Author Archives: admin

Chrześcijanie poza kościołem – Rozdział 7

Opuszczam ruch „Chrześcijanie poza kościołem

                                                                                                 DLACZEGO PUSTYNIA?

„Pustynia” nie jest pojęciem, który rozumieją dobrze tylko chrześcijanie, poza tym, że jest rozsiane po całej Biblii. Od Księgi Rodzaju aż do Objawienia są wyraźnie odniesienia do „pustyni” jako czegoś, czego Bóg często używa do   zajmowania się człowiekiem. Wzór jest niezaprzeczalny

Lecz, czemu Bóg używa go tak często? Dlaczego koniecznie duchowa pustynia? Jaki jest cel i jak nas zmienia?

Gdy przyjrzymy się Pismu, widzimy, że pustynia jest często miejscem duchowych „kryzysów” jak i przygotowania. Jest to miejsce, które Bóg przed nami stawia, zanim zacznie się „rzeczywiste działanie”- zanim wejdziemy do pełni Bożego celu dla naszego życia. Musi nastąpić „śmierć” przed zmartwychwstaniem. Przed „Ziemią Obiecaną” musi być pustynia.

Pustynia jest miejscem próby i testu, złamania i pełnego poddania Bogu. Podpory i działania, które trzymały nas, tanie „zmagania” o to, aby coś się działo, zostają usunięte. Zdolność do polegania na sobie zostaje wstrząśnięta i zastąpiona totalną zależnością wyłącznie od Boga. Każdy „bałwan” w naszym życiu (często jest to też nasza służba) jest prześwietlana Bożym kruszącym światłem, każda egoistyczna motywacja jest tutaj pokazana. Ten proces może trwać latami. Ostatecznie pojawiamy się złamani, zawstydzeni i oczyszczeni. Ten proces oczyścił nas i spowodował nasze dojrzewanie na tak wiele sposobów. Teraz jesteśmy gotowi do wypełnienia wszystkiego do czego Bóg nas pierwotnie powołał. Lecz motywacje naszego serca są całkowicie odmienne od tych, które były wcześniej.

Widzimy ten schemat przez całe Pismo. Wiele lekcji można nauczyć się z tego, co czytamy tutaj. Spójrzmy na kilka przykładów:
Z tego co możemy powiedzieć, patriarcha Abraham przeszedł przez co najmniej dwa główne doświadczenia „pustynne” w czasie swego chodzenia z Bogiem. Pierwsze było wtedy, gdy wyszedł wraz z rodziną ze swego domostwa „nie wiedząc dokąd idzie” – w długiej podróży do Kanaanu. Drugim przypadkiem głównego duchowego kryzysu w życiu Abrahama to była jego przyszłość i wszystko w co wierzył.

Bóg obiecał Abrahamowi syna, który będzie „ojcem wszystkich narodów”. Gdy Izaak, syn obietnicy przyszedł, Bóg kazał Abrahamowi jechać na górę Moria i złożyć Mu Izaaka w ofierze! Wszystkie nadzieje i marzenia Abrahama były reprezentowane przez tego małego chłopca, a jednak Bóg nakazał zabić syna obietnicy! Jest to bardzo podobne do tego, co wielu odkrywa w ich pustynnym czasie. To jest niemal tak, jakby musieli uśmiercić wszystkie swoje marzenia, a nawet powołanie, które Bóg złożył na ich życiu. Jednak w ostatniej chwili Bóg zatrzymał rękę Abrahama i dał mu barana na ofiarę w miejsce Izaaka. To wiara Abrahama i jego totalna ufność w Boga zademonstrowały się tego dnia. Jego gotowość do złożenia wszystkich jego pragnień i nadziei było właśnie taką postawą serca jakiej wymagał Bóg.

 Innym przykładem z tej samej księgi jest Józef – historia, która ma „pustynię” wpisaną w sobie. Józef był ulubionym synem w swej rodzinie i otrzymał sny od Boga na temat jego przeznaczenia jako wielkiego przywódcy wśród swego ludu. Niewiele wiedział na ten temat, że jego droga do przeznaczenie będzie wiodła przez odrzucenie, ból, więzienie. W rzeczywistości głównym czynnikiem tej historii byli zazdrośni bracia, którzy sprzedali go jako niewolnika do Egiptu. Gdyby tego nie zrobili to wątpliwe, czy udzielone przez Boga sny spełniły by się kiedykolwiek.

Przez cały ten czas Bóg łamał go i kształtował na wielkiego przywódcę, którym miał się stać, ponieważ wyłącznie w oddzielonych miejscach Bóg może wykonać tą głęboką przygotowawczą pracę.

Potem nagle, po wielu, wielu latach, jednego dnia Józef dostaje się z więzienia do pałacu! Dzięki Bożej mądrości w wykładaniu snów faraona, Józef zostaje premierem Egiptu – drugim zaraz po królu; lata oczekiwania na pustyni kończą się. Zaczął się nowy okres. Okres, w którym zobaczył jak wypełniają się wszystkie obietnice, które Bóg mu dał!

Prawdopodobnie najlepiej znanym przypadkiem „doświadczenia pustyni” w ST jest historia Mojżesza i dzieci Izraela. Jest w tym wiele ważnych lekcji. Wszyscy dobrze znamy tą historię. Mojżesz, wychowany i uczony całe swoje życie w pałacach Egiptu nagle spotyka się jako Izraelita ze swoim dziedzictwem, powstaje „ze swej własnej siły” i zabija Egipcjanina. Zostaje zmuszony do ucieczki na pustynię, gdzie spędza 40 LAT jako prosty pasterz. Jakże niezwykła długość czasu! Wyobraź sobie, że każdy chrześcijański lider musiałby spędzić tak długo na pustyni, zanim Bóg mógłby mu pozwolić prowadzić Jego lud! Niewyobrażalne są głębie desperacji i uśmiercenia wszystkich marzeń i nadziei przez jakie Mojżesz musiał przejść w tym czasie! Faktycznie trudno po 40 latach wyobrazić sobie kogoś bardziej „martwego” zwykłym ambicjom i pokuszeniom przywódczym niż mógł być wówczas Mojżesz. A jaką CIERPLIWOŚĆ te lata oczekiwania musiały w nim wywołać!|

Ponownie widzimy tutaj te długości, przez które Bóg będzie prowadził w okresie „przygotowania” lidera (40 lat jest zazwyczaj długie). Izolacja, irytacja, wołanie do Boga o uwolnienie – to wszystko jest tego częścią. Takie przeżycie jest nie do zastąpienia. To dlatego Bóg go tak często używa. Serca ludzkie są tak do siebie podobne u tak wielu dziedzinach, że Boży „lek” staje się również podobny.

On zamyka nas nawet w swego rodzaju „więzieniu” na pewien czas, tak, abyśmy nie mogli uciec przed tym doświadczeniem. Jest tak ważne. Nie chce, aby nastawieni na siebie liderzy prowadzili jego drogocenne owce.

Po 40 latach przygotowań Mojżesz wrócił do Egiptu na Boże polecenie, aby wyprowadzić Jego ludzi z niewoli. To był początek doświadczenia pustyni całego izraelskiego narodu. Ponieważ, gdy opuszczali Egipt jedyna droga do Ziemi Obiecanej prowadziła przez pustynię. Niektórzy komentatorzy mówią, że droga w linii prostej zajęła by im kilka tygodni lub mniej, lecz z powodu nieposłuszeństwa i strachu ogromna większość tych, którzy opuścili Egipt pomarła na pustyni, nigdy nie osiągając Ziemi Obiecanej. W rzeczywistości ich pustynna podróż zajęła im 40 lat!

Musimy tu zrobić szczególną uwagę, jeśli chodzi o ten fakt: Nie każdy, kto wszedł na pustynię przeżył ją, a w rzeczywistości tłumy poginęły tam. Pustynia wypróbowała ich i okazali się nie spełniać wymogów. Weszli do miejsca prób i zawiedli. Jest to szczególnie zasadnicza sprawa do uświadomienia sobie i dziś. Tylko dlatego, że zostaliśmy „wywołani” i weszliśmy w czas pustyni, nie znaczy, że uchwycimy Boży kontakt i właściwie zareagujemy. Jest całkiem możliwe, że wszystko zostanie tam stracone. Ci ludzie stracili wszystko całkowicie. Tylko ich dzieci weszły do dziedzictwa obietnic Bożych.

Wiele stuleci później czytamy o innym kluczowym przywódcy w historii Izraela – który wytrzymał długi okres próbowania w pustynnym procesie. To był Dawid, pasterz, którego przeznaczeniem była korona.

Dawid spędził całe lata dosłownie ratując swoje życie ucieczką przed Saulem, panującym królem Izraela, który był zazdrosny i bał się Dawida. Młody człowiek wiedział, że został powołany na króla, lecz to przez wielkie doświadczenia do królestwa doszedł. Dawid ukrywał się latami w jaskiniach, a nawet w wioskach Filistynów, aby uciec przed złością króla Saula. 400 innych uciekinierów przyłączyło się do niego, mógł zatem prowadzić swoją własną małą armię „buntowników”.

Widzisz, Bóg nie mógł dopuścić następnego Saula do prowadzenia Izraela. To dlatego musiał poddać próbie Dawida aż do tego stopnia. Pan chciał być pewien, że on był tym człowiekiem „według Bożego serca”, a ten proces zajął wiele, wiele lat.

Jednym z kluczowych testów, przez które Dawid musiał przejść był test „buntu”. Miał pewnego razu możliwość odebrania życia Saulowi w bardzo łatwy sposób i jego człowiek zachęcił go do tego, lecz Dawid nie podniósłby ręki przeciwko Saulowi. Nadal widział go jako „pomazańca Pańskiego”, pomimo tego, że było wyraźnie widoczne, że Saul został odrzucony przez Boga jako król. Dawid nie zrobiłby tego, aby pomóc swemu przeznaczeniu przez uderzenie na istniejące przywództwo. On oczekiwał na Bożą rękę w Bożym, doskonałym czasie. To był krytycznie ważny dla Dawida test. Ostatecznie, gdy Saul został zabity w bitwie, Dawi doszedł do królestwa w Bożym, wyznaczonym czasie. W ten sposób zaczęła się „złota era”  historii Izraela. Wydłużony czas przygotowania na pustyni przydawał się Dawidowi aż do końca życia.

Lecz ST pokazuje wyraźnie, że nie tylko przyszli królowie czy liderzy byli przez Boga szkoleni na pustyni. Większość proroków była zazwyczaj przygotowywana do ich służby w tym miejscu oddzielenia i pustki. Każdy przyszły Eliasz czy Elizeusz Boży musi przejść przez taki czas intensywnego duchowego szkolenia i jest to prawdą nie tylko w ST, lecz również i w Nowym Testamencie. W rzeczywistości do dziś dnia jeśli jest jakaś służba najbardziej związana z pustynią to jest to służba „prorocza”. Ja osobiście wierzę, że jest bardzo silny proroczy aspekt w sporej części tego, co widzimy jako ruch „poza kościołem” dziś.

Moglibyśmy pokazywać liczne przykłady doświadczenia „pustyni” wielu proroków ST, ponieważ wydaje się, że jest to niemal uniwersalna rzecz, lecz, myślę, że jednym z najbardziej interesujących proroków, któremu się warto przyjrzeć jest Jan Chrzciciel, prorok, który „przygotował drogę” dla ery Nowego Testamentu. Jezus ogłosił, że „nie narodził się z niewiasty nikt, kto byłby większy od Jana”. Jan zawsze był przeznaczony na proroka – napełniony Duchem jeszcze w łonie matki. A jednak po 30 latach przygotowań jego służba trwała tylko 6 miesięcy. Lecz jakie to było sześć miesięcy.

Jan Chrzciciel był prawdziwie „pustynnym” prorokiem w najbardziej radykalnym sensie. W okresie swego przygotowania i szkolenia był, jak czytamy, ukryty w miejscach pustynnych, aż nadszedł czas ukazania się. Nagle przybył, jakby znikąd, z przenikającym słowem pokuty na ustach. Jego kazania znajdowały się wśród najbardziej płomiennych ze wszystkich proroków. „I wychodziła do niego cała Judea, Jerozolima i byli chrzczeni w rzece Jordan wyznając grzechy swoje” (Mat. 1:5).Nie tylko czas przygotowania Jana wypadł na pustyni, lecz również cała jego służba! On był człowiekiem pustyni w każdym sensie i to on miał honor ochrzczenia Jezusa – obiecanego Mesjasza.

Ważne jest pamiętać o tym, że również Jezus przeszedł przez okres pustynny tuż przed rozpoczęciem służby. Jak wiemy, gdy został ochrzczony Duch Święty zstąpił na niego jako gołębica. „I został Jezus zaprowadzony przez Ducha na pustynię by go kusił Szatan (Mt. 4:1). Ten okres pustyni był czasem testów i prób, 40 dniowego postu i niewyczerpanych ataków przeciwnika. Gdy Jezus dotarł do końca, był rzeczywiście gotów do Swojej służby. Zatem, nawet w życiu Zbawiciela „pustynia” była kluczowym kamieniem milowym.

Ap. Paweł to następny mąż, od którego Bóg wymagał przejścia przez takie doświadczenie. Wspomina, że natychmiast po nawróceniu i ochrzczeniu Duchem Świętym spędził w Arabii (region pustynny) w społeczności z Bogiem i nie odwiedził apostołów w Jerozolimie przez co najmniej 3 lata (Gal 1:17-18). Ponownie ukazuje to jak ważne jest dla tych, którzy mają specjalne posłanie od Boga, aby spędzić czas wyłącznie z Nim, przed ujawnieniem się światu. Najpierw muszą zostać przygotowani i o to właśnie chodzi w doświadczeniu pustyni.

Jak to już widzieliśmy w całym Piśmie wielu przyszłych Bożych liderów i mówców było wysyłanych do miejsca samotności i złamania zanim zostali wprowadzeni w prawdziwe przeznaczenie. Nie wspomnieliśmy o takich herosach jak Noe, Jozue, Jakub, Job, i inni, którzy mieli podobne przeżycia. Część tego procesu leży w „oczekiwaniu”, które tam ma miejsce. Również w tym, że wszystkie wspierające podpory zostają usunięte. Samo oczekiwanie może być torturą.

Pustynia ma również na celu zajęcie się wszelkim strachem przed ludźmi oraz „usystematyzowanym” patrzeniem na sprawy. Bóg często używa go, aby wprowadzić całkiem świeżą perspektywę, która jest bardzo ważna dla lidera, który ma reprezentować „nowe” podejście lub napotkać na opozycję wywołaną słowami konfrontacji, które przynosi. Samotne lata pustyni dają im kręgosłup, który wytrzyma tłumy czy moce i pozwoli ogłaszać Bożą prawdę bez kompromisu. Teraz naprawdę boją się Boga bardziej niż ludzi i myślą zupełnie inaczej niż reszta. Pustynia jest żywotnie ważna dla każdego, kto chce przynieść świeżą mannę Bożemu ludowi.

Oto kilka interesujących e-maili, które otrzymałem dotyczących tej sprawy:

Scott (USA):

Łatwo przychodzi nam porównywać „Pustynię” z czymś negatywnym. Nie wierzcie w to. Wierzę, że część tego, co Bóg przygotowuje nie da się nauczyć z za kazalnicy. Stare powiedzenie, że: „Tego nie da się nauczyć, to trzeba przeżyć” odgrywa tutaj ogromną rolę.

„A dziecię rosło i wzmacniało się na duchu, PRZEBYWAJĄCA NA PUSTYNI, aż do dnia wystąpienie przed Izraelem” (Łk 1:80). Właśnie przygotowywana była zmiana porządku rzeczy… Jan, syn Zachariasza, nie miał uczyć się PRAWDY w domu swego ojca, ani w kościele w Sabaty. TO było objawienie, które przyszło, gdy Jan przebywał na pustyni. To, co Bóg przygotowywał, poruszenie Boże, które szykował do objawienia (Jezus) musiało być wyłożone całkiem poza wpływami i porządkiem tamtych dni.

Wierzę, że nadchodzi zmiana w dzisiejszym kościele, podobnie jak za dni Jana. Oczywiście nie mam na myśli nowych zasad zbawienia czy łaski, chodzi mi o kościół. Wyprodukowaliśmy całe mnóstwo rzeczy, z którymi Jezus nie ma nic wspólnego. Wierzę, że zmiana porządku, przywróci Boży porządek Jego ludziom. Wierzę, że Bóg tych, których nazywa synami trzyma na „pustynnych miejscach”, ponieważ przygotowuje ich do wszczepienia i zdeponowania w ich sercach tego, czego prawdopodobnie nie da się nauczyć w dzisiejszym kościele…

Nie mówię, że cały współczesny kościół jest wykręcony. Kocham ten kościół, biorę w nim udział każdego tygodnia. Wierzę, że ci, którzy są teraz na pustyni kochają kościół równie mocno. Wierzę, że są znaki zachęty Ducha Świętego. Są takie rzeczy i prawdy, które Bóg otwiera przed nimi, a których nie da się teraz nauczyć w 4 ścianach kościoła.

W swoim artykule napisałeś, że „tysiące wybrało wyjście a wielu czuje się tak, jakby „czekali” na coś”. Wierzę w to! Wierzę, że są tam wyczekując. Modląc się, poszcząc, słuchając głosu Bożego! Wątpię czy wielu z nich to rozumie, dlaczego. Lecz przez wewnętrzny poziom wiary, wierzą temu, co powiedział Jezus: ”Przyjdę wkrótce”.

Napisałeś, że nie jest możliwe, aby pozostali z dala na zawsze. Zgadzam się. Wierzę, że wrócą i przenikną kościół i wprowadzą ze sobą posłanie i objawienie, które nami wstrząśnie. Oczywiście, będą tacy, którzy wykorzystają „zranienia i rany” jako powód do odejścia i nie przyjęcia odpowiedzialności. Inni są po prostu leniwi i cieleśni, lecz są tacy, którzy słyszą głos Pana pobudzający ich do szukania Jego oblicza i serca poza 4 ścianami lokalnego kościoła.

Deborah (Lokalizacja nieznana):

Wielu opuściło „system” i nie wiedzą dlaczego. W Egipcie był ogromny nacisk na Żydów, aby „pracowali”. Jest to symbol zmęczenia, które przychodzi wraz z „uczynkami”. Sprawiedliwość oparta na odgrywaniu przedstawiania jest skrajnie wyczerpująca. Większość została wkupiona w system nieświadomie. Wierzę, że Bóg wywołuje wielu z tego „systemu wiary”… ON wywołuje nas z „Egiptu”…

Gdy On wywołuje „poza obóz” to jest czas świętowania. Dlaczego? Wierzę, że jest tak dlatego, że Pan mówi, że to już czas na głębszą relacje z Nim i na przygotowanie. Przygotowanie do tego, z czym się musimy spotkać, co przed nami. Wywołanie nas poza obóz, jak to było z Jezusem, aby umrzeć. Będą to najlepsze i najgorsze czasy. Najlepsze, dlatego, że wejdziemy z Nim w głębszą i bardziej realną relację niż kiedykolwiek wcześniej i będziemy mniej związani przez „uczynki”. Najgorsze, ponieważ to, co nie jest z Niego musi umrzeć.

Hari (Australia):

Podobnie jak wielu, jestem pewna, że byliśmy ostrzegani o niebezpieczeństwach sytuacji pozostania „samemu” a zatem te wszystkie sprawy znalezienia się między wilkami (choć, co smutne, spotkałam więcej wilków wewnątrz kościoła) czy odrzucania „zgromadzeń wzajemnych” braci itd.

Pustynia to miejsce bez jakichkolwiek zakłóceń i fanfar, miejsce gdzie sam Pan czeka na ciebie. Minęło już pięć lat i w tym czasie próbowaliśmy „wrócić do”, lecz jakoś byliśmy wypychani „na zewnętrz”… Nie jesteśmy rozgoryczeni ani nie poddający się, lecz po prostu pozbawieni złudzeń.

Czasami musisz znaleźć się na zewnętrz, aby zobaczyć, co się dzieje. Aby móc pomóc człowiekowi złapanemu w dół-pułapkę musisz być na zewnątrz, aby go wyciągnąć. Oczywiście, bycie „poza” samo w sobie jest urazą dla tych „wewnątrz”. Wywołuje to na powierzchnię wiele pytań, które zwyczajnie nie ustąpią, a na które wielu nie chce trafić.

Lecz na tej pustyni znaleźliśmy Pana i On sam prowadził nas i karmił i spowodował nasz wzrost w taki sposób, że tysiąc nabożeństw nie byłoby w stanie tego dokonać.

Być może podobnie jak Jan Chrzciciel my wszyscy oczekujemy na wywołanie do wyjścia i udania się do miast (Łk 3:2) i, podobnie jak on, będziemy ludźmi przygotowanymi do przygotowania drogi Pańskiej, na Jego przyjście… Być może wtedy świat zobaczy coś innego, być może wtedy my ponownie będziemy ludźmi, którzy „wywrócą świat do góry nogami”.

_________________________________________

Wielu piszących do mnie miało wiele bardzo interesujących rzeczy do powiedzenia na temat ich własnego doświadczenia pustyni:

Christopher (USA):

Byłem mentorowany przez dwie wielkie służby i do 1996 roku zostałem drugim zarządzającym w służbie, która tutaj stała się znaną jednostką w proroczych kręgach.

Pod koniec 1999 Pan zaczął do mnie mówić na temat bałwochwalstwa wobec tej służby. Było to bardzo trudne, ponieważ ja zwyczajnie postępowałem według poleceń typu: „jak to…” moich mentorów i zrezygnowałem z kariery w korporacyjnych Stanach w odpowiedzi na „powołanie” (jak byłem uczony). Wtedy w listopadzie 2000 roku Sam Pan przyszedł do mnie i zaczął rozmowę…

Siedziałem w moim biurze w fotelu na wpół leżąc za biurkiem, gdy nagle usłyszałem głos Pana mówiący do mnie w bardzo wyraźny sposób. Powiedział:

Chris, czy byłoby z tobą w porządku, gdybym powiedział ci, że zamierzamy udać się na skraj pustyni i w tym miejscu, to wszystko co uważałeś i znałeś jako normalne zaniknie. Nie będzie nabożeństw, działalności, widoczności. Będzie się wydawało jakby wszystko się zatrzymało – lecz to co będziesz miał to będzie manifestacja mojej Obecności.

Był króciutka chwila ciszy w tym momencie i Pan wrócił ponownie do mnie mówiąc:

Chris, wszystko co masz to Ja i tylko Ja, czy będzie to dla ciebie wystarczające?

Jak tylko Jezus skończył zadawać pytanie, zdałem sobie sprawę z tego, że właściwa odpowiedź brzmi „tak”, lecz coś wewnątrz mnie spowodowało, że powstrzymałem się i pomyślałem o pytaniu, a nie odpowiedziałem pośpiesznie. To było tak, jak gdyby to, co powiem miało być proroctwem tego, co się stanie – i zostanie uruchomione natychmiast po tym, gdy to wypowiem. Przez krótką chwilę zastanawiałem się nad tym, co mówiła by odpowiedź „nie” („Nie, Jezus, Ty nie wystarczyłbyś. My pragniemy służby bardziej niż Ciebie”), lecz było to tak śmieszne, że byłem gotowy odpowiedzieć na pytanie Pana, nawet gdyby miało wywołać zwrot, o którym nie myślałem. Wiedziałem, że wszelka służba warta zaangażowania zawsze MUSI zaczynać się i kończyć z Jezusem. Powiedziałem więc:

 Tak, Panie, Ty sam wystarczysz.

Znów nastąpił następny moment ciszy i Pan po prostu odpowiedział:

OK.

Intensywna Jego obecność odeszła i nie przeżyłem następnego nawiedzenia takiego jak to aż do końca stycznia 2002.

Pewnego poranka pod koniec stycznia 2002, siedziałem pracując dokładnie w tym samym fotelu w moim biurze, gdy Pan ponownie przyszedł do mnie tak samo jak ostatnio w listopadzie. Choć minęło kilkanaście miesięcy od ostatniego „spotkania”, Pan przemówił do mnie tak, jak gdybyśmy nadal kontynuowali poprzednią rozmowę. Powiedział:

Chris, gdybym dał ci te rzeczy, o których myślałeś, że potrzebowałeś w służbie,  wzgardziłbyś nimi nawet bardziej niż
wzgardziłeś tymi aspektami biznesu, które uważałeś, że konkurują o twój czas i przeszkadzają w wypełnieniu Mojego powołania na twoim życiu.

Mówił dalej:

W nadchodzących dniach największym pragnieniem moich ludzi będzie, aby po prostu usiąść u moich stóp i cieszyć się słodką społecznością. Już więcej nie będą swoich pasji owijać w to, co dla mnie robią. Ja będę ich pasją. Wtedy powiem do jednego, czy pójdziesz i przekażesz to posłanie tej grupie; i powiem do tamtego, czy pójdziesz na ulicę i pomożesz temu w wielkiej potrzebie; i powiem do jeszcze innego, czy pójdziesz i zachęcisz tego, który jest Moją owcą. Z powodu pasji dla mnie nie będą chcieli opuszczać tego miejsca przy moich stopach, lecz pójdą i zrobią, gdy poproszę, z wielkiej miłości dla mnie.  Oni wszyscy pójdą i wykonają swoje zadania dokładnie tak, jak ich poinstruuję, lecz gdy skończą swoje zadania ich jedynym pragnieniem będzie szybko wrócić na miejsce i siedzieć u Moich stóp. Nigdy więcej nie będą zastępować swej pasji dla Mnie tymi rzeczami, które robią dla Minie. Ja sam będę ich pasją.

„Wyszliśmy na zewnątrz” i nie widzę powrotu. Wyglądam w przód, aby zobaczyć, co Pan będzie teraz robił, ponieważ wierzę, że On stoi za tym wszystkim.

Nancy (USA):

Muszę powiedzieć, że wcale nie czuję się jakbym była na pustyni. Być może, że jestem, lecz po prostu nie wiem o tym (ha). Dla mnie, pustynia to jest miejsce, gdzie nie ma Boga. NIE czuję tego w ten sposób wcale. Rozmawiam z Nim codziennie, On mówi do mnie codziennie. Idę za nim najlepiej jak potrafię. Ufam Mu, że wprowadzi mnie do większej wierności Jemu, większego oddania modlitwie, większej miłości do Niego. Z pewnością bardzo lubię być z ludźmi, lecz miałam tego wiele przez te wszystkie lata, gdy byłam w kościele. Jedyne za czym wtedy tęskniłam to był Bóg!

Rodney (USA):

Jakieś 7 lat temu zacząłem zdawać sobie sprawę z tego, że spędzę całe moje tak zwane chrześcijańskie życie w takim lub innym grzechu myśląc przez cały czas, że znam Boga. Nagle zdałem sobie sprawę z mojej ogromnej potrzeby Jego. Błagałem GO przez sześć miesięcy, aby coś dla mnie zrobił. Któregoś dnia zrobił. W jednej chwili przyszedł i oczyścił mnie i całkowicie zmienił kierunek mego życia. Od tej chwili zacząłem się dziwić dlaczego po tak wielu latach spędzonych w kościele nigdy nie widziałem tego rodzaju mocy. Kochając Boga bardziej niż kiedykolwiek, a nawet wzrastając stale odłączyłem się odzorganizowanego kościoła. Walczyłem z poczuciem winy, skrajną samotnością, wieloma niemal bezsennymi nocami i wielu innymi emocjami, ponieważ przez kilkanaście lat czułem się tak, jakbym był jedynym, który tak czuje. Pozwól, że podkreślę fakt, że moja miłość do Boga stale wzrastała. On Osobiście uczy mnie rzeczy, o których nigdy nie słyszałem w kościele. Bóg wypełnił moje serce tak wielu cudownymi rzeczami i tak bardzo pragnąłem powiedzieć ludziom, a jednak nie było uszu do słuchania.

Pustynia był czymś nieznośnym dla mojej rodzin i dla mnie. Znacznie łatwiej było w dawnych czasach żyć w ignorancji, po prostu grając w tą grę. Wielokrotnie myśleliśmy, że powinniśmy wrócić i zaangażować się ponownie. Gdy idziemy na „kościelne nabożeństwo” to często zostajemy ogarnięci zmartwieniem i wielkim smutkiem. W ciągu ostatnich kilku lat spotykaliśmy się z ludźmi podobnymi do nas i teraz mamy społeczność z ponad dziesiątką rodzin a znamy wiele więcej.
Czasami uczestniczymy w nabożeństwach, po prostu dlatego, że czujemy tak wielką miłość do ludzi, której nigdy nie mieliśmy wcześniej i chcemy być z nimi (nawet z ludźmi, których nie znamy), a jednak czasami potrzeba tygodnia lub więcej, aby dojść do siebie po tym bolesnym przeżyciu.

Mógłbym dodać, że kościół, do którego należymy jest, tak dalece jak chodzi o kościół, jest prawdopodobnie tak dobry jak ci, którzy przychodzą.

Teraz po 7 latach, nie zamieniłbym tego na nic innego. Nawet w okresie najstraszniejszej pustyni i samotności byłem tak pewien tego, że to wszystko Bóg czyni, że założyłbym się swoim życiem o to. Pan był tak niesamowicie wierny i wydaje się teraz, że jesteśmy poza pustynią i czujemy, że coś się wydarzy.

Nikki (USA):

Czasami, gdy jesteś sam, nie znając nikogo, lub zaledwie kilku innych – myślisz, że pewnie jesteś buntowniczy – lecz czas z Panem jest tak bogaty, głęboki, a wzrastające korzenie takie dobre, że wiesz, że coś tutaj jest w porządku. Uczymy się słuchać, chodzić z Panem i podążać za Nim w bardzo rzeczywisty i osobisty sposób. On ma swoje powody a ja wiem, że ja wiem, że nie będziemy mieli problemów słuchając Go, gdy mówi nam, aby „Iść” – lecz nie będzie to prawdopodobnie budynek, lecz żywa świątynia Jego dzieci, wszystkich posłusznych Jego powołaniu.

Donna (USA):

 Jestem poza kościołem od kilu lat. Czasami, okazjonalnie odwiedzam jakiś, lecz zawsze słyszę głos Ducha: „Nie – to nie jest twój dom”. Wiedziałam, że mój Ojciec ma jakiś cel w tym doświadczeniu pustyni i że zrozumie to we właściwym czasie. Ostatnio, zrozumiałam, że to na pustkowiu przygotowywana jest droga…

Nie wiem dokładnie, co mój Ojciec zaplanował dla mnie, lecz jest to coś znacznie ponad wszystko, co mogę sobie wyobrazić. Wiem, że jest objawienie odnowionej prawdy, które nadchodzi do wielu znajdujących się na pustyni a które wkrótce będzie przekazane. Wszyscy powinni robić zakupy z Obj. 3:18, a szczególnie maść na oczy. Nie wszystko przychodzi przez łaskę, jest cena, którą zapłacić muszą ci, którzy zwyciężą.

Shearon (USA):

Polityka nie należy do kościoła, chóry na paradach nie należą do kościoła, „dzień kapelusza” nie należy do kościoła itd.. Pozbyliśmy się wszystkiego, czym kościół jest. Pan zabiera nas z powrotem.

Ja również przeszłam przez doświadczenie pustyni, mogę więc odnieść się do tego, przez co oni przechodzą. Pustynia nie jest łatwa, wszyscy powinniśmy przejść jedną. Jest cel w pustyni i dziękuję Bogu za moje przeżycie, tak wiele się nauczyłam. Lecz, tak masz rację, jest czas na wyjście. Nie możesz pozostać na pustyni (tak, chciałam). Jest taki czas, gdy Bóg wyśle cię na pustynię, podobnie jak Mojżesza i Swego Syna. Może to być 40 dni, może 6 miesięcy, a może 40 lat, lecz musisz wyjść.

Jeśli nie, to po co by to było?

< Część 6 | Część 8 >

topod

Kłamstwo – 1

 

ZAPROŚ JEZUSA DO SWOJEGO SERCA

MODERATOR:  Zostałem zalany setkami maili od chwili, gdy opublikowałem mój artykuł pt.: „9 kłamstw współczesnego kościoła”. Niestety, wielu ludzi odbiera to personalnie i nie potrafi spojrzeć obiektywnie na to, co napisałem. Stają się „defensywni”. Wszystko o co proszę to, aby ludzie spojrzeli na to, co napisałem obiektywnie, pytając siebie samych: „Co mówi naprawdę Pismo”.

 W ciągu kolejnych tygodni przyglądniemy się poszczególnym punktom z „9 kłamstw współczesnego kościoła”. Myślę, że wielu ludzi będzie zdziwionych dowiadując się, co Biblia faktycznie mówi o tych sprawach.

Oto pierwszy punkt:

****************************

KŁAMSTWO # 1 –     „ZAPROŚ JEZUSA do serca”

Andrew Strom

Jedną z podstawowych rzeczy, które zadziwiały mnie przez lata było głoszenie “Oddaj swoje serce Panu” czy “Zaproś Jezusa do swojego życia”, aby zostać chrześcijaninem. Czy nie zdajemy sobie sprawy z tego, że taka praktyka NIGDZIE w Biblii nie ma miejsca? Czy jest JEDEN przykład kogoś „zapraszającego Jezusa do serca” (czy coś podobnego), aby być chrześcijaninem w Księdze Dziejów? NIE – ANI JEDNEGO. Księga Dziejów Apostolskich pełna jest dosłownie tysięcy ludzi stających się odrodzonymi chrześcijanami i często mówi się nam dokładnie, co ci ludzie zrobili. Lecz nigdzie nie ma zapisu, aby ktokolwiek z nich zrobił cokolwiek podobnego do „zapraszania Jezusa do serca”, aby być zbawionym.

Z PEWNOŚCIĄ, jeśli kościół nawet w najmniejszym stopniu działał wspólnie, to tę sprawę mieliby właściwą. Z pewnością to musiałaby być najważniejsza, najbardziej podstawowa sprawa w całym Nowym Testamencie:  Jak właściwie ludzie powinni stawać się

chrześcijanami? Co powinni powiedzieć w Nowym Testamencie? Bardzo proste pytanie, pomyślałbyś. Ale również żywotnie ważne.

Lecz, niewiarygodne, wydaje, że się niewielu z nas zawraca sobie głowę zadając to pytanie czy biorąc pod lupę oczywistą odpowiedź. Oto mamy jeden z najważniejszych, fundamentalnych punktów jaki jest możliwy w chrześcijaństwie: „Co mamy zrobić ABY BYĆ ZBAWIENI?” Generalnie, dziś nasza odpowiedź byłaby całkowicie inna od apostolskiej. Niewiarygodne, prawda? Oto mamy to, czarno na białym, raz za razem! Lecz TRADYCJA zaślepiła nasze oczy na Prawdę. Jestem pewien, że nawet wielu z was, czytających to, będzie zszokowanych oczywistością prawdy w tej dziedzinie.

Zacznijmy od dnia Zielonych Świąt (wspaniałe miejsce na początek!).

Jak wszyscy wiedzą Duch Święty zstąpił na 120 i zaczęli mówić językami. Jest to oficjalnie znane przez teologów jako narodziny kościoła – początek chrześcijaństwa jak wiemy. Po przekonującym kazaniu Piotra do zebranego tego dnia tłumu następne 3000 ludzi zostało przydanych do kościoła:-„…byli poruszeni do głębi i rzekli do Piotra i pozostałych apostołów: CO MAMY CZYNIĆ, MĘŻOWIE BRACIA. A Piotr do nich: Opamiętajcie się niechaj się każdy z was da ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a otrzymacie dar DUCHA ŚWIĘTEGO. (Dz. 2:37-38). Zwróć uwagę jak inna jest odpowiedź Piotra w stosunku do tego, co mówią ludzie dziś. My powiedzielibyśmy coś takiego: „Po prostu powtórz za mną prostą modlitwę” – lecz Piotr nic takiego nie zrobił wcale.

W tym co Piotr do nich powiedział są zawarte trzy elementy:

 POKUTA, CHRZEST WODNY I otrzymanie DUCHA ŚWIĘTEGO. Ten wzór widzimy powtarzany stale i wciąż w całej Księdze Dziejów Apostolskich (w rzeczywistości we wszystkich pismach NT) najbardziej rzucający się w oczy, oczywisty sposób. A my ciągle słyszymy: „Musisz zaprosić Jezusa do swojego serca” – głoszone  w całym chrześcijaństwie.

Następną ważną do zdobycia przez wczesne chrześcijaństwo grupą byli Samarytanie. W 8 rozdziale Dziejów czytamy o tym, że ewangelista Filip oglądał wielkie przebudzenie w Samarii: „Kiedy jednak uwierzyli Filipowi, który zwiastował dobrą nowinę o Królestwie bożym i o imieniu Jezusa Chrystusa, dawali się OCHRZCIĆ, zarówno mężczyźni, jak i niewiasty…..

 A Piotr i Jan, którzy zostali do nich wysłani „wkładali na nich ręce a oni OTRZYMYWALI DUCHA ŚWIĘTEGO (Dz. 8:12-17).

Zauważ identyczny wzór postępowania jak w dniu Zielonych Świąt.

 Mam nadzieję, że zdajesz sobie spraw z tego, że mówimy tutaj o TYSIĄCACH nawróceń. I NITK Z NICH nie był angażowany w „oddawanie serca Jezusowi” czy „zapraszanie Jezusa jako swoje osobistego zbawiciela”. Jeśli przejrzysz z zapiski Dziejów Apostolskich to przekonasz się, że za każdym razem były to „pokuta, chrzest i przyjęcie Ducha Świętego” – stale i wciąż to samo.

Kolejna ważna grupa ludzi, która miała być zdobyta przez pierwszy kościół to byli „pobożni” poganie (Dzieje rozdz. 10 i 11). Piotr został posłany, aby głosić w domu Korneliusza i Bóg nagle zadziałał pomimo, że ten jeszcze głosił:!:- A gdy Piotr jeszcze mówił te słowa, ….. słyszeli ich bowiem, jak mówili językami i wielbili Boga”Wtedy Piotr ogłosił: „Czy może ktoś odmówić wody, aby ochrzcić tych, którzy OTRZYMALI DUCHA ŚWIĘTEGO jak i my? I rozkazał ich ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa.

Piotr opisując to wydarzenie później powiedział: „A gdy zacząłem mówić, ZSTĄPIŁ NA NICH DUCH ŚWIĘTY, jak i na nas na początku” (11:15). Odniósł się również do tego, jako do „chrztu w Duchu Święty” (11:16). Mam nadzieję, że widzisz z tych fragmentów, że Duch Święty „ZSTĘPUJĄCY” na ludzi jest tym samym co ‘PRZYJMOWANIE” Ducha lub „CHRZEST” Duchem Świętym.

Widzimy, zatem w przypadku przeżycia zbawienia domu Korneliusza ten sam sposób postępowania jak wcześniej: (1) pokuta serc, (2) przyjęcie Ducha Świętego, (3) chrzest.

Kolejny dobry przykład jest z udziałem pewnych uczniów Jana Chrzciciela, których Paweł  spotkał w Efezie: „Paweł rzekł do nich: „Jan chrzcił chrztem UPAMIĘTANIA, mówiąc ludowi, aby uwierzyli w tego, który przyjdzie po nim, to jest w Jezusa. A gdy to usłyszeli, zostali OCHRZCZENI w imię Pana Jezusa. A gdy Paweł włożył na nich ręce, zstąpił na nich DUCH ŚWIĘTY i MÓWILI JĘZYKAMI i prorokowali (19:1-6). Wydaje mi się, że nie muszę już teraz wskazywać tutaj wzoru postępowania?

Zauważ również, że tutaj nie było “klas przygotowawczych” do chrztu. Przez całą Księgę Dziejów Apostolskich ludzie byli chrzczeni WPROST, jak tylko pokutowali i stali się wierzącymi. W przypadku strażnika on i cała jego rodzina zostali ochrzczeni natychmiast – W SAMYM ŚRODKU NOCY (16:32-33). Etiopski eunuch został ochrzczony przez Filipa wprost, w wodzie, którą zobaczyli podczas jazdy rydwanem (8:35-38).

Sam ap. Paweł sam został ochrzczony natychmiast, przez ucznia Ananiasza, który powiedział coś interesującego Pawłowi: „Powstań, OCHRZCIJ SIĘ i OBMYJ SWOJE GRZECHY wezwawszy Jego imienia (22:16). Ten wers mógłby być traktowany przez wiele współczesnych kościołów jako herezja. Jakże szokująca jest sugestia, ze chrzest może mieć coś wspólnego z przebaczeniem i oczyszczeniem z naszych przeszłych grzechów. Niemniej jest wiele podobnych do tego wersetów rozsianych po całym Nowym Testamencie. Zwróć również uwagę na, że zostało mu to powiedziane Pawłowi w DNIACH po jego doświadczeniu na drodze do Damaszku. Dzisiejsi chrześcijanie przypuszczaliby, że Paweł został „zrodzony na nowo” podczas tego oślepiającego spotkania z Bogiem. Nie tak. Dopóki Paweł nie został OCHRZCZONY, nie był „oczyszczony” ze swoich grzechów. Jest to wyraźne to, co mówi Pismo. Ktoś ma inne zdanie?

Wielu chrześcijan dziś jest uczonych, że chrzest jest zasadniczo aktem symbolicznym. W mojej młodości byłem wychowywany głównie w baptystycznych kościołach, a oni zawsze uczyli, że chrzest jest „zewnętrznym SYMBOLEM wewnętrznej przemiany”. W ten sposób chrzest został odarty w chrześcijańskim myśleniu w znacznym stopniu ze znaczenia i mocy.

Ponieważ „symbol” nigdy nie jest tak ważny jak rzecz realna, nieprawda? Badałem sprawę chrztu w NT bardzo intensywnie i NIGDZIE nie mówi się, że jest to zwykły „SYMBOL”,a raczej mówi się o nim jako o „obrzezaniu serca”, „odcięciu”, „pogrzebie” w ŚMIERĆ Chrystusa. Mówi się również o nim jako o „przebaczeniu naszych grzechów” oraz „obmyciu czyichś grzechów”. Jestem przekonany, że duchowej rzeczywistości (tj. z Bożego punktu widzenia) chrzest jest postrzegany jako LITERALNE „pogrzebanie w śmierć” (patrz. Rzym 6), co ma ogromny skutek dla naszych serc i życia.

A jednak ciągle głosimy „Zaproś Jezusa do swego serca” i odmawiamy wielu ludziom jednego z najbardziej żywotnych kluczy do chrześcijańskiego życia. Jestem też całkowicie przekonany, że chrzest MUSI być przez CŁAKOWITE ZANUŻENIE . Pokropienie niemowlęcia nie wystarcza. To musi być chrzest dla WIERZĄCYCH.  Oryginalne greckie słowo tłumaczone jako „chrzest” to „ZANURZYĆ”. Zatem ludzie muszą być „pogrzebani” pod wodą w chrzcie, a nie pokropieni (- jestem pewien, że większość z was zgadza się z tym).

Podobnie jestem przekonany, że chrzest w Duchu Święty (wraz z mówieniem językami) jest KONIECZNY. To NIE jest opcja. Jak widzimy to w Dziejach Apostolskich ludzie stawali się chrześcijanami przez (1) Pokutę, (2) Chrzest wodny, (3) Chrzest w Duchu Świętym (z mówieniem językami, na ile możemy to powiedzieć). Co musimy zmienić w fundamentalnym nauczani i praktyce Biblii, abyśmy mogli uczynić je bardziej „przekonującymi” dla nowo nawróconych? Dopóki nie ludzie nie będą zbawiani w Biblijny sposób, jak możemy powiedzieć, że są zbawiani w ogóle?

Bez przerwy mówimy o „nowym narodzeniu” w naszych współczesnych kościołach, lecz czy prawdziwie ludzie „rodzą się na nowo” tak jak to było w czasach apostolskich? Mając w pamięci wzór nowotestamentowy to jak nam się wydaje, co Jezus miał na myśli deklarując, że „Jeśli się kto nie narodzi z WODYi z DUCHA, nie może wejść do królestwa Bożego (J 3:5).

Narodzony z WODY i z DUCHA, hmmmm. Trudna to mowa!

 Chrzest wodny i w Duchu nigdy nie były traktowane jako zwykłe “opcje” w Piśmie. W rzeczywistości są one NIEZBĘDNYM przeżyciem, aby zacząć chodzić w Chrystusowym królestwie. Jest wiele wersów w Piśmie na ten temat, które często są pomijane współcześnie lub postrzegane jako „niewytłumaczalne”, ponieważ nie pasują do współczesnej tradycji. Proszę przyjrzeć się następującym fragmentom:

 Mk 16:16-18, 1

Ptr 3:20-21, Tytus 3:5-6, 1 Kor 10:1-2,

 Gal 3:27,

Col 2:11-12, 1 Kor 12:13, Hebr 6:1-2, Rzym 6:2-11,

 Rzym 8:9, Mat 28:19, etc.

Naprawdę o to mi chodzi. Proszę, poświęć trochę czasu na przeczytanie tych wersów jeśli w ogóle ten temat cię interesuje. Wielu ludzi pisze do mnie swoje opinie mówiąc: „Nie mogę uwierzyć w takie twoje nauczanie”, choć nigdy nie zatroszczyli się o to, aby spojrzeć na Pismo, które mówi o tych rzeczach. PROSZĘ przeczytaj Księgę Dziejów Apostolskich i zajrzyj do powyższych wersetów zanim przyślesz mi swoje zdanie.

 Osobiście wierzę, że jest sporo ważnego nauczania i praktyki pochodzących z pierwszego kościoła, które będą odnowione w czasie nadchodzącego Przebudzenia. (Bóg często czyni tak w czasie przebudzeń). Jestem przekonany o  tym, że powyższe nauczanie będzie jednym z nich (wierzę w to od wielu lat).

Zdaję sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie zszokowałem i sprowokowałem wielu tym artykułem. Proszę wierzcie mi, sam byłem tym zszokowany, gdy po raz pierwszy stanąłem twarzą w twarz z niektórymi prawdami kilka lat temu. Są one bardzo oczywiste, gdy je badasz, lecz byłem na nie zaślepiony przez wiele lat. Należałem do tych, którzy dają traktaty typu „Cztery Prawa Duchowego Życia” i prowadziłem ludzi przez „modlitwę grzesznika”. Jak wielu podpierałem to błędnym stosowaniem Obj. 3:20: „Oto stoję u drzwi i kołaczę. Jeśli kto usłyszy mój głos i otworzy drzwi, wejdę i będę z nim wieczerzał, a on ze mną”. Dopiero później zdałem sobie sprawę z tego, co wskazuje Leonard Ravenhill, że to Pismo jest wyraźnie skierowane do KOŚCIOŁA, a nie do nie nawróconych grzeszników. To Jezus stoi poza kościołem „laodycejskim” usiłując wejść! Proszę zobacz i przeczytaj cały fragment – Obj. 3:14-21. Zobaczysz, co on oznacza. Jest bardzo wyraźny.

Nie wstydzę się tego, że kiedyś to głosiłem. Wtedy to było wszystko co wiedziałem, lecz byłem mocno zszokowany jak wiele podstaw ewangelii opuszczałem. Podobnie jak ja, będzie wielu, którzy będą musieli „badać Pisma, czy tak się rzeczy mają” jak owi bracia w Berei. Wierzcie mi, walczyłem z tymi myślami przez wiele miesięcy zanim po prostu wyszedłem z „koziego rogu”. Wiedziałem, że implikacje będą bardzo poważne i nie chciałem się z nimi spotykać, lecz oto miałem to przed sobą czarno na białym. A nie jest to trywialna sprawa, to czym tutaj mówimy, to kluczowe prawdy ewangelii.

 Po napisaniu pierwszej wersji tego artykułu, wielu ludzi napisało do mnie wskazując na ZŁODZIEJA NA KRZYŻU, który nie został ochrzczony, ani napełniony Duchem, a jednak najwyraźniej zbawiony. Wierzcie mi, również miałem te wszystkie zastrzeżenia, gdy po raz pierwszy wchodziłem w to nauczanie. Lecz Bóg unicestwił wszystkie moje wymówki. Zajmijmy się więc teraz tym ZŁODZIEJEM NA KRZYŻU.

Najbardziej oczywistym pytaniem jest to: Kiedy to się zdarzyło? Czy było to pod STARYM Przymierzem czy NOWYM? Gdy Jezus oferował zbawienie złoczyńcy, ciągle jeszcze funkcjonowało Stare Przymierze, czy też rozpoczęła się już era Nowego? Ponieważ, co jest oczywiste, chrześcijaninem (narodzonym na nowo członkiem Ciała Chrystusa) można zostać wyłącznie PO zaistnieniu Nowego Przymierza. Aby natomiast Nowe Przymierze mogło zaistnieć Jezus, ofiarny Baranek, musiał umrzeć oraz BYĆ WZBUDZONYM ZE ŚMIERCI.

Nowe Przymierze nie mogło się zacząć, zanim dokonały się te rzeczy. Z pewnością wszyscy o tym wiemy? Jezus musiał umrzeć i być wzbudzonym z martwych po czym wstąpić do nieba, zsyłając Ducha Świętego, zanim Kościół mógł faktycznie zaistnieć czy też ludzie mogli zacząć się rodzić na nowo jako chrześcijanie. To dlatego ludzie w ST, nawet sam Pan Jezus, nie byli ‘narodzeni na nowo’ w taki sposób, jak my obecnie. Po prostu nie mogli. Pamiętaj, że Jezus powiedział iż Jan Chrzciciel nie mógł zostać ‘nowonarodzonym chrześcijaninem’ ponieważ Nowe Przymierze jeszcze się nie zaczęło. Jestem przekonany, że chciałby tej możliwości. Jezus umarł w agonii, został wzbudzony z martwych, aby nabyć dla nas cudowne życie w Nim. Z pewnością wszyscy to wiemy? CHWAŁA BOGU.

Wracając do złoczyńcy. Czy rozmawiał on z Jezusem i umarł pod Nowym czy Starym Przymierzem? Odpowiedź jest oczywista – pod STRARYM Przymierzem.

Prawdopodobnie był Żydem – jednym z ludu wybranego (choć grzesznikiem), który otrzymał cudowne przebaczenie od Jezusa, gdy pokutował I zwrócił się do Niego. Niemniej wtedy zupełnie inne były warunki przebaczenia niż dziś. Teraz mamy NOWE Przymierze – NOWĄ „mowę” z Bogiem, całkiem różną od Starej. Obecnie mamy nowy i żywy sposób życia. Jak do tego wchodzimy? Przez narodzenie na nowo – z wody i Ducha. A to stało się możliwe dopiero od Pięćdziesiątnicy – dnia rozpoczęcia kościoła. Nie mówię, że „opamiętanie na łożu śmierci” nie jest możliwe, jestem pewien, że Bóg wielokrotnie sięga swym miłosierdziem do tych, którzy zwracają się do Niego, gdy są już blisko śmierci, lecz to są szczególne przypadki. Nie jest to „norma” chrześcijaństwa Nowego Testamentu. Opamiętanie, chrzest i przyjęcie Ducha Świętego są KONIECZNE, aby wejść do Nowego Przymierza, jak wierzę.

Jak powiedziałem, wielu ludzi oferuje mi swoje własne punkty widzenia i opinie bez solidnego zbada Pisma w tej sprawie. Ważne jest, aby pamiętać o tym, że fundamentalne doktryny nie są sprawą zwykłych opinii. Tu chodzi o to, co MÓWIĄ PISMA. Mówię wam, poświęciłem MIESIĄCE badań i modlitwy na ten temat. TO było rzeczywiście tak WAŻNE. Szczerze rozważyłem WSZYSTKO – każdy kąt widzenia jaki mogłem znaleźć. Proszę to poważnie traktować, ponieważ takie jest. Jest to bardzo istotna dziedzina. Wierzę, że dyskutujemy tutaj sprawy dotyczące ZBAWIENIA, a to jest ekstremalnie istotne. Po prostu czytaj Pisma (Mniej niż godzinę powinno zająć przeczytanie wyżej podanych fragmentów). Zachęcam każdego, kto jest choć odrobinę zainteresowany tym, PROSZĘ przeczytajcie je.

Mam głęboką świadomość tego, że sprawy ‘doktryn’ mają bardzo silne tendencje do szerzenia podziałów z samej swojej natury. Wiem również,że podejmują wielkie ryzyko mówiąc tak otwarcie o tak kontrowersyjnym nauczaniu. Generalnie staram się unikać doktrynalnych debat.Wyłącznie najbardziej fundamentalne doktryny i ważne tematy ośmielam się wprowadzać robiąc wokół nich zamieszanie. Zauważycie, że choć prowadzę ‘proroczą’ stronę internetową, nigdzie nie ma dyskusji na temat ucisku „przed czy po” czy dokładnego znaczenie 70 tygodni Daniela itd. Uznałem takie debaty za bezzasadne i, będąc szczerym, skrajnie nudne. Słyszałem te spory wiele lat temu i już po prostu nie mogę znieść więcej. Nie mam już ochoty podejmować sporów i czepiania się głupstw. Ale to są WIELKIE sprawy; zbawienie w Nowym Testamencie, Boży plan dla Jego kościoła – to są naprawdę rzeczy warte uwagi, ponieważ, wierzę, że diabeł okrada nas zaślepiając w pewnych dziedzinach, a Bóg pragnie odnowić te prawdy dla kościoła.

Wyobraź sobie tylko przez chwilkę, że mam rację, że chrzest I przyjęcie Ducha Świętego są znacznie bardziej ważne niż byliśmy do tej pory przekonani. Pomyśl tylko jak wiele tysięcy wierzących jest na całym świecie, którzy przyjęli Ducha Świętego (wraz z ‘językami’), lecz nie zawracają sobie głowy chrztem. Przecież to tylko „symbol”, no nie? Czy być może mówią:

Zostałem pokropiony jako dziecko.

Sam znam wielu ludzi stojących na tym właśnie stanowisku. Myślę, że to jest straszne, i wierzę, że Bóg również tak myśli. Nie wspominając o tych wszystkich, którzy nie zostali ochrzczeni w Duchu Świętym. Czy nie sądzisz, że Boże serce boleje nad tym wszystkim? Dlaczego ludzie ignorują jego nakazy? Nasze kościelne tradycje i zwyczajowe zachowanie mogą nam wiele o tym powiedzieć. To musi się zmienić, przyjaciele, i ja wierzę, że się zmieni, gdy zasadnicze doktryny są kwestionowane. Lecz jeśli mam rację, diabeł będzie walczył przeciw temu na wszelkie sposoby. On lubuje się we wszystkim co zubaża wierzących czy związuje ich w jakikolwiek sposób. To jest rzeczywiście kluczowa doktryna, ponieważ inaczej nie zajmował bym się nią. Faktycznie chylę czoło i ryzykują moją reputację i nie czynię tego lekko.

Jestem oskarżany o to, że jestem “legalistyczny” czy, że “robię z igły widły” przez paru czytelników. Naprawdę nie dostrzegam tego. Jak powiedziałem, niektóre doktryny to „spór o pietruszkę” lecz niektóre są faktycznie żywotne. Wierzę, że te, o których mówimy zaliczają się do tych drugich. Inni oskarżyli mnie o to, że jestem „zbyt dosłowny” (Uśmiałem się z tego).No, to o czym mówimy jest to podstawowa biblijna doktryna, prawda? Zbyt dosłowny? A jacyż powinniśmy być?!

Inni czytelnicy oskarżyli mnie o to, że wierzę w “odnowienie chrztem”. Tu nie o to chodzi. Wierzę, że (1) Pokuta, (2) Chrzest wodny, (3) Przyjęcie Ducha Świętego, WSZYSTKIE są nieodzowne. Nie wierzę, w odnowienie przez chrzest. Te elementy są wszystkie jednakowo ważne i musimy przeżyć je wszystkie, aby móc nazywać siebie „nowotestamentowymi chrześcijanami’ i tak to widzę.

Inni czytelnicy wnieśli te wersy z Listu do Rzym, które mówią: “jeśli ustami wyznasz, że Jezus jest Panem i uwierzysz w sercu swoim, że Bóg wzbudził go z martwych, zbawiony będziesz (Rzym 10:9). Obecnie wielu teologów wierzy, że to stwierdzenie było używany jako „wyznanie chrzcielne” w pierwszym kościele. Pamiętam społeczność, w której byłem zaangażowany parę lat, która używała go właśnie w taki sposób. Dla mnie ten wers niewiele ‘dowodzi’ doktrynalnie. Musi on zostać umieszczony w kontekście CAŁEGO Nowego Testamentu, aby uzyskać odpowiednia perspektywę. Z pewnością nie dostrzegam żadnych dowodów na „zapraszanie Jezusa do swojego serca”.

Jednym z najpoważniejszych zarzutów z jakimi się spotkałem to, że głoszę pewien rodzaj  „zbawienia z uczynków” przez twierdzenie, że chrzest i przyjęcie Ducha są tak zasadnicze, oraz że „dodaję do ewangelii” i zabieram ludziom wolność jak to było w przypadku Galacjan!! Bardzo poważny zarzut, lecz spójrzmy na to uważniej. Czy chrzest jest ‘uczynkiem’, który mogę sam sobie zrobić? Czy przyjęcie Ducha Świętego jest „uczynkiem”? Nie sądzę! Są to wstępne przeżycia, które są „ROBIONE DLA NAS” czy udzielane nam – a nie są czymś, co możemy „ZROBIĆ” dla siebie. Czy mogę się sam ochrzcić? Nie! Czyż nie jest to unikalny akt wiary i posłuszeństwa, poza tym? Dla mnie, chrzest nie jest bardziej „uczynkiem” niż „modlitwa grzesznika”. Akt otwarcia ust, poruszanie szczękami i modlitwa nie jest postrzegana jako uczynek i nie powinien być tak widziany chrzest. Wymagają tylko chwili, prawda? Faktycznym pytaniem jest: „Czy chrzest jest prawdziwym duchowym aktem, czy tylko zwykłym rytualnym symbolem? To jest realne pytanie. Tu również pojawia się cały problem „wygody”.Ponieważ kochamy te małe, eleganckie pakiety, które są wygodne w użyciu i łatwe w tym wieku, czyż nie? („zaproś Jezusa do środka”). A chrzest jest taki mokry i lepki, myślimy. Lecz ostatecznie liczy się to: musimy podjąć decyzję i dokonać wyboru czy będziemy robić to w biblijny sposób czy też nowoczesny „wygodny”.

To takie proste.

A teraz jeszcze coś, co wielu ludzi podnosi – Gdzie w tym wszystkim ma miejsce WIARA?

Czy nie mamy być zbawieni z WIARY?

Absolutnie! I

wiara jest w tym wszystkim najbardziej w cenie! Co się dzieje, gdy ktoś słyszy ewangelię i WIERZY jej? (krytycznie ważna chwila). Czy automatycznie staje się „chrześcijaninem”, zaraz? Po prostu przez usłyszenie w to, co powiedziano? Czy też musi działać na podstawie tej wiary w jakiś sposób, aby stać się chrześcijaninem? Czy Żydzi „dotknięci do głębi” kazaniem Piotra w dzień Zielonych Świąt stali się w tej samej chwili, czy coś ZROBILI w WIERZE, aby stać się nimi? Wyraźne jest, że coś ZROBILI, ponieważ Piotr powiedział im: „upamiętajcie się i niechaj każdy z was da się ochrzcić, a otrzymacie dar Ducha”.  Jestem całkiem oczywiste, że każdy z tych elementów wymaga zaangażowania wiary w Jezusa.

Niemniej wierzę, że gdy Biblia mówi o „wierze,która zbawianas” i byciu „USPRAWIEDLIWIONYM PRZEZ WIARĘ”, to mówi o ŻYCIU WIARY, którep odejmujemy po tym, gdy zostajemy chrześcijanami. Jest to CHODZENIE W WIERZE dzień po dniu, chwila po chwili, po tym, gdy zostajemy chrześcijanami co usprawiedliwia nas przed B giem. To pokrycie krwią Jezusa obmywa nasze grzechy i czyni nas czystymi w Bożych oczach. Jeśli chodzimy w wierze, pokryciu krwią, jesteśmy zbawieni i musimy trwać na tej drodze. Wyraźnie jest również z Pisma, że tylko przez MOC DUCHA ŚWIĘTEGO możemy chodzić w tej zbawczej wierze. Ta wiara jest darem od Boga „nie z nas, aby się kto nie chlubił…” Podobnie jak miłość Boża, ta wiara jest rozlana w naszych sercach przez Ducha Świętego, który jest nam dany. Jak więc możemy otrzymać ją bez PRZYJĘCIA DUCHA ŚWIĘTEGO? (co cofa nas do Pokuty, Chrztu, i Przyjęcia Ducha Świętego jako naszego niezbędnego punktu startowego w wierze).

Niektórzy czytelnicy wspomnieli o czymś interesującym dotyczącym chrztu w księdze Dziejów. Ponieważ godne uwagi jest zwrócenie uwagi na to, że wszyscy byli chrzczeni: „W IMIĘ PANA JEZUSA” czy w „IMIĘ JEZUSA CHRYSTUSA”. Większość kościołów chrzci w imię „Ojca i Syna i Ducha Świętego” i wydaje mi się, że jest to mało istotne, lecz wierzę, że jeśli oni w Dziejach uważali za ważne wypowiadać imię Jezusa Chrystusa nad każdym, kogo chrzcili to i my powinniśmy także. Nie jestem aż tak legalistyczny w tej dziedzinie, lecz osobiście w tych dniach chrzczę w „imieniu Ojca i Syna i Ducha Świętego, w IMIENIU JEZUSA CHRYSTUSA (aby być pewnym, że wszystko jest w porządku).

Podsumowując, wierzę, że Bóg bardzo powoli odnawia prawdę kościołowi po stuleciach od czasów Ciemnych Wieków, gdy tak wiele zostało stracone. Reformacja Lutra zasiała odnowienie „Usprawiedliwienia z Wiary”, Anabaptyście ponownie wprowadzili chrzest przez zanurzenie, Wesley odnowił wagę ‘nowego narodzenia’, wzeszłym wieku Zielonoświątkowcy ponownie odkryli napełnienie Duchem Świętym i duchowe dary. (Było też wiele innych rzeczy w tym czasie, lecz te są proste do opisania). Wierzę, że obecnie jesteśmy w stanie, gdy Bóg chce odnowić kościół ku jego prawdziwej, oryginalnej chwale, ze wszystkimi podstawowymi doktrynami i praktykami, „kościelnym życiem” i pełnią oryginalnej ewangelii, „pięcioraką służbą” itd. – ze Wszystkim. Towłaśnie się wydarzy w nadchodzącym przebudzeniu, jak wierzę. I jest to jeszcze jedna przyczyna, że wierzę, że podstawowe doktryny Nowego Testamentu są tak ważne.

W poprzednich stuleciach, jak i teraz, wierzący tych czasów chodzili w świetle jaki mieli, a Bóg osądzi ich zgodnie z tym światłem, które było dla nich dostępne. Lecz teraz jest czas, aby zobaczyć kościół prawdziwie odnowiony do pełni we wszystkich dziedzinach. I to będzie NIEWYGODNE i spowoduje wielkie „WSTRZĄSY”. Nowa Reformacja nadchodzi i jest to ważne, że nie pozostawi za sobą niczego, co wymaga działania. Inaczej nasze dzieci będą musiały mieć następną Reformację, aby poprawić to co zostało nie zrobione. Niech będzie to tak pełne jak jest to tylko możliwe tym razem, dobrze? Ponieważ Chrystus nie może przyjść ponownie dopóki wspaniała Oblubienica nie będzie gotowa dla Niego, bez „skazy, zmazy czy czegoś w tym rodzaju”. Z pewnością żyjemy w dniach „odnowienia wszechrzeczy”, o których mówi Pismo.

Niech was Bóg błogosławi.

Najlepsze życzenia w Chrystusie

Andrew Strom.

продвижение сайта

9 Kłamstw we Współczesnym Kościele

 1.  Zwrot “zaproś Jezusa do swojego serca” – nie występuje w Biblii. Nie występuje też „oddaj swoje serce Panu” i powtarzanie „modlitwy grzesznika”.Te praktyki nie istnieją w Piśmie wcale. Zbawienie jest najważniejszym tematem Biblii i jesteśmy w tej sprawie okłamywani. Te doktryny są całkowicie sfabrykowane. Zostały wymyślono po to, aby uczynić zbawienie „szybkimi i wygodnym”. Dziś, wielu członków kościołów, którzy na tym polegają wyraźnie nie jest zbawionych.

2.  Budynki kościelne nie występują w Biblii. Zostały wymyślone około 200-300 roku, gdy kościół był w poważnym upadku. Tylko odstępczy kościół mógł odpaść tak daleko od prostoty pierwszego kościoła. Budynki kościelne, kaplice, są anty – nowotestamentowe i przynoszą mnóstwo problemów i tradycji. To w czasach, gdy kościół wpadł w rzymskie ręce ta koncepcja „katedralna” zwyciężyła i dziś nadal wydajemy miliony na te monumenty.

3.  Model „jeden pastor zajmuje się wszystkim” jest całkowicie nie biblijny. Całkowicie poza możliwością zajmowania się wszystkim w całej księdze Dziejów Apostolskich słowo „pastor” nie występuje ani razu. (Pierwszy kościół miał silnych przywódców i starszych, lecz nigdy nie była to „grupa jednego” jak to widzimy współcześnie i nigdy nie było to aż tak „kontrolujące” również)

4. „Dziesięcina” nie jest nowotestamentową praktyką wcale i jest straszliwie nadużywana przez współczesnych kaznodziejów. W Nowym Testamencie polec się nam, abyśmy dawali z naszych ser. Mówienie ludziom, że MUSZĄ dawać 10% na kościół bo inaczej „okradają Boga” jest totalnie chore i jest wykrzywieniem Pisma. Nie ma żadnego dowodu na to, żeby apostołowie KIEDYKOLWIEK głosili „dziesięcinę’ nowotestamentowym wierzącym. Była to wyraźnie starotestamentowa praktyka.

5. Słowa „powodzenie” czy „prosperity” NIGDY nie były używane przez Jezusa, a w całym Nowym Testamencie występują zaledwie kilka razy. A jednak chciwi kaznodzieje zbudowali na nim całe królestwa. Słowa: „sprzedaj wszystko, co masz i daj biednym” i „zwodnicze bogactwa” czy „nie możecie służyć Bogu i mamonie” oraz „biada wam bogacze” ZDECYDOWANIE były używane przez Jezusa i apostołów, lecz dziś nie słyszymy tego zbyt często w zwiastowaniu, nieprawda?

6. Nie było w szkół biblijnych, seminariów w Nowym Testamencie. Jedynymi ludźmi, którzy wydawali się być wykształceni w „Szkołach Biblijnych” byli faryzeusz i uczeni w Piśmie! Apostołowie byli prostymi rybakami i celnikami. Jest prawdopodobne, że niektórzy z nich nie umieli czytać ani pisać. Jakie były ich „kwalifikacje” do służby? Po prostu SPĘDZILI MNÓSTWO CZASU Z JEZUSEM. Fakt, że ludzie oczekują „profesjonalnych kapłanów” mających wykształcenie biblijne w szkołach spowodował, że kościół jest bardziej chory i nie biblijny niż kiedykolwiek wcześniej. Prości, pokorni ludzie z powołaniem Bożym często nie mogą wejść do służby, ponieważ nie mają „papieru”, który by ich „kwalifikował” – następne nieszczęście dla kościoła.

7. Nie ma niemal żadnego dowodu na to, że pierwszy kościół miał swoje główne zgromadzenia w niedzielę. Zbierali się razem „po domach” codziennie! Nie było budynków kościelnych. Nie ubierali się specjalnie, aby „wyjść do kościoła”. Nie było denominacji. Nie było oddzielnych grup ze swymi odrębnymi nalepkami. Spędzali swoje życie razem – wszyscy chrześcijanie na danym obszarze. Miłość i społeczność I “koinonia”były tak naturalne dla nich jak oddychanie, apostołowie zaś każdego dnia zwiastowali na otwartych, ogromnych zebraniach, a nie „kryli się” wewnątrz czterech ścian. To był prawdziwy „uliczny kościół” w każdym wymiarze.

8.  Myśl o tym, że można zastąpić poruszenie Ducha Świętego przy pomocy programów, programów i jeszcze większej ilości programów, pokazuje na tylko jak nisko upadliśmy. Stworzone przez ludzi programy są dziś obecne wszędzie. Pierwszy kościół miał więcej Boga, a znacznie mniej „człowieka’.

9.  Głosimy dziś ‘humanistycznego’ Jezusa. Jezusa, który istnieje głownie na potrzeby naszej „szczęśliwości”. Taki Święty Mikołaj, który chce nieustannych opadów błogosławieństwa na nasze życie. Bóg łaski i miłosierdzia bez osądu, sprawiedliwości i prawdy. Gro naszych błędnych interpretacji tego kim jest Jezus rzeczywiście, jest jednym z najpoważniejszy zgorszeń nowoczesnego kościoła, który zdaje się czcić „plastykowego” Jezusa – takiego, który sobie sam stworzył we własnej wyobraźni. Cóż za obraza dla naszego Boga.

Mnóstwo kaznodziei jest świadomych tego, że coś jest nie tak z dzisiejszym kościołem. Wiedzą, że jest mało „bojaźni Pańskiej”. Wiedzą, że nie ma głębokiej pokuty i głębokiego poruszenia Ducha Świętego. Wiedzą, że jest ta sama stara „gra”, odgrywana co tydzień. Wielu z nich ma bardzo silną świadomość tego, a jednak nic z tym nie zrobią. Nie potrząsną łodzią i zduszą każdego, kto by przyszedł usiłując coś zrobić. Nie chcą prawdziwego „wstrząsania”, zbyt wiele jest do stracenia. Mają swoje kariery i swoje małe „królestwa” na stanie. To jest prawdziwy stan rzeczy. To właśnie w tym miejscu zaczaił się złodziej

Właśnie dlatego Bóg wkrótce dokona “Wielkiej Reformacji”. Pan już nie zniesie dłużej tego „najemnictwa”. On nie dopuści ich do przywództwa wśród Jego ludzi, większość z nich jest bliska „utraty głów”. Nigdy ponownie nie będę prowadzić Bożych ludzi.

Na tym właśnie polega prawdziwa „Reformacja”. Jest to proces zastępowania starego przywództwa i starych kłamstw – to Dawid przejmujący miejsce Saula.

Nadchodzi czas „nowych bukłaków”, faktycznie już teraz są. Powstaje nowe przywództwo. Wielu z nich było ćwiczonych na „pustyniach” specjalnie na te czasy. Godzina już się przybliżyła. NIE POWSTANĄ NOWI PRZYWÓDCY! Przykre jest to,że współczesny kościół zanurzył się tak bardzo, że teraz trzeba ludzi RATOWAĆ Z KOŚCIOŁA. Nigdy nie przypuszczałem, że powiem coś tak radykalnego, lecz to jest prawda. Cały kościół żyje w kłamstwie. Wielu w kościele nieustannie słyszy, że wszystko jest w porządku – jest „OK.” – że są zbawieni i idą do nieba. Nic bardziej fałszywego. Tłumy są zwrócone bezpośrednio do piekła. Usystematyzowane KŁAMANIE, które ma miejsce zwiodło zarówno przywódców jak i ludzi, jednakowo. Jest tak jak wtedy, gdy „ślepy prowadzi ślepego”. Musimy walczyć o tych ludzi – z desperacją. Ogromna część kościoła jest „zgubiona”. Są zanurzeni w zwiedzeniu – w całym systemie zwiedzenia.

PROSZĘ o przesłanie mi waszych myśli i komentarzy na ten artykuł. Jeśli jacyś inni ludzie zareagują, przyślijcie mi również. Chcemy, aby te sprawy były bardzo poważnie potraktowane w naszej dyskusji i na naszej liście mailowej.

Niech was Bóg błogosławi.

 Wszelkiego dobra w Chrystusie,

Andrew Strom.

 раскрутка

Chrześcijanie poza kościołem – Rozdział 8

Opuszczam ruch „Chrześcijanie poza kościołem

NIEBEZPIECZEŃSTWA 

Jak widzimy wielu pozostających poza kościołem ludzi ma bardzo mocne powody opuszczenia kościołów. Niemniej, jest jeszcze druga strona, ponieważ osobiście spotkałem sporo tych „z poza”, którzy znacznie ponad dziesięć lat są całkowicie poza wszystkim i ciągle tam trwają. O ile nie ma jakiejś bardzo szczególnej przyczyny takiego stanu rzeczy, nie mogę uwierzyć, że jest to właściwe. Czasami wypracowuje się taką tendencję do „dryfowania”. Wierzę, że jest z tym związane niebezpieczeństwo. Serce moje podąża za tymi ludźmi w ich podróży, lecz czasami przypominają mi się dzieci Izraela, które bardziej umiłowały pustynię niż Ziemię Obiecaną – i skończyli spędzając tam całe swoje życie. Nigdy nie odziedziczyli Ziemi Obiecanej. Ich domem stała się pustynia i nigdy nie weszli do swego powołania.

(Nie kieruję tego do tych w kościołach domowych, lecz raczej do tych, którzy są w bardziej ekstremalnych „samotniach”).

 Nie wierzę w to, żeby Bóg wysyłał nas na pustynie po to, abyśmy tam spędzili resztę naszego życia. To nie miałoby żadnego sensu i jest całkowicie niebiblijne. Pustynia zawsze była miejscem przygotowania. Jeśli pozostaniemy tam zbyt długo, po prostu dlatego, że stało się to „wygodne” to stajemy wobec wielkiego niebezpieczeństwa utraty Bożego powołania i wszystkiego, co dla nas ma. Pustynia jest miejscem przygotowania, a nie Ziemią Obiecaną.

 

Znam sporą liczbę ludzi pozostających poza kościołami, którzy przyjęli „pustynną mentalność”. Zaczęło im być tam „wygodnie” i wydaje się, że będzie potrzebne całkiem konkretne potrząsanie nimi, aby rozważyli możliwość przeprowadzki. Cała ich mentalność sprawia, że jest im ogromnie trudno przyłączyć się ponownie do czegokolwiek – nawet do prawdziwego poruszenia Bożego. Stali się chronicznie

„nie-zrzeszeni”. Podobnie jak dzieci Izraela uznają, że ryzyko jest zbyt wielkie, pustynia stała się dla nich strefą wygody.

 

Myślę, że szczególnie znaczący jest fakt, w przypadku Izraelitów, że czas ich ostatecznego kryzysu przypadł na chwilę, gdy mieli opuścić pustynię i wejść do Ziemi Obiecanej. Nie mogli tego pokonać, ryzyko wydawało się tak ogromne. Wierzę, że reprezentuje to moment wielkiego niebezpieczeństwa również dla współczesnych mieszkańców pustyni, ponieważ oni byli poza kościołem przez parę lat i wtedy stało się ryzykowne nawet myślenie o ponownym przyłączeniu się do czegokolwiek – nawet do „nowych bukłaków”. Zauważyłem, w niektórych przypadkach, że nawet rozważania na temat środowiska „Ciała” rzuca wyzwanie ich wygodnej strefie i ci wycofują się ze wszelkiego zaangażowania. Co za straszliwy wstyd. To właśnie wtedy dzieci Izraela straciły wszystko, całą przyszłość. „Pustynia”, która trwa i trwa – rok za rokiem – bez Ziemi Obiecanej jest koszmarem nocnym. Jest to dowód na to, że coś jest bardzo  źle. Ludzie, którym zrobiło się wygodnie w tego rodzaju środowisku muszą stawić czoła sobie samym. Zdecydowanie coś jest nie w porządku.

 

 

Widzisz, Nowy Testament zna wyłącznie jeden rodzaj chrześcijaństwa – a jest to chrześcijaństwo typu „Ciała”. Nie ma w Biblii absolutnie NIC TAKIEGO jak indywidualistyczne „zostawcie-mnie-samgo” chrześcijaństwo. Mogą być okresy pustyni, lecz one nie trwają wiecznie, są chwilowe. Są o to okresy prób i przygotowania. To nie jest „norma”. W rzeczywistości, w zupełności w niczym nie przypominają normalnego życia kościoła.

 

Badałem historię przebudzeń i mówię wam, że nigdy nie było Przebudzenia, które wymagało by „wyjścia i pozostania samemu”. Przebudzenie jest z samej swej natury ZBIOROWE. To jest 120-tu w Górnej Komnacie, modlących się i poszczących przez wiele dni i w końcu „zgodnie”. To jest 3000 ludzi przychodzących do Chrystusa w ciągu jednego dnia. To jest Dzień Zielonych Świąt stale i w ciąż. Jest to jedność, miłość i wspólne zebrania. Jest to coś zupełnie przeciwnego do indywidualizmu.

 

Teraz nie mam już żadnego problemu z czasem przygotowania, gdzie „samotność” i oddzielenie staje się normą na pewien czas. Coś takiego z pewnością dzieje się w drodze do Przebudzenia, lecz jeśli to trwa i trwa to staje się „strefą wygody”  i to jest alarmujące. Przebudzenie nigdy nie przychodzi do grupy fanatycznych indywidualistów. Indywidualizm to coś całkowicie przeciwnego do wszystkich zasad NT, ponieważ cały Nowy Testament mówi o „JEDNYM CIELE” – połączonym i zjednoczonym w zgodzie.

 

Jestem świadom tego, że kościoły jakie widzimy dziś na świecie są bardzo odległe od nowotestamentowego wzorca, mogę zatem łatwo zrozumieć dlaczego ludzie nie chcą się do nich przyłączać, lecz nie ma żadnej wymówki na to, aby stać się przeciwnym Ciału. A obawiam się, że dzieje się tak z wielu ludźmi będącymi poza kościołem. Stają się chronicznie „nie-zrzeszeni”, cyniczni – całkowite przeciwieństwo ludzi „Ciała”. W rzeczywistości wielu z nich dochodzi do takiego stanu, że nigdy więcej nie przyłączą się do niczego. Czy to brzmi właściwie dla ciebie? Czy to wygląda na „ekipę Przebudzenia”? Z pewnością nie. Jeśli jesteś przeciwny Ciału to jesteś anty Jezusowi – nie mogę widzieć tego inaczej.

 

Jak wspomniałem wcześniej spotkałem całkiem sporo ludzi (niektórzy z nich to poprzedni liderzy), którzy byli poza kościołem od blisko 20 lat. Byli wśród nich tacy, którzy sprzeciwiali się całej koncepcji wspólnych „spotkań” („zbyt religijne” mówili), zatem nigdy nie zbierali się z żadną grupą. Byli całkiem szczęśliwi ze sobą – „po prostu oni i Bóg”. Muszę powiedzieć, że uznaję to za ogromna stratę. Nie mogę w tym przypadku nie myśleć o ‘nieużytecznym słudze”, który zakopał swój talent w ziemi, zamiast go używać dla Królestwa Bożego. Nie mogę uwierzyć w to, że Bóg chce, aby jego ludzie z silnym obdarowaniem i powołaniem spędzili 20 lat wyłączeni przez siebie samych w jakimś zaścianku, tylko dlatego, że nie mogą się odnieść do koncepcji „Ciała”. To jest śmieszne. Mnóstwo z nich ma taki wgląd duchowy, którego kościół dramatycznie potrzebuje, lecz nigdy nie usłyszy, ponieważ oni rozmawiają tylko ze sobą.

 

Jest w tym pewien rodzaj „elitaryzmu” (czy duchowej pychy), który jest bardzo niszczący . Wiem o tym, ponieważ sam brałem w tym udział, gdy pozostawałem poza kościołem. Jest to rodzaj samozadowolenia, które mówi: „Ludzie w kościele są „religijni”. Oni siedzą w ‘systemie’. My jesteśmy wolni od tego, my jesteśmy tymi, którzy rzeczywiście wiedzą, co się dzieje”. Z takim nastawieniem bardzo łatwo jest poddać się duchowej pysze. Nie różni się to niczym od faryzeuszy, którzy modlili się w ten sposób: „Boże, dziękuję ci, że nie jestem taki jak inni ludzie…”

 

Powiadam wam, że, gdy nadszedł mój moment „kryzysu” w 1993 roku – czas gdy miałem wyjść z pustyni – było tak wiele z tych postaw, o czym przekonał mnie Bóg. W rzeczywistości wyszedłem, aby zobaczyć, że może być tyle samo pychy, elitaryzmu i ‘sekciarstwa’ na poza-kościelnej scenie, co w większości religijnych kościołów! Gdy oddzielasz się i patrzysz z góry na innych chrześcijan to ty jesteś faryzeuszem. Nie ma znaczenia, czy jesteś w kościele, poza nim czy cokolwiek innego. Samo-sprawiedliwosć jest straszliwym złem. I z tego, co widzę, szerzy się w wielu częściach tego ruchu.

 

Całkiem prawdopodobne jest bycie „religijnym” nie-religijnym. Można tak bać się wszystkiego, co wygląda jak ‘kościół’, że ucieka się w przeciwnym kierunku i pakuje we wszelkiego rodzaju głupie skrajności. Niektóre z rzeczy, jakie widziałem poza kościołem byłyby godne śmiechu, gdyby nie były tak tragiczne. Byłem na takich spotkaniach, gdzie wszyscy tak bardzo bali się być postrzegani jako ‘liderzy’, że z trudnością cokolwiek się faktycznie działo. Bywałem z ludźmi, którzy czuli, że śpiewanie też jest zbyt „religijne”. Inni zaś, myśleli, że wszystko co „zorganizowane” nie pochodzi od Boga. A nawet zdarzyło mi się trafić na takich, którzy myśleli, że dziękowanie przed jedzeniem jest „religijne”!

 

Czy ci ludzie kiedykolwiek czytali Biblię? Czy nie czytali księgi Dziejów?

 

Widzisz, „bycie poza kościołem” może stać się tak samo „sektą” jak cokolwiek innego. Jeśli nie będziemy uważni to może się to stać śmiesznym klubem „anty-wszystkiemu”. Może stać się nawet naszym prywatnym małym „kultem” – utrzymującym nas z więzach z dala od innych i uniemożliwiają nam wypełnienie Bożego celu dla naszego życia.

Mówię tutaj o „ekstremach’ tego ruchu, lecz wierzcie mi, że jest tam wiele ludzi siedzących w tego typu rzeczach. Niech czytelnik będzie rozważny!

 

Przed 1993 ja sam siedziałem w całym mnóstwie tego. Co zatem otworzyło moje oczy i wyprowadziło mnie z tego okresu 7-letniej pustyni? Całkiem proste. Bóg pokazał mi w jaki sposób radzić sobie z ‘warowniami’ i więzami głęboko wewnątrz mnie i jak tylko zostało to załatwione, całe mnóstwo rzeczy stało się nagle dla mnie widocznych i jasnych. To tak jakby łuski spadły z moich oczu.

  

Główny przełom nadszedł wtedy, gdy otrzymałem nowe objawienie autorytetu, jaki Bóg dał każdemu ze Swych dzieci, aby „niszczyć warownie” – nawet te z ich własnego życia. Zacząłem dostrzegać to, że w moim wnętrzu była taka „ziemia” nie poddana Bogu i że była ona ciągle w rękach przeciwnika. Były tam warownie pychy, buntu, odrzucenia i wszelkiego rodzaju więzów z przeszłości, które tkwiły głęboko wewnątrz mnie. To nie były „demony” jako takie, lecz te warownie dawały przeciwnikowi oparcie dla stóp w moim życiu, które były wykorzystywane przeciwko mnie. Nawet pomimo tego, że ‘pokutowałem’ z wielu rzeczy w moim życiu, wydaje się, że to nie załatwiało tych większych warowni. W jakiś sposób musiały zostać wykorzenione.

 

Bóg pokazał mi, że muszę prosić Go, aby oświetlił Swym światłem te warownie tak, aby stało się wyraźne widoczne to z czym mamy do czynienia. Potem miałem się tego WYRZEKAĆ nie tylko ustami, lecz też Z GŁĘBI CAŁEJ MOJEJ ISTOTY, każdej z tych warowni i to bardzo konkretnie. Miałem je wyrzucać z siebie, jako „nieczyste rzeczy” w imieniu Jezusa – odrzucając je z pełną mocą całej mojej istoty. Miała to być misja typu „szukaj i zniszcz” całkowicie bez miłosierdzia.

I to zadziałało. W ciągu trzech dni przeszedłem przez całe moje życie w ten sposób, prosząc Boga, aby pokazywał mi wszystko, czym trzeba było się zająć. I kolejno, jedna po drugiej WYRZEKAŁEM SIĘ tych wszystkich rzeczy i nakazywałem im odejść z mego życia w imieniu Jezusa. Jaka przemiana! Jak moje życie zmieniło się w ciągu zaledwie trzech dni!

 

Po przebyciu tego procesu, okazało się, że moje oczy zostały otwarte na mnóstwo rzeczy, o których myślałem, że są „OK”. Niektóre z moich poza kościelnych postaw wobec liderstwa, na przykład, teraz rozpoznałem jako prostą „rebelię”. Inne zaś, pochodziły wyraźnie z odrzucenia i pychy niż z czegokolwiek pobożnego. Zdałem sobie sprawę z tego, że byłem po równie „religijny” i zadowolony z siebie z przynależności do ruchu poza kościelnego, jak byłem wcześniej, gdy należałem do raczej „ekskluzywnej” zielonoświątkowej denominacji. Postawy były dokładnie te same. Można być bardzo legalistycznym, osądzającym i ciasnym w myśleniu o byciu „poza kościołem”.

 

Jednak teraz, gdy wewnętrzne warownie zostały zniszczone, czułem się znacznie bardziej „wolny”, niż kiedykolwiek wcześniej. Przeżywałem prawdziwą wolność w Chrystusie – prawdopodobnie po raz pierwszy. Nie osądzałem już ludzi na podstawie zewnętrznej formy ich chrześcijaństwa, czy „szufladek”, w których się znajdowali, lecz bardziej na podstawie ich serca wobec Boga i szczerości w pogoni za Nim.

Zacząłem dostrzegać to, że w księdze Dziejów Apostolskich byli SILNI LIDERZY (tj. apostołowie i starsi) i wyraźny stopień ZORGANIZOWANIA I STRUKTURY. Zacząłem zauważać, że była dyscyplina i władza (złe słowa na większości tej sceny). Zdałem sobie sprawę z tego, że część moich postaw była bardziej wynikiem ‘reakcji’ przeciw przeszłemu systemowi niż właściwego, biblijnego punktu widzenia.

Dzięki uświadamianiu sobie takich rzeczy, cały mój pogląd zmienił się niemal w ciągu nocy. Odkryłem, że zostawiłem „pustynię” za sobą. Był już czas, aby wyjść z zimna.

 

W jaki sposób więc widzę ruch poza kościelny teraz? Faktem jest, że nadal jestem przekonany o tym, że Bóg przygotowuje całe mnóstwo ludzi i pustynia jest równie ważna jak zawsze. Myślę również, że wchodzimy we wspaniały okres „zmian” w kościele i „oduczania” dróg z przeszłości po to, aby uchwycić te nowe, jest czymś, co Bóg w oczywisty sposób wymusza. Wiele domowych kościołów, czy komórkowych sieci, które powstają, dowodzą istnienia tych wiatrów przemian, lecz jest jeszcze długa droga zanim wrócimy do chrześcijaństwa Nowego Testamentu. Jest to zaledwie początek.

 

Jestem przekonany, że wielu tych, którzy zostali wywołani z kościołów w tym czasie, mieli przywódcze powołanie. Wierzę, że mogą oni być liderami w nadchodzącym poruszeniu Bożym. Jak już zauważyliśmy, badania Alan’a Jamieson’a ujawniły, że kolosalna liczba 94% niezkościelonych, z którymi rozmawiał, było jakiegoś rodzaju liderami w kościele. Jest to wstrząsająca statystyka. Nie mogę o tym myśleć inaczej jak tylko tak, że Bóg zamierza zrobić coś nowego i, że to On przygotowuje Swoich liderów na pustyni, tak jak to zawsze robił. Nabiera to doskonałego sensu i, jak to widzieliśmy już, jest całkowicie biblijne.

Niemniej fakt pozostaje ten sam, że wielu z tych ludzi jest wielkim niebezpieczeństwie utknięcia na pustyni na zawsze. Jest to jedna z moich największych trosk, ponieważ widziałem to z pierwszej ręki i jest to przerażające.

 
Jestem przekonany, że na pustyni są takie rzeczy, które MUSIMY załatwić, jeśli chcemy ją przejść i dostać się na drugą stronę. Jest to prawdopodobnie jeden z głównych powodów dla których Bóg nas tam posyła – zająć się tymi rzeczami z naszego życia.

 

Jak już wcześnie powiedziałem, podobnie jak w przypadku dzieci Izraela, ‘próba’ przychodzi wtedy, gdy zbliża się czas opuszczenia pustyni. Czy bunt i nieprzebaczenie jeszcze trzymają się? Czy problemy ciągle istnieją z liderstwem i autorytetem? Czy wszystkie minione „rany” zostały uzdrowione? Czy pycha, strach, odrzucenie ciągle chwieją naszym sercem? To są dla każdego z nas krytycznie ważne pytania i są to dokładnie te sprawy, które powodują wszelkie przemiany.

 

Nie ma sensu zaprzeczać, że wyjście z pustyni jest „ryzykiem”. Nikt nie chce być ponownie zraniony. Nikt nie chce ponownie być odrzuconym. Nikt nie chce przymusu wołania „pokutujcie” w twarz powszechnego tłumu.

 

Bóg musi mieć liderów a oni muszą być liderami, którym On może ufać. Oni muszą mieć odwagę i nie bać się mówić wbrew popularnym opiniom. Muszą to być ludzie, którzy widzą „inaczej” i rzeczywiście bardziej boją się Boga niż ludzi. Muszą być dobrymi pasterzami i kaznodziejami Prawdy. Bóg musi mieć właśnie takich liderów i jeśli Pan musi ich wysłać do „szkoły pustyni” i czekać, i czekać, dopóki nie będą gotowi to On to chętnie zrobi, ponieważ to był zawsze koszt, który On chętni ponosił.

 

 

Oto, poniżej, kilka interesujących e-maili odnoszących się do tego wszystkiego:

 

Marilyn (USA):

Właśnie przeczytałam o twoim doświadczeniu pustyni… Pomogło mi to zrozumieć, że muszę pozwolić Bogu uzdrowić mój ból, którego doświadczyłam z rąk ludzi „kościoła”, abym mogła znowu się znimi złączyć. Już zaczynałam się cieszyć pustynią – będąc ze sobą sama.

Właśnie ostatnio Bóg wysłał mnie na konferencję radykalnego uwielbienia. Powiedziałam Bogu, że musi mi powiedzieć, po co tam mam być, lub wracam do domu, ponieważ wszystko, co mi powiedział to, to, że potrzebuję spędzić z Nim trochę czasu, a ja mogłam to równie łatwo zrobić w domu. Gdy dotarłam na miejsce usługujący mówił o tym, jak ważne jest zbiorowe uwielbienie. Bóg powiedział mi:

Gdy jesteś chora, umierająca to spędzasz czas ze mną sama i Ja pomagam ci, lecz teraz Moje Ciało jest chore i umierające i ty musisz spędzić czas z innymi członkami Ciała uwielbiając Mnie, aby ono mogło zostać uzdrowione.

 

Bóg powiedział mi, że Jego ciało będzie uzdrowione w taki sam sposób jak moje – po prostu podczas spędzania czasu z Nim i cieszenie się Jego obecnością.

Bóg poczynił ogromne uzdrowienie mojego serca, gdy byłam na konferencji i wygrzebał cały stary śmietnik. Wylał znowu Swego Ducha na mnie.

 

Myślałam, że już wszystko załatwione z tym całym uzdrawianiem, aż do dziś, gdy Bóg dał mi słowo, które mówi, że muszę pozwolić Mu na uzdrowienie ze zranień, które wycierpiałam. Gdy zapytałam Go, co to za rany to co otrzymałam, to byli liderzy i różni ludzie z kościoła. Przebaczyłam im nie miałam żadnego zgorzknienia. Nie miałam problemów z proszeniem Boga o to, aby ich błogosławił, ani z modlitwą o nich, lecz gdy przyszło do pomysłu ponownego zejścia się z nimi, nie mogłam tego znieść. Bóg pokazał mi, że musiałam wznieść wielki mur i oddzielić się z powodu ran. Poddawałam nawet przez cały dzień w wątpliwość czy to pochodzi od Boga, ponieważ nie mogłam zrozumieć dlaczego miałby chcieć, abym się znów zeszła z tymi samymi ludźmi, którzy odrzucili mnie wcześniej. Pewien człowiek mówił mi wczoraj o tym, że powinnam zetknąć się z kilkoma ludźmi w okolicy. Nie miałam absolutnie żadnego pragnienia, żeby to zrobić. Powiedziałam  mu, że jeśli Bóg powie mi, że mam to zrobić to zrobię, lecz i tak nie zamierzałam iść do nich. No i Bóg zaczął dziś mówić do mnie w tej sprawie.

 

 

Mark (USA):  

Pamiętam, że wszystkie biblijne postaci były wysyłane na pustynie (Paweł, Jezus, Dawid itd.), wyszli z niej ponownie i przyłączyli do ciała radując sięodświeżeniem. My wszyscy również przyłączymy się do ciała, lecz temu przyłączeniu będą starać się przeszkadzać i odrzucać nas Saulowie, stare bukłaki. Tak zawsze było.

 

Bóg powiedział do mnie około 3 lat temu (poprzez innego chrześcijanina), wystarczająco wyraźnie to pokazał, że dopóki nie poddam się Jego oblubienicy, nie zostanę dopuszczony do poznania Jego tajemnic. Na pustyni nauczyłem się mnóstwo o Nim, lecz w ostatnich latach Pan sprowadził mnie z powrotem od kościoła. Oczywiście, okazało się trochę trudne poddanie się autorytetowi (po tak długim okresie funkcjonowania jako samotny wilk i trzymaniu się zupełnie innych wartości). Te rzeczy, które Bóg mi pokazał w duchowej rzeczywistości nie mogą być zrozumiane czy zaakceptowane przez istniejące kościoły.

W tym roku Pan kazał mi wziąć udział w „szkole” budowania kościoła. Możesz sobie wyobrazić jak interesujące było porównanie ich wartości z tymi, których, jak wierzę, nauczył mi Bóg.

 

Zawsze musimy pamiętać o tym, że Dawid nigdy nie podjął żadnego działania przeciwko Saulowi. Bóg wycofał Dawida z królestwa, aby ten stał się zupełnie nowym królem. Niemniej Dawid zawsze respektował wybrane przez Boga władze. Wierzę, że musimy być na tyle odważni, aby iść do przodu twierdząc, że Bóg robi coś nowego, lecz my sami musimy być pokorni na tyle, aby poddawać się wybranym przez Boga autorytetom. Pomimo, że różnimy się od nich w pewien sposób to On umieścił ich w miejscu władzy.

 

 

Jeff (USA):

Bóg posyła nas na pustynię na bardzo specyficzny czas i w bardzo specyficznym celu, po czym wysyła nas z powrotem do Ciała Chrystusa, aby dokończyć dzieła, które nam przydzielił. Bóg wysłał mnie na pustynię na pewien czas, lecz ten czas już się skończył. Już powołał mnie do nowego kościoła, który wierzy tak samo jak ja i rozpoczął proces przywracania mnie do służby, którą miałem wcześniej, jak również leczenia mojego serca z ran z przeszłości. Wspaniale jest być częścią grupy tak pełnej miłości i robić wszystko, co tylko możliwe, aby wprowadzać w życie to, co głoszą. Częścią służby, którą mam teraz jest dzielić się tymi rzeczami, które Bóg mi pokazał w czasie, gdy byłem na pustyni. Jedną z rzeczy, którymi chcę się dzielić jest to w jaki sposób Bóg zmienił „MNIE” w czasie tego trudnego okresu.

 

Zdarzyło się to również Eliaszowi po zwycięstwie na Górze Karmel (1 Król. 18). Pamiętacie, że gdy uciekł przed pogróżkami Izabel też skierował się na pustynię i Bóg mu błogosławił. Lecz później, gdy pokazał człowiekowi Swoją chwałę, zapytał:

Co ty tutaj robisz?

 

Jak długo Eliasz przebywał na „skraju pustyni” Bóg nie mógł go używać. To dlatego Pan powiedział do niego: „Co ty tutaj robisz?” i następnie:

Udaj się w drogę powrotną.

Innymi słowy, po tym, gdy Bóg pokazał mu to, co zamierzał mu pokazać, wysłał go z powrotem do ludzi i do pracy w służbie.

Pamiętaj również, że pustynia jest miejscem prób i objawienia i, jako taka, nigdy nie była przeznaczona do stałego zamieszkania dla Bożych ludzi… On również posyła z powrotem, abyś dzielił się z innymi tymi rzeczami, które pokazał tobie w czasie pobytu na pustyni (jak to było i ze mną). To dlatego Eliaszowi powiedziano, żeby zarówno namaścił Elizeusza na proroka jak i Jehu na króla. Wyobraź sobie, co by było, gdyby nigdy nie dokończył tego dzieła.

 

 

Alison (Południowa Afryka):

Wiem, jak to jest być w kościele, w którym moje własne (i mego męża) wizje zostały zdeptane pod nogami przywództwa. Wiem, jak to jest wędrować po pustyni bez społeczności z kimkolwiek, a kościół nie jest właściwym miejscem.
Wiem, jak to jest stać w zgromadzeniu, na którym ludzie są manipulowani emocjonalnie – to też nie jest kościół.

Gdzie zatem jest kościół? To jest istotne. Czy „chrześcijanie poza kościołem” szukają obecnie kościoła – czy też są zadowoleni ze swojej izolacji? Jak długo szczerze szukamy to należymy do tych, którzy są chcą oglądać odnowioną prawdę, lecz jak tylko zadowolimy się naszą izolacją, przystosowując się do pustyni i modlimy się tak: „my czworo i nikt więcej” to wtedy, Boże pomóż nam, sami przez swoje działania odrzucamy powrót Samego Pana… Nie „grajmy” w krytycyzm więcej, niż niektórzy „grają” w kościół.

< Część 7 | Część 9 > 

раскрутка сайта

Chrześcijanie poza kościołem – Rozdział 9

W KOŚCIELE, A POZA KOŚCIOŁEM.

Wygląda na to, że istnieje narastająca fala „niezadowolenia” w kościele. Czy to możliwe, że Sam Bóg wywołuje to, aby przygotować na wielkie zmiany i reformacje wśród Swoich ludzi? Wielu spośród tych, którzy do mnie napisali ciągle jeszcze jest w swoich kościołach, lecz trudno im znaleźć silne argumenty za tym, aby tam pozostać. Poniższe e-maile wyjaśniają przyczyny ich wzrastającego niezadowolenia:

Noreen (Południowa Afryka):  

Jestem jedną z tych, którzy są w, choć poza, jeśli wiesz o co mi chodzi. Odkryłam, że o wiele bezpieczniej czuję się w mojej osobistej relacji z Panem w domu. Okazało się również, że nigdy nie mogę być pewna tego, czy to co się dzieje w kościołach jest właściwe. To okropne, że dziś wieczór mogłam iść do kościoła, a jednak zdecydowałam, że nie. To pozostawia poczucie winy, niemniej, nigdy nie czułam się bliżej Pana.

 

Candy (USA):  

Nie jestem obecnie „poza kościołem”, lecz czasami czuję, że równie dobrze mogłabym być. Wróciłam do napełnionego Duchem kościoła, do którego uczęszczałam siedem lat temu. (Poszłam do innego charyzmatycznego kościoła na 3 lata i odpadłam, po czym przeszłam na 4 lata do niecharyzmatycznego). Wiedziałam, że muszę wrócić do kościoła napełnionego Duchem… Okazało się, że moje członkostwo zostało usunięte i muszę przyłączyć się ponownie… Ciągle tego nie zrobiłam… Nie wiem, dlaczego mam to zrobić. Pastor promuje różne rzeczy usiłując pozyskać nowych członków. To nie jest złe, to jest tak, jak gdybyśmy mieli prawdziwe przebudzenie a ludzie przyszliby sami z siebie, tak? W każdym razie zmagam się z regularnym chodzeniem pomimo, że wiem, że powinnam. Czuję się tak, jakbym była w bardzo suchym miejscu, nawet wtedy, gdy jestem w kościele. Na każdą osobę, które jest „poza kościołem” jest prawdopodobnie co najmniej jedna osoba „w kościele”, która zastanawia się po co tu jest.

Vicki (USA):

Czy to możliwe, aby być na pustyni i ciągle aktywnie być zaangażowanym w kościele? Identyfikuję się z tymi, którzy znajdują się na pustyni i opuścili kościół i rozważałam to samo, lecz otrzymuję sprzeczne informacje i dopóki nie będę miała wyraźnego nakazu wymarszu, nie odważę się ruszyć, choć mam już tak dość kościelnych programów. Myślę, że jestem „chrześcijanką, która w kościele jest poza kościołem”, wykończonym przez programy i puste uwielbienie, spragnioną rzeczywistych relacji skoncentrowanych na tym, co Bóg robi i pragnącą przynosić owoce nawet jeśli oznacza to oczyszczenie z bardzo starych gałęzi.  

Alistair (Australia):

Nadal chodzimy do kościoła, lecz tracimy nadzieję. Zastanawialiśmy się przez pewien czas, czy obecna struktura będzie zniszczona a prawdziwa oblubienica powstanie jak Fenix z popiołów, czy też prawdziwy kościół będzie wzbudzony poza tym obecnym, który stanie się jeszcze bardziej oderwany od Pana.

Mamy wraz z żona dwa bolesne pragnienia w naszych wnętrzach: aby zobaczyć odkupioną sztukę oraz aby zobaczyć kościół będący Jezusem dla świata wokół nas.
______________________________________________

Wielu mówiło mi, że czują się tak, jakby po prostu „nie pasowali” do tego, co się dzieje w ich lokalnych kościołach. Trzymają się, lecz nie są w stanie wejść w to, co się dzieje:

 

Jill (Nowa Zelandia):  

Wraz z mężem, po okresie aktywnego zaangażowania w życie kościoła charyzmatycznego od 1965 roku, spędziliśmy dwa lata poza kościołem i ostatnio znowu wracamy.. w innej społeczności.

Niemniej, kiedy siedzę tutaj w każdą niedzielę czuję się tak nie na miejscu i zastanawiam się, co jest złego ze mną. Mam nawet problemy z wejściem w zbiorowe uwielbianie… a przecież w domu… sama czuję się znacznie bliżej Pana. Nie jesteśmy turystami kościelnymi i byliśmy bardzo zaangażowani w grupy domowe, studia biblijne, gdy byliśmy w kościele, lecz od chwili, gdy znaleźliśmy się „poza kościołem” okazało się, że o wiele łatwiej jest mi się komunikować z innymi, którzy są poza kościołem z różnych przyczyn. Nie pragniemy być samotnymi strażnikami, robiącymi coś sami z siebie, lecz wydaje nam się, że jesteśmy w czymś, co Bóg robi.  

Claudia (USA):

Dyskutowaliśmy wraz z mężem o tym, czy zostaliśmy wywołani ze zorganizowanego kościoła czy nie. Ciągle uczestniczymy w kościele w niedzielę, lecz nie wydaje się, żebyśmy gdziekolwiek pasowali. Siedzimy wśród tysięcy, słuchamy „dobrego posłania”, lecz „nie jesteśmy połączeni z ciałem”. Chcielibyśmy. Próbowaliśmy przyłączyć się tylko po to, aby zostać wypchnięci. Dostrzegamy tak wiele kontroli w lokalnych kościołach, do których chodzimy. Wiem, że izolacja nie jest odpowiedzią.

_______________________________________________

Pewna ilość tych „z kościoła” mówi, że zauważyli wielu innych wokół, którzy wydają się być obecnie niespokojni i niezadowoleni. Zdaje się, że to zjawisko jest bardzo rozpowszechnione:

Peter i Doreen (Nowa Zelandia):

Mam wątłą wieź z kościołem anglikańskim i spotkałem tak wielu ludzi, którzy są spragnieni „sami nie wiedzą czego”. Mają niepokój w sercach i, jak powiadasz, wędrują od kościoła do kościoła… 

Erlene (USA):

Mam przyjaciół, którzy (w większości) opuścili kościół. Sama ciągle chodzę do mojego, a to dlatego, że NIE usłyszałam, aby Bóg powiedział mi coś innego. Prowadzę studium biblijne dla dorosłych w każdy niedzielny poranek, oraz pewne inne studia biblijne z różnymi ludźmi w ich domach i wiem, że Bóg powołał mnie do nauczania. Niemniej jednak, jestem bardzo niespełniona moim „kościołem jak zwykle”. Jestem sfrustrowana tym, że nie widzimy znacznie więcej „znaków, które towarzyszą tym, którzy uwierzyli” i rutyną. Dary Ducha są bardzo potrzebne, zbawienie nie zdarza się w żadnym stopniu, kościół stał się raczej chrześcijańskim klubem społecznym, moim zdaniem…

Eileen (USA):  

Należymy do tej części chrześcijan, którzy są całkowicie niepewni i jedyne co nas trzyma przy tym jednym kościele to fakt, że nasze dzieci są zaangażowane w grupę młodzieżową i czujemy, że potrzebują tego kontaktu. Wszystkie kościoły, w których byliśmy, zielonoświątkowe, charyzmatyczne, baptystyczne… cokolwiek.. w każdym z nich czegoś brakuje. Wydaje mi się, że kościołowi tego pokolenia brakuje „pełni” Chrystusa. To zawsze wydawało się być jego najsłabszą jego dziedziną. Nie mówię, że jesteśmy doskonałymi chrześcijanami, którzy wszystko wiedzą… to nie tak… lecz tak wiele brakuje.

Uczę się i wzrastam znaczenie bardziej (przeważnie) w domu w komorze modlitwy szukając Pana i studiując Jego Słowo. Mój i męża duchowy wzrost nie jest wynikiem uczestnictwa w kościele, lecz czasu spędzonego z NIM w domu. Kościół stał się bardziejsocjalną przerwą niż czasem prawdziwego poszukiwania Boga. Powinniśmy robić te rzeczy, które robił Jezus (cuda, uzdrowienia, uwolnienia, odnowienia, itd..) a nawet większe! Szczególnie w tych dniach ostatecznych!

____________________________________________________

Wielu pisało do mnie o tym, jak „pustym” doświadczeniem stał się dla nich kościół i jak zastanawiali się nad tym, co trzeba by zrobić, aby to uległo zmianie.  

Ruthie (USA):

Wydaje się, że tylko grzeję siedzenie w moim kościele. „Działalności” i „programy” stały się tak puste. Staliśmy się klubem społecznym o mentalności „błogosław mnie…” Odkryłam, że mam większe pragnienie spędzania czasu samotnie z Jezusa i odczuwania Jego obecności niż w grupie ludzi, którzy całe nabożeństwo spoglądają na zegarki, zastanawiając się ile z ich wolnego dnia będzie użyte na kościelne nabożeństwo…

 

Hollie (USA):  

Czuję się jakbym była w miejscu duchowego zawieszenie przez ostatnie 4, 5 lat. Kościół do którego uczęszczam ma wspaniałe nabożeństwa, programy rozpierają ściany, lecz przeważnie pozostawia mnie to z niewzruszonym i apatycznym sercem.

Ponieważ…

Ponieważ, być może, patrzę na innych, nie skupiam wzroku na Jezusie.

Ponieważ patrzę na innych i po wspaniałym nabożeństwie, oni wracają do robienia tego wszystkiego, co robili, a co nie było całkiem doskonałe przed Panem. Co dobrego niesie ogromne „dotknięcie” (gęsia skórka) przez Pana, jeśli nie ma trwałych zmian, gdy gęsia skórka znika? Niechętnie świadczę ludziom w przypadku, gdy chcą przyjść ze mną do kościoła. Czuję, że wprowadzenie ich do kościoła poprowadzi ich przeważnie do przywiązania do kościoła, a nie do relacji z Panem…Nie chcę, aby ktoś po prostu „przyszedł do kościoła” ze mną, chcę, aby „przyszedł do Jezusa”!Wydaje się, że nie podkreśla się tak bardzo osobistej relacji z Panem, przeważają  relacje z pastorem i innymi usługującymi, czy naszą służbą w zgromadzeniu. Zupełnie nie mam pragnienia służby czy przywódczej roli w zgromadzeniu. Wszystko to już widziałam, sama wiele z tego robiłam i jestem już naprawdę zmęczona tym, nie robi to na mnie żadnego wrażenia.

Nie ma wielkiej radości, myślę odwiedzać skazanych, wdowy, chorych, zranionych, tych, którzy wyślizgują się po cichu poza drzwi zgromadzenia i nikt tego nie zauważa, ponieważ wszyscy są tak bardzo zajęci „usługiwaniem” zgubionym. (Zgubieni stają się jeszcze bardziej zgubieni, a zbawieni są nie zauważani). Nawet jeśli zauważą, że ktoś od dłuższego czasu nie przychodzi to są zbyt zajęci, aby faktycznie dowiedzieć się dlaczego tej osoby nie ma czy gdzie jest. (Często ta „zajętość” jest skierowana na kościół!)

W tym samym czasie jestem spragniona. Jestem tak desperacko spragniona znaleźć w lokalnym kościele to coś, to sprawia w moim duchu/duszy ten straszliwy głód iczuję się tak nie usatysfakcjonowana tym, co się mi podaje w lokalnym zgromadzeniu.
Przebadałam swoje serce, aby zobaczyć czy to jest „moje”, czy są takie rzeczy, z których powinnam pokutować, zająć się nimi czy poddać pod krew.. Oczywiście są, lecz nie tylko to powoduje taki straszliwy duchowy głód.

Nie chcę „dobrych” nabożeństw w moim kościele, nie chcę brać udziału w większej ilości programów czy wyjazdowych usług. Nie chcę urzędu w zgromadzeniu.

Może po prostu chcę być nakarmiona. Lecz, nakarmiona czym? I dlaczego czuję tak straszliwy duchowy głód? Słowo mówi: „zbadajcie i zobaczycie, że dobry jest Pan”. Być może nie „próbuję”. Jeśli tak, to chcę! Lecz nie chcę próbować czegoś, co upichci pastor, aby podać na nabożeństwie. Nie chcę być przy duchowym szwedzkim stole, podnosić i kosztować co też może mnie usatysfakcjonować duchowo, lub wywołać „gęsią skórkę” Ducha Świętego, którą ktoś inny dla mnie przygotował. Ja chcę BOGA!

Marilyn (USA):  

Już długi czas mija, jak nic nie otrzymałam od kościoła. Uwielbienie jest słabe… wszystko w pośpiechu, ponieważ mamy nabożeństwa kolejno jedno po drugim.

Nie ma czasu, aby pozwolić Duchowi Świętemu wejść, lecz chcę ci powiedzieć dlaczego  ostaję. Zostaję ze względu na dzieci, nie jestem tutaj po to, aby brać, lecz aby dawać. Możemy robić nabożeństwa dla dzieci, żywe i pełne znaczenia. Dzieci nas potrzebują w tym miejscu i więcej otrzymuję dając dzieciom niż biorąc udział w nabożeństwach.

Donna (USA):  

Nie jestem w stanie powiedzieć jak wiele razy chodzę do kościoła w desperacji, aby spotkać Boga, tylko po to, aby wyjść zniechęcona a czasami nawet ze łzami.

Kościoły, które tutaj, w Ameryce znajduję (w stanie Oregon, gdzie mieszkam i w Teksasie) są tak martwe i suche (tak, tzw. „napełnione Duchem”), że muszę zmuszać się do tego, aby iść, a czasami nie mogę się zmusić.

Zastanawiałam się czy coś jest nie tak ze mną, że tak bardzo jestem niechętna, podczas gdy wszyscy moi przyjaciele zawsze tryskają entuzjazmem, bo „obecność Pana była tak mocna” czy „to było naprawdę wspaniałe”. A ja myślałam (nigdy tego nie mówiąc) UH! Wolę mojego dentystę.  

Kocham Jezusa taaaaaaaak bardzo i mam tak dobry czas po prostu będąc z Nim w domu, że nie mogłam zrozumieć dlaczego tak często w kościele czułam się tak nieprzyjemnie.  Rozmawiam z wielu swoimi niezbawionymi przyjaciółmi i rodziną, którzy bez wyjątku zostali wykorzystani lub nawet okradzeni przez „chrześcijan” i „chrześcijańskie służby” i stale usiłuje ich przekonać, że to nie Bóg im to zrobił.

Niestety większość „chrześcijan” wyrabia Bogu tak złe imię, że niezbawieni nie chcą mieć z Nim nic wspólnego. Modlę się teraz nieustannie: „Panie, jeśli źle reprezentuję ciebie, powstrzymaj mnie koniecznie w jakikolwiek sposób”.  Nie chcę zdawać rachunku w dzień sądu za wszystkich ludzi, którzy z mojego powodu trzymaliby się od Boga z dala.

Teraz wiem, że są nas prawdopodobnie miliony, którzy czują się tak samo wobec „zorganizowanej religii” i zakładam się, że ten masowy exodus z „kościoła” jest z Boga. On powiedział: „Wyjdź z niego ludu mój, nie bierze więcej udziału w jego grzechach”.

______________________________________________
Ludzie będący „w kościele” mówili mi, że są w stanie zakłopotania, co robić i dokąd iść. Wydaje się, że jest tam mało możliwości. Rzeczywiście nie dostrzegają Boga działającego w ich kościele, lecz zdaje się, że gdzie indziej nie jest lepiej. Cóż można zrobić, aby zaradzić tej niemocy, która ogarnęła zachodnie chrześcijaństwo?

Sondra (Australia):

Pomimo, że pozostałam w kościelnym systemie (co jest niewygodne), po prostu nie wiem, co robić. Myślę o tym całym „staniu się dziwnym i poza porządkiem”.

Nie chcę być poza Ciałem; a raczej poza „skomercjalizowanym” kościołem… taki brak wstawiennictwa, szukania Boga i cichego czasu na głęboką modlitwę, a właściwie nie ma tego zupełnie!!  A będąc całkiem szczera to brak w ogóle pokuty. Faktycznie, pokuta zdaje się być brudnym słowem w naszym kościele. Zbyt niewygodnym, aby udzielić mu wystarczającej wagi na jaką zasługuje i jakiej Bóg wymaga do zdrowego duchowego życia. W rzeczywistości pokuta została wypchnięta na rzecz budowania samego siebie i pychy we wszystkim co robimy! Nasz kościół wydaje się promować siebie tak, jakby był tak godny znalezienia się na pierwszym miejscu w Bożych planach, celach i błogosławieństwach.

 

Cheryl (USA):

Jesteśmy na skraju odejścia z kościoła całkiem, lecz faktycznie bardzo chcemy, jako że jesteśmy bardzo sfrustrowani i wypchani po brzegi odgrywaniem kościoła.
Przez 10 lat byliśmy oddanymi liderami młodzieżowymi i zostaliśmy okrzyknięci buntownikami za naszą troskę o stan kościoła przez ostatnie kilka lat.
Okazało się, że odwróciliśmy się plecami do kościoła, lecz mamy wątpliwości, aby odejść całkowicie. Nasze uczucia są takie – jeśli my wszyscy „wyjdziemy” to kto powie innym, którzy czują się podobnie, że nie są sami i, że nie są „dziwakami”.

We wszystkich aspektach naszego życia jesteśmy bardzo oddani Bogu i rzeczywiście znacznie bliżej Niego teraz, niż kiedykolwiek wcześniej. Zabawne jak to działa! Znamy bardzo wielu ludzi, którzy również są na skraju opuszczenia kościoła lub już to zrobili. Dzieje się to w alarmującym tempie tutaj w Ontario, ponieważ tak wielu z nas czuje podobnie i wykonuje ten sam ruch nie wiedząc wcześniej o innych idących tą samą drogą. Nie mogę myśleć inaczej, jak tylko w ten sposób, że to Bóg wyprowadza tą armię na pewien czas. Jak długo – kto to wie?

Tait (USA):

Od pierwszego roku byłem tak sfrustrowany moim kościołem i ich światowymi sposobami, strachem przed ludźmi (siedzącymi w ławkach) bardziej niż bojaźnią Bożą, że czułem, że muszę odejść (ponieważ bardziej byłem skupiony na tym, co jest złe, niż na Panu). Pan w oczywisty sposób działa w moim kościele przygotowując nowe bukłaki, lecz moja frustracja wywołana przez ludzi, którzy chcą się trzymać starych metod i odrzucają nawet możliwość przyjęcia nowych, jest przytłaczająca.

 

Lea (USA):

Czasami wydaje mi się, że łatwiej by było regularnie chodzić do kościoła, żeby uniknąć zatroskanych uwag od moich chrześcijańskich przyjaciół, którzy wierzą, że jestem nieposłuszna. W rzeczywistości, chodzę do kościoła okazjonalnie z powodu poczucia winy, lecz za każdym razem, gdy to robię, czuję jakby mi Bóg przypominał, że to On mnie stąd wywołał. Nie wywołał mnie ze społeczności z braćmi i siostrami, lecz ze zorganizowanego kościoła. Kiedyś, gdy poszłam, czułam się tak pusta. Dowiedziałam się od pastora, jak ważne jest, aby być częścią kościoła. Słyszałam to już tak wiele razy, że zaczyna mnie to zastanawiać, dlaczego tak wielu pastorów tak często przypomina o tym. Zastanawiam się czy oni nie czują tego, że Bóg jest na tyle wielki, aby spotykać się z nami w domach bez zorganizowanego uwielbiania, kazań i szkółek niedzielnych dla dzieci?

Kulę się w swym duchu i czuje chora z powodu każdej niedzieli, gdy muszę siedzieć dwie godziny tego „szukajmy Boga”, podczas gdy my wszyscy zdajemy się szukać siebie i przeżywać dobry socjalny czas.продвижение

< Część 8 | Część 10 >

Modlitwa agonii

„Otrzymałem od Boga w 1905 roku
następującą wskazówkę:
GŁĘBOKOŚĆ PRZEBUDZENIA BĘDZIE ZDETERMINOWANA PRZEZ GŁĘBOKOŚĆ DUCHA POKUTY
– żywotny klucz do przebudzenia.


Ostatnio zastanawiałem się nad tym, że pomimo wszystkich naszych dyskusji na tej stronie dotyczących kluczy przyszłego przebudzenia, ciągle nie położyłem wystarczającego nacisku na najbardziej żywotny klucz, jakim jest MODLITWA AGONII.
Mówiliśmy o wielu aspektach prawdziwego przebudzenia  
– POKUCIE, ŚWIĘTOŚCI, ODWAŻNEJ WIERZE, ruchu NOWYCH BUKŁAKÓW prowadzonym przez  NOWYCH PRZYWÓDCÓW, których Bóg wzbudzi w Swym domu wraz z nowym poruszeniem itd.
Lecz historia przebudzeń ukazuje wyraźnie, powtarzając się stale, że jeśli by miałyby istnieć dwa kluczowe elementy do otrzymania przebudzenia to byłaby to GŁĘBOKA POKUTA oraz MODLITWA AGONII. 
Frank Bartleman  (lider znanego przebudzenia na Azusa Street) napisał: „Otrzymałem od Boga w 1905 roku następującą wskazówkę: GŁĘBOKOŚĆ PRZEBUDZENIA BĘDZIE ZDETERMINOWANA PRZEZ GŁĘBOKOŚĆ DUCHA POKUTY A dotyczy to wszystkich ludzi, we wszystkich okresach czasu”.
Musimy zatem dobrze pamiętać o tym, że głęboka pokuta leży w sercu prawdziwego Przebudzenia.
Lecz jest jeszcze jedna rzecz, którą Barleman podkreśla w swej książce, a są to godziny „bólów porodowych” i wstawiennictwa, przez które przechodzili zanim nastąpiło Przebudzenie. Każdy, ktokolwiek badał
minione przebudzenia
powie wam, że ponad wszystkim innym są one kluczowym elementem, jak również z serca płynąca napełniona Duchem modlitwa.
One są pierwszymi krokami prowadzącymi do przebudzenia, później zaś warunkiem utrzymania jego ognia.

Jak stwierdził Mattew Henry: „Gdy Bóg zamierza udzielić wielkiej łaski swym ludziom, pierwszym krokiem jaki robi to postawienie ich w stan modlitwy”. Leonard Ravenhill napisał: „Człowiek, który potrafi
pozyskać ludzi do modlitwy
wprowadzi pod Bożym prowadzeniem największe przebudzenie, jakie świat kiedykolwiek widział”. 
Jakież zdumiewające stwierdzenie a jednak historia przebudzeń potwierdza jego prawdziwość.
Faktycznie, gdybyśmy mogli pozyskać ludzi do MODLITWY AGONII   dla przebudzenia, jak to czynili wierzący poprzednich stuleci, to chwała Boża z pewnością stąpiła by na dół. Lecz ciągle jest zbyt mało tych w stanie „agonii”, dziś. Oczywiście, zawsze znacznie bardziej skuteczne jest jeśli tacy wstawiennicy mogą się  zbierać codziennie na wstawianie się o wielkie wylanie, podobnie jak to było przed  dniem Zielonych
Świąt. Jak zapisał A.T.Pierson:

„Od dnia pięćdziesiątnicy, nie było nigdzie żadnego prawdziwego duchowego rozbudzenia, które nie zaczęłaby się od zjednoczonej modlitwy, choćby nawet tylko między dwoma lub trzema; ani też żaden taki ruch nie przetrwał długo zaniknięcia tych modlitewnych spotkań”.
Charles Finney jest często postrzegany jako prawdopodobnie największy kaznodzieja w historii kościoła 

– wielki kaznodzieja przekonania i pokuty. Ma on, jednak, bardzo interesujące spostrzeżenia (niemal 'naukowe’ w duchowym sensie) dotyczące tego jak i dlaczego przyszło Przebudzenie. Był przekonany,  na podstawie wielu lat służby w Przebudzeniu, że Bóg zmierzał, aby kościół żył w stanie nieustannego przebudzenia – to jest właśnie w ’normalnym’ stanie kościoła.  Był również przekonany o tym, że gdyby kościół sięgnął po podstawowe warunki przebudzenia – głęboką pokutę i z serca płynącą modlitwę „agonii” o wylanie Bożego Ducha to przebudzenie ZAWSZE byłoby tego rezultatem. 

Porównuje to z obsianym polem.
Jeśli farmer spulchnia glebę (pokuta – głęboko w sercu) i dostarcza właściwego ziarna
i warunków to zawsze następuje wzrost.  To jest normalne i tego się oczekuje. Finney powiedział: „Przebudzenie nie jest większym cudem niż ziarno pszenicy. Przebudzenie przychodzi z nieba, gdy bohaterskie dusze wchodzą w konflikt zdeterminowane zwyciężyć lub umrzeć  – a jeśli trzeba zwyciężyć i umrzeć! „Królestwo niebios doznaje gwałtu I GWAŁTOWNICY je porywają”.
John Wesley był podobnie nastawiony:
„Czy podjąłeś kilka dni postu I modlitwy? Sztormuj tron łaski i trwaj tam,
a miłosierdzie zstąpi”.
Co ciekawe, gdy zostały opublikowane „Revival Lectures” Finney’a (Wykłady o przebudzeniu) i wprowadzone zostały „metody” i nauczanie Finney’a to na każdym miejscu na świecie wybuchały
przebudzenia.

Głęboka pokuta i modlitwa agonii – proste klucze do prawdziwego przebudzenia.  Kilka lat później misjonarz działający w Chinach Jonothan Goforth, zdesperowany, aby oglądać poruszenie Boże wśród najwyraźniej zatwardziałych mieszkańców, znalazł pisma Finney’a. Niedługo trzeba było, aby sam został „przebudzony” i wyruszył, aby oglądać wielkie przełomy Przebudzenia wszędzie,  gdziekolwiek głosił w Chinach.
Jonothan Goforth stał się jednym z kaznodziejów Przebudzenia tego wieku i to dzięki temu,
że poszedł za prostymi „metodami” Finney’a uwalniania Bożej mocy przekonania.
Gdy mówimy o 'Przebudzeniu’ tutaj to nie mamy na myśli kilku zwykłych krucjat ewangelizacyjnych  czy przemijającego podniecenia. Z całą pewnością nie mówimy o tego rodzaju poruszeniach, które przelewają się przez dzisiejszy kościół pod hasłem „przebudzenia” czy „błogosławieństwa”. Mówimy o potężnym poruszeniu Bożym, gdy przekonanie o grzechu często roznosi się poza kościół pośród okolicznej społeczności często przemieniając tysiące dla Chrystusa. Pewien pisarz określił ten późniejszy stan Przebudzenia jako „społeczeństwo przesiąknięte Bogiem”.

Jonathan Edwards powiedział o Przebudzeniu Nowej Anglii 1735 roku tak: „Miasto wydawało się być pełne obecności Bożej. Nigdy nie było tak napełnione miłością, pełne radości; a nawet tak pełne rozpaczy
jak wówczas”. 
Gdy Przebudzenie rozprzestrzenia się w taki sposób wśród lokalnej społeczności (jak to zdarzyło się w Walii 1904 r. i wielu innych miejscach), nie jest niczym niezwykłym, gdy bary są zamieniane na miejsca spotkań modlitewnych z powodu ogromnych ilości notorycznych kryminalistów, którzy się nawracają. W takich czasach sędziowie nie mają nic do roboty! Taki jest wpływ potężnego wylania Ducha Bożego. W Walii w 1904 roku pod przywództwem Evan’a Roberts’a cały naród został literalnie przemieniony z SETKAMI TYSIĘCY nawróconych w czasie kilku miesięcy, w tym malutkim kraju. A wszystko to działo się przez pokutę.
Jeden z naocznych świadków powiedział o tym sławnym przebudzeniu w Walii,  że to nie elokwencja E.Roberts’a łamała tych mężczyzn, lecz jego łzy. „On łamał się, wołając gorzko do Boga, aby ich zgiął i
modlitwie agonii, łzy płynęły mu po policzkach a całe ciało zwijało się. Mocni mężczyźni łamali się
i płakali jak dzieci… odgłos płaczu i zawodzenia napełniał powietrze”.
Oto typowy fragment kazania Evan’a
Roberts’a:

„Po pierwsze, czy jest w twojej przeszłości jakiś grzech, z którym nie rozprawiłeś się szczerze – nie wyznałeś Bogu? Na kolana, natychmiast. Twoja przeszłość musi być odłożona na bok i oczyszczona.  Po drugie, czy jest w twoim  życiu coś, co jest wątpliwe – cokolwiek czego nie jesteś pewien czy jest dobre czy nie? Koniec z tym! Nie może być nawet śladu chmury między tobą a Bogiem. Czy przebaczyłeś wszystkim – WSZYSTKIM? Jeśli nie to nie oczekuj przebaczenia twoich grzechów…”
To jest właśnie ten rodzaj przebudzenia, o którym mówimy. Potężne wylanie, potop Ducha Świętego – dzień „Zielonych Świąt”, Bożej przekonującej o grzechu chwały, gdy Jego obecność wylewa się ponownie w dół wśród ludzi. A takie wylania zawsze zaczynają się od Bożych ludzi, zanim wyleją się na większą społeczność. W
rzeczywistości, tuż u samego początku, Przebudzenia przeważnie zaczynają się w małym „modlitewnym kręgosłupie”
– grupie wierzących, którzy zmagają się w modlitwie – błagając Boga w agonii bólów porodowych o wylanie Jego Ducha na nich, na ich współwierzących przyjaciół oraz na miasto i kraj.
Czym dokładnie jest „MODLITWA AGONII”? Nie jest to łatwe do opisania, lecz dobrze wiem, kiedy się to
zdarza.

Kiedy miałem 17 lat zostałem po raz pierwszy napełniony Duchem Świętym i mówiłem językami. Miałem dostęp do wielu książek mówiących o dawnych przebudzeniach, które pochłaniałem z udzielanym przez Ducha pragnieniem. Nie trzeba było wiele czasu, aby zauważyć, że te minione przebudzenia wydawały się tkwić bardzo głęboko w pokucie oraz tej „pełnej walki i agonii” modlitwie o wylanie Ducha Bożego. Po prostu postanowiłem, że będę „konał” w modlitwie o przebudzenie! I tak było. Każdy dzień oglądał mnie na kolanach z ogniem na ustach, błagającego Boga o napełnienie większą ilością i jeszcze większą Jego Ducha, aby uwielbić Jego na ziemi i przynieść potężne przebudzenie naszemu narodowi. Wkrótce zauważyłem w czasie modlitwy cudowne poczucie znajdowania się w sali tronowej Boga. Rzeczywiście mogłem powiedzieć, że moje modlitwy były słyszane i że miały wpływ na stan rzeczy.
Chwała Bogu! I miały one wpływ na mnie samego również. Gdy teraz spoglądam wstecz, widzę, że zasadniczo każdy przełom w Bogu jaki przeżyłem miał swoją przyczynę w tej początkowej, stałej modlitwie agonii. Było to tak ważkie. Oczywiście, NIE ZAWSZE modlę się w ten sposób. Myślę, że cicha modlitwa językami jest
bardzo ważna
i również skuteczna (I ty możesz modlić się językami prowadząc samochód, czy gdziekolwiek – to jest RZECZYWIŚCIE WAŻNE).
Również ważną częścią społeczności z Bogiem jest proste wielbienie Boga i cieszenie się Jego obecnością.
Niemniej wierzę, że jeśli chodzi o PRZEBUDZENIE to, aby się modlić w taki sposób, musimy zostać   do tego uzdolnieni przez Ducha Świętego, który nas poprowadzi nasze modlitwy. To dlatego Finney i inni
mogli mówić
o „duchu modlitwy” zstępującym na nich: „… dopóki nie miałem ducha modlitwy, nie mogłem niczego. Jeśli straciłem ducha łaski i błagania choćby na jeden dzień czy godzinę okazywało się, że nie mogę głosić z mocą i skutecznie, aby zdobywać dusze przez osobiste nawrócenia”.
Pamiętam bardzo ważny moment w książce „Namaszczony na pogrzeb”, który jest przyczynkiem Todd i DeAnn Burke do Przebudzenia w Kambodży w latach ’70-tych. Stało się to w tedy, gdy Bóg już w potężny sposób działał. Todd pisze: „Krótko podzieliłem się z nimi tym, co Bóg pokazywał mi poprzez czytanie
Biblii. Odnośnie do 32 rozdziału Księgi Rodzaju powiedziałem im o tym
w jaki sposób Jakub walczył z Panem, aż do chwili, gdy go pobłogosławił. Jeśli oczekujemy mocy i błogosławieństwa Pańskiego to będziemy musieli walczyć  nim w poście i modlitwie, w odrzuceniu siebie  podjęciu naszego krzyża”- powiedziałem. Po czym podzieliłem się z nimi z książeczki Taylor’a Hudson’a słowami:
„Lekkie, nie zapierające siebie życie nigdy nie będzie pełne mocy”. Mając to na uwadze, wszyscy zaczęli zmagania w modlitwie i wkrótce przyszło błogosławieństwo” (str. 216). Kilka znaczący wylań Ducha Świętego było tego wynikiem.  Jaką różnicę może wywołać taka wspólna modlitwa „agonii” w każdym mieście i kraju dziś. Bóg obiecał przebudzenie, lecz ja wierzę, że On czeka na ludzi, którzy uchwycą się Jego obietnicy i zaczną wspólnie stawać w modlitwie o jej wypełnienie. Przyjaciele, czy możemy wspólnie uzgodnić, że uchwycimy się Boga w taki sposób? Uwierzcie mi, może to wywołać wszelkie zmiany w świecie.
Weź klucz, którym jest taka modlitwa po pierwsze, aby przekonać się o ogromnej potrzebie prawdziwego przebudzenia, zarówno w kościele jak i na świecie, po czym proś Boga, aby zesłał Swego Ducha, który pomoże ci się modlić. Modlitwa „agonii” błaga Boga, aby ON sam uwielbił Siebie Samego i aby Jego Duch mógł być wylany. TO dla JEGO CHWAŁY modlimy się w taki sposób. Innym kluczem jest posiadanie
prawdziwie „czystych rąk i czystych serc” przed Bogiem. 

Żadnego ukrytego grzechu, żadnego nieprzebaczenia. Tylko z czystymi rękoma i czystym sercem  możemy wejść w modlitwie do świętego miejsca Boga. Mam wielką nadzieję, że Bóg zainspiruje tak wielu jak to jest tylko możliwe, aby złączyli się w modlitwie, aby oglądać mogli Jego potężna cele wypełniające się na ziemi. Fakt, że Bóg NIE JEST UWIELBIONY w naszym świecie jest tragedią tej ostatniej godziny.
Przyjaciele, już najwyższy czas na zmianę. A bądźcie pewni tego, że naprawdę to my możemy dokonywać zmian. Z pewnością nadszedł czas, aby złączyć się razem w modlitwie „agonii” za potężny potop Jego łaski i miłosierdzia. Jeśli każdy z czytających to po prostu zacznie modlić się w taki sposób, jakież cudowne wylanie nas czeka!
aracer

Chrześcijanie poza kościołem – Rozdział 10

                                                  CZY ODPOWIEDZIĄ JEST „PREBUDZENIE” ?   

Przebudzenie” w sensie chrześcijańskim zdefiniowane jest jako potężne poruszenie Boże, które przynosi prawdziwe „odnowienie” – powrót kościoła do czegoś, co było oryginalnym stanem z „Księgi dziejów” – i trwa przez pewien czas. Było wiele wspaniałych Reformacji i Przebudzeń w ciągu całej historii kościoła – które dramatycznie zmieniły go na zawsze.

Zdając sobie sprawę z tego, że tysiące ludzi opuszcza współczesne kościoły, wielu liderów chce jakiegoś rodzaju „rozwiązania”, aby ich sprowadzić z powrotem.

 Co możemy zrobić, aby wrócili – pytają.  Lecz nie zdają sobie sprawy z tego, że wielu z tych „niezkościelonych” ludzi nie jest w ogóle zainteresowanych powrotem do „kościoła jaki znamy” . Czekają na nowe poruszenie – całkowicie nowy „Kościół” – przemieniony przez moc Bożą. W rzeczywistości jest jasne, że oni chcą czegoś znacznie bardzie podobnego do pierwotnego kościoła Biblii. To o czym mówią to Reformacja na ogromną skalę a Przebudzenie, to coś co przeniesie nas  ponownie do pełni żywotności, wiary i mocy pierwszych chrześcijan.

Ciekawe jest to, że oryginalny kościół w Jerozolimie był w istocie kościołem „otwartym”.

 Przepraszam – mówisz – kościół zewnętrzny? Myślałem, że spotykali się każdego dnia w świątyni. To wcale nie brzmi dla mnie jak kościół „otwarty”.

 Choć niewiel chrześcijan współcześnie zdaje sobie z tego sprawę jest absolutnie poza wszelkimi wątpliwościami, że kościół Jerozolimski przede wszystkim był „otwarty”.

Księga  Dziejów Apostolskich zapisuje to, że wierzący z Jerozolimy zbierali się codziennie  Przysionku Salomona, który był ogromnym otwartym dziedzińcem dołączonym do głównej świątyni. Zwany był również „dziedzińcem pogan” i był ogromnym otwartym obszarem z ławkami – o wymiarach około pięciu i pół boisk do piłki nożnej. Wzdłuż jednej strony był zakryty obszar, gdzie stawali apostołowie i głosili – znany jako ganek Salomona.

Wiemy, że kościół w Jerozolimie był liczony w tysiącach od samego początku, a zatem jeśli chcieli się gromadzić „jako jedno” to jedynym miejscem na to było coś na otwartym powietrzu. Zatem był to najbardziej zatłoczony i ruchliwy „plac” w całym mieście. Jeśli więc chcieli, aby ich posłanie było przekazane przed największą możliwą publicznością to właśnie było odpowiednie miejsce.

  Cóż ma to wszystko wspólnego z dyskusją na temat chrześcijan „bez kościoła”. No tak, oni nie są jedynymi, którzy mówią o powrocie do „oryginału”. Nie są jedynymi, którzy wierzą, że wielka Reformacja i Przebudzenie nadchodzi. Jest to coś, co Bóg zdaje się mówić do wszystkich chrześcijan – w poprzek całego spektrum – od wielu już lat. Zdaje się, że to ON chce Przebudzenia bardziej niż ktokolwiek inny.

Czy to możliwe, aby takie poruszenie Boże było „punktem spotkania”, gdzie wielu ludzi zarówno z kościoła jak i z poza niego znajdzie wspólny grunt? Czy to może być odpowiedzią?

Jasne jest, że Bóg chce powrotu do Swego „oryginalnego” kościoła. Wszystkie cuda, jedność, przenikające serca kaznodziejstwo „pokuty” i wszystko inne, co powodowało, że pierwszy kościół był tym czym był – to wszystko Bóg chce odnowić, ponieważ tak wiele zostało utracone przez stulecia. Porównywalnie do nich, nasz wpływ jest minimalny, a nasze małostkowe podziały zabijają nas.

Myślę, że wielu chrześcijan byłoby zdumionych, gdyby dowiedziało się, jak całkowicie inny był pierwszy kościół od tego, co nazywamy „kościołem” teraz.

Wtamtych dniach mieli oni całkowicie  ZEJDNOCZONY style=””> kościół ( i nie mówię tutaj o „ekumenizmie”!). Prostą prawdą jest to, że nie mieli „denominacji” wcale. W rzeczywistości to byliby zdumieni słysząc o czymś takim! Był „jeden” kościół – bez podziałów, bez małych grupek separujących się i określających siebie różnymi nazwami. Przede wszystkim Jezus modlił się” aby byli JEDNO… aby świat uwierzył. Cóż takiego nie pozwala światu „uwierzyć” współcześnie? To, że nie ma JEDNEGO.

Ostatnio mnóstwo ludzi podkreśla to, że pierwszy kościół spotykał się w domach (co jest prawdą), lecz wydaje się, że zapominają o tym, że wierzący zbierali się również na OGROMNYCH SPOTKANIACH NA OTWARTYM POWIETRZU i działo się to CODZIENNIE – wspólne schodzenie się „jako jedno”. Wszyscy wierzący z całego miasta mogli zbierać się w ten sposób.

 Widzimy wiec, że były DWA różne rodzaje spotkań, w kościele jerozolimskim. Jedne były to bardziej intymne spotkania typu „kościół domowy”, gdzie wierzący z sąsiedztwa mogli zebrać się razem w czyimś domu – przyjmując komunię i poruszając się wspólnie w duchowych darach – budując siebie nawzajem w jedności i miłości. Drugie zaś były ogromne i otwarte o czym tu już dyskutowaliśmy. (Masowe zgromadzenia całego miasta, gdzie apostołowie mogli głosić, uzdrawiać chorych itd.). Te również odbywały się przez cały czas.

W rzeczywistości apostołowie kontynuowali służbę Jezusa – po prostu tak, jak im nakazano. Zarówno Jezus jak i Jan Chrzciciel prowadzili służby na otwartej przestrzeni – tam, gdzie „zwykli ludzie” byli. To było bardzo ważne. Zostali oni powołani do tego, aby docierać do zgubionych, a nie ukrywać się za czterema ścianami.

Dziś w kościel bardzo źle się przysługujemy całemu światu. Oni niemal nigdy nie widzą jak się zgromadzamy „jako jedno”, czyż nie? Faktycznie, to oni w ogóle nas nie widzą. Zamykamy się w naszych oddzielnych grupach – za czterema ścianami – poza polem widzenia i poza uwagą. Nic dziwnego, że mamy tak mały wpływ na świat wokół nas. Sami powodujemy naszą nieobecność w ich życiu.

Lecz to wszystko ma się zmienić. Bóg mówi w ostatnich latach na całym globie o nadchodzącej „Wielkiej Reformacji” kościoła – o wielkim „wstrząsaniu”, które przywróci go do stanu w jakim powinien się zawsze znajdować.

Bardzo interesujące jest zwrócenie uwagi na to, że największe Przebudzenia kościoła w ciągu stuleci zawsze obracały się wokół ogromnych spotkań na otwartym powietrzu. Wielkie przebudzenie lat 1740 (Wesley, whitefield i Tennant)) jest pierwszym tego przykładem. Zwyczajnym stało się dla dziesiątków tysięcy ludzi zbieranie się na otwartym powietrzu. Podobnie „Drugie Wielkie Przebudzenie” w 1800 (zaczęło się w Kentucky), które było świadkiem powstania „camp-meeting” i odbywało się wśród tysięcy zgromadzonych na otwartym powietrzu. Nawet wielkie Przebudzenie 1859 roku było mocno w tym zakorzenione – szczególnie w Ulsterze, gdzie były masowe spotkania modlitewne na otwartym powietrzu.

  Jestem przekonany, że Bóg już wkrótce zadziała w ten sposób ponownie. On chce odnowić „oryginał”, pragnie, aby kościół zbierał się „jednomyślnie” – właśnie tam, gdzie są ludzie. Pan pragnie „jednego” kościoła – nie wielu – kościołów, który jest czysty i święty – „bez skazy, zmazy czy czegoś w tym rodzaju” i chce kościoła, który idzie „niszcząc dzieła diabła”, jak to robił Jezus.

  Aby oglądać ponownie takie chrześcijaństwo Bóg będzie musiał wykonać wielkie „trzęsienie” i właśnie to zrobi. Cokolwiek jest potrzebne. Wchodzimy w erę wielkiej „przemiany” w kościele. Wierzę, że będzie to aż do krytycznego punktu „zmień lub zgiń” wśród współczesnego zachodniego chrześcijaństwa, ponieważ Bóg nie może mieszkać w letnim kościele.

Gdzie zatem w tym wszystkim pasują chrześcijanie będący „poza kościołem”? Ogromna ich ilość wierzy, że to co obecnie robią to „przygotowanie” do tego nachodzącego poruszenia Bożego. Faktycznie jest znaczące to jak wielu z nich napisało do mnie o tym. Wierzą, że aby być w pełni gotowymi na to, co Bóg ma zrobić muszą się „oduczyć” wiele z ich starych sposobów „prowadzenia kościoła”  i przygotować się na to, że Bóg chce zrobić coś zupełnie nowego.

Oto kilka przykładów tego, co napisali w tej sprawie:

Rowayne (Płd. Afryka):

Wierzę, że Bóg jest bardzo zajęty czymś całkowicie nowym, co wstrząśnie religią i tradycją. Nadchodzi taki czas, że będziemy świadkami ogromnej zmiany w sposobie funkcjonowania kościoła. Wierzę, że kościół wyjdzie na ulice, uwielbienie będzie absolutnie ogniste na rogach ulic i równinach. Modlitwa wzniesie się z centrów handlowych i biznesowych miejsc. Nie będziesz musiał chodzić do kościoła, ponieważ kościół będzie czekał na ciebie na zewnątrz! Niesamowita przemiana słabej i bezsilnej organizacji w potężną Walczącą Oblubienicę… Niektórzy z nas widzieli tę cudowną przemianę w sercu Boga wiele razy, czekamy i przyglądamy się a nie będzie to już długo trwało. Chwała Bogu!

Lea (USA):

Czuję, że tradycyjny sposób na „prowadzenie kościoła” miał już swoją erę. Myślę, że Bóg szuka ludzi, którzy są gotowi przyznać, że głodujemy i nie zostajemy nakarmieni we współczesnym kościele, choć słyszałam pastorów mówiących, że tak. Szczerze wierzę, że nie będziemy gotowi na następny ruch Boży dopóki nie przyznamy się, że pragniemy i, że współczesna struktura nie działa. Wyczekuję tego, co Bóg zrobi i myślę, że to się działo poza ścianami a w szczególności poza programami i tradycjami niedzielnych poranków. Wypatruję również czasu, gdy my, jako wierzący, zjednoczymy się pod parasolem i będziemy mieli przywilej brania udziału w następnym ruchu, który Bóg wykonuje. Nie sądzę, aby wszyscy byli wezwani do opuszczenia kościoła, lecz wierzę, że niektórzy tak i jestem zachęcona tym, co słyszę o reakcjach tych ludzi. Jestem bardzo podekscytowana i chcę oglądać to, co Bóg zamierza zrobić przy pomocy tych ludzi!

Sue (Australia)

W 1995 roku Pan pokazał mi, że zamierza „strząsnąć piekło z kościoła”. Dosłownie.

Pokazał mi, że w systemie lokalnego kościoła nad niektórymi kościołami są demoniczni mocarze i mają do tego legalne prawo. Dał mi werset mówiący, że „rzeczy podlegające wstrząsowi, będą wstrząśnięte” Każda struktura, która nie jest zbudowana na Panu rozpadnie się, tj. instytucje, kościoły, koledże, wszystko, co nie zostało ugruntowane na Skale Chrystusa Jezusa. Ustabilizowany system, taki jak go znamy, rozpadnie się. Stało się to, że ludzie weszli w drogę Bogu i jego planowi dla Jego królestwa.

Jestem jedną z tych wyczekujących. Wiem, że Bóg znów użyje mężów i niewiasty, których wytrenował i którzy są poza systemem. To, co Bóg tchnął w ich życie, nie pójdzie na marne. Czuję, że zostałam ukryta w Jaskini Adullam na 5 lat. W zeszłym roku wzięłam udział w proroczej koferencji i odkryłam, że inni czują to samo… Jezus przychodzi do kościoła pełnego chwały.

Steven (miejsce nieznane):

Byłem poza kościołem przez trzy lata, czekając na Boga, aby pokazał mi, co mam dalej robić. W tym tygodniu otrzymałem list z prośbą, abym przyjechał i nauczał na temat pastorskiego przywództwa w szkole biblijnej w South Pacific, lecz czego miałbym nauczać? Moje pojmowanie rzeczy jest całkowicie odmienne od NORMALNEGO pastorskiego punktu widzenia. Czy kościół będzie kiedykolwiek gotowy na wykorzenienie i zburzenie normalnie bezsilnego systemu, który powoduje, że ludzie uzależnieni są od kościoła i liderów, zamiast polegać na Bogu i na Nim JEDYNIE?

Jim (Lokalizacja nieznana):

Komicznie nazywam to „przeżyciem poza Ciałem” odnosząc to do ciała Chrystusa. To style=””> w co może się to przerodzić to przebudzenie, które objawi Kościół bez ścian.

Cathy (USA):

Ostatnio przeprowadziliśmy się… są tutaj trzy widoczne, napełnione Duchem kościoły, które mają w większości takie same doktryny. W żadnym z nich nie wspomina się o pozostałych, ani nigdy nie schodzą się razem w jedności na jednym miejscu. Na tyle na ile można to powiedzieć wszystkie wzrastają i maja przyjemne budynki i programy przyciągania tak wielu ludzi jak to tylko możliwe… Dziwi mnie to… słyszałam jak jeden pastor z Columbii mówi:

 Ludzie byli gotowi na jedność, lecz pastorzy ich powstrzymywali.

Może to nie jest pełna odpowiedź, lecz w duchu wierzę, że jest to kluczowy krok.

L.S. (USA):

Czuje się tak, jakbym czekał od dawna… lecz wierzę, że Pan mówi, że Reforamcja jest już blisko i, że znajdę miejsce w nowym poruszeniu Bożym.

Carroll (USA):

Słyszeliśmy i stale słyszmy proroctwa o nadchodzącej w kościele zmianie. Słyszymy tylko w części. Większość z nich nie zdaje sobie sprawy, że Bóg nie przeniesie  jednej cegły czy betonowego kościoła do drugiego, lecz zrobi coś poza ścianami kościołów.

Nie jesteśmy przeciwni kościołowi – lecz Bóg chce dokonać pewnych zmian a my chcemy być z Nim, gdy będzie to robił.

 Jest wielu ludzi, którzy, podobnie jak my, nie należą do kościołów – nie jesteśmy samotnymi strażnikami przyrody. Przyjaciele, których mamy nie wędrują w kółko bez celu. Jesteśmy częścią „Ciała” a następne poruszenie Boże będzie miało miejsce na rynku miejskim i w domach i być może wtedy ci, którzy nie „opuścili” będą siedzieć wewnątrz cegły, czy betonowego systemu, ponieważ oni byli uczeni, że wszystko musi pochodzić z systemu. Będą mieli trudny czas z nowym poruszeniem Bożym.

Mark (USA):

Czuje w swym sercu, że to masowe pragnienie i ludzie idący za Jezusem jest Bożą sposobem na ustanowienie sceny na wielkie reformacyjne zmiany.

 __________________________________________________

Ponownie autor:

Jak więc widzicie, to poczucie nadchodzącej Reformacji czy Przebudzenia jest bardzo powszechne wśród ludzi z poza kościoła. Postrzegają siebie, jako będących na „Pustyni” i zwróconych w stronę Obiecanej Ziemi Przebudzenia – „nowego bukłaku” dla kościoła. Lecz, jak już wcześniej powiedziałem w tej książce, podobnie jak było to z dziećmi Izraela, kiedy przyjdzie czas na ostateczne opuszczenie tej pustyni, przyjdzie test.

Jestem przekonany, że wielu z pośród ludzi poza kościołem to materiał na liderów i nie zdziwi mnie jeśli Bóg przygotowywał ich do przywódczej roli w nadchodzącym poruszeniu. Lecz jest jedna rzecz, z która będą musieli się zmierzyć: wszystkie największe przebudzenia miały silnych liderów. Była to całkowicie krytycznie ważna sprawa dla ich powodzenia. Czy jednak ci ludzie z poza systemu rzeczywiście poradzą sobie z tą koncepcją? Nic nie mogę poradzić na uczuciu, że niektórzy (o ile nie: wielu) staną się ofiarami postaw anty-liderskich, anty-władzy, anty-Ciała, które wchłaniają na całej poza kościelnej scenie (podobnie jak ja sam kiedyś). Wielu z nich rzeczywiście nie wierzy już w LIDERSTWO wcale.

  Jeśli nie wierzysz w nic poza najbardziej umiarkowaną formą władzy to wtedy jest bardzo trudno PROWADZIĆ siebie. Możesz „zarządzać” lecz faktyczne prowadzenie jest czymś zupełnie innym, a bez liderów, którzy będą korzystali ze swego autorytetu, aby trzymać diabła z daleka, każde Przebudzenie będzie infiltrowane przez przeciwnika natychmiast. Zobaczyłem to w czasie badań nad minionymi przebudzeniami stale i wciąż. Jest to główna przyczyna zakończenia Wielkiego Przebudzenia Walijskiego z 1904 roku w ciągu JEDNEGO ROKU. Mamy przeciwnika, który grasuje wokół jak lew ryczący i nienawidzi Przebudzeń. Przeniknął i zrujnował wiele poruszeń Bożych w historii i jeśli damy mu szansę to zrobi to ponownie. Uwielbia on sytuacje, w których istnieje „próżnia” władzy i nikt nie strzeże bram. Mówię wam, nie istnieje coś takiego jak Przebudzenie bez liderów. A jeśli jest to nie trwa długo! Przebudzenia muszą być strzeżone przez liderów, którzy są wyznaczeni przez Boga i którzy nie boją się stanąć przed odpowiedzialnością. Tacy ludzie jak Wesley, Booth, Finney i podobni. Silni przywódcy – ci wszyscy. Takimi byli też apostołowie. Przebudzenie i silne przywództwo idą ręka w rękę.

Księga Dziejów jest pełna liderów, którzy DIAŁALI JAK LIDERZY. Byli sługami – tak, lecz byli również RZECZYWISTYMI PRZYWÓDCAMI. Bez nich nie byłoby Księgi Dziejów. Zastanawiam się, ile czasu upłynie zanim ludzie z poza kościoła poradzą sobie z tym prostym faktem? (Mnie zajęło to bardzo dużo czasu).

Muszę, zatem, zadać te pytania:

Czy współcześni nie zrzeszeni ludzie rzeczywiście są gotowi pomóc prowadzić nowe poruszenie Boże? Czy też wielu z nich faktycznie boi się „prowadzić”? Czy są gotowi wziąć odpowiedzialność i autorytet tam, gdzie to jest potrzebne? Czy też wierzą w jakiegoś rodzaju przebudzenie bez przywództwa? Czy są oni gotowi stać się „stawami” w prawdziwym znaczeniu tego słowa? Czy też podejrzliwość i „trwanie poza” stały się przeważającą częścią ich duchowej konstrukcji? Czy są gotowi na przyłączenie się do ciała czy też znajdą ewentualnie jakieś wymówki, aby pozostać z dala i odczepieni? Są to zasadnicze pytania i są to właśnie te rzeczy, które będą testowane, gdy nadejdzie pora. Czy ci ludzie prawdziwie WYRZEKLI SIĘ wszystkiego, czego muszą się wyrzec?

POKUTA, KTÓRA ZALEJE
KOŚCIÓŁ

Oczywiście, choć jest wiele spraw dotyczących „struktury”, którymi należy się zająć dziś to RZECZYWISTYM problemem (tym, który faktycznie się liczy) jest sprawa SERCA. Kościół jest chory i niedomagający, ponieważ jego serce jest chore i niedomagające. Nie tyle jest to problem ‘szufladek’, w których żyje czy stylu nabożeństw, które prowadzi. To są składniki drugorzędne. To SERCE ludzi Bożych potrzebuje faktycznej pracy i to jest to, od czego każde Przebudzenie musi zacząć – oczyścić serca Jego ludzi. Rozwiązywanie spraw „strukturalnych” może przyjść później to serce tak naprawdę się liczy. A zatem, potężna fala POKUTY musi przyjść najpierw (podobnie jak w każdym prawdziwym Przebudzeniu w całej historii).

  Znam wielu ludzi w ruchu kościołów domowych, którzy wierzą, że jeśli tylko wejdziemy we właściwą strukturę opartą na domach, to wszystko inne pójdzie za tym. Niektórzy spędzają całe godziny na dyskusjach o „pluralizmie starszych” czy „formach kościołów domowych” itd. Wydaje się, że wierzą w to, że zmiana „szufladki” spowoduje, że zmieni się ku dobremu wszystko inne. Przykro mi, lecz nie zgadzam się z tym. To zmiana SERC jest konieczna – przede wszystkim i ponad wszystkim i to właśnie Przebudzenie spowoduje. Pamiętajmy, w pierwszym kościele, to WYLANIE przyszło najpierw, a później budowano wokół tego struktury. Najpierw musi przyjść Przebudzenie i zmienić serca Bożych ludzi, zanim zacznie się cokolwiek innego. Próby formowania „nowego bukłaka” bez nowego wina jest po prostu stawianiem zaprzęgu przed koniem.

Jak wielu, jestem przekonany, że wielkie Przebudzenie nadchodzi – powódź Bożego Ducha, która sprowadzi kościół na kolana w głębokiej pokucie i przemianie. Poprzez te dzieła przyjdzie „nowy bukłak” i ogromne zbiory – wraz z wzbudzonymi przez Boga nowymi liderami.

Czy będzie, zatem, wielu nowych liderów wśród tych trwających poza kościołem?

Nie wątpię, że tak będzie. Nie po to Bóg przeprowadził ich przez to wszystko, aby nic z tego nie było, lecz czas jest kluczową sprawą. Czasami potrzeba „kryzysu”, aby mógł powstać nowy lider. Jak mówi przysłowie „Z właściwą godziną przychodzi właściwy człowiek” („Cometh the hour, cometh the man”) i nigdy nie będzie to bardziej prawdziwe niż w czasach Przebudzenia czy Reformacji. Nagle nowi liderzy przyjdą jakby znikąd – przygotowywani przez Boga latami w ukrytych miejscach. Tak zawsze było z największymi Przebudzeniami. Czas jest najważniejszy.

Jak zobaczyliśmy w tym rozdziale – a faktycznie w całej książce – jest na świecie grupa chrześcijan, którzy opuścili bezpieczną strefę rutyny, przyjaciół i znajomego otoczenia, aby oddzielić się ku czemuś nowemu, nie wiedząc dokładnie dokąd idą czy też w jaki sposób się tam dostaną, po prostu wiedząc, że muszą iść. Usłyszeli wołanie, sprawdzili wizję i wyruszyli. To wymagało odwagi i wielu z nich bardzo głęboko podziwiam. Jeśli dali radę przejść przez pustynię, nic pewniejszego niż to, że wielu z nich będzie wspaniałymi przywódcami Bożego ludu, lecz kluczem jest tutaj nastawienie na wyjście z tej ‘pustyni’. Osobiście wierzę, że ogromna ich ilość przejdzie to. Żyjemy w doniosłych czasach.

Czy, zatem, ten potężny ruch poza-kościelny jest znakiem, że coś nieuniknionego leży przed nami? Czy ta narastająca fala „niezadowolenia” wśród tłumów chrześcijan jest dowodem dramatycznych zmian, które są tuż za rogiem? Z pewnością możemy wywnioskować, że coś ważnego się dzieje. To, co się dzieje jest zbyt wielkie, aby mogło być dziełem zwykłego zbiegu okoliczności, coś niezwykłego i to na światową skalę, co może być zarządzone wyłącznie przez Boga.

Czy więc, zobaczymy nowy typ przywódców wychodzących z pustyni – przygotowanych na ten czas- gotowych do przyjęcia narodzin nowego poruszenia Ducha Bożego? Czy nadchodzi następne wielkie „przebudzenie uliczne”? Cóż, jedno jest pewne – zdecydowanie potrzebujemy go. Tylko czas pokaże.

Niemniej są znaki tego, że coś o tej wielkości i znaczeniu zbiera się. Wydaje się poza wszelkimi wątpliwościami, że Bóg jest bliski działania w zupełnie nowy sposób w tym pokoleniu i, że On czyni coś całkowicie radykalnego. Czy też, może, jest to coś tak starego, że wydaje się radykalne, ponieważ nigdy do tej pory tego nie widzieliśmy.

 _________________________________________________________________

< Część 9 |

Można kopiować, drukować, kserować tą książkę i przekazywać dalej.

Niemniej jeśli chcesz „publikować” ją lub jej fragmenty w innej formie, czy publikacji, proszę o uzyskanie najpierw zgody autora.

Andrew Strom’s email:
prophetic@revivalschool.com

 NASZA STRONA :

http://www.revivalschool.com

PRZYŁĄCZ SIĘ DO NASZEJ LISTY “PROROCZO/PRZEBUDZENIOWEJ’ E-MAILOWEJ

W j. angielskim).

Wystarczy wysłać pusty e-mail na adres:
anzac-subscribe@welovegod.org


_________________________________________________

Copyright (c) Andrew Strom, 2003/2004.

Wszelkie prawa zastrzeżone.

продвижение сайтов seo раскрутка сайта обучение