Stan 10-17.11.2020

Stan Tyra
10 listopada
Biblijne objawienie zawsze zaprasza nas do nowego doświadczenia i nowego sposobu patrzenia. Główną przeszkodą jest dla nas to, że kaznodzieje i teolodzy przedstawiają nam Biblie jako zestaw mentalnych wniosków, co do których możemy mieć rację lub nie. Skutek jest taki, że zostaliśmy złapani w dualistyczny i kłótliwy umysł.

Większość „chrześcijan” nie spodziewa się niczego dobrego czy nowego po czytaniu Pisma. Tak więc, potrzebujemy dojrzałych ludzi, którzy są całkowicie otwarci na Słowo (Chrystusa), a mniej takich, którzy po prostu chcą szybkich odpowiedzi, dzięki którym mogą potwierdzić sprawiedliwe we własnych oczach i stworzone przez siebie ego.
Biblia jest historią miłości między Bogiem i człowiekiem oraz między człowiekiem i Bogiem. Jest w niej cały dramat, rozczarowanie, pasja i miłość jakie znajdujemy w każdej prawdziwej relacji. Jedno czego tam nie ma to organizacyjnego planu dla jednego szczególnego rodzaju religii. Tak, nawet naszej.

Jest tu mowa o naszej podróży od Boga ku sobie i ponownie z powrotem do Boga. Nie zaczynasz swojej podróży w Adamie, lecz zacząłeś ją w Chrystusie przed założeniem świata. Po prostu straciłeś swoją drogę w umyśle (Kol 1:21) a teraz jesteś w drodze do domu, bez względu na to czy o tym wiesz, czy nie.
Biblia jest objawieniem świadomości, a nie biznesowym modelem kupowania i sprzedawania Boga.

14 listopada
Miłość jest realizowana, czy manifestuje się, w tym w jaki sposób odnosimy się do Boga i innych. Miłość nie jest prawdziwa ani wystarczająca sama w sobie, czy w próżni. Nie można kochać, jeśli się nie wyraża tej miłości. Dlatego właśnie „tak Bóg umiłował świat, że dał…”

Miłość jest sama dla siebie nagrodą, jest swoim owocem i sama satysfakcjonuje siebie.

Nie szuka swego, własnego celu, swojego uzasadnienia czy własnej drogi. Po prostu kocham, ponieważ jestem miłością. Jest to moja prawdziwa tożsamość stworzona na podobieństwo i obraz Boga. Kochać kogoś „w Chrystusie” to kochać takim jaki jest, dla niego samego, a nie dla tego kim ma być lub może być dla mnie. To jest manipulacja. Przebudzona i przemieniona świadomość widzi inną osobę jako inne „ja”, jako kogoś, kto jest równie kochany i akceptowany przez Boga wraz ze mną, a nie kogoś oddzielnego ode mnie, komu wielkodusznie udzielam moich chrześcijańskich względów.

Jeśli nie kocham bądź miłość męczy mnie, bądź zdradza, to dlatego, że inni ludzie są postrzegani jako inwestycję, zobowiązania, zadania czy zagrożenia, zamiast być przedłużeniem mojego własnego cierpienia i samotności. Czy nie słyszeliśmy: „cokolwiek uczynicie najmniejszemu (i najmniej zasługującemu), Mnie samemu uczyniliście”?

Nasz głęboki niepokój i frustracja wynikają z tego, że usiłujemy naprawiać siebie i innych, zdając sobie sprawę z tego, że to nie działa! Jest to działanie naszej głębokiej pychy i bezwartościowych prób usprawiedliwiania siebie. Uważamy, że jest to akt miłości, lecz w rzeczywistości jest to coś przeciwnego. Miłość niesie uzdrowienie tylko wtedy, gdy jest oferowana jako obecność, bez wymagań czy oczekiwań,

Nie musimy być swoimi najlepszymi przyjaciółmi, Nie możemy miłości opierać na micie romantycznej miłości czy dobrych uczuć wobec siebie. Miłość zakorzeniona w Chrystusie pozwala nam starać się o dobro kogoś innego bez szukania jakichkolwiek przyczyn. To jest łaska! Jest to radykalne, skrajne i niezasłużone. Miłość to nie to, co daruję komuś, lecz jest to najgłębsza obecność tego, kim jesteśmy w Chrystusie. Idea jednej wielkiej rodziny „Królestwa” nie daje niczego oprócz tworzenia nierealistycznych wymagań, fałszywych oczekiwań a zatem zbytecznych zranień.

Jest to coś zawsze tylko o jedno zachowanie dalej od ujawnienia czym jest rzeczywiście – substytutem boskiej miłości, która udaje sprawiedliwą miłość.

16 listopada
Jezus miał solidny powód, mówiąc, że „wąska brama i ciasna droga prowadzą do życia” (Mt 7:13). Bez względu na to czy jest się zagorzałym fundamentalistycznym legalistą czy przebudzonym, dojrzałym uczniem, zawsze pozostaje tendencja do obracania wiary w totalną pewność.

Zdumiewa mnie to, jak wielu ludzi chce deklarować swoja pozycję pewności i prostować cudze zwiedzenie. Wiara zawsze pozostanie wiarą i jeśli kiedykolwiek zmienimy cokolwiek z Boga w pewność, to tracimy swoją drogę, nawet jeśli będziemy używać innych słów.

Religia zawsze kusi pewnością, a jej siostrą bliźniaczką jest moralność. Moralność jest powszechną podróbką wewnętrznej przemiany i często zastępuje fałszywy absolut. Bez wiary nikt nigdy nie zobaczy Boga w sobie i z pewnością w innych. Pewność jest dokładnie przeciwieństwem wiary, a jednak wydaje się, że zbudowaliśmy niemal każde religijne przekonanie właśnie na niej.

17 listopada
Bóg zbawia ludzkość nie przez potępianie jej, lecz przez odnawianie! Nie zwyciężamy zła przeprowadzając frontalny, heroiczny atak, lecz przez pokorne odpuszczenie, co zawsze na początku wydaje się stratą. Chrześcijaństwo jest prawdopodobnie jedyną religią na świecie, która na podstawie krzyża uczy nas, jak wygrywać, przegrywając. Zawsze jest to trudno sprzedać – szczególnie ludziom zainteresowanym silnymi, dominującymi, zwycięskimi i narzucanymi siłą wnioskami.

Boża wzmacniająca sprawiedliwość jest znacznie bardziej cierpliwa i ostatecznie o wiele bardziej przemieniająca niż zwykłe posłuszeństwo z przymusu.

< | >

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.