Author Archives: pzaremba

Codzienne rozważania_27.10.2015

Hurynowicz_rozwazania

 Kazn 10:15.

GŁUPIEC ZAMĘCZA SIĘ TRUDEM, A NIE ZNA NAWET DROGI DO MIASTA.

Księga Kaznodziei Salomona jest pod pewnym względem najtragiczniejsza w całej Biblii. Opisuje poszukiwanie przez człowieka najwyższego dobra pod słońcem, lecz poszukiwanie to prowadzi w końcu do gorzkiego rozczarowania i do wstrząsającego wniosku: „Wszystko to jest marnością i gonitwą za wiatrem”. Salomon używa tu obrazu przedstawiającego mieszkańca wiejskich terenów Palestyny udającego się do miasta. Człowiek ten kroczy drogą bez przewodnika i bez istotnych informacji. Stara się dotrzeć do celu różnymi drogami lecz doznaje zawodu aż wreszcie wyczerpany upada na skraju drogi i zniechęcony. Gdy pomyślimy o niebiańskim „mieście”, celu, który przygotował Bóg dla każdego z wierzących (Hebr.11:10), wtedy zauważymy, że wielu zachowuje się podobnie jak ten wędrowiec – nierozumnie. Jeśli zapytamy kogoś, kto podaje się za chrześcijanina, o jego niebiańską nadzieję, to często słyszymy odpowiedź: „Sądzę, że każdy dotrze do celu.” Ktoś kiedyś powiedział: „Myślę, że wiele dróg wiedzie do wieczności. Jeśli nawet nie wszyscy kroczą tą samą drogą to i tak dojdą do nieba”. Czy taka postawa jest logiczna i rozsądna? Dopóki nie możemy powiedzieć: „Tak mówi Pan”, jesteśmy na błędnej drodze.
Pozdrawiam i życzę błogosławionego dnia.

Wąska droga

Continue reading

Codzienne rozważania_26.10.2015

Hurynowicz_rozwazania

Jer 7:16.
LECZ TY NIE WSTAWIAJ SIĘ ZA TYM LUDEM I NIE ZANOŚ ZA NIM BŁAGANIA ANI MODLITWY, I NIE NALEGAJ NA MNIE, GDYŻ CIĘ NIE WYSŁUCHAM.

Modlitwa jest tematem bardzo istotnym dla prawdziwego chrześcijanina. Już ludzie Starego Testamentu zanosili modły i Bóg ich wysłuchiwał. Wiara zakłada, że modlitwy będą wysłuchane. Modlitwa za innych jest czymś szczególnym. Dlatego obok wiary trzeba miłości do osoby, o którą się modlimy. A jeszcze wznioślejszą rzeczą jest modlić się o ludzi, którzy nas obrażają lub prześladują. Lecz czynić to mogą tylko ci, którzy kierowani są miłością. Tak Pan Jezus modlił się za swoich wrogów, a także nakłaniał uczniów do wznoszenia modlitw za tych, którzy ich prześladują. Ludzie, za których inni się modlą, mogą być szczęśliwi. Przeżyli to trzej przyjaciele Hioba, którzy widząc jak bardzo cierpi, chcieli go pocieszyć. Jednak z powodu swoich nierozumnych wypowiedzi o Bogu osiągnęli skutek wprost przeciwny i mocno zranili Hioba. To wzbudziło gniew Boga, lecz Hiob modlił się za nich i Bóg im przebaczył. Jednak przyjdzie czas, że Bóg nie będzie wysłuchiwał modlitw. Kiedyś minie czas łaski i człowiek nie będzie się mógł pojednać z Bogiem. Dlatego proś Boga o zmiłowanie nad swoją duszą.

Pozdrawiam i życzę błogosławionego dnia.

Noszenie krzyża_2

Logo_FennC_2
John Fenn

W moim życiu są dwa znaki potwierdzające coś, co usiłowałem zagłuszyć, co było wciśnięte gdzieś w kąt mego umysł, a do czego muszę się teraz przyznać: starzeję się.

Pierwszy przypadek pojawił się niespodziewanie, gdy jechaliśmy z Barbarą autostradą. Słońce świeciło po mojej stronie, doskonale zarysowując mój profil. Nagle Barbara zaczęła się śmiać. W zasadzie zaczęła chichotać, co przeszło w śmiech, a ja nagle zdałem sobie sprawę z tego, że śmieje się ZE mnie.

„Kochanie, nie chcę być okrutna, lecz z czubka nosa sterczą ci włosy” – mówiła przez chichot. Pomyślałem sobie, że nic wielkiego, cóż za problem z małą „brzoskwiniową czuprynką”, w końcu jestem ssakiem. Ten obrazek szybko został strząśnięty, gdy, starając się być tak łagodną jak tylko możliwe, odpowiedziała: „Nie, kochanie, wyglądasz jak nosorożec”. Przerażony, podniosłem spokojnie prawy palec wskazujące do nosa i, faktycznie; jakiś włos sterczał prosto i wysoko, jak jakiś chwast, któremu udało się uniknąć tnącego ostrza. Dla mnie wyglądało to tak, jakbym miał na czubku nosa gigantyczną sekwoję. Zapomniałem już dokąd jechaliśmy, lecz było to jakieś publiczne spotkanie i czułem się jak nastolatek, któremu przed pierwszą randką wyskoczyły nagle widoczne dla wszystkich pryszcze.

Drugie zdarzenie miało miejsce u fryzjera. Razem z Chrisem chodzimy w mieście do salonu, gdzie pracuje fryzjerka, Viva. Zawsze jest bardzo miła dla Chrisa, który uwielbia samochodowe magazyny rozłożone w poczekalni i zawsze pozwala mu zabrać jeden z nich do domu. Tego dnia, gdy skończyła strzyżenie, zapytała:

„Czy chciałby pan, abym przycięła brwi?”

To wystarczyło. Teraz jestem już oficjalnie stary. Włosy nosorożca, brwi wymagające przycinania jak przerośnięty ogród, ostatnia fasada wmawiania sobie, że ciągle jestem młody zawaliła się jak domek z kart. Co następne? Włosy z uszu? Nie, z tym to już zmagałem się od lat. Jestem stary!

Continue reading

Codzienne rozważania_25.10.2015

Hurynowicz_rozwazania

Neh 1:6.
NIECHAJ TWOJE UCHO BĘDZIE UWAŻNE, A TWOJE OCZY OTWORZĄ SIĘ, ABY WYSŁUCHAĆ MODLITWY TWEGO SŁUGI, KTÓRĄ JA ZANOSZĘ TERAZ DO CIEBIE DNIEM I NOCĄ ZA SYNÓW IZRAELA, SŁUGI TWOJE, ORAZ WYZNANIA GRZECHÓW SYNÓW IZRAELSKICH, KTÓRYMI ZGRZESZYLIŚMY WOBEC CIEBIE; TAKŻE JA I DOM MOJEGO OJCA ZGRZESZYLIŚMY.

Księga ta pokazuje nam upadek ludu Bożego. Ich przywódcą był Nehemiasz, wierny sługa Boży, który w zależności od Boga podjął się ciężkiego zadania odbudowania murów Jerozolimy. Nehemiasz był mężem modlitwy. Jego pierwszą modlitwę znajdujemy w pierwszym rozdziale. Był on podczaszym króla Persji, gdy Chanani i inni mężczyźni przynieśli mu wiadomość o żałosnym stanie Jerozolimy. Mur Jerozolimy jest zwalony, a ci którzy w nim pozostali są w wielkiej biedzie i pohańbieniu. Nehemiasz smucił się z powodu stanu swojego ludu i to skłoniło go do modlitwy przez szereg dni. Modlitwa Nehemiasza ma dwie cechy. Po pierwsze, wyznaje on grzechy ludu, upokarza się z tego powodu i jednoczy się z nim. Po drugie, powołuje się na obietnice Boga: Choćby wasi rozproszeni byli na krańcu niebiosa i stamtąd ich zbiorę, i sprowadzę na miejsce, które obrałem na mieszkanie dla mego imienia. (wers. 9). Czy taka modlitewna postawa nie jest wskazana w czasach upadku ludu Bożego? I my musimy się upokorzyć i wyznać swój słaby stan, ale z drugiej strony możemy powołać się na Jego obietnice i pytać o Jego wolę.

Pozdrawiam i życzę błogosławionego dnia.

Codzienne rozważania_23.10.2015

Hurynowicz_rozwazania

Iz 53:6.
WSZYSCY JAK OWCE ZBŁĄDZILIŚMY, KAŻDY Z NAS NA WŁASNĄ DROGĘ ZBOCZYŁ, A PAN JEGO DOTKNĄŁ KARĄ ZA WINĘ NAS WSZYSTKICH.

Werset ten jest niewątpliwie łatwym wytłumaczeniem się, pozwalającym z pobłażaniem popatrzeć na niektóre drobne uchybienia. Ale werset ten niesie w sobie jednocześnie głębokie stwierdzenie; wszyscy wiemy, że popełniliśmy błędy w przeszłości i wciąż je popełniamy. Taka jest nasza ludzka natura, ułomna i niedoskonała w każdym calu. W przeciwieństwie do tej refleksji, Biblia podkreśla nam z dużą mocą absolutną perfekcję Jezusa Chrystusa. Uczniowie będący bardzo blisko Jezusa Chrystusa stwierdzili, że On grzechu nie popełnił, że grzechu w Nim nie było. Ta doskonałość była zapowiadana w proroctwach, ani nie było fałszu na Jego ustach. Jezus był posłańcem od Boga, Synem Bożym, doskonałym pod każdym względem. Doskonałość ta była konieczna aby mógł się stać „barankiem niewinnym i nieskalanym”. On był tym, który ofiarował się na naszym miejscu przed Bożą sprawiedliwością. Był jedyną doskonałą istotą mogącą zastąpić ludzi. Na krzyżu Pan Jezus przebłagał nasze przewinienia. Nawet więcej uczynił, uniżył się do upadłej natury ludzkiej i jako taki poddał się Bożemu osądowi. Oto dlaczego wierzący jest wolny w swej świadomości. Z zaufaniem może popatrzeć w przyszłość, wie, że nic mu nie grozi ze strony przeszłości, bo wszystko zostało uregulowane.
Pozdrawiam i życzę błogosławionego dnia.

Noszenie krzyża_1

Logo_FennC_2

John Fenn

Zaczynam od wyznania grzechu, z którym zmagałem się przez lata, a który dopiero ostatnio pokonałem, dzięki pytaniu zadanemu mi przez Ojca.

Kiedy, będąc w średniej szkole, wybieraliśmy się do restauracji, Barbara często prosiła mnie, że spróbować trochę z tego, co ja zamówiłem, co oczywiście nie przeszkadzało mi; w końcu była moją dziewczyną. Próbowała i zwracała uprzejmość pytając, czy nie chcę spróbować jej posiłku, na co niemal zawsze odpowiadałem: „Nie, dziękuję”, co w męskiej terminologii oznaczało: „Gdybym chciał, zamówiłbym to samo”.

Oto nadchodzi

Gdzieś w ciągu wielu lat małżeństwa przestała pytać o zgodę na spróbowanie, tylko sięgała swoim widelcem i częstowała się sama. Zaczęło mnie to drażnić. Jakiś czas temu zamknąłem ten szwedzki stół i stawiałem talerz poza zasięgiem jej apetytu.

Przeprosiła, mówiąc, że nie zdawała sobie sprawy z tego, jak bardzo mi to przeszkadzało, na co wyjaśniłem, że właśnie tak. Nauczyła się prosić o zgodę, a ja zawsze chętnie jej udzielałem. Mamy podobne smaki jeśli chodzi o przekąski i desery, lecz zawsze co innego pasowało nam przypadku samego posiłku.

Wracałem w tym roku w lecie z usługiwania i znaleźliśmy się w regionalnej restauracji zwanej „Freddy’s”, która znana jest z bardzo cienkich grillowanych hamburgerów, które mają bardzo sympatycznie przyrumienione brzegi. A te ich lody,… mmmm. Barbara zamówiła bekon cheeseburger a ja ich podwójny pasztecik „California burger”.

W czasie jedzenia Barbara powiedziała, że mój wygląda dobrze, na co odpowiedziałem, że jest znakomity. Teraz zdaję sobie sprawę z tego, że badała grunt, ale wtedy nie wiedziałem, że byłem ustawiany. Po odpowiedniej chwili milczenia i zjedzeniu kolejnego kawałka, zapytała: „Mogę gryzka z twojego?”

Gdy to powiedziała, zaczął wzrastać we mnie gniew, lecz w chwili, gdy zaczęło podnosić mi się ciśnienie, Ojciec włamał się na chwilę w mój tok myślenia, pytając:

„Wiem, że przyjąłbyś na siebie kulę skierowaną do niej, oddając za nią życie, czemu więc tak trudno jest ci dać kawałek cheeseburgera?”

W tym momencie moje serce zostało otwarte przede mną tak, jak je widział Ojciec, i byłem przerażony. Osądziłem samego siebie, dostrzegając całe moje życie polegające na 'ochronie terytorium mego jedzenia”, a które mignęło mi przed oczyma w jedną, dwie sekundy po tym, jak padło to pytanie. W ułamku sekundy odpowiedziałem Barbarze: „Oczywiście, ile tylko chcesz” i to miałem na myśli. Nie miałem pojęcia o tym, że strzeżenie mojego jedzenia, jako mojego i tylko mojego, było przez lata sprawą serca.

Barbara zasugerowała, że nabrałem takiego terytorialnego podejścia do tego wtedy, gdy Ojciec odszedł, było mało pieniędzy, żeby nakarmić 4 dzieci i każdy z nas pilnował swego talerza, ponieważ w ciągu kilku sekund mogło nie ostać się ani kawałka.

Nie wiem dlaczego, lecz nie podobało mi się to, co zobaczyłem tego dnia w swym sercu.

Continue reading