Dwie Ruby w moim życiu_2

Allaboutfamilies

Przemyślanie nad chorobami umysłowymi i chrześcijańską wiarą

Norman Bales

Dwie Ruby w moim życiu_1

Jak to się zaczęło.

Oto druga część cyklu na temat chorób umysłowych i chrześcijańskiej wiary. Większość tych postów będzie miała charakter anegdotyczny. Naszym celem jest między innymi to, aby ludzie, którzy również zmagają się z tymi chorobami w swoich rodzinach, że nie są sami. Wasze doświadczenia nie będą takie same jak moje, lecz na pewną będą punkty wspólne. Chcę również przedyskutować to, w jaki sposób społeczność chrześcijańska powinna lepiej reagować wobec tych rodzin.

Nie znam wszystkich odpowiedzi, lecz myślę, że jest już czas na to, aby wyłożyć sprawy na stół. Dzisiejszy post będzie dotyczył tego, co przeżywałem, gdy dowiedziałem się o tym, że choroba umysłowa nawiedzał naszą rodzinę.

Był rok 1946, miałem wtedy 11 lat i gdy wstałem pewnego ranka, zdałem sobie sprawę, że ten dzień będzie zupełnie inny. W kuchni nie było mamy przygotowującej mi śniadanie. Wstałem z łóżka, ubrałem się, i wszedłem do sypialni rodziców. Ojciec wychodził przed świtem, aby zająć się biznesem, co pochłaniało mu cały dzień. Byłem tylko dzieckiem, nie było więc w domu nikogo oprócz mnie i mamy. Wiedziałem, że coś nie jest w porządku i myślałem, że muszę sprawdzić co z nią.

Leżała w łóżku z otwartymi oczyma, które śledziły mnie, gdy wszedłem do pokoju.

Zapytałem: „Mamo, wstaniesz i zrobisz śniadanie?”

Nie zareagowała. Próbowałem kilka razy zacząć jakąś rozmowę. Nie pamiętam dokładnie, co się później stało, lecz wiem, że skończyłem przygotowania do szkoły i wyszedłem. Na pewno spróbowałem jeszcze raz zachęcić ją, aby wyszła z łóżka, lecz bez powodzenia. Nie wiedziałem wtedy, co jeszcze można było zrobić, wyszedłem więc z domu nie jedząc śniadania, lecz tak naprawdę to nie byłem w tamtej chwili głodny. W spiżarni były płatki zbożowe, które mogłem zjeść, ale jakoś tak wyszedłem do szkoły.

Chodziłem do wiejskiej szkoły, w której był nas tak mało, że dwie klasy zajmowały jedna salę. Nie było kafejki, lecz była jadalnia. Miałem opłacone posiłki w południe, więc pomyślałem sobie, że poczekam i zjem wtedy.

Nie pamiętam wiele z tego, co się działo wtedy w szkole. Na pewno niczego nie powiedziałem o tym, co się działo w domu. Natychmiast po zakończeniu lekcji popędziłem do domu, żeby zobaczyć czy coś się nie zmieniło. Mama wstała z łóżka, ale było widać, że w ogólnie nie zadbała o siebie. Nie sądzę, żeby przez następne kilka dni nic nie jadła, lecz nie przygotowywała posiłków dla rodziny, ani nie jadła przy nas. O ile mogę sobie dobrze przypomnieć, przygotowywała płatki owsiane, lecz przez kilka dni nie myła naczyń. Na pewno razem z ojcem gotowaliśmy i sprzątaliśmy w kuchni. Gdy zobaczyłem ją tego popołudnia zwyczajnie siedziała na krześle i patrzyła w ścianę. Ponownie, wszelkie próby rozmowy z nią, zawiodły.

Nie jestem pewien kiedy konkretnie ojciec wrócił tego dnia do domu, lecz pamiętam, że, gdy wracał po zmroku, zwykle wspólnie byliśmy z mamą zajęci pracą na gospodarstwie. Mieszkaliśmy na farmie i musieliśmy zająć się zwierzętami. Zazwyczaj mama karmiła kurczaki i zbierała jajka. Czasami jej pomagałem. Jeśli kury coś wtedy zjadły to na pewno ja dałem im jeść. Prawdopodobnie dałem też jeść świniom, ale nie sądzę, aby wydoił krowy. Miałem najgorszą rękę do dojenia, jaka na tej farmie powstała. Zwykle mama i tato dzielili się obowiązkiem dojenia, ale tego dnia na pewno zrobił to ojciec.

Gdy wrócił, reakcja mamy była taka sama, jak w moim przypadku wcześniej. Zawsze był człowiekiem działania, lecz był całkowicie zmieszany i nie miał pojęcia, co robić dalej. Tak działo się przez cały tydzień. Szedłem do szkoły jak zwykle, tato zajmował się farmą. Zbierała się spora góra prania, lecz w którymś momencie zdecydował się, że trzeba je wyprać, czego nigdy normalnie nie robił.

W niedziele postanowiliśmy nie iść do kościoła. Regularnie bywaliśmy na nabożeństwach. Był to całkiem spory kościół w Abilene, w stanie Texas, około 10 km od naszej farmy. Zazwyczaj siadaliśmy na balkonie. Jakoś nigdy nie mieliśmy głębszych relacji z innymi członkami, więc prawdopodobnie nikt nie odczuwał braku nas.

Mogę powiedzieć, że ojciec wymyślał jakiś plan pomocy matce, lecz tak naprawdę to nie wiedział, co robić. Nie zabrał jej do lekarza. Nic nie wskazywało na to, że jest coś fizycznie źle, po prostu odcięła wszelką aktywność i komunikację. Nie mieliśmy telefonu, więc nie mogliśmy zadzwonić do gabinetu lekarza, aby umówić się.

W końcu, w niedzielę po południu, tato powiedział: „Myślę, że musimy się przejechać”.

Wsiedliśmy w trójkę do trucka i pojechaliśmy do miasta, około 10km od nas. Mama zgodziła się na nasz plan i pojechała z nami. Mieszkaliśmy w rolniczej społeczności zwanej Elmdale. Elmdale składała się ze szkoły, jednego sklepu, kościoła baptystów i dwóch czy trzech domów. Sami mieszkaliśmy 1.5km od Eldmale, gdy więc udawaliśmy się na przejażdżkę to jechaliśmy do Abilene. W tamtym czasie Abilene liczyło około 25.000 mieszkańców. Tato znał lekarza od kiedy byli młodymi chłopakami i przyjaźnili się nieco. Wiedział, gdzie on mieszka, więc zdecydował się jechać do niego do domu w nadziej, że przyjmie ją u siebie.

W chwili, gdy dojeżdżaliśmy do domu doktora, mama zaczęła mówić po raz pierwszy od niemal tygodnia. Była całkiem rozsądna i wyglądało to tak, jakby nic się nie stało. Nie wyjaśniła swojego zachowania, a gdy tato zapytał ją czy wie, że wychodziłem do szkoły bez śniadania, powiedziała, że nie pamięta tego.

Nie miało to znaczenia, męka się skończyła. Tak nam się wydawało. A faktycznie był to początek długiej bitwy z umysłową chorobą, która trzymała się jej aż do ostatnich trzech tygodni jej życia, niemal przez 35 lat. Następne wydarzenia miały być znacznie bardziej traumatyczne i trwać dłużej.

Dwie Ruby w moim życiu_3

продвижение сайта в интернете

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.