Stan 28/29.05.2020

28 maja

Stan Tyra
Dopóki obecności Bożej nie będzie tam, gdzie żyjemy, w przeciwieństwie do okazjonalnych prób generowania jej, nasze próby z obecnością bardziej będą pozoracją niż rzeczywistością. Autentyczna obecność da się znaleźć wyłącznie w autentyzmie i dlatego tak trudno jej doświadczyć.
Sztuczność nigdy nie rozpozna autentyczności.

W miarę jak owa obecność, którą wnosimy do każdej chwili wzrasta, wzrasta też nasza zdolność do wnoszenia jej do każdej chwili. Matka spoglądająca na dziecko swych ramionach i dziecko wpatrujące się w matkę jest bardzo dobrym przykładem obecności. W ciszy tej chwili nic innego się nie liczy. Nic innego nie istnieje. Nie trzeba niczego mówić, wyjaśniać czy komunikować. Żadne z nich nie jest zaniepokojone czy zakłopotane czymkolwiek. Mamy tutaj do czynienia z taką jednością, pochłaniającą daną chwilę, która wychodzi poza słowa czy myśli.

Obecność jest krucha, jest to miejsce, w którym znajdujemy się szczególnie blisko poza doświadczalnych rzeczywistości, które normalnie są poza świadomością, choć zawsze nas otaczają. Potrzebne jest tylko przelotne spojrzenie, aby nas urzec co najmniej na chwilkę. Podobnie jak było w przypadku Mojżesza przy płonącym krzaku, „odwracamy się” i robimy krok w kierunku tego, co nas zaprasza „do przyjścia”, lecz jest poza tym, co „normalne”.

Sufici opowiadają taką historię o młodej rybce, która przychodzi do mądrej, starej ryby. „Słyszałam o morzu, – mówi. – lecz gdzie ono jest?” Mądra stara ryba odpowiada: „Morze jest w tobie i ty jesteś w nim. Jest to wszystko, co całe życie znasz, a jednak” nie znasz go”. Taki sam jest stan istoty ludzkiej. Jesteśmy w Chrystusie i Chrystus jest w nas, lecz nie rozpoznajemy tej rzeczywistości. Możemy w to wierzyć, lecz nie znamy tego. Brakującym elementem jest świadomość.

Świadomość jest ubocznym produktem obecności a świadomość czegokolwiek otwiera możliwość na świadomość wszystkiego. Tworzy ona przestrzeń, która uzdalnia nas do przebicia się przez stan zaabsorbowania sobą; wrzawy, która odrzuca tą Bożą obecność.

29 maja
Wiara to nie ukrywanie się przed rzeczywistością, lecz raczej wejście w nią tak głęboko, że można  ją skonfrontować  bez przekonań czy ideologii. Gdy tak się dzieje niepokój zamienia się w uspakajające poddanie, ponieważ niepokój powstaje jako skutek przekonania, że możesz kontrolować rzeczywistość.

Musimy spaść tak głęboko, aby nie było żadnego podręcznika, który mówiłby nam, co robić. Nie, nawet Biblii. To w takim miejscu uczysz się ponownie słuchać tego cichego skromnego głosu, co jest przeciwieństwem do uprzednio opracowanych systemów wiary przepełnionych łatwymi odpowiedziami. Myślę, że kościoły zmieniłyby się w ciągu jednej nocy, gdyby porzuciły to fałszywe przekonanie i rzeczywiście szczerze wyszły naprzeciw rzeczywistości takiej, jaka jest, a nie takiej, jak „wierzą”, że powinna być.

Wiara w nauczanie czy sposób życia nie ugruntowany na rzeczywistości wzbudza pustą wiarę, która musi być wymuszana na innych strachem. Są tak sztywne w tych przekonaniach, że stają się wojownicze. Najtrudniejszymi ludźmi z jakimi miałem do czynienia to nie „grzesznicy”, lecz ci, którzy uwierzyli tak zdecydowanie w duchowy system, że nie są w stanie szczerze spojrzeć na siebie i innych. Wszystko, czego chcą to więcej potwierdzenia, że mają rację.

Autentyczna wiara jest pusta. Nie jest to coś pełnego siebie czy ideologii, co można lepiej nazwać ideochwalstwem – ślepym uwielbieniem dla zestawu idei. Nie ma w tym miejsca na kwestionowanie czy różnorodność opinii.

Autentyczna i przemieniająca wiara rodzi się z upadku, nie z wznoszenia. Niedojrzała religia uwielbia wspinanie się na górę i usiłuje zapobiec upadkowi, a jeśli nie może mu zapobiec, to publicznie zawstydza go. W ten sposób odrzuca istotne składnie wiary i powstrzymuje przed jakąkolwiek głębszą przemianą duszy.

<|>

[Głosów: 3   Average: 5/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.