Author Archives: pzaremba

Strata: mniej znaczy więcej

Lew Curtiss

Za dużo ostatnio myślę. Myślę o stratach i o tym, że w Bogu Ojcu nie mam strat. Nie mam niczego co ktokolwiek czy cokolwiek może mi zabrać. Wypuściłem to wszystko. Wszystko, znaczy wszystko. Nie będę was zanudzał listą.

Pewnego dnia powiedziałem Bogu Ojca, że gdyby z jakiegoś powodu zabrał mi wszystko i wszystkich, gdyby bez względu na przyczynę, poprowadził mnie do totalnej izolacji to On Sam będzie wystarczał mi. Nawet, jeśli tak nie było wtedy, to ostatecznie On stanie się wszystkim i to nie dlatego, że On byłby wszystkim, co pozostanie, ale dlatego, że naprawdę jest wszystkim czego chcę i potrzebuję.

Staję się coraz mniejszy i mniejszy. Moje ślady w tym życiu stale coraz bardziej maleją. Bóg Ojciec staje się z każdym dniem coraz większy, obszerniejszy. Gdybym po prostu znikł nagle z tego świata, okrzyki radości w Niebie odbijałyby się echem w Jego Stworzeniu.

Troszczę się o postawy serc dzieci Ojca i to jest prawdziwy cel tego, co razem robimy; wspólnie tworzymy po to, aby karmić serca i życie innych ludzi.

Już nie należę do tego świata, tymczasowego miejsca okaleczonego z rozkazu Adama przez Kłamcę. Sam Ojciec wyprowadza mnie do Ogrodu Życia i pomaga mi jeszcze więcej przekazać z tego życia. Są to rzeczy, o których nigdy wcześniej ani nie pomyślałem sam z siebie ani nie mogłem wiedzieć, że zostaną mi dane. Kocham Go za tą oczyszczającą wolność.

Choć jestem na tym świecie i Ojciec pomaga mi w tym, żyję tak jak Szadrach, Meszach i Abednego. Nie boję się niczego i wierzę w uwolnienie Ojca. Mimo, że z jakiegoś powodu nie jestem jeszcze uwolniony, ciągle wierzę Temu, który kocha mnie mimo wszystko. Na końcu, będę całkowicie przebywał w Jego Obecności.

Interesujące jest dla mnie to, że wydaje się istnieć pewna równowaga między trzymaniem się tego świata a trzymaniem w uścisku Niebios, dlatego też świadomie i dobrowolnie coraz bardziej zgadzam się na to, aby opuszczać ten świat. To, czego chcę to Bóg Ojciec w pełni, całkowicie, intymnie i zupełnie.

Jest tak ogromna ilość poziomów kłamstw, którymi byliśmy karmieni przez Kłamcę – tak wiele. Odkryłem, że walka z nimi to idiotyzm, lecz wielką mądrością jest podążać za Bogiem Ojcem, który wyprowadza z nich. Nie ma takiej przemiany, którą zawdzięczałbym swoim zdolnościom, lecz zawsze każda z nich jest darem miłości Boga Ojca.

Codzienne rozważania_26.09.2017

Kazn 2:12-17
I ZNOWU ZACZĄŁEM ROZMYŚLAĆ NAD MĄDROŚCIĄ, SZALEŃSTWEM I GŁUPOTĄ, BO CÓŻ INNEGO CZYNI CZŁOWIEK, KTÓRY JEST NASTĘPCĄ KRÓLA, JEŚLI NIE TO, CO JUŻ DAWNIEJ CZYNIONO.
I STWIERDZIŁEM, ŻE MĄDROŚĆ GÓRUJE NAD GŁUPOTĄ TAK, JAK ŚWIATŁOŚĆ GÓRUJE NAD CIEMNOŚCIĄ.
MĘDRZEC MA OCZY W GŁOWIE, A GŁUPIEC CHODZI W CIEMNOŚCI; LECZ POZNAŁEM I TO, ŻE CO SPOTYKA JEDNEGO, SPOTYKA WSZYSTKICH.
WTEDY POMYŚLAŁEM W SWOIM SERCU: CO SPOTYKA GŁUPCA TO I MNIE SPOTYKA. DLACZEGO WIĘC JESTEM MĄDRY, SKORO NIE DAJE TO KORZYŚCI? I POWIEDZIAŁEM DO SIEBIE, ŻE RÓWNIEŻ TO JEST MARNOŚCIĄ.
BO PAMIĘĆ PO MĘDRCU JAK I PO GŁUPCU NIE POZOSTANIE NA WIEKI, PONIEWAŻ W PRZYSZŁOŚCI ZAPOMNI SIĘ O WSZYSTKIM.
I TAK ZNIENAWIDZIŁEM ŻYCIE, GDYŻ NIE PODOBAŁ MI SIĘ BIEG RZECZY POD SŁOŃCEM; WSZYSTKO BOWIEM JEST MARNOŚCIĄ I GONITWĄ ZA WIATREM.

Salomon wiedział, że zdecydowanie przewyższa większość ludzi w każdej dziedzinie życia. Jego następca może będzie mu równy, lecz nigdy go nie przewyższy. Kiedy patrzył na świat widział w nim mądrość taką jaką on sam miał, jak również szaleństwo i głupotę. Widział ostateczną wyższość pierwszej. W końcu mądry człowiek jest w stanie przewidzieć pewne sprawy i zgodnie z tym dokonać wyboru. Tym sposobem unika zbytecznych cierpień i zyskuje pewną dozę szczęścia. Natomiast głupiec, wręcz przeciwnie – zaledwie jest w stanie na oślep wymacać drogę przez życie i szczęście spotyka go jedynie przypadkiem. Nietrudno zauważyć, która z tych ścieżek jest godniejsza wyboru. Jednak korzyść jaką odnosi człowiek mądry nie trwa długo. Przeznaczeniem jednych i drugich, tak mądrych, jak głupców jest taki sam koniec. Jaki więc sens dążyć do tego, by być na szczycie? Pogoń za najlepszą posadą, typowa dla świeżo upieczonych absolwentów wyższych uczelni jest czymś nieskończenie głupim. Nawet w ludzkiej pamięci mądry nie żyje dłużej niż głupi.
Niezależnie od tego jak bardzo różniło się ich życie obaj szybko umierają i odchodzą w zapomnienie. To odkrycie napełniło serce Salomona goryczą. Wszystko nad czym się trudził było pozbawione sensu. Jego wszelkie wysiłki okazały się w końcu stratą czasu. Ci, którzy mają w tym życiu z takiego czy innego powodu wysoką pozycję, nie mają z niej korzyści. Wszystko, co czynimy jest marnością, to gonitwa za wiatrem. Wyższość nie jest kluczem do życia.

Życzę błogosławionego czasu.

Codzienne rozważania_23.09.2017

 

Ks. Kaznodziei Salomona 2:1-11.
POWIEDZIAŁEM SOBIE: NUŻE! POPRÓBUJ RADOŚCI I UŻYJ SOBIE! LECZ RÓWNIEŻ TO BYŁO MARNOŚCIĄ.
O ŚMIECHU POWIEDZIAŁEM: TO SZALEŃSTWO! A O RADOŚCI: CÓŻ ONA DAJE?
UMYŚLIŁEM SOBIE, ŻE POKRZEPIĘ SWOJE CIAŁO WINEM, LECZ TAK ABY MOJE SERCE MĄDRZE MNIE PROWADZIŁO, I ŻE BĘDĘ SIĘ TRZYMAŁ GŁUPOTY, AŻ ZOBACZĘ, CO DOBREGO MAJĄ SYNOWIE LUDZCY CZYNIĆ POD NIEBEM W CIĄGU KRÓTKIEGO CZASU SWOJEGO ŻYCIA.
PODJĄŁEM WIELKIE DZIEŁA: WYBUDOWAŁEM SOBIE DOMY, ZASADZIŁEM SOBIE WINNICE, ZAŁOŻYŁEM SOBIE OGRODY I PARKI I ZASADZIŁEM W NICH RÓŻNEGO RODZAJU DRZEWA OWOCOWE. URZĄDZIŁEM SOBIE STAWY Z WODĄ, ABY Z NICH NAWADNIAĆ LAS ROSNĄCYCH DRZEW. NABYŁEM SOBIE SŁUGI I SŁUŻEBNICE, MIAŁEM TEŻ NIEWOLNIKÓW URODZONYCH W DOMU. NADTO MIAŁEM STADA WOŁÓW I OWIEC, WIĘCEJ NIŻ WSZYSCY, KTÓRZY BYLI PRZEDE MNĄ W JERUZALEMIE.
NAGROMADZIŁEM SOBIE TEŻ SREBRA I ZŁOTA, NADTO SKARBÓW KRÓLÓW I KRAJÓW; WYSTARAŁEM SIĘ O ŚPIEWAKÓW I ŚPIEWACZKI, I O TO, CZYM SYNOWIE LUDZCY SIĘ ROZKOSZUJĄ, MNÓSTWO KOBIET.
I TAK STAŁEM SIĘ WIELKI, I PRZEWYŻSZAŁEM WSZYSTKICH, KTÓRZY BYLI BYLI PRZEDE MNĄ W JERUZALEMIE; NADTO POZOSTAŁA MI MĄDROŚĆ.
I NICZEGO, CZEGO ZAPRAGNĘŁY MOJE OCZY, NIE ODMAWIAŁEM IM; NIE WZBRANIAŁEM MOJEMU SERCU ŻADNEGO WESELA, OWSZEM MOJE SERCE RADOWAŁO SIĘ Z WSZELKIEGO MOJEGO TRUDU. I TAKA BYŁA MOJA NAGRODA ZA WSZELKI MÓJ TRUD.
POTEM ZWRÓCIŁEM UWAGĄ NA WSZYSTKIE MOJE DZIEŁA, KTÓRYCH DOKONAŁY MOJE RĘCE, I NA MÓJ TRUD, KTÓRY WŁOŻYŁEM W PRACĘ. I OTO: WSZYSTKO JEST MARNOŚCIĄ I GONITWĄ ZA WIATREM I NIE DAJE ŻADNEGO POŻYTKU POD SŁOŃCEM.

Salomon pisze tu o dogadzaniu samemu sobie, szukając źródła całkowitej satysfakcji. Nie rzuca się na oślep w wir życiowych przyjemności, lecz prowadzi swe dociekania dokładnie i starannie. Rzeczywiście, jego odkrycia tylko na chwilę przyniosły mu trochę szczęścia. Dały mu krótkotrwałe poczucie spełnienia. Gdy zatrzymał się by dokonać przeglądu prawdziwych rezultatów, był zmuszony przyznać, że ścieżka przyjemności nie dała mu żadnego trwałego zysku. Nie była to ścieżka wiodąca do trwałego zadowolenia. Jakich przyjemności próbował? Cały swój czas spędzał na poszukiwaniu czegoś nowego. Przeszedł długą drogę nowych przeżyć – zaznał uciechy, zadowolenia, śmiechu, pijaństwa, mądrości i głupoty. Stał się posiadaczem mnóstwa nowych rzeczy – domów, winnic, ogrodów, sadów, królewskich skarbów, chórów oraz każdego innego rodzaju dobra, jakie tylko można sobie wyobrazić, włączając w to wielkie instrumenty muzyczne. Wielu ludzi spośród tych, którzy wybrali drogę pobłażania swoim zachciankom, morze jedynie marzyć o tym, co chcieliby mieć. Salomon nie cierpiał z powodu ograniczeń. Jego wielkość pozwała mu na spełnienie każdego kaprysu i posiadanie wszystkiego, na co tylko zwrócił swe oko. Pogoń za przyjemnością nie oznaczała, że zaprzestał używania intelektu. Połączenie tych dwóch kluczy nie otworzyło nie otworzyło przed nim tajemnicy znaczenia życia, ani też nic z tego, co posiadał nie uwolniło go od przekonania, że wszelkie jego zabiegi są stratą czasu i w rezultacie nie osiągnął niczego. Ścieżka intelektu i ścieżka przyjemności nie sprowadziły go ze ścieżki marności.
Życzę błogosławionego czasu.

Codzienne rozważania_22.09.2017

Kazn 1:12-18
JA, KAZNODZIEJA, BYŁEM KRÓLEM NAD IZRAELEM W JERUZALEMIE.
POSTANOWIŁEM SZCZERZE MĄDROŚCIĄ ZGŁĘBIĆ I ZBADAĆ WSZYSTKO, CO SIĘ DZIAŁO POD NIEBEM: JEST TO ŻMUDNE ZADANIE, JAKIE ZADAŁ BÓG SYNOM LUDZKIM, ABY SIĘ NIM TRUDZILI.
WIDZIAŁEM WSZYSTKIE SPRAWY, KTÓRE SIĘ DZIEJĄ POD SŁOŃCEM, A WSZYSTKO TO JEST MARNOŚCIĄ I GONITWĄ ZA WIATREM.
TO, CO KRZYWE, NIE DA SIĘ WYPROSTOWAĆ, A TO, CZEGO BRAKUJE, NIE DA SIĘ POLICZYĆ.
TOTEŻ POMYŚLAŁEM W SERCU SWOIM TAK: OTO STAŁEM SIĘ WIELKI I ZDOBYŁEM WIĘCEJ MĄDROŚCI NIŻ WSZYSCY, KTÓRZY BYLI PRZEDE MNĄ W JERUZALEMIE, A MOJE SERCE POZNAŁO WIELE MĄDROŚCI I WIEDZY.
I POSTANOWIŁEM SZCZERZE POZNAĆ MĄDROŚĆ I WIEDZĘ, SZALEŃSTWO I GŁUPOTĘ; LECZ POZNAŁEM, ŻE I TO JEST GONITWĄ ZA WIATREM.
BO GDZIE JEST WIELE MĄDROŚCI, TAM JEST WIELE ZMARTWIENIA; A KTO POMNAŻA POZNANIE, TEN POMNAŻA CIERPIENIE.

W wersetach tych widzimy Salomona, który bada życie jako człowiek nie oświecony przez Boże objawienie. Czyni to z ziemskiej perspektywy. Pierwszych jedenaście wersetów pokazało nam, jak bezsensownym wydawało się Salomonowi życie. Postanowił przyjrzeć mu się bliżej. Dociekliwy duch to cecha dana przez Boga, nawet u człowieka nienawróconego. Patrząc z tej ziemskiej perspektywy, dochodzi się do wniosku, że, intelekt nie jest kluczem do życia. Salomon bardziej niż czegokolwiek innego szuka wiedzy. Zauważ jak wiele razy słowa mądrość i wiedza pojawiają się w wersetach. Mimo to, podobnie jak miliony innych ludzi, którzy wytężali umysł do granic możliwości, nie znalazło w tym dążeniu trwałego zaspokojenia. Świat pozostał pełen problemów, których nie udało mu się rozwiązać i tak bardzo pozbawiony wszystkiego, co mogłoby nadać mu sens i wartość.Salomon doszedł do przekonania, że wszelkie ludzkie działanie jest niczym więcej niż pogonią za wiatrem i nigdy nie osiągnie prawdziwego spełnienia. Badania Salomona zaprowadziły go dalej niż kogokolwiek z jego poprzedników i stał się najmądrzejszym człowiekiem, jaki kiedykolwiek żył. Szczególną wagę przywiązywał do następującej kwestii: jakie kryteria powinno się stosować dla stwierdzenia, czy dana rzecz jest mądra czy głupia, wtedy błysnęła mu myśl: jaki właściwie jest sens takiej wiedzy? Co w rzeczywistości uzyskam, jeśli znajdę odpowiedź na to pytanie? Poszukiwanie sensu życia jest powodem frustracji, ponieważ nie prowadzi do żadnych osiągnięć. Kiedy ktoś staje się mądrzejszy i widzi, że ani trochę nie jest bliżej celu niż wcześniej, o ileż większe jest rozczarowanie, które go spotyka. Kto jest w stanie opisać jego gorycz i smutek?
Życzę błogosławionego dnia.

Biblijna rozprawa przeciwko „legalizacji moralności”

JASMIN PATTERSON

Zgodnie z badaniami przeprowadzonymi przez LifeWay Research, 71% ewangelicznie wierzących chrześcijan jest przekonanych, że moralny upadek naszego kraju jest spowodowany tym, że zostało odrzuconych sporo praw dotyczących moralności. Zauważenie tych danych spowodowało, że wzdrygnąłem się nieco, ponieważ oznacza to, że są uczniowie Chrystusa, który wierzą, co najmniej w pewnym zakresie, że najlepszym sposobem na zbudowanie moralności u ludzi są prawa regulujące ich moralne zachowania.
Takie stanowisko jest niepokojące, ponieważ mija się z fundamentalną prawdą chrześcijaństwa. Moralne uczynki nie wystarczają do tego, abyśmy zostali uratowani przed karą za nasze grzechy ani do tego, aby odbudować relację z Bogiem. To raczej pokuta i wiara w Chrystusa gwarantują nam przebaczenie i trwanie w relacji z Bogiem, a to z kolei skutkuje, w miarę jak Jezus pracuje w naszych sercach, pobożnym życiem.
W miarę jak nasz kraj (USA) dopasowuje się do chrześcijaństwa, które nie ma już tego wpływu na kulturę, który miało wcześniej, wielu moich współ-wierzących chrześcijan mocuje się koncepcją moralności społecznej, podobnie jak zmagałem się ja sam.
Czy więc, można zalegalizować moralność? Czy Jezus chciał, aby została zalegalizowana? Czy jest to skuteczne?
Korzystając z terminu „legalizacja moralności” odnoszę się do tego rodzaju kwestii: Jak dalece biblijne wzorce moralne powinny wpływać na szeroko pojęte społeczeństwa i w jaki sposób? Czy do chrześcijan należy praca w społeczeństwie w tym kierunku? Czy, jeśli stworzymy więcej praw, które mają wpływać na ludzi (jeszcze nie chrześcijan) biblijną moralnością, nasze społeczeństwo stanie się rzeczywiście bardziej moralne?

Oto dlaczego „legalizacja moralności” nie jest skuteczna i dlaczego lepszy jest sposób Jezusa.

Legalizacja moralności w rzeczywistości nie zmienia ludzi.

Sprawia tylko tyle, że wyglądają na takich, którzy ulegli zmianie.
Jako chrześcijanie musimy zadać sobie pytanie, o co nam rzeczywiście chodzi. Czy chcemy, aby ludzie wyglądali na przemienionych przez Jezusa, czy też chcemy, aby byli rzeczywiście przez Jezusa zmienieni? Czy chcemy zachęcać ludzi – aczkolwiek nieumyślnie – aby zyskali formę pobożności, lecz odrzucić moc Chrystusa, która rzeczywiście zmienia ludzi? (2Ttym 3: 5).
Biblia uczy nas, że to wiara w Jezusa poprzedza postępowanie zgodnie z Jego poleceniami. Biblia uczy tego, że świętość (moralność) jest czymś, co Jezus wypracowuje w naszym życiu od wewnątrz na zewnątrz, a nie odwrotnie (Rzm 12:1-2, Ef 4:21- 24).
Bóg nie patrzy na wygląd zewnętrzny, lecz na serce (1Sam 16:7). Jeśli zewnętrzny wygląd ma być w porządku, najpierw w porządku musi być serce. Bóg troszczy się te rzeczy zewnętrzne, dba o nasze zachowania i o to jak żyjemy, lecz serce nie może być doprowadzone do prawości żadnymi, bez względu na to jak surowymi, wymuszonymi przepisami. Serce może stać się sprawiedliwe tylko i wyłącznie dzięki przemieniającej pracy Chrystusa działającego w życiu jednostki. Tak więc, sprawiedliwe życie wypływa z serca, które stale wzrasta w sprawiedliwości w miarę jak człowiek chodzi z Chrystusem (Gal 5:16-25; 2Ptr 1:3-11).

Jezus nie działa poprzez legalizację moralności

Jezus, będąc na ziemi, odrzucił polityczne wpływy, ponieważ nie jest to Jego sposób na rozszerzanie Królestwa na tym świecie. Wyraźnie powiedział, że Jego Królestwo nie jest z tego świata (J 18:36). Kiedy ludzie próbowali obwołać Go królem, uciekł przed tłumami (J 6:15).
Jezus uczył nas, aby w mocy Ducha Świętego głosić ewangelię każdemu i uczyć wierzących, aby przestrzegali tego wszystkiego, co nakazał. W taki sposób ludzie przychodzą do wiary w Chrystusa i wzrastają w Chrystusie, i tak zostało to powiedziane przez Niego. Nie dzieje się to w ten sposób, że chrześcijańskie zasady moralne działają przez polityczne wpływy, a także nie dzięki temu, że chrześcijaństwo staje się dominującym głosem kształtującym społeczeństwo.
Continue reading

Codzienne rozważania_20.09.2017

Kazn. 1:1-11
SŁOWA KAZNODZIEI, SYNA DAWIDA, KRÓLA W JERUZALEMIE.
MARNOŚĆ NAD MARNOŚCIAMI, MÓWI KAZNODZIEJA, MARNOŚĆ NAD MARNOŚCIAMI, WSZYSTKO MARNOŚĆ. JAKI POŻYTEK MA CZŁOWIEK Z CAŁEGO SWEGO TRUDU, KTÓRY ZNOSI POD SŁOŃCEM?
POKOLENIE ODCHODZI I POKOLENIE PRZYCHODZI, ALE ZIEMIA TRWA NA WIEKI.
SŁOŃCE WSCHODZI I SŁOŃCE ZACHODZI, I SPIESZY DO SWEGO MIEJSCA, GDZIE ZNOWU WSCHODZI.
WIATR WIEJE KU POŁUDNIOWI I SKRĘCA KU PÓŁNOCY; WIATR USTAWICZNIE KRĄŻY I W SWYM BIEGU OKRĘŻNYM WRACA.
WSZYSTKIE RZEKI PŁYNĄ KU MORZU, A JEDNAK MORZE NIE WZBIERA; W DALSZYM CIĄGU PŁYNĄ RZEKI DO MIEJSCA, DO KTÓREGO ZDĄŻAJĄ.
LUDZIE SIĘ TRUDZĄ MÓWIENIEM, LECZ I TAK NIKT WSZYSTKIEGO NIE WYPOWIE. OKO NIE NASYCI SIĘ WIDZENIEM, A UCHO NIE ZADOWOLI SIĘ SŁYSZENIEM.
TO, CO BYŁO, ZNOWU BĘDZIE, A CO SIĘ STAŁO, ZNOWU SIĘ STANIE: NIE MA NIC NOWEGO POD SŁOŃCEM.
CZY JEST COŚ O CZYM MOŻNA BY POWIEDZIEĆ: OTO JEST COŚ NOWEGO? DAWNO TO JUŻ BYŁO W CZASACH, KTÓRE BYŁY PRZED NAMI.
NIE PAMIĘTA SIĘ O TYCH, KTÓRZY BYLI POPRZEDNIO, ANI O TYCH, KTÓRZY BĘDĄ POTEM; TAKŻE O NICH NIE BĘDĄ PAMIĘTALI CI, KTÓRZY PO NICH PRZYJDĄ.

Księga rozpoczyna się krótkim wprowadzeniem, którego głównym celem jest stwierdzenie, że wszystko jest marnością. Salomon rozpoczynając księgę określa się jako autor nie podając swego imienia. Kto inny mógłby opisać siebie jako „Syn Dawida, król w Jeruzalemie”? Mamy przed sobą słowa człowieka, który z powodu swej uprzywilejowanej pozycji, skosztował wszystkiego, co życie ma do zaoferowania. Będąc królem dźwiga odpowiedzialność rządzenia innymi ludźmi. Przyjmuje też odpowiedzialność za nauczanie ich i nazywa siebie „Kaznodzieją”. Dokonując przeglądu swego życia, Salomon dochodzi do wniosku, że wszystko to jest stratą czasu, pozbawione jest sensu, znaczenia. Wszystko wokół nas jest tymczasowe, krótkotrwałe, przejściowe i przemijające. Podkreśla swe przekonanie, że wszystko jest marnością nad marnościami. Salomon odnosi do zajęć związanych z życiem ziemskim. Wszystko, do czego dążymy, w końcu utracimy. Cokolwiek nabędziemy to i tak pozostaniemy bez niczego. Każdy człowiek żyje jedynie krótką chwilę a następnie umiera. Pomimo, że pokolenia przychodzą i odchodzą, ostatecznie nic nie ulega zmianie. Żyjemy w świecie stałej aktywności, lecz tak naprawdę idącym donikąd. Wszystko toczy się jak zawsze lecz brak kroku naprzód. Słońce wschodzi i zachodzi jedynie po to, aby znowu wstać. Wiatr wieje, po to by wrócić do miejsca od którego rozpoczął. Rzeki płyną do morza, lecz nigdy go nie wypełnią ponieważ woda paruje. Tak toczy się świat. Praca nigdy się nie kończy a przeznaczenie nigdy nie zostaje osiągnięte. Jesteśmy schwytani i niekończący się cykl. Życie jest monotonne i nieustannie frustrujące. Historia powtarza się tak jak powtarza się natura. To nieprzerwany i męczący krąg działania, które nigdy nie doprowadzi do stworzenia czegoś, co byłoby samo w sobie czymś faktycznie nowym na tej ziemi. Jeśli sądzisz, że uczynisz trwały ślad na piasku czasu, bardzo się rozczarujesz. Wszelkie ślady jakie pozostawisz i wrażenie jakie wywrzesz zmyje fala przypływu. Nie możesz osiągnąć w tym życiu niczego, co ma w nim wartość, nawet pamięć o twych usiłowaniach, by tego dokonać, wkrótce odejdzie w zapomnienie. We wspomnieniach innych nie żyjemy długo. Zarówno świat natury jak i ludzkie działania są w takim samym stopniu marnością. Są pozbawione celu i powodują zniechęcenie. Nie ma czegoś takiego jak trwałe osiągnięcie. Takie jest życie jakie widzi Salomon z ziemskiego punktu widzenia i takie jest życie, jak postrzegają je współcześni filozofowie i nie są w tym osamotnieni. Ogromna liczba zwykłych ludzi także patrzy na życie w taki właśnie sposób. Żyją w przekonaniu, że życie jest stratą czasu. Nic nie jest warte wysiłku, bowiem nie ma niczego, co w końcu doprowadziłoby do czegoś. Lecz czy rzeczywiście życie jest pozbawione sensu? Czy nie ma ono żadnego znaczenia? Czy nasze działania są naprawdę bez znaczenia? Jeśli tak nie jest, to jakie jest znaczenie życia? Jakie życie jest warte zachodu i jak dążymy do uzyskania odpowiedzi? Oto pytania na które znajdziemy odpowiedź w dalszych rozdziałach tej Księgi.
Życzę błogosławionego czasu.

Jezus jest Trzecią Świątynią z Księgi Ezechiela


STEVE

Jezus jest Trzecią Świątynią z Księgi Ezechiela
Oryg.: TUTAJ

Czytanie: Ez 39-40
W dwudziestym piątym roku naszego wygnania, w pierwszym miesiącu, dziesiątego dnia tego miesiąca, w czternastym roku po zdobyciu miasta, w tym właśnie dniu spoczęła na mnie ręka Pana i przeniósł mnie tam” (40:1)

Jest to wstęp do wizji Ezechiela dotyczącej świątyni. Wielu Żydów i chrześcijan patrzy dziś przyszłość, oczekując zbudowania tej świątyni. Żydzi mają plany i już zaczęli przygotowywać jej wyposażenie. Wielu chrześcijan finansuje te starania.

Czy jednak rzeczywiście wizja trzeciej świątyni jest o fizycznej świątyni, która ma być postawiona w czasach końca?

Odpowiedź brzmi: nie.

Powód? Jezus!

W 2 rozdziale Ewangelii Jana znajduje się scena, w której Jezus wypędza zwierzęta ze świątyni wywraca stoły weksalrzom. Żydzi zapytali Go: „Jaki znak pokażesz nam na dowód, że wolno ci to czynić” (w. 18), na co Jezus odpowiada: „Zniszczcie tą świątynię, a Ja odbuduję ją w trzy dni”. Wielu Żydów (i najwyraźniej współczesnych chrześcijan) myślało, że Jezus mówi o fizycznej świątyni, ponieważ zapytali Go, w jaki sposób chce zbudować świątynię w trzy dni, skoro zajęło 46 lat zbudowanie tej.

Lecz Jan odpowiada (2:21-22): „Ale On mówił o świątyni ciała swego. Gdy więc został wzbudzony z martwych, przypomnieli sobie uczniowie jego, że to mówił, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus”.

Widzisz to? Uwierzyli temu, co Jezus powiedział. Niemniej, było dodatkowe słowo, które również deklarowało to, co powiedział Jezus.

Czy może tak być, że gdy przeczytamy 1 wers z 40 rozdziału Księgi Ezechiela z perspektywy Jezusa, zobaczymy, że trzecia świątynia, o której mówił, i którą zbudował, świątynia Jego ciała, jest tą samą świątynią, którą opisał Ezechiel?

Czas pojawienia się tej wizji nie jest przypadkiem i wierzę, że ten czas wskazuje na to, że świątynia z wizji nie jest niczym innym, jak tylko ciałem Jezusa, które wzbudził z martwych trzy dni po ukrzyżowaniu. Wizja miała miejsce w 25 roku wygnania, 10 dnia miesiąca. O ile nie jest podany miesiąc (w wersji ang. – przyp. tłum.), wiemy, że jest to pierwszy miesiąc, ponieważ Ezechiel pisze swoją wizję „na początku roku”. U Jana czytamy 1:14: „A Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę jego, chwałę, jaką ma jedyny Syn od Ojca, pełne łaski i prawdy”. Tutaj „zamieszkało” to w grece dosłownie „zamieszkało w namiocie”, zatem Jezus „ zamieszkał wśród nas w namiocie , i ujrzeliśmy chwałę jego, chwałę, jaką ma jedyny Syn od Ojca, pełne łaski i prawdy”.
Dalej czytamy (1:16): „A z jego pełni myśmy wszyscy wzięli, i to łaskę za łaską”. W Biblii łaska jest symbolizowana przez liczbę 5. „Łaska za łaską” to będzie 5×5, lub 25.
Jezus przyszedł do nas w łasce, a my otrzymaliśmy dzięki Niemu „łaskę za łaską”. Tak więc to stwierdzenie Jana koresponduje z wizją Ezechiela, która została mu pokazana w 25 roku wygnania.
Wizja pojawiła się 10go dnia pierwszego miesiąca tego 25 roku wygnania. Pierwszy miesiąc jest miesiącem Paschy, a 10ty dzień tego miesiąca jest dniem, w którym wybierano baranka paschalnego. Doskonale do odpowiada ukrzyżowaniu Jezusa. Jezus jest Barankiem Paschalnym. Zwróćmy uwagę na to, że Ezechiel mówi, że Bóg sprowadził go do miasta, odnosząc się do Jerozolimy, 10tego dnia pierwszego miesiąca. Jest to ten sam dzień, w którym Jezus wszedł do Jerozolimy i został wybrany na Baranka Paschalnego. Trzy dni po ukrzyżowaniu wzbudził z martwych świątynię Swego ciała.
Continue reading