Stan 1/3.02.2020

Stan Tyra

1 lutego
Jaka jest ostateczna przyczyna i oczekiwany efekt mojej duchowej podróży? Skąd mam wiedzieć, że jestem w tej podróży, że jest to właściwa podróż, a nawet czy to jest w ogóle możliwe wiedzieć na pewno?
Dla większości religijnych nurtów ta podróż pojawia się wraz z listą akceptowalnych zachowań, które masz potwierdzić, bez względu na to czy znajdujesz się na drodze, czy nie. Niektórzy wzywają do niekwestionowanego posłuszeństwa przywódcy czy grupie. Inni do szczególnych dowodów, które, jak się wierzy, potwierdzają czyjąś duchowość, jak na przykład: odpowiedni ubiór, fryzura czy czasami mówienie językami. Niektórzy obiecują powodzenie jako znak znajdowania się w podróży. Dla niektórych wszystko sprowadza się do „robienia” i „nie robienia”, podczas gdy innym niemal wszystko wolno. Mój Boże!!! Która to ta właściwa ścieżka?
Pozwólcie, że zredukuję ten cały religijny nonsens do jednego głównego celu: duchowa podróż jest to proces powrotu do świadomości „w Chrystusie” ze względu na innych. Pismo wyraźnie pokazuje, że wszyscy odpadliśmy od tego celu, który nie ma nic wspólnego z zachowywaniem przepisów, rytuałów mających jakiegoś rodzaju plemienną zgodę (autoryzację?).

Duchowa podróż odbywa się pod prąd naszej kultury natychmiastowej gratyfikacji i totemu czci zachłannego fundamentalizmu.

Kiedy już raz zrozumiemy, że podróż to proces unikalny dla każdej jednostki wtedy całe życie staje się nauczycielem – mapą drogową i rzeczywistością – a to jest wbrew tradycyjnej religii, która wymaga konformizmu. Skutkiem jest dysfunkcyjne życie prowadzące do samozniszczenia, życie, które zagraża innym, ponieważ stają się oni przedmiotami manipulacji i wykorzystania do własnych celów napędzanych przez ego, nawet jeśli głosi się, że jest to Boży cel.

„Na rzecz innych” pomaga nam zachować wolność od sprywatyzowanej religii, która jest inicjowana przez człowieka, skupiona na sobie, sprawiedliwa we własnych oczach bądź zarządzana plemiennie.

2 lutego
Kto czyta mnie od jakiegoś czasu zna moje powiedzenie: „bądź cierpliwy i ufaj swojej podróży”. W ramach naszej kultury i religijnych systemów cierpliwość nie znajduje się wysoko na liście tego, co „musimy mieć” pomimo tego, że jest nazywana owocem ducha. Przemiana jest procesem i nie ma znaczenia czy ci się to podoba, czy nie. Nie jesteś „zbawiony” w jednej chwili, jesteś zbawiany, (uzdrawiany) dzień po dniu, doświadczenie za doświadczeniem i dziś jest jedynym dniem zbawienia, w którym masz uczestniczyć (być obecnym).

Gdybyś zapytał ludzi, którzy twierdzą, że są zbawieni , w jaki sposób Bóg przemienia ich życie, wielu odpowiedziałoby, że zostali w pewnej chwili natychmiastowo przemienieni a teraz bywają wyczerpani.

Dzięki temu tworzy się dla kościelnych liderów nieskończone i pracowite zajęcie tworzenie atmosfery „wyczerpania” dla tych, którzy tego potrzebują, i nieskończone pościg koczowniczego stada żądającego „wyczerpania, aby znaleźć doskonałe miejsce wyczerpania! Śmieszne?

Żyjemy w kulturze wymagającej natychmiastowej gratyfikacji. Jęśli w to nie wierzysz, sądź koło automatu do sprzedaży jakichś produktów i zobacz, co się dzieje, gdy ludzie nie dostają tego, za co zapłacili. To samo zobaczysz dziś w większości kościołów w Ameryce. „Pastor nie ma namaszczenia”, „pastor nie odwiedził mnie w szpitalu”, „nikt mi nie podziękował za to, że przyniosłem kolorowe wykałaczki na kościelny piknik”. „To wszystko „JA” zrobiłem i tak więc powinienem dostać to, za co zapłaciłem!!” „Pójdę poszukać prawdziwego kościoła z prawdziwym pastorem!” Niestety, osobiście słyszałem to wszystko, a nawet znacznie więcej; no, poza tymi wykałaczkami.

Przestań szukać właściwej książki, odpowiedniego postu na FB, właściwego kazania, kościoła, spotkania, a szczególnie właściwej odpowiedzi, czegoś, co stworzy ci chwilę „abrakadabra”. Bóg nie jest twoim dżinem w butelce, nie będzie tańczył, jak tylko zagrasz na flecie. Nawet jeśli przeżyłeś niesamowitą chwilę to jest to tylko zaproszenie do podróży, w której proces jest zarówno w twoich rękach jak i twojego nauczyciela. Nawet Jezus potrzebował 33 lat podróży, w czasie której wzrastał w swej tożsamości i celu (Łu 2:52).

3 lutego
W Liście do Efezjan 3:17 czytamy, że celem Ewangelii jest to, aby „nasz wewnętrzny człowiek był zakorzeniony i ugruntowany w miłości”. Jest to punkt zerowy Ewangelii. Jaki to cel? Abyś kochał Boga, siebie i innych ponieważ jest to podsumowanie wszystkiego czym jest Bóg i wszystkiego, o co w tym chodzi. Myślę, że lubimy dodawać mnóstwo „rupieci”, idei, kwestii, i rzekomych głębokich zanurzeń, po to, aby ukryć to, że zignorowaliśmy Ewangelię i czerpanie z życia Chrystusa. Wolimy zaprosić kogoś do kościoła zamiast zaprosić go do naszego życia, ponieważ to zbyt wiele kosztuje. Poświęcenie czasu, cierpliwości, przebaczenia, współczucia i miłosierdzia to za dużo. Kto ma na to czas, skoro jesteś tak zajęty chodzeniem do kościoła i studiowaniem Biblii? Jeśli tylko pójdziesz ze mną do kościoła i dostosujesz się do moich priorytetów i plemiennej tożsamości to możemy iść razem. Będę nawet twoim partnerem w odpowiedzialności, aby zapewnić, że będziesz zachowywał się zgodnie z naszymi standardami.

Czy chcesz naprawdę wiedzieć, gdzie znajdujesz się w swej duchowej podróży? Zbadaj naturę swoich relacji z innymi. Czy kochasz bardziej? Czy jesteś hojniejszy? Czy szybko przebaczasz czy też zachowujesz prywatne urazy, które często w myślach powtarzasz? Czy jesteś bardziej cierpliwy czy mniej? Czy jesteś bardziej cyniczny i osądzający, czy mniej? Tego rodzaju świadomość siebie jest jedynym wskaźnikiem tego gdzie w jakim miejscu znajdujesz się duchowo?

Jezus powiedział, że każdy, kto twierdzi, że jest duchowy, zbawiony czy oświecony, a gardzi innymi, jest w ciemności. Paweł mówi, że sposobem na to, aby rozpoznać, że „wiara wasza wzrasta obficie…” jest oczywiście to, że „wasza miłość wzajemna wzrasta” (2Tes 1:3).

Całościowa duchowość, proces wzrastania w każdy możliwy sposób w Chrystusa (Ef 4:15) odbywa się wśród autentycznych relacji z innymi, a nie w próżni. Prawdopodobnie również nie dzieje się to wewnątrz kościoła, gdzie szerzy się udawanie kogoś innego. Często brzmi to w ten sposób: „Kocham Cię! Wszystko w porządku? Tak, mam się też dobrze. Tak dobrze cię widzieć, bracie. Chwała Bogu!” Duchowy wzrost i oświecenie są oczywiste, gdy potrafisz przebaczać ludziom, którzy właśnie cie zdradzili, oskarżyli i ukrzyżowali. Nie ma żadnej innej prawdziwej miary duchowości.

<|>

[Głosów: 5   Average: 4.8/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.