Category Archives: Pozostałe

Ten, którego Bóg używa

?

Jakiś czas temu rozmawiałem z chrześcijańskich handlowcem, który wyraził
bardzo ważną prawdę. Powiedział: „Ludzie wołają do Boga, aby ich używał, lecz On nie może tego robić. Nie poddają się Jemu; nie są pokorni, podatni na naukę i święci. Jest mnóstwo ludzi, którzy przychodzą do mnie i chcą pracować w moim sklepie, lecz nie mogę ich wykorzystać; nie pasują do mojej pracy. Gdy musze kogoś znaleźć, daję ogłoszenie i czasami spędzam wiele dni usiłując znaleźć mężczyznę, który by pasował do tego miejsca, w którym chcę go postawić. Wtedy próbuję go i sprawdzam czy nadaje się do tego, czy nie”.

Faktem jest, że Bóg używa każdego kogo może i to używa w pełni tego, jak ta osoba pasuje do Jego posługi. Zamiast więc modlić się tak wiele o to, aby być używanym, ludzie powinni badać siebie samych, aby wiedzieć czy są użyteczni. Bóg nie może używać wszystkich, którzy się pojawiają ani trochę więcej niż może to robić nasz handlowiec. Wyłącznie ci, którzy są „poświęceni, przydatni dla Pana i przygotowani do wszelkiego działa dobrego” (2 Tym. 2:21) będą przez Niego błogosławieni wielką użytecznością.


Bóg chce używać mężczyzn i kobiet, poluje na nich wszędzie; lecz, podobnie jak w przypadku pracy u tego handlowca, musi przewinąć się tysiące zanim znajdzie właściwą osobę. Biblia mówi tak: Pan wodzi oczyma swymi po całej ziemi, aby wzmacniać tych, którzy szczerym sercem są przy nim (2 Krn. 16:9).  Tak, Bóg chce ciebie używać! Lecz zanim poprosisz Go ponownie o to, zobacz czy „jesteś przy Nim szczerym sercem” (w ang. wersji „doskonałym sercem” – przyp.tłum.) Wtedy możesz polegać na tym, że Bóg objawi ci Siebie w mocy. Chwała Jego drogiemu, drogiemu imieniu!


Gdy Bóg szuka ludzi, którzy mają pracować w Jego winiarni, nie pyta; „Czy on ma duże naturalne zdolności? Czy jest solidnie wykształcony? Czy jest dobrym śpiewakiem? Czy jest wymownym bojownikiem w modlitwie? Czy umie dużo mówić?” Jest raczej tak, że Pan pyta: „Czy jego serce jest szczere wobec Mnie? Czy jest święty? Czy kocha bardzo? Czy chce chodzić w wierze, a nie w oglądaniu? Czy kocha mnie tak bardzo i czy ma takie dziecięce przekonanie do Mojej miłości, że może zaufać Mi, nawet wtedy, gdy nie ma żadnych znaków tego, że go używam? Czy będzie znużony i omdlały, gdy będę go karcił i starał się doprowadzić do większej użyteczności? Czy też będzie jak Job krzyczał: ’Choćby mnie zabił, nie przestanę ufać Jemu'(Job 13:15). Czy bada Moje słowo i ’rozważa dniem i nocą’, po to, aby ’robić wszystko zgodnie z tym, co napisano (Joz. 1…). Czy oczekuje na Mnie, na Moją radę i we wszystkim szuka prowadzenia Mojego Ducha? Czyteż jest uparty, samowolny, jak koń i jak muł, które trzeba wędzidłem prowadzić (Ps. 32:9), nie mogę więc ich prowadzić Moim okiem(Ps. 32:) Czy jest człowiekiem, który chce się ludziom przypodobać i pracować w określonych godzinach, czy też chce czekać na swoją zapłatę i szuka wyłącznie 'czci, które pochodzi wyłącznie od Boga’? Czy głosi słowo i jest stały w każdy czas, dogodny i niedogony’? (1 Tym. 4:2).
Czy jest cichy i pokornego serca?
” Gdy Bóg znajdzie kogoś takiego, użyje go. Bóg i człowiek będą w takim pełnym przyjaźni wzajemnym zrozumieniu siebie nawzajem i takiej sympatii, miłości i zaufaniu, że natychmiast staną się „współpracownikami”(2 Kor. 4:1).
Paweł był takim człowiekiem i im bardziej go biczowano, kamienowano i usiłowano się go pozbyć, tym bardziej Bóg go używał. W końcu zamknięto go w więzieniu, lecz on ogłosił z niewzruszoną wiarą: „cierpię niczym złoczyńca aż do więzów, lecz Słowo Boże nie jest związane” (2 Tym. 2:9); mówił słowo Boże i ani diabeł, ani człowiek nie był wstanie założyć na nie kajdan, lecz ono przebijało ściany więzienia i biegło przez oceany i kontynenty, przez stulecia niosąc cudowne przesłanie błogosławionej Ewangelii; wywracając trony i królestwa, i moce ciemności, wszędzie przynosząc światło, pociechę i zbawienie do ciemnych, zatroskanych, grzesznych serc. Pomimo, że minęło ponad 18 stuleci od kiedy ucięto Pawłowi głowę i choć z nim skończyli na zawsze, jego użyteczność wzrasta i jego wielkie słowa i dzieła jeszcze dziś wydają owoce ku dobru człowieka i na chwałę Bożą. Jakże zdumiony będzie Paweł gdy otrzyma swoją ostateczną zapłatę w ogólnym dniu sądu, gdy wejdzie na swoje posiadłości ze wszelkich skarbów, które złożył w Niebie i wieczne dziedzictwo przygotowane niego!

Biedna, umęczona duszo, głowa do góry! Bądź odważna! Myślisz, że jesteś bezużyteczna, lecz nie wiesz tego. Ufaj Bogu!

Paweł miewał też ciemne dni. Pisał do Tymoteusza kiedyś tak: Wiesz, że odwrócili się ode mnie wszyscy, którzy są w Azjii (2 Tym. 1:15). Badaj jego życie w Dziejach Apostolskich i w listach, zobacz konflikty, zniechęcenia jaki przeżył i bądź odważny!


Jezus powiedział: Kto wierzy we mnie, jak powiada Pismo, z wnętrza jego popłyną rzeki wody żywej. A to mówił o Duchu, któregomieli otrzymać ci, którzy w niego uwierzyli;… (Jn 7:38, 39). Troszcz się o to, że jesteś wierzący, troszcz się o to, że jesteś „napełniony Duchem”, a Jezus zatroszczy się o to, aby z twojego życia popłynęły rzeki świętego wpływu i moc, aby błogosławić świat; wtedy i ty również będziesz zdziwiony, w dniu rozrachunku, gdy otrzymasz ogrom twojej zapłaty w porównaniu z odrobiną twoich ofiar i pracy.

продвижение сайта в сео

Jezus nakazuje swoim sługom sądzić!

 

Mark White

 Z wielu różnych przyczyn często słyszymy stwierdzenie „Nie sądź!”  używany nielogicznie i niebiblijnie. Czy takie stwierdzenie nie jest już osądem? Oczywiście!

 Jak nam się wydaje, co Jezus miał na myśli mówiąc w Mat. 7:1: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni….” upewnienie się co do postawy serca w jakiej sądzimy. Chodziło mu o to, abyśmy nie byli sprawiedliwi we własnych oczach, pochopni, niemiłosierni, uprzedzeni czy potępiający bez przyczyny… podobnie jak faryzeusze, religijni liderzy tamtych dni. 


Spójrzmy na biblijny zapis.


Po pierwsze, słowa i działania Jezusa:

Jan 7:24
Nie sądźcie z pozoru, ale sądźcie sprawiedliwie.

          Mat 7:5-  Obłudniku, wyjmij najpierw belkę z oka swego, a wtedy przejrzysz, aby wyjąć źdźbło z oka brata swego.

            Łuk. 7:43 –  A Szymon odpowiadając, rzekł: Sądzę, że ten, któremu więcej darował. A On (Jezus) mu rzekł: Słusznie osądziłeś

Łuk. 12:57 – Dlaczego więc sami z siebie nie umiecie osądzić, co jest sprawiedliwe?

Mat 16:3 – A rano: Dziś będzie niepogoda, bo się niebo czerwieni i jest zachmurzone. Oblicze nieba umiecie rozpoznawać, a znamion czasów nie potraficie?

Mk. 16:14b – i ganił (dokonawszy osądu) ich niewiarę i zatwardziałość serca, że nie uwierzyli tym, którzy go widzieli zmartwychwskrzeszonego.


Po drugie, Paweł do cielesnych Koryntian:

1 Kor. 5:3 – Lecz ja, ….., już osądziłem tego, który to uczynił, tak jak bym był obecny:

1 Kor. 5:12 – Bo czy to moja rzecz sądzić tych, którzy  są poza zborem? Czy to nie wasza rzecz sądzić raczej tych, którzy są w zborze?

1 Kor. 6:5 – Mówię to, aby was zawstydzić. Czyż  nie ma między wami ani jednego mądrego, który może być rozjemcą między braćmi swymi?

1 Kor. 14:29 – A co do proroków, to niech mówią dwaj albo trzej, a inni niech osądzają;

1 Kor. 10:15 – Przemawiam jak do rozsądnych: Rozsądźcie sami, co mówię.

1 Kor. 11:13 – Osądźcie sami: Czy przystoi kobiecie bez nakrycia modlić się do Boga?

1 Kor. 11:31 – Bo gdybyśmy sami siebie osądzali, nie podlegalibyśmy sądowi.

1 Kor. 2:-15 – Człowiek zaś duchowy rozsądza wszystko, sam zaś nie podlega niczyjemu osądowi


Więcej nowotestamentowych zapisów:

Dz. 17:11 – Którzy byli szlachetniejszego usposobienia  (duchowo dojrzali) niż owi w Tesalonice; przyjęli oni Słowo z całą gotowością i codziennie badali Pisma, czy tak się rzeczy mają (sądzili).


1 Tes. 5:21 Wszystkiego doświadczajcie (sądźcie), co  dobre, tego się trzymajcie.


Na podstawie Słowa Bożego jest oczywiste, że Jezus i Jego Duch Święty nakazał nam, abyśmy sądzili we właściwy sposób. Prawdopodobnie słyszałeś już: „Wszyscy jesteśmy grzesznikami, cóż więc wielkiego? ” Jednym z diabelskich działań jest próba zamazania wszelkich różnic w życiowym kontinuum między prawdziwą świętością, a jawnym złem. Wszystkim nam nakazano gromić grzech z naszego własnego życia i życia innych, którzy wyznają wierność królestwu Bożemu. Nawet jeśli nie mamy z nimi „relacji”, ponieważ czynimy to jako współbracia, którzy pomagają im utrzymywać się na kursie. 

 Rzadko kiedy usłyszysz: „O, dziękuję ci, za to, że kochasz mnie tak bardzo,  że zgromiłeś mnie za mój grzech! Pokutuję przed Jezusem”. To sprawa  życia i śmierci dla Jezusa, powinno więc tak być i dla nas. Kochaj grzeszników  zawracając ich i ratując ich dusze od śmierci (Jk 5:20). Cudowna Boża łaska jest więcej niż bardzo obfita dla nas wszystkich. 


Gdybyś zobaczył malucha wtykającego palec do elektrycznego gniazdka i porażanego  prądem, czy powiedziałbyś bystro: „Nie, nie” …czy też popędziłbyś przez pokój, żeby go ratować. 


Ostatnie, obrazowe słowa ostrzeżenia naszego Zbawiciela:


Mat. 7:6
   nie dawajcie psom tego, co święte, i nie rzucajcie pereł swoich przed wieprze, by ich snadź nie podeptały nogami swymi i obróciwszy się nie rozszarpały was.


Pytanie: Czy, aby być posłuszni temu nakazowi, nie mamy najpierw osądzić kim są dzikie, okrutne psy biegająca stadami? A świnie? Pamiętam, że jako młodszy poganin słyszałem powszechne świeckie napomnienie: „nie rzucaj swoich pereł!” Przypuszczamy, że zgodnie ze świętym pismem, te perły, o których  tutaj mowa to święta mądrość. 

Tak więc, są tacy w naszym życiu, jak również jak chwasty w zbożu w królestwie, których sam Bóg klasyfikuje jako dzikie psy, świnie z powodu zachowania jakie przejawiają. A jaki jest twoja odpowiedzialność? Być posłusznym. Osądź najpierw, kim oni są, po czym unikaj przekazywania im prawdy, za którą będą cię nienawidzić. Możesz stracić życie z ich  ręki. Jezus powiedział, żebyśmy byli przebiegli (mądrzy) jak węże i niewinni jak gołębice. 


Jedyni ludzie, których nakazano nam unikać to ci, którzy żyją  w nieodpokutowanym grzechu i twierdzą, że są braćmi. Ewentualnie oddajemy  ich Szatanowi, aby zniszczył ich ciało, żeby duch mógł zostać zbawiony. Paweł mówi nam dokładnie tak: 

1 Kor. 5:5 –
Oddajcie takiego szatanowi na zatracenie ciała, aby duch był zbawiony w dzień Pański.


Pamiętaj słowa apostoła Jana:

1 Jan. 2:5b-6 Po tym poznajemy, że w nim jesteśmy. Kto mówi, że w nim mieszka, powinien sam tak postępować, jak On postępował.


Będąc posłuszni Słowu Bożemu zmagamy się w mocy Ducha, aby sądzić tak, jak sądził Jezus. Przynośmy Mu radość podobając się Mu we wszystkim!


Wasz przyjaciel
Marc

сайта

Ten wieczór należy do ciebie#Różne Artykuły_2

#


Byłem na tlenie 3 litry/min, poruszałem się od 10 lat na wózku, miałem
26 różnych chorób i stanów, które dręczyły mnie
każdego dnia. Brałem codziennie 13 różnego rodzaju leków, większość
z nich 4 razy dziennie. A to jest lista tego, co było ze mną źle:


01. Wczesne stadium Alzheimera.


02. Padaczka


03. Wysokie ciśnienie krwi


04. Rozszerzona komora sercowa


05. Cukrzyca


04. Problemy z krążeniem krwi


05. Wysoki cholesterol


07. Przewlekła niewydolność płuc


08. rozedma płuc


09. Astma


10. Ostre zapalenie


11. Artretyzm reumatologiczny


12. Osteoporoza


13. Artretyzm zwyrodnieniowy


14. Wysoki procent utraty słuchu.


15. Słaby wzrok


16. Zatkane arteria w obszarze karku


17. uszkodzone połaczenia nerwowe które powodują odrętwienie, drętwotę,
cierpnięcie


18. Pęknięty krąg


19. Rak w lewym nadgarstku


20. Nagromadzenie płynu


21. Niewydolność krążenia, która powoduje niewydolność oddechodą


22. Zaburzenia słuchu


23. Refluks


24. Wrzody żolądka


25. Zespół jetita wrażliwego


26. Bezdech senny


Pewien znajomy mężczyzna zapytał mnie, czy nie chciałbym się wybrać na krucjatę
Benny Hinn’a. Powiedziałem, że rozmawiałem z żoną kilka miesięcy wcześniej,
że gdybym miał szansę udać się na spotkanie Benny Hinn’a to wierzę, że zostałbym
uzdrowiony. Tak więc pojechałem, nie mając pojęcia o celu jaki przyświecał
zabraniu mnie tam. Ten człowiek wiedział, że faktycznie miałem się źle i lekarze
już zrezygnowali z ratowania mnie. Powiedziano mi, że mogę pożyć jeszcze
6 miesięcy.


Później odkryłem, że on chciał udowodnić niektórym ludziom,
że Benny Hinn jest oszustem. Gdy przybyliśmy do Greenville, SC, mój
syn wypchnął mnie do przodu budynku, a obecność Ducha Świętego była tak silna,
że włosy stawały dęba. Gdy dotarłem do hallu, wydawało się, że wózek
pływał. Czułem, jakbym tracił kontrolę nad tym, uchwyciłem się oparcia tak
silnie, że pękła tapicerka. Wsadził mnie do windy i zjechałem na scenę Bi-lo
Center, gdzie znajdowali się wszyscy chorzy na wózkach.


Gdy tam siedziałem, wtoczyli obok mnie małą czarną dziewczynkę. Była kaleka
od urodzenia, jedną stopę miała odwróconą wstecz, a wszystkie kończyny
były wykrzywione. Poczułem tak wielkie współczucie dla niej, że prosiłem
Boga, aby ją uzdrowił. Powiedziałem Mu, że zrezygnuję z mojego uzdrowienia,
jeśli tylko uzdrowi ją. Brat Benny stanął przy mikrofonie i powiedział, że
jest tutaj ktoś taki, i tu wymienił wszystkie moje niedomagania, o którym
Bóg powiedział, że dziś ten wieczór należy do ciebie.


Nie chciałem sie ruszyć dopóki nie byłem pewny, że chodziło o mnie,
więc odczekałem 30 minut. Zacząłem się podnosić, lecz znów odczekałem
mniej więcej tyle samo czasu. Pomyślałem: „W porządku, może to chodzi
o mnie”. Zdjąłem okulary i nadal dobrze widziałem, wyjąłem aparat słuchowy
i ciągle dobrze słyszałem. Zdjąłem maskę tlenową i dalej dobrze mi się oddychało.
Zacząłem wstawać z fotela i poczułem, że ktoś mnie podnosi. Już cztery lata
minęły i ciągle jestem zdrowy.


Nahum: 1:9 Co zamyślacie przeciwko Panu? On dokona
zniszczenia, nie nastanie po raz drugi ucisk.

продвижение

Aż śmierć nas nie rozłączy#All About Families

#

Nie
jesteśmy w stanie zliczyć w ilu ślubach braliśmy ostatnio udział. Śpiewaliśmy
pieśni z tymi, co między nami, „wstawaliśmy”
wraz z narzeczonymi, odprawialiśmy ceremonie, zarządzaliśmy całymi imprezami,
serwowaliśmy ciastka, a nawet odgrywaliśmy jeden czy dwa teatrzyki, aby wysłać
parę na życie małżeńskiej rozkoszy.


Zauważyliśmy też jak przez lata zmieniają się ceremonie. Rzadko kiedy usługujący
mówi: „Jeśli ktoś zna jakieś powody, dla których to małżeństwo
nie powinno być zawarte, niech odezwie się teraz, lub na zawsze już zachowa
milczenie”. Nie jesteśmy sobie w stanie przypomnieć, kiedy ostatni raz słyszeliśmy,
aby narzeczona czy narzeczony mówili: „Od teraz ślubuję ci moją wierność”.
To jest dobra sprawa.

Niestety
zaczynamy też zauważać brak niektórych zwrotów, które
nie powinny zostać usunięta. W tym:


  • „Poniecham  wszystkich innych”


  • „Ślubuję  wierność, aż śmierć nas nie rozłączy”


  • „Zachować czystość dla ciebie.

Wydaje
się, że te pominięcia są powszechne – brak oddania. Od samego początku
małżeństwo było przewidziane jako oddanie się na całe życie. Gdy faryzeusze
próbowali złapać Jezusa w długą teologiczną debatę na temat rozwodu,
powiedział: Czy nie
czytaliście w waszej Biblii, że Stwórca początkowo stworzył mężczyznę
i kobietę dla siebie nawzajem, męża i niewiastę? I dlatego, opuszcza mąż
ojca i matkę i jest silnie związany z żoną swoją, stają się jednym ciałem
– już nie dwa, lecz jedno. Ponieważ Bóg stworzył organiczną
jedność między tymi dwoma płciami, nikomu nie wolno profanować Jego dzieła
rozdzielaniem ich
(Mat.
19:4-6 – wg. wersji ang. The Message – przyp.tłum.).

O
ile nie jesteśmy gotowi na traktowanie ofiar rozwodów tak, jakby jakaś
radioaktywna trucizna ich skaziła, to jesteśmy zaalarmowani, gdy ludzie wchodzą
w małżeństwo bez oddania. Zatrważa to, że niektórzy wydają się nawet
uważać, że małżeństwo jest pierwszym krokiem do rozwodu. O ile uprzednia
umowa może mieć ekonomiczny sens dla ludzi posiadających dużo pieniędzy,
to cała idea opiera się na założeniu, że małżeństwo niekoniecznie musi być
trwałe.

Nie
jest tajemnicą, że wielu ludzi decyduje się na życie ze sobą bez małżeństwa.
Dlaczego? Ponieważ mówią: „Mogę odejść,
kiedy tylko zechcę”.
Takie samo założenie może funkcjonować, gdy para
małżeńska przysięga bez oddania (zaangażowania). Jeśli prawnie można zabezpieczyć
się w wygodny spadochron przed zawarciem małżeństwa, po co przejmować się
zawieraniem małżeństwa w ogóle? Uważamy wspólne życie ze sobą
za praktykę społecznie niszczącą i duchowo nie do zaakceptowania, ale jaka
jest różnica w tym, że wchodzi się w małżeństwo bez oddania? Jeśli
nie zamierzasz się oddać, wspólne życie wydaje się wyglądać bardziej
atrakcyjnie. Rozbicie relacji nie jest wtedy nawet tak skomplikowane.
Wierzymy, że jest przyczyna małżeńskiego oddania. Nie to nic wspólnego
z zakochaniem
. Co więcej, nie gwarantuje to wiecznego szczęścia, lecz wnosi stabilizację
do życia tych ludzi i ich dzieci.

G.
K. Chesterton mógł mówić o nas, gdy napisał te słowa do poprzedniego
pokolenia:
Gdy bronimy rodziny, nie chodzi o to, że będzie to zawsze rodzina pełna
pokoju; gdy utrzymujemy tezę o małżeństwie, nie mamy na myśli tego, że będzie
zawsze szczęśliwa. Chodzi nam o to, że jest to teatr duchowego dramatu, miejsce,
gdzie dzieje się wiele, a szczególnie tego, co jest ważne

.

aracer

Czym jest sabatowy odpoczynek

Zaremba Piotr

Moim zdaniem cala sekwencja mówiąca o odpocznienieu sabatowym, uznawana przez niektórych za nowotestamentowy dowód na kontynuację przestrzegania sabatu, zaczyna sie znacznie wcześniej tj. w 3 rozdziale. Zacznijmy wiec od Hebr. 3:7, gdzie jest napisane, o jakim dniu będzie dalej mowa:


w: 3:7 –
Dlatego, jak mówi Duch Święty: dziś, jeśli glos jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych jak podczas buntu, w dniu kuszenia na pustyni, Gdzie mnie kusili ojcowie wasi i wystawiali na próbę, chociaż oglądali dzieła moje przez czterdzieści lat.
….
Tutaj jest określone o jaki dzień będzie cały czas dalej chodziło: O dzień, w którym usłyszy człowiek głos Boży, a dalej o tym, ze Izrael przez 40 lat słuchał tego głosu i nie przyjął niczego (wersy 9-11)

W wersie 13 jest potwierdzenie takiego znaczenia tego słowa „dziś”: jak czytamy:

w. 13:…. dopóki trwa to, co sie nazywa „dziś”, aby nikt z was nie popadł w zatwardziałość przez oszustwo grzechu .. trwa to, co sie nazywa „dziś” czyli czas, w którym Bóg przemawia, a czego nie wykorzystali Izraelici. Od wersu 15 ponownie mowa jest o tym samym dniu nazwanym na początku „dziś”: Najpierw powtórka z w.13, a potem ponowne wyjaśnienie tego samego (uwaga: cały czas ani krzty o sabacie!!)

w.16: kto to byli ci, którzy usłyszeli, a zbuntowali sie? czy nie ci, którzy wyszli z Egiptu pod wodza Mojżesza? czyli widzieli (lub inaczej słyszeli glos Pana) i nie uwierzyli.

Ale ciekawie robi sie dopiero w wersie

w.18: A komu to przysiągł, że nie wejdą do odpocznienia jego, jeśli nie tym, którzy byli nieposłuszni? Widzimy wiec, ze nie mogli wejść z powodu niewiary.

Kiedy popatrzymy na referencje do tego fragmentu – IV Moj. 14.22-23, jak najbardziej właściwie dobrana do kontekstu – to widzimy, że użyty tutaj zwrot  wejść do odpocznienia jego nie ma niczego wspólnego z sabatem, lecz z Ziemią Obiecaną, co jeszcze jest później ponownie potwierdzone. Ten fragment tylko przybliża ten termin, który później jeszcze sie pojawia, ale nigdy jako sabat.


IV Moj. 14.22:
żaden z tych mężów, którzy widzieli moja chwale i moje znaki, jakich dokonywałem w Egipcie i na pustyni, a …. nie zobaczy ziemi, którą przysiągłem ojcom..


O jakie wiec odpocznienie chodziło? O ziemię mlekiem i miodem płynącą; o ziemie, którą deszcz zrasza we właściwej porze i pory orku są zawsze w swoim czasie; o ziemię, na której są gotowe miasta i domy, których nie budowali, i sady, których nie sadzili itd., itd…Tu zaczyna sie rozdział 4, który dalej mówi o odpocznieniu, ale nic o sabacie.

4:1. gdy tedy obietnica wejścia do odpocznienia jego jest jeszcze ważna . . . .

Następuje jakaś zmiana chyba, bo przecież nikt nam nie proponuje Ziemi Obiecanej Izraela, ale nadal aktualna jest obietnica wejścia do „odpocznienia Jego”. i tu czytamy:

w.3.: do odpocznienia wchodzimy my, którzy uwierzyliśmy, zgodnie z tym jak powiedział… Jak przysiągłem w gniewie moim, nie wejdą do odpocznienia mego. chociaż dziel jego od założenia świata były dokonane. Widzimy, ze cały czas jest nacisk kładziony na odpocznienie, a nie na jakiś szczególny dzień odpoczywania. Jeden jedyny werset, który tłumaczy na czym polega zmiana z początku 4 rozdziału również kładzie nacisk na ODPOCZNIENIE i nie jest tutaj istotą siódmy dzień, który jest wspomniany tylko „przy okazji” cytowania tego fragmentu.


w.4:
O siódmym dniu zaś powiedział bowiem gdzie tak: I odpoczał Bóg dnia siódmego od wszystkich dziel swoich a werset 5 znowu podkreśla, ze chodzi o odpocznienie, a nie o siódmy dzień, mówiąc:


w.5:
a na tym miejscu znowu: nie wejdą do odpocznienia mego.


Dalszy fragment (wersy 5 i 6) ponownie wracają do początku rozważań, czyli dnia „dzisiaj” ale nie dnia sabatowego odpoczynku, lecz dnia „dziś” w którym „słyszymy glos jego”.


Wers 8 jeszcze bardziej to podkreśla,mówiąc:

w. 8: Gdyby bowiem Jozue wprowadził ich do odpocznienia, nie mówiłby Bóg później o innym dniu.

1. Przecież to nie Jozue „wprowadził” Prawo, w którym był sabat – w ogóle tutaj nie rozważany – lecz Mojzesz. Izrael, lepiej lub gorzej cały czas przestrzegał sabatu, a jednak do odpocznienia nie wszedł, tak wiec i dalsze przestrzeganie sabatu nas do tego nie doprowadzi. Po co zawracać do czegoś, co sie już raz nie sprawdziło? Czy nie o tym mowa kawałek dalej Hebr. 8:7 gdyby bowiem pierwsze przymierze było bez braków, nie szukano by miejsca na drugie. I drugie przymierze nie namawia nas do przestrzegania sabatu, który odpocznienia nie przyniósł, lecz do stałego chodzenia w odpocznieniu od „dziel swoich, „jak Bóg odpoczął od swoich” i wszystko. Każdy dzień może być dniem odpocznienia2. Jakby sie ktoś nadal bardzo upierał to wyraźnie jest tutaj napisane o „INNYM DNIU”. Nawet jeśli ktoś sie upiera przy sabacie to od tej pory jest juz mowa o tym, ze Bóg „mówi o innym dniu„.
No i zakończenie tej części jest juz ostatnim gwoździem do „sabatowej” trumny (choć i tak do tej pory nic o dniu sabatu nie było):


w. 9:
in.: a tak pozostaje jeszcze odpocznienie dla ludu Bożego; kto bowiem wszedł do odpocznienia Jego, ten sam odpoczął od dziel swoich, jak Bóg od swoich. No, to teraz wrócimy do tego „jak Bóg odpoczął od dziel swoich”. Czytamy „I odpoczął Bóg dnia siódmego od wszystkich dziel swoich”. I co? Od pierwszego dnia następnego tygodnia zabrał sie znowu do roboty??? Oczywiście, że nie. Odpoczął i już w tym stanie „odpoczynku od dzieł swoich” pozostał i taka jest idea odpocznienia, do którego mamy wejść (nie znaczy to oczywiście, ze nie mamy w ogóle pracować). Dlatego sabat był tylko starotestamentowym cieniem, bo był to tylko jeden dzień odpoczynku, czy odpocznienia, a Bóg nie poprzestał na tym i to samo proponuje nam dziś. To jest odmiana nie tylko w stosunku do odpocznienia w Ziemi Obiecanej z 3 rozdziału, lecz i do jednego dnia odpocznienia „sabatu”.


Dziś nie chodzi o to, aby „żadnej pracy nie będziesz wykonywał w tym dniu”, lecz o to, abyś nie wykonywał „własnych dziel”.


kto bowiem wszedł do odpocznienia Jego, ten sam odpoczął od dziel swoich, jak Bóg od swoich.

Kiedy człowiek wierzący przestaje wykonywać swoje dzieła (np. budowanie swojej służby, dążenie do pastorowania, głoszenia kazań, drukowania książek……) to wtedy dzieje sie to, o czym mówił Jezus (Mat11:29-30):


Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie sie ode mnie, ze jestem cichy i pokornego serca, albowiem jarzmo moje jest mile, a brzemię moje lekkie.

Tu polecam
tekst:

http://www.poznajpana.org/articlebody.asp?id=117

продвижение

Wezwanie do nieustraszonego życia

 

Autor: nieznany.

 Ów „strach przed człowiekiem” nie jest dla nikogo tajemnicą a staje się coraz bardziej właściwym do podjęcia tematem w dniach, które mają nadejść. Wielu w kościele tkwi w więzach tego paraliżującego myślenia. Ci wezwani i oddani proroczej posłudze nie mogą być posłańcami Bożymi i równocześnie bać się człowieka. Chodzenie w posłuszeństwie dla Pańskiego głosu staje się coraz bardziej frustrujące, jeśli występuje tendencja do wycofywania się z powodu niepokoju czy obawy o opinię czy reakcję innych ludzi. Jestem tego pewien, że wielu (podobnie jak ja) modliło się do Pana: „użyj mnie, pisz przeze mnie i mów przez mnie”. Jeśli tak się modliłeś to z pewnością Pan będzie pracował nad tymi elementami strachu przed ludźmi w naszym życiu. (Istotne jest, abyśmy zrozumieli wpływ tej pracy w naszym życiu jako proroczych ludzi, aby wypełnić nasze zadanie w tych czasach przeznaczenia.) Wielu z powodu pychy może już odrzucać to słowo, niemniej, my wszyscy jesteśmy winni do pewnego stopnia i to dzieło oczyszczenia uzdolni nas do pełnej proroczej służby, aby swobodnie i w praktyczny sposób płynęła przez nasze życie do innych – przez życia wydające codziennie trwałe owoce. 

Czytałem, że obawiamy się innych ludzi, czy boimy ich, ponieważ kochamy również samych siebie. Całym sercem zgadzam się z tym stwierdzeniem a wielokrotnie nie zdajemy sobie z tego sprawy. Gdy Pan pracuje nad miłością własną – On równocześnie zajmuje się strachem przed człowiekiem. Mówiąc prosto, ten strach jest po prostu symptomem miłości własnej (egoistycznej). Pokonanie miłości własnej i starań o chronienie siebie jest z pewnością najważniejszym kluczem do naszego proroczego przeznaczenia.
„Miłość” do afirmacji i akceptacji przez innych może być przeszkodą stojącą na drodze do naszego proroczego wpływu. Tęsknota za tym, aby inni „zrozumieli nasze serce”, zrozumieli nasze słowa i działania, może pętać naszą królewską wolność. Zbyt wielu znajduje się w zastoju bagna strachu bycia niezrozumianym czy źle zinterpretowanym. Miłość i pragnienie, aby inni uchwycili nasze słowa z łatwością może splugawić i rozwodnić prawdę, która ma moc zmienić życie. Namaszczenie na przesłaniu nie rośnie jak krzywa i w naszym głosie musi być większa dokładność. Dziś słowami królestwa musimy się dzielić z czystością nieustraszoności i zdecydowanego przekonania o ich pochodzeniu od Pana. 

 

Jeśli zdecydujemy się mówić czy pisać słowo, o którym twierdzimy, że pochodzi od Pana, lecz jesteśmy zżerani przez pragnienie ludzkiej akceptacji – słowo zostanie splugawione cielesnymi dodatkami i emocjami, w miejsce Ducha Świętego. Musimy być zadowoleni z akceptacji Pana za posłuszeństwo Jego głosowi i w ćwiczeniu się w mądrości kiedy mówić, a kiedy nie. (Uczenie się tej „mądrości” było w pewnych okresach mego życia bardzo bolesne.)

Z drugiej strony, Jezus wielokrotnie był źle rozumiany a Jego słowa odrzucane. Niemniej jednak, Pan nigdy nie usprawiedliwiał siebie na rzecz akceptacji i pouczenia innych. Możemy być zadowoleni z tego, że jeśli słowo, które mówimy, jest od Pana to ci, którzy odrzucą je, nie odrzucają nas, lecz Pana. Aby pokonać strach przed człowiekiem, musimy być gotowi na niezrozumienie i spodziewać się niedocenienia. Tylko wtedy, będziemy mieli wolność królestwa i namaszczenie do partnerstwa z Chrystusem w przemienianiu świata wokół nas. Nie tylko to, ponieważ bez rozpoznania konieczności zajęcia się problemem odrzucenia… nie będziemy dojrzewać proroczo. 

Obawa o zaakceptowanie i tęsknota do małego choćby nadania ważności również będzie powodować, że nasze słowa będą przekazywane w stanie skażonym. Konflikt interesów jest oczywisty w tym, że ten, kto udziela tytułów nie może być obrażany czy wyzwany przez tych, którzy poszukują tytułu ważności z ich ręki. (Mówiąc prosto: nie gryzie się ręki, która karmi nasze pragnienia i potrzeby – zarówno dobrej, jak i tej niezbyt dobrej.)
Nawet w przyjaźni czy na forach dyskusyjnych może okazać się, że strach przed człowiekiem stanowi przeszkodę do prawdziwego duchowego wzrostu. Musimy to przyznać, że ton i natężenie wielu słów, które wypowiadamy mówi o pragnieniu uczuć innych ludzi wobec nas. Musimy mówić łagodnie, jeśli Pan tak kieruje i musimy mówić zdecydowanie, gdy Pan tak chce. Powtarzam: musimy być posłuszni Panu w ramach naszego powołania, a nie być sługami uczuć i strachu przed człowiekiem. Z pewnością to miłość siebie samego i nasze pragnienie ochrony świętej krowy naszej pychy i prezentacji siebie hamują nasz duchowy rozwój. Stwierdziłem w przeszłości, że pastorzy będą mieli stałe trudności w utrzymaniu jasnej, trwałej i przemieniającej życie służbie ku owocowaniu, jeśli będą polegać na finansach i rozpoznaniu tych, którym głoszą. 

Pojawia się silny konflikt interesów w tworzeniu religijnej linii, która nie może być przekroczona bez urazy, a zatem, obcięcia pieniędzy i wsparcia dla danej służby. Czy wielu współczesnych „liderów” bardziej boi się człowieka niż Boga? W pokonywaniu strachu przed człowiekiem, nie wolno nam spoglądać w stronę człowieka za wsparciem służby czy jej aprobatą… Patrzyć należy jedynie na Tego, który nas nimi łaskawie obdarza. Abraham odrzucił dary króla Sodomy i po tym akcie Bóg powiedziałmu: Nie bój się, Abrami, Jam tarczą twoją; zapłatatwoje będzie sowita! Ponieważ Pan jest naszym Zaopatrzycielem jak i Samym Zaopatrzeniem, musimy patrzeć tylko na Niego. Nie możemy starać się o pozyskanie dostawców „ziarna”, partnerów „zasiewu”, obietnic „ziarna”, cotygodniowych dziesięcin i ofiar. Patrzymy na Pana, który namaści i uprawomocni nasze prorocze powołanie poprzez życie poświęcone dawaniu siebie. Nie znaczy to, że inni ludzie nie będą nas błogosławić. Tak, Pan użyje innych, aby nas obficie błogosławić i Jemu sprawia to radość. 

Istotą jest umiejscowienie i zrozumienie strachu przed człowiekiem oraz skutków jakie niesie dla kościoła. Okalecza on nasze nadnaturalne zdolności i powoduje, że stajemy się przedmiotem śmiechu patrzących na nas każdego dnia ludzi. Staliśmy się karykaturą kościoła, który Chrystus zostawił, ponieważ stworzyliśmy system zbudowany na strachu przed człowiekiem zarówno dla duchowej legalizacji jak i promocji. 

раскрутка

Kupowanie przychylności Bożej

 

Nic bardziej nie jest w stanie spowodować wrzenia mojej krwi niż fabrykowanie Bożego Słowa na ludzkie, cielesne potrzeby. W czasach Marcina Lutra Kościół Katolicki notorycznie i powszechnie praktykował sprzedaż odpustów. Uczono ludzi wierzyć, że dając kościołowi mogą otrzymać przychylność Boga i w ten sposób uzyskać uwolnienie swoich zmarłych krewnych czy członków rodziny z czyśćca. 

Słyszało się wówczas taką pieśń: 

 Jak tylko pieniądz na dno skrzyni wleci, dusza do wiecznego odpocznienia uleci.

 Dziś śmiejemy się z takich pomysłów i dziwimy się sami, jak ludzi mogli popaść w tak fałszywe nauczanie. Niemniej musimy pamiętać o tym, że w tamtych czasach ludzie nie byli dopuszczani do Słowa Bożego, wierzyli więc we wszystko, co im mówiono, a szczególnie w to, co mówili kapłani.

 Ktoś powiedział, że to czego uczymy się z historii, to fakt, że niczego się z niej nie uczymy. Jest to szczególnie prawdziwe w odniesieniu do współczesnego kościoła. Pomijając fakt, że mamy teraz Słowo Boże dostępne dla wszystkich, wielu ciągle wierzy w to, co im 'kapłani’ mówią. Weźmy na przykład ostatnie skrzywienie czyli nauczanie o „ziarnie wiary”. To nowe nauczanie oparte jest na mojżeszowym poleceniu, aby Boży lud, Izrael, obchodził trzykrotnie w roku święta. Kluczowym fragmentem, który podkreślają jest tekst: a niech się nie pokazują przed obliczem moim z próżnymi rękami.  Moj 23:14,15. V Moj.16:15-17. Dalej myśl idzie się następująco: po to, aby zdobyć Bożą przychylność musimy przynosić Mu ofiary a im większe będą nasze ofiary, tym większa będzie przychylność Boga. Jeden sławny pozbawiony skrupułów adwokat tego w nauczania twierdzi, że każdego roku w Dniu Pojednania Bóg decyduje jak będzie nas traktował w następnym roku. A to, co wpływa na Jego decyzje to fakt, czy daliśmy Mu wystarczająco duże ofiary czy nie. Nie ma ofiar, nie ma przychylności. Ta 'przychylność’ obejmuje również anielską ochronę, obronę przed przeciwnikami, finansowe powodzenia, uzdrowienie itd. Itp. Oczywiście, zgodnie z tym nauczaniem, pokazać się przed obliczem moim z próżnymi rękami oznacza podpisanie wykonania wyroku na siebie samego. Stąd, popularność tego nauczania.

To, czego nie powiedzą owi fałszywi nauczyciele to fakt, że Mojżesz w V Księdze Mojżeszowej podejmuje to samo stwierdzenie, mówiąc tak:

.gdyż błogosławić ci będzie Pan, Bóg twój, we wszystkich twoich plonach i w każdym dziele twoich rąk, i będziesz prawdziwie radosny. Trzy razy w roku zjawi się każdy mężczyzna z pośród was przed Panem,….., lecz nie zjawi się przed Panem z próżnymi rękami, ale każdy przyjdzie z odpowiednim darem swoim według błogosławieństwa, jakiego Pan, Bóg twój, ci udzielił.

 Boże błogosławieństwo nie było uwarunkowane tym czy dawali, czy nie, lecz było to raczej dawaniem z tego, co Pan im już wcześniej dał. Nie byli błogosławieni ponieważ dawali, lecz dawali, ponieważ byli błogosławieni. (Należy również rozumieć to, że te wymagania nie są już ważne pod Nowym Przymierzem.) Każdy duchowy 'pierwszoroczniak’ powinien wiedzieć, że nie możemy zasłużyć na Bożą przychylność. Bóg nie jest na sprzedaż temu, kto da więcej, ani nie możemy zarobić na Jego przychylność swymi wysiłkami czy uczynkami. Gdy Paweł zwracał się do stoickich filozofów na Marsowym Wzgórzu i szukał sposobu na opisanie różnicy między prawdziwym Bogiem, a ichlicznymi bałwanami, powiedział im o Bogu tak: nie służy się Mu rękoma, jak gdyby czegoś potrzebował, ponieważ On sam daje życie i tchnienie,  i wszystko.

 To, co stanowi o inności Boga od innych bóstw, to fakt, że jest Dawcą. Jakież jest bluźnierstwem twierdzenie, że Bóg może zostać 'przekupiony’ naszą ofiarnością. 

Pewien stary hymn ujmuje to najlepiej w słowach:

 Nie tego, co w rękach swych przynoszę, Tylko krzyża Twego chwytam się.

W przeciwieństwie do tego nowy refren jest taki:

 Coś przynoszę w rękach swych, Już więcej krzyża Twego nie chwytam się.

 Spójrz na mój dar i bądź mi przychylny mi, Zakupiłem twoją lojalność.

 Ci, którzy uczą takich 'doktryn’ i ci, którzy zapraszają ich do telewizyjnych audycji służących zbieraniu funduszy niech zwrócą uwagę na ostrzeżenia Jakuba: niechaj niewielu z was zostaje nauczycielami, albowiem wiecie, że surowszy wyrok otrzymamy.

 niechaj niewielu z was

span style=”font-family: 'Tahoma’, sans-serif;”aracer