Author Archives: pzaremba

Czy samobójstwo jest nieprzebaczalnym grzechem?

Nicholas Davis  06.10. 2016

Kilka lat temu pewien znany mi chrześcijanin skończył przedwcześnie swoje życie. Stało się to nagle, tragicznie i zdruzgotało nas, szczególnie jego rodzinę. Czasami trudno jest nam uwierzyć w to, że ludzie mogą zrobić coś takiego sobie i swoim bliskim, lecz rzeczywistość jest taka, że każdy z nas mógłby wyprawić się w tą ciemną drogę.

Nie trzeba wiele. Jakieś traumatyczne zdarzenie, nagła zmiana sytuacji życiowej, jak choroba czy śmierć bliskiego, szereg złych doświadczeń czy brak równowagi chemicznej w mózgu mogą spowodować poważną depresję, każda z tych rzeczy może poprowadzić nas do doliny cienia śmierci.

W takich chwilach słabości samobójstwo jest bardzo prawdopodobne. Czy jest jeszcze jakaś nadzieja dla rodziny czy przyjaciół wierzącego, który popełnił samobójstwo? Czy Biblia uczy, że samobójstwo jest nieprzebaczalnym grzechem? Wielu odpowie na to pytanie, że tak. Powiedzą, że samobójstwo nie pozwala na pokutę z tego grzechu, a zatem jest to grzech nieprzebaczalny.

O ile prawdą jest, że człowiek, który popełni samobójstwo nie może pokutować z tego grzechu (o ile nie pokutuje wcześniej, zanim to zrobi), nie jest prawdą, że Biblia naucza, że jest to nieprzebaczalny grzech. Biblia nigdzie tak nie naucza.

Niektórzy usiłują wykorzystać fragment z Ewangelii Marka 3:20-35, gdzie samobójstwo jest porównane do „nieprzebaczalnego grzechu” bluźnienia Duchowi Świętemu, niemniej, jest to tylko błędna interpretacja. Szczególny nieprzebaczalny grzech, który Jezus miał na myśli to nie było samobójstwo, lecz przypisywanie Duchowi Świętemu dzieł Szatana.

Samobójstwo jest wymienione tylko sześć razy w całej Biblii i nigdy nie towarzyszy temu, jakaś moralna ocena czy jest to dobre, czy złe: 1. Abimelech (Sędz 9:50–57); 2. Samson (Sędz 16:28–30); 3. Saul (1Sam. 31:1–6; 2Sam. 1:1–15; 1Krn 10:1–13); 4. Ahitofel (2Sam 17:23); 5. Zimri (1Krl 16:18–19); oraz 6. Judasz (Mat 27:5; Dz 1:18–20). Jasnym i konsekwentnym przesłaniem Biblii jest pełne przebaczenie grzechów (przeszłych, obecnych i przyszłych, znanych i nieznanych przez wiarę w osobę i dzieło Jezusa Chrystusa).

Pokuta, sama w sobie, nie pieczętuje nas do Królestwa Niebieskiego – to Duch Święty jest taką pieczęcią (Ef 1:13, 4:30). O ile wyznanie grzechów przed Bogiem zacieśnia naszą społeczność z Nim, nie daje nam pieczęci ani trochę więcej, niż to, co już mamy dzięki krwi Baranka.

Co więcej, kto tak naprawdę ma czas na wyznawanie każdego grzechu przed śmiercią? Niektórzy z nas umrą szybko, bez ostrzeżenia. Inni umierają powoli, lecz nawet wtedy – po wyznaniu głównych grzechów, o których możemy pomyśleć – ciągle będą takie, które popełniliśmy przeciwko Bogu i naszym bliźnim, których nawet nie jesteśmy świadomi! Tak więc, wydaje się, że ten powód podawany zazwyczaj za uznaniem samobójstwa, jako nieprzebaczalnego grzechu, nie utrzymuje biblijnych standardów ani (życiowego) doświadczenia.

Z pewnością samobójstwo jest grzechem, ponieważ okrada człowieka ze świętości życia i pełnego czasu danego mu jedynie przez Boga. Jednak rodzina i przyjaciele wierzącego, który popełnił je, nigdy nie powinni martwić się o to czy ich bliski jest w niebie. Na szczęście, nawet samobójstwo nie jest większe od złamanego ciała i przelanej za przebaczenie naszych wszystkich naszych grzechów krwi Jezusa.

 

 

 

Codzienne rozważania_04.01.2018

Jon 2:2-3
I MODLIŁ SIĘ JONASZ DO PANA, SWOJEGO BOGA, Z WNĘTRZNOŚCI RYBY, MÓWIĄC: WZYWAŁEM PANA W MOJEJ NIEDOLI I ODPOWIEDZIAŁ MI, Z GŁĘBI KRAINY UMARŁYCH WOŁAŁEM O POMOC I WYSŁUCHAŁ MOJEGO GŁOSU.

Kiedy ludzie mają kłopoty, przeklinają i narzekają na swój los. Jakub, brat Pana Jezusa Chrystusa, mówił pierwszym chrześcijanom: „Cierpi kto między wami? Niech się modli” (Jakub 5:13). Jonasz wzywał Pana w swojej niedoli. Wcześniej wyznał: „Jestem Hebrajczykiem i czczę Pana”. Nazywa go Panem – Jahwe – Bogiem, który objawił się swojemu ludowi w przymierzu, któremu pozostanie wierny. Jonasz będąc w grobie pamiętał o wierności Pana: „z głębi krainy umarłych wołałem o pomoc. Rozumiał to, o cym Dawid mówił w Psalmie 139:8, A jeśli przygotuję sobie posłanie w krainie umarłych, i tam jesteś”. Nawet w krainie umarłych, w grobie, Pan jest ze swym ludem! Słowo Boże zapewnia chrześcijan, że możemy przystąpić „z ufną odwagą do tronu łaski, abyśmy znaleźli łaskę ku pomocy w stosownej porze” (Hebr. 4:16). Chrześcijanin bez obawy sięga po obietnice Bożego przymierza. Sięga po nie przez wiarę, ponieważ świadectwa jego zmysłów, nieszczęścia jakich doświadcza, wskazują raczej na beznadziejność sytuacji. Zmysły każą mu rozpaczać, zdaje sobie sprawę, że Pan jest zasmucony jego grzechami, ale wiara „wbrew nadziei” woła do Pana jako do Zbawiciela – jedynego, który odpowiada na modlitwę.

Panie! Słuchaj modlitwy mojej.
Usłysz błagane moje!
Przez wierność swoją wysłuchaj mnie w sprawiedliwości swojej!
Nie pozywaj na sąd sługi swego,
Gdyż nikt z żyjących nie okaże się sprawiedliwy przed tobą!

(Psalm 143:1-2)

Życzę błogosławionego dnia.

Codzienne rozważania_02.01.2018

Jonasza 2:1-2.
LECZ PAN WYZNACZYŁ WIELKĄ RYBĘ, ABY POŁKNĘŁA JONASZA. I BYŁ JONASZ WE WNĘTRZNOŚCIACH RYBY TRZY DNI I TRZY NOCE. I MODLIŁ SIĘ JONASZ DO PANA, SWOJEGO BOGA Z WNĘTRZNOŚCI RYBY.

Kluczem do zrozumienia modlitwy Jonasza jest to, że w jego sercu pojawiła się triumfująca w sercu wiara w Boga, w czasie gdy znajdował się w niemal beznadziejnej sytuacji. Zmysły Jonasza mówiły mu, że znajduje się w paszczy śmierci. Miał on świadomość tego, że był żywy, mimo, że spodziewał się śmierci. Żywy ale w niebezpieczeństwie. Jednak jego wiara wyglądała Zbawiciela. Miał nadzieję na to czego nie mógł zobaczyć. Wiara pokonała świadectwo jego oczu. W tym tkwi prawdziwa natura wiary. Oczekuje ona tego, co jest niedostrzegalne. Paweł mówi, że jakże może się ktoś spodziewać się tego, co widzi? A jeżeli spodziewamy się tego, czego nie widzimy, oczekujemy żarliwie, z cierpliwością. (Rzym. 8:25). Wiara ma nadzieję wbrew nadziei: „Abraham wbrew nadziei żywiąc nadzieję, uwierzył, aby się stać ojcem wielu narodów” (Rzym. 4:18). Jonasz nie dostrzegał nadziei swoimi oczami, ale w swym wierzącym sercu, już w pewnym sensie został zbawiony. Nie znał przyszłości, ale wiedział, że znajduje się ona w rękach jego Zbawiciela. Dlatego mógł oddawać Bogu chwałą za swoje wybawienie. Jonasz posiadał nowe „oko”, które potrafi dostrzegać sprawy duchowe tak jak zwykłe oko dostrzega kolory. W Liście do Hebrajczyków czytamy, że wiara jest pewnością tego czego się spodziewamy, przeświadczeniem tego czego nie widzimy (Hebr. 11:1). Właśnie w takim duchu Jonasz modlił się „z wnętra ryby „do Pana, swojego Boga” (w. 2:2).

Życzę błogosławionego dnia pełnego wiary.

Drogi sprawiedliwości_6


John Fenn

Jezus nigdy się nie zmienia. W sam taki sposób, w jaki zajmował się ludźmi w Ewangeliach, zajmuje się tobą i mną dzisiaj. Przyjrzymy się więc TEMU, a dowiemy się jak to robi.

Pan niczego nie zmienia Swej pracy nad ludźmi w zależności od tego czy mieli trudne, czy łatwe dzieciństwo, czy są bogaci czy biedni, nie ma względu na płeć: Prawda jest prawdą i nie ma znaczenia, gdzie byliśmy ani kim jesteśmy – On zawsze będzie mówił do nas od wewnątrz, abyśmy dostosowali nasze emocje i myśli do tej Prawdy. Daje nam okazje do podejmowania właściwych decyzji, odczuwali właściwe uczucia, abyśmy rozumieli Jego prawdę w każdej sytuacji.
Gdy więc mowa o emocjonalnych zranieniach najpierw musimy zadać sobie pytanie, czy te rany są sprawiedliwymi czy niesprawiedliwymi emocjonalnymi zranieniami. Nie wszystkie rany są takie same. Część z nich jest spowodowanych przez nas samych. Takie nie są usprawiedliwione i należy je pozostawić Panu, a serce będzie wystawione na konsekwencje, co Pan uczyni, jeśli się nie dojdzie do Prawdy w tej sprawie. Niemniej, niektóre rany są usprawiedliwione a dzieje się tak wtedy, gdy człowiek staje się ofiarą czyichś twardych słów i działań, i te muszą zostać uzdrowione przez Pana, co często wymaga czasu. Najpierw zajmiemy się ranami nieusprawiedliwionymi.

 

Zranienia i rozczarowanie powstające u ludzi

W 6 rozdziale Ewangelii Jana Jezus mówi do tych, którzy go szukali (w. 26): „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, szukacie mnie nie dlatego, że widzieliście cuda, ale dlatego, że jedliście chleb (który Jezus rozmnożył) i nasyciliście się”. Oj, to musiało zaboleć. Kiedy więc przeszedł do trudnych do zrozumienia przypowieści o jedzeniu Jego ciała i piciu Jego krwi, wielu z nich odeszło – zmieszani, zranieni i rozczarowanych (J 6:66-67).

Czy ich zranienie było usprawiedliwione? Odczucie zdrady było rzeczywiste. Uczucia głębokiego rozczarowania Jezusem prawdziwe. Nagle ich życiowe plany zostały zmienione i wrócili do domów, aby się pozbierać i to po czasie spędzonym z człowiekiem, który miał być ich nowym królem – ON tak bardzo ich zranił. Czy to zranienie było usprawiedliwione? Nie. Czy ich poczucie zranienia, rozczarowania, zdrady było realne? Tak. Uczucia realne, lecz nieusprawiedliwione, więc Pan oczekiwał od nich dostosowania uczuć do Prawdy – tak samo działa dzisiaj w nas.

Zobaczmy, co się działo w 1 rozdziale Ewangelii Marka (w. 30-38), kiedy Jezus pozostawał w domu teściowej Piotra i aż do zachodu Słońca uzdrawiał wszystkich, którzy podeszli do drzwi domu. Następnego ranka wyszedł na zewnątrz, aby się samotnie pomodlić i kiedy Go znaleziono, Piotr powiedział: „Wszyscy cię szukają!” spodziewając się, że Jezus ponownie zacznie uzdrawiać, jak to czynił poprzednio. Jezus jednak powiedział, że musi iść do innych miast. JAKŻE rozczarowani musieli być wszyscy ludzie – jak zranieni – skoro potrzebowali uzdrowienia, a Jezus jednym kaprysem odwołuje spotkanie z nimi i idzie dalej. Co by było, gdybyś to ty nie zdążył przed zachodem Słońca poprzedniego dnia dotrzeć w kolejce i pozostał chory i zraniony? Ich zranienie i rozczarowanie było realne, czy jednak było usprawiedliwione? Nie. Czy uczucie rozczarowania, zranienia, gniewu było rzeczywiste? Tak.

Continue reading

Codzienne rozważania_01.01.2018

Jon 1:16
A CI MĘŻOWIE BARDZO SIĘ ZLĘKLI PANA; ZŁOŻYLI WIĘC PANU OFIARĘ I UCZYNILI ŚLUBY.

Trudno wyobrazić sobie bardziej wyraźny obraz tego, co musi się stać, aby poganie zmieli się w wierzących w żywego Boga. Ci poganie prawdziwie uwierzyli w Boga żywego i bez wątpienia dołączyli do dużej i rozproszonej liczby „prozelitów” – ludzi, którzy nie byli Izraelitami z ciała, ale przez wiarę byli duchowym Izraelem Bożym. W tych nawróceniach do Boga wiecznego przymierza znajdujemy wspaniały obraz Bożej łaski. On kocha tych, którzy nie wzbudzają miłości. Troszczy się o pogańskie „psy”, którymi lud Izraela pogardził z powodu swej duchowej dumy. Bożą łaskę okazaną żeglarzom podkreśla jeszcze to, że ich życie zostało ocalone, podczas gdy Jonasz stracił swoje, przynajmniej tak im się wtedy wydawało. Oni przeżyli, aby wielbić Boga, natomiast prorok odstępca zginął z woli własnego Boga. Czy Bóg mógł zademonstrować swoją miłość do ludzi w bardziej obrazowy sposób niż wtedy, gdy zmiótł ze sceny jednego ze swych grzesznych proroków po to, by doprowadzić zbieraninę pogan do nowego życia i nowej wiary? Role zupełnie się odwróciły podobnie jak kilka stuleci później, kiedy o przypowieści o miłosiernym Samarytaninie to właśnie pogardzany przez wszystkich Samarytanin pomógł człowiekowi napadniętemu na drodze do Jerycha a kapłan przeszedł drugą stroną drogi. To przedsmak łaski okazanej przez Boga Niniwie w nawiązaniu do późniejszej służby Jonasza. To także zapowiedź pełni nowego przymierza w Chrystusie, kiedy zbawienie Pańskie przyjdzie do całego świata. Zwiastuje ono nadzieję dla zgubionej ziemi. Kiedy szalała burza zdawało się, że Jonasza i żeglarzy może spotkać tylko gniew Boży. Wówczas nie było wielu oznak nadziei. Ale w głębi Bożego serca kryła się bezpieczna, zbawcza i dająca życie miłość. Sprawiedliwość i pokój podały sobie ręce. Pełnia zbawczej miłości Bożej miała się objawić w Jezusie Chrystusie. Biblia wskazuje nam jedynego Zbawiciela grzeszników, używając słów, które przywołują na pamięć doświadczenia i żeglarzy: „Gdy będziesz przechodził przez wody, będę z tobą, a gdy przez rzeki nie zaleją cię” (Izajasz 43:2).

Życzę błogosławionego dnia.

Drogi sprawiedliwości_5

John Fenn

Przed wyjazdem Chrisa na Warsztaty Terapii Zajęciowej (trwające cały tydzień) po pobycie w domu zawsze jemy w restauracji. Czasem zamawiamy i zabieramy do samochodu tylko hamburgera zabieranego, którego zjadamy stojąc w oczekiwaniu na przejazd pociągu, czasem wchodzimy do środka i siadamy na dłużej. Zdarzyło się, że chciałem zajść do Brauma (lokalna sieć z hamburgerami i lodami), ponieważ Chris miał ochotę na kurczaka i szeika z czekoladowego mleka.

Lubi zajmować miejsce przy narożnym stoliku, ponieważ łatwo mu tam wjechać wózkiem inwalidzkim i jest dobry widok na ludzi składających z samochodów w okienku na zewnątrz zamówienia. Chris ma 37 lat lecz z powodu uszkodzenia mózgu przy porodzie, owinięcia się pępowiny wokół szyi, jest na poziomie 4 letniego dziecka. Jest więc najbardziej przyjaznym 4 latkiem w 37 letnim ciele, jakiego kiedykolwiek mógłbyś spotkać, dla którego nie istnieją obcy. Nieustannie wylewają się z niego komentarze na temat samochodów, pociągów, ludzi, psów, wszystkiego i wszystkich, cokolwiek znajdzie się na naszej drodze.

Siedliśmy w tym rogu i spekulowali, co też ludzie podjeżdżający w samochodach do okienka zamawiają, gdzie jadą itd. W pewnym momencie usłyszałem na tle całego wewnętrznego zamieszania dochodzący jakby z oddali sygnał alarmu samochodowego wyjący na parkingu. Wydawało mi się, że jak zwykle to bywa się wyłączy po 30 sekundach, lecz ten nie wyłączał się. Musiał to być jeden z tych, które trąbi co 1.5 sekundy. Ponieważ odzywał się z zewnątrz wydawało mi się, że słychać go jakby w tle.

W miarę jak alarm nieustannie funkcjonował pomyślałem sobie: „Prawdopodobnie jakieś starsze małżeństwo mające problemy ze słuchem, czy coś takiego, nie wie, że to ich samochód alarmuje. Powinienem się rozejrzeć, do kogo może należeć”. Przeleciałem wzrokiem salę i okazało się, że byłem najmłodszym, poza Chrisem, konsumentem na sali. Wtedy Chris zapytał o coś, o kolejny samochód przy okienku, zastanawialiśmy się co zamawiają, dokąd jadą, jakim to samochodem jadą – w tle cały czas słychać było wycie alarmu. Pomyślałem sobie, że muszę znaleźć tą starsza osobę i powiedzieć o tym.

W tym momencie wyciągnąłem szyję na tyle, żeby przyjrzeć się parkingowi, aby znaleźć miejsce, gdzie stoi samochód robiący tą wrzawę i okazało się, że był to mój! To ja byłem tym starym prykiem, nie mającym pojęcia, że wyjący alarm odzywa się z jego samochodu. Szybko wsunąłem rękę do kieszeni, gdzie nawet z zewnątrz dało się wyczuć breloczek z kluczem do samochodu i kilka monet, które dostałem reszty. Gdy usiadłem, kieszeń zacisnęła się i monety przyciskały alarmowy przycisk – cały czas to ja sam robiłem!

Irytujący 'samochodowy alarm” Ducha Świętego.

Dzięki Chrystusowi w nas, nadziei chwały, Pan stara się, abyśmy wzrastali od wewnątrz. Jego głos jest jak uruchomiony alarm samochodowy, jakiś hałas odzywający się z dala, wypływając z naszego duchowego człowieka ku naszemu umysłowi, brzmiący jak sugestia – delikatny, łagodny jak myśl z jasnego nieba, niemniej zawsze obecny aż do chwili, gdy odsuniemy ten głos tak daleko do tyłu, zdeterminowani, aby słyszeć inne, albo zajmiemy się sprawą, którą On przynosi.

Czy nie zwróciłeś już uwagi na to, że, powiedzmy, gdy masz bardzo pilny rachunek do zapłacenia, Pan zwraca ci w sercu uwagę na jakąś siostrę czy brata? Jeśli jesteś do mnie podobny myślisz: „W porządku, Panie, wiem, że mam ich kochać, lecz czy nie moglibyśmy zamiast tego porozmawiać o tym rachunku?”

Przeżyliśmy to już przed pojęciem decyzji o uwierzeniu Jezusowi – pamiętacie? Gdy usłyszałeś o Jezusie, nie byłeś w stanie pozbyć się tej myśli, a pytanie o to, co „z Nim zrobić” zawsze gdzieś w tle brzmiało. Bez względu na to, jak bardzo byłeś zajęty, zawsze gdy umysł przełączał się na funkcję „wyciszenia” to pytanie pojawiało się w świadomości. Pan tak działa. To jest Jego wewnętrzny „alarm samochodowy” w każdym nas aż do chwili, gdy wyłączymy go, bądź zdecydujemy się słuchać Go wejść w to, co On ma dla nas.

Jest taka pieśń Margaret Becker z albumy wydanego „Falling Forward” w 1998 roku pt „Clay and Water” („Glina i woda”). Jest tam taki tekst: „Jestem gliną, jestem wodą, padającą na przód w tym porządku, kiedy świat wiruje wokół szybko, ja pomału staję się tym, kim jestem. Wszystko ciągle się zmienia, koła zawsze się kręcą. Czuję ten ogień zmiany, lecz jakoś nie parzy. Jak pobłogosławiony żebrak, potykam się w łasce, sięgając dłonią po to, co czeka…” („I am clay and I am water, falling forward in this order, while the world spins round so fast, slowly I’m becoming who I am. Nothing ever stays the same, the wheel will always turn. I feel the fire in the change, but somehow it doesn’t burn. Like a beggar blessed, I stumble in the grace, reaching out my hand for what awaits…”).

Możesz potykać się, lecz jeśli serce jest zdecydowane, to w wyniku procesu trwającego całe życie stajesz się tym, kim jesteś. Jego sąd, Jego sprawiedliwość nie parzy, jeśli szybko radzimy sobie ze sprawami serca.

Continue reading

Codzienne rozważania_28.12.2017

Jon 1:14-15
WTEDY WZYWALI PANA, MÓWIĄC, O PANIE! NIE DOPUŚĆ, ABYŚMY ZGINĘLI Z POWODU TEGO CZŁOWIEKA, I NIE OBARCZAJ NAS WINĄ PRZELANIA KRWI NIEWINNEJ, BO TY, O PANIE, CZYNISZ CO CHCESZ.
WZIĘLI WIĘC JONASZA I WRZUCILI DO MORZA; WTEDY MORZE PRZESTAŁO SIĘ BURZYĆ.

Żeglarze prosząc Pana o to, by nie uczynił ich odpowiedzialnymi za śmierć Jonasza, niechętnie zaakceptowali to, że Bóg postąpił zgodnie ze swoją wolą i wrzucili proroka do morza. Boży wyrok został wykonany. Dla żeglarzy Jonasz już nie żył. I on sam myślał, że już nie żyje. Szedł aby spotkać się ze swoim Stwórcą i Sędzią. Zdał się na suwerenną Bożą łaskę. Wtedy morze przestało się burzyć. W życiu wierzącego nie istnieje głębszy dołek niż ten, w którym ze złamanym duchem i pokorą w sercu wyznaje on swój grzech i uznaje sprawiedliwość Boga we wszystkich jego sądach. W tym upokorzeniu odnaleźć można wzruszającą szlachetność. To akt wiary, w którym akceptujesz Bożą interpretację własnego życia. Trzeba pokornego serca aby poddać się wyrokom Boga i uznać go za całkowicie świętego. Owocem takiej wiary jest uświadomienie sobie Bożej łaski. Dla Jonasza zaskakującym odkryciem było to, że jeszcze żył i był w ramionach Bożej łaski, pomimo tego, że odbywało się to w dość niekonwencjonalny sposób we wnętrzu ryby. Dla żeglarzy natychmiastowym dowodem boskiego miłosierdzia było uciszenie burzy. Zostali ocaleni i nie byli już ludźmi, z których każdy wołał do swego boga. Mężowie ci bardzo się zlękli Pana.
Życzę błogosławionego dnia.