Author Archives: pzaremba

Stan_06.02.2019

Facebook

Stan Tyra
6 lutego o 06:52 ·
Duchowe rzeczy należy duchowo poznawać” (1Kor 2:13).
Zamieszanie jakie istnieje wokół spraw duchowych, duchowości, często jest spowodowane tym, że próbujemy zobaczyć „nowe rzeczy”, lecz „po staremu”, co znaczy: z samolubnej pozycji ego. Waga siebie, faworyzowanie siebie i skupienie na sobie. Tak więc, to co nowe, faktycznie nie jest nowe, lecz jest tylko kolejnym sposobem na to, aby „wszystko kręciło się wokół mnie” w „imieniu Jezusa”.
Jeśli ta domniemana nowa rzecz nie może zmienić starego ja, inni ludzie mają prawo przypuszczać, że nie zmieni również ich, więc po co mieliby wierzyć, że jest to prawda. Jeśli to, co nazywasz prawdą w pierwszej kolejności nie uwalnia ciebie i to w istotny sposób, to nie jest to prawda i nie powinna być jako taka głoszona czy przyjmowana do wiary. Dlaczego ktokolwiek miałby ci wierzyć?
Duchowa energia, czy „namaszczenie”, każdego religijnego działania ma swoje najważniejsze źródło, którym jest zasadniczy punkt obserwacyjny osoby. Co mnie motywuje? „Kto” obserwuje? Czy jest to egotyczna próba zwrócenia na siebie uwagi? Czy jest to człowiek, który musi mieć rację, czy ktoś, kto chce kochać prawdziwie.
Prostota „patrzenia’ wypływa z każdego, kto nie jest „zbawiony” dla siebie. Rzeczywiście musimy być zbawieni „od” siebie, a nie tylko „dla” siebie. W większości przypadków, nasza najgłębsza tożsamość ciągle jest ukryta przed nami. Jeśli żyjesz prosto, ludzie przestają być twoją posiadłością czy przedmiotami nadającymi się do wykorzystania. Zaczynasz rozumieć, że twoje pragnienie „przyjaciół” i podziwu innych, sprawiły, że wykorzystujesz ludzi jako użyteczne artykuły do zaspokajania własnych potrzeb.
Autentyczne widzenie nie zajmuje się „zwieraniem szeregów” wokół mojego plemienia, mojej prawdy, mojej grupy, mojej narodowości, czy mojej religii, ponieważ żadna z tych rzeczy nie decyduje o tym, co należy do twojego obejścia. Gdy rzeczywiście „Ja już nie żyję, lecz żyje Chrystus…”, nie zabiegam już więcej, ponieważ pokonana została przepaść między mną, a człowieczeństwem, jestem już w domu, nie muszę się usprawiedliwiać przed nikim i nie muszę mieć racji.
Doprowadziliśmy do tego, że świętość, która jest naszą główną naturą, stała się szlachetnym celem w wyścigu moralistycznych reguł, w którym nie ma wygranych. Tak naprawdę to zrobiliśmy z tego, coś tak nieosiągalnego, że nawet nie jest naszą drugą naturą. Kiedy usiłujemy robić duchowe rzeczy w nieduchowy sposób, Paweł nazywa nas „dziećmi w Chrystusie, które nie są gotowa na stały pokarm”.
Większość z nas gotowa jest przyznać, że osiedliśmy na religijnym uczestnictwie w czymś, na należeniu do czegoś, bądź wiedzy o czymś, zamiast udziału w całym życiu poprzez wspólne człowieczeństwo. Jedno ego musi umrzeć, aby inne ego mogło się narodzić. W praktyce oznacza to, że każdego dnia traktuję moje „ja”, moje ego, mniej poważnie. Robiąc w ten sposób, zaczynam zdawać sobie sprawę z tego, że zarówno moje zranienia jak ważność są w znacznej części wytworem mojego umysłu.

Tajemnica Jana Chrzciciela

https://web.facebook.com/richard.murray.1840


Richard Murray

Przyjrzymy się dwóm tajemnicom dotyczącym Jana Chrzciciela

Zaprawdę powiadam wam: Nie powstał z tych, którzy z niewiast się rodzą, większy od Jana Chrzciciela, ale najmniejszy w Królestwie Niebios większy jest niż on” (Mt 11:11).
Jezus komplementuje Jana w bardzo szczególny sposób. W tym niesamowitym wersie przedstawione są dwie tajemnice.
Po pierwsze: dlaczego Jan Chrzciciel był największym z wierzących Starego Testamentu? Pamiętajmy o tym, że zmarł przed śmiercią Jezusa, zanim poszedł na krzyż i zapoczątkował Nowe Przymierze. Tak więc, był uważany za proroka ST.

Skoro Jezus powiedział, że nie było nikogo większego od Jana to ma to swoje znaczenie i musimy z modlitwą zastanowić się nad tym, dlaczego.

Po drugie: tajemnicą jest tutaj to, że choć Jan był największym, ciągle pozostał najmniejszym w Królestwie Niebios. Innymi słowy: dlaczego najmniejszy nowotestamentowy wierzący jest większy od Jana Chrzciciela?

Dlaczego więc był największym ze starotestamentowych wierzących? Wierzę, że jest tak dlatego, ponieważ jego obraz dobroci Bożej był najmniej zniekształcony. Jego nauczanie często jest pomijane, lecz on dawał ubrania biednym i żywność głodnym. Uczył celników, aby pobierali tylko to, co należne. Uczył żołnierzy, aby nie upokarzali ludzi i byli zadowoleni ze swego żołdu. W skrócie: uczył nas, abyśmy nikogo nie ranili (Lu 3;11-18). Te rzeczy, wraz z chrztem wodnym, pokutą i przygotowaniem serc na przyjście Mesjasza wpłynęło na kształt jego przesłania, w którym zdecydowanie brakowało promocji przemocy i gniewu wśród ludzi.

Jan posiadał Bożą pokorę Mojżesza, bez jego gniewu. Miał Bożą żarliwość Dawida, bez jego skłonności do gwałtu. Jan nie był doskonały, ponieważ bardziej żył swoją własną sprawiedliwością, zamiast polegać na sprawiedliwości Bożej. Z tego właśnie powodu był mniejszy od najmniejszego ze wszystkich nowotestamentowych wierzących, ponieważ my żyjemy w oparciu o Boża sprawiedliwość, a nie własną pod Prawem. Niemniej, Jan Chrzciciel krążył wokół serca Bożego ciaśniej i bliżej niż wszyscy święci ST.

Myślę, że koncepcja „orbity” we wspaniały sposób wyjaśnia różne pozycje starotestamentowych świętych we wszechświecie biblijnego objawienia. Pomaga nam również przedstawić Biblię w zdrowy sposób. W każdym solarnym systemie planety krążą wokół słońca znajdując się w różnych odległościach i pod różnymi kątami. Im dalsza orbita tym bardziej mroźny i przyjazny śmierci klimat, jak na przykład lodowy Pluton. Bliższe, bardziej intymne, orbity pozwalają na cieplejszy i bardziej przyjazny życiu klimat jak luksusowa Ziemia.

Continue reading

Stan_4/5.02.2019


Stan Tyra

https://web.facebook.com/stan.tyra

Stan Tyra
4 lutego
Część spotkanych przeze mnie ludzi, którzy mają najbardziej przemieniający wpływ na innych, nie mieli pojęcia o tym, że tacy są. Faktycznie, nie jest to nawet coś czym starali się być czy stać. Z drugiej strony, niektórzy z tych, co nie mają żadnego wpływu na innych, uważali, że są potężnie „namaszczeni” i przemieniający innych, chcieli być uznani i znani jako tacy.
Wierzę, że ci drudzy istnieją ponieważ większość nigdy nie doświadczyła krzyża. Kochają krzyż, mówią o krzyżu, studiują i głoszą krzyż jako wspaniałe historyczne zdarzenie i przeważnie są szczerze wdzięczni za niego. Niemniej, to wszystko może być obecne i praktykowane bez jakiegokolwiek doświadczenia krzyża. Trwa jako wiara, zewnętrzny rytuał czy bałwan wokół szyi, lecz unika autentycznego doświadczenia; i świat pozostaje nieprzemieniony.

Mający moc przemiany autorytet jest owocem przeżytego Krzyża, ponieważ powoduje on rozpędzone poziomy miłosierdzia, cierpliwości i współczucia. Nikt, a w szczególności, żaden „Pastor”, nauczyciel, prorok, apostoł czy starszy nie posiada przemieniającego autorytetu, jeśli nie jest przepełniony współczuciem. Tak więc, „liderzy”, którzy nie przejawiają w życiu tych cech, muszą polegać na wizerunku, roli, tytule, prawach i egzekwowaniu prawa, aby móc służyć jakiemukolwiek celowi.

Nie słucham nikogo, kto nie został ukrzyżowany na śmierć, następnie wzbudzony z martwych w nowości życia. WYŁĄCZNIE ci ludzie posiadają prawdziwy autorytet i mówią wraz z Pawłem: „Żyję już nie ja, lecz żyje we mnie Chrystusa” (Ga 2:2)). Jest to prawdziwie autentyczny wewnętrzny autorytet przepełniony miłosierdziem i współczuciem. Rodzi się on ze śmierci dla siebie, co niesie za sobą życie pełne uzdrowienia i pokrzepienia. Tego rodzaju autorytetu nie da się stworzyć przez ordynację czy edukację, lecz pojawia się dzięki pokorze i poddaniu. Bardziej jest skutkiem spadania w dół, niż wspinania się po jakiejś religijnej drabinie.

Continue reading

Stan_1/2.02.2019

1 lutego o 12:59 ·

4 rozdział Listu do Efezjan wyraźnie mówi, że życie w duchu jest przeżywane w rzeczywistości jedności. Niemniej, poprzedza go deklaracja, mówiąca nam, że to pokora jest nieodzowna do jedności. W skrócie: duchowa dojrzałość nie istnieje, i nie może istnieć, wewnątrz religijnej mentalności „my-wy” czy „nas – ich”.
To powiedziawszy: podróż każdego z nas to podróż od bycia w-Chrystusie przed stworzeniem świata, do wymaganego oddzielenia, z powrotem do domu. Historia o starszym bracie i marnotrawnym synu to również nasza historia. Wygląda na to, że wszyscy w jakimś stopniu znajdujemy siebie w jednym bądź drugim synu dopóki nie odkryjemy domu – powtórnej rzeczywistości uścisku Ojca.

Tak wiele proroczej prawdy znajduje się w tym „trójkowym” życiu. Ten schemat życiowej podróży ujawnia postęp czy ewolucję wszystkiego. Zewnętrzny dziedziniec, Miejsce Święte i Święte Świętych; sprawiedliwość, pokój i radość; życie, śmierć i zmartwychwstanie – znane są jak trójki bądź najznakomitsze rzeczy objawione w Piśmie.

Wszystko, o czym dziś piszę to tylko fundament pod to ku czemu zmierzam i zapraszam do przyjrzenia się i zastanowienia. Spójrzmy na to teraz.

Przeżywamy życie pod trzema sferami znaczenia/ ważności. Najmniejsza z nich to nasza osobista historia czy „Moja Historia”. To jest język naszych codziennych rozmów nigdy nie wychodzący poza nasze własne doświadczenie. Problem z tym jest taki, że stał się substytutem prawdziwej transcendencji, ponieważ całkowicie skupia się na mnie, a nie na całości. Nieustanne opowiadanie własnej historii staje się po pewnym czasie nudne i narcystyczne. Nigdy nie zadaje szczerze pytania: „Co robię z moim doświadczeniem na rzecz innych?” Ostatecznie męczy nas skupiona na sobie opowieść i znajdujemy grupę innych w podobnym stanie. Przyłączamy się do nich. Znowu mogę mieć „moją” opowieść tak długo, jak długo udaję, że twoja historia też jest ważna. Zakładamy, że zebranie jednostek to to samo co jedność ducha. W ten sposób zaczyna się druga „sfera” znaczenia, która musi obejmować tą pierwszą, którą jest „Nasza Historia”.

Druga sfera znaczenia musi obejmować pierwszą i jest nią „Nasza Historia”. Tutaj właśnie większość ludzi spędza całe swoje życie, mój wyścig, moja płeć, moja polityczna partia, moja religia, moja grupa, moja denominacja itp. Ci, którzy postrzegają siebie przez takie okulary odczuwają nieustanną potrzebę zarówno lojalności wobec grupy jak i jej obrony, bardzo często irracjonalnie. Tak właśnie robisz, gdy jest to wszystko, co posiadasz. To jest myślenie grupowe.

To jestem ja, a to jesteśmy my, należą do części indywidualne narracji. Utknięcie w jednym z takich miejsc sprawia, że stajemy się ideologami, którzy zastępują prawdziwe doświadczenie i tajemnicę szybkimi odpowiedziami, które budowane są na ustalonymi z góry wnioskami. Mam gotową odpowiedź, zanim doświadczenie zada jakiekolwiek pytanie. Tak więc nie przeżywa się doświadczenia, ani się w nie nie wsłuchuje. Szczera wiara zostaje zastąpiona wiarą w doświadczenie i wiarę mojej grupy. Obie skrajności wymagają większej sfery tak, aby nie nachodziły na siebie.
Gdy już raz zobaczysz jedność czegokolwiek, będziesz w stanie zobaczyć jedność wszystkiego.
Jest to jak przechodzenie od całkowitej ślepoty do częściowego widzenia. Mamy taką historię zapisaną, Jezus dotykającego ślepego, która opisuje postępujący proces uzdrowienia.

Bądź cierpliwy, ufaj swojej podróży!

Continue reading

Co znaczy imię Boże „Eje Aszer Eje”

Co znaczy imię Boże „Eje Aszer Eje”

Całość znajduje się w powyższym pliku PDF, poniżej wstęp:

Co znaczy imię Boże „Eje Aszer Eje”

Jeśli nie znasz hebrajskiego będziesz zastanawiał się, co powyższy tytuł „ehyeh asher ehyeh” znaczy. Tak o sobie powiedział Pan, gdy przemawiał do Mojżesza z płonącego krzewu w Księdze Wyjścia 3: 14.

Kiedy Mojżesz zapytał Go o imię usłyszał (co brzmi w angielskim) „Jestem, który jestem. I dodał: Tak powiesz do synów izraelskich: JAM JEST posłał mnie do was!” . Zwrot „JAM JEST” jest podsumowaniem „ehyeh asher ehyeh”.

Jeśli jednak tłumaczymy dokładnie z hebrajskiego, ujawnia to nam tu czas przyszły (w hebrajskim nie ma pierwszej osoby czasu teraźniejszego czasownika ‘być’ – przyp. tłumacza) „będę tym, kim będę”. To oczywiście jest „JAM JEST” który istnieje poza czasem i jest wszechobecnym i suwerennym Bogiem, ale dla nas imię to zawiera również element dotyczący przyszłości „będę tym, kim będę”.

Boże imiona

Kilka dekad temu było wiele nauczania na temat odkupieńczych imion Boga. Szczególnie ważne było El Shaddai z Księgi Rodzaju 17: 1, gdy Bóg ukazał się Abrahamowi i Sarze – „Wszechmogący, więcej niż potrzeba” lub „Ten, który zaopatruje (spełnia Swoje słowo)”

Następnie w Księdze Rodzaju 22, gdy Abraham złożył w ofierze barana zamiast Izaaka, nazywa on Boga „Jehowa Jireh” – Bóg mój Zaopatrzyciel. Później widzimy „Jehowa Rapha” – Uzdrowiciel przy wodzie Mara w 2 Mojż. 16 i Jehowa Nissi w 2 Mojżeszowej 17, kiedy Mojżesz dziękował za zwycięstwo nad Amalekitami, nazywając Go „Bogiem, moim sztandarem zwycięstwa”. W Jeremiasza 23: 5-6 nazywany jest także Bogiem Sprawiedliwości (Tsidkenu).

Wszystkie te i pozostałe odkupieńcze imiona Boga były dane na tamten czas i miejsce. Były objawione w danej sytuacji. Są skończone. Mają szczególne zastosowanie –„Ten, który wypełnia Swoje Słowo” w jednym miejscu; „Ten, który zaopatruje” w innym a „Ten, który daje mi zwycięstwo” jeszcze w innej sytuacji.

Śledztwo kryminalne: CSI Cezarea – Kto zamordował króla Heroda?

Richard Murray

Przy powierzchownym czytaniu wydaje się, że to anioł Pański dokonał zamachu na Heroda, lecz czy tylko w ten sposób można zinterpretować materiał dowodowy? Czy kontekst i podtekst dopuszczają inne, alternatywne odczytanie? Tak, po sprawdzeniu materiału dowodowego, wierzę, że tak.

Proponuję, abyśmy spojrzeli na przyjście anioła Pańskiego jako ostrzeżenie Heroda przed Szatanem, któremu dał niszczący dostęp (bez względu na to czy uważamy Szatana za anioła zniszczenia, czy ciemną kosmiczną niszczącą siłę). Jak strażak raptownie i natarczywie ostrzega nieświadomych mieszkańców płonącego domu: „WYCHODZIĆ TERAZ”, tak ANIOŁ Pański ostrzegał Heroda o tym, że jego duchowy dom jest TERAZ pod szatańskim ogniem, że jest bliski rozpadu i zmiażdży go na śmierć.

W Biblii znajdujemy mnóstwo przypadków aniołów ostrzegających przed zbliżającym się gniewem Szatana. Aniołowie ostrzegali Pawła, Piotra, Józefa, Marię, Lota, Abrahama, Jakuba, Mojżesza i wielu innych przed nieuchronnym atakiem diabła.
Jakoś jednak, ludzkość zawsze ma błędną tendencję do zrzucania winy na posłańca przynoszącego złe wieści. Anioł ostrzegający o nadchodzącym ataku Szatana, często jest oskarżany o to, że przynosi sam gniew. To jest równie szalone, jak oskarżenie bohaterskiego strażaka, który żarliwie ostrzega nas, abyśmy uciekali przed ogniem o to, że faktycznie sam ten ogień rozpalił. Ostrzeżenia, które Pan przekazuje przez aniołów zawsze miały na celu to, aby ci, do których były skierowane, mogli uciec przez zbliżającym się niebezpieczeństwem, czy to przez szybką pokutę, czy to po prostu unikając go.

Sytuacja jest nieco podobna do tego, gdy Paweł został dosłownie strącony z konia przez światłość Pańską, co wskazuje na ogrom grzechu Pawła, który „siał grozę i dyszał żądzą zabijania uczniów Pańskich” (Dz 9:1).
Paweł, podobnie jak Herod, został gwałtownie ostrzeżony o wadze swego grzechu. Pan objawił Pawłowi, że prześladował i mordował sługi Boże, a nie Jego przeciwników. Paweł prześladował samego Pana!
Pomimo tego, że powaga grzechu Pawła i Heroda była porównywalne to ich chęć do pokuty już nie. O ile Herod rozpaczał przez pięć dni aż do śmierci, nie znajdując miejsca na Bożą pokutę, Paweł zwrócił się szybko i pokutował w Boży sposób (2Kor 7:9-11, Hbr 12:17). Herod, podobnie jak Ezaw (Hbr 12:17) nie mógł znaleźć płynącej z serca prawdziwej pokuty, podczas gdy Paweł zrobił to. Herod w wielkiej rozpaczy „oddał ducha”, podczas gdy Paweł z wielką radością „przyjął Ducha Świętego”.

Przyjrzymy się teraz niebo bliżej wersetom dotyczącym Heroda. Szatan właśnie miał rościć sobie prawo do życia Heroda, który dał mu do tego prawo popełniając liczne poważne grzechy. Herod, zaczynając od zabijania apostołów przez umieszczeniu siebie w miejsce boga, którego należy czcić, aż do nieoddania Bogu chwały, znalazł się na celowniku szatańskiego ataku.
Tak bardzo odpychał/zasmucał/gasił ochronną obecność Pańska, że był teraz całkowicie wystawiony na pociski diabła. Właśnie miał zostać zrzucony z wysokiej skały pychy, aby rozbić się o diabelskie skały silnego potępienia. Miał dosłownie „wpaść w potępienie diabelskie” (Tym 3:6). Anioł przyszedł, aby potrząsnąć nim, ostrzegając TAK, ABY pokutował, zamiast zostać zniszczonym. Niestety, choć miał pięć dni na pokutę, nigdy tego nie zrobił i umarł.
Opierając się na 12 rozdziale Dziejów Apostolskich wersach 1-25, wielu wierzy, że mówią one o tym, że to „anioł Pański uderzył” i zabił Heroda z zimną krwią. Herod, który był wówczas politycznym królem Izraela, popełnił dwa ważne błędy. Po pierwsze: przeciwstawił się pierwszemu kościołowi, prześladując go przez więzienie i egzekucje wierzących. Po drugie: pozwolił sobie na to, aby czczono go jak boga, nie oddając chwały Panu.

Zastanówmy się nad tym trudnym fragmentem:

„W tym także czasie Herod zaczął prześladować niektórych członków Kościoła. Ściął mieczem Jakuba, brata Jana, a gdy spostrzegł, że to spodobało się Żydom, uwięził nadto Piotra. A były to dni Przaśników. Kiedy go pojmał, osadził w więzieniu i oddał pod straż czterech oddziałów, po czterech żołnierzy każdy, zamierzając po Święcie Paschy wydać go ludowi” .
  Strzeżono więc Piotra w więzieniu, a Kościół modlił się za niego nieustannie do Boga. W nocy, po której Herod miał go wydać, Piotr, skuty podwójnym łańcuchem, spał między dwoma żołnierzami, a strażnicy przed bramą strzegli więzienia. Wtem zjawił się anioł Pański i światłość zajaśniała w celi. TRĄCENIEM w bok obudził Piotra i powiedział: Wstań szybko! Równocześnie z rąk [Piotra] opadły kajdany…” (w 1-7).

…Sam zaś udał się z Judei do Cezarei i tam się zatrzymał” (w.19)

„Więc ustalonego dnia, Herod włożył królewskie szaty, zasiadł na trybunie oraz publicznie do nich przemawiał. Zaś mieszkańcy wołali: Głos boga, a nie człowieka. Lecz natychmiast UDERZYŁ go anioł Pana, z tego powodu, że nie oddał chwały Bogu; zatem będąc stoczony przez robaki oddał ducha” (w 21-23 NBG).

Continue reading