Nasza teologia rośnie wraz ze wzrostem obrazu Boga

Richard Murray

Kiedy przyszedłem do Pana PO RAZ PIERWSZY, nie mogłem sobie wyobrazić Jego zbawienia dla wszystkich.

Głównie wynikało to z tego, że wszędzie, gdziekolwiek nie patrzyłem, dostrzegałem to, że bardzo wielu ignorowało Go, obrażało, oskarżało, przeciwstawiało Mu się i było Mu nieposłusznych. Po prostu nie byłem w stanie dostrzec jakiegokolwiek sposobu na to, aby znaleźli Boże zbawienie w tym życiu, a co dopiero w następnym. W swej arogancji myślałem, że jestem częścią specjalnej resztki, małej bandy wiernych, którzy sami wejdą do nieba.

Niemniej, wtedy zdarzyło mi się coś zabawnego.

Naprawdę poznałem Ducha Chrystusowego i wzrosłem w Nim. Zobaczyłem, że tak naprawdę to nie chodzi o to, co Ja uważam czy myślę w swym ciasnym i działającym reakcyjnie umyśle, lecz istotą jest raczej o to KIM i JAKIM jest Bóg.  A tą istotą jest Jezus…

… dobry Pasterz, który zostawia znalezionych „dziewięćdziesiąt dziewięć”, aby iść za zgubioną „jedną”.

… bohater, który odważnie staje przeciwko żądnemu krwi tłumowi, chcącemu ukamienować winną,

…pracownik znajdujący spontaniczne i spektakularne rozwiązania dla niemożliwych sytuacji,

… nauczycie, który nauczał przebaczenia i błogosławienie wszystkich naszych wrogów,

… wyraz istoty Boga światła, światłości i miłości.

TERAZ, nie mogę już sobie wyobrazić, że Jego zbawienie NIE jest dla wszystkich.

Dorosłem do tego, że mam większą wiarę w Bożą zdolność, przez Jezusa, do przyciągania i zdobywania nas, od naszej zdolności do uchylania się i odrzucania Jego miłości.

Nie jesteśmy na tyle mocni.

Na pewno możemy wytrzymać wabienie Jego Ducha przez jakiś czas, epokę, nawet wiek według wszelkich ludzkich standardów…lecz opieranie się Jego niestrudzonej dobroci na wieki wieków? Czy rzeczywiście mamy tak silną wolę?

Czy też być może, tylko być może, musimy dojść do siebie i zwyczajnie przyznać, że Bóg jest ostatecznie nie do odparcia.

Stan_17/18.08.2018

Stan Tyra

„Graliśmy wam na flecie, a wy nie tańczyliście…” Mt 11:17

Powiedziałbym, że najsilniejszym czynnikiem powstrzymującym przed dojściem do większej świadomości, objawienia i jedności jest iluzja mówiąca, że ja jestem taki jak mój obraz. Jest tak wtedy, gdy patrzę na siebie z perspektywy innych ludzi i taka perspektywa jest bardziej ceniona niż Boża. „Gdzie skarb twój, tam serce twoje”. Tak więc, temu co cenisz najbardziej, oddajesz największą cześć.

W ramach publicznego nieładu nie jestem w stanie zobaczyć siebie nie patrząc oczyma innych. Może to nawet nie być to, jak mnie inni widzą, lecz moje własne wyobrażenie tego, bądź też pragnienie, jak chcę być widziany. Takie podejście jest potężnym czynnikiem spowalniającym odkrycie prawdziwego ja. Ten uzależniający środek usypia moje prawdziwe je i przekonuje mnie do tego, że to szalbiercze, fałszywe ja, ego, jest moim prawdziwym ja. Taka publiczna wersja siebie staje się centrum mojej świadomości.

W takim stanie nieświadomości prowadzimy życie na użytek zewnętrznej audiencji, która nieustannie obserwuje nas, a szczególnie wobec tych, którzy nam przyklaskują. Wywołuje to niepokój, ponieważ nigdy nie ma pewności, jak dobrze idzie nam ukazywanie siebie, obrazu, którego się od nas oczekuje.

Jest to poważnym zagrożeniem dla autentyczności. Faktem jest, że spotkałem bardzo niewielu autentycznych ludzi. Ludziom wydaje się, że są autentyczni, lecz czy tak jest, łatwo przekonać się po tym, jak bardzo cenią tych, którzy ich kochają i tych, którzy ich nienawidzą. Tak czy inaczej, jacyś „oni” wpływają na moje życie, ponieważ bardziej reaguję na nich, nie na Boga.

Wszyscy w jakimś stopniu przeżyliśmy to. Jest to życie zdominowane przez staranie się o to, aby zdobywać dla siebie miłość, szacunek i inne zachęty, które, jak nam się wydaje, spoczywają w rękach innych ludzi.

Kiedy rozglądamy się wokół, aby zobaczyć jak dobrze nam idzie zdobywanie zadowolenia tych, których najbardziej cenimy, nasze życie staje się coraz mniej spontaniczne i coraz bardziej sztuczne. Takie postrzeganie siebie powoduje utratę władzy/kontroli, ponieważ w ten sposób przekazuje się ją innym.

__________________________________________

18 sierpnia

Zazwyczaj niezauważonym przez długi czas i bardzo zwodniczym miejscem oporu jest przekonanie, że: „Jestem tym, w co wierzę”. Są też i inne oporniki przemiany takie jak „jestem tym, czym jest moje ciało”, „jestem właścicielem siebie”, „jestem tym, czym są moje dary”, „jestem tym, czym jest moja grupa”, „jestem tym, jak myślę”. Wydaje mi się, że z tych wszystkich najsilniejsze warownie budują: „jestem tym, w co wierzę” i „jestem tym, czym jest moja grupa”, ponieważ wyglądają tak Pobożnie. Czy istnieje jakiś lepszy sposób odrzucenia bez poczucia winy większości nauczania Jezusa niż zrobić to jako świętą ofiarę dla Boga, potwierdzoną przez jakąś grupę i nazwanie tego „w imieniu Jezusa”?

O ile te warownie przekonań mogą być zakorzenione w czymkolwiek, Jezus obie rzeczy nazywa „kwasem”, którego mamy się szczególnie strzec: strzeżcie się kwasu Heroda (polityki) oraz kwasu faryzeuszy (religii). Te dwie rzeczy są bardzo głęboko osadzone w nas i tworzą dobrze ukryte i dobrze strzeżone więzienie, które staje się substytutem wyższej świadomości.

Postęp następuje w dziedzinie myśli, sądów i opinii, które stają się wierzeniami, a wierzenia podstawą mojej świadomości, przez którą interpretuję całą rzeczywistość. Kim jestem? Jestem tym, w co wierzę.

Gdy zredukujemy wiarę do wierzeń/przekonań, nie ma miejsca już na prawdziwą wiarę, a moje ego mocno okopane, stale prezentując siebie jako, ten który „ma słuszność”. Niemniej, nie twierdzę, że przekonania są złe, mogą one odgrywać ważną rolę w naszym rozwoju. Kiedy jednak te przekonania stają się moim Bogiem, to znaczy, że stworzyłem bałwana na swój własny obraz i to takiego, którego muszę pytać o zgodę zanim coś zobaczę, zrobię czy usłyszę.

Jeśli jakaś dyskusja wychodząca poza moje dobrze przemyślane przekonania, wywołuje strach lub gniew, to powinienem zadać sobie pytanie: „co we mnie gniewa się?” „Dlaczego mnie to gniewa?” Uważaj! Ponieważ jeśli odpowiesz sobie na to pytanie szczerze, otworzy się okno, abyś wyjrzał poza miejsce, w którym jesteś. Jest to ruch w kierunku czegoś większego niż twoje własne małe ego i spowoduje rozluźnienie przywiązania do swoich przekonań. Wkrótce zostaniesz określony przez otaczających cię ludzi jako człowiek zmierzający ku liberalizmowi, new age, czy modnej teologii. Po jakimś czasie osądzą cię jako heretyka i zwodziciela wielu.

Początkowym punktem dla tych, którzy chcą wyjść poza własne przekonania, nie jest ich brak, lecz luźne ich traktowanie i zmniejszenie stopnia w jakim zapewnia się samego siebie, że są one prawdziwe i słuszne. W ten sposób usuniesz ze swej świadomości kajdany i zaczniesz podróż w kierunku czegoś większego.

 

Stan 15/16.08.2018|Stan 19/20.08.2018

Radość bezwarunkowego poddania się

Chip Brogden

W Ewangelii Jana 3:30 mamy podaną zasadę, mówiącą, że mnie (nas) musi ubywać. Jak pewne jest to, że Chrystus musi wzrastać, tak mnie musi ubywać. Tak po prostu musi być, więc tak będzie. Jedno bez drugiego nie będzie funkcjonować.

Ponieważ wszystko, cokolwiek Bóg zrobił, robi i będzie robił jest w jakiś sposób związane z wzrastaniem Chrystusa to całkowicie pewną konsekwencją będzie to, że wszystkiego innego będzie ubywać. Taki proces funkcjonuje w każdym mężczyźnie, kobiecie, chłopcu, dziewczynie: doprowadzić każdego na sam skraj własnych możliwości tak, aby uchwycili się Chrystusa i byli gotowi zostawić znoszone, brudne szaty życia skupionego na sobie i zamienić je na sprawiedliwe szaty życia skoncentrowanego na Chrystusie. Jest to proces, który zachodził w tobie na długo zanim oddałeś swoje życie Panu. Nie musisz rozumieć korzyści jakie z tego procesu płyną dla ciebie, lecz sam proces będzie przebiegał znacznie łagodniej, jeśli je zrozumiesz i podejmiesz współpracę z procesem.

Najlepszym sposobem współpracy z Bogiem jest skoncentrować się na tym, co powoduje wzrost Chrystusa. Wielu słyszy nauczanie na temat Krzyża i pomniejszania siebie, spędza mnóstwo czasu (zbyt wiele) bardzo starając się umniejszyć się. Zwykle prowadzi to do nieskończonych introspekcji, analizowania i ostatecznie do frustracji. Wygląda na to, że im więcej uwagi poświęcamy sobie, tym więksi stajemy się i znajdujemy więcej złych rzeczy. Tak już jest, że koncentracja na jakiejś dziedzinie powoduje wzrost w tym obszarze. Jeśli więc skupimy się na Sobie, nawet jeśli jest to odważna próba pomniejszenia Siebie, to właśnie Ja staje się silniejsze.

Pismo nie uczy nas, aby trzeba było pomniejszać siebie przez ascezę, ubieranie na siebie szmat czy mówienie wszystkim, że jesteśmy tak małym robactwem. W ten sposób niczego się nie osiąga, a w rzeczywistości skutek jest przeciwny – zwracamy nadmiernie dużo zbytecznej uwagi na siebie. Wręcz przeciwnie, Pismo uczy nas szukać najpierw Królestwa Bożego i modlić się codziennie o Wolę Bożą. Jest to o wiele bardziej pozytywne i skuteczne podejście. Skupiając się na ty, na czym chcemy – na wzroście Chrystusa – otrzymujemy dokładnie to, o co prosimy: wzrost Chrystusa. Skrajnym skutkiem wzrastania Chrystusa jest automatyczny ubytek Ego. Nie musimy bezpośrednio starać się o pomniejszanie siebie, wystarczy dążyć do tego, co powoduje wzrost Chrystusa.

Jeśli, na przykład, naprawdę kocham Boga z całego serca, umysłu i sił, i kocham bliźniego jak siebie samego to tak naprawdę nie ma miejsca tutaj na zajmowanie się sobą. Dać Bogu „wszystko” to nie pozostawić niczego sobie. Gdy nasze poddanie jest bezwarunkowe, całkowite to nie pozostaje miejsce na nic z własnego życia. Wszystko, co mam, wszystko, czym jestem, zostało w pełni i całkowicie poddane Bogu. To dlatego Pan Jezus tak skutecznie przeciwstawiał się licznym pokusom i sprawdzianom, który stawały na Jego drodze. Gdy ktoś żyje dla miłości Bożej i stara się pełnić wyłącznie Jego Wolę to w jego życiu nie ma żadnych ubocznych egoistycznych wpływów i staje się odporny na pokusy. Każda pokusa ma swoje źródło w żywym Ego. Skoro tylko zostaje ono doskonale odrzucone, grzech nie ma żadnego wpływu, całkowicie przestaje być pociągający.

Cel prób i sprawdzianów

Continue reading

Stan_15/16.08.2018 Dary mistyków

Stan Tyra

15.08.2018

Zaufanie w mroku:
Jeśli jesteś czujny, ostatecznie zdasz sobie sprawę z tego, że ta podróż doprowadziła cię do całkowicie innego okresu. To, co zaczęło się w pełni światła, obróciło się w ciemność, podobnie jak droga Saula w podróż Pawła. W jakiś sposób zmagania, zniechęcenie, cierpienie, beznadzieja, zastąpiły pokój, radość i optymizm. Co gorsza, wydaje się, że Bóg spakował się i wyprowadził, i nigdzie nie można Go znaleźć. (Znasz to z doświadczenia.) Wiedz, że to kolejny etap twojej podróży. Szesnastowieczny mistyk, Jan od Krzyża, nazwał to „ciemną nocą duszy”. Jezus, będąc na Krzyżu, nazwał to „porzuceniem”.

Przeważnie jesteśmy uczeni, aby uciekać przed ciemnością, sprzeciwiać się jej, gromić i zwyciężać, niemniej, jedyną drogą wyjścia jest przejście przez nią. Mistycy są mistykami, dlatego że nauczyli się podróży przez miejsca, gdzie ich zmysły stają się zaciemnione a ich dusze zachmurzone. Oni powiedzą nam, że jeśli zamiast spodziewać się usunięcia ciemności, zgadzamy się na napływ łaski, nauczymy się widzieć w ciemności i rozpoznawać Bożą obecność, nawet wtedy, gdy znajdujemy się w chmurze niewiedzy.

To właśnie tutaj możemy nauczyć się ufać Bożej obecności i jego obietnicy: „Nie opuszczę cię nigdy, ani nie porzucę”. Tylko w takim miejscu wiara jest doskonalona. Czegokolwiek szukasz czy cokolwiek dostrzegasz, zawsze jest to boska podróż. Wyłącznie w „dolinie cienia śmierci” możesz nauczyć się „nie bać zła, ponieważ ty jesteś ze mną...” (Ps 23). Dawid powiedział również: „ilekroć mnie trwoga ogarnie, w Tobie pokładam nadzieję” (Ps 56:2-4).

To jest miejsce, w którym uczysz się „chodzić przez wiarę, a nie oglądanie”. Gdy wiara jest realizowana w ciemności, wtedy „światło świeci W ciemności” (J 1:5) – świeci nie eliminując ciemności, lecz świecąc w niej.

Nauka ufania Bogu w ciemności to poznawanie Boga ponad odpowiedziami, wnioskami, obrazami czy koncepcjami. Jest to poznanie od wewnątrz, a nie z zewnątrz. Jest to jeden z tych potężnych darów, które przynoszą mistycy, ponieważ oni sami przeszli tą drogę i wrócili, aby zachęcić nas na naszej drodze.

 

15.08.2018

„Mistycy i dary, które przynoszą”

Drugim darem, który mistycy przynoszą jest współpraca głowy i serca. TA droga ku Bogu i ku prawdziwemu ja musi zmienić zarówno serce jak i umysł. Ponieważ do tego, aby ujawniło się prawdziwe ja, serce i umysł muszą być kształtowane przez serce i umysł Chrystusa.

Sam z siebie umysł nie jest zdolny do poznania tajemnicy Chrystusa w tobie. Aby żyć prawdą, umysł musi poddać się mądrości serca, którą ma przez wiarę. To serce przeżywa Boga, a nie wyciągający wnioski umysł.

Głęboką ignorancją jest sądzić, że możemy kiedykolwiek posiąść prawdę, mistyczną nadzieją jest to, że my sami możemy zostać opanowani przez Prawdę. Jest to przeciwny kierunek do posiadania opinii czy „wierzeń” na temat prawdy, bez względu na to jak wieloma wersami możesz ogłosić swoje wnioski. Spotkałem wielu ludzi, którzy nigdy nie otworzyli Biblii, a jednak nieśli w sobie i odzwierciedlali wielkie prawdy. Najczęściej prawda ich życia jest znacznie bardziej podobna do Chrystusa i Chrystusowa niż tych ludzi, którzy znają Biblię od pierwszej do ostatniej strony.

Nie możemy przyodziać „umysłu Chrystusa” dopóki nie będziemy chcieli założyć „serca Chrystusa” i żadne z nich nie da się osiągnąć dzięki wysiłkom i dyscyplinie, oba uzyskuje się dzięki uzdrowieniu przez bezwarunkową miłość. Prosta zmiana myślenia czy zgoda na pewne biblijne opinie jest żałośnie ubogim substytutem „nowego stworzenia” w miłości i przez miłość.

Często mówię, że umysł tworzy wspaniałych uczniów i osoby pomagające innym rozwijać swoje umiejętności, tylko wtedy, jeśli jest poddany sercu. Umysł, jako przywódca tworzy i dokonuje projekcji strachu, oddzielenia, osądzania i bólu na całej ziemi, także w kościele. Umysł niepoddany sercu wiary jest anty-chrystusowy w swym pojmowaniu rzeczywistości. Powinno być dla nas oczywiste, że umysł jest w stanie uwierzyć we wszystko, co sam stworzy.

 

Stan 14.08.2018| Stan 17/18.08.2018

Stan_14.08.2018 Mistycy


Stan Tyra

Przeczytaj Ef 3:17-19

Gdy mistycy mówią od Boga, mówią z miłości. Czynią tak, ponieważ spotkanie, które przeżyli, nie pozostawia im nic więcej do powiedzenia, a nawet wtedy nie mają wiele słów, których mogliby użyć i nie ma to nic wspólnego z ich teologicznymi przypuszczeniami. Przypomina to próby opisania zapachu powietrza. Jest wszędzie, widzisz skutki istnienia, żyjesz dzięki niemu, a jednak nie jesteś w stanie dokładnie opisać go.

Mistycy powiedzą nam, że miłość jest istotą naszej egzystencji a zatem poznanie Boga jako miłości jest wszystkim, co może doprowadzić nas do pełnej miłości jedności z miłością. Pamiętaj, miłość nie jest atrybutem Boga, jest Jego totalną istotą. Tak więc, mistycyzm daje udział w przemieniającej podróży ku uświadomionej jedności z Bogiem jako miłością.

Mistycy mają nam wiele darów do zaoferowania, lecz wydaje się, że dla nas są cztery najważniejsze obszary: zaufanie w mroku, współpraca głowy i serca, uzdrowienie zranionej osobowości i zjednoczenie podzielonej świadomości.
Podejmę z tego miejsca następnym razem i przyjrzymy się każdemu z nich głębiej.

 

Stan 13.08.2018| Stan 15.08.2018

Ojciec nie opuścił Syna

Dave Carringer‎

dla Grace Fellowship Network

Uczono mnie, abym zaufał i powierzył swoje życie Bogu, który odwrócił się plecami do Swego własnego Syna. A wszystko przez to, że Jezus wypowiedział na krzyżu jeden wers z Psalmu 22: „Dlaczego mnie porzuciłeś?” Tak, Jezus cytował ten najbardziej znany w ich kulturze mesjański psalm po to, aby byli pewnie, że to On jest Tym, na którego czekali.

Wypowiedział pierwszy wers tego psalmu: „Boże mój, czemuś mnie opuścił” opisując ludzki płacz i ich wypaczoną drogę pracy, harówki, ciemności oraz „grzechu”, a co było skutkiem wyobcowania Adama w ogrodzie. Adam zobaczył, że jest nagi i zaczął się bać, ponieważ teraz widział Boga bardziej jako sędziego niż miłującego Ojca. To związanie (strachem) śmiercią zostało spowodowane myśleniem Adama oraz tradycją ludzką, która była przekazywana tak, że rozpowszechniła się na WSZYSTKICH ludzi. Wołanie Jezusa, cytującego na krzyżu ten fragment jest dowodem na to, że stał się we wszystkim taki jak każdy człowiek.

Ponad 30 różnych proroctw z Psalmu 22 wypełniło się, gdy Jezus był na krzyżu, a Psalm kończy się, mówiąc, że Jego sprawiedliwość będzie ogłoszona przyszłym pokoleniom, WSZYSTKIM ludziom, którzy dopiero się narodzą, „ŻE ON ZROBIŁ to”, co ówczesnym ich języku znaczy to samo co ‘WYKONAŁO SIĘ!’ (ostatnie słowa wypowiedziane przez Jezusa). Widzimy więc tutaj, że Jezus wypowiada pierwsze i ostatnie słowa tego psalmu… lecz nie mówi tego wcześniej, niż wszystkie pozostałe prorocze zapowiedzi tego psalmu wykonały się tuż przed ich oczyma. Słuchali teraz każdego proroctwa, którego nauczano o tym „cierpiącym słudze, który ma przyjść” i patrzyli na to, jak się wypełniają w tak potężny sposób na krzyżu, że nawet rzymski żołnierz słysząc: „WYKONAŁO SIĘ”, stał zdumiony ogłaszając: „Zaprawdę…Ten był… Synem Boga”.

Ojciec nigdy nie opuścił Swego Syna na krzyżu. Kto przy zdrowym zmyśle zaufałby Bogu, który odwrócił się tyłem do Swego własnego Syna? Niemniej, mamy prawdziwego Ojca w Bogu, który nigdy niczego nie zrobił bez Swego Syna, ale BYŁ W Chrystusie na tym krzyżu jednając świat ze Sobą.
Nawet ten sam Psalm w wersach 21-24 mówi: „Odpowiedziałeś mi” oraz „nie wzgardził i nie brzydził się nędzą ubogiego Ani nie ukrył przed nim oblicza swego, Lecz gdy wołał do niego, wysłuchał go…” Prawdziwy Ojciec nie zostawia swoich synów i córek. Nigdy. Nie pasuje to jednak do wyobcowanego ludzkiego umysłu, który widzi w Nim osądzającego boga gotowego potępiać nas… czyli do czegoś, o czym Jezus wielokrotnie powtarzał, że nie jest to prawdą. Jezus powiedział: „Nigdy cię nie zostawię ani nie opuszczę” oraz „czynię tylko to, co widzę, że Ojciec czyni”.

Smutne to jest jak mocno trzyma się to niezrozumienie w życiu ludzi gotowych iść za bezsilnymi tradycjami tylko dlatego, że przekazał ich ktoś, komu ufali. Na całym świecie powstają ludzie nie bojący się stanąć jako synowie i córki Boga, którzy sami sprawdzają te rzeczy po czym bez zawstydzenia ogłaszają prawdę i dobroć, które znaleźli.

Mam nadzieję, że do nich należysz.

Duch Święty_5 Różnice w odczuwaniu Ojca, Syna lub Ducha

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.

Ojciec jest źródłem

On jest dawcą wszelkiego dobrego daru (Jk 1: 13-18), stworzył nas jako pierwociny Jego stworzenia. On tak umiłował świat, że dał Swego Syna (J 3:16) … więc Jego obecność jest cięższa, bardziej „gęsta”. To Ojciec zajmuje się zasadniczymi kwestiami w naszych sercach jak to, kim jesteśmy, w jakim celu tu jesteśmy, dlaczego znaleźliśmy na tej planecie. Bardzo często, gdy przebywamy w tej „gęstej”, świętej obecności, umożliwia Mu to wykonać pracę w naszym wnętrzu, której nasz umysł nie ogarnia. Większość ludzi zdaje sobie wtedy sprawę, w tym czasie należy siedzieć, nie ruszać się, być cicho.

W czasie usługi, w czasie modlitwy lub uwielbienia, gdy Ojciec zaczyna zajmować się kluczowymi sprawami naszego serca, w tym czasie odnosi się wrażenie, że jakiekolwiek poruszenie się czy powiedzenie czegoś byłoby w tym miejscu czymś niewłaściwym. To bardzo cichy czas w którym człowiek nasiąka Nim, siedząc odczuwa Go. Często wydaje się wtedy, jakbyś miał zabetonowane nogi, po prostu nie możesz się ruszyć z powodu jego obecności, która jest tak gęsta. W tym czasie On dociera do korzenia naszego serca, zajmuje bardzo prywatnymi problemami ludzi, których nasz umysł często nie dostrzega

 

Obecność Jezusa

Obecność Jezusa jest wyraźnie lżejsza, odczuwalna bardziej w sferze duszy i emocji. W Jego obecności czujemy się bardzo normalnie i komfortowo. To, co odczuwasz teraz w swoim duchu, to tak samo odczuwasz, gdy On jest rzeczywiście obecny obok, ale w bardziej intensywny, wyraźny sposób. Twój duchowy człowiek rozpoznaje Go i często zaczyna wiercić się i ekscytować, zaczynasz odczuwać ogromny pokój. Nie potrafię tego lepiej opisać. Kiedy po raz pierwszy ujrzałem Go, gdy 1 października 1986 r przyszedł aby mnie nauczać, mój umysł zastanawiał się wtedy, dlaczego mój duchowy człowiek jest tak podekscytowany, że odczuwam motyle w moim duchu. Mój duch nie był zdenerwowany – raczej podekscytowany. I właśnie wtedy go ujrzałem.

Jeśli jesteś wyćwiczony w przełączaniu uwagi na swojego ducha, bardzo łatwo jest odczuć, gdy On jest w pobliżu. Człowiek musi nauczyć się przełączać uwagę na swojego ducha, zanim kiedykolwiek odczuje Ich obecność. Zatem ćwicz się w tym!.

Continue reading