Ugruntowanie w aktualnej prawdzie
Budowanie kościoła i zachęcanie do głębszego szukania Boga

3J 12
DEMETRIUSZOWI WYSTAWILI WSZYSCY, NAWET SAMA PRAWDA,DOBRE ŚWIADECTWO. MY RÓWNIEŻ WYSTAWIAMY, A WSZAK WIESZ, ŻE ŚWIADECTWO NASZE JEST PRAWDZIWE.
Osoba Demetriusza nie pojawia się po to, by naszą uwagę zwrócić na człowieka, który zasłużył na pochwałę choć jest to prawda. Jego przykład ma uwydatnić prawdę, mówiącą że szczere życie nie może pozostać w ukryciu. Nie możemy ukrywać kim naprawdę jesteśmy. Być może to Demetriusz był posłańcem, który zawiózł Gajusowi list Jana. Z pewnością był on dobrze znany chrześcijanom. O Demetriuszu mówią wszyscy dobrze, nawet sama prawda. „Prawda” jet Duchem prawdy (1 Jana 5:6). Zgodnie z tym poglądem Duch inspiruje i potwierdza świadectwo wszystkich, którzy znają Demetriusza, że jest człowiekiem integralnej wiary, na którym można całkowicie polegać. Tak więc Duch stoi za świadectwem społeczności, uzdalniając człowieka do właściwego osądu. Są tacy, którzy sugerują, że Jan twierdzi, że fakty mówią same za siebie i nie potrzebują żadnego poparcia z ludzkiej strony.
Najbardziej oczywiste wytłumaczenie mówi nam, że Demetriusz prowadził swe życie według Słowa Bożego, tak więc, kiedy był oceniany według kryteriów Słowa, prawda potwierdziła jakość jego życia. Ostatecznie Jan daje swe własne świadectwo, polecając Demetriusza Gajusowi, by ten ostatni mógł bez zmartwień przyjąć go jako ambasadora apostoła, bez względu na sprzeciw, w społeczności manipulowanej przez Diotrefesa. Jeśli Demetriusz rzeczywiście miał przygotować drogę Janowi, było ważne, żeby został właściwie przyjęty, a wszystko to zależało od Gajusa. Tak więc by pogłębić zaufanie do Demetriusza jako autentycznego posłańca Jana, apostoł odwołuje się tutaj do osobistej integralności i wiarygodności posłańca, jak również do swego apostolskiego autorytetu
Pozdrawiam i życzę błogosławionego czasu.
John Fenn
W roku 1985 znalazłem się między kościołami – brzmi to bardzo elegancko, prawda? Między kościołami? Znaczy to, że do władzy doszli nowi ludzi i zostałem zwolniony ze stanowiska Duchownego uniwersyteckiego pewnej służby na Uniwersytecie Kolorado w Boulder. Wydawało im się, że są to w stanie robić lepiej teraz, po niemal dwóch latach spędzonych przeze mnie na doprowadzaniu tej służby do równowagi po bardzo niszczącym kierunku działania zwanym: „ruchu pasterskim” (dosł.: 'shepherding movement’), który niemal doprowadził ją do zniszczenia.
Tak więc, byłem „między kościołami” dostarczając dla utrzymania rodziny pizzę w Domino’s Pizza. Poproszono mnie, aby przeszedł do zarządzania na co, po długich rozważaniach zgodziłem się. Rozpaczliwie pragnąłem, aby Pan otworzył dla mnie możliwość pracy jako pastora czy jakiejkolwiek służby, ale uległem mając potrzebę zaopatrzenia mojej młodej rodziny.
Jako manager zarabiałem więcej pieniędzy niż kiedykolwiek wcześniej w życiu. W 1985 roku 50.000$ rocznie to było tyle, co dziś 114.640 (wg szacunku www.dollartimes.com), lecz sercem ciągle byłem przy pełnoetatowej służbie. W tym czasie vice prezydentem firmy na zachód od rzeki Mississippi mieszkał w Boulder i osobiście wybrał mnie, abym zajął się sklepami, które miały problemy i doprowadził je ponownie do tego, aby były rentowne, co zrobiłem dzięki łasce i mądrości Bożej.
Wtedy nadszedł taki dzień, w którym musiałem zdecydować się czy idę w górę, czy wychodzę. Zaproponowano mi nadzór nad 9 sklepami w okolicy, co w rzeczywistości oznaczałoby dla mnie obniżenie zarobków, bądź przejęcie franczyzy s jednym z kilku innych stanów. Oferta obejmowała na początek franczyzę 23 sklepów w Kalifornii bądź Seattle, które właśnie miałby zostać otwarte i miałyby być moim obszarem działania, bądź Anchorage na Alasce. Franczyza oznaczała by dla mnie dochody na poziomie sześciocyfrowym, jeśli nie siedmiocyfrowym, oraz inne możliwości franczyzowe.
Miałem wówczas upośledzonego syna, który wymagał operacji i specjalnej edukacji, drugiego syna, urodzonego w 1982 roku, a Barb była w ciąży z naszym trzecim synem. Zajęcie są ta franczyzą oznaczało znaczne polepszenie dobrobytu naszej rodziny. Co więcej, oboje z Barb pochodziliśmy z rodzin, które mógłbym określić jako „klub wiejski”. Mieliśmy domy nad jeziorami, pojazdy kempingowe, mój ojciec miał samolot, prowadził swój własny biznes oraz inne inwestycje w nieruchomościach itd. Rodzice Barbary mieli dom towarowy w mieście i byli dobrze znani na tamtym terenie. W takich warunkach dorastałem i takie było towarzystwo, w którym obracaliśmy się.
Kiedy przyszliśmy do Pana jako nastolatkowie, zakochani w sobie i w Nim, poszliśmy za Nim na całego – będąc pod wrażeniem doskonałości poznania Go, powiedzieliśmy, że pójdziemy wszędzie i przyjmiemy każde wyzwanie, i dokładnie o to nam chodziło. Już jako nastolatkowie przeżyliśmy cudowne doświadczenia z Panem, ze względu na to, że nasze serca były w pełni z Nim. Gdyby powiedział: „skaczcie” to skakalibyśmy, nie pytając, jak wysoko.
3J 11
UMIŁOWANY! NIE NAŚLADUJ TEGO, CO ZŁE, ALE TO, CO DOBRE. KTO CZYNI DOBRZE, Z BOGA JEST, KTO CZYNI ŹLE, NIE WIDZIAŁ BOGA.
Werset ten w sposób typowy dla Jana stawia wyraźną antytezę pomiędzy dobrem, a złem. Słowo naśladować mówi o tym, w jaki sposób postawa innych może wpłynąć na naszą własną oraz jak szybko może przeniknąć do całej społeczności. Jeśli Diotrefes jest przykładem tego co złe, wówczas Demetriusz w wersecie 1 jest przykładem tego co dobre. Jest to typowe dla Jana, że łączy dobro i zło z osobistą relacją człowieka z Bogiem bądź jej brakiem. To, co nazywamy dobrem moralnym, harmonizuje z Bożą wolą, a zło moralne przeciwstawia się jej. Ten, który jest z Boga, narodził się z Niego i ma życie wieczne, które jest mocą Bożą w odkupionej ludzkiej osobowości. Dobre życie może być jedynie efektem działania w nas Bożego życia. Tego nie można podrobić. Człowiek, który trwa w złem, niezależnie od tego, co twierdzi na temat swego chrześcijańskiego doświadczenia i poznania Boga, brakiem podobieństwa do Chrystusa w swym charakterze będzie pokazywał, że nie widział Boga. Jan zachęca Gajusa, by naśladował dobre wzorce, ponieważ właściwym stylem życia może najlepiej dowieść prawdziwości swego chrześcijańskiego wyznania. Co ma na myśli Jan, kiedy mówi, że ktoś „widział Boga”? Z pewnością nie nawiązuje do jakiejś mistycznej wizji Boga w stanie wyższej świadomości czy też duchowej wrażliwości. Odpowiedzi dostarcza Ewangelia. Gdy Filip prosił Jezusa, by pokazał uczniom Ojca, otrzymał odpowiedź: „Tak długo jestem z wami i nie poznałeś mnie, Filipie? Kto mnie widział Ojca” (Jan 14:9). Jeśli ktoś pragnie ujrzeć Boga, poznać Go takim jakim On jest, wizerunek Boga może odnaleźć w Jezusie. Sam Jezus jest jedynym sposobem kontaktu z Bogiem. Tak więc Boga widzimy w Jezusie – żyjącym Słowie, a objawionym nam w Słowie spisanym – Biblii. Ci, którzy czynią zło, nie dostrzegli jeszcze, kim jest Bóg ani też nie poznali prawdy Pisma. Kiedy jednak nasze duchowe oczy otwierają się, Bóg nawiązuje z nami zbawczą relację przez Jezusa i przez Słowo.
Pozdrawiam i życzę błogosławionego dnia.
3J 10
DLATEGO, JEŚLI PRZYJDĘ, PRZYPOMNĘ UCZYNKI JEGO, ŻE ZŁOŚLIWYMI SŁOWY NAS OBMAWIA I NIE ZADOWALAJĄC SIĘ TYM, NIE TYLKO SAM NIE PRZYJMUJE BRACI, LECZ NAWET ZABRANIA TO CZYNIĆ TYM, KTÓRZY CHCĄ ICH PRZYJĄĆ, I USUWA ICH ZE ZBORU.
Werset ten pokazuje wyraźnie, że Jan oraz jego zwolennicy nie chcieli pokoju za wszelką cenę. Planuje wkrótce odwiedzić zbór, a gdy tam przybędzie, rozwiąże ten problem tak, aby sprawiedliwości stało się zadość. Ambicje Diotrefesa przejawiające się w jego postępowaniu Jan tak komentuje: złośliwymi słowy nas obmawia. Jego oskarżenia były bezpodstawne. To jest charakterystyczne dla wszystkich pieniaczy, którym zależy jedynie na tym, by oczerniać swych oponentów na wszelkie możliwe sposoby i przez to podnieść własny autorytet. Diotrefes miał złe serce. Odwrócił się zarówno od prawdy jak i od chrześcijańskiej miłości. Zrezygnował z najbardziej podstawowej chrześcijańskiej cnoty gościnności (sam nie przyjmując braci) wobec tych wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób byli powiązani z Janem i zabraniał innym członkom zboru przyjmować takich ludzi a kto się temu sprzeciwiał narażał się na wykluczenia ze społeczności. W liście nie ma nic na temat tego, jakoby Diotrefes przyjmował fałszywych nauczycieli czy też sam podążał za fałszywymi naukami. W dziejach Kościoła Diotrefes miał wielu naśladowców. Niestety, takich jak on możemy spotkać i dzisiaj. Zbyt wiele społeczności już było i jest nadal rządzonych ręką dyktatorów, abyśmy mieli uważać to smutne zjawisko za coś nadzwyczajnego. Przedstawiony przez Jana wizerunek Diotrefesa, dominującego w społeczności nad wszystkimi, jest niezwykle przygnębiający. To człowiek niszczący jedność, popisujący się autorytetem, ustanawiający swe własne zasady mające chronić jego pozycję, rozpowszechniający kłamstwa o ludziach prawych, których traktował jako swych wrogów, odsuwając chrześcijan od społeczności jedynie na podstawie podejrzenia, że kontaktowali się z ludźmi Jana. Tak się dzieje, gdy ktoś, chcąc być na pierwszym miejscu, posługuje się zborem w celu zaspokojenia własnych pragnień i ambicji. Tylko jedna osoba może mieć pierwszeństwo w Kościele. To sam Pan Jezus Chrystus – Głowa Kościoła. W życiu każdego prawdziwie szczerego chrześcijańskiego przywódcy uwidacznia się pragnienie Jan Chrzciciela: „On (Jezus) musi wzrastać, ja zaś stawać się mniejszym” (Jan 3:30). Diotrefes nie miał o tym pojęcia, nie wiedział tez, co znaczy być ukrzyżowanym z Chrystusem, dlatego jego życie było karykaturą życia chrześcijańskiego. Uważał się za chrześcijańskiego przywódcę i jednocześnie przeczył temu własnymi słowami i czynami. Uzurpował sobie miejsce Chrystusa jako Pana w Kościele, by dać pożywkę własnym ambicjom. Niech to będzie ostrzeżeniem dla wszystkich potencjalnych Diotrefesów, ukrywających się w nas samych: „Tych spotka szczególnie surowy wyrok” (Mk 12:38-40). Gdy zaczynamy służyć samym sobie, a nie Chrystusowi, bądź też wykorzystujemy naszych współbraci dla naszych własnych egoistycznych celów, albo zaczynamy się troszczyć o swój własny status w Kościele, bądźmy pewni, że cierpimy na syndrom Diotrefesa. Podejmijmy zdecydowane kroki, by wykorzenić taką postawę. Postępowanie podobne do Diotrefesa nie wyraża wierności ani prawdzie, ani też współbraciom.
Pozdrawiam i życzę błogosławionego dnia.

Richard Murray
Jeśli rzeczywiście chcemy lepiej rozumieć jak pisali pisarze Biblii to najpierw powinniśmy starać się zrozumieć to, jak oni czytali.
Sposób czytania w starożytności był znacznie bardziej płynny niż mamy z tym do czynienia współcześnie. Sporą część współczesnej praktyki egzegetycznej stanowią sztywne strukturalne reguły, podczas gdy u starożytnych sposoby czytania były bliższe czytaniu post-strukturalnemu, w którym tekst był widziany jako „otwarty” i jako zagadnienie, które miało ewoluować i zmieniać czytanie.
Starożytni żydowscy uczeni z czasów Pana Jezusa korzystali w wielowymiarowej hermeneutyki, która później stała się znana jako ‘Pardes” (późny hebrajski biblijny wyraz zapożyczony z perskiego języka, oznaczający: „ogród, ogród owocowy”). Pardes opisuje dynamikę dzięki której czytelnik mógł pełnoprawnie interpretować teksty Starego Testamentu na czerech różnych poziomach:
1) „Peszat” („proste” znaczenie) to poziom, które oznacza czytanie Pisma w jego „prostym znaczeniu” bądź „kontekstowym sensie”. Można to porównać do tego, co współcześnie nazywamy historyczno-gramatycznym znaczeniem.
2) „Remez” („sugerowane” znaczenie) to drugi poziom. Zasadniczo jest to coś, co obecnie nazywamy czytaniem alegorycznym. Opiera się na założeniu, że teksty biblijny często mówi WIĘCEJ niż to, co otrzymujemy literalnie, bądź CO INNEGO, niż mówi tekst literalny. Wszystkie typy, cienie, symbole i metafory są tutaj zebrane.
3) „Drasz” („szukanie” znaczenia) to poziom trzeci, który obejmuje osobisty wgląd czytelnika, dzięki któremu może on reagować na tekst subiektywnie, a następnie dodawać znaczenia, osobiste propozycje oraz interpretacje do tekstu. Dziś nazywamy to egzegezą. Skupiamy się NIE na historycznej prawdzie tekstu, na oryginalnym gramatycznym znaczeniu, ANI nie na alegorycznych podtekstach, lecz raczej na subiektywnym odkrywaniu prawdy i kierunku na daną chwilę. Dlatego ten poziom uważany jest za homiletyczny, temat kazania modernizuje tekst Pisma, aby lepiej pasował do współczesnej wrażliwości. Pozwala to czytelnikowi „wypełniać luki” starożytnych pism przy pomocy swobodnej parafrazy, czy nawet poprawienie, aby tekst licował aktualną wrażliwością. Niektórzy żydowscy uczeni wierzą, że w ten sposób czytelnik przyjmuje to, co chce, bądź powinien tekst mówić, zamiast tego, co rzeczywiście mówi.
4) „Sod” („tajemne” znaczenie) to poziom czwarty. To tutaj leżą ukryte koincydencje i znaczenia Pisma, które oczekują na zrozumienie dzięki objawieniu i mistycznej ekstrapolacji. Może to obejmować, choć nie jest ograniczone do tego, zastępowanie liter alfabetu liczbami oraz etymologiczne znaczenie, co ma służyć odkrywaniu ezoterycznych tajemnic zatopionych przez Boga w tekście. *)
Continue reading