Author Archives: pzaremba

Codzienne rozważania_01.04.2017


Hbr 5:1-4
ALBOWIEM ARCYKAPŁAN, WZIĘTY SPOŚRÓD LUDZI, BYWA USTANOWIONY Z RAMIENIA LUDZI W SPRAWACH ODNOSZĄCYCH SIĘ DO BOGA, ABY SKŁADAŁ DARY I OFIARY ZA GRZECHY I MÓGŁ WSPÓŁCZUĆ Z TYMI, KTÓRZY NIE WIEDZĄ I BŁĄDZĄ, SKORO I ON SAM PODLEGA SŁABOŚCI.
Z POWODU NIEJ POWINIEN TEŻ ZARÓWNO ZA LUD, JAK I ZA SAMEGO SIEBIE SKŁADAĆ OFIARY ZA GRZECHY.
A NIKT SAMEGO SIEBIE NIE PODNOSI DO TEJ GODNOŚCI, TYLKO ZOSTAJE NA NIĄ POWOŁANY PRZEZ BOGA, JAK AARON.

Główny nacisk w tym fragmencie został położony na miłościwej i łaskawej logice ukrytej za Bożym ustanowieniem. Miała ona na celu dodać otuchy osobom potrzebującym, aby przychodziły do Boga. arcykapłan wybierany był spośród ludzi a nie aniołów. Wyznaczenie kogoś z grona ludzi miało na celu wyrażenie dwóch rzeczy: że dla grzeszników był sposób, aby przystąpić do Boga przez dary i ofiary, oraz że arcykapłan obchodził się z nimi w łagodny sposób, Bóg postąpiłby podobnie. Aaron i jego potomkowie „podlegali słabości”. Sami byli grzesznikami i nie zostali zwolnieni od składania za siebie ofiar. I właśnie tacy – słabi, a jednak wyznaczeni przez Boga – byli przysposobieni do tego, by obchodzić się z tymi, którzy „nie wiedzą i błądzą” w sposób, w jaki Bóg chciał, aby się obchodzili – łagodnie. Wyrażenie nie „wiedzą i błądzą” dotyczy osób, które zgrzeszyły nieświadomie i bezwiednie, a w rezultacie odstąpiły od Bożych ustaw. Grzechy te obejmowały wszelkie czyny naruszające przykazania, za które składane były ofiary. Nie dotyczyły one głównych wykroczeń lub świadomych i rozmyślnych grzechów, o których mowa w Hebr 10:26. „Współczucie”, którego oczekiwano od Aarona i jego potomków w stosunku do współwyznawców, wynikało ze świadomości jego własnej słabości, a zgodnie z wszelkimi przepisami tak zawsze powinno się dziać. Wszelka skłonność do krytyki, chłód lub surowość ze strony Aarona miała zostać ukryta tak, aby potrzebujący wierny mógł mieć przed sobą przejaw Boga, który cieszył się z jego przybycia, lub nawet z jego przybycia po raz kolejny – aż do „siedemdziesięciu siedmiu razy” (Mat 18:22).
Pozdrawiam i życzę wypełnionego Bożą miłością dnia.

Codzienne rozważania_31.03.2017

Hbr 4:16
PRZYSTĄPMY TEDY Z UFNĄ ODWAGĄ DO TRONU ŁASKI, ABYŚMY DOSTĄPILI MIŁOSIERDZIA I ZNALEŹLI ŁASKĘ KU POMOCY W STOSOWNEJ PORZE.

Hebrajczykom brakowało ufności, a więc klucza do prawdziwej wytrwałości. Nie jest to ufność pokładana w sobie lub innych, jak np w autorze Listu, lecz zaufanie Chrystusowi, wielkiemu arcykapłanowi i Jego nieustającej pomocy w podnoszeniu swoich ludzi, aby mogli trzymać się wiary i nadziei. Autor pragnie by byli pewni, że mogą o taką pomoc prosić – nawet jeśli ich słabość pojawiła się częściowo na skutek ich grzesznej opieszałości. Nie powinni się wahać w swojej deklaracji wiary ani w przystępowaniu do Boga. Mieli przychodzić do Niego z odwagą, tak jak z odwagą stawali w Jego obronie. Być przedmiotem czyjegoś miłosierdzia oznacza znajdowanie się w beznadziejnej i godnej pożałowania sytuacji. Gdy ludzie proszą o litość, to znaczy, że ich zasoby są wyczerpane, a ich jedyna nadzieja to wzbudzenie czyjegoś żalu. Zazwyczaj dokonują tego błagalnym językiem. Nasz arcykapłan czuje się jednak poruszony litością zanim do Niego przyjdą ze swoimi problemami i prośbami. Jego miłosierdzie cechuje się łagodnością, co oznacza, że nie towarzyszy Mu uraza Raduje się, gdy może okazać i czynić to wielokrotnie. Choć Jego miłosierna dobroć jest czymś wspaniałym, potrzebujemy czegoś więcej. Brakuje nam siły, a możemy z niej korzystać. Pamiętając o chwilach gdy był w potrzebie na ziemi, oraz gdy doznał pociechy i posilenia od niebiańskiego Ojca niesie On teraz pomoc swojemu ludowi przechodzącemu przez pokusy i doświadczenia. Jego lud nie powinien sądzić, że słabość dyskwalifikuje ich w momencie, gdy do Niego przystępują. Wręcz odwrotnie. On nie tylko w pełni zrozumie i zaspokoi ich potrzebę, lecz uczyni to za darmo. Jego miłosierdzie ich utuli, a Jego moc postawi na nogi.
Pozdrawiam i życzę błogosławionego dnia.

Codzienne rozważania_28.03.2017

Hbr 4:15
NIE MAMY BOWIEM ARCYKAPŁANA, KTÓRY BY NIE MÓGŁ WSPÓŁCZUĆ ZE SŁABOŚCIAMI NASZYMI, LECZ DOŚWIADCZONEGO WE WSZYSTKIM, PODOBNIE JAK MY, Z WYJĄTKIEM GRZECHU.

Nie mamy bowiem arcykapłana, który by nie mógł, oznacza to, mamy tego, który może. Dlaczego autor wyraża to w formie przeczenia? Czyni tak, aby podkreślić, że Jego zwierzchnictwo nie umniejsza Jego współczuciu oraz że adresaci potrzebowali zdać sobie z tego sprawę. Arcykapłan, którego mieli, nie tylko nie mógł już być dla nich wyższy, lecz również nie mógł być im bliższy! Jakże wielką przychylnością cieszyli się ci ludzie – a wraz z nimi także i my dzisiaj. Nasz arcykapłan nie może już być bliżej Boga i nas samych. Nie potrzebujemy Jego ziemskiej matki, ani żadnej innej osoby, by była wobec Niego naszą przedstawicielką! Precz z taką myślą! Ten który był i jest boskim Synem w niebie, nie tylko przebywał kiedyś na ziemi, ale nadal pamięta jak ten pobyt wyglądał. Mając to na względzie usługuje swojemu ludowi. Nie tylko nie trzyma się On od nas z daleka, lecz jest kimś więcej niż nawet troskliwy obserwator. Doświadczył słabości i przeciwności. Okazuje On autentyczne miłosierdzie, współczuje i cierpi ze swym ludem potrzebującym. Był On „doświadczony” w słabościach i odniósł nad nimi triumf. Wiedział, co to jest potrzeba, lecz nigdy nie popełnił grzechu. Hebrajczycy myśleli, że pozostali sami, lecz to nie była prawda. Nie jest to również w naszym przypadku.
Pozdrawiam i życzę błogosławionego dnia.

Codzienne rozważania_27.03.2017

Hbr 4:14
MAJĄC WIĘC WIELKIEGO ARCYKAPŁANA, KTÓRY PRZESZEDŁ PRZEZ NIEBIOSA, JEZUSA, SYNA BOŻEGO, TRZYMAJMY SIĘ MOCNO WYZNANIA.

Co wielkiego znajdujemy w Jezusie jako arcykapłanie? Zwierzchność najwyższego rzędu. Istnieją dwa aspekty powyższego zwierzchnictwa. Pierwszy dotyczy tego, że Jezus „przeszedł przez niebiosa”. Z tego powodu już więcej nie można Go zobaczyć. W dalszej części Listu autor wskazuje, że wszystko co mogli uczynić inni kapłani, to udać się poza uszytą przez ludzi zasłonę do miejsca najświętszego, które zostało skonstruowane z ziemskich materiałów. Jezus wstąpił do „nieba”, tzn. znajduje się ponad tym wszystkim, co dla Boga jest zewnętrzne i przebywa obecnie „przed obliczem Bożym” dla dobra swojego ludu oraz „po prawicy tronu”. Oznacza to, że On jest wykonawcą Bożych celów dotyczących Jego ludu. Po drugie, jest On „Synem Bożym”. Jego niezniszczalne bóstwo daje Mu podstawę zarówno do dzieła przebłagania w ludzkim ciele, jak i do wstawiennictwa w niebie. Sprawuje więc najwyższą władzę i rozdziela błogosławieństwa.
Mając to na względzie, powinno być rzeczą zbędną wspominać, że Jezus jest 'wielkim” arcykapłanem. Niestety jednak, zarówno wtedy jak i dzisiaj, trzeba wskazać na Jego odmienność względem wszystkich innych kapłanów żyjących w przeszłości, teraźniejszości czy przyszłości. Nikt nie dorównuje Mu rangą w Bożej ocenie, więc również według oceny chrześcijan nikogo nie należy stawiać na równi z Nim.
Pozdrawiam i życzę błogosławionego dnia.

Serce, a wygląd zewnętrzny


Kevin T. Bauder

W każdej kampanii politycznej niektórzy politycy chcieliby zredukować deklaracje do sloganów i chwytliwych haseł. Niemniej, chwytliwe hasła, niczego nie określają ani nie wchodzą w szczegóły. Opierają się zbadania i omijają uważną myśl. Nie przydają się do umiejętnego rządzenia państwem. Nie nadają się również do teologii czy kościelnego porządku. Weźmy na przykład coś takiego, zaczerpnięte z prawdziwego kazania, wygłoszonego przez prawdziwego kaznodzieję:

Co mówi Słowo Boże na temat uwielbienia? Mój Bóg mówi: „Patrzcie na serce, a nie na zewnętrzny wygląd. Czy tak się dzieje w twoim kościele?”

Takie oświadczenie nie jest czymś unikalnym. Erupcja tego rodzaju zazwyczaj dotyczy zastrzeżeń do kultury „garnituru i krawata”, która tradycyjnie funkcjonuje w większości amerykańskiego chrześcijaństwa. Kiedy jednak już raz przyjmie się taką linię myślenia, czemu by na tym poprzestać? Na przykład, mówca, który wygłosił to stwierdzenie znany jest z tego, że w czasie głoszenia ma na sobie T-shirt z „Nastoletnimi Żółwiami Nindża” i często, aby zwrócić na to uwagę, ironicznie prosi publiczność do przyjrzenia się jego zewnętrznemu wyglądowi.

Czy więc Bóg mówi to, co ów mówca powiedział, że mówi? Czy Bogu chodziło o to samo, o co chodziło mówcy? Powyższe hasło odnosi się do 1Księgi Samuela 16:7. W tym tekście Pan posłał Samuela do domu Jessego, aby tam wyznaczyć na króla mężczyznę, który zastąpi Saula. Na Samuelu zrobił wrażenie wygląd pierwszego syna, jego wysokość i zachowanie, więc przyjął, że to Pan wybrał Eliaba. Niemniej, Pan przerwa, mówiąc: „Nie patrz na jego wygląd i na jego wysoki wzrost; nie uważam go za godnego, albowiem Bóg nie patrzy na to, na co patrzy człowiek. Człowiek patrzy na to, co jest przed oczyma, ale Pan patrzy na serce”.

Continue reading

Codzienne rozważania_25.03.2017


Hbr 4:12-13
BO SŁOWO BOŻE JEST ŻYWE I SKUTECZNE, OSTRZEJSZE NIŻ WSZELKI MIECZ OBOSIECZNY, PRZENIKAJĄCE AŻ DO ROZDZIELENIA DUSZY I DUCHA, STAWÓW I SZPIKU, ZDOLNE OSĄDZIĆ ZAMIARY I MYŚLI SERCA;
I NIE MA STWORZENIA, KTÓRE BY SIĘ MOGŁO UKRYĆ PRZED NIM, PRZECIWNIE, WSZYSTKO JEST OBNAŻONE I ODSŁONIĘTE PRZED OCZAMI TEGO, PRZED KTÓRYM MUSIMY ZDAĆ SPRAWĘ.

W jaki sposób możemy doświadczyć rzeczywistości? Odpowiedź znajduje się w Hebr 4:1-2 i 11. Niebezpieczeństwo „pozostania w tyle” lub niemożność by „wejść”, zostaje skutecznie zażegnane poprzez nieustanną wiarę. Przyczyną tego nie jest jakaś cnota lub zasługa tkwiąca w samej wierze, lecz fakt, że odpoczynek został bezwarunkowo przyobiecany tym, którzy wierzą. Rodzaj wiary, który daje takie efekty, opiera się na obietnicy (w. 2) i charakteryzuje się „bojaźnią i usilnym staraniem” (Biblia Gdańska). Nie jest to bojaźń, która cechuje się zwątpieniem lub przerażeniem. Jest to pełne trzeźwości i szacunku uświadomienie sobie, że inni przeżyli upadek, a my odznaczamy się słabością, mamy wroga i musimy wytrwale słuchać Boga.
Wypowiedź o Słowie Bożym w powyższych wersetach obejmuje Jego obietnicę odpocznienia oraz przykazania dotyczące jak do niego wejść. Bóg stoi obok i utrzymuje w mocy nie tylko swe rozkazy lecz również obietnice. Tej obietnicy odpoczynku nie można lekceważyć, lecz należy jej całym sercem zaufać. Tak jak Bóg pragnie aby słuchać Jego nakazów, tak samo zależy Mu by wierzyć Jego obietnicom, a być może jeszcze bardziej, ponieważ obietnice wyrażają Jego łaskę i dobroć. Składa więc przysięgę, że niewierzący i nieposłuszni nie otrzymają zezwolenia by wejść do Jego odpocznienia, oraz że zostanie na nich wylany Jego gniew lub pomsta. A kto odważy się podważyć ich słuszność?

Pozdrawiam i życzę błogosławionego dnia.

Dialog?

Kevin T. Bauder
[Artykuł napisany i upubliczniony w sierpniu 2008]

Fundamentaliści notorycznie odmawiają dialogu z tymi, którzy mają inny punkt widzenia. Niektórzy obserwatorzy – i niektórzy fundamentaliści – uważają, że ta odmowa jest częścią definicji fundamentalizmu, jest aspektem tego, kim oni są, ich tożsamości. Właśnie dlatego są tym, kim są.

Niektórzy fundamentaliści uważają, że każda forma dialogu jest pewnym kompromisem przekonań. Wierzą, że już posiadają „tą prawdę”, a każda dyskusja z „odrzucającymi prawdę” byłaby po prostu kwestionowaniem tej prawdy. Tacy fundamentaliści chętnie będą ogłaszać tą prawdę, lecz nie będą chcieli rozmawiać o niej, prawdopodobnie poza tymi, którzy też już ją posiedli. Ci, którzy tej prawdy nie posiadają są wyłącznie przedmiotem krytyki.

Oczywiście, są takie rodzaje dialogu, w których żaden chrześcijanin nie może brać udziału. To nie są dialogi o prawdzie, lecz o syntezach. Uczestnicy mogą przynosić ze sobą swoje tezy i antytezy, lecz nikt nie przynosi „tej prawdy”, chyba, że „prawda” jest tylko innym wyrazem określającym punkt widzenia. Taki relatywizm jest skrajnie wywrotowy nie tylko dla chrześcijan, lecz również dla całego dialogu. Chrześcijanie nigdy nie powinni uczestniczyć w żadnym dialogu, gdy warunkiem wstępnym jest, aby wyrzec się swoich przekonań, jeśli traktują je jako uniwersalne czy absolutnie prawdziwe.

Prawdziwy dialog nie wymaga od uczestników pomniejszania ich oddania swoim przekonaniom. Przeciwnie, taki dialog daje możliwość wyrażenia najgłębszych, najbardziej cennych elementów wiary w najbardziej przekonujący sposób. Prowadzony przez wprawnych i wnikliwych uczestników, może być niezwykle pouczający.

Jakie są warunki takiego dialogu? Po pierwsze: uczestnicy muszą znać i rozumieć dokładnie swoje własne pozycje. Po drugie: muszą być wprawnymi słuchaczami, którzy potrafią uchwycić i właściwie przetrawić pozycje interlokutora. Po trzecie: muszą być wystarczająco opanowani i wyrozumiali, aby łagodnie prowadzić dyskusję z ludźmi, którzy opowiadają się za wyraźnie błędnymi, dziwnymi, a nawet obraźliwymi ideami. Po czwarte: muszą być na tyle ugruntowani, aby nie dać się zmieść z chwilą, gdy usłyszą przekonująco brzmiącą prezentację alternatywnego punktu widzenia.

Dlaczego ktokolwiek miałby chcieć brać udział w takiego rodzaju dialogu, a w szczególności, jakie korzyści mają nadzieję odnieść chrześcijanie, angażując się w takie konwersacje? Nawet silny chrześcijanin może mieć kilka powodów wejścia w szczery dialog.

Pierwszym powodem jest po prostu zrozumienie. Gdy trafiamy na skomplikowane mechanizmy, chcemy wiedzieć, dlaczego one działają, a nikt nie wyjaśni tego lepiej niż projektant. Systemy myślenia to skomplikowane mechanizmy, a ich projektanci (czy ich zwolennicy) najlepiej nadają się do wyjaśnienia nam, w jaki sposób się to trzyma razem. Nawet błędne idee muszą mieć w sobie coś przekonującego, ponieważ w przeciwnym razie straciłyby swój wdzięk. Ich wiarygodność zazwyczaj ukryta jest w tym, jak zostały skonstruowane. Obrońca prawdy jest zainteresowany tym, jak to się dzieje, że fałszywe idee trzymają się kupy, a nikt nie potrafi tego lepiej wyjaśnić niż ci, którzy je popierają.

Rozmowa z ludźmi mających inne punkty widzenia może również ujawnić dziury w naszym własnym myśleniu. Sami z trudnością odkrywamy słabości i wady sposobu prezentacji naszych własnych idei, nawet jeśli są to bardzo dobre idee. Wiemy o tym, że nie jesteśmy niezawodni, lecz często nie jesteśmy w stanie powiedzieć, gdzie pobłądziliśmy. Nie znamy granic własnego myślenia i argumentacji. Spotkanie z rozmówcą, który odrzuca nasz sposób myślenia, daje nam możliwość wskazania na nasze słabości. Oczywiście, musimy osądzać czy jakaś szczególna krytyka rzeczywiście wskazuje na słabość, czy też po prostu jest odzwierciedleniem uprzedzeń krytyka. Jeśli nasz krytyk faktycznie ujawnia nasze słabości to mamy możliwość naprawienia ich. Dzięki temu, mamy możliwość wzmocnienia sposobu prezentacji prawdy.

Ujawnianie naszych słabości jest żywotną funkcją oponenta. W idealnym przypadku to nasi przyjaciele powinni pomagać nam zobaczyć je. Niemniej, jeśli są oni zbyt do nas podobni, mogą być nieświadomi tych samych niedociągnięć. Jeśli (niestety) przyjaciele kierują się błędnie pojmowanym miłosierdziem to nie wskazują na nasze słabości, nawet jeśli je widzą. Przeciwnicy zaś nie pozwolą nam odejść wraz z tymi słabościami, dla których przyjaciele znajdują czasami wymówki.

Continue reading