Zamiast szerzyć gorączkę ostatnich dni, dzielmy się Jezusem

J. Lee Grady

Jakby do wywoływania strachu przed końcem świata mało było pandemii covid to rosyjska iwazja na Ukrainę dolała benzyny do ognia. Wszędzie, gdziekolwiek jestem, chrześcijanie pytają mnie, czy jesteśmy na skraju
III Wojny Światowej i większości nie podoba się moja odpowiedź: „Ja nie wiem, lecz nie martwię się. Bez względu na to, co się dzieje, jestem skupiony na Jezusie!”

Od lat 70tych, gdy na poważnie podążam za Jezusem, chrześcijanie rozpowszechniali gorączkę dni ostatecznych. Uwielbiają spekulować o tym, kim jest Antychryst, kiedy nastąpi pochwycenie i co robią nasze rządy w tajemnicy, aby zapieczętować nas znakiem bestii. W czasie pandemii, ludzie rozpowszechniali plotki o tym, że szczepionki przeciw covid to szatański spisek, a teraz, że wojna Putina to prawdopodobnie zwiastun Armageddonu.
Niektórzy złoszczą się, gdy sugeruję, że pośród tych wyzywających czasów Jezus chce wylać w nowy sposób Ducha Świętego. Chcą, aby Bóg pospieszył się i osądził Amerykę!
Skąd taki pesymizm? Po części jest tak dlatego, że wielu ludzi zamieniło swą pasję dla Boga nam mylną fascynację katastroficzną eschatologią. Uczepili się „ekspertów” od biblijnego proroctwa, którzy żyją ze spekulowania o tym, czego nikt nie jest pewien. Taka postawa „spadającego nieba” nigdy nie wydaje dobrego owocu.
Oto kilka powodów, dla których powinniśmy unikać przejaskrawiania tematu końca czasów:

Rozprasza. Nigdzie w Biblii nie ma przyzwolenia na spekulacje o tym, kiedy Jezus powróci, bądź kiedy ten świat się skończy. Pan dał nam tylko jeden główny cel: Zdobyć wszystkich dla Ewangelii. Naszą obsesją powinna być ewangelizacja. Najzdrowsze kościoły, które znam, to te, które zdobywają zgubionych, czynią uczniami nowych wierzących i inwestują swoich ludzi i pieniądze w zdobywanie narodów.

Te kościoły, które są pochłonięte eschatologią dryfują na pustynię i ostatecznie tracą z widoku Wielki Nakaz. Ostatnie słowa Jezusa skierowane do uczniów są jasne: „Ale weźmiecie moc Ducha Świętego, kiedy zstąpi na was, i będziecie mi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei,i w Samarii, i aż po krańce ziemi” (Dz 1:8). Gdy wstąpił do nieba, aniołowie zgromili uczniów, ponieważ gapili się w chmury. Powiedzieli do nich: „Mężowie galilejscy, czemu stoicie, patrząc w niebo? Ten Jezus, który od was został wzięty w górę do nieba, tak przyjdzie, jak go widzieliście idącego do nieba” (w.11). W istocie powiedzieli: „Czemu siedzicie i czekacie na powrót Jezusa. Zajmijcie się tym, co wam powiedział, abyście robili!”

Jest to przygnębiające. Nie idę do kościoła po to, aby usłyszeć czyjąś opinię o islamskich terrorystach, o tym jak to Bill Gates czy George Soros planuje nas wszystkich pozabijać. Dlaczego skupiać się na negatywach? Czy wierzymy w panowanie Chrystusa, czy nie? Przeczytałem Księgę Objawienia a ona kończy się obrazem Jezusa na tronie! On jest
zwycięzcą – bez względu na to, co ludzie konspirują i jak bardzo walczą przeciwko Jego władzy!
Te kościoły, w których mówi się tylko o krwawych księżycach, wojnach na Środkowym Wschodzie, Antychryście czy dacie upadku Ameryki, nie zostawiają miejsca na radość Pana czy Jego ostateczny triumf. Moja Biblia mówi, że mamy przyszłość i nadzieję. Mamy obietnicę mówiącą, że gdy Ewangelia jest głoszona wszystkim narodom „cała Ziemią będzie napełniona chwała Pańską” (Lb 14:21b).
Dlaczego mamy być pesymistyczni co do przyszłości, skoro wiemy, że Chrystus zwycięży wszystkich Swoich wrogów? Ci, którzy koncentrują się na katastroficznej teologii są zabójcami radości, którzy czerpią chorobliwą przyjemność z szerzenia strachu i niepokoju. Ewangelia pozbawiona nadziei nie jest Ewangelią!

Jest to zwodnicze. Grupa zwana Adwentystami przewidziała powrót Jezusa na Ziemię na 1874 roku. Gdy się to nie stało, liderzy przykryli swój błąd sugerując, że Jezus pojawił się w tym dniu „niewidzialnie”. Teologią rozwinięta wokół tego pomysłu jest ciągle akceptowana wśród Adwentystów Dnia Siódmego.
W latach 70 tych, gdy amerykanie tak bardzo martwili się brakami paliw i wojną w Izraelu, Hal Lindsey sprzedał miliony egzemplarzy swej książki pt.: „The Late, Great Planet Eart”, w której przewidywał zakończenie świata w ciągu kilku lat. Wielu innych chrześcijan robiło takie same przepowiednie – jak histeria roku 2000, czy niesławna kampania Harolda
Campinga ostrzegająca, że świat zakończy się 21 maja 2011 roku.
Nie do nas należy stawianie dat zakończenia tego świata. Jedynie Bóg ustala Swój czas. Jezus powiedział o Swoim powrocie: „A o tym dniu i godzinie nikt nie wie; ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko sam Ojciec” (Mt 24:36).
Jeśli ktoś twierdzi, że wie, kiedy to się stanie to możesz być pewien, że jest to fałszywy prorok. My powinniśmy mówić ludziom o tym, ze Jezus umarł za nich, że jeszcze po tej stronie wieczności została im dana szansa na otrzymanie Jego przebaczenia,

Dzieli. Chrześcijanie mają wiele różnych poglądów na temat czasów ostatecznych. Niektórzy należą do post-milenialistów, gdy inni naciskają na porwanie. Nie należy to do tych rzeczy, o które mamy się sprzeczać, ponieważ nikt nie ma pełnego objawienia przyszłości. Mówię ludziom, że ja jestem „pan-mienialist(ą)”, że to wszystko rozwinie się na
końcu (gra słów, dosł.: „pan out in the end”). Nie tyle jestem skoncentrowany na tym, jak to będzie się rozwijać, lecz na tym, jak wielu ludzi mogę zabrać ze sobą do nieba. Wszyscy powinniśmy być zjednoczeni pragnieniem dzielenia się Chrystusem z innymi.

Żyjmy tak, jakby Jezus miał wrócić jutro, lecz pracujmy tak, jakby Jego przyjście nie miało mieć miejsca jeszcze przez 100 lat. Przestańmy żyć nadzieją na sąd, a zamiast tego módlmy się o miłosierdzie dla naszego odstępczego kraju. przestańmy być negatywnie nastawieni, a zamiast tego pokazujmy ludziom nadnaturalną radość, którą daje wyłącznie Jezus.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.