wolę dla kogoś innego i modlić się, aby się to wydarzyło. Może się okazać, że walczymy przeciw Bożej woli w ich życiu. Zawsze powinniśmy potwierdzać
to, co czujemy, że usłyszeliśmy w duchu, pokojem Bożym. Jeśli nie mamy pokoju wobec tego słowa, które otrzymaliśmy, jeśli nie pochodzi ono z serca pełnego szczerej miłości do braci, to powinniśmy je odrzucić.

Duch religijny.

Jest to ten sam duch, który prowadził Pawła do prześladowania pierwszego kościoła. Gdy nękał drobną grupę zwaną nazareńczykami, szczerze czuł, że działa dla Boga. Zabijał i wtrącał do więzień setki uczniów Chrystusa i czuł, że robi dobrze. Był głęboko przekonany, że wypełnia wolę Bożą. Paweł był przekonany, że wie, co jest dobre i, że ci chrześcijanie byli źli. Co więcej, wierzył, że musi zniszczyć ich i czuł, że jest to zadanie zlecone mu przez Boga Lecz gdy Pan objawił mu się na drodze do Damaszku, pokazał mu, że nie walczył o prawdę, lecz na rzecz mocy ciemności.

Co musiał przeżywać Paweł, gdy dowiedział się o prawdzie swoich działań? Tak bardzo pragnął walczyć dla Boga, a jednak okazało się, że walczył przeciwko Niemu. Jakże musiał cierpieć z powodu swego grzechu; jego smutek musiał być niezmierzony. Niemniej jednak, pokutował i zmienił się z największego prześladowcy pierwszego kościoła do największego jego obrońcy.

Również i my możemy odwrócić się od modlenia się o Bożą karę dla tych, których nie akceptujemy i zacząć modlić się o Bożą wolę i miłosierdzie, aby stały się widoczne w ich życiu. Możemy być poprowadzeni przez Ducha Świętego do prawdy w Bożym słowie, które mówi: “Mądrość, która jest z góry, jest przede wszystkim czysta, następnie miłująca pokój, łagodna, ustępliwa, pełna miłosierdzia i dobrych owoców, nie stronnicza, nie obłudna. A owoc sprawiedliwości bywa zasiewany w pokoju przez tych, którzy pokój czynią (Jak. 3:17-18).

Niezwykle ważne jest, abyśmy strzegli naszych serc miłością Bożą, ponieważ “miłość zakrywa mnóstwo grzechów” (1 Ptr. 4:8). Pan ostrzega nas w ew. Mat 24:12, że miłość wielu oziębnie z powodu wzrostu bezprawia. “lecz kto wytrwa do końca zbawiony będzie” (w. 13).

Jedynym sposobem na ustrzeżenie naszych serc jest ich silne związanie z Panem. W każdym miejscu naszego serca, które nie jest poddane Panu są obszary podatne na działanie przeciwnika.

Nie wolno na modlić się o innych z poczuciem frustracji czy gniewu. Największą i najbezpieczniejszą modlitwą, jaką możemy się modlić o siebie i innych jest “NIECH SIĘ DZIEJE WOLA TWOJA!” Nie ich czy nasza wola, lecz módl się gorliwie o to, aby Boża wola wypełniła się w ich życiu.

Bóg będzie cię błogosławił.

Jeśli czujesz, że zostałeś ofiarą duszewnej modlitwy czy czarów, możesz czasami czuć ciężar lub złowieszcze poczucie niepowodzenia. Możesz przeżywać zwiększone walki w relacjach, doświadczenie zamieszania czy przytłaczające poczucie zniechęcenia. Lecz, odwagi, połowa zwycięstwa to wiedza o tym, co cię atakuje.

Podoba się czy nie, będziesz musiał modlić się za tych, którzy modlą się przeciwko tobie. Módl się o to, aby ich słowa skierowane przeciwko tobie były bezsilne i aby przestali modlić się poza wolą Boga. Proś Boga, aby ich błogosławił swoją obecnością, miłością i miłosierdziem.

Przede wszystkim, musimy przebaczać, ponieważ w rzeczywistości oni nie zdają sobie sprawy z tego, co robią . Są ofiarami nieczystego ducha tak samo jak i my. “Nie walczymy z ciałem i krwią” (Ef. 6:12), co znaczy: nie walczymy ze sobą nawzajem, lecz “zmagamy” się z Szatanem i jego demonami. Przeciwnik jest naszym wspólnym przeciwnikiem i nie walczymy w naturalnej lecz w nadnaturalnej rzeczywistości.

Pokutuj z wszelkiego nieprzebaczenia jakie możesz utrzymywać przeciwko nim czy komukolwiek innemu i proś Boga, aby dał ci bezwarunkową miłość do nich. Jeśli to możliwe, bądź dla nich zachęceniem – będzie im bardzo trudno trwać w nienawiści jeśli zareagujesz na nich w miłości. Uwaga: Może zająć trochę czasu zanim duchowa atmosfera wokół ciebie zostanie oczyszczona z wszystkich ich modlitw, zatem trwaj w modlitwie często, aby okryć się ochroną.

Ostatecznie, obserwuj jak Bóg błogosławi ciebie, przez to wszystko, ponieważ w obliczu doświadczeń jest w nich błogosławieństwo jeśli poddamy się Bogu. Jeśli przeciwnik wybrał cię na cel, bądź zachęcony, ponieważ musi on wiedzieć coś potężnego o twojej przyszłości, inaczej nie zwracałby sobie głowy nękaniem ciebie.

сайта

Szkoła Biblijna on-line 01.03 Autorytet

Iz. 55:11
tak jest z moim słowem, które wychodzi z moich ust:  Nie wraca do mnie puste, lecz wykonuje moją wolę i spełnia pomyślnie to, z czym je wysłałem


Słowo ”autorytet” („władza”) w hebrajskim Starym Testamencie jest tłumaczone z kilku różnych słów w zależności od kontekstu. Widzimy takie zwroty jak „oddaj się pod jej władzę” (1 Moj.. 16:9). Słowo „autorytet” jest używane w Księdze Estry 9:29 i jest to hebrajskie słowo „toqef”. Oznacza „moc, siłę, autorytet”.
Niemniej jednak, w Nowym Testamencie to słowo jest tłumaczone z greckiego „exhousia” i znajduje się w taki wersach jak: Jn.1:12 (BT):
Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi,
gdzie oznacza „moc, autorytet”, oraz Jn. 5:26: I dał mu władzę sądzenia, bo jest Synem Człowieczym gdzie oznacza: „władzę”.

Autorytet zasadniczo oznacza moc i prawo do wymuszenia czegoś. Chrześcijanin ma moc, aby być dzieckiem Bożym (Jn. 1:12); Jezus ma władzę sądzenia (J. 5:26). Co więcej, wobec Biblii oznacza to, że ma ona prawo ogłaszać, co jest a co nie jest prawdą. Oznacza to, że Biblia niesie w sobie zarządzoną przez Boga i przez Bogu udzieloną moc do ogłaszania kim jest Bóg, kim i czym nie jest, kim jest Jezus, co On zrobił na krzyżu i co jest potrzebne do tego, aby uzyskać przebaczenie grzechów.

Autorytet pisma nie wywodzi się z jego relacji do chrześcijańskiego kościoła; to zna., że kościół nie udziela autorytety Biblii; nie wywodzi się on również z konsensusu, w wyniku którego chrześcijanie zgodzili się co do tego, że ono ma autorytet i w związku z tym zdecydowali poddać się mu. Zamiast tego, autorytet Biblii bierze się z jego cnót jako zainspirowanego i napisanego przez Boga i ma ona autorytet na każdym czy to chrześcijaninem czy nie. Choć obecnie nie każdy poddaje się Bożemu Słowu to później, gdy prawdy Bożego Słowa staną się oczywiste w dniu Sądu, wszyscy się poddadzą. Ponieważ Biblia pochodzi od Boga, wszystko co ona mówi jest prawdziwe i autorytatywne i stanie się rzeczywistością.

Zastosowanie

Dlaczego jest to tak ważne? Przede wszystkim dlatego, że znaczy to, że Biblia ma autorytet nad wszelkimi dziedzinami chrześcijańskiego życia. Oznacza to, że mamy siebie samych poddać Bożemu Słowu i być mu posłusznymi. Oczywiście, to posłuszeństwo nie udziela nam zbawienia, ani w żaden sposób nie wzmacnia naszego stania przed Bogiem, lecz oznacza, że mamy się poddać temu, co mówi.
Gdy zatem Biblia mówi „nie kradnij” (2 Moj. 20:15), to musimy się poddać temu standardowi moralnej poprawności i nie kraść, ani nie mówić fałszywego świadectwa (20:16), czcić rodziców (20:12) itd.
Po drugie, pismo samo w sobie dokonuje osądu niewierzących. Jak zwykle w obronie naszej wiary musimy powiedzieć ludziom, że zapłatą za grzech jest śmierć (Rzym. 6:23), że wszyscy zgrzeszyli (Rzym. 3:23), że Jezus jest jedyną drogą do przebaczenia naszych grzechów (J 14:6) oraz że jedynie On jest naszą ucieczką przed sądem Bożym (Rzym 2:4). Lecz nie wypowiadamy tych rzecz w naszym własnym autorytecie, lecz w autorytecie Bożego Słowa, które ustanowiło te rzeczy.
Po trzecie, oznacza to, że gdy mówimy Boże słowo, to mówimy autorytatywnie – zatem bądź ostrożny jeśli przeinaczasz Boga. Po czwarte, Boże Słowo osiąga cel, który mu Bóg nadaje, ponieważ po to właśnie jest autorytet. Znaczy to, że musisz studiować Słowo, zapamiętywać wersy i mówić je ludziom jak należy. Słowo Boże jest potężne i musi być używane do umacniania i obrony wiary. Zatem, gdy mówisz prawdy Bożego słowa, bądź pewien, że one mają autorytet do osiągnięcia tego, co Bóg chce osiągnąć.

продвижение

Kłamstwo – 9

Ewangelia HUMANIZMU

Czym jest humanizm? Jest wszędzie wokół nas. Jest dominującym duchowym kredo większości zachodniego społeczeństwa; szerzy się w mediach, edukacji, medycynie – wszędzie. Co smutne – przeniknął w ostatnich latach w znaczny sposób także do kościoła.

W humanistycznym myśleniu to raczej CZŁOWIEK jest centrum wszystkiego niż Bóg. Wszystko kręci się wokół tego, aby uszczęśliwić CZŁOWIEKA.
Mowa o „GRZECHU” sprawia, że ludzie czują się nieszczęśliwi i winni – zatem jest to „złe”, aby być tak ‘osądzającym”, i głosić ostro przeciwko grzechowi.
Humanizm jest bardzo tolerancyjny, mówi: „Oni nie ranią nikogo, niech sobie robią, co chcą”. W rzeczywistości „TOLERANCJA” i „SZCZĘŚCIE CZŁOWIEKA” są wielkimi mantrami humanizmu.

W jaki sposób ta podstępna filozofia wdarła się do kościoła?
Za każdym razem, gdy słyszysz ewangelistę brzmiącą jak telewizyjne reklamy to jesteś świadkiem inwazji humanizmu. Usłyszysz jak mówią:

-Bóg chce CI dać fascynujące życie. Bóg chce CIĘ błogosławić. Bóg chce zabrać wszystkie TWOJE zranienia a dać CI szczęśliwe życie…”

Oczywiście, to wszystko jest prawdą, lecz to co się tutaj dzieje to przeniesienie NACISKU ze „zbawienia od grzechów i sądu” na to, że „Bóg chce cię błogosławić i uszczęśliwić”.
Nie skupiamy się już na tym, że nasze grzechy obrażają Boga, i że KRZYŻ jest jedynym ratunkiem. Przesłanie staje się raczej „komercyjną pastą do zębów” – używaniem Jezusa jako środka do szczęśliwego i udanego życia. Staje się po prostu środkiem do wypełnienia naszych egoistycznych potrzeb. Chodzi tylko o to, „co ja mogę z tego mieć”?

Jak odkrył przemysł reklamowy jest mnóstwo pieniędzy i powodzenia w „usuwaniu negatywów” i podkreślaniu wyłącznie pozytywnych i szczęśliwych rzeczy i mnóstwo współczesnych kaznodziejów zdaje się iść ręka w rękę z humanistyczną falą przypływową – głosząc wyłącznie „błogosławieństwo i łaskę”, a zapominając o przekonaniu o grzechu i „braniu na siebie krzyża”. No, przecież nie chcemy nikogo „zgorszyć”, prawda?

Lecz to nie jest to co Jezus i apostołowie głosili. Głosili „grzech, sprawiedliwość i sąd” w bardzo bezpośredni i przeszywający sposób.
Często jest to wyraźnie widoczne, że ich słuchacze byli bardzo urażeni – podobnie jak to miało miejsce w przypadku głoszenia proroków Starego Testamentu. Oni głosili prawdziwą pokutę „przeliczanie kosztów” i zostawienie wszystkiego. Lecz dziś, wiele kościołów za taką mowę nigdy nie zaprosiło by cię ponownie i w ten sposób dojrzało do zwiedzenia.

Bóg nie jest w pierwszej kolejności zainteresowany ludzkim szczęściem. Jego bardziej interesuje nasza ŚWIĘTOŚĆ, lecz dla wielu kaznodziei „Łaska i Błogosławieństwo” stały się receptami na sukces i wielu obecnie podąża tą szeroką i zwodniczą ścieżką. Całkiem sporo z nich nauczyło się nawet jak podnosić głos w taki sposób, abyś MYŚLAŁ, że głoszą w mocy i wyzywająco, lecz gdy przebadasz to, co mówią, to jest w tym znacznie więcej formuły „błogosławieństwa i ekscytacji”.

Smutne jest to, że kościół karmi się tymi „cukrowanymi odpadami” bardzo szybko stając się skrajnie „tłusty’ i letni.

Apostoł Paweł napisał: “Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce” (2 Tym 4:3)/

Muszę powiedzieć, że nie było w historii takiego czasu, aby tak rażąco wypełniało się to Pismo niż dziś. Mamy literalnie STERTY „występujących” nauczycieli, nie kończące się konferencje. Niemal każdy łaskocze uszy chrześcijan i ciągnie z tej „żyły złota” bardzo dobre pieniądze za to, co robi. Gdybyś usuną zdolność do „łaskotania uszu” to połowa kaznodziejów w Ameryce znalazło by się bez pracy w ciągu jednej nocy.
Nie mieliby niczego do powiedzenia. Oni poświęcają niemal CAŁY CZAS głoszenia na „sympatyczne” i ekscytujące rzeczy do łatwowiernych chrześcijan, którzy szczęśliwi dają na opłaty rejestracyjne i na składki, I na „drugą ofiarę”, I POTEM kupują zestawy kaset za wygórowane ceny. ‘Swędzące uszy?” – mamy tego aż do przesady, dziś. Niestety przypomina się stare powiedzenie o
„zabawianiu siebie samych, aż na śmierć”.

W ten sposób humanizm zdominował kościół.

Co, zatem, robi Bóg w takim stanie rzeczy? To samo co zawsze, robił. Znajdzie gdzieś takich, których umieści na końcu pustyni na kilka lat i wyszkoli ich, aby byli grupą „Janów Chrzcicieli” na taki czas jak ten. We właściwej chwili wyjdą z nikąd mówiąc przenikające i bezkompromisowe słowo „POKUTUJCIE!”

Takimi byli Finney’owie, Wesley;owie i Whitefiled`owie w minionych wiekach. Historia przebudzenie jest historią Bożych proroków pojawiających się w Jego wyznaczonym czasie.

Jest taka cięta wypowiedź A.W.Tozera, którą zawsze lubiłem:

„Bóg zawsze miał takich swoich specjalistów, których głównym przedmiotem troski było moralne załamanie i upadek duchowego zdrowia narodu czy kościoła. Tacy ludzie jak Eliasz, Malachiasz i inni tego rodzaju, którzy pojawiali się w krytycznych momentach historii, aby karcić, gromić i napominać w mieniu Bożym i sprawiedliwości… Taki człowiek zwykł być tak drastyczny, radykalny i czasami gwałtowny, że zdumiony tłum, który zbierał się wokół, aby obserwować szybko określał go jako skrajnego, fanatycznego i negatywnego, i w pewnym sensie tak było. Był skupiony, surowy, bez cienia strachu i takich cech wymagały okoliczności. Niektórych szokował, innych napawał strachem i zrażał wielu, lecz wiedział dobrze, kto go powołał i w jakim celu został posłany. Jego służba przeznaczona była do sytuacji krytycznych i ten fakt decydował o tym, że był inny, oddzielony”.

(-Ze wstępu Tozer’a do  'Why Revival Tarries’ Ravenhill’a).

Humanizm jest “niewidzialny przeciwnikiem”, który przejmuje współczesny kościół. Jest to „ewangelia egoizmu”, która infiltruje przez swoją subtelność i przebiegłość, a ludzie tak bardzo to kochają. Lubią ludzi, którzy wywołują u nich śmiech, a unikają tych, którzy będą wywoływać u nich płacz.
Dominująca filozofia duchowa zachodu pomału staje się równie dominująca
w kościele. Czy znajdą się mężowi i niewiasty, którzy będą mieli odwagę „podnieść standardy” przeciwko ultra – POPULARNEMU zwiedzeniu – i będą głosili
prawdę? I tacy kaznodzieje, którzy będą śmieli zrazić ludzi, jeśli to będzie konieczne, lecz swego Boga nigdy?

Musi nadejść taka chwila, gdy tacy prorocy znowu odnajdą się. Modlę się o to, aby stało się to szybko, ponieważ jesteśmy naprawdę w krytycznej sytuacji – tak złej czy nawet jeszcze gorszej niż wielu, którzy byli przed nami.

Niech powstaną Janowie Chrzciciele!

Niech was Bóg błogosławi. Najlepsze życzenia w Chrystusie

Andrew Strom.

сайт

Opuszczam ruch 'Chrześcijanie poza kościołem’

Strom Andrew

Nastąpiła zmiana: teraz jest już czas na „WCHODZENIE do”, a nie na wychodzenie.

W zeszłym roku publicznie stwierdziłem, że opuszczam ruch „Proroczy”, którego częścią byłem przez ponad dziesięć tal . Z perspektywy wiem, że była to właściwa i konieczna decyzja. Czasami publiczne „zostawienie za sobą” czegoś jest ważne. Niemniej, nie chciałbym być teraz znany jako ktoś stale „wychodzący” z czegoś, jestem więc zmieszany będąc zmuszony do jeszcze jednego, podobnego ogłoszenia, zaledwie rok później, lecz Bóg kładzie to na moim sercu od pewnego czasu.

Ostatnio coraz bardziej niewygodnie czułem się z następnym ruchem, z którym związane było moje nazwisko przez wiele lat. Na naszej witrynie internetowej nazwaliśmy to ruchem „Out-of-Church” (Książka A. Strom, „Out of Church Christians”, którą zatytułowałem: „Chrześcijanie bez kościoła” – przyp. tłum.), choć ostatnio Geroge Barna zaczął nazywać to „Rewolucją”. Nie jest to dokładnie to samo, lecz w znacznym stopniu pokrywa się. Będąc znany jako sympatyk i poplecznik tego ruchu nadszedł dla mnie czas na to, aby publicznie stwierdzić, że opuszczam go. Nie mogę już więcej być uważana za człowieka, który popiera coś, co jest w sposób fundamentalny anty-nowotestamentowe.

Proszę nie myśleć, że tutaj mówię o ruchu „kościołów domowych”. Nie do tego się tutaj odnoszę, choć mam również pewne obawy, co do tego ruchu, lecz nie o tym mowa tutaj.

Przez ostatnie 20 lat byłem zaangażowany w pracę z grupą ludzi, którzy opuścili swoje kościoły – często tylko po to, aby pozostać w swego rodzaju indywidualizmie typu: „ja i Bóg”. Nie mogę być już dłużej przyznawać się tego myślenia. Problemem polega na tym, że widzę, iż kształtuje się „pustynna” mentalność i wielu wydaje się trwać w tym na zawsze. Nie ma prawdziwego „Żywego Kościoła”, i nie ma prawdziwego „Przywództwa” i zauważyłem, że właśnie z tego powodu NIC SIĘ NIE DZIEJE. Upływa rok za rokiem i NIC.

Dlaczego tak się dziej? Ponieważ „Ciało” i „Przywództwo” są niezwykle ważne dla podstaw nowotestamentowego chrześcijaństwa. Bez tych dwóch rzeczy po prostu nigdzie nie zajdziemy. Myślę w ten sposób: czyż nie jest to wzór, który widzimy bezpośrednie w Dziejach Apostolskich? Dla wielu rewolucja „Out-of-Church” to coś nowego, lecz dla mnie jest to bardzo stara, ponad 20 letnia obserwacja, o której muszę wam coś powiedzieć: TO NIE DZIAŁA.

Nie jest to przeniesienie do rzeczywistego nowotestamentowego „Żywego Ciała”. Nie prowadzi to to Przebudzenia, nie prowadzi do przemiany kościoła. „Rozprasza” zamiast „gromadzić”, prowadzi do tego, co ja nazywam chrześcijaństwem „bezkształtnego tłumem”. Innymi słowy: Ciało Chrystusa staje się rozproszoną masą indywiduów, bez formy czy kierunku działania – „ludzi robiących to, co im się wydaje właściwe we własnych oczach”. Nie wiem czy będziemy w stanie znaleźć coś bardziej przeciwnego do prawdziwego Żywego Ciała.

Wielu ludzi mówi, że jeśli mamy mieć liderów, to muszą oni być prawdziwymi „sługami”. Amen! – w pełni się zgadzam. Lecz Nowy Testament stwierdza również, że potrzebujemy „Ojców” w wierze (- którzy poprawiają, dyscyplinują i nauczają), jak również prawdziwych „pasterzy”. Z mojego doświadczenia wynika, że ci, którzy chcą „sług” – bez „ojców” i „pasterzy” – są często ludźmi, którzy mają w swych sercach głęboką warownię „BUNTU” – co starają się ukryć pod dobrze brzmiącymi mowami (jak ja sam to kiedyś robiłem).

I tego właśnie ten ruch jest pełen: dobrze brzmiących mów. Zobaczysz to również w książce G.Barna „Rewolucja”; słychać tego wszędzie pełno w ruchu „Out-of-Church”. Kolosalne żądania ogłaszają ci, którzy po prostu „wyszli” – i faktycznie „SĄ kościołem, bez CHODZENIA do kościoła” itd. Ktoś mógłby myśleć, że „wyjście” jest rozwiązaniem wszystkiego, co nam dolega. Jak obserwuję to już od 20 lat – nic bardziej mylnego.

Fakty są proste: jeśli twoje myślenie i zachowanie jest zasadniczo „przeciw-Ciału” i „przeciw-liderom” to nie oczekuj, że dojdziesz gdziekolwiek. Nie spodziewaj się również, że Ciało Chrystusa gdziekolwiek zajdzie. Nie zostaliśmy stworzeni, aby być „bezkształtnym tłumem”, lecz po to, aby być zjednoczoną armią z liderami, kierunkiem i zespołową pracą – zdobywającą królestwo ciemności „połączonymi siłami”. Zjednoczeni razem jesteśmy bardzo silni – ponieważ Bóg zaplanował, abyśmy byli „Ciałem”. Podzieleni na „indywidualistów” jesteśmy słabi i nieskuteczni. Dlatego w Księdze Dziejów Apostolskich wierzący jednoczyli się pod przywództwem „LIDERÓW”. To właśnie „LIDERÓW” Bóg używał jako kleju utrzymującego wszystko razem. Po prostu tak zawsze było.

Czy jesteś kimś, kto ma problemy z koncepcją jedności pod przywództwem? W takim przypadku nie oczekuj, że weźmiesz udział w nadchodzącym poruszeniu Bożym. – Twoje motywacje są całkowicie sprzeczne z Nowym Testamentem.

Niemniej, czy ja odczuwam sympatię dla tych, którzy czują się jak „wyrzutki” w kościele. Czy czuję sympatię dla tych, którzy szukają i szukają, i wydaje się, że nie mogą znaleźć kościoła, który stałby na solidnych biblijnych fundamentach? Z pewnością, tak. Przez cały czas wielu ludzi pisze do mnie, mówiąc, że obeszli wszystkie kościoły w okolicy i wszystkie z nich to albo „martwe” tradycyjne kościoły albo jadące na uczuciach, nadmiernie „charyzmaniatyczne” (tak, jestem pełnym Ducha sam, lecz muszę przyznać, współczesny ruch charyzmatyczny jest w wielkim zamieszaniu) i to jest wielki problem – dokąd ci ludzie mają iść?

Faktem jest, że to, co popularyzuje G.Barna jako nową „Rewolucję w wielu przypadkach nie wydaje się być aż tak wielkie. Często jest jest to sprawa kościoła, który tak upadł, że wielu z jego najlepszych ludzi jest zmuszonych do odejścia i to bez powrotu. Czy to brzmi dla ciebie jak wielka „Rewolucja”? Rzeczywistym problemem jest, jak zresztą i sam Barna stwierdza wielokrotnie, KRYZYS PRZYWÓDZTWA w zachodnim kościele. Po prostu niemożliwe jest przyjąć, aby sprawy potoczyły się aż tak źle, gdyby było inaczej.

Gdzie więc szukać odpowiedzi? Z pewnością nie jest to ani odrzucenie koncepcji „Ciała”, ani „przywództwa”. Taka opcja nie wchodzi w ogóle w rachubę, lecz musi być jakiś „nowy” sposób, w jaki Bóg udzieli odpowiedzi odstępczemu kościołowi. Wielokrotnie mówiłem, że to, co nadchodzi na zachód to nie jest tylko Przebudzenie, lecz również „Wielka Reformacja”. Bóg nie może mieszkać wraz z letnik kościołem. Jest już blisko wprowadzenia wielkiej „zmiany”, a w czasie Reformacji Bóg zawsze zajmuje się tymi dwoma sprawami – „Ciałem” i „Przywództwem”. On wzbudza coś NOWEGO.

O co mi chodzi? Po prostu to, że „wyjście” nie jest odpowiedzią. Sprawa raczej polega na tym, czy „wejdziesz” do nowych rzeczy, które Bóg chce robić. To jest zawsze kluczowa sprawa i, powiadam wam, jeśli macie jakiś problem z „Ciałem” lub „Przywództwem” to wasze szanse na „wejście do” są niemal równe zeru. Nie da się po prostu wejść do nowotestamentowego chrześcijaństwa bez tych dwóch elementów.

Nie znam ciebie, lecz mam wielkie oczekiwania, co do tego nadchodzącego, 2006 roku. Głęboko wierzę, że możemy być blisko przeżycia przełomu w „nowych rzeczach”, które Bóg chce ustanowić. Jedno jest jednak pewne: jeśli naprawdę nie chcemy PROWADZIĆ lub być PROWADZONYMI to wierzę, że możemy rzeczywiście zapomnieć o swoim udziale w tym nowym dziele. Tak ważne jest przywództwo w nowym poruszeniu Bożym; jest ono absolutnie niezbędne.

Przyjaciele, czy możecie pojąć ten krytyczny fakt:

– Nastąpiła zmiana: teraz jest już czas na „WCHODZENIE do”, a nie na „wychodzenie z”.

Bóg chce robić „nową rzecz” i rzeczywistym pytaniem jest to, czy twoje serce jest gotowe do tego, aby wejść i stać się częścią tego. Nie bądźcie jak Izraelici, którzy tułali się po pustyni i na niej pomarli, ponieważ nie chcieli wejść do Ziemi Obiecanej.

Bądź tym, który „wchodzi”.

Na zakończenie, muszę powiedzieć jeszcze:

Ponieważ nie mogę już dłużej ochraniać Rewolucji „Out-of-church”, którą popierałem przez wiele lat, jestem zmuszony zdjąć moją książkę „The OUT-OF-CHURCH Christians” ze strony głównej http://www.revivalschool.com

Chciałbym prosić o przekazanie tego listu do waszych przyjaciół i na inne listy, każdemu, kto może znać nasze poprzednie stanowisko. Trzeba, aby stało się to powszechnie znane, że już więcej nie popieramy Rewolucji „Out-of-Church” głównie z powodu tych dwóch spraw – „Ciała” i „Przywództwa”. Proszę więc, aby inni również o tym wiedzieli.

Zdaję sobie sprawę z tego, że ryzykujemy wywołanie gniewu i smutku wielkiej liczby ludzi, „odcinając się” do tego ruchu. Jest mi naprawdę przykro. Niemniej, wierzę, że takie jest moje powołanie, ponieważ zadaniem „przebudzeniowca” jest odnowienie i głoszenie oryginalnej ewangelii – to jest główne powołanie mojego życia.

W końcu, bardzo silnie odczuwałem, że nie mogę wejść w porządku w nowy, 2006 rok nie mając rozwiązanej tej sprawy – to jest krytyczny rok.

Czy więc należymy do lokalnego kościoła? – TAK NALEŻYMY. Czy nasza służba aktywnie poszukuje prawdziwego „Żywego Ciała” i „apostolskiej” ewangelii? TAK, AKTYWNIE. Dni pełne chwały są przed Ciałem Chrystusa – jestem o tym przekonany. To dlatego pobudzam nas do zostawienia za sobą mentalności „pustyni” i przyjęcia zamiast tego mentalności „Ziemi Obiecanej”. Teraz jest czas na „wejście”. Nie mogę pozostać z żadnym ruchem, który głosi inaczej.

Odpowiedzieć na ten artykuł można przesyłając e-mail na adres:

prophetic@revivalschool.com

Niech Was Bóg błogosławi, przyjaciele

Najlepsze życzenia w Chrystusie

Andrew Strom.продвижение

Chrześcijanie poza kościołem – Rozdział 2

Opuszczam ruch
„Chrześcijanie poza kościołem

MOJE WŁASNE
DOŚWIADCZENIE “PUSTYNI”.

 

 

Jedną z przyczyn tego, że zostałem zaproszony do radia jest to, że, teoretycznie, byłem kimś, kto widział “obie strony” tej sprawy. Jestem chrześcijańskim mówcą, który prowadzi spotkania i przemawia w kościołach, lecz jestem również kimś, kto spędził siedem lat całkowicie “poza kościołem” – na pustyni, aż do 1993 roku i aż do dziś mam wielu przyjaciół i znajomych, którzy ciągle pozostają tam. Zatem rozumiem to zjawisko dobrze.

 

Moje osobiste przeżycie “pustyni” było bardzo ważną częścią mojego życia. Miało ono ogromny wpływ na mnie. Nigdy nie wstydziłem się tego przeżycia i od dawna jest dostępne dla ludzi na moich stronach i w jednej z moich książek. Poniższa wersja jest po prostu przeniesiona z jednej ze stron internetowych. Mam nadzieję, że czytając to zrozumiesz pewne “fazy”, przez które przeszedłem w mojej pustynnej podróży. Z pewnością pobudziło ono wiele komentarzy przez lata.

 

 

 

Wychowywałem się w środowisku chrześcijańskim przez całe moje życie. Ojciec był napełnionym Duchem, baptystycznym kaznodzieją zanim się urodziłem, był też badaczem i pisarzem Przebudzenia (to zostało odziedziczone!) Gdy zatem sam zostałem napełnionym Duchem chrześcijaninem w wieku 17 lat, byłem zafascynowany przebudzeniem i modlitwą od samego początku. Otrzymałem też bardzo silne prorocze namaszczenie, którego nie rozumiałem. (Co jest ze mną “złego”? – Czemu tak cierpię i jestem tak zdruzgotany stanem kościoła podczas, gdy inni wydają się być zadowoleni tym, co jest? ). Na szczęście miałem te wszystkie książki o przebudzeniach, które mówiły mi, że nie jestem sam, lecz po postu jestem jednym z wielu zatroskanych przez stulecia chrześcijan. Niemniej, przeważnie czułem się bardzo samotny (Oczywiście, nie licząc Boga – On zawsze był tutaj).

 

Zaangażowałem się w kilku kościołach – głównie tych znacznie “twardych” zielonoświątkowych grup. Z powodu mojej zuchwałej, młodzieżowej gorliwości w świadczeniu dobrze się tam miałem, choć zawsze miałem problemy z przywództwem. Po prostu nie potrafiłem zamykać swych ust we właściwym czasie – tak bardzo pragnąłem oglądać kościół w stanie prawdziwego Przebudzenia i byłem całkiem bezczelny w swych opiniach ( z pewnością brakowało mi wówczas mądrości). Byłem również bardzo “twardym” legalistą wobec siebie na wiele różnych sposobów, lecz Bóg szkolił mnie i używał, przeważnie pomimo mnie samego.

 

Wtedy stało się. Ostatecznie po wielu dysputach doszedłem do tego, co czułem, co było całkiem fundamentalne w różnicach teologicznych miedzy tym kościołem, a mną i ostatecznie odszedłem na dobre, po pewnym okresie irytacji. Jednak zamiast szukać innego kościoła wraz z żoną zebraliśmy się z przyjaciółmi i próbowaliśmy zacząć naszą własną grupę. Lecz o ile przedtem Boże błogosławieństwo było z nami, teraz wyraźnie go brakowało i niewiele dawało to, co robiliśmy. Bóg miał przygotowane dla mnie WIELKIE lekcje.

 Był to początek okresu, który oznaczał dosłownie SIEDEM LAT całkowicie poza kościelnym systemem ( gdy miałem 20 – 27 lat) dla mnie i rodziny. (Lecz w tym czasie poślubiłem cudowną chrześcijankę i mieliśmy sześcioro wspaniałych dzieci).

 

Przez cały ten okres pustyni, testów i prób, z jednej rzeczy nigdy nie zrezygnowałem, a były to moje nocne modlitwy, czas z Bogiem. Były błogosławione jak zwykle, lecz często były jedyną “duchową” sprawą jaka działa się w moim życiu. Wszystko inne wydawało się zamknięte, puste, martwe. Trwało tak rok za rokiem. WIEDZIAŁEM, że nie wrócimy do kościoła, a jednak nic się nie działo. Lecz kiedy odwiedzałem kościół nie działo się również nic.

 

Wszystko było pustką, aż w końcu ten, który kiedyś był najbardziej dumną, najgłośniejszą, najbardziej “twardą”, arogancką maszyną do świadczenia został tak duchowo zdruzgotany, że z trudnością znosił rozmowy o duchowych sprawach z kimkolwiek. Niektórzy mogliby powiedzieć, że to wszystko pochodziło od diabła. Nic z tego. Bóg poprowadził mnie na pustynię w pewnym celu i On wyprowadził mnie w Jego dobrym czasie. Byłem uczony pokory i łamany a każde deko dumnego ‘religijnego’ życia było wykruszane ze mnie, aby Bóg mógł któregoś dnia świecić przez mnie.

 

W tym czasie pomału uświadamialiśmy sobie istnienie sieci chrześcijan funkcjonujących poza kościołem w całej Nowej Zelandii (i bez wątpienia w innych krajach również), z których wszyscy wyszli z różnych kościołów (niektórzy byli nawet liderami). Czasami odwiedzaliśmy ich dość przypadkowo i odkryliśmy, że były niemal “pozakościelne’ doktryny wśród tej grupy sami wchłonęliśmy. Więcej z tych “doktryn” było negatywnych niż pozytywnych. Często wymieniałem długie litanie tego wszystkiego, co jest złe w kościelnym systemie i jego liderach (bardzo delikatny i wygodny cel), często angażując się w coś jakby “kpinę”, sarkazm i ulgę z tego, że my “prawdziwi” chrześcijanie pozostajemy teraz poza tym wszystkim.

 W pełni brałem udział w tym wszystkim z rozkoszą, zachowując się agresywnie oraz mając swoje własne urazy do pielęgnowania. Oczywiście, wielka “odpowiedź” – jak zadowoleni z siebie wierzyliśmy – to było całkowite opuszczenie kościołów. Staliśmy się podejrzliwi wobec wszelkich “kościelnych” Chrześcijan, którzy ciągle pozostawali w systemie – nawet jeśli byli ludźmi modlitwy, którzy chodzili blisko Boga. Jakże wielkimi ignorantami byliśmy wówczas! Lecz po jakimś czasie nawet to zaczęło nużyć i zostałem tak “nieszczęśliwy”, że nawet szyderstwa z “systemu” nie cieszyły mnie już więcej. Wszystko było próżne, nicością. Czy Bóg kiedykolwiek jeszcze poruszy?

 Zaangażowaliśmy się w chrześcijańską muzykę (oboje z żoną jesteśmy muzykami), lecz znowu tłukliśmy głową w ścianę przez cały ten okres. Bóg trzymał nas w “więzieniu” i zmierzaliśmy DO NIKĄD, dopóki nie nauczyliśmy się tego, czego On nas musiał nauczyć.

Przez wiele lat modliłem się: “Panie, użyj mnie, Boże wypełnij mnie więcej i więcej twoim Duchem, Boże daj przebudzenie”, a teraz oto siedziałem w duchowym lochu i nic nie mogłem z tym zrobić. Duchowo mówiąc, był to rodzaj “maszyny do miażdżenia”.  To był czas rozpaczy, lecz to właśnie otrzymujesz, jeżeli prosisz Boga, aby cię “złamał i użył”. Nie zdziw się, jeśli weźmie cię za twoje słowo! Do tego czasu mój pierwszy zespól stał się dla mnie niemal “bałwanem” (miałem 26 lat) – jak to często z usługującymi bywa. Jednak któregoś dnia, coś poszło dramatycznie źle i musieliśmy odwołać koncert i nagle WIEDZIAŁEM – po prostu WIEDZIAŁEM, że to wszystko nie było z Boga – to byłem ja i moje zmagania, zmagania, zmagania, aby “WSZYSTKO POSZŁO”.

Nagle wiedziałem, że wszystko skończone. To była moja ostatnia nadzieja, „as w rękawie”, jedyna duchowa służba jaką zostawiłem i ona nie była z Boga. Zespół był skończony. Zagraliśmy kilka ostatnich koncertów i to było wszystko. NIE BYŁO NIC WIĘCEJ. NIC PRÓCZ BOGA.

 Zamiast zmagania i “służby- bałwana” zacząłem ponownie spędzać godziny po prostu skąpany w obecności Boga, łzy lały mi się strumieniami, uwielbiałem Jego obecność – uwielbiając Go i mając społeczność z Nim. Zacząłem wchodzić pod prorocze namaszczenie, życie którego nigdy nie znałem, nawet na początku. Miałem 27 lat i byłem na Pustyni od siedmiu lat.

 

Nagle Bóg usunął starą pelerynę ciężaru i wymienił ją na szatę chwały. Mówił do mnie to samo stale i wciąż :”PRZEBUDZENIE NADCHODZI, PRZEBUDZENIE NADCHODZI”. (Czasami skakałem z radości z powodu realności tego słowa). W czasie jednego takiego intensywnego trzydniowego czasu, Bóg pokazał mi w jaki sposób mogę zaatakować i zniszczyć w
imieniu Jezusa, wiele warowni pychy, buntu, religii itd., które trzymałem w swoim życiu przez wiele lat i to dosłownie zrobiłem. Chwała Bogu! Mówię wam, to było przemieniające!

 

Bóg zaczął mni również przedstawiać wielu modlącym się i proroczym ludziom (w większości będących “w kościele”, choć niektórzy byli “poza” – mnie jednak już więcej nie obchodziło jak ci ludzie byli zaszufladkowni, teraz liczyła się ich relacja z Bogiem). Wielu z tych ludzi potwierdziło to, co Bóg pokazywał mi na temat nadchodzącego przebudzenia. Po raz pierwszy usłyszałem też “prorocze” taśmy z za mórz, które były zdumiewającym potwierdzeniem. Nagle nie byłem sam! To wszystko, co Bóg pokazywał mi przez te lata, dawał również innym! Nagle, zacząłem czuć, że muszą to wszystko napisać, aby inni mogli mieć udział w tym, co Bóg mówił. (Nie pisałem przez wiele lat). Nie byłem już zmiażdżony i zdesperowany na Pustyni. Byłem potężnie wolny w Jezusie. Lecz coś ważnego we mnie (w rzeczywistości wiele rzeczy) zmieniło się w przez tą Pustynną podróż. Nie byłem już tą samą osobą i to w wielu wymiarach. (Wielu nie mogło uwierzyć w te zmiany) Bóg zmiażdżył mnie i ponownie przywrócił do życia – Jego sposobem. Wiele z moich kanciastych brzegów zginęło na zawsze i faktycznie, myślę teraz, jak Bóg mógłby mnie używać takiego jakim wtedy byłem?

 Mam teraz 37 lat. Obecnie jesteśmy z żoną szczęśliwym małżeństwem od siedemnastu lat i mamy szóstkę cudownych dzieci. Zaangażowaliśmy się w lokalny napełniony Duchem kościół Armii Zbawienia, później w społeczność baptystów. Lecz jestem przekonany, jak wielu z was, że to co najlepsze (i najbardziej wyzywające) jest jeszcze przed nami, a wspaniałe Przebudzenie jest tuż za rogiem.

 

Z tego wszystkiego pojawiają się dwa wnioski, które chciałbym streścić. Po pierwsze, wierzę, że Bóg wyprowadził mnie z kościelnego systemu przede wszystkim ze względu na MOJE wady – bardziej niż wady kościoła. (Choć oczywiste jest, że dzisiejszy kościół ma poważne problemy). Pan chciał wyprowadzić mnie na miejsce odosobnienia i pozbawić mnie mojej arogancji, pychy, zuchwałości, twardego, legalistycznego postrzegania spraw.  Później również zajął się moim „wyniosłym”, zadowolonym z siebie stosunkiem do „kościelnego” chrześcijaństwa, systemów itd. Chciał mnie złamać i upokorzyć (na moje życzenie), ponieważ tylko wtedy mógł mi poważnie zaufać. Jakże niszczący proces! Lecz jak mądrze przeprowadzony przez Boga! On nie chcę nas zniszczyć, lecz uratować przed nami samymi. Jak ciemne jest nasze serce i jak bardzo potrzebujemy być złamani i odnowieni w obraz Jego świętego Syna.

 Wierzę, że wielu proroczych ludzi (jak ja sam w tamtych dniach) ma problemy z „buntem”. Czasami  sprowadzają liderów na manowce. Potem rozwijają „kompleks prześladowanego” lub chyłkiem oddalają się pławiąc się w użalaniu nad sobą. Przerabiałem to wszystko i znacznie więcej. Bunt jest najbardziej zdradzieckim grzechem i gdy zaczniesz dostrzegać jak bardzo dominuje nasz świat, jak bardzo się zintegrował z nami, to ujrzysz jak bardzo otwiera to oczy. Było to dla mnie w ciągu ostatnich lat absolutne objawienie. Jakże zwodnicze i złe jest serc człowieka!

 

Z drugiej strony, współczuję prorokom mówiącym niepopularne słowo, które pochodzi z Bożego serca i są odrzucani. Jakże niszczące doświadczenie dla proroka. Byłem również i ja w takich sytuacjach, lecz odkryłem, że tylko wtedy, gdy uporałeś się z Buntem, możesz prawdziwie ufać sobie, aby mówić Boże słowo do liderów. Bunt może bardzo znacznie wpłynąć na słowo, które przynosimy liderom, a wielu proroków  nie chce wiedzieć o tym, że ma problemy w tej dziedzinie. Teraz mogę spojrzeć wstecz i skrzywić się na wpływ buntu na moje słowa i działania w przeszłości. Lecz Bóg oczyszcza i uzdrawia.

 

Następną rzeczą, jeśli chodzi o proroczych ludzi i typy „poza kościelne” to ich ‘indywidualizm’, który z łatwością się zadomawia i powoduje, że nie mogą być poważnie przez Boga używani w jakiś istotny sposób, ponieważ oni po prostu nie potrafią się odnieść do „Ciała”… Nie jest możliwe, aby ciało było złożone z indywidualistów, to po prostu nie działa. Prawdziwe Ciało ma LIDERÓW. Jego członki są „ZŁĄCZONE STAWAMI RAZEM”.

Często jestem zdumiony czytając literaturę typu „pozakościelnego”, gdzie nakręca się szerzący się indywidualizm (tj. wychodzimy z kościoła i „robimy swoją własną rzecz dla Boga”) i po czym przechodzi do mówienia o cudownym Przebudzeniu, które nadchodzi. Powiadam wam, dopóki nie możesz się PRZYŁACZYĆ DO CIAŁA i odnieść dobrze do liderów i wszystkich innych rzeczy związanych z Ciałem, NIGDY NIE WEŹMIESZ UDZIAŁU W NADCHODZĄCYM PRZEBUDZENIU. To jest mrzonka. Niektórzy mówią, że będą się dobrze odnosić do tych liderów, którzy przyjdą, choć mają problemy z tymi, którzy są dziś. Powiem wam coś: Bóg pracuje nad buntem teraz. Jeśli nie możesz siedzieć pod władzą dziś to będziesz cierpiał i jutro. Zajmij się swoim buntem teraz, albo stracisz przebudzenie. To jest tak proste.

 

Drugi wniosek jest taki, że to na właśnie na Pustyni JEST właściwe miejsce dla ludzi, którzy są złamani, wyszkoleni i wymodelowani przez Boga. Wielu Bożych herosów, dużych i małych, w ciągu stuleci, było osobiście tak taktowanych przez Boga na Pustyni. Wierzę, że wielu z tych, których Bóg przygotował, aby byli częścią Jego nowego poruszenia, zostało przez Boga zabranych na Pustynię w dzisiejszych dniach. Pustynia sama w sobie nie jest odpowiedzią. Jeśli utkniesz na Pustyni, jak dzieci Izraela, to jesteś w kłopocie. Jeśli podoba ci się widok Pustyni bardziej niż Ziemi Obiecanej to jesteś w DUŻYM problemie. Pustynia pochłonęła większość dzieci Izraela. Nie wykorzystali jej jako przygotowania tak jak powinni. Poszli na miejsce próby i zawiedli, lecz historycznie Pustynia ma bardzo ważne miejsce w łamaniu i szkoleniu. Jest to miejsce gdzie Bóg przygotowywał mężów i niewiasty Boże zanim używał ich w jakiś sposób.

 

Proszę więc tych, którzy są „w kościele”, aby nie umniejszali tego, co się dzieje w życiu ludzi, których Bóg „wywołał” na jakiś czas, podobnie jak proszę, aby oni nie dyskryminowali was. Wiele jest prawdy w idei, że Bóg używa Pustyni nie tyle, aby ludzi wyciągnąć z systemu ile, aby system wyciągnąć z ludzi. Musimy oduczyć się wielu naszych starych ‘chrześcijańskich’ zachowań na nadchodzące Przebudzenie tak, abyśmy ich już nie powtarzali. To Przebudzenie NIE będzie dało się ująć w konwencjonalne „kościelnictwo” takie, jak znamy. Ponieważ ono zrujnuje przebudzenie tak, jak rujnowało wiele Przebudzeń w ciągu stuleci. To „oduczanie” jest jednym z bardzo ważnych powodów, dla których, jak wierzę, Bóg wziął tak wielu ludzi z chrześcijaństwa na chwilę na pustynię. Jest to przygotowanie na nadchodzące Przebudzenie, które będzie bardzo różnić się od tego, co mamy teraz (lecz również w bardzo praktyczny sposób – padnie jak w pierwszym kościele). 

Pisząc to, mam nadzieję, że będzie to wyzwaniem dla obu grup – tych wewnątrz i tych z poza systemu; że przygotuje cię na to, co On chce zrobić w taki sposób jak to z tobą robi. I, że będzie również promować zrozumienie różnych dróg jakimi On prowadzi swoich ludzi.

< Część 1 | Część 3 >

topod.in

Kłamstwo – 8

PROGRAMY I

Andrew Strom

WIĘCEJ PROGRAMÓW

Fakt, że dzisiejszy kościół kręci się przeważnie wokół CZŁOWIEKA, a nie wokół Boga, jest oczywisty dla wielu, którzy obserwują jak on funkcjonuje z dnia na dzień. Smutne jest to, że gdy Duch Święty nie porusza się w poważniejszy sposób, człowiek zawsze jest gotowy i chętny do wystąpienia na przód i „pomagania Bogu”, biorąc na siebie prowadzenie kościoła. Ludzie zawsze są przepełnieni „dobrymi pomysłami”  na rozwinięcie pracy. 

Wiele z tej działalności może być wytłumaczona jako „dobra” działalność, oczywiście. Możemy znaleźć tysiące powodów, dla których powinniśmy dodawać nowe programy, działalności i spotkania i utrzymywanie chrześcijan nieustannie zajętych, zagonionych i zapracowanych kościelnymi sprawami. 

Lecz smutnym faktem jest to, że często rzeczy naprawdę ważne są lekceważone – jako spotkania modlitewne – gdzie rzeczywiście możemy wejść w kontakt z BOGIEM, zamiast biegać w kółko ‘ROBIĄC COŚ, ROBIĄC COŚ, ROBIĄC COŚ”Lecz, co dziwne, wejście w kontakt z Bogiem nie jest bardzo wysoko na liście działań dzisiaj. Zamiast tego często wydaje się, że jest to ‘budowanie NASZEGO kościoła’ – i wszelka działalność z tym związana. Żądzą ludzkie pomysły a Boży głos został wypchnięty przez zabieganie i auto-promocję. 


Kiedy gromadziłem w zeszłym roku e-maile do mojej książki na ten temat pt.: „Chrześcijanie bez kościoła” zauważyłem, że jedną z głównych przyczyn powodujących opuszczanie przez tych ludzi kościołów było to, że przesycenie ‘aktywnością’ a BRAK BOGA. Oni po prostu nie mogli żyć w tej wszechogarniającej „mentalności programów” w kościele – to po prostu śmierdzi CZŁOWIEKIEM.

Znaczące jest  również to,  że wielu z tych „poza kościelnych” ludzi było jakiegoś rodzaju liderami  w  kościele. Często latami byli bardzo aktywni. Widzieli całą tą rzecz od  środka i chcieli wyjść. Dość CZŁOWIEKA. Chcieli więcej Boga.

Jaki był ten Pierwszy Kościół w tej dziedzinie? W jakie programy i działalności byli zaangażowani?

Po pierwsze musimy zdać sobie sprawę z tego, że Pierwszy Kościół to byli ludzie, którzy prawdziwie kochali Boga. Duch Święty był zaangażowany w kościele – nie człowiek. (Co nie znaczy, że nie było liderów. Byli ludzie z wielkim duchowym autorytetem, namaszczeni przez Boga do prowadzenie kościoła. Lecz byli nieustannie wrażliwi na Ducha Świętego w każdej decyzji jaką podejmowali). Było to kościół PROWADZONY PRZEZ BOGA, a nie człowieka. Było to kościół żyjący w środku wielkiego wylania Ducha Świętego. Jaka to różnica!

Poza wspólnymi spotkaniami na otwartym powietrzu i po domach, odkrywamy, że jedynym „realnym” programem jaki miał kościół w Jerozolimie wydaje się być karmienie biednych. Wyznaczyli siedmiu „diakonów” (co literalnie znaczy „sług”), którzy byli „pełni wiary i Ducha Świętego” – i zaangażował ich w karmienie i ubieranie wdów i sierot w regularny i systematyczny sposób. I to wszystko. To był ich jedyny faktyczny „program”. 

Nie mówię tutaj, że jest to jedyny prawnie program jaki możemy uruchomić, lecz istotą jest to, że wszystko, o czym decydujemy musi być ZARZĄDZANE PRZEZ DUCHA ŚWIĘTEGO – a nie następną ludzką „światłą ideę”.

Wierzę również, że podobnie jak w Dziejach, większość programów dziś powinna być skierowana na docieranie do biednych i tych w potrzebie (wdowy, więźniowie itd.) Wyraźnie jest to najwyższej wagi w sercu Boga. Lecz nawet wówczas, musimy być wrażliwi na Boże prowadzenie. 

Niektórzy ludzi poszli znowu za daleko w tej sprawie, mówiąc, że wszystko, co jest “zorganizowane jest całkowicie złe. Mówią, że literalnie wszystko powinno być robione przez Niego Samego, a ludzie powinni tylko „czekać” na Niego, aż to zrobi. Oczywiście, nie mogę się z tym zgodzić. To nie zgadza się wcale z Księgą Dziejów. Bóg zawsze używał LUDZKICH ISTOT do głoszenia, nauczania, uzdrawiania chorych, prowadzenie zgromadzeń i spotkań modlitewnych, usługiwania biednym itd. Widzimy to w Dziejach. Gdyby to ANIOŁOWIE, mieli robić to z pewnością robili by to oni, lecz Bóg dał wszystkie te zadania ludziom! I większość tych rzeczy wymaga co najmniej jakiegoś „zorganizowania”. 

Bardzo wyraźnie widać, że oni nie czekali na jakieś „objawienie od Boga”, który powie im, aby się spotykali ze sobą każdego dnia. Po prostu kochali Boga i siebie nawzajem – zbierali się więc razem w domach codziennie – prawdopodobnie w określonym czasie. Jest też oczywiste, że był też prawdopodobnie „wyznaczony czas”, gdy apostołowie usługiwali na otwartym powietrzu w Przysionku Salomonowym każdego dnia. Nie ma absolutnie żadnej sugestii, że czekali na jakąś anielską wizytę czy piorun z jasnego nieba zanim się zebrali. Po prostu było to naturalną rzeczą, aby to zrobić. Równie naturalne było wspólne modlenie się i karmienie wdów. Jak powiedziałem, to wymagało pewnego stopnia „zorganizowania”  (tzn. zaaranżowania czasu i miejsca spotkań itd.). 

Wielu ludzi  posunęło koncepcję “odpoczywania w Panu” zbyt daleko. Czy jesteś kimś, kto prawdziwie ODPOCZYWA w Nim? Wspaniale! Lecz, czy to teraz znaczy, że nie robisz zupełnie nic? Oczywiście, że nie! 

Niektórzy stali się leniwi duchowo i utknęli na rutynie – po prostu dlatego, że źle zrozumieli „odpoczywanie w Panu”. Idź i czyń wszystko cokolwiek mówi ci Bóg – lecz tym razem w Duchu, a nie w cielesnej walce, jak to zwykle było do tej pory! To właśnie do tego uzdalnia cię „odpocznienie” – możesz być faktycznie bardzo zajęty, jak był Jezus, a jednak ciągle będziesz „odpoczywał w Panu”. 

Strach przed „organizowaniem” czy „prowadzeniem” jest znany w historii, jako przeszkoda czy nawet przyczyna zniszczenia wielu przebudzeń. Walijskie przebudzenie zamarło w niecały JEDEN ROK po tym, gdy Even Roberts (mąż Boży namaszczony i powołany do prowadzenie przebudzenia), faktycznie SCHOWAŁ SIĘ, ponieważ obawiał być dłużej liderem (został przekonany, że mogłoby to znaczyć okradanie Boga z chwały). Lecz w rzeczywistości było to NIEPOSŁUSZEŃSTWO, ponieważ Bóg wzbudził go, aby prowadził i miał on do wykonania pracę. Najbardziej „pokorną” rzeczą jaką możemy robić to, po prostu, robić WSZYSTKO cokolwiek Bóg mówi. Jeśli jesteśmy powołani do prowadzenia to jest nieszczęściem jeśli wycofamy się z tego. Czas przebudzenia to zawsze okres, w którym przywództwo jest w najwyższej cenie i Bóg przeszukuje ziemię za tymi, którzy chcą zapłacić cenę i odpowiedzieć na Jego wołanie. 

Podobna postawa do Evana Robertsa przeważała na spotkaniach na Azusa Street – gdzie liderzy  chowali się za modlitwą I pozwalali na to, by KAŻDY mówił z platformy.

Nie tylko  chrześcijanie,  lecz wszelkiego rodzaju szarlatani i zdemonizowane charaktery czasami  mogli  przemawiać i wywoływało to niekończące się problemy. Czasami trochę  władzy jest właściwe – Bóg wzbudza liderów z jakiegoś POWODU.

Nie może być  wątpliwości co  do tego, że przebudzenie Azusa zanikło przed czasem – znacznie z powodu  właśnie takich błędów. 

Liderzy  przebudzeń  napotykają na bardzo delikatną równowagę –jak utrzymać wszystko w  torach nie będąc zbyt ciężkiej ręki. Jak dać Duchowi Świętemu wolne panowanie –  lecz nie  pozwolić, aby była zbyt wielka „swoboda”, przez którą diabeł może  spowodować  nieszczęście. Jest to trudna sztuka balansowania, która wymaga  wrażliwości na  Ducha Świętego i wielkiej mądrości. Wielu próbowało i zawiodła w ciągu  stuleci. Lecz nie jest to niemożliwe.

Myślę, że  bardzo ważnym  faktem jest to, że dwa najdłużej trwające ruchy przebudzeniowe w  historii były  również NAJBARDZIEJ ZORGANIZOWANE. Zdecydowanie były to potężne  ‘WYLANIA” Ducha  Świętego, a jednak był również dobrze zorganizowy „Nowy bukłak”, który  został  przygotowany, aby nadać całej sprawie strukturę i długie życie. Mówię  teraz o  poruszeniu Bożym zwanym Przebudzeniem Wesley’a (tj. Wielkie  Przebudzenie w  Anglii), oraz początek Armii Zbawienia. W obu przypadkach te ruchy  trwały w  stanie „Przebudzenia” przez około 40 lat. Znacznie dłużej niż większość przebudzeń dotąd. 

Jaki był główny  klucz do  sukcesu? Wierzę, że był to fakt, że oba te ruchy pozostawiły za sobą  „stary  bukłak” i ukształtowały całkowicie nowy – znacznie bardziej zbliżony do  Księgi  Dziejów. Nie usiłowały wcisnąć nowego ruchu w istniejące kościoły, lecz  wykonały odważny (i kontrowersyjny) krok tworząc prawdziwie NOWY  bukłak, stary pozostawiając za sobą. 

Interesujące jest to, że  oba te poruszenia był oparte na wychodzeniu na „ZEWNĄTRZ”. Prowadzili  ogromne  zgromadzenia na otwartym powietrzu – na zewnątrz tam, gdzie byli  ludzie. Mieli  również podobne spotkania dla nawróconych, wzbudzili „laickich  kaznodziei” (dla  kościoła ogromny horror). Modlili się bez ustanku i głosili ogniste  przebudzeniowe kazania o pokucie i nowym narodzeniu (Pierwotnie Armia  Zbawienia  wzorowała wiele swego przesłania na kazaniach Finney’a). Były to jedne  z  najbardziej wspaniałych i długo trwających przebudzeń w historii. I nie  zapominajmy – były również NAJBARDZIEJ ZORGANIZOWANE. 

Nie bójmy się  zatem  przywództwa i organizacji, przyjaciele! Lecz niech zawsze będzie to  przez  prowadzenie Ducha Świętego. To programów i „dobrych pomysłów” ludzi  musimy się  tak naprawdę obawiać. Jest gdzieś zdrowa równowaga miedzy nimi, lecz  wierzę, że  prawdziwa równowaga może przyjść tylko wtedy, gdy naprawdę będziemy w  stanie  „przebudzenia”. Wtedy będziemy widzieć prawdziwe kierowanie Ducha Świętego.


Niech was  wszystkich błogosławi Bóg

Wszystkiego  najlepszego w Chrystusie 

Andrew

сео оптимизация цены

Funkcja Wojenna

Frangipane Francis

Miałem 17 lat i byłem seniorem w średniej szkole. Właśnie garbiłem się nad moim biurkiem, gdy uczeń o rozmiarach dwukrotnie większych od moich wszedł do klasy. Nagle zobaczył mnie i iskrząc i dymiąc złością ruszył do miejsca, gdzie siedziałem. Nie miałem pojęcia dlaczego był zdenerwowany na mnie, nie byłem więc przygotowany, gdy mnie złapał za kołnierz, podniósł w górę i zaczął przestawiać moją facjatę.

Wyglądało na to, jakby jakiś psotnik napisał coś uwłaczającego na jego zeszycie i podpisał moim imieniem. Oczywiście, że działo się w życiu tego Wielkiego Chłopiska coś więcej, niż ktokolwiek był świadomy. Jakakolwiek frustracja gromadziła się ostatnio w jego sercu, głównym jego celem było natychmiastowe rozładowanie furii na ostatnim winowajcy, którym z pewnością byłem ja.

Powinienem wspomnieć o tym, że sam miałem niecałe 180cm i osiągałem szczytową wagę 61kg. Wyrosłem na osobą, która z natury raczej wolałi nadstawić drugi policzek, jeśli oznaczałoby to uniknięcie walki. Oczywiście, nadstawianie policzka to niebyła moja naturalna cech charakteru, którą przyniosłem na świat, lecz tchórzostwo. Moje starania o pokój z potencjalnymi przeciwnikami był wynikiem strachu przed zranieniem. W rzeczywistości, wypracowałem sobie pewne sprytne sposoby unikania konfrontacji z gwałtownymi duszami i ciągle wyglądać na względnie fajnego kumpla wśród moich przyjaciół.

Niemniej, nie ma żadnego znaczenia jaką ktoś wyznaje filozofię konfliktu, gdy już znajduje się w starciu z wściekłym gigantem. Wielkie Chłopisko nie szukało okazji do rozmowy, lecz krwi. Znalazłem się w walce i jedna świadoma myśl jaka przepłynęła mi przez umysł to fakt, że muszę podjąć walkę, nawet gdybym miał dalej obrywać.

Wielkie Chłopisko właśnie rzuciło mną przez kilka szeregów ławek i podchodziło do mnie ponownie, gdy ostatecznie zdałem sobie sprawę z tego, że on nie zamierza przestać. Jeśli ten atak miał się zakończyć to mogło się tak stać tylko wtedy, jeśli całe swoje serce włożę w podjęcie walki. Gdy już zaakceptowałem sytuację taką jaka była, coś zdumiewającego zdarzyło się we mnie. Zamiast pogłębiającego się strachu, odprężyłem się. Energia, która była rozpraszana przez strach i obawę o zranienie została odnowiona i teraz zostałem powołany do swojej obrony. Niespodziewanie odkryłem inny wymiar mojej duszy: „funkcję wojenną”.

Szczerze mówiąc, nawet nie wiedziałem, że mam funkcję wojenną, lecz to Wielkie Chłopisko sięgnęło po mnie do „drugiej rundy” i mój instynkt walki zaskoczył do działania. Łatwo było mu rzucać mną, gdy się nie sprzeciwiałem. Teraz podskoczyłem w górę z ciosem, który wylądował na jego nosie i spowodował, że odrzuciło go krok wstecz. Uderzyłem go ponownie drugi i trzeci raz po czym wskoczyłem na niego w chwili, gdy tracił równowagę, wywracając go na podłogę. Być może, że potknął się o stołek, a mój cios nie miał nic wspólnego z jego upadkiem, lecz to nie miało znaczenia. Gdy znalazł się na plecach, na nim wylądował 61 kilogramowy Sycylijczyk.

W tej chwili uczniowie ściągali mnie z niego. Krew lała mu się z nosa, a ja byłem nazywany przez jego kolegów tyranem. Gdy do klasy wszedł nauczyciel, wszystko wyraźnie wskazywało na to, że to ja byłem agresorem, a Wielkie Chłopisko biedną ofiarą, poddaną mojego nieubłaganego ataku. Niemal nie wyleciałem ze szkoły z powodu tego incydentu, lecz nie obchodziło mnie to. Coś wewnątrz mnie dojrzało i zmieniło się. Odkryłem funkcję wojenną. Nadal nie szukałem bitek, lecz nie musiałem się już więcej bać.

Islamski terroryzm

Dlaczego wam o tym opowiadam? Ponieważ od 9-11-01 islamscy terroryści tyranizują narody Środkowego Wschodu i dalsze. Nawet USA zostało zastraszone i obawia się odwzajemnić powtarzającym się atakom przeciwko naszemu narodowi. Radykalni muzułmanie wdarli się do naszej świadomości, złapali za serce i rzucili nami i wielu innymi krajami o ścianę. Przez lata akceptowaliśmy ich taktykę i pozwalaliśmy na to, aby łagodzenie było naszym działaniem. Nasze modlitwy nie były niczym więcej niż skomleniem: „Proszę, niech oni nas zostawią w spokoju”. Określiliśmy zwycięstwo nie jako pokonanie wroga, lecz przez to, że nie zostaniemy zbyt silnie zranieni.

Lecz islamski terror nie zrezygnował, duch terroru unosił się nad nami; wkradł się w myślenie naszego narodu, drwiąc i strasząc nawet w przeważającej części muzułmańskie kultury.

Nawet jeśli nie było dowodów na podjęcie akcji terrorystycznych, upiór terroru sięgał swoją duchową obecnością do naszych marzeń i pragnień narodów. Zostaliśmy przekonani, że islamski terror będzie już na zawsze częścią naszego świata.

W tajnych zakątkach naszej zbiorowej pamięci przyjęliśmy do wiadomości, że islam stara się o panowanie nad światem, lecz nie byliśmy w stanie otwarcie pogodzić się z tą rzeczywistością. Mówiono nam, że ich wściekłość jest zakorzeniona w ubóstwie czy eksploatacji Arabów przez zachód. Prawda była taka, że jest pewna pierwotna wizja pobudzająca do działania radykalny islam: zdobyć świat dla Allacha. Terroryści byli gorsi od tyranów; oni reprezentowali najgorszy rodzaj ludzkości. Byli źli i religijni. Ich nieświęty wyścig to zredukować świat do ich wychudzonej i żałosnej duszy. Lecz, dzięki Bogu za Prezydenta Geroge’a W. Busha. Podniósł się przeciw strachowi, zastraszeniu i rzucił wyzwanie radykalnemu islamowi. Kraje, który były trzymane jako zakładnicy zagrożenia terroryzmem miały zostać ostatecznie uwolnione.Spojrzał islamowi w twarz i oddzielił to, co wspólne i godne czci od tego, co straszne i poszukiwał tego, co straszliwe. Co więcej, amerykański prezydent powiedział wyraźnie, że każdy kraj, który używa terroryzmu czy utrzymuje bądź wspiera terrorystów sam stanie się celem międzynarodowej sprawiedliwości, a nawet wojny ze strony USA.

Prezydent wraz z premierem Wielkiej Brytanii Tony Blair’em jak również z przywódcami prawie 60 innych krajów w poszukiwaniu islamistów.
Dumni mężczyźni i dumne kobiety w siłach zbrojnych korzystając z odwagi tych narodowych przywódców sami nabrali odwagi, najpierw w natarciu na Afganistan a później na Irak. Pomimo nieugiętej, handlującej strachem liberalnej prasy, w ciągu mniej niż trzech miesięcy wojna w Afganistanie została wygrana, Talibowie i Al Kaida upokorzona, rozproszona i zabita. Prezydent Bush, wraz z międzynarodową Koalicją Woli skonfrontował Saddama Husaina. Był to dyktator, który płacił za samobójcze ataki bombowe 30.000$. Saddam był państwowym sponsorem terroryzmu. Prezydent Bush wstawiał się w ONZ, aby podjęła ona zdecydowaną akcję przeciwko Husseinowi i powstrzymała niekończące się uspakajanie Irackiego despoty. Był to dyktator, który wyszedł na następnego Nabukadnezara; szaleńca, który zaatakował Iran, Kuweit i swoich własnych ludzi, Kurdów, zabijając i kalecząc miliony. Czy Saddam miał broń masowego rażenia? Tak. Umysł Saddama Huseina był sam w sobie bronią masowego rażenia. Było wolą Bożą, aby rządy Saddama zostały usunięte przemocą.

Z następną koalicją ponad 40 państw prezydent Bush i Tony Blair poprowadzili wojnę przeciwko Irakowi. Pierwszy stopień tej ofensywy został zakończony w niecałe dwa miesiące, niemniej umocnienie pokoju było kosztowne. Pamiętaj, Irak jest obszarem ziemi, na którym Lucyfer po raz pierwszy podpełzł do Ewy w ogrodzie Eden. To właśnie na tym obszarze starożytny Babilon został po raz pierwszy założony, po czym rozprzestrzenił swoje wpływy na całą resztę świata. Może ktoś powiedzieć, że Irak ma unikalne miejsce dla diabła. Jest to dom jego dzieciństwa.

Jaki jest nasz wpływ?
Ci, którzy znają mnie, wiedzą, że jestem całkowicie ogarnięty miłosierdziem. Gdy podejmuję decyzje, w które zaangażowani są ludzie, wybieram błądzenie po stronie miłosierdzia. Tak więc nie jestem adwokatem zbrojnej wojny. Niemniej nie jestem również tchórzem. Nie możemy mylić fałszywego pokoju, który jest wynikiem kompromisu ze strachem, z rzeczywistym pokojem, który jest zwycięstwem walki przeciwko złu.

Dziś, wielu jest zmęczonych światowymi wydarzeniami. Część tego zmęczenia bierze się stąd, że serca są podzielone: usiłujemy zachować pokojową mentalność w czasie wojny. Faktycznie energia do radzenia sobie z dzisiejszymi walkami bierze się z rozpoznania współczesnych konfliktów, wyjścia im naprzeciw i znalezienia zasobów, aby zwyciężyć w mocy Bożej. Od 9-11, nasze dusze pragną powrotu do 9-10, lecz nie możemy ukryć się w przeszłości. Jesteśmy w stanie wojny i naszą rolą jako chrześcijan jest wstać i modlić się o naszych przywódców, wspierać nasze armie i wstawiać się o miłosierdzie, aby dotknęło muzułmanów. Musimy również podążać za duchowa wojną, modląc się agresywnie przeciwko terrorystom i demonom, które nimi kierują, aby popełniali zło.

W ogólnym schemacie rzeczy, Biblia mówi nam, że jest nawet legalny „czas wojny” (Ekl. 3:9). Teraz jest ten czas. Im wcześniej włączymy wojenną funkcję tym szybciej wejdziemy w moralną siłę, aby pokonać osobistą opresję. Samo-użalanie się i pasywność znikną; znajdziemy Bożą łaskę ku przetrwaniu. Umiłowani, można sobie to wyobrazić, że będziemy przeżywać coraz więcej terrorystycznych ataków w przyszłości. Nie pogodziłem się z tą możliwością, lecz agresywnie modlę się przeciwko niej. Niemniej, jeśli się zdarzy, jeśli zostanę powalony nagłością terroru, szybko pozbieram się i wstanę. Wstanę z nastawieniem człowieka, który włączył funkcję wojenną.

„PAN wyrusza jak bohater, jak wojownik budzi zapał do walki, rzuca donośny zew bojowy, wydaje okrzyk, nad swoimi wrogami odnosi zwycięstwo” (Iz. 42:13).

_____________________________________________________

począwszy od 25 września do 2 listopada 2004 roku tysiące kościołów i służb będzie zaangażowanych w 40 dniowy okres postu i modlitwy (więcej informacji patrz. „Intercessors For America’s Website” www.40daysusa.org).

продвижение