Category Archives: Pozostałe

Jak mam słuchać głosu Bożego 03

Jak rozpoznawać Boży Głos

Dave Root

Jest jeden kluczowy punkt, którego musisz być świadom, aby słuchać głosu Bożego i rozeznawać Jego codzienne prowadzenie. Jeśli potrafisz ‘uchycić’ ten jeden kluczowy punkt, będziesz słyszał Boga stale! Oto ono:

Nie oczekuj, że Bóg będzie mówi ł do ciebie w jakiś sensacyjny, spektakularny, nadnaturalny sposób! 
Mamy taką naturalne ludzkie pragnienie, aby Bóg mówił do nas głośno w jakiś zwykły sposób, tak abyśmy wiedzieli, że to On i żebyśmy wiedzieli co mamy robić. Bóg czasami mówi do ludzie „słyszalnym głosem” czy w szczególnych przypadkach w jakiś sensacyjny sposób, lecz nie są to zwykłe Jego sposoby mówienia do na.
Dlaczego? Ponieważ Bóg jest w wierze, a bez wiary nie można się Jemu podobać (Hebr. 11:6). Jeśli chodzi o wiarę, to wymaga ona tego, że nie mamy odpowiedzi na wszystkie pytania! Jeśli Bóg miałby mówić do nas głośno zawsze, to nie potrzebowalibyśmy wiary, aby Go słuchać. Z drugiej strony, jeśli Bóg mówi do nas tak delikatnie, że musimy nabyć zwyczaju wsłuchiwania się w naszego ducha i zbliżania się do Boga, to potrzeba wiele wiary oraz utrzymywania stałej głębokiej, osobistej i bardziej intymnej więzi z Panem. To jest dokładnie to, o co chodzi Bogu!

Cichy łagodny głos Boży
Prostym i jasnym faktem jest to, że Bóg mówi do nas zazwyczaj w taki cichy, nie spektakularny sposób, że niemal nigdy nie będziemy mieli 100% pewności, że to On mówi do nas i po prostu musimy się do tego przyzwyczaić. Gdy już zrezygnujemy z potrzeby słyszenia Boga w spektakularny, głośny, nadnaturalny sposób, zaczniemy rozpoznawać ten cichy, drobny głos, którego zazwyczaj używa.

Na przykład, czy zrobiłeś kiedyś coś, co niepokoiło twoje sumienie? Głęboko wewnątrz wiedziałeś, że to jest złe, lecz skąd to wiedziałeś?Ponieważ jest tam coś, głęboko w nas, co wie, które rzeczy są dobre, a które nie. W jakiś sposób nasz „znawca” wie, że to nie jest w porządku. Ten „znawca”, którego czujemy głęboko w swoim wnętrzu, to głos Boży. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, nic sensacyjnego. Jest cichy, łagodny głos Boży.

Głos Boży w porównaniu z głosem diabła
Duch Święty mieszka w naszym duchu, co jest czasami nazywane „sercem” (2 Kor. 1:22) lub twoim „wewnętrznym człowiekiem” (Rzym 7:22) i tam właśnie będziesz zazwyczaj słyszał jak Pan mówi do ciebie.   We wcześniejszej części powiedziałem, że głos diabła brzmi często jak nasze wewnętrzne myśli czy uczucia, lub jako „głos” innych ludzi. Terazdopiero robi się interesująco, ponieważ Boży głos może równieżbrzmieć jak nasze wewnętrzne myśli, uczucia czy „głos” innych ludzi.
Niemniej jednak jest kilka głównych różnic w sposobach mówienia do nas Boga i diabła. Diabeł strzela do nas myślami potępienia, lecz Duch zawszebuduje. Duch Święty będzie przekonywał nas o grzechu w naszym życiu, lecz nigdy nie wniesie potępienia, musimy, zatem, nauczyć się rozróżnićmiędzy tymi dwoma głosami. Przekonanie uświadamia nam, że nasze działania było grzeszne i musimy wyznać je i pokutować z niego, lecz potępienie powoduje, że czujemy się źle i bezwartościowo. Rozczulanie się nad sobą i potępianie siebie pochodzi od diabła, zatem zawsze sprzeciwiaj się tym impulsom i nie pozwól sobie na poddawanie się im. Duch Święty zawsze mówi zgodnie ze Słowem Bożym dlatego więc tak ważna jest znajomość Sowa Bożego, które jest wolą Bożą. Jeśli nie wiemy, co Biblia mówi to nie wiemy jaka jest Boża wola ani nie znamy Jego charakteru, łatwo zatem jest ulec fałszywym doktrynom, które wydają się mieć sens dla naszego umysłu. Ap. Jan powiedział,że Słowo było z Bogiem i Bogiem było Słowo, poczym Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas (J 1:1 , 14). Bóg i Jego Słowo nie dają się rozdzielić, jeśli zatem znasz bardzo dobrze Słowo Boże, to znasz rzeczywiście bardzo dobrze Boga. Pomyśl o ty przez chwilę! Nie chcę, aby to brzmiało twardo i oskarżająco, lecz jeśli popatrzysz na to obiektywnie i posłuchasz swojego wewnętrznego „znawcy”, to zobaczysz prawdę tego stwierdzenia. Niektórzy nauczyciele biblijni wskazują, że nie kochasz Boga bardziej niż kochasz Jego Słowo. Jeśli więc lekceważysz Słowo Boże nie czytając go i nie karmisz swego wnętrza nim, to traktujesz Boga lekceważąco. Jak często czytałeś ostatnio Słowo Boże? Czy karmiłeś swojego ducha Bożym Słowem codziennie? To jest coś, nad czym trzeba się poważnie zastanowić, lecz nie popadnij w samo-potępienie z tego powodu, po prostu zdecyduj zacząć lepiej poznawać Słowo Boże zaczynając teraz!

Po prostu wiesz
Mam nadzieję, że zaczynasz widzieć to, że „głos” Boży nie jest właściwie głosem w ogle (ostatecznie nie zawsze). Ma to więcej do czynienia z tym, że głęboko wewnątrz po prostu „wiesz”. Czasami czujesz pojedyncze słowo, zwrot lub obraz wewnątrz, w sobie, któremu towarzyszy chwilowy „błysk” poznania, co to słowo, zwrot czy obraz znaczy. Jest to jak lampa błyskowa aparatu fotograficznego, która zapala się na chwilkę, a ty po prostu wiesz, co Bóg miał na myśli. On to naświetlił przez twojego ducha. Twój „znawca” będzie wiedział, o co chodzi Bogu, lecz zazwyczaj jest to bardzo słabe i łatwe do pominięcia, jeśli nie jesteś nastawiony na słuchanie Boga głęboko w swoim wnętrzu. Łatwo też jest poddać się umysłowi i emocjom, które będą przekonywać, że to nie Bóg mówił do ciebie. Pan chce, abyś skoncentrował się na Nim bardziej niż na naszych cielesnych pragnieniach i rozumowaniu.

Nie można nadmiernie podkreślać faktu, że jest niezwykle łatwo przekonać siebie samego, że nie mógł mówić do ciebie Bóg. Będziesz myślał, że to nie jest po prostu „czucie” nadnaturalne i często nie będzie to miało żadnego sensu dla twojego umysłu. Przypominam sobie, na przykład, historię opowiadaną przez znaną wstawienniczkę, która pewnego dnia miała wrażenie, że Bóg pobudza ją do tego, aby wyszła na zewnątrz i obserwowała swojego psa. Gdyby taka myśl pojawiła się w twoim umyśle któregoś dnia, to czy nie pomyślałbyć „To niemożliwe, żeby mówił do mnie Bóg. Dlaczego miałbym obserwować psa” Taka jest nasza najbardziej naturalna reakcja, lecz jest to dokładnie ten sposób rozumowania, którego musimy się strzec.
Mając pewną praktykę będziesz często wykrywał brzmienie autorytetu w tym, co czujesz, lecz, powtarza, jest to bardzo słabe i jest doświadczeniem ducha, a nie mózgu. W każdym razie ta siostra zrobiła to, co wydawało się jej, że mówi do niej Bóg. Gdy wyszła i obserwowała jak pies „zaznacza swój teren”, Bóg przekazał jej kilka szczególnych spostrzeżeń dotyczących walki duchowej i demonicznej rzeczywistości. Jeśli więc odkryjesz, że myślisz sobie: „To nie może być Bóg, po co miałby chcieć, aby to zrobił?” spróbuj wyciszyć rozumowanie. To twój duch słucha Boga, nie mózg, zatem nie pytaj mózgu jeśli to Bóg mówi do ciebie!

Duch Święty naświetla właściwe wersety we właściwym czasie
Czasami, gdy czytasz Biblię znajdzie się tam szczególne słowo czy fragment, który zdaje się w szczególny sposób wyróżnia się. Być może już czytałeś ten fragment kilka razy lecz tym razem odczułeś wewnętrzne ukłucie, gdy, na przykład, trafiłeś na słowo „plotka.” Niezwykle łatwo jest stracić to ukłucie jeśli nie zwracasz uwagi na twojego wewnętrznego „znawcę”, a nawet jeśli zauważysz to ukłucie, to jest bardzo łatwo je zignorować lub zracjonalizować w jakiś sposób (przede wszystkim, ciało nie lubi tego, kiedy mówi mu się, że coś, co lubi jest złe!).
Jednak to ukłucie  jest głosem Bożym przypominającym ci o tym, że ostatnio dużo plotkowałeś. Zdecyduj się na brutalną szczerość wobec siebie i bądź świadom tych ukłuć, które dotykają twojego ducha, po czym zdecyduj się działać na podstawie  tych ukłuć (tak długo jak długo jest to zgodne ze Słowem Bożym).  Im więcej będziesz posłuszny twojemu duchowi we wszelkich drobnych, codziennych sprawach życia, tym lepiej będziesz słyszał Boga. Ironicznie, im lepiej będziesz Go słyszał, tym bardziej cicho będzie prawdopodobnie do ciebie przemawiał, ponieważ On zawsze chce zbliżyć cię do siebie. Pan chce, aby miał bardziej intymną więź z Nim. Jezus chce być twoją pierwszą miłością (Obj. 2:4), co znaczy, że On chce być priorytetową miłością. Jesteśmy Jego oblubienicą a On naszym oblubieńcem (p. Mat. 9:14-15, Ef. 5:25-32, oraz Obj. 19:7-9). Przykazano nam, abyśmy kochali Go z całego serca, całej duszy, siły i umysłu (Łuk 10:27). Kochankowie nie muszą do siebie krzyczeć, rozmawiają ze sobą delikatnymi słowami, szepcząc do siebie. Znają siebie tak dobrze, że przemawiać do siebie tomami przy pomocy jednego spojrzenia, ruchu brwią, czy językiem ciała, czy nawet pojedynczym słowem. Mamy być tak zakochani w Jezusie i tak nastawieni w swym duchu na Niego, że będziemy mogli słyszeć Jego najdrobniejszy szept, Jego najdelikatniejsze pobudzanie nas. Będziemy tak zakochani w Nim, tak bardzo spragnieni podobania się Jemu, że będziemy nieustannie posłuszni Jego wskazówkom bez najdrobniejszego nawet zawahania czy skupienia na sobie.

Czasami Duch Święty przypomni nam werset z Pisma- właściwy werset potrzebny w danej chwili. Niemniej Duch nie będzie ci w stanie pomagać w ten sposób, jeśli nie będziesz czytał Biblii i nie będziesz miał zachowanych wersetów w swoim wnętrzu, ponieważ nie będzie z czego czerpać! Biblia mówi, że „Słowo Boże jest żywe i skuteczne” (Hebr. 4:12), lecz Pismo, aby być skuteczne, musi żyć we wnętrzu człowieka. Oto przykład na to, jak to działa. Joyce Meyer opowiada taką historię, gdy była jeszcze młoda w Panu. Siedziała sobie w domu, było jej przykro za siebie, potępiała siebie samą sowami swoich ust („nie jestem dobra, nic nie potrafię dobrze zrobić”). Zaczęła odczuwać wzrastającą wokół siebie złą obecność i Duch Święty przypomniał jej wers z Pisma, natychmiast zaczęło głośno wypowiadać „jestem sprawiedliwością Bożą w Chrystusie Jezusie, jestem sprawiedliwością Bożą w Chrystusie Jezusie, jestem sprawiedliwością Bożą w Chrystusie Jezusie.”  Niemal natychmiast demon opuścił jak, a Bóg wyjaśnił jej jak niebezpieczne słowa wychodziły z jej ust, które nie są zgodne ze Słowem Bożym. Duch Święty dokładnie wie, który werset Pisma pomoże nam w czasie potrzeby, jeśli będziemy po prostu słuchać Go.

Inny nauczyciel Słowa mówi, że cały dzień chciało mu się śpiewać stareńką pieśń, którą śpiewał będąc małych chłopcem. Od tego dnia, jako wynik śpiewania tej pieśni przez cały dzień, został napełniony szczególnym pokojem. Po tym otrzymał telefon z informacją, że jedno z jego rodziców (o ile dobrze pamiętam) nagle zmarło. Mógł przyjąć tą informację w pokoju i spokojnie ponieważ przez cały dzień płynął z tym, co Duch Święty poddawał mu.

Oczywiście nie wszystko, co pochodzi z wewnątrz nas jest z Ducha Bożego, lecz praktycznie możemy zacząć chodzić w stałym obyczaju rozróżniania tego i będziemy mieli przekonanie, że Bóg mówi o rzeczach, który doszły nas z naszego ducha, czy to są specjalne pieśni, wersety do których mamy przylgnąć, czy wypowiadać, czy też szczególne posłanie, które Pan chce przekazać jakiejś osobie, czy całemu zgromadzeniu. Wiele kościołów nie udziela swym zgromadzeniom zbyt wielu instrukcji i szklenia na temat tego, jak słuchać ducha i jak płynąć w tym, czego pragnie Duch Święty, zatem zbory nie są często mogą być budowane przez Pana poprzez słowo prorocze, słowo mądrości, słowo poznania, posłanie na językach i interpretację języków, uzdrowienie, wypędzanie demonów itd. Niemniej jednak, gdy zaczniesz praktykować pewne rzeczy w tym artykule, to zaczniesz wzrastać w rozeznaniu działania Ducha Świętego w tobie. Znajdziesz się wtedy w takiej pozycji, że będziesz mógł poruszać się w nadnaturalnych darach Ducha, tak jak On cię pokieruje. Innymi słowy, gdy będziesz lepiej słuchał w swym duchu Boga, będziesz mógł odczuwać słowa prorocze, słowo wiedzy, przesłanie na językach, interpretację języków, imiona demonów, które trzeba z ludzi wypędzić, szczególne metody uzdrawiania potrzebne w pewnych szczególnych sytuacjach, w których Bóg czasami chce cię używać. Być może nigdy nie widziałeś ani nie doświadczałeś tych manifestacji mocy Ducha Świętego (a zatem może nie wierzysz w nie), lecz może już teraz zrozumiałeś nieco lepiej, dlaczego tak było. Bardzo ważne jest móc rozeznawać i ufać temu, co słyszysz w swym duchu, a to wymaga praktyki. Trzymaj się tego, a będziesz wzrastał w nadnaturalności Bożej i zaczniesz płynąć coraz więcej i więcej na swoim wyznaczonym miejscu jako oko, ucho czy ręka w ciele Chrystusa na ziemi! (Rzym 12:4-8, 1 Kor. 12:4-30).

Idź ze „Strumieniem.”
Może nigdy wcześniej nie patrzyłeś na to w taki sposób, lecz moc Boża (łaska, namaszczenie, lub jak to sobie chcesz nazwać) „płynie”. Na przykład, Bóg często jest opisywany jako żywe, płynące wody, że z nas powinny wypłynąć strumieni wody żywej (J 7:38). Ten strumień Bożej łaski (Rzym. 5:15) ma wypływać z naszych serc (J. 7:38), mamy obfitować (opływać) w nadzieję (Rzym 15:13), spływa na nas pociech (2 Kor. 1:5), mamy obfitować (opływać) w dziękczynienie (2 Kor. 4:15, 9:12, Kol. 2: 7) itd. Uzdrowieńcza moc Ducha Świętego wypływała z Jezusa (M. 5:30, Łuk 5:17, 6:19, 8:46 – w polskich przekładach jest w tych miejscach „wyszła”), płynęła przez apostołów (Dz. 5:15, 19:11-12) i ma również  przepływać przez nas Healing Training Course)

Jeśli jednak żyjemy życiem świata, cielesnym, skupionym na sobiezamiast na Chrystusie dławimy ten przepływ Ducha Świętego w nas. Wielu chrześcijan rzadko kiedy czyta Biblię i rzadko spędza jakikolwiek sensowny czas codziennie w obecności Pana, więc rzadko kiedy odczuwają życie, które jest strumieniem Ducha Świętego płynącym w ich wnętrzach i rzadko słyszą Boga mówiącego do ich ducha. Jesteśmy oblubienicą Chrystusa The Rapture of the Church), więc wszyscy musimy kultywować osobistą, intymną wieź  miłości z Jezusem Chrystusem, ponieważ jest to jedyny sposób, aby wejść i trwać w strumieniu Ducha. Czy pracowałeś ostatnio nad twoją miłością do twojego niebieskiego oblubieńca? Jeśli nie, to przekażę ci kilka idei budujących ducha i budujących więź miłości z Panem w dalszej części.

Jeśli zbadasz historię kościoła dowiesz się o różnych przebudzeniach, które wybuchały w różnych czasach i miejscach. Te zdarzenia, w których Boża łaska i moc przepływały w szczególnie potężny sposób. Takie przebudzenia dzieją się obecnie w różnych częściach Ameryki Płn. i w wielu miejscach na świecie. Są takie okresy, gdy Duch Święty przepływa w szczególnej radości w czasie zgromadzeń czy innych nabożeństw i zostało to nazwane „Świętym Śmiechem.” Innym razem Duch Święty spływa w płaczu i pokucie. Czasami możesz to zaobserwować, jak zaczyna się w jednej części zgromadzenia i przepływa kolejno na następne części, aż ogarnie całe zgromadzenie. Wielokrotnie Pan spływa w cudownych uzdrowieniach i uwolnieniach. Bóg jest suwerenny i może zrobić cokolwiek zechce, lecz Jego moc zazwyczaj nie płynie w taki sposób w tych kościołach, które nie są otwarte na przyjęcie takich rzeczy. Jest to nieszczęśliwe, ponieważ Bóg pragnie budować Swoje ciało tutaj na ziemie, bez względu na denominację, jeśli tylko Mu na to pozwolą.

Przepływ Ducha Świętego w czasie nabożeństw w kościele
Wiele kościołów ma liderów uwielbiania czy muzycznych dyrektorów i oni muszą być wrażliwi na przepływ Ducha Świętego, ponieważ tylko Ducha wie w jaki sposób chce się poruszać na poszczególnych zgromadzeniach. Na przykład, lider uwielbienia może prowadzić „początek zgromadzenia” przy pomocy pieśni, które sobie przygotował, lecz później może odczuwać,  że niektóre pieśni nie będą zgodne ze ‘strumieniem.’ Jeśli pozostaje wrażliwy na Ducha, zmieni pieśni i poprowadzi chór czy zespół w pieśniach, które są bardziej pod kierunkiem Ducha, tam gdzie On chce. Jeśli, na przykład, pod koniec zgromadzenia jest wielu niezbawionych ludzi Duch Święty może pobudzać lidera uwielbienia do poprowadzenia zgromadzenia w pieśniach o krwi Jezusa, radości zbawienia itp., po to, aby usłużyć sercom niezbawionych. W tym kościele, do którego przyłączenia zainspirował nas Bóg uwielbienie trwa zazwyczaj 45 minut na początku zgromadzenia i czasami mija półtorej godziny zanim pastor zacznie usługiwać Słowem, lecz zależy to do tego, w jaki sposób Duch Święty płynie w tym dniu. Wtedy, gdy pastor wstaje i zaczyna zwiastowanie musi być wrażliwy na Ducha Świętego, ponieważ Duch może mu sygnalizować, aby przestał głosić i dał wezwanie, grzesznicy wyszli do przodu w pewnym szczególnym momencie. Dlaczego? Ponieważ Duch Święty przygotowywał ich serca w czasie usługi muzycznej i głoszenia, a On najlepiej wie, kiedy jest właściwa chwila, aby wyszli i przyjęli zbawienie. Jeśliby pastor nie był otwarty na przepływ Ducha Świętego to ta chwila mogłaby minąć i ludzie opuścili by zgromadzenie równie straceni jak przyszli.

Czasami w naszym kościele, gdy pastor mówi nagle przestaje, wskazuje na jakieś miejsce na swoim ciele, może to być krzyż, lub kolano i prosi wszystkich, których boli to miejsce, aby wstali. Dlaczego? Ponieważ Duch Święty dał mu słowo wiedzy dotyczące pewnych uzdrowień, których On chce dokonać. Czasami cała reszta nabożeństwa jest zajęta przez uzdrowienia ludzi, po czym mamy czas świadectw, gdy ludzie wychodzą do przodu i oddają chwałę Panu opisując jakie uzdrowienie otrzymali.

Czasami jest prawdziwy napływ uwielbienia w czasie nabożeństwa i nasz pastor sugeruje, abyśmy wszyscy śpiewali w Duchu przez chwilę pozwalając Duchowi Świętemu uwielbiać Boga naszymi ustami. Większość członków naszego zgromadzenia otrzymało chrzest Duchem Świętym, zatem wszyscy śpiewamy językami (1 Kor. 14:14-15), lub po angielsku trochę, oddając Panu cześć jako jedno ciało, lecz każdy w indywidualny sposób, co jest bardzo piękne i święte.  Bywa też, że ktoś wychodzi do przodu ze słowem proroczym i do pastora należy czuwanie w Duchu Świętym, aby rozeznać czy to posłanie było naprawdę od Pana czy nie. Jedna z sióstr z chóru otrzymuje słowo od Pana od czasu do czasu, lecz, gdy przychodzi, całe je wyśpiewuje i jest to bardzo piękne. Czasami ktoś wstanie w zgromadzeniu i przekaże posłanie w językach (poruszający się w darze języków), a pastor słucha uważnie Ducha, aby rozeznać czy jest to prawdziwe posłanie od Boga, po czym ktoś inny wstaje i przekazuje interpretację języków (poruszając się w darze interpretacji) i znów pastor musi czuwać, czy to jest posłanie od Boga. Ap. Paweł powiedział,że pastorzy mają przygotowywać Bożych ludzi do dzieła posługiwania (Ef. 4:11-12). Gdy się schodzicie, jeden z was służy psalmem,inny nauką, inny objawieniem, inny językami, inny ich wykładem; wszystko to niech będzie ku zbudowaniu. (1 Kor. 14:26). Każdy z nas ma odpowiedzialność za wrażliwość na Ducha Świętego w nas, abyśmy mogli płynąć w nadnaturalnych darach Ducha i usługiwać sobie nawzajem,  wzmacniać się, uzdrawiać i budować. To dlatego Duch daje różne dary każdemu z nas, abyśmy potrzebowali siebie nawzajem wszyscy. Każdy z nas jest jakąś częścią: okiem, ustami, stopą ręką itp., a razem stanowimy nadnaturalne ciało Chrystusa (Rzym. 12:4-8, 1 Kor. 12:4-30). Niestety większość z nas nie funkcjonuje prawidłowo w swych nadnaturalnych darach, a to niszczy skuteczność ciała Chrystusa na ziemi.

 Więcej przykładów poruszania się w strumieniu Ducha Świętego
Oto następny przykład tego, w jaki sposób można czuć „przepływ” tego, co Duch Święty chce zrobić. W tej chwili, dwa artykuły są w moim sercu, które wierzę, że Pan chce, abym napisał. Już otrzymałem początek artykułu pt.: Spiritual  Maturity/Spiritual Authority a tego ranka zmierzałem coś do niego dodać. Miałem jednak problemy z pozbieraniem myśli i znalezieniem właściwych słów. Wiem już z doświadczenia, że gdy w czasie pisania artykułów nie płynę w Duchu Świętym to staje się to zmaganiem, zatem przypuszczałem, że Pan nie chce, abym nad nim pracował. Zapytałem Go zatem czy chce, abym pisał ten artykuł (o słuchaniu głosu Bożego), gdy nagle i niespodziewanie jakby zerwana została tama i był taki napływ myśli, pomysłów i słów, że trudno mi było to wytrzymać. W taki właśnie sposób często piszę te artykuły, nie jestem w stanie nadążyć z łapaniem myśli i dzięki temu wiem, że płynę w Duchu Świętym. Innym razem, myślałem o takim artykule, który wiem, że miałem napisać (nie pamiętam już który to był), lecz zmagałem się z rozpoczęciem. Słowa i myśli jakoś nie przychodziły, zapytałem więc Pana co jest nie tak i niemal natychmiast w głowie pojawił mi się nowy temat artykułu. Jak tylko zmieniłem tytuł artykułu, znów, jakby pękła tama a z tym wielki napływ słów myśli i idei. Nie sugeruję, że to, co piszę jest na poziomie na jakim jest inspiracja Pisma, oczywiście, lecz jeśli pastor lub nauczyciel biblijne nie mówi, pisze, naucza, czy głosi z przepływem Ducha Świętego, to coś musi być źle, ponieważ prawdopodobnie znaczy to, że działa całkowicie z ciała w tym momencie.

To pokazuje interesujący punkt zaczepienia, dla którego pastorzy mogą szukać prowadzenia Pana. Jeśli Duch Święty pragnie coś szczególnego zrobić na zgromadzeniu (jak to opisałem powyżej), to w jaki sposób może On przepłynąć przez zgromadzenie, gdzie wszystko jest zaplanowane wcześniej i pastor nigdy nie zbacza z wyznaczonego rozkładu? Wiele kościelny zgromadzeń jest szczegółowo zaplanowanych i wyreżyserowanych tak, aby w ciągu godziny wszystko się zakończyło, lecz weź pod uwagę, że w takim razie zakończenie w ciągu godziny staje się priorytetem ważniejszym niż uwielbianie Pana tak długo dopóki Duch Święty nie pozwoli pastorowi zwolnić zgromadzenia. Wewnątrz sztywnego planu nie ma wolności, w której pastor czy zgromadzenie byłoby wrażliwe na Ducha Świętego, aby zgubieni zostali zbawieni, chorzy uzdrowieni itd., w czasie usługiwania im przez Ducha Świętego, który wybiera takie naczynia jak Jemu odpowiada. Pastorzy powinni robić to, do czego Duch ich prowadzi. Wydaje się to ważną rzeczą, aby szukać prowadzenia Pana, ponieważ inaczej „strumień” Ducha może zostać zaduszony w czasie zgromadzenia, a czyż nie zasmuca to Ducha Świętego ( Ef. 4:30). Ktoś może polemizować twierdząc, że pastor może być prowadzony przez Ducha, gdy planuje nabożeństwo, a potem ma tylko podążać według tego planu. To jest logiczne rozumowanie dla naszego mózgu i właśnie dlatego musi to być dla nas podejrzane. Gdy szukamy tego, co Bóg mówi na ten temat w Jego Księdze to odkryjemy, że pomimo  tego iż Paweł szukał woli Bożej i robił plany swych podróży misyjnych, DuchŚwięty czasami zatrzymywał Pawła i zmieniał jego plany (p. Dz. 16:6-10 – kilka przykładów). Jeśli Duch Święty zmieniał plany ap. Pawła, które ten starał się wykonać, to z pewnością Duch Święty może chcieć zmienić plany pastora, które je wykonuje. Dobrze jest planować, lecz zawsze powinniśmy być gotowi zrezygnować z nich w chwili, gdy Duch Święty zachęca nas do tego, tak jakto zrobił Paweł (chcieli pójść do Bitynii, lecz Duch Jezusa nie pozwolił im;( Dz.Ap. 16:7). Nowy Testament nie opisuje ani jednego zaplanowanego wcześniej zgromadzenia jak to jest z większością, które znamy. Zamiast tego Paweł opisuje bardzo płynną formę zgromadzenia kościoła. W taki sposób naucza na temat porządku, gdy przekazujemy posłanie Pana:

1 Kor. 14:26-31

Cóż tedy, bracia? Gdy się schodzicie, jeden z was służy psalmem, inny nauką, inny objawieniem, inny językami, inny ichwykładem; wszystko to niech będzie ku zbudowaniu. Jeśli kto mówi językami, niech to czyni dwóch albo najwyżej trzech, i to po kolei, a jeden niech wykłada; A jeśliby nie było nikogo, kto by wykładał, niech milczą w zborze, niech mówią samym sobie i Bogu. A co do proroków, to niech mówią dwaj albo trzej, a inni niech osądzają; Lecz jeśliby ktoś inny z siedzących otrzymał objawienie, pierwszy niech milczy.Możecie bowiem kolejnowszyscy prorokować, aby się wszyscy czegoś nauczyli i wszyscy zachęty doznali.

Zauważ, że Paweł opisał bardzo płynną, dynamiczną formę zgromadzenia, w  którym każdy (nie tylko pastor) mógł usługiwać zgromadzeniu przez poruszanie się w szczególnych darach duchowych. Wydaje się, że Koryntianie byli nadmiernie gorliwi w przekazywaniu proroctw i poselstw w językach, lecz ważne jest zauważenie, że Paweł nie zabraniał tego.

Paweł po prostu starał się powstrzymać ich entuzjazm mówiąc im, aby się zmienili i szanowali następną osobę, która chce przekazać posłanie od Pana. Nigdzie w Nowym Testamencie nie ma opisu takich zgromadzeń z jakimi wielu z nas jest zaznajomionych współcześnie, gdzie ludzie są ze zgromadzenia są widzami a pastor wykonuje wszelką usługę. Paweł mówi, że to pastor ma wykonywać pracę kształcenia zgromadzenia do poruszania się w „strumieniu” Ducha Świętego i usługiwania sobie nawzajem!  (Ef. 4:11-12).

Istotą tych rozważań jest to, że jednym ze sposobów prowadzenia przez Ducha Świętego jest poruszanie się w tym kierunku, w którym znajduje się „strumień”, zatrzymanie się i proszenie Pana o prowadzeni, gdy nie czujesz przepływu Ducha. Jest to szczególnie ważne w czasie zgromadzeń, lecz jest prawdziwe również w codziennym życiu. Na przykład, początkowo myślałem, że to będzie miły, krótki artykuł na temat o tym jak słuchać naszego sumienia oraz cichego, łagodnego głosu Boga, lecz w trakcie pisania czułem, że jest tutaj „strumień”, więc poszedłem za tym i to po prostu wylało się ze mnie, bez jakichkolwiek przeszkód czy zmagania. Napisałem więc kolejny długi artykuł wcale tego nie zamierzając. Pytałem kiedyś Pana, dlaczego nie mogę napisać miłego krótkiego artykułu a On powiedział mi coś, co mi nie przyszło do głowy (mam nadzieję, że rozumiecie już teraz dlaczego nie powiedział tego do mnie wyraźnym, dźwięcznym głosem, lecz naświetlił mi to w duchu). Powiedział mi, że łatwo jest ludziom przeskoczyć krótki artykuł, odłożyć go i zabrać się do następnej rzeczy, co często oznacza, że nie zaangażowali się w artykuł wystarczająco długo, aby się czymś bliżej zainteresować. Z drugiej strony ktoś musi się skoncentrować na dłuższym artykule przez znacznie dłuższy czas, co daje mu więcej czasu na nasiąknięcie tym. Później już więcej nie martwiłem się  długością moich artykułów.

Potwierdzenia i runa
Musimy wykształtować w sobie duchową czujność, wrażliwość i posłuszeństwo do takiego stopnia, abyśmy zawsze byli posłuszni każdej pojedynczej ukłuci sumienia i każdemu zachęceniu czy szturchnięciu jakie Duch przekazuje głęboko we wnętrzu. Musimy również zachować równowagę we wszystkim. Nasze ciało jest znacznie głośniejsze i bardziej uparte niż głos Boży w nas; diabeł strzela ognistymi strzałami w nasz umysł i emocje, abyśmy wykonywali różne rzeczy jego sposobami; głos świata stale bombarduje nas i naciska, abyśmy poszli za cielesnymi pożądaniami i naśladowali światowe motywacje i zachowania. Innymi słowy, nie wszystko, co usłyszymy w środku pochodzi od Boga.

 Część czwarta

продвижение

Skrót

Nie będę się sprzeczał z tym, co dalej. W rzeczywistości jestem zdumiony tym, że jest tak wiele dyskusji na ten temat. Paweł z pewnością napisał wystarczająco z punktu widzenia obu stron, aby wykazać, że “oni” idą ręką w rękę i faktycznie, jego listy demonstrują, że jeden miał za zadanie prowadzić drugiego. Przytaczanie kolejnych rozdziałów i wersetów wywoła tylko jeszcze więcej sprzeczek. Chcę zaoferować skrót poza POZBAWIONE WIARY argumenty drugiej strony.

Właśnie ponownie przeczytałem ten tekst i zatrzymałem się na krótko przy wyraźnej arogancji moich słów, … więc zapytałem. Odpowiedź zdumiała mnie – potwierdziła to, co starałem się mówić tak często przy małych efektach. Rozdziały i wersety przyjmowane intelektualnie będą zawsze prowadzić raczej z dala od Niego niż do Niego. Biblia nie jest Źródłem. Zadaniem Biblii jest prowadzenie do Źródła. Dlaczego tak nie jest, łatwo można zobaczyć.

Wracając do istoty, co to za przyczyna? — “Zakon a Łaska”.  Codziennie mam do czynienia z ludźmi, którzy są głęboko dotknięci poczuciem winy i wstydu, do tego stopnia, że nie mogą dosłownie funkcjonować. Inni zaś przy swej samo-sprawiedliwości żyją w totalnym braku obecności i mocy Bożego Ducha.

Niektórzy z nich przedkładają swój punkt widzenia nad sprawę (często bez uświadamiania sobie, że to robią), równocześnie okazując jak głęboko znajdują się w więzach wroga. Udzielają wypowiedzi „z pozycji” ugruntowane zarówno na doktrynie „łaski”, która uniemożliwia im stukanie do drzwi Ojca o większy wpływ na ich życie Jego Ducha, zgodnie z poleceniem Jezusa. Lub z pozycji „Zakonu”,  o którą stale się potykają… zamiast pozwolić mu uczyć ich i prowadzić do picia w głębokościach Duch Bożego, w celu uwolnienia.  Jaki jest skrót, który przenosi nas gwałtownie wokół wszystkich kłótni. Zdumiewającym skrótem jest proste posłuszeństwo PRZYKAZANIU. Gotowi?

Scena: Piotr pyta Jezusa….
– Hej, jeśli ktoś niesprawiedliwie mnie potraktuje i stale mnie tak traktuje to jak często powinienem mu przebaczać, czy siedem razy?  – Nie – odpowiedział Jezus – siedemdziesiąt siedem razy.

Weź sobie kalkulator 70 x 7 = 490. Czterysta dziewięćdziesiąt razy za to samo wykroczenie. Lecz w rzeczywistości Jezus mówi, że nie może być żadnego ograniczenia na przebaczenie…tak jak nie ma ograniczeń na Boże przebaczenie. Jezus użył do tego całkiem praktycznych terminów… „Nie możesz oczekiwać skutecznej modlitwy” (o czym właśnie informował, aby przezwyciężać wszelkie przeszkody do działania w mocy i obecności Bożej), „jeśli nie przebaczycie każdego złego popełnionego przeciw tobie”.
Przebaczenie.. to skrót przez wszystkie kłótnie. Skrót do życia w absolutnej mocy i obecności Bożego Ducha.

Bradcullen33316@yahoo.com   www.ministryofspirit.comсоздание раскрутка продвижение сайтов

Śniadanie chrześcijanina#Zaremba Piotr

#VIII. ’96

Czy pamiętacie kawał o człowieku, który codziennie rano w pracy
wyrzucał śniadanie do kosza, mówiąc:
– Znowu z dżemem.  –  aż ktoś się w końcu zapytał: skąd
wiesz, przecież nawet nie rozpakowałeś?
– Dobrze wiem, bo sam sobie zrobiłem, –  brzmiała jego odpowiedź.

    Wielu zielonoświątkowców uważa, że Kościół i zbory
Zielonoświątkowe są tradycyjne i nic się na nabożeństwach nie dzieje,
podczas, gdy to właśnie ci najbardziej znudzeni ludzie, najskuteczniej
do tego przykładają rękę; po prostu sami sobie przygotowują kanapkę z
dżemem, po czym wyrzucają ją do kosza. Bywa i tak, że w ogóle nic sobie
nie przygotują, a potem mają pretensje, że w brzuchu (w duchu) im
burczy.
To nie prezbiterzy, pastorzy i starsi rzeczywiście kształtują w
100%  oblicza zborów czy kościoła, lecz mają na to wpływ biorący
udział w życiu tego kościoła członkowie. To twoje modlitwy i twoja
wiara umożliwia działanie Duchowi Świętemu przez tych, których
wyznaczył na liderów.
Oto Mojżesz, najbardziej namaszczony mąż Boży Starego Testamentu,
jedyny człowiek, z którym Bóg rozmawiał „twarzą w twarz tak, jak
rozmawia się z przyjacielem” nie mógł zapobiec ciągłemu narzekaniu i
buntom swego narodu, a równocześnie, kiedy Izrael walczył z wrogiem,
potrzebował pomocników do podtrzymywania w górze rąk, aby zwycięstwo
się dokonało całkowicie. Pamiętajmy o tym, że sam Jezus nic nie mógł
uczynić w Galilei z powodu ich niedowiarstwa. Tam nie znalazło się
nawet kilka osób z poza grupy uczniów, którzy by wsparli Go swoją wiarą
i oczekiwaniem, że może i tu coś uczynić.

Czyż dziś pastorzy i wszelkiego rodzaju liderzy nie są ograniczani
przez zgromadzenie przed, którym stoją?   Najogólniej tą
zależność wyraża idea świecznika, który stał w świątyni Mojżeszowej.
Oliwę podtrzymującą płomień lampek miał dostarczać lud:



IIMoj.27.20.
Rozkażesz też synom izraelskim aby
przynosili ci do świecznika oliwę z oliwek, czystą wytłoczoną aby stale
można było wystawiać lampy.

„Aby można było wystawiać lampy”, a zatem jeśli nie ma oliwy, to nie
można wystawiać lamp, kiedy zaś nie można wystawiać lamp, w świątyni
jest ciemno. Trudno o bardziej żałosny widok niż Świątynia bez światła
oświetlającego chleby pokładne (chleb żywota).
To twoja modlitwa jest oliwą, którą dolewasz do lampy postawionej przez
Boga na świeczniku. Być może przyczyną gaśnięcia wielu mężów
postawionych na świeczniku, jest brak stałego dostarczania im oliwy
przez tych, którzy do tego zostali powołani. Jeżeli nie masz służby w
zborze i czujesz się niepotrzebny nie pozwól się dłużej okłamywać,
twoim zadaniem jest przynoszenie ludzi postawionych przez Boga w
modlitwach przed Jego tron i nieustanne dostarczanie im oliwy, aby
płonęli jasnym światłem i wskazywali ci na Jezusa i Jego dzieło. Warto
się tego podjąć tym bardziej, że nagroda za ich i twoją pracę jest
jednakowa:



I Sam. 30.24.
Gdyż jaki jest dział tego, który
rusza do bitwy, taki też dział tego,


który pozostaje przy jukach;
jednakowo się podzielą.

Jaką kanapkę przygotowałeś sobie duchową ucztę niedzielną? Czy
przypominasz sobie jak ją przygotowywałeś?

O Panie pobłogosław
dzisiejsze (jutrzejsze) nabożeństwo,    
            
        kromeczka


O Królu i żeby było fajne
uwielbianie                    
   masełko, poszło nieźle

I żeby kazanie pastor powiedział
dobre                 
   dżemik (może być inny niż
w
zeszłym tygodniu)



I pobłogosław wszystkich, którzy
przyjdą                 druga kromeczka – to ta z góry
niekoniecznie musi dokładnie


       
           
           
           
           
           
            pasować i tak
się wyrzuci

Bracie i Siostro czy właśnie w ten sposób modliłeś się o zgromadzenie
świętych,
o spotkanie z Wszechmogącym, Królem Królów i Panem Panów???????

Jeżeli rzeczywiście tak wygląda modlitwa o spotkanie z Bogiem w
rodzinie Bożej większości Chrześcijan, to jak mogą przebiegać same
nabożeństwa. Jest to z pewnością prosta droga do nudnego, religijnego
„odprawiania” nabożeństw, no i oczywiście twierdzenia, że „eeee, nasz
pastor to jest mało duchowy”. Czyż nie jest to codziennie kanapka z
dżemem?
Jeśli masz już dość dżemu zafunduj sobie coś smaczniejszego!! Czyżby
Bogu brakowało fantazji przy zastawianiu stołu dla swoich dzieci?? Z
pewnością nie. Po prostu Jego dzieciom nie chce się sięgnąć po
wspaniałości, które im Ojciec przygotował

Słusznie Salomon zauważył, że:
Przyp.Sal 19.24.
Leniwy zanurza rękę w misie, lecz do
ust jej nie podnosi.        



Właśnie tak postępując sami sobie stawiamy na stole kilka razy w
tygodniu to samo danie, lub
też widząc co innego pogrzebiemy w tym widelcem, lecz do ust nie chce
się nam podnieść ręki.
Taką pełną „michą” często bywają świadectwa z innych zborów czy też z
innych stron świata,
gdzie po wielu latach zmagań w modlitwie, „coś” się zaczęło dziać lub
dzieje.
Dobrze jest nieco się nacieszyć tym, co jest wystawione, ale żeby tak
samemu trochę powalczyć
z łyżką i sięgnąć po smakowitą strawę samemu, to już za duży wysiłek.

aracer

Pan dał, Pan wziął#Zaremba Piotr

Jedno z większych oszustw jakie udało się przez stulecia do kościoła
wprowadzić to powiedzenie „Pan dał, Pan wziął….”, oczywiście poparte
dalszym: „i w tym wszystkim nie zgrzeszył  Joba ustami
swymi”.#
IV. 04.
Pan dał Pan wziął….


Czy jest jakiekolwiek uzasadnienie na współczesne używanie
słów Joba: „Pan dał, Pan wziął…”
 
Jedno z większych oszustw jakie udało się przez stulecia do kościoła
wprowadzić to powiedzenie „Pan dał, Pan wziął….”, oczywiście poparte
dalszym: „i w tym wszystkim nie zgrzeszył  Joba ustami
swymi”.  Jest to typowy przykład tego jak NIE należy używać
wersetów Słowa i jest kolejnym, z licznych, dowodem na to, że Słowo
Boże nie jest uniwersalne w tym sensie, że można przypiąć dowolny
werset, w każdym czasie i każdemu.

Czytamy o tym, że Job nie zgrzeszył, ale DZIŚ, mam takie przekonanie,
każdy, kto wypowiada te słowa GRZESZY! Dlaczego?
Toż to bardzo proste i oczywiste – z powodu poznania jakie mamy.
Badacze twierdzą, że księga Joba jest historycznie najstarszą księgą i
żył on w czasach jeszcze przed nadaniem Izraelowi Prawa (Zakonu).
Poznanie jakie miał Job było naprawdę baaardzo mizerne, do czego się
zresztą przyznał (i to wcale nie z powodu cierpienia jakie przeszedł,
ale o tym dalej) mówiąc: „do tej pory tylko ze słyszenia
wiedziałem  o tobie” (42:5).  Widać to zresztą bardzo
dokładnie w jego wypowiedziach, w których wszystkie swoje cierpienia
zarzuca bezpośrednio działaniu Boga (potem często odzywa się to w
Psalmach). Raczej należy się spodziewać i można być tego pewnym, że w
ogóle nic nie wiedział o istnieniu diabła, więc też i nie dziwne, że
wszystko przypisał Bogu.
    Pamiętajmy o zasadzie: „Komu mało dano, od tego
niewiele będzie się wymagać”.  Może jednak wymagania wzrosły w
międzyczasie?

Job nie miał nawet takiego poznania jakie otrzymał Mojżesz, a o którym
również my nie wiemy z powodu tłumaczenia tego fragmentu. Wiecie
dlaczego Mojżesz tak cierpliwie wstawiał się za ludem? Dlaczego bez
wahania stawał przed Bogiem i obronie innych? Bo miał objawienie
„dobrego Boga”. Kiedy?
Otóż czytamy niestety tylko w starym przekładzie Biblii Gdańskiej:
Wyj.: 33:19: „Sprawię, że przejdzie wszystko dobre moje przed twarzą
twoją….”
Większość znanych mi anglojęzycznych współczesnych przekładów mówi
tutaj: „Sprawię, że cała moja dobroć przejdzie przed tobą…” (np.:
NIV: „I will cause all my goodness to pass in front of you…”).  
Taką samą dobroć objawił Bóg Jobowi, gdy do niego przemawiał, mówiąc
przecież o sobie, a nie w cierpieniach zadanych mu przez diabła.

Jest taka zasada Bożego przemawiania do człowieka, którą wyraża NT:
„mówił do nich zgodnie z tym, jak mogli słuchać” i oczywiście zawsze
tak było. Zatem na tym etapie poznania, na jakim był Job, nie było
kłamstwem z jego strony przypisywać te rzeczy Bogu, skoro w pewnym
okresie nawet Bóg przyznawał się do tego. Powiedział przecież do
Mojżesza (Wyj. 4:11): „Kto dał człowiekowi usta. Albo kto czyni go
niemym albo głuchym widzącym albo ślepym? Czyż nie Ja, Pan?” Niemniej
jednak Jezus wypędzał demony głuche, ślepe i nieme, a nie Boga. Czy
więc Bóg skłamał? Nie, nie jest to kłamstwo, lecz dostosowanie się do
poziomu słuchacza – zgodnie z tym jak mógł słuchać – podobnie jak nikt
nie traktuje jako kłamstwa tego, gdy usiłuje wytłumaczyć dziecku różne
jego „dlaczego?”  lub „skąd” (się biorą dzieci w brzuchu mamy).
Oczywiście można poprzestać nawet dziś, ponad 3500 lat później na tym
poziomie, że Bóg komuś odebrał słuch, lub sprawił, że ten urodził się
ślepym, ale można przyjąć objawienie nowsze i przepędzić demona wraz z
chorobą jaką wywołuje. Usprawiedliwia Joba sam Pan Jezus mówiąc, w
zupełnie innym kontekście, ale czyż nie dotyczy to tego samego: „komu
niewiele dano (właśnie poznania – przyp. mój), od tego niewiele wymagać
się będzie”.

Dlaczego więc nie mamy prawa dziś powtarzać po Jobie tego okropnego (z
dzisiejszego punktu widzenia) powiedzenia?

Więc teraz po kolei:
1. Po pierwsze i przede wszystkim Jezus objawił nam Boga jako DOBREGO
OJCA, sam powiedział; „kto widział Mnie, widział Ojca” i jak czytam
„chodził CZYNIĄC DOBRZE i uzdrawiając wszystkich dręczonych przez
demony”
(przekład BW „opętanych” jest błędny”). Najdoskonalsze 100% objawienie
Boga jakie mamy w Chrystusie w 100% sprzeciwia się temu powiedzeniu
„Pan dał, Pan wziął”. Nie znajdujemy ani w życiu ani nauczaniu Jezusa
ani jednego przypadku, żeby komuś coś wziął, lub odmówił pomocy. Trudno
byłoby mi tu przepisywać 1/2 NT, aby to potwierdzić.

2. Sam Jezus sprzeciwił się temu „nauczaniu” mówiąc wyraźnie, i
bardziej wyraźnie chyba się już nie da!, że to „ZŁODZIEJ przychodzi aby
kraść, zarzynać i wytracać. JA przyszedłem ABY MIAŁY ŻYCIE I MIAŁY JE W
OBFITOŚCI” (J.10.10) nie więc już żadnego usprawiedliwienia na
oskarżanie Boga o takie rzeczy.
Do Joba przyszedł złodziej (pomijam na razie zgodę Boga) i robił to, co
do niego należy – kradł, zarzynał i wytracał. Dziś kościół dostał prawo
i moc do sprzeciwiania się dziełom diabła i to do nas należy, bo
napisano WY „przeciwstawcie się diabłu, a ucieknie od was” To nie jest
kwestia pytania Pana Boga, czy to nie Jego wola, bo już pokazał, że
NIE. Po co diabeł chodzi? Ma ten sam cel: „chodzi jak lew ryczące,
patrząc kogo by tu pożreć”. Nie brzmi podobnie? Jezus dał kościołowi
władze i moc (czyli moc i prawo do jej używania w Jego imieniu) mówiąc:
chorych uzdrawiajcie, demony wypędzajcie, trędowatych oczyszczajcie…
darmo wzięliście, darmo dawajcie. Jest to wystarczającą ilość razy
powiedziane, aby nie dyskutować z tym. Robili to zarówno apostołowie
(12) jak i inni „zwykli” uczniowie (70-ciu) i dwa razy Jezus przypisuje
to każdemu wierzącemu: Marka 16:17 oraz Jn .

Częstym argumentem używanym przez współczesnych Jobów jest to, że to
dzięki tym cierpieniom Job poznał Boga.
Jakkolwiek okropna i obrzydliwa jest mi taka myśl, posłużę się tu
jednak słowami Samego Pana Jezusa, które powinny bardziej przemawiać
niż moja niechęć:
„…Nie ciało i krew ci to objawiły, lecz Ojciec, który jest w niebie”

Ciało i krew w żadnym wymiarze nie mają mocy do objawienia czegokolwiek
duchowego, bo „człowiek cielesny nie rozumie rzeczy, które są z Ducha,
bo należy je duchowo rozsądzać”. Tak. W żadnym wypadku, ani najlepszy,
ani najgorszy stan cielesny nie są w stanie wprowadzić w objawienia,
które „są z Ducha”.  Można by wymieniać wiele argumentów, że to
niby jego cierpienia zmiękczyły jego serce i tak dalej, jednak Pismo
nigdzie nic takiego nie popiera. Paweł pisząc o życiowych uciskach (i
nie chodziło tutaj o choroby i niszczenie członków rodziny, lecz
prześladowania i zwykłe życiowe problemy) pisze, że (Rzym 5:3b-5):
„ucisk wywołuje cierpliwość, a cierpliwość doświadczenie, doświadczenie
zaś nadzieję….. ” O! Nic o objawieniach? Niestety nic!
Znajdujemy liczne biblijne świadectwa, potwierdzające, że to nie stan
ciała ma wpływ na otrzymanie objawienia. Zaczynając od Abrahama,
Mojżesza i proroków, poprzez Zachariasza, ap. Piotra!, Pawła i ap. Jana
nigdy wyłącznie Job jest obarczony tym ogromnym cierpieniem przed tym,
zanim otrzymał objawienie, a to jednak to właśnie na podstawie Joba
ukutych jest większość twierdzeń, że te cierpienia prowadzą do
objawienia.

 W trzech różnych przypadkach  to Bóg Ojciec, który jest w
niebie daje objawienie, a chodzi właśnie o ap. Piotra i ap. Pawła i
właśnie Joba (choć pierwszy wygodniej będzie omówić go na końcu).

Otóż Piotr niczym szczególnym jeśli chodzi o ciało się nie wyróżniał,
chyba poza tym, że właśnie kilka minut wcześniej tegoż właśnie ciała
używał diabeł, aby przemówić do Pana Jezusa, gdy otrzymał
najwspanialsze objawienie; „Ty jesteś Chrystus, Syn Błogosławionego”.
Alleluja, jak na razie bez cielesnego cierpienia i łamania serca
wrzodami na całym ciele, zmorami nocnymi, gorączką, suchotami itd.
Duchowe objawienie tego faktu jest jednoznaczne: „Ojciec ci to
objawił”. Koniec. Kropka.

Drugi jest, jeszcze wówczas nie apostoł, Paweł. Ten ci dopiero był w
znakomitej kondycji duchowej, że o psychicznej nie wspomnę, bo przecież
z pismami od samego arcykapłana jechał wypełnić, jak sądził, wolę Bożą.
Sam okaz zdrowia i doskonały wzór pyszałka. Nie trzeba było wybić mu
rodziny, ani rozwalić domu pełnego dzieci, aby otrzymał objawienie, bo
nie od tego ono zależy. Jak to się stało? „Kim jesteś, Panie? A On
(rzekł): Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz” (Dz. 9:4).
Dokładnie tak samo: „Pan rzekł” i to wszystko.

Jak to było z Jobem? Dokładnie tak samo i jest to wyraźnie napisane i
to DWA razy

38:1 : potem Pan odpowiedział Jobowi spośród zawieruchy i RZEKŁ (podkr.
moje): ……
40:1  Pan zwrócił się do Joba i RZEKŁ:…

Po takim objawieniu również do Joba można by powiedzieć:
„błogosławionyś, bo nie ciało i krew, lecz Ojciec, który jest w niebie
objawił ci to”.
Czyż nie tak? Oczywiście potwierdza to Job, któremu Bóg przedstawił się
jako DOBRY Bóg!!! W całej przemowie Boga do Joba nie potwierdził On nic
z tego, co mu Job przypisywał, a wręcz przeciwnie, co czytamy? Że Bóg
opiekuje się kozicami (39:1-2):
Czy znasz może porę, kiedy kozice skalne rodzą, czy pilnujesz czasu
rodzenia łań? Czy możesz zliczyć miesiące, kiedy donaszają i znasz czas
ich miotu?

Po tym, gdy „Pan, odpowiedział Jobowi i rzekł:” Job mógł już powiedzieć
(42:5):
    Tylko ze słyszenia wiedziałem o tobie, ale teraz
moje oko ujrzało cię.

Czy ze wszystkich doświadczeń Joba wynika, a Pismo to w jakikolwiek
sposób potwierdza, że były one potrzebne do uzyskania tego objawienia?
Wątpię.

Gdybyśmy przyjęli taki punkt widzenia to, skoro i u Joba i w
ewangeliach choroby były wywoływane przez diabła, mamy problem, bo
mogłoby się okazać, że diabeł jest nauczycielem, który jest bardziej
zaangażowany w kościele niż Duch Święty, skoro o wiele więcej
chrześcijan choruje niż ma objawienia (co do tego, chyba nie będzie
wątpliwości).

Potem Bóg zrobił to, co jest prawdziwie w Jego naturze: uzdrowił Joba i
pomnożył jego majętności dwukrotnie wobec tego, co miał wcześniej. W
całej tej historii sytuacja jest klarowna: złodziej przyszedł, aby
kraść, zarzynać i wytracać, a Bóg przyszedł, aby dać życie.
Ciekawe, że „jobowym teologom” nie przeszkadza bark jobowego
zakończenia w życiu większości (o ile nie we wszystkich, zna ktoś może
taką sytuację? Choć jedną?) „:współczesnych Jobów”.

Oczywiście i w tym przypadku można pozostać na poziomie objawienia
jakie miał Job, przed tym, gdy „Pan rzekł” do niego i nadal twierdzić,
że „Pan dał, Pan wziął, niech będzie błogosławione imię Jego”, ale
wydaje mi się, że znacznie lepiej jest przyjąć nowsze, pewnie znowu o
dobrych wiele stuleci późniejsze, objawienie jakie przekazał nam o Ojcu
Jezus: „Ja przyszedłem, aby owce miały życie i miały je w obfitości”.
 
Na koniec widać przecież wyraźnie, że i druga część tego powiedzenia
znalazła dokładne odbicie (tj. zaprzeczenie) w NT.  Dokładne, tzn.
całkowite odwrócenie sytuacji: Imię Pański było błogosławione zawsze i
wszędzie i TYLKO wtedy, gdy ludzie byli uzdrawiani i uwalniani i
błogosławieni DOBROCIĄ Boga Ojca – Tatusia, który umie dawać dobre
dary.
    Czy zmienia coś fakt, że to Bóg dopuścił do tego
cierpienia. Jak ktoś bardzo chce to może i zmienia. Dla mnie nie
zmienia istoty, przede wszystkim dlatego, że nikt nie wie dlaczego Bóg
się zgodził. Wszystko, co do tej pory na ten temat napisano to tylko
ludzkie domysły, spekulacje i kombinacje, czyli po prostu „myśli
ludzkie, a nie myśli Boże”. Nikt nie wiem czemu tak się stało.
    Pozostaje jeszcze jedna rzeczy, która wymaga
osobnego miejsca: Bóg stwierdził, że Job mówił o Nim prawdę. Z
pewnością nie mówił prawdy o Bogu, kiedy przypisywał mu wszystkie swoje
cierpienia, co zresztą potwierdza i Pismi: „I dotknął diabeł Joba
wrzodami”. Być może ta część została pominięta przez Boga z powodu
niewiedzy Joba. Nie jest kłamstwem jeśli mówi się w nieświadomości
tego, jaka jest rzeczywistość. Czy możemy dziś powiedzieć, że ludzie
kłamali mówiąc kiedyś, że ziemia jest płaska? Albo, że atom jest
ostateczną, niepodzielną cząstką materii? Nie, był to brak wiedzy.
Podobnie przecież „grzech się nie liczy, gdy nie ma zakonu”.
Czego więc dotyczyły słowa Boga twierdzącego, że Job mówił prawdę?
W tej chwili nie wiem. Jak się dowiem to napiszę.

Piotr Zaremba
e-mail:  Piotr@poznajpana.org

deeo

Pokuszenia

Zaremba P.

XII/97\

Wy zaś jesteście tymi, którzywytrwali w pokuszeniach moich
Łuk 22.28.

Werset ten długo sprawiał mi problemy, bo trudno było doszukać się w czasie Jego chodzenia z uczniami tych miejsc, gdzie Jezus miałby być kuszony w tak jawny sposób jak przed rozpoczęciem służby, niemniej któregoś dnia zobaczyłem, jak subtelne było to działanie i, że przyszło przez Jego uczniów!! Jeśli więc odkryjemy na jakie pokusy był wtedy wystawiany Jezus, będziemy mogli też zobaczyć, czego się spodziewać w obrębie Kościoła, zboru. Jak, często nieświadomie, nasi bracia      i siostry wystawiają nas na  pokuszeni, o których Pan powiedział, że w nich wytrwał. A skoro Onwytrwał, to znaczy, że i my możemy, gdyż

„mamy arcykapłana doświadczonego we wszystkim, podobnie jak my” (Hebr. 4.16).

Z powyższej wypowiedzi Pana widzimy, że był kuszony jeśli nie stale, to na tyle często, że zdecydował się nam o tym zostawić jakąś wiadomość, warto więc poszukać głębiej. Kiedy mowa jest o pokuszeniach należy zdawać sprawę z tego, że diabeł zwykle nie przychodzi namawiać nas do wielkiego odstępstwa „jako lew  ryczący” lecz jako zwodziciel: „baczcie, aby was przeciwnik nie podszedł.” Zobaczmy więc, co się może zdarzyć, kiedy przebywamy wśród umiłowanych w Panu braci i sióstr, w zgromadzeniach wiernych i wraz z nimi z daleka od społeczności. W momencie kiedy to się dzieje, nie musi to być diabeł mówiący przez nich, ale z pewnością włączy się on później do tego, aby zadany nam materiał został  „odpowiednio” przez nasz umysł przerobiony. Zaczniemy może od zdefiniowania, co to jest pokuszenie?

W ew. Mat. 16.21-23 dowiadujemy się o tym od samego Jezusa: „idź precz, szatanie bo nie myślisz o tym co Boże lecz o tym co cielesne”

Widzimy więc, że istotą pokuszenia jest doprowadzenie wierzącego do działania wg. myślenia o tym, co ludzkie, a nie o tym, co Boskie, lub inaczej o tym co cielesne, a nie o tym, co duchowe. Jest to również nazwana przez Pana „zgorszeniem”. Wydaje mi się, że na potrzeby  omawianego tematu to wystarczy, tym bardziej, że, jak zobaczymy, doskonale pasuje do tego, o czym Pan mówił.

Wiedząc już o co chodzi, przyjrzyjmy się dokładnie kilku przypadkom kuszenia Pana, jakim został On poddany. Podzielimy je sobie na te,  które dotyczą służby i osobistych relacji wierzącego. Najpierw pokuszenia dotyczące służby:

• Spraw abyśmy siedzieli po twojej  prawicy i lewicy Mar. 10.37
Poważne pokuszenie przychodzące na wielu chrześcijan: wybierania sobie samemu służby, żądania od Boga tego, co dla niech nie zostało przewidziane, ponieważ : „Bóg umieścił członki w ciele, każdy z nich tak, jak chciał” (Ikor. 12.18). Jak wiele mniej sfrustrowanych dzieci Bożych byłoby dziś na świecie, gdyby potrafili się poddać Bożemu planowi. Wołanie: „Panie, uczyń to, abym był prorokiem, pastorem, itd.” pozostaje, jak widać z odpowiedzi Pana, zupełnie bez odpowiedzi, ponieważ dostanie się to tym, dla których zostało przewidziane. Jest w tym również zawarte ostrzeżenie dla wszystkich, którzy mają wpływ na wybieranie podopiecznych do różnych służb, aby nie czynili tego według zachcianek lecz kierowali się wyłącznie wolą Boga i nie mieli względu na osobę (np. szczególnie bliską sobie – vide „uczeń, którego Jezus miłował”)

• zejdź z krzyża, abyśmy  uwierzyli Mat.27.49
Pokusa porzucenia krzyża jest stale obecna w życiu chrześcijan, bez względu na to jak jest uzasadniana, nawet tak szlachetną pobudką jak to, że ktoś z tego powodu uwierzy. Porzucenie krzyża to również pokusa porzucenia walki o siebie na wzajem, noszenia brzemion jedni drugich,  błogosławienia tych, którzy przeklinają. „Kto idzie za mną, a nie niesie krzyża swego nie jest mnie godzien”

• jaki znak nam uczynisz, abyśmy  widzieli i uwierzyli
J6:30
Kiedy służba wzrasta istnieje olbrzymia pokusa, aby zacząć się popisywać „swoją” mocą przed nielicznymi, którzy w królestwie się nie liczą i liczyć nie będą nawet,  gdy zobaczą znaki i cuda, bo to  często są ci:
„Choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą” (Łuk. 16.31)

• …Jeśli chcesz być  znany
Jn.7:4
Wielkie niebezpieczeństwo używania darów Ducha do zdobywania popularności i odbierania dla siebie chwały należnej Bogu.   Wystrzeganie się takiego sposobu myślenia jest sprawą kluczową dla rozwoju służby.

• Chcą go obwołać królem J 6:15
To pokusa przyjęcia stanowiska, które jest znacznie mniejsze od należnego zgodnie z obietnicą i osiąganego przez wiarę – czyli substytut, z to szybko. Pokusa przyjęcia czegoś znacznie gorszego niż to, co zaplanował dla nas Bóg, lecz zaraz – „bierz co masz pod ręką, ile będziesz czekał” Chrystus stale oczekuje (oczywiście w naszym rozumieniu tego słowa) na czas kiedy będzie widzialnym Królem, lecz o ileż lepsze będzie to Królowanie i Królestwo niż proponowane mu wówczas w czasie Jego ziemskiej służby.

• Tak to nie mogliście jednej godziny czuwać ze mną? Mat 26.40/Łuk22.44
Zniechęcenie – pokusa szczególnie silna po dużym wysiłku („w śmiertelnym boju, jeszcze gorliwiej się modlił”). Często przychodzi do głowy kiedy wydaje się, że nikomu na niczym nie zależy, kiedy podejmując nadludzkie wysiłki, spotykamy się ze ścianą zaspanych twarzy tych, którzy mieli być naszymi pomocnikami (sami ich wybraliśmy i pracowaliśmy z nimi).

• Mistrzu dobrze nam tu  być.
Łuk 9.33
Pokusa zatrzymania się w służbie/życiu na chwilowym zadowoleniu z tego, co się wydarzyło. To jest dobre, tak trzymać, nic nowego nie wprowadzać, żadnych nowinek nie słyszeć, niech już będzie tak fajnie już na zawsze, jak było przez chwilę.

• Włóż swój miecz do pochwy, czyż nie mam pić kielicha, który mi dał Ojciec.
Zawsze znajdzie się ktoś, kto zaproponuje nam szybkie odejście od wyznaczonego planu Bożego w trudnych chwilach, tuż przed jego wypełnieniem: ,,ale jak by się wtedy wypełniły Pisma, że tak się stać musi” (Mat. 26.54)

• Oto uczniowie twoi czynią czego, nie wolno czynić w sabat .    Mat. 12.2.
Kolejna pokusa, to stawiania poprawności doktryn, lub zasad ustanowionych dla zboru/kościoła nad wartością życia ludzkim. Sam Jezus podaje przykład złamania Prawa, dla tego, że sługa Boży był głodny i nie było innego wyjścia – wersy 3 i 4 – „czy nie czytaliście., co zrobił Dawid, kiedy był głody, on i ci którzy z nim byli?”

• Ze mną nie chcesz mówić, czyż nie wiesz, że mam moc….
J. 19.10
Pokusa uzależnienia wykonania woli Boga od człowieka, od jego możliwości czy to prawnych, politycznych czy finansowych. Jednoznaczna jest tutaj odpowiedź Pana: „nie miałbyś żadnej (mocy nade mną), gdyby ci to nie było dane z góry”     (w. 11)

Sprawy związane z naszym osobistym życiem duchowym, myśleniem i działaniem

• Czy chcesz abyśmy ściągnęli ogień z  nieba, jak to i Eliasz czynił, aby ich pochłonął
Łuk  9.54

Pokusa odwetu, zemsty – dokładnie według słowa Pana – „myślisz o tym co cielesne, a nie o tym, co duchowe”.

• Czy wiesz, że uczeni w piśmie zgorszyli się.
Zasianie w umyśle złych myśli przeciwko innym osobom. Jak często można od dobrych ludzi usłyszeć: „a wiesz co, ten to powiedział o tobie……”,  „a wiesz co on powiedział o twoim ostatnim kazaniu?!” itd. Nie jest to nic nowego, sam Pan był próbowany w tej sprawie. Można się tutaj też dopatrzyć pokusy dostosowywania Prawdy do oczekiwań „ludzi wykształconych”. Po prostu troszkę „podbarwić”, żeby i tamtym się podobało.

• Mojżesz kazał takie kamienować, a ty co mówisz
Pokusa osądzania innych ludzi na podstawie prawa i bez miłosierdzia, pomimo, że w Bożym wymiarze (duchowym świecie) „miłosierdzie góruje nad sądem”. Jest to pokusa porzucenia miłosierdzia i wynoszenia prawa ponad wartość życia ludzkiego: „Idźcie i nauczcie się co to znaczy miłosierdzia chcę, a nie ofiary”.

• Czy należy płacić podatek  cesarzowi Mat 22.17
Pokusa, szczególnie u nas łatwa do uzasadnienia – porzucenia osobistej uczciwości wobec władzy, bo jest obca (Rzymski cesarz – okupant).   Dobrze jest umiejętnie korzystać z należnych  prawem ulg podatkowych – lecz nie za cenę uczciwości wobec Boga i siebie.

• Na cóż ta strata, przecież można  było……… Mat. 26.8-9

Próba powstrzymania przed złożeniem Bogu dużych ofiar. Idzie taki czas, że żadne ofiary nie będą zbyt wielkie, a przecież nawet życie ma być składane. Dobrze by było gdybyśmy, gdy nas Pan do tego pobudzi, nie dali się odwieść od wypełnienia Jego woli przez tych, którzy nam powiedzą: „no, no, no, siostro nie przesadzaj, przecież można to o wiele lepiej wykorzystać na chwałę Bożą”.

• Przenigdy nie będziesz mi umywał nóg  moich
J13.8
Pokusa odrzucenia oczyszczającego wnętrze napominania przez braci i siostry. Różne są formy napominania pokazane przez Jezusa swoim uczniom:
• łagodnie – tak to jednej godziny nie mogliście czuwać ze mną
• zdecydowanie – i zgromił ich Jezus: nie zabraniajcie im przychodzić
do mnie
• ostro – o głupi i gnuśnego serca …..

Bez względu na to jak to się odbywa, napominanie nie jest przyjemne dla żadnej ze stron i dlatego łatwo jest poddać się pokusie: „nie będziesz mnie uczył, co mam robić i jak”. Ponieważ Bóg nigdy nie zostawia nas bez sposobu walki z przeciwnościami  z którymi się spotykamy, więc i tym razem znajdziemy na powyższe zasadzki odpowiednią radę:

„MÓDLCIE SIĘ. ABYŚCIE NIE POPADLI W POKUSZENIE’*
a korzystając z definicji pokuszenia znalezionej na początku rozważań możemy napisać;


MÓDLCIE SIĘ ABYŚCIE MYŚLELI O TYM CO BOŻE,

A NIE O TYM CO CIELESNE.
deeo.ru

Czy powrót do Boga nie jest możliwy?

Wiliams James

O co chodzi w Hebr. 6:4-6 (BW)?
Jest bowiem rzeczą niemożliwą, żeby tych – którzy raz zostali oświeceni i zakosztowali daru niebiańskiego, i stali się uczestnikami Ducha Świętego, i zakosztowali Słowa Bożego, że jest dobre oraz cudownych mocy wieku przyszłego – gdy odpadli, powtórnie odnowić i przywieść do pokuty, ponieważ oni sami ponownie krzyżują Syna Bożego i wystawiają go na urągowisko.

Wielu przeczytawszy ten fragment zinterpretowało tak, że ktoś może być zbawiony, prowadzić grzeszne życie i nigdy już nie odnowić swego zbawienia. Niemniej jednak, bliższe przyjrzenie się otaczającym go wersetom wyraźnie pokazuje, że to, co autor listu mówi nie ma nicwspólnego z niemożnością powrotu do Boga.

Czy jest to fragment o utracalności zbawienia?
To, czy można stracić zbawienie czy nie, jest starym sporem, który wywołał wiele różnych zdań w  kościele. Istnieje szereg przekonujących wersetów podawanych przez obie strony, jeśli ktoś chce je czytać w szczególnym świetle. Nie jest zamiarem tego artykułu podjąć wysiłek udzielenia odpowiedzi raz na zawsze i dla całej ludzkości. Ty sam już prawdopodobnie podjąłeś decyzję w tej spornej kwestii, a nie jest to głównym tematem tego artykułu. Faktem jest to, że bez względu na to czy możesz stracić zbawienie czy nie, ten fragment jest zupełnie na inny temat.

Ten fragment, podobnie jak większość znajdujących się poza Ewangeliami,  idzie poza sprawę zbawienia. Większość Nowego Testamentu mówi o tym, że kiedy już ktoś został zbawiony, to różni ludzie na różnym poziomie idą w swojej drodze za Bogiem. NT składa się w większości z listów napisanych przez ap. Pawła i innych chrześcijan.  Listy Pawła skierowane są do wierzących, aby im powiedzieć: „Teraz kiedy już zaczęliście swoją podróż, oto jak należy z tym żyć”. Cała myśl obraca się wokół tego w jaki sposób wzrastać jako chrześcijanie. Nigdy nie  poświęcono ani jednej myśli temu, jak zostać nie-chrześcijaninem.

Oczywiście przed Pawłem był Sam Pan Jezus i wielokrotnie wyraźnie mówił  o tym, że nasz niebiański Ojciec chce nas sprowadzać z powrotem jeśli zboczymy. Jednym z wielu przykładów jest historia o synu marnotrawnym. Bardzo dobrze ilustruje to istotę, ponieważ gdy Jezus opowiada tą historię to widzimy jedną bardzo ważną rzecz: syn nigdy nie przestał być synem ojca.  Fakt, że jest on Jego synem, mówi nam o tym, że symbolizuje chrześcijan, dzieci Boże.

Historię o synu marnotrawnym zawsze powinniśmy mieć przed oczyma, gdy rozważamy znaczenie Hebr. 6:4-6. Gdyby ten fragment znaczył, że można odejść i nie można powrócić do relacji z Panem, to ta historii nie powinna mieć miejsca w Biblii, ponieważ właśnie odejście i powrót do relacji z naszym niebiańskim Ojcem jest dokładnie przedmiotem tej historii.

Cóż więc znaczy słowo „niemożliwe”?
Wróćmy więc do Hebr. 6:4-6. Dlaczego ten fragment mówi, że jest  „niemożliwe” wrócić do Boga?  Faktycznie tego nie mówi! Stwierdza się tutaj, że jest niemożliwe być przywiedzionym ponownie do pokuty.  O ile prawdą jest to, że musisz pokutować, aby zostać chrześcijaninem, o tyle nie musisz być chrześcijaninem, żeby pokutować. Kluczowym zwrotem tutaj jest „powtórnie odnowić”.

Należy zadać pytanie: „kto powtórnie odnawia?” Może to być niemożliwe dla ciebie i dla mnie, aby „ich sprowadzić ponownie na drogę życia” (tak jest to przetłumaczone w B.W-P i wersji angielskiej – przyp. tłum.). Idea tego, co niemożliwe pokazana jest w Ewangeliach, gdzie Jezus mówi o tym. Weźmy na przykład następujące równoległe wersety:Mat. 19:26, Mk 10:27 i Łuk.18:27
Łukasz mówi nam (B.W-P): A On rzekł im: To, co niemożliwe dla ludzi, jest możliwe u Boga.

Nie dajmy się zatem ogłupić przez słowo ‘niemożliwe’, aby sądzić, że ten fragment listu znaczy, że nie ma możliwości, aby osoba zbawiona, która opuściła Boga, nie mogła wrócić do Niego. Dzieje się to stale i wciąż, rzeczywiście i ze mną włącznie. To Bóg działając przez Swego Ducha Świętego sprowadza Swoich utraconych ludzi.

Cóż więc ten fragment znaczy?
Jeśli nie chodzi tutaj o utratę zbawienia to, o co chodzi?  Kluczem do znalezienia odpowiedzi jest zadanie pytania o drugą połowę 6 wersetu, który mówi, że oni „ponownie krzyżują Chrystusa”. To właśnie w takich przypadkach przydatny jest kontekst. Spójrzmy teraz na rozdział 5, aż do pierwszych dwóch wersów 6-go. Współczesna parafraza tego mogłaby wyglądać tak:
„OK, dość już rozmawialiśmy o prostych sprawach dotyczących zbawienia, ponieważ moglibyśmy o tym mówić i mówić, o zmartwychwstaniu, o sądzie wiecznym, o wkładaniu rąk itd. Mamy jednak głębsze rzeczy do przedyskutowania po to, abyście mogli w widoczny sposób wzrastać w swym chrześcijańskim marszu”.  Ważne jest pamiętać o tym, do kogo ten list został napisany. Odbiorcami byli żydowscy wierzący, (jak stanowi tytuł listu), grupa ludzi, która miała poważne problemy z pozbyciem się koncepcji zbawienia przez uczynki, ponieważ było to coś w czym oni wszyscy wzrastali. Autor błaga Żydów: Jezus zapłacił cenę za wasze grzechy Swoją śmiercią, teraz przyjmijcie to i idźcie dalej. Istota: ten fragment mówi o chrześcijaństwie nastawionym na  przedstawienia (występy, odgrywanie…), systemie myślenia, którego my wszyscy musimy się wystrzegać, aby nie popaść w nie.

Przykład:
Spójrzmy na taki współczesny przykład. Załóżmy, że jedziemy gdzieś w upalny letni dzień i decydujemy, że trzeba się w jakiś sposób ochłodzić. Widzimy znak przydrożnej restauracji,  wchodzimy tam i każdy dostaje porcję lodów. Oferuję, że zapłacę za oba.
Gdyby tak się faktycznie stało, jak opisałem, to prawdopodobnie przyjąłbyś moja ofertę jako wyraz przyjaźni i podziękowałbyś mi, po czym dalej ruszylibyśmy w swoich sprawach. Lecz gdybyś miał przyjąć mój bezpłatny dar po czym wróciłbyś i usiłował mimo wszystko zapłacić kelnerowi za to, za co już zapłaciłem, unieważniłbyś cel, niwecząc mój dar dla ciebie.

Pomyślałbym sobie: „Co za głupek! Po prostu zmarnowałem na niego pieniądze. W porządku, z pewnością już więcej mu nie postawię. Zrobiłem to raz i wystarczy”. O tym właśnie mówi część wersetu 6, gdy wspomina o ponownym krzyżowaniu Jezusa. Nie musimy potykać się o nasze własne  uczynki, czy działanie, ponieważ Jezus już zapłacił za nasze zbawienie.To już załatwione! Skończone! Daj spokój z płaceniem za swoje lody!

Autor mówi w pierwszym wersie (B.W-P): „Dlatego przejdźmy już od owych pierwszych założeń nauki Chrystusa do tego, co bardziej doskonałe…

Innymi słowy, przestańmy już kręcić się wokół tego, że to wiara, a nie uczynki daje wam zbawienie. Porozmawiajmy o tym, jak teraz, gdy już staliście się dziećmi Bożymi, wzrastać w Chrystusie.

Autora listu do Hebrajczyków niepokoiło to, że niektórzy z nich po przyjęciu zbawienia jako darmowego daru, popadli w stare sposoby myślenia, że uczynki zbawiają i właśnie to „odpadanie” jest wspomniane w wersie 6. Autor ostrzega ich (i nas), że gdy raz ktoś pojmie ideę zbawienia jako daru po czym ponownie pozbywa się tego, to taka osoba będzie miała wielkie trudności we wzroście w Chrystusie.

W porządku, ale co ze „spaleniem”?
Wers 8 zawiera słowa, które mogą prowadzić do myślenia, że autor mówi o tutaj o piekle. Słowo, o którym wspominam to „spalenie”.  Faktem jest, że nie zawsze, gdy Biblia odnosi się do palenia, ma to do czynienia z wiecznym potępieniem. Mam kilka przykładów, lecz jeden z nich, który tutaj najlepiej pasuje znajduje się  w  1 Kor 3:12-15:  „I tak jak ktoś na tym fundamencie buduje: ze złota, ze srebra, z drogich kamieni, z drzewa, z trawy lub ze słomy, tak też jawne się stanie dzieło każdego: odsłoni je dzień [Pański]; okaże się bowiem w ogniu, który je wypróbuje, jakie jest. Ten, którego budowla wzniesiona na fundamencie przetrwa, otrzyma zapłatę; ten zaś, którego dzieło spłonie, poniesie szkodę; sam wprawdzie ocaleje, lecz tak jakby przez ogień”.

Istotą jest tutaj to, że człowiek nadal jest zbawiony. Jest wiele innych fragmentów, co do których chrześcijanie mogą się nie zgadzać, lecz nie ma żadnej innej metody zinterpretowania „lecz on sam będzie zbawiony...” inaczej jak przez stwierdzenie, że ciągle jest zbawiony. Oto mamy wyraźny przykład tego, że spalanie jest w pewien sposób związane z kimś, kto jest ciągle zbawiony.

Ten fragment z właściwie zrozumiany może spowodować ogromne zmiany. Jeśli chcesz więcej na ten temat to zdecydowanie polecam książkę napisaną przez Rich’a Howard’a i Jamie Lash „This Was Your Life”. Wydaje się, że Bóg dał p. Howardowi sen o Tronie Sądu Chrystusa, gdzie będą osądzone dzieła wszystkich wierzących i celem nie będzie zbawienie lecz odpłata. Możesz poczytać o tym na www.lifegivingwords.com

Ten fragment odnoszący się do naszej dyskusji mówi o tym, że „spłonięcie” z Hebr 6:8 nie mówi o tym, że wierzący pójdzie do piekła z powodu upadku. Mówi, jednak, o tym, że o wierzącym, którego widzimy wwersecie 5.

Posumowanie
Zamiarem autora tego fragmentu Listu do Hebrajczyków było to, że ci z pośród nas, którzy spróbowali tego, co Pan oferuje, nie dali się złapać w myślenie, że nasze uczynki zbawiają nas, ponieważ jest to policzek w twarz Tego, który za nas umarł. Raczej, powinniśmy się koncentrować jako wierzący na dojrzewaniu, abyśmy mogli lepiej Go reprezentować.

Niestety, cała idea „chrześcijaństwa obowiązków” jest bardzo popularna w chrześcijańskim myśleniu. Prawdą jest, że niemal większość wierzących mówi, że wierzą w zbawienie jak darmowy dar, lecz większość z nas od czasu do czasu popada w pułapkę wiary, że możemy pozyskać więcej miłości Bożej przez działanie i ryzykujemy stan naszej relacji z Nim,opierając ją na naszym działaniu.

Bóg nie lubi naszych upadków, lecz jeśli nie upadamy to tylko dzięki Niemu i zdolnościom, które On w nas wkłada, a które uzdalniają nas do tego, aby iść do przodu w chrześcijańskim życiu. Wyjdź z pułapki zamartwiania się o to jaki efekt mogą mieć twoje działania na zbawienie, dziękuj każdego dnia Bogu za Jego darmowy dar i staraj się być coraz bardziej do Niego podobny, powiedz też braciom dobrą nowinę!раскрутка

Intymność z Duchem Świętym.

Jest takie wołanie, które w formie pytania pochodzącego z serca Bożego
narasta coraz silniej:
– Dlaczego czujesz się usatysfakcjonowany bez Mojej obecności, dlaczego
cofasz się, choć możesz mieć intymną więź ze Mną?#

Jest takie wołanie, które w formie pytania pochodzącego z serca Bożego
narasta coraz silniej:
– Dlaczego czujesz się usatysfakcjonowany bez Mojej obecności, dlaczego
cofasz się, choć możesz mieć intymną więź ze Mną?’

Wylanie Ducha Świętego było zapowiadane i oczekiwany przez proroków
dawnych czasów, po czym ogłoszone przez Jezusa jako „obietnica Ojca”.
Faktycznie, Jezus powiedział swoim uczniom, że lepiej jest, aby odszedł
tak, aby Duch Święty mógł przyjść. Dlaczego. Jak to możliwe, żeby tak
było lepiej niż chodzić po bezdrożach Galilei, ulicach Jerozolimy z
Jezusem i słuchać jak On głosi Słowo Boże? Odpowiedź jest następująca:
Wraz z nadejściem Ducha Świętego powstała możliwość nieprzerwanej
komunii, ponieważ On nigdy nie zasypia, nie jest ograniczony do jednego
miejsca i może mówić w tym samym czasie do tysięcy na różne tematy.
Jezus powiedział swoim uczniom, że są takie rzeczy, którymi chciał się
z nimi podzielić, lecz nie byli na to przygotowani dopóki nie przyjdzie
Duch Święty (J 16:12-13). On jest Duchem prawdy, który rozszerza nasze
zdolności do poznawania Boga!

Z tego powodu Paweł pisze: „A społeczność Ducha Świętego nie będzie z
wami wszystkimi”  (2 Kor 13:14). Zwróć uwagę na szczególne
odniesienie się do Ducha Świętego. Aby lepiej wyjaśnić sprawę
poszukałem słowa „komunia” w kilku greckich słownikach i znalazłem
takie definicje: społeczność, socjalny stosunek, (wymiana, w
szczególności myśli i uczuć), wspólne dzielenie się, partnerstwo i
współudział. Słownik Webstera definiuje to jako: „Intymne koleżeństwo”.

Jednym z najwspanialszych darów, które Bóg udostępnia każdemu
wierzącemu jest intymna więź z Nim. Wraz z tą komunią przychodzi
również nasz niebiański język. Paweł pisze: „chciałbym, abyście wszyscy
mówili językami” (1 Kor 14:5). Musimy pamiętać o tym, że Pismo to nie
są zwykłe ludzkie słowa, lecz Słowo Boże. Tylko na podstawie tego
jednego wersetu możemy mieć wyobrażenie o tym, że Bóg pragnie, aby
wszyscy wierzący cieszyli się z tego daru.

Niemniej moje serce płonie świadomością tego, że wielu w kościele
odrzuca to lub widzi jako coś dobrego dla innych, a nie dla siebie, a
jeśli już otrzymali kiedyś ten dar to wzbraniają się przed jego mocą i
pięknem. Jak bardzo musi się przeciwnik bać wierzących, którzy modlą
się językami! Robi wszystko co w jego mocy, aby zdyskredytować to. Lecz
dlaczego tak bardzo się boi? Być może dlatego, że języki dają dzieciom
Bożym bezpośrednią, bezpieczną i doskonałą linię komunikacji  z
Ojcem.
Paweł mówi: „Kto językami mówi nie dla ludzi mówi, lecz dla Boga” (1
Kor. 14:2). Pomyśl o tym! Jakże zdumiewające jest to, że gdy modlimy
się językami to mówimy bezpośrednio do Boga.  Ponownie Paweł
pisze: „Podobnie i Duch Święty wspiera nas w niemocy naszej; nie wiemy
bowiem o co się modlić, jak należy, ale sam duch wstawia się za nami w
niewysłowionych westchnieniach” (Rzym. 8:26). Mamy tu dwie rzeczy: po
pierwsze: nie wiemy o co się modlić, po drugie: nie wiemy jak się
modlić. Żeby to zilustrować wyobraźmy sobie, że mam porozmawiać z
urzędującym prezydentem Stanów Zjednoczonych. Czy będę w stanie
porozumieć się z nim na jego poziomie i warunkach.  Oczywiście
nie: aby się porozumieć on będzie musiał zejść do mojego poziomu
rozumienia. On wie tak wiele więcej o międzynarodowych sprawach,
włączając w to sprawy bezpieczeństwa, które są niedostępne publicznie.
Zna plany, projekty, akcje wraz z tajnymi kodami, które strzegą ich od
wpadnięcia w niepowołane ręce i zniszczenia naszego narodowego
bezpieczeństwa.
O ileż bardziej dotyczy to przyjścia do Króla wszechświata,… do Jego
tronu? Mówię tylko ze swojej własnej ograniczonej perspektywy i
zrozumienia i nasze porozumiewanie się jest uniemożliwione przez mnie!
Nie jestem w stanie komunikować się z Nim na Jego poziomie, ponieważ On
wie nieskończenie wiele więcej niż ja! Jednym sposobem na porozumienie
się ze mną jest to, że On zejdzie do mojego poziomu zrozumienia i
dostarczy mi narzędzie, które będzie interpretować i pośredniczyć.
Podobnie jak prezydent jest strażnikiem naszych narodowych tajemnic tak
nasz niebieski Ojciec i Król jest strażnikiem sekretów i objawień
zarezerwowanych na różne okazje i właściwy czas, aby nie popadły one w
niewłaściwe ręce.

Paweł dalej mówi o modlitwie językami: „nikt go bowiem nie rozumie, a
on w mocy Ducha rzeczy tajemne wygłasza” (1 Kor. 14:2). Co Paweł ma na
myśli pisząc „rzeczy tajemne”? W.E.Vine, ekspert w dziedzinie słów
greckich pisze tak: „W Nowym Testamencie nie oznacza to tajemnic (jak w
słowie angielskim) lecz to, co jest poza zasięgiem zdolności pojmowania
i może być poznane wyłącznie przez boskie objawienie i jest udzielane
tylko tym, którzy są oświeceni przez Jego Ducha. W zwykłym znaczeniu
słowo „tajemnica” oznacza wiedze zatrzymaną” (z Vine’s Expository
Dictionary of Biblical Words).

Mamy więc oto jedną  korzyści modlitwy w twoim niebiańskim języku:
Duch Święty wie, co jest w sercu Jezusa i Ojca, ponieważ oni są w
jedności. Wie również o tym, czego nam brakuje, ponieważ jest naszym
stałym towarzyszem. On więc pośredniczy i interpretuje w ten sposób, że
daje nam języki i wolę niebios aby prosić, szukać i komunikować się w
doskonały sposób. O, jakie to cudowne! Lecz możesz pomyśleć: ale ja nie
rozumiem tego, co mówię, gdy modlę się językami. Tak i właśnie dlatego
Paweł pisze: ’’Dlatego ten, kto mówi językami, niechaj si e modli o dar
wykładania ich. Bo jeśli się modlę, mówiąc  językami, duch mój się
modli, ale rozum mój tego nie przyjmuje”  (1 Kor. 14:13-14).
Wiele razy, zbyt wiele, aby policzyć, znajdowałem się w sytuacjach, gdy
mówiłem Duchowi Świętemu:
– Duchu Święty. Nie wiem o co i jak się modlić; pomóż mi i proszę daj
mi interpretacje tego, o co będę się modlił w Twoim duchu.
Bywały takie chwile, gdy nie wiedziałem, co robić. Modliłem się wtedy w
Duchu i jakaś zainspirowana myśl przychodziła i było właśnie ta
mądrość, której potrzebowałem w tej sytuacji. Często, gdy piszę książkę
dochodzę do takiego martwego punktu, gdy wydaje się, że już dalej nie
ruszę. Wstaję i zdobywam tą mądrość modląc się językami. W ciągu chwili
tama łamie się i znajduję Jego mądrość i odświeżenie i mogę pisać przez
następne kilka godzin. Bywały takie sytuacje, że moja rodzina
potrzebowała modlitwy, a je nawet nie wiedziałem o tym, lecz Duch Boży
zacieniał mnie szepcząc: „Módl się w Duchu za tego członka rodziny”.
Później okazywało się, że ktoś otrzymywał boską asysta czy ratunek.
Przypowieści mówią tak: „Zamysł w sercu człowieka jest jak głęboka
woda; lecz roztropny mąż umie jej naczerpać” (BW 20:5). Po co ludzie
chodzą do doradców? Aby otrzymać potrzebną mądrość, która im umyka.
Czyż „Doradca” nie mieszka w naszym wnętrzu? On jest mądrością, która
porównana jest do głębokiej wody, z której należy zaczerpnąć jak z
głębokiej studni. On zna wszystkie tajemnice (nie objawione porady,
poznanie i mądrość) królestwa. To dlatego Jezus wołał:
”Jeśli kto pragnie niech przyjdzie do mnie i pije. Kto wierzy we mnie,
jak powiada Pismo, z wnętrza jego popłyną rzeki wody żywej”
(J.7:38-39). Żywe wody to zamysł Boży czy tajemnice królestwa. Paweł
pisze: ”głosimy mądrość Bożą tajemną,…abyśmy wiedzieli, czym nas Bóg
łaskawie obdarzył. Głosimy to w nie w słowach ludzkiej mądrości, lecz w
słowach, których naucza Duch, przykładając do duchowych rzeczy duchową
miarę” (1 Kor. 2:7; 12-13).

Czy widzisz już czemu wróg sprzeciwia się tak gwałtownie? On wie,
że jeśli uda mu się utrudnić nam bezpośrednią komunikację z Bogiem, to
będzie mógł trzymać na nas swoją łapę. Bywa tak, że mamy takie
pragnienia i potrzeby, których nie jesteśmy w stanie wyartykułować w
zrozumiałych słowach, są czasem takie sytuacje, których nie da się
opowiedzieć bez pomocy Ducha Świętego. Z tego powodu Paweł pisze: „Cóż
tego? Będę się modlił duchem, będę się modlił rozumem…”  (1 Kor.
14:15). Mówiąc prosto: „będę modlił się językami, będę modlił się i po
polsku”.

Modlitwa w Duchu buduje wewnętrznego człowieka. Jak czytamy: „kto
językami mówi, siebie tylko buduje” oraz „budujcie siebie samych w
oparciu o najświętszą wiarę waszą, módlcie się w Duchu Świętym” (1 Kor.
14:4, Judy 20). Wielu w kościele jest słabych na duchu i nie wiedzą w
jaki sposób budować swojego wewnętrznego człowieka. Ich wizje są
ograniczone bardziej do ich naturalnych niż duchowych oczu. Są
zdominowani przez naturalne rzeczy dziejące się w ich życiu. Ich
wewnętrzny człowiek może być porównany do kogoś, kto siedzi przez cały
dzień oglądając program telewizyjny i zajadając chips’y. Mogą być nawet
zadowoleni z pracy i służby, lecz ich wewnętrzny człowiek jest
zaniedbany.  Ci wierzący często zadają mi pytanie:
– Dlaczego wydaje się, że nigdy nie słyszę Boga?
Wierzę, że odpowiedź jest bardzo prosta. Pismo uczy nas: „Światłem Pana
jest duch człowieka i przenika wnętrze jego ciała” (Przyp. 20:27
B.W-P). Bóg komunikuje się z naszym duchem a nie głową. Jeśli nasz
wewnętrzny człowiek nie jest zbudowany to nie będziemy w stanie słyszeć
wyraźnie. Paweł upominał grupę wierzących: „O tym mamy wam wiele do
powiedzenia, lecz trudno wam to wyłożyć, skoro staliście się ociężałymi
w słuchaniu” (Hebr. 5:11). Stali się ociężali w sercu i nie nastawieni
na Słowo Boże. Ta zasada stosuje się do tych wszystkich, którzy
zaniedbują budowanie wewnętrznego człowieka. Gdy zaniedbujemy budowanie
mocarza w nas, uniemożliwiamy naszą intymną więź z Bogiem! Z tego
powodu Paweł odważnie pisał: „mówię językami więcej niż wy wszyscy” (1
Kor. 14:18).

Ostatnio głosiłem na temat intymności z Duchem Świętym w dużym kościele
na środkowym wschodzie. Żona pastora powiedziała mi:
– John, to było wielkie przesłanie.
– To nie było przesłanie. – odpowiedziałem – To był ciężar.
Odeszliśmy od tego, czego potrzebujemy.

Później wieczorem senior pastor, który zrodził ten ponad
czterystuosobowy kościół wyznał ze łzami:
– John, nigdy nie czułem obecności Bożej w tym kościele w taki sposób
jak dziś wieczór.
– To dlatego mówiliśmy o Duchu Świętym rano i wieczorem tutaj. On jest
tu obecny. – odpowiedziałem.

Tego wieczoru wielu zostało zbawionych, uzdrowionych i uwolnionych. Z
tych nabożeństw zrobiliśmy dwuczęściową kasetę wideo zatytułowaną
Intymność z Duchem Świętym. Dzielę się tam ośmioma korzyściami modlitwy
językami, oraz tym jak jeszcze są aspekty chodzenia w intymniej więzi z
Bogiem. Jest tam zawarta głębia, której nie jestem w stanie pokazać w
jednym krótkim artykule.
W zeszłym roku wołałem do Boga o to, aby lud Boży wszedł do większej
intymności z Duchem Świętym. Nasza reakcja na to powinna być bardziej
zdecydowana.
W miarę jak upływa czas nie powinno wystarczać zrozumienie Pisma;
musimy rozwinąć wrażliwość na to, co Duch mówi przez Pismo.
Autor Listu do Hebrajczyków powiedział, że ma wiele
do powiedzenia, lecz nie może, ponieważ stali się ociężali w słuchaniu
(Hebr. 5:11). Ci ludzie nie potrzebowali aparatów słuchowych, a raczej
ich wewnętrzny człowiek odszedł od wrażliwości na duchowe rzeczy.
Musimy mieć na względzie to, że Duch Święty nie komunikuje się z naszą
głową lecz duchem, ponieważ Światłem Pana jest duch człowieka
(Przyp.20:27).
Dalej autor pisze: Pokarm zaś stał jest dla dorosłych, którzy przez
długie używanie mają władze poznawcze wyćwiczone do rozróżniania
dobrego i złego (Hebr. 5:14). Zauważ, że wymienia ich zmysły (władze
poznawcze); nie są one czymś zewnętrznym lecz wewnętrznym. Podobnie jak
mamy pięć naturalnych zmysłów, mamy też pięć zmysłów duchowych. Pismo
podaje nam próbki tego. Jeśli chodzi o zmysł smaku to czytamy w Ps.
119:103: „O jak słodkie jest słowo twoje dla podniebienia mego, słodsze
niż miód dla ust moich”.
Jeśli chodzi o powonienie to czytamy w 2 Kor. 2:15: „zaiste myśmy
wonnością Chrystusową dla Boga wśród tych, którzy są zbawieni i tych,
którzy są potępieni…”
Jeśli chodzi o zmysł dotyku w 2Kor. 6:17 czytamy: „nieczystego się nie
dotykajcie a ja was przyjmę”.  W końcu o wzroku i słuchu mówił Pan
Jezus nauczając: „Dlatego mówię do nich w podobieństwach, bo patrząc,
nie widzą, i słuchając, nie słyszą a ni nie rozumieją” (Mat 13:13).

Duchowa dojrzałość rozwija te duchowe zmysły, które mają rozeznawać
duchowe rzeczy – co jest od Boga, a co nie jest. Ten rozwój jest
uzależniony od używania duchowych zmysłów przez wierzącego. Wszyscy
mamy naturalne zmysły, a niektórzy lepiej rozwinęli jeden z nich od
innych. Na przykład są ludzie, którzy rozwinęli zmysł smaku tak, że
mogą testować wina. Poprzez praktykę po smaku mogą określić rok
produkcji, czy są z wczesnych czy z późnych gron, jakie były opady
deszczy w tym roku i tak dalej.
Inni wyćwiczyli swój wzrok tak, że potrafią określić wartość
drogocennych kamieni. Dla niewprawnego oka kamień może być bez skazy,
lecz ci, którzy mają wyćwiczone oko potrafią określić jakość koloru,
ilość mniejszych i większych skaz i stopień czystości.
Są tacy, którzy wyćwiczyli zmysł powonienia. Oni potrafią określić
najwyższą  nutę i zabarwienie zapachu oraz pełnego zestawu
przypraw, kwiatów i cytrusów w perfumach.  Ci ludzie zdecydowali
się na doprowadzenie do szczytu możliwości tego co posiadali. To nie
zdarzyło się przypadkowo; oni skoncentrowali się na tym.

Ta sama zasada obowiązuje w Duchu. Możesz być wierzącym, który przez
całe lata nie rozwinie swego ducha. Pismo mówi nam że Jan Chrzciciel
„rósł i wzmacniał się w Panu” (Łuk 1:80). Jeśli chodzi o duchowy rozwój
to ap. Paweł napisał do Tymoteusza, aby się temu całkowicie oddał tak,
aby „twoje postępy były widoczne dla wszystkich”.
Dlaczego tak ważne jest rozwijanie wewnętrznych zmysłów?  Mamy
większą swobodę w komunikowaniu się z Duchem Świętym jeśli nasze
duchowe zmysły są rozwinięte.
Może mówić wtedy bardziej intymnie na większej ilości poziomów. Aby to
wyjaśnić spójrzmy ponownie na sprawy w naturze. Gdybyś miał wszystkie
pięć zmysłów nieaktywnych to byłoby niemożliwe, abym się z tobą
skomunikował. Mógłbym krzyczeć, lecz ty nie mógłbyś usłyszeć; mógłbym
cię klepać po plecach, lecz ty nie czułbyś niczego; mógłbym podnieść w
górę znak, lecz ty nie zobaczyłbyś go.
W zeszłym roku mój tata, 81 letni staruszek, potrzebował aparatu
słuchowego, lecz go nie chciał używać. Byliśmy wszyscy razem
rozmawiając przy obiedzie a gdy popatrzyłem na niego wyglądał tak,
jakby był zupełnie gdzieś indziej. Podniosłem głos mówiąc:
– Słyszałeś to, tato?
Wyglądał tak jakby chciał powiedzieć:
– Co mówiłeś.

Zdałem sobie sprawę z tego, że nie cieszy się z naszych wspólnych
rozmów, ponieważ był głuchy. (Cieszę się, że mogę powiedzieć, że teraz
nosi aparat) To samo dotyczy spraw ducha. Jeśli twoje zmysły są martwe
to w najlepszym razie bierzesz udział tylko w części konwersacji.
Ludzie często mówią:
– Bóg nie wydaje się mówić do mnie na intymnym poziomie.
Tak, szansa jest  wielka, lecz ich zmysły są niewykształcone.
Musimy ustalić to jedno: Bóg chce mówić do nas nawet więcej niż my
chcemy słuchać Go, lecz, podobnie jak Hebrajczycy, „staliśmy się
ociężali w słuchaniu”.

Jednym ze sposobów wyostrzenia zmysłów jest modlitwa na językach.
„budujcie siebie samych w oparciu o najświętszą wiarę waszą, módlcie
się w Duchu Świętym” (Judy  20). Paweł pisze, że „Kto językami
mówi siebie samego buduje”  (1 Kor 14:4). Wewnętrzny człowiek
buduje się w czasie modlitwy w Duchu Świętym. W jaki sposób? Paweł
mówi: „bo jeśli się modlę, mówiąc językami, duch mój się modli, ale
rozum mój tego nie przyswaja” (1 Kor. 14:14).  Nasz duch modli
się, a nie rozum – ćwiczymy naszego wewnętrznego człowieka. Paweł
pisze, że dojrzałymi są ci, którzy: mają władze poznawcze wyćwiczone
przez długie używane”.  Nie tak jak owi specjaliści od smakowania,
wąchania czy oglądania. Poprzez ćwiczenie wyostrzyli swoje
zmysły;  podobnie my, modląc się w Duchu budujemy nasze duchowe
zmysły.
Nauczyłem się słuchać, w czasie modlitwy w Duchu.
Często szukam w ten sposób zrozumienia Pisma czy okoliczności, w
których się znalazłem.  Nauczyłem się modlić w Duchu i prosić o
interpretację (1 Kor. 14:13). Gdy się modlę, nasłuchuję głęboko w swym
sercu. Zazwyczaj odpowiedź przychodzi zaraz po modlitwie.
Czasami przychodzi to później, lecz przychodzi zawsze. Często podczas
pisania docieram do martwego punktu i wtedy korzystam z tej studni
żywej wody modląc się w Duchu; nagle tryska objawienie i znów zaczynam
pisać. To tylko kilka ilustracji.
Wzmacniasz to, czego używasz, a osłabiasz to, czego nie używasz.
Podczas modlitwy w Duchu nasz wewnętrzny człowiek modli się, nasz
naturalny umysł czy ciało nie przyswaja tego. Jest to taka forma postu
dla naszego naturalnego rozumowania po to, aby zbliżyć się do komunii z
Bogiem. Zachęcam was do tego, aby nie tylko modlić się w Duchu, lecz
również wierzyć, że Bóg da interpretacje – ćwicz się w słuchaniu, gdy
się modlisz.

Nie mam wiele więcej na ten temat do powiedzenia. Zdecydowanie namawiam
do zakupienia naszej nowej dwuczęściowej „Intymność z Duchem Świętym”.
Może znacznie pomóc ci w rozwinięciu twoich zmysłów i wzroście twojej
komunii z Duchem Bożym.

продвижение