Codzienne rozważania_27.04.10 Głos w tłumie

James Ryle

„Mądrość krzyczy głośno na ulicy, tam gdzie gromadzi się tłum” (Przyp. 1:20, wg Contemporary English Version)

Czy wiesz o tym, że Bóg chce do ciebie mówić? Nawet pośród tysięcy różnych rozpraszających rzeczy jest takie jeden Głos, który zawsze może być usłyszany, lecz tylko przez tych, którzy chcą słuchać. Jest to głos Mądrości.

„Mądrość wychodzi na ulicę i krzyczy. W centrum miasta przemawia, zajmuje swoje stanowisko wśród ruchu, na najbardziej ruchliwych rogach woła: Prostaczkowie, dopókiż będziecie się pogrążać w ignorancji? Cynicy, Jak długo będziecie karmić swój cynizm? Głupcy! Jak długo będziecie odmawiać nauki? Zmieńcie poglądy! Ja mogę poprawić wasze życie. Zwróćcie uwagę chcę wylać mego ducha na was; chcę opowiedzieć wam, to co wiem” (Przyp. 1:20-23, The Message).

Mogłoby się wydawać, że taka oferta będzie szybko przyjęta, lecz tak nie jest. Zamiast tego, mamy odrzucenie Mądrości i to bez względu na konsekwencje.

„Ja wołam, -mówi Mądrość. -lecz wy odwracacie się; ja wychodzę do was, lecz wy ignorujecie mnie. Ponieważ naśmiewaliście się z moich rad i dowcipkowaliście z mojej mądrości, jak mogę traktować was poważnie? Ja odwrócę koleje losu i będę żartować z waszych problemów!”

Co będzie, gdy spadnie dach i całe wasze życie rozpadnie się na kawałki? Co będzie, gdy nieszczęście przyjdzie na was i nie pozostanie z waszego życia nic, oprócz gruzu i pyłu? Wtedy będzie mnie potrzebować, wtedy będziecie wołać, lecz nie oczekujcie odpowiedzi. Bez względu na to, jak trudna będzie wasza sytuacja, nie znajdziecie mnie.

Ponieważ nienawidziliście Poznania i nie mieliście nic wspólnego z bojaźnią Bożą; ponieważ chcieliście mojej rady i odrzucaliście wszelkie moje próby wyćwiczenia was. Sami pościeliliście sobie łóżko, teraz połóżcie się na nim. Chcieliście żyć według sposobów? A teraz, jak wam się to podoba? (Przyp. 1:24-31, The Message).

Ma to sens, prawda? Jeśli nie będziemy słuchać tego, co Bóg mówi, gdy woła do nas, to dlaczego On miałby słuchać nas, gdy będziemy wołać do Niego?

Miałem przyjaciela, lub może wydawało mi się, że był przyjacielem, lecz bez względu na to jak często dzwoniłem do niego, pisałem listy, e-maile czy próbowałem się spotkać, on nigdy nie odpowiadał. Więc i ja przestałem. Czy nie wydaje ci się, że Bóg może robić tak samo?

Przy tak dużej ilości dźwięków/głosów wypełniających powietrze, najpilniejszą uwagę zwróćmy na ten głos, który naprawdę się liczy – na Głos Mądrości.продвижение по трафику

Przyjaciele na zawsze

Dudley Hall

29 marca 2010

„Takie jest przykazanie moje, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem. Większej miłości nikt nie ma nad tę, jak gdy kto życie swoje kładzie za przyjaciół swoich. Jesteście przyjaciółmi moimi, jeśli czynić będziecie, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego; lecz nazwałem was przyjaciółmi, bo wszystko, co słyszałem od Ojca mojego, oznajmiłem wam” (Jn 15:12-15).

Co nowego jest w przykazaniu, które Jezus dał swoim uczniom/ przyjaciołom. Stary Testament polecał Bożemu ludowi kochać Boga z całego serca i kochać innych jak siebie samych. Oznacza to, że o standardzie powodzenia decydowały możliwości jednostki. Nawet jeśli tak robił to była to miłość ograniczona przez możliwości kochania, tego, kto kochał. To nowe przykazanie ma nowy standard i nową moc. Miało być cechą wyróżniającą nową kulturę, którą właśnie tworzył.

Jezus budował nową grupę przyjaciół, którzy mieli być używani do rozpowszechniania na całym świecie nowej kultury. Jezus używał prawdopodobnie terminu „przyjaciele” w odniesieniu do tzw. 'przyjaciół przymierza’, co było dobrze znane żydowskiemu myśleniu. W starożytnej kulturze sąsiednie narody były albo przyjacielskie, albo nieprzyjacielskie w zależności od rodzaju umów jakie określały ich relacje. Przyjaciele Boga to ci, którzy zawarli z Nim przymierze. Ci, którzy odrzucają odnoszenie się do Boga na podstawie przymierza, nie są Jego przyjaciółmi lecz przeciwnikami. Jezus nazywa swoich uczniów przyjaciółmi, ponieważ On sam ich wybrał, a nie dlatego, że z natury są przyjacielscy. Wyjaśnia im, że to On umożliwił nawiązanie relacji z Ojcem, aby mogli otrzymać korzyści płynące z relacji przymierza jakie On sam ma z Ojcem.

Te korzyści, które podkreśla, to poziom zrozumienia udzielany przyjaciołom. Sługa dostaje tylko tyle informacji, ile potrzeba, aby wykonać polecenie. Nawet dobrzy słudzy są „nastawieni na polecenia”. Przyjaciele mają znacznie większy obraz, ponieważ otrzymują perspektywę Jezusa. Wyjaśnia im, że cała historia dotyczy Ojca i Syna, pokazał im, że celem całego odkupienia jest pojednanie stworzenia z Ojcem. Rzeczywiście powiedział im, że objawił im WSZYSTKO, co objawił mu Ojciec. To bardzo dużo! Teraz wiedzą już wszystko, co potrzeba, aby został osiągnięty ostateczny cel Boga Ojca.

Oczywiście, pomimo tego, że przekazał im te informacje, oni sami nie rozumieją ich jeszcze do końca. Po przyjściu Ducha Świętego zaczną pojmować to, co Jezus im mówił. Ich życie będzie fascynującą podróżą oczekiwania na to, co będzie się przed nimi otwierać ze słów Jezusa.

A co z tobą? Czy cieszysz się przyjaźnią z Jezusem? Warunek, który postawił pierwszym uczniom był taki: „Jeśli czynić będziecie to, co nakazałem”. On przykazał nam, abyśmy uwierzyli, że to, co mówi, jest prawdą i działali zgodnie z nią.

сайт

Codzienne rozważania_26.04.10 Słyszałeś Boga ostatnio?

James Ryle

Jeden z przyjaciół Joba powiedział mu: „Wszak Bóg przemawia raz w taki sposób a drugi raz inaczej, choć można na to nie zważać” (Job 33:14, wg wersji ang.).

Te wers fascynuje mnie i zachęca, ponieważ pokazuje jak Bóg gorliwie chce mówić do tych z nas, którzy prawdopodobnie przeważnie nie słuchają tego, co ma do powiedzenia, lecz to Go nie powstrzymuje. Mówi w taki czy inny sposób, w każdy skuteczny sposób, aby dotrzeć do głuchych uszu i obojętnego serca.  Bóg zna mnie i zna mój język. Wie również w jaki sposób obejść wszelkie bariery, które postawiłem na drodze okazywania mi przez Niego miłości, jakiż głupiec ze mnie.

Bóg mówi: „raz tak, raz inaczej”. Jakże zachwycająca jest Boża różnorodność, Jego słownik jest potężny, a zrozumienie niezbadane. Jego miłość jest niezawodna, Jego stanowczość w tym, aby dotrzeć do mego serca Słowem jest trwała. Pan będzie mówił w każdy możliwy sposób, który odpowiada Jego celowi zbawienia mego życia. W kościele i poza kościołem to bez znaczenia. Bóg mówi przez Biblię, przez naturę, przez okoliczności i innych ludzi, przez sny i wizje, a czasami nawet środkami nadnaturalnymi.

Charles Spurgeon napisał: „Cała natura pełna jest tekstów do przemyśleń krążących wokół. Od cedru do hizopu, od szybującego orła do skrzypiącego konika polnego, od błękitnej przestrzeni nieba do kropli rosy. To wszystko jest pełne nauki i gdy Bóg otworzy oczy, ta nauka błyska w umyśle znacznie żywiej niż spisane księgi. Nasze małe pomieszczenia nie są ani na tyle zdrowe, ani na tyle miłe czy sugestywne, czy inspirujące niż otwarta przestrzeń. Niczego nie uważajmy za prostackie czy nieczyste, lecz obierajmy to, że całe stworzenie wskazuje na swego Twórcę, a te pola od razu będą święcone”.

Zauważmy, w końcu, że ten wers dodaje zwrot budzący nadzieję: „choć można na to nie zważać”. Nie jest tutaj napisane, że człowiek nie może Go zauważyć, a raczej mówi, może nie zauważać. Znaczy to więc, że również może zauważyć, co Bóg do niego mówi i co dla niego robi, jest więc w tym nadzieja dla nas wszystkich! Rzeczywiście jest taka możliwość, że dziś usłyszymy Boży głos!

A co, jeżeli chodzi o ciebie? Słyszałeś Boga ostatnio?

продвижение сайта

Moc relacyjnego uczniostwa

06 kwietnia 2010

J. Lee Grady

W zeszłym tygodniu grupa 91 facetów zebrała się na trzydniowy wypoczynek. Przypomniało mi to o tym, że prawdziwe chrześcijaństwo nie ma nic wspólnego z powierzchowną religią. Co najmniej od 3 lat chciałem zebrać grupę przyjaciół na wspólny czas zachęcenia i osobistego usługiwania. Nie byłem w stanie zorganizować fantazyjnego wydarzenia i nie wydawało mi się, żeby ci chłopcy chcieli wielkiej zadymy z drogimi hotelami i wysoko opłacanymi mówcami.

Zrobiliśmy to skromnie w użyczonym nam kościelnym budynku (dzięki, pastor Donna), pozostawiając całkowitą swobodę ubioru (dżinsy i T-shirty), z domowym jedzeniem (spotkaliśmy się w Północnej Karolinie, grillowej stolicy Południa), dzięki uprzejmości lokalnego Hampton Inn wynajęliśmy tanie pokoje. Zaskoczyło mnie to, że 91 facetów z 20 stanów i czterech z innych krajów pojawiło się na trzydniowy czas uwielbienia, współdziałania w małych grupach i inspirujących usług przekazanych przez 32 innych (każdy zachowywał swoje komentarze, aż do chwili, gdy był na to wspólny czas).

Młodzi chrześcijanie nie przyjmą mentorowania czy duchowego kształcenia nosząc

cudzą Biblię czy neseser. Prawdziwe uczniostwo może mieć miejsce wyłącznie w atmosferze

pełnej miłości i relacji.

To, co wydarzyło się w tym krótkim czasie czasu, zdumiało mnie. Zmęczeni pastorzy spotykali nowych przyjaciół, młodsi wiązali się z nowymi mentorami. Mężczyźni otwierali swoje serca, mówiąc o swoich najgłębszych zmaganiach. A w tym wszystkim najlepsze było to, że Bóg pojawił się i mówił do wielu z nich o ich obawach i braku poczucia bezpieczeństwa.

Drugiego dnia grupa sześciu młodych mężczyzn mówiła o potrzebie pobożnego wzorca. Niektórzy przyznali, że mieli dysfunkcyjne relacje ze swymi ojcami, inni wskazywali na to, że nawet w kościele nie byli zachęcani do kontaktowania się z duchowymi ojcami. Jeden z nich, Charles, opowiadał, że w jego kościele nigdy nie dopuszczano do nawiązywania bliskich przyjaźni z pastorami czy liderami. Oczekiwano od nich, że będą giermkami, których rola sprowadzała się do pracy osobistych lokajów, czyszczących buty pastorów, noszących wodę i eskortujących ich do kazalnicy.

Młodzi mężczyźni, którzy przyjechali na nasz weekend uczniostwa, Bold Venture, płakali z powodu brak autentycznych relacji. Oni nie przyjmą mentoringu czy duchowego kształcenia nosząc cudzą biblię czy neseser. Prawdziwe uczniostwo może mieć miejsce wyłącznie w atmosferze pełnej miłości i relacji.

Taki był sposób prowadzenia uczniów przez Pawła. O ile faktycznie przemawiał na spotkaniach kościelnych to jego służba nie była skupiona na wydarzeniach, kazaniach czy cielesnym sposobie przekazywania. No, i z pewnością nie chodziło o wywarcie presji na dawanie ofiar, o kaznodziejski manieryzm czy o to, jak wielu ludzi podeszło do przodu.

Posłuchaj jak Paweł definiuje służbę w 1 Liście do Tesaloniczan 2:8: „Żywiliśmy dla was taką życzliwość, iż gotowi byliśmy nie tylko użyczyć wam ewangelii Bożej, ale i dusze swoje oddać, ponieważ was umiłowaliśmy„.

Paweł wiedział, że w służbie chodzi o kochanie ludzi i inwestowanie w nich. Prowadził życie nie na potrzeby telewizyjnych kamer, nadskakujących tłumów czy giermków ani kontrakty na wydanie książek. (A tak faktycznie to napisał sporą część Nowego Testamentu i nie otrzymał żadnego honorarium!) Dlatego, że kochał mężczyzn i kobiety ze swej grupy duchownych, mógł znieść biczowanie, morskie katastrofy, odrzucenie, rozruchy i więzienie. Wszystko, co robił miało na celu wlewanie życia Jezusa w ludzi takich jak Tymoteusz, Sylwan, Marek, Feba, Epafras, Łukasz, Pryscylla, Barnaba, Ewodia i wszystkich nowotestamentowych herosów, którzy nazywali Pawła duchowym ojcem.

Zastanawiam się jak zareagowałby dziś Paweł, gdyby żył i widział te pułapki „służby”, które sami stworzyliśmy. Wyobrażam sobie, że rozdarłby swoje szaty i wezwał nas do powrotu do prostej pokory.

Jeden z zagranicznych gości naszego weekendu Bold Venture, Robert, był pastorem z Ugandy. Napisał mi dziś, tuż po powrocie do Kampala, żeby się podzielić swym planem szkolenia mężczyzn w swym kraju. Napisał:

„Dziękuję za przedstawienie mnie gronu tych dzielnych mężczyzn, których życie i historie zainspirowały mnie do podjęcia działalności dla Boga w sposób całkowicie inny! Mam odwagę ku temu, aby oddać swoje życie tak wielu ludziom, jak to jest mogę.

Już skontaktowałem się z tymi, którym pomagałem do tej pory. W przyszłym tygodniu spotkam się z 24 z nich po to, aby przekazać im to, co przeżyłem. Następnie mam grupę innych 70 uczniów, których chcę mentorować w sposób celowy. Ogólnie, patrzę na 100 młodych duchownych, których będę szkolić. Będziemy razem żyć, śmiać się, płakać, będziemy dostępni dla siebie i otwarci względem siebie. Nie jest to w afrykańskim stylu, lecz wiem, że jest to droga, którą należy iść”.

Uczniostwo jest bardzo prostą koncepcją; może zbyt prostą dla niektórych z nas, szczególnie dla tych, którzy uzależnili się od aplauzu, kolejek do modlitwy, dzwonków i gwizdków amerykańskiej religii. Jeśli jednak posłuchasz uważnie to usłyszysz, wśród zgiełku tłumu, jak Duch Święty wzywa nas do powrotu do podstaw Nowego Testamentu.

– – – –

J. Lee Grady był przez 11 lat redaktorem magazynu Charisma, obecnie jest redaktorem pomocniczym. Jego nowa książka „The Holy Spirit Is Not for Sale” jest obecnie dostępna w księgarniach.оптимизация поисковые системы

Codzienne rozważania_25.04.10 Możesz pocałować swego osiołka na pożegnanie

James Ryle

„Nie ludziom staram się podobać, lecz Bogu” (Gal. 1:10).

Jest taka historia, która opowiada o podróży starego mężczyzny, chłopca i osła do miasta.

Chłopiec jechał na osiołku, a mężczyzna szedł piechotę. Gdy szli, pewni ludzie stwierdzili, że to wstyd, aby chłopiec jechał, każąc starszemu panu chodzić, więc ten mężczyzna i chłopiec pomyśleli, że może to i racja, i zamienili się.

Jakiś czas później minęli grupę ludzi, którzy zauważyli: „Co za wstyd, żeby ten człowiek zmuszał małego chłopca do chodzenia”. Wtedy postanowili, że obaj będą szli!

Znowu mijali ludzie, którzy stwierdzili, że to głupota, aby iść na piechotę, gdy mają doskonałego osiołka, na którym można by jechać, dosiedli więc go razem.

Gdy kolejna grupa ludzi stwierdziła, że to wstyd, aby zmuszać biednego małego osiołka do dźwigania tak wielkiego ciężaru. Chłopiec i mężczyzna pomyśleli, że może mają rację, więc zdecydowali się na to, aby osiołka nieść.

Gdy przechodzili przez most, osiołek wymknął się im z rąk, wpadł do rzeki i utonął.

Morał tej historii jest taki: Jeśli będziesz chciał przypodobać się wszystkim, równie dobrze możesz pocałować swego osiołka (cokolwiek to by nie było) na pożegnanie!

Czy spędzasz swoje życie usiłując się przypodobać wszystkim? Nigdy ci się to nie uda, wyluzuj sobie. Czemu by, zamiast tego, nie grać tylko dla Jednego obserwatora? On kocha cię, wierzy w ciebie i sławi ciebie?

Dlaczego by nie żyć tak, aby podobać się Bogu?

раскрутка

Nowe spojrzenie na świat

Dudley Hall

23 kwietnia 2001

„A Ja dałem im chwałę, którą mi dałeś, aby byli jedno, jak my jedno jesteśmy. Ja w nich, a Ty we mnie, aby byli doskonali w jedności, żeby świat poznał, że Ty mnie posłałeś i że ich umiłowałeś, jak i mnie umiłowałeś” (Jn 17:22-23).

Gdybyśmy mieli opierać się tylko na tym, co jest widoczne to łatwo można dojść do wniosku, że siły rządzące światowymi systemami są nie tylko wrogie naszej wierze, lecz również lecz również nie do pokonania. Zaczynamy czuć się przytłoczeni przez krzykliwe ideologie, które odrzucają i szydzą z Boga, którego znamy. Wielu wierzących zdecydowało się na wycofanie się z publicznej działalności i podjęło próbę przetrwania w zamkniętych społecznościach, gdzie atmosfera jest łatwiejsza do kontrolowania. Inni nigdy nie z tego nie wyrośli i tęsknią stale za prostszymi czasami, i powrotem tych starych religijnych czasów z ich wyobraźni. Niektórzy z kolei pobudzani są nadzieją szybkiego zniszczenia, które ostatecznie da bezbożnym to, na co zasługują. Pragną Armagedonu, gdzie ci, którzy sprzeciwiają się nam, otrzymają słuszną karę. Wielu przystało na to, aby stać się częścią systemu i nawet nie zdają sobie spraw z tego, że istnieje jakieś napięcie. Po prostu znoszą życie na tym poziomie rzeczywistości, który im ten świat przedstawia.

Jezus modlił się o to, abyśmy patrzyli na świat inaczej. Ponieważ Pan zawsze modli się zgodnie z wolą Ojca, możemy być pewni tego, że Ojciec właśnie to teraz robi w nas: chce, abyśmy Go reprezentowali w taki sposób, aby świat doświadczył miłości Ojca. Bezbożnicy nie znają tej miłości. To fakt, że my wszyscy odpadliśmy od pierwotnego projektu miłości Boga Ojca powoduje, że ludzie źle postępują ze stworzeniem i wobec siebie nawzajem. Odcięci od bezwarunkowej i niepowstrzymanej miłości szukamy egoistycznego zadowolenia i chcemy kontrolować okoliczności. Jeśli cokolwiek lub ktokolwiek wejdzie nam w drogę, niszczymy go.

Wony toczą się na wielu poziomach społecznych o to, aby powstrzymać tą najgorszą część ludzkości przed przejęciem kontroli, lecz zwycięzcy mają w sobie perfidię i znowu trzeba toczyć inne bitwy o utrzymanie stanu pokojowego współistnienia. Niektórzy twierdzą, że powinniśmy znieść wojny, ponieważ one nigdy nie rozwiązują problemów. Jest to prawda, że wony nie zmieniają ludzkich serc; bo i nie mogą. Każde zwycięstwo jest chwilowe. Wojna, która toczy się wewnątrz niekochanego mężczyzny czy kobiety nieuchronnie doprowadzi do przerodzenia się w jakiś konflikt. Jeśli nie zostanie do zatrzymane, wywołuje coraz większe i bardziej niszczące wojny.

Jezus modli się ostateczne zwycięstwo Swojej misji. Modli się o to, abyśmy jako wierzący byli tak świadomi naszej jedności z Ojcem i Synem, że będziemy odbiciem pokoju kogoś będącego tak bardzo kochanym, jak Jezus był kochany przez Ojca. Ludzie, którzy są kochani nie są podatni na wojowanie ze sobą nawzajem. Zaspokojenie Ojcem daje im przyjemność, mogą więc dawać siebie dla korzyści innych. To „ludzie kochani” przekuwają miecze na lemiesze.

Podjęto mnóstwo prób stworzenia jedności w Ciele Chrystusa, abyśmy mogli wypełnić tą modlitwę Jezusa. Te ekumeniczne próby zazwyczaj są skierowane na sprawy doktrynalne i strukturalne. Niemniej, jedność będzie oczywista wtedy, gdy będziemy pewni, że jesteśmy kochani taka miłością, jak Ojciec kocha Syna.

Ci, którzy oszukują, aby zdobyć pozycję i manipulują, aby pozyskać przychylność zostaną zastąpieni przez tych, którzy cieszą się największym zwycięstwem, jakie kiedykolwiek odniesiono. Stojąc zwycięsko nad grzechem, śmiercią i piekłem, będą w stanie stawiać czoło temu światu nadzieją prawdziwego pokoju.Ludzie chcą być kochani, lecz nie mają pojęcia, że tego potrzebują, ani nie wiedzą jak to jest. To jest nasza przewaga. Nie jesteśmy ofiarami kulącymi się w strachu i obłudzie. Jesteśmy świadkami miłości, które wykracza poza ludzkie pojęcie.

сайт

Codzienne rozważania_24.04.10 Jak słabe 'ping’

James Ryle

http://truthworks.org/wp-content/uploads/2010/04/nuclear-sub.bmp

„Człowiek zaś duchowy rozsądza wszystko, sam zaś nie podlega niczyjemu osądowi” (1Kor. 2:15).

– James, mam dla ciebie słowo od Pana – powiedział z głębokim przekonaniem znajomy głos w słuchawce. Dzwonię, żeby ci je przekazać.

Jako pastor odbierałem już takie telefonu od czasu do czasu, ale generalnie okazywało się, że były to bardziej wyraz dobrych myśli dobrze mi życzących ludzi, ułożone w języku duchowego objawienia, aby przydać im wagi. Zawsze z uwagą słucham tego i dziękuję po zakończeniu. Byli też czasami tacy, którzy dzwonili, aby przywrócić mnie do porządku zjadliwym łajaniem, nakazanym przez Pana Wszechmogącego; no tak, w istocie. Szybko nauczyłem się jak przesiewać te telefony.

Tym razem było inaczej. Dzwonił mój bliski i zaufany przyjaciel, który ma za sobą kawał dobrze znanej drogi za Panem i lata słuchania Jego głosu; człowiek, który wstaje wcześnie rano i spędza sporo czasu na modlitwie; człowiek mający ważny wpływ, którego Pan używał, aby dotykać dużej ilości ludzi Ewangelią. Jego słuchałem bardzo uważnie.

– OK, – odpowiedziałem. – co to za słowo?

Do dziś nie zapomniałem jego odpowiedzi, ponieważ naprawdę było słowo do Pana, słowo, którego bardzo potrzebowałem w tamtej chwili, gdy byłem pod osobistym atakiem krytycyzmu i jawnego oszczerstwa. Moi oponenci, ludzie którzy lekceważyli mnie, kłamali na mój temat, szydzili z moich wierzeń i mówili źle o mnie; no, wiecie, typowy tydzień z życia wielu pastorów. Tak więc, przyjaciel po drugiej stronie miał moją niepodzielną uwagę tej chwili.

– Ping. – powiedział, przedłużając brzmienie tego słowa.

– Ping? – odpowiedziałem stępionym jednosylabowym, monotonnym głosem.

– Nie, – odpowiedział uprzejmie. – Ping. – ponownie przeciągając ten dźwięk.

Po czym znów usłyszałem:

– Ping.

– Co to ma znaczyć? – zapytałem, a przyjaciel odpowiedział:

– To jest dźwięk pocisku kaliber 22 mm odbijającego się od kadłuba atomowej łodzi podwodnej. Ping.

Zatrzymał się na chwilę, po czym powiedział:

– Pan chce, abyś wiedział, że właśnie takie są ataki krytycyzmu skierowane na ciebie. Słabe, nieskuteczne, tanie strzały, które nie są w stanie przeniknąć kadłuba twojego statku. Mogą tylko irytować i rozpraszać. Trzymaj się kursu i rób to, co ci Pan polecił robić.

To była bardzo ważna chwila dla mnie. Miotałem się w sercu wzrastającą frustracją, chciałem sam odpowiadać i wyprostować te sprawy, lecz byłem powstrzymywany przez łaskę Bożą.

Sztorm minął i, jak każdy sztorm, pozostawił po sobie wielkie rumowisko. Regularnie ktoś będzie zbierał te porozrzucane kawałki śmierci, traktował je jako nowości i ponownie używał, aby mnie przybić.

Zabawne, teraz już rzadko kiedy słyszę ten dźwięk.

Ping…

раскрутка