Category Archives: Źródło

Źródła artykułów

Narodził się nowy świat

Dudley Hall
26 października 2009

Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy płakać i narzekać będziecie, a świat się będzie weselił; wy smutni będziecie, ale smutek wasz w radość się zamieni. Kobieta, gdy rodzi, smuci się, bo nadeszła jej godzina; lecz gdy porodzi dzieciątko, już nie pamięta o udręce gwoli radości, że się człowiek na świat urodził. I wy teraz się smucicie, lecz znowu ujrzę was, i będzie się radowało serce wasze, a nikt nie odbierze wam radości waszej (Jn. 16:20-22).

Gdy Jezus przyszedł na ten świat stało się coś dramatycznego. Jan zaczyna swoją ewangelię mówiąc: „Na początku było słowo,…” łącząc przybycie Jezusa z pierwotnym stworzeniem. Wydarzyło się nowe stworzenie. Będzie ono miało większy wpływ na rzeczywistość niż pierwotne stworzenie. Na początku Bóg powiedział i te słowa zaistniały jako rzeczywistość fizyczna, teraz Bóg mówił ponownie żywym Słowem przychodzącym ze wszystkimi możliwymi tego konsekwencjami.

Wydaje się, że łatwo można dojść do wniosku, że historii idzie w swoim tempie od początku aż do teraz, bez radykalnych zmian. Dostrzegamy pewne wielkie wydarzenia jak powodzie, wojny, wynalazki, wielkich ludzi itd., lecz wydaje się, że umieszczamy Jezusa po prostu jako znaczące wydarzenie historyczne, lecz nie różniące się od Wyjścia Izraela z Egiptu czy II Wojny Światowej. Mamy więc tendencję do tego, aby Jego przyjście uważać za coś ważnego, lecz nie kataklizm. Wielu przyzna, że był to wspaniały nauczyciel, może nawet największy. Ci, którzy wzywają Jego imienia będą twierdzić, że On jedynie wykupił nas z grzechów i dał nam miejsce w niebie, lecz niewielu chrześcijan postrzega przyjście Jezusa jako przygotowanie do czegoś w przyszłości, gdy zajdą rzeczywiste zmiany.

Tym, którzy Go słuchali dał to wyraźnie do zrozumienia. Przyszedł, aby zainaugurować nowy porządek na ziemi, który ostatecznie doprowadzi do odnowienia pierwotnego celu jej istnienia. Do czasu, gdy spędził z uczniami ostatnie godziny, położył fundament przyszłego porządku. Miał właśnie wrócić do Ojca i przygotować miejsce u Ojca dla tych, którzy uwierzą w Niego. Po śmierci, zmartwychwstaniu i wstąpieniu do Nieba, miał przyjść do nich posłany przez Ojca Duch, który miał urzeczywistnić im dynamikę relacji Ojca i Syna. Zaczynały się bóle porodowe, w które oni mieli być złapani, a zamieszanie, które miało powstać mogło sprawić, że zwątpią we wszystko, co im mówił przez trzy lata. Wiemy, że w czasie porodu zawiedli, ponieważ mamy zapis ewangelii mówiący, że Piotr zaparł się go, a reszta porzuciła. Nawet po tym straszliwym weekendzie, dwaj uczniowie idąc do Emaus byli całkowicie rozczarowani łańcuchem wydarzeń związanych z ukrzyżowaniem. Nikt z nich nie spodziewał się tego, że te porodowe męczarnie będą tak silne.

Możemy stąd wyciągnąć moralną lekcję na temat wytrwałości. Możemy przyznać, że ze względu na Boże cele możemy być przeprowadzeni przez różne niszczące okoliczności i czerpać z tego zachętę, kiedy w końcu możemy spojrzeć wstecz, zobaczyć ich cel i cieszyć się.

Lecz tutaj jest jeszcze coś więcej. Nie jest to tylko trudny czas do przejścia, lecz jest to wypełnienie nadziei ludzkości od czasu Ogrodu Eden. To obiecał Bóg Abrahamowi, o tym przepowiadali prorocy. Oto nowy sposób życia oparty na nowym Panu. Jeśli wierzymy stajemy się częścią nowego stworzenia, mającego większe przywileje i o wiele większą perspektywę.

Możemy przechodzić czasy, które nas ranią i sieją zamieszanie, lecz nigdy ponownie ziemia nie będzie przechodzić takich traumatycznych wydarzeń jak w tamtych daniach. Grzech został osądzony, Szatan został ujawniony i pokonany, Boża wierność została wyniesione, Syn Boży wywyższony, życie wieczne stało się dostępne, a nowe przymierze zostało ustanowione, wypełniając całkowicie wszystkie poprzednie.

Możemy teraz cieszyć się nowym stworzeniem, jak matka zapominająca o bólu i ciesząca się nowym życiem. Nie możemy żyć w taki sposób, jak przed narodzeniem. Nie należymy do tej samej kategorii jak starotestamentowi święci czy aniołowie. Jesteśmy dziećmi nowego świata, zostały dane nam nowe oczy, uszy i umysły. Mamy przywilej używania ich, aby wypełnić swoją rolę w Bożym celu. Zatrzymaj się dziś na moment i ciesz korzyściami tego nowego świata. Rozpoznaj te aspekty twojego życia, które mogą zmienić się, jeśli uwierzysz, że żyjesz w obiecanym świecie. Nie zwlekaj, powstań i idź. To, na co liczyliśmy, jest tutaj.сайта

Samotny, ale nie sam

Chip Brogden

W Ciele Chrystusa jest dużo osób, które znajdują się w procesie przemiany stanu myślenia od „chodzenia” do kościoła do „bycia” Kościołem. Pan mówi do wielu naraz wzywając ich na bok tradycyjnych spotkań w budynkach kościelnych, aby gromadzili się w swych domach. Im lepiej jesteśmy nastrojeni do Pana tym bardziej jesteśmy niezadowoleni i tym bardziej niewygodne jest dla nas to, co się robi w Jego Imieniu. Tak, jest taka niewygodna przerwa między tym, gdzie zazwyczaj byliśmy do tej pory, a tym, do czego zostaliśmy powołani. Jest to samotny czas, w którym będziemy nierozumiani przez tych, którzy jeszcze nie zobaczyli tego, co my widzieliśmy.

To, co Bóg odciska na wielu znajdujących się w tym pośrednim stanie między kościołem jako budynkiem, a kościołem, jako stylem życia jest to, jak iść SAMOTNIE. Nie możemy opuszczać wzajemnych zgromadzeń, gdy możemy to robić, a jednak Bóg uczy nas społeczności z Chrystusem, nawet jeśli oznacza to drogę samotności.

Bardzo często pragnienie bycia wśród „podobnie myślących wierzących” nie jest duchowym pragnieniem. Bardziej wynika z naszych emocji, duszy tęskniącej do ludzi rozumiejących nas. Mamy nie kochać naszego życia (greckie: duszy życia) i być gotowi na przejście przez czas braku pociechy i społeczności braci i sióstr, jeśli Bóg powołuje nas do Siebie Samego. Jeśli koniecznie MUSIMY być w towarzystwie innych braci i sióstr, aby w jakikolwiek sposób czuć Chrystusa to znaczy, że nie przebywamy w Nim tak jak powinniśmy.

W wielu częściach świata bracia i siostry w Chrystusie nie są w stanie spotykać się razem z powodu prześladowań. Z pewnością pragną to robić, gdyby tylko mogli, lecz skoro nie można, jak będą utrzymywać społeczność i łączność z Ciałem, jeśli nie mogą się zbierać? Muszą znać Chrystusa, jako Społeczność. Trwając w Nim, w połączeniu z Głową, utrzymują jedność zresztą Ciała.

Ktoś może powiedzieć: „My nie jesteśmy prześladowani, mamy wolność gromadzenia się. Czy nie powinniśmy, jako chrześcijanie, korzystać z naszej wolności i mieć społeczność zawsze, gdy jest taka okazja?” Odpowiadam: tak, powinniśmy dziękować Bogu za naszą wolność i maksymalnie z niej korzystać, lecz pytam cię, jaki będzie twój duchowy stan, gdy ta wolność nagle zostanie odebrana? Czy masz w sobie samym na tyle zasobów, aby utrzymać się, trwając w Chrystusie, czy też twoja użyteczność dla Boga jest ograniczona do społeczności z innymi? Czy możesz utrzymać łączność z Ciałem, gdy będziesz odizolowany, czy gdy zasłabniesz i odpadniesz?

Niektórzy są w stanie utrzymywać słodkiego ducha tak długo, jak dług znajdują się w społeczności z innymi wierzącymi, lecz jak tylko Bóg dopuści do jakiegoś zakłócenia tej społeczności, widać jak szybko ten słodki duch kwaśnieje. Są w stanie nawet przyznać się do swego stanu, mówiąc: „Nastrój miałem straszliwy, a to dlatego, że byłem bez kościoła. Muszą wrócić w tą niedzielę”. Wtedy wracają do kościoła, czują się podniesieni, słodki duch wraca. Niestety, przeżywa to większość ludzi, którzy nie nauczyli się traktować Chrystusa jako ich Życie. Czy to jest chodzenie w Duchu? Nie jest.

Prawdą jest, że „gdzie dwaj lub trzej zgromadzeni są w imieniu Moim, Ja jestem pośród nich”. Chwała Bogu za taką prawdę. Równie prawdziwe jest to, że „Jestem zawsze w TOBĄ” (liczba pojedyncza). Nie chcemy być samotnymi chrześcijanami, którzy nie szukają społeczności z innymi członkami Ciała Chrystusa, a równocześnie nie możemy pozwolić sobie na to, aby brak takiej społeczności doprowadził nas do przygnębienia czy depresji, które nas ograbią. Gdyby miało to spowodować upadek, to być może właśnie dlatego Bóg dopuszcza do okresów samotności, abyśmy zostali zredukowani do CHRYSTUSA jako naszej Społeczności.

Jeśli znajdziemy się w takim miejscu, nie spieszymy się zbytnio z szukaniem innych, dopóki nie zbierzemy pełnego żniwa z bycia samotnie z Bogiem. Pamiętajmy o tym, że Ciało Chrystusa jest duchowym Ciałem. Znajdowanie się w fizycznej obecności innych członków nie sprawia, że jesteśmy jeszcze bardziej takim członkiem, a odcięcie od fizycznej obecności innych nie czyni nas ani trochę mniej członkiem Ciała. Oczywiście dokładnie coś przeciwnego ma miejsce, gdy te wspólne spotkania to tylko instytucja; bez fizycznej obecności i wsparcia, ludzie tracą swoje miejsce jako członki. Lecz nie jest tak w Ciele Chrystusa, Kościele. Nie jesteśmy bardziej czy mniej członkami Ciała przez sam nasz fizyczny kontakt z innymi lub jego brak.

Powtórzmy to: można pragnąć społeczności nie tyle po to, aby budować Ciało, lecz po to, aby być budowanym – postawa, pojawiająca się, gdy chodzi się do kościoła, aby „być karmionym” raz czy dwa razy na tydzień. Nic dziwnego, że w takim przypadku Bóg chce, abyśmy patrzyli tylko na Niego jedynie, jako nasze źródło Zbudowania i uczyli się czerpać z Niego, zanim umieści nas blisko innych. Jedną ze słabości instytucjonalnego kościoła jest to, że większość członków przychodzi po to, aby przyjmować, być budowana, być zachęcana, być nakarmiona. Wszystko kręci się wokół „brania”, a niewiele wokół „dawania” i stąd niewiele Życia.

Gdy uczymy się czerpać z Chrystusa jako naszego Źródła, będziemy obficie zaopatrzeni, aby dawać. Społeczność z innymi nie może zastąpić naszego codziennego przebywania w Nim. Jeśli gromadzimy się razem w Imieniu Pańskim, a jednak poza Chrystusem, będziemy świadkami wielu religijnych działań, lecz niewiele Życia będzie udzielane uczestnikom. Bóg chce, abyśmy patrzyli na Jego Syna jako życie, a gdy tak robimy, nasze potrzeby zostaną zaspokojone. Wtedy gromadzimy się razem, jesteśmy dawcami, a nie biorcami i, przy całym dawaniu Chrystusa, otrzymamy błogosławieństwo, którego szukaliśmy.

Naciskajmy na Chrystusa z całego serca, lecz nie zniechęcajmy się, jeśli okaże się, że chwilowo znajdziemy się bez społeczności i pociechy ze strony naszych braci i sióstr.

Choć jesteśmy samotni, nigdy nie jesteśmy sami.

раскрутка

DS_28.10.09 Jn.18

David Servant

Wyłącznie Jan opisuje to, że żołnierze upadli na ziemię, gdy Jezus przedstawił siebie, mówiąc „Ja jestem” (18:6). Może pamiętasz, że „JA JESTEM” to imię, którym Bóg objawił Się Mojżeszowi:

„A Bóg rzekł do Mojżesza: JESTEM, który jestem. I dodał: Tak powiesz do synów izraelskich: JA JESTEM posłał mnie do was!” (Ex. 3:14).

Jan jest również jedynym autorem ewangelii, który zapisał wszystkie „Ja jestem” Jezusa. Ogłosił: „Ja jestem chlebem żywota” (6:35); „Ja jestem światłością świata” (8:12); „Ja jestem drzwiami dla owiec” (10:7); „Ja jestem dobrym pasterzem” (10:11): „Ja jestem Synem Bożym” (10:36): „Ja jestem zmartwychwstanie i żywot” (11:25); „Ja jestem droga, prawda i żywot” (14:6) i „Ja jestem prawdziwym krzewem” (15:1). Niektórzy mówią, że wierzą, że Jezus był „po prostu dobrym człowiekiem” czy „wielkim moralnym nauczycielem”, ale w ten sposób pokazują, że nie odrobili zadania domowego. Nikt z tych, którzy są tylko dobrymi ludźmi czy wielkimi moralnymi nauczycielami nie twierdzi, że jest Synem Bożym czy drogą, prawdą i życiem.

Za każdym razem, gdy czytam o jednym z wybryków Piotra czuje się sam nieco lepiej. Był tak gorliwy i tak bardzo brakowało mu zrozumienia, że odciął ucho słudze arcykapłana, broniąc Jezusa. Wydaje się bardziej prawdopodobne, że mierzył w głowę lub ramię, Przypadkowo tylko Łukasz, który był lekarzem (Kol. 4:14), wspomina w ewangelii, że Jezus natychmiast uzdrowił ucho sługi (Łk. 22:51). W ciągu kilku minut ci, którzy przyszli aresztować Jezusa stali się świadkami dwóch niepodważalnych cudów: uzdrowienia, o którym było dopiero mowa i tłumu padającego na ziemie, gdy On sam się ujawnił. Bóg nadal starał się dotrzeć do ich zatwardziałych serc. Zdumiewająca łaska.

Do czasu napisana przez Jana ewangelii, wyparcie się przez Piotra Chrystusa zostało zapisane we pozostałych trzech ewangeliach. Mogłoby się wydawać, że Jan pominie je, ot, z prostej uprzejmości dla Piotra czy ze względu na pamięć o nim, jako że był już prawdopodobnie w niebie w czasie pisania. A jednak Jan zamieszcza to wydarzenie i wydaje mi się, że to Duch Święty inspirował go do tego po to, aby po raz kolejny pokazać zdumiewającą Bożą łaskę – jak została udzielona Piotrowi.

Spotkałem się z ludźmi, którzy zawzięcie dowodzili, że gdyby Piotr umarł zaraz po wyrzeczeniu się Chrystusa, to poszedłby do piekła, ponieważ Jezus obiecał, że on wyrzeknie się przed Ojcem tych, którzy wyrzekną się Go przed ludźmi (Mt. 10:32-33). Wydaje się, że to zupełnie niepotrzebna dyskusja, ponieważ tak się nie stało i otrzymał przebaczenie od Jezusa i pojednanie z Nim. Kto ma moc życia i śmierci w swej ręce? Bez względu na duchowy stan Piotra po wyrzeczeniu się Chrystusa (płakał gorzkimi łzami, co muszę dodać), Bóg utrzymał go przy życiu na tyle długo, aby go odnowić i ostatecznie doprowadzić do nieba. Taka jest łaska Boża. Wyznających chrześcijaństwo, którzy tak bardzo cieszą się, gdy Bóg odcina upadających, tak naprawdę pokazują jak daleko ich serca są od serca Bożego. Bóg nadal działa w biznesie odkupienia.

Jakże ironiczne było to, że arcykapłan i faryzeusze nie weszli na zamek Piłata, aby się nie skalać przed zjedzeniem Paschy (18:28), a jednak byli tutaj po to, aby potępić i zabić Baranka Bożego, prawdziwego Baranka Paschalnego (1Kor. 5:7). To jest obraz religii.

Zgodnie z rzymskim prawem Żydzi mogli karać łamiących prawo, lecz w ogóle nie wolno im było wykonywać egzekucji. Gdyby mieli dokonać egzekucji Jezusa zrobiliby to kamienując Go. Tak więc, zgodnie z 18:32 (jak również 12:32-33) Jezus miał racją, mówiąc, że umrze zawieszony na krzyżu, rzymskim sposobie wykonania kary śmierci. Jezus nigdy się nie myli.

– – – – – – – – – – – – – –

Książkę D. Servanta „Pozyskujący uczniów sługa Boży” można nabyć TUTAJ

продвижение

DS_27.10.09 Jn. 17

HeavenWordDaily

Ewangelia Jana 17

David Servant

Arcykapłańska modlitwa Jezusa, jak się ją często nazywa, jest najdłuższą zapisaną w Piśmie modlitwą Pana. Wszystkie inne modlitwy, jakie znajdujemy w Ewangeliach, są bardzo krótkie. Dla mnie osobiście ciekawe jest to, że najdłuższa Jego modlitwa również jest krótka, nie wymaga więcej niż kilku minut. Piszę o tym, ponieważ wydaje się, że diabłu udało się nabrać dużo ludzi na myślenie, że jeśli nie mamy na modlitwę co najmniej 1.5 godziny to nie mamy dość czasu, więc powinniśmy zrezygnować. „Modlitwa bez przestanku”, zalecana przez Pawła (1Tes. 5:17) to mnóstwo krótkich modlitw w ciągu całego dnia. Ciekawe jest również to, że Jezus najwyraźniej modlił się tą szczególną modlitwą z otwartymi oczyma, zwróconymi ku niebu (17:1). Oczywiście, nie ma nic złego w skłonieniu głowy w pokorze i zamknięciu oczu, aby nie być rozpraszanym w czasie modlitwy, wszystko to jest w porządku, ale nie ma też niczego niewłaściwego w podniesieniu oczu ku niebu.

Najważniejsze jest pamiętać o tym, że ta modlitwa została wypowiedziana przez Jezusa na krótko przed aresztowaniem w Ogrodzie Getsemani, a więc na wieczór przed Jego ukrzyżowaniem. Zaczyna mówiąc: „Ojcze, nadeszła godzina” (17:1). Jest to ósmy i ostatni zapisany przypadek użycia przez Jezusa „godziny” (czy „czasu”) i oczywiste odniesienie do kulminacyjnego wydarzenia w Jego służbie – śmierci na krzyżu (2:4; 7:8, 30; 8:20; 12:23, 27; 13:1). Jan przedstawia życie i służbę Jezusa jako podróż w kierunku krzyża. „Godzina” ostatecznie nadeszła.

Jezus ogłosił, że da żywot wieczny tym wszystkim, których daje Mu Ojciec (17:2). Zwróć uwagę na to, że Jezus nic nie powiedział na temat sposobu w jaki Ojciec decyduje, kogo dać Jezusowi. Wiemy z setek innych wersów Pisma, że mogą to być tylko ci, którzy wierzą. Oczywiście, Jezus nie zaprzeczał samemu sobie, temu co tak często powtarzał, ani też nie objawiał „rzeczywistej prawdy” o tym jak ludzie są faktycznie zbawiani w sprzeczności z całą resztą Nowego Testamentu. Nie popierał kalwinistycznej myśli bezwarunkowego wybrania. Jan 17:2 musi być zharmonizowany z 31.217 wersami Biblii.

Widać wyraźnie z Jego modlitwy, że najwyższym celem Jezusa było przyniesienie chwały Jego Ojcu, jak też jest całkiem oczywiste to, że ważne było dla Niego, aby Jego uczniowie wiedzieli i wierzyli, że On odszedł do Ojca. Co więcej, chciał, aby oni byli zjednoczeni, tak jak On i Ojciec są jedno, i powiedział o tym w czterech wersach modlitwy(17:11, 21, 22, 23). Nasza jedność, według Jezusa, ma wpływ na uwierzenie przez świat, że Bóg Go posłał. Jezus powiedział to dwukrotnie (17:21, 23). Oczywiście, „kościół”, który demonstruje światu hipokryzję nie będzie miał wpływu na to, żeby ludzie uwierzyli w Jezusa, a faktycznie skutek będzie przeciwny. Brak jedności wśród wierzących przekazuje obserwującemu światu sygnał, że nie różnimy się niczym od innych. Dlaczego mieliby uwierzyć w naszego Boga, skoro my nie możemy ze sobą razem wytrzymać?

Ta prawda, tak wyraźnie wypowiedziana przez Jezusa, jest jeszcze jedną wskazówką upadku idei, jakoby Bóg suwerennie wcześniej wybierał niektórych do zbawienia, a innych na potępienie. Jeśli wiara świata zależy od naszej jedności, co jest faktem zgodnie ze słowami Jezusa, to oczywiste jest, że Bóg stworzył moralnie wolne jednostki, dał im wybór, aby wierzyli lub nie wierzyli. W przeciwnym razie nasze działania i wpływ na świat nie odniosły by żadnego skutku na tego, kto uwierzy i będzie zbawiony.

Tak wiele z modlitwy Jezusa sięga poza nasze zrozumienie. Chciałbym rozumieć ją lepiej! Jedną część Jego modlitwy, którą rozumiem całkiem nieźle jest Jn. 17:24: „Ojcze, Chcę, aby ci, których mi dałeś, byli ze mną, gdzie Ja jestem, aby oglądali chwałę moją, którą mi dałeś”. Tak bardzo cieszę się, że Jezus chce, abyśmy byli w niebie, gdzie zobaczymy Jego w Jego chwale. To jest teologia łatwa do pojęcia!

– – – – – – – – – – – – – –

Książkę D. Servanta „Pozyskujący uczniów sługa Boży” można nabyć TUTAJ

topod.in

DS_26.10.09 Jn.16

HeavenWordDaily Ewangelia Jana 16

David Servant

Ponownie możemy powiedzieć, że nam, którzy wiemy jak kończy się ta historia, trudno jest ocenić zamieszanie jakie przeżywali uczniowie w zawiązku z tym, co się miało zdarzyć. Byli przepełnieni smutkiem (16:6, 20), zamiast cieszyć się, wierząc, że Jezus idzie do Swego Ojca (Jn. 14:28) i ufając, że oni zobaczą Go wkrótce, jak obiecał. Co więcej, Jezusu powiedział im, że to dla nich lepiej, żeby odszedł; ponieważ w przeciwnym wypadku Duch Święty nie przyszedłby do nich (16:7). Te zachęcające słowa najwyraźniej nie odnosiły wielkiego skutku na ich stan, a jednak Jezus nadal był pewien tego, że ich smutek obróci się w radość (16:20, 22). Bóg nadal skutecznie daje: „zawój zamiast popiołu, olek radości zamiast szaty żałobnej” (Iz. 61.3). Jakże często jesteśmy podobni do tej dwunastki, płacząc, zamiast tańczyć z radości!

Jezus obiecał, że gdy Duch Święty przyjdzie, to „przekona świat” co do trzech rzeczy: „grzechu, sprawiedliwości i sądu” (16:8). Czy Duch Święty robi te rzeczy, czy nie? Wierzę, że robi, co powoduje, że jest największym Ewangelistą na naszej planecie. Dzięki przekonywaniu Ducha Świętego, każdy żyjący na tym świecie ma wewnętrzną świadomość tego, że jest grzesznikiem, który jest powołany do świętego życia i który pewnego dnia stanie przed sądem Bożym. Oczywiście, ludzie zwodzą sami siebie, napełniając umysły kłamstwami, które zduszają w ich sercach prawdę, lecz nie będą mieli żadnych wymówek przed Bogiem. Mądrze jest modlić się o to, aby Bóg prowadził nas do ludzi, którzy raczej poddają się przekonywaniu Ducha, a nie tych opierających się.

Służba Ducha Świętego nie miała być ograniczona tylko do przekonywania świata o pewnych żywotnych prawdach, lecz również służyć prowadzeniu kościoła do prawdy (16:13), co domaga się pytania: „Dlaczego więc kościół jest tak podzielony doktrynalnie?” Odpowiedź jest taka, że sporo „kościoła” nie jest kościołem Chrystusa, lecz raczej nieświętym religijnym konglomeratem nieodnowionych przywódców i uczniów, „ślepych, którzy prowadza ślepych”. Po drugie: Bóg nie wymusza niczego na wolnej woli swoich dzieci, i nie zmusza ich do wierzenia w prawdę czy do tego, aby przestali słuchać wykrzywiających Pisma według swego własnego upodobani. Tak więc, nawet prawdziwi wierzący mogą zostać zwiedzeni. Po trzecie: sporo doktrynalnych różnic między prawdziwymi wierzącymi kręci się wokół spraw nieistotnych, niemniej zgadzają się co do istoty.

Obietnica Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: O cokolwiek byście prosili Ojca w imieniu moim, da wam” (16:23), nie jest czystą kartą, jak bywa czasami traktowana, której możemy używać, aby od Boga pozyskiwać materialne luksusy. Zwróć uwagę na to, że Jezus dał tą obietnicę w kontekście zamieszania jakie uczniowie przeżywali wobec wypełniającego się Bożego planu i Jego obietnicy, że Duch Święty poprowadzi ich do prawdy.

Zauważ również zdanie bezpośrednio poprzedzające obietnicę z 16:23, które mówi: „A w owym dniu o nic mnie pytać nie będziecie” (16:23). Jezus zachęca apostołów, aby prosili o zrozumienie i wgląd. To w takim kontekście dał obietnicę, znajdującą się zaraz w następnym wersie: „Dotąd o nic nie prosiliście w imieniu moim; proście, a weźmiecie, aby radość wasza była zupełna” (16:24). Ponownie widzimy, że nie Jezus sugeruje, że powinni prosić o materialne luksusy, aby byli szczęśliwsi, lecz o zrozumienie, aby ich obecny smutek mógł zamienić się w radość. To błogosławieństwo nie jest ograniczone do dwunastu uczniów, którzy żyli 2000 lat temu, jest ono przywilejem również wszystkich wierzących dziś. Jakub napisał:

„A jeśli komu z was brak mądrości, niech prosi Boga, który wszystkich obdarza chętnie i bez wypominania, a będzie mu dana. Ale niech prosi z wiarą, bez powątpiewania; …” (Jk. 1:5-6).

Obyśmy nie byli podobnie w tym względzie do dwunastu apostołów, którzy najwyraźniej nie skorzystali z cudownej obietnicy Jezusa, że zostaną wypełnieni radością w samym środku smutku!

– – – – – – – – – – – – – –

Książkę D. Servanta „Pozyskujący uczniów sługa Boży” można nabyć TUTAJ

aracer.mobi

DS_23.10.09 Jn.15

HeavenWordDaily

David Servant

Podobnie jak w przypadku wszystkich analogii tak i przypowieść o winie i winoroślach jest niedoskonała, jako że krzewu winnego i winogrodnik nie są pełnymi analogiami relacji wierzącego z Jezusem i Ojcem. Oczywiście, Jezus dostrzegał pewne cechy winogrona i winogrodnika, które dobrze nadawały się do zilustrowania pewnych ważnych duchowych prawd. Musimy tylko uważać na to, aby nie „popchnąć przypowieści za daleko”.

Wydaje się, że można spokojnie założyć, że wyłącznie wierzący są porównywani do winorośli (gałązek) w krzewie winnym Jezusa, jak że tylko ci, którzy są „w Chrystusie” mogą przynosić owoc, który wyrasta dzięki „trwaniu w krzewie„. Oczywiście, Jezus nie mówił tu do niewierzących, lecz do Swoich najbliższych uczniów, mówiąc im, że są winoroślami.

Podobnie jak to robi winogrodnik, Ojciec chce, aby na gałązkach pojawiał się owoc. Ci, którzy przynoszą owoce, zostają przez Niego oczyszczani, co polega na tym, że odcina to co Jemu niepotrzebne, aby gałąź przynosiła jeszcze większy owoc. Jest to Boże dzieło, proces uświęcania.

Tych, którzy owocu nie przynoszą, odcina. Ponieważ jest to metafora, nie możemy być całkowicie pewnie czy to „odcięcie” mówi o osądzie w postaci śmierci fizycznej, kiedy to wierzący nadal zachowuje swe wieczne zbawienie, czy też jest tu mowa o utracie zbawienia również. Oczywiście, Jezus napomina Swych najbliższych uczniów, mówiąc, że jeśli mają wydawać owoc to muszą „trwać w Nim” (15:4), po czym ostrzega ich, „Kto nie trwa we mnie, zostaje wyrzucony precz jak wyschnięta latorośl; takie zbierają i wrzucają w ogień, gdzie spłoną” (15:6). Brzmi to jak ostrzeżenie przed piekłem, jeśli więc latorośl, która usuwa się sama staje się bezowocna i zostaje wrzucona do piekła, to wydawałoby się dziwne, aby bezowocna gałąź, która jest usuwana przez Ojca, dziedziczyła jednak życie wieczne.

W każdym razie, po przeczytaniu 15 rozdziału Ewangelii Jana, nikt nie może twierdzić, że przynoszenie owoców przez nas to dla Boga trywialna sprawa. Wybrał nas i wyznaczył po to, abyśmy „przynosili owoc i aby ten owoc był trwały” (15:16). Zauważ rolę modlitwy dla przynoszenia owocu. Jezus obiecał:

„Jeśli we mnie trwać będziecie i słowa moje w was trwać będą, proście o cokolwiek byście chcieli, stanie się wam. Przez to uwielbiony będzie Ojciec mój, jeśli obfity owoc wydacie i staniecie się moimi uczniami” (15:7-8; p. również 15:16).

Gdy Jezus zachęcał Swoich uczniów, aby „prosili o cokolwiek chcą”, nie miał na myśli tego, że będą prosić o to, żeby mogli zbierać na ziemi materialne skarby, ponieważ oznaczałoby to, że nie trwają w Nim i Jego słowa nie trwają w nich. Jezusowi chodziło o to, że ich naczelnym pragnieniem będzie świętość, tak więc Jego zachęta, aby „prosili o cokolwiek zechcą” miała ich pobudzić do modlitwy o to, co pomoże przynieść więcej owocu. Bóg zawsze odpowiada na tego rodzaju modlitwy!

Słowa: „Jeśli przestrzegać będziecie moich przykazań, trwać będziecie w miłości mojej” nie brzmią jak obietnica „bezwarunkowej miłości”, tak często nauczanej w chrześcijańskich kręgach, lecz miłości warunkowej. Bóg kocha każdego warunkowo. Jesteśmy przyjaciółmi Jezusa, jeśli wykonujemy Jego przykazania (15:14). Gdyby Bóg kochał każdego bezwarunkowo, to nie ostatecznie nikt nie zostałby wrzucony do piekła. To, o czym wielu mówi, jako o „bezwarunkowej miłości Bożej”, lepiej można by było nazwać: „Boże chwilowe miłosierdzie”. Bóg kocha każdego miłością miłosierną, lecz dla tych, którzy nie pokutują, jest ona chwilowa.

Prawdziwi chrześcijanie są kochani i nienawidzeni – kochani przez siebie nawzajem, nienawidzeni przez świat. Jakże dziwne i wprawiające w zakłopotanie może być to, gdy okazje się, że jesteśmy nienawidzeni przez „chrześcijan”! Niech to będzie dla ciebie pociechą, że chrześcijanie, którzy nienawidzą chrześcijan, nie są chrześcijanami. (Możecie mnie cytować.) „Chrześcijanie”, którzy nienawidzą chrześcijan są tak samo zwiedzeni jak ucznie w Piśmie i faryzeusze z czasów Jezusa, którzy wyznawali miłość Bożą, lecz nienawidzili Jezusa (15:23-24). Jest to również bardzo mocno podkreślane w 1Liście Jana, gdzie powtarza swoim czytelnikom wielokrotnie, że miłość wzajemna jest papierkiem lakmusowym prawdziwej wiary w Jezusa. Niebo jest dla tych, którzy kochają!

– – – – – – – – – – – – – –

Książkę D. Servanta „Pozyskujący uczniów sługa Boży” można nabyć TUTAJ

раскрутка

DS_22.10.09 Jn.14

HeavenWordDaily

Servant David

Naturalnie uczniowie byli przestraszeni i zmieszani tym, co się miało stać. My, którzy znamy zakończenie tej historii, nie potrafimy docenić napięcia tej chwili. Uczniowie wiedzieli tylko tyle, że Jezus ma od nich odejść, co wywoływało niepokój ich serc. Tak więc słowami, które pocieszają nas 2000 lat później, Jezus zapewnił ich, że wszystko będzie w porządku. Idzie do Ojca przygotować miejsce dla nich, i ostatecznie wróci, aby ich osobiście odstawić tam (14:3). W międzyczasie pośle wspaniałego pomocnika i nauczyciela, aby żył w nich, Ducha Świętego, który jest odpowiednikiem zamieszkiwania i Ojca, i Syna w nich (14:16-17, 23).

Poza tym, Jezus zagwarantował jedenastce Swój nadnaturalny pokój, o którym Paweł napisał, że „przewyższa wszelki rozum” (Flp. 4:7). Niemniej to ich wiara była pewnym czynnikiem, tak więc zachęcił ich: „Wierzcie w Boga i we Mnie wierzcie” (14:3). Chodziło Mu o coś więcej niż zwykła wiara w to, że On i Bóg istnieją, było to napomnienie do zaufania zarówno Ojcu jak i Jezusowi, że wszystko jest pod ich kontrolą.

Jezus powiedział uczniom, że On jest w Ojcu i Ojciec w Nim (14:10-11). Stwierdził również, że jeśli widzimy Jego, widzimy Ojca (14:9). Zauważ jednak, że nie powiedział, że On jest Ojcem. Ojciec i Syn to dwie różne osoby, lecz są tak podobni, że jeśli znasz jednego to znasz i drugiego. Dlatego gdy słyszysz kaznodzieję, który mówi, że wielu chrześcijan zna Jezusa, lecz nie zna Ojca, to wiesz, że nie odrobił domowego zadania.

Co miał na myśli mówiąc, że ci, którzy uwierzyli w Niego, będą czynić te same dzieła, które On czynił i większe? (14:12). Niektórzy myślą, że Jezus mówił o całym ciele Chrystusa zbiorowo czyniącym te same i większe dzieła co On. Inni sądzą, że chodziło o to, że każdy wierzący powinien czynić te same i większe rzeczy co Jezus, a jednak nawet najmniejszym stopniu nie zbliżają się do tego, co mówią. Tak naprawdę, nawet oryginalni apostołowie nigdy nie czynili pewnych szczególnych cudów, których dokonywał Jezusa, a co dopiero większe.

Większość cudów zapisanych w Księdze Dziejów była dokonywana przez apostołów czy ewangelistów, a nie przez zwykłych wierzących i właśnie dlatego podejrzewam, że ta obietnica znajdzie swoje wypełnienie w przyszłości. Wiemy, że o dziewięciu darach Ducha Pismo mówi jako o „cudownych mocach wieku przyszłego” (Hebr. 6:5). Przez Izajasza Jezus proroczo mówił o wierzących w czasie Swego tysiącletniego panowania, mówiąc:

„Oto ja i dzieci, które mi dał Pan, jesteśmy znakami i przepowiedniami w Izraelu od Pana Zastępów, który mieszka na górze Syjon” (Iz. 8:18, por. z Hebr. 2:11-13)

Nie mówię, że cuda i dary Ducha nie są na dziś, lecz że nie wszyscy wierzący powinni spodziewać się chodzenia po wodzie, wskrzeszania martwych i rozmnażania żywności.

W dzisiejszym czytaniu Jezus trzykrotnie podkreśla związek między kochaniem a posłuszeństwem Jemu.

„Jeśli mnie miłujecie, przykazań moich przestrzegać będziecie,…

Kto ma przykazania moje i przestrzega ich, ten mnie miłuje; a kto mnie miłuje, tego też będzie miłował Ojciec i Ja miłować go będę, i objawię mu samego siebie,…

Jeśli kto mnie miłuje, słowa mojego przestrzegać będzie, i Ojciec mój umiłuje go, i do niego przyjedziemy , i u niego zamieszkamy” (14:15, 21, 23).

Jak często wyliczamy wymówki, aby nie być posłuszni Jezusowi, a jednak jak wielu z nas przyzna po prostu, że główną przyczyną tego, jest bark miłości do Niego?

Zauważ również, że Jezus obiecał, że On i Ojciec przyjdą zamieszkać tylko u tych, którzy kochają Go i zachowują Jego słowo (14:23). Musi więc być początkowa pokuta, aby w ogóle zacząć relacje z Panem. Myśl, jakobyśmy mogli „przyjąć Jezusa jako Zbawiciela” a odrzucić Go jako Pana nie ma żadnej biblijnej podstawy.

– – – – – – – – – – – – – –

Książkę D. Servanta „Pozyskujący uczniów sługa Boży” można nabyć TUTAJ

продвижение