Author Archives: pzaremba

Codzienne rozważania_25.02.2017

3J 9
NAPISAŁEM DO ZBORU KRÓTKI LIST, LECZ DIOTREFES, KTÓRY LUBI ODGRYWAĆ WŚRÓD NICH KIEROWNICZĄ ROLĘ, NIE UZNAJE NAS.

Jan przechodzi do głównego punktu swego krótkiego wywodu, ujawnia Gajusowi nieszczere motywy antychrześcijańskiego zachowania Diotrefesa, który miał najwyraźniej duży wpływ na zbór. Jan mówi o tym, że już napisał do społeczności jeden list. To wskazuje na to, że Jan już wcześniej podjął jakąś próbę dotarcia do krnąbrnej społeczności, próbę której Diotrefes się przeciwstawił. W takich okolicznościach byłoby dziwne, gdyby ten list przetrwał. Trzeci list byłby kolejnym podejściem Jana mającym na celu przełamanie barier i nakłonienie członków społeczności do prostowania wykrzywionych dróg. Apostoł czyni to tym razem za pośrednictwem Gajusa. Diotrefes jest nazwany człowiekiem, który lubi odgrywać kierowniczą rolę, który lubi być na pierwszym miejscu. Przypuszczalnie chodzi tu o walkę między przywódcami lokalnej społeczności z jednej strony, a z drugiej – autorytetem z zewnątrz, czyli Janem – apostołem i starszym. Ekspansja Kościoła i śmierć apostołów wpłynęły w znacznym stopniu na zjawisko niejakiego rozluźnienia w zarządzaniu społecznościami. Czy Diotrefes był jednym z pierwszych biskupów lokalnych kierujących zborem, sprawujący zwierzchnictwo nad innymi starszymi? A może po prostu odrzucając autorytet starszych, walczył o niezależność lokalnego zboru? Na ten temat można snuć domysły bez końca. Natomiast jest pewne, że jego motywy były złe. Jeśli nawet chciał pełnej autonomii dla swej społeczności, to żądał tego nie ze względu na dobro Kościoła ale dla własnej chwały. Diotrefes za wszelką cenę chciał stać na czele a przerost ambicji doprowadził go do zerwania relacji z Janem. Odrzucił wiec autorytet Jana i nie przyjął go w społeczności.
Pozdrawiam i życzę deszczu błogosławieństw.

Nauczycielu, przyprowadziłem syna mego…

Richard Murray

Oto jeden z moich ulubionych fragmentów. W czasie czytania proszę zwrócić uwagę NIE na to, osaczony kłopotami choć odważny ojciec powiedział, lecz czego NIE POWIEDZIAŁ. Poświęćmy temu chwilę czasu.

Mk 9.
I przyszedłszy do uczniów, ujrzeli mnóstwo ludu wokół nich i uczonych w Piśmie, rozprawiających z nimi. I wnet wszystek lud, ujrzawszy go, zdumiał się, i przybiegłszy, witał go. I zapytał ich: O czym z nimi rozprawiacie? Wtedy odpowiedział mu jeden z ludu: Nauczycielu, przyprowadziłem do ciebie syna mego, który ma ducha niemego. A ten, gdziekolwiek go pochwyci, szarpie nim, a on pieni się i zgrzyta zębami i drętwieje; i mówiłem uczniom twoim, aby go wygnali, ale nie mogli” (14–18).

Czego ten ojciec NIE powiedział tutaj? „Ponieważ uczniowie Jezus nie mogli uzdrowić mojego syna, to musi nie być wolą Bożą. Wracam do domu”.

Co zaś powiedział? Podniósł głos i narzekał Jezusowi: „ mówiłem uczniom twoim, aby go wygnali, ale nie mogli”.

I przywiedli go do niego. A gdy go duch ujrzał, zaraz zaczął nim szarpać, a on upadłszy na ziemię, tarzał się z pianą na ustach. I zapytał ojca jego: Od jak dawna to się z nim dzieje? A on powiedział: Od dzieciństwa. (I często go rzucał nawet w ogień i wodę, żeby go zgubić; ale jeżeli coś możesz, zlituj się nad nami i pomóż nam” (20–22).

Czego ojciec NIE powiedział tutaj? „Przez całe życie ofiarowałem modlitwy i ofiary za niego i nie został uzdrowiony. Musi nie być wolą Bożą, aby był uzdrowiony. Czemu Bóg milczał?”

Co natomiast powiedział: Nie zniechęcony cierpieniem syna i brakiem odpowiedzi na modlitwy, właśnie poprosił bezpośrednio Jezusa o miłosierdzie i pomoc: „ zlituj się nad nami i pomóż nam”.

Jezus rzekł do niego: Co się tyczy tego: Jeżeli coś możesz, to: Wszystko jest możliwe dla wierzącego. Zaraz zawołał ojciec chłopca: Wierzę, pomóż niedowiarstwu memu: A Jezus, widząc, że tłum się zbiega, zgromił ducha nieczystego i rzekł mu: Duchu niemy i głuchy! Nakazuję ci: Wyjdź z niego i już nigdy do niego nie wracaj. I krzyknął, i szarpnął nim gwałtownie, po czym wyszedł; a chłopiec wyglądał jak martwy, tak iż wielu mówiło, że umarł. A Jezus ujął go za rękę i podniósł go, a on powstał. I gdy wrócił do domu, uczniowie jego pytali go na osobności: Dlaczego to my nie mogliśmy go wygnać? I rzekł im: Ten rodzaj w żaden inny sposób wyjść nie może, jak tylko przez modlitwę” (23-29).

Czego znów ojciec NIE powiedział? „Co masz na myśli, Jezu? Mam wiarę w uzdrowienie syna od chwili, gdy został dotknięty chorobą jako dziecko. Czy insynuujesz, że nie próbowałem wiary? Dlaczego używasz słowa „JEŚLI”? Czy mówisz, że nie wyglądam na takiego, co ma wiarę? I po co mi w ogóle wiara? Przecież ty jesteś uzdrowicielem, a nie ja. Dlaczego moja wiara ma się liczyć? Nie możesz po prostu uzdrowić go?. W porządku, pomimo tego wszystkiego, zdecydowałem, że mój syn cierpi na chwałę Bożą i podczas gdy Bóg współczuje z naszym bólem, w naszym cierpieniu stale przeżywamy jego mistyczną i piękną miłość – nawet jego odmowa uzdrowienia jest piękna”.

Co powiedział? „WIERZĘ, POMÓŻ NIEDOWIARSTWU MEMU”.

Jakaż pokora, szczerość i nadzieja.
Continue reading

Codzienne rozważania_23.02.2017


3J 7-8
WYRUSZYLI ONI BOWIEM DLA IMIENIA JEGO, NIC NIE PRZYJMUJĄC OD POGAN.
MY WIEC POWINNIŚMY TAKICH GOŚCINNIE PODEJMOWAĆ, ABY PRZYCZYNIĆ SIĘ DO ROZPOWSZECHNIANIA PRAWDY.

Wyruszenie misjonarzy miało cel ewangelizacyjny. Zgodnie z Biblią czynienie uczniów oraz prowadzenie ich ku dojrzałości to rzeczy uzupełniające się, tak więc bez wątpienia ich zadania nauczycielskie musiały iść w parze z głoszeniem Ewangelii. Ewangelizacja połączona z nauczaniem była ostatecznie, jak pokazują to wyraźnie Dzieje Apostolskie, nowotestamentową normą. Podobnie jak Paweł, także ci ambasadorzy imienia Jezusa nie oczekiwali wsparcia finansowego od niechrześcijan, do których szli. Idąc za przykładem apostolskim, nie chcieli być kojarzeni z wędrownymi filozofami czy „duchowymi mistrzami”, którzy całkiem nieźle zarabiali na ludziach, chętnie korzystających z ich wiedzy i usług. „Darmo wzięliście, darmo dawajcie” taka była dewiza, którą głosił sam Jezus. Ta zasada zobowiązuje Kościół do wspierania misjonarzy. My więc powinniśmy takich gościnnie podejmować. Żeby Gajus nie traktował tego jako uciążliwego obowiązku, Jan przypomina mu, że przyczynić się do rozpowszechniania prawdy jest również przywilejem. Jeśli jednak misjonarze nie byli wspierani przez współbraci twierdzących, że wierzą w to samo – chrześcijan, których życie miało być przemienione przez Dobrą Nowinę – budziło to wystarczające wątpliwości, by podważyć głoszone przez nich poselstwo. Jakże zaufać takiemu nauczaniu, którego zwolennicy nie solidaryzują się ze swymi nauczycielami? Na każdym chrześcijaninie spoczywa odpowiedzialność działania na rzecz prawdy, a to, w jakim stopniu jesteśmy do takich działań przygotowani (niezależnie od kosztów), jest najbardziej wymiernym wskaźnikiem prawdziwej głębi naszej wiary. Jednym z najwymowniejszych przejawów radości chrześcijańskiego poświecenia jest praca zespołowa. Zasadniczą nowotestamentową motywacją do prowadzenia ewangelizacji jest nie tyle troska o zgubionych, ile raczej posłuszeństwo Jezusowi. Nie musimy czekać na specjalne powołanie, by zaangażować się w dzieło głoszenia Chrystusa, gdyż nakaz misyjny „Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem” jest nieodwołalny „po wszystkie dni aż do skończenia świata” (Mt 28:19-20). Powodem podjęcia misji i ostateczna jej motywacją jest posłuszeństwo autorytetowi Jezusa, a nie jedynie reakcja na potrzeby świata. Paweł mówi: „Nie siebie samych głosimy, lecz Chrystusa Jezusa, że jest Panem, o sobie zaś, żeśmy sługami waszymi dla Jezusa” (2 Kor 4:5). Stając wobec potrzeb ginącego świata, służymy przede wszystkim Panu Jezusowi (1 Kor 15:58).
Pozdrawiam i życzę błogosławionego dnia.

Nie tykajcie pomazańców Moich

Pulpit & Pen
Costi Hinn
21 luty 2017

Oryg.: TUTAJ

Zawsze, gdy puszczę w internet coś takiego, wystarczy kilka godzin, aby zalała mnie fala telefonów od rodziny, sms’ów nakazujących mi „nie dotykać pomazańców Pańskich”, abym nie został doświadczony przez strzały boskiego sądu. Tego rodzaju charyzmatyczny knebel bardziej przypomina mafijną mentalność niż serce służby dla Chrystusa.

Niestety, często jest błędnie nauczane coś takiego, że bez względu na grzech, jaki ktoś popełnia czy fałszywe doktryny, których naucza, tobie nie wolno „dotykać go”, zwykle też sugerując, że nie wolno ci powiedzieć czegokolwiek o jego błędach. Oczywistym powodem, który jest podawany, jest to, że ponieważ to „namaszczenie” może zstąpić na tego człowiek bez względu na jego doktrynalne słabości, bądź, że Bóg może „namaścić” jego urząd (apostoł, prorok, pastor, nauczyciel, ewangelista) i ten mężczyzna może wejść w ten urząd i funkcję jako namaszczone Boże naczynie w każdej chwili. Brzmi myląca? Tak ma być, aby ludzie zostali zwiedzeni.

Na ostatniej konferencji w Nigerii prowadzonej wraz z kumplem milionerem, Chrisem Ojakilome, Benny Hinn oferuje pełne wyjaśnienie tego przy pomocy swej własnej interpretacji. Uwaga: to długa, paraliżująca umysł usługa, więc, jeśli jesteś zainteresowany, to najlepiej zacząć od 1.5 godziny. Twierdzi nawet, że można być „namaszczonym’ do służby i być zaangażowanym w czary w 1:35:56. Największym z jego objawień jet to, że nie wolno ci dotykać nikogo z tych, którzy są w namaszczonym urzędzie, nawet jeśli „są oni diabłem”. Celem tego typu nauczania jest dopilnowanie, abyśmy, ty i ja, bardzo bali się mówić prawdę. Jeśli jeszcze nie jesteś przerażony to powinieneś modlić się o tysiące Nigeryjskich liderów, którzy, jak widać na wideo, są karmieni tą trucizną

Jeśli chodzi o straszenie groźbą „dotykania pomazańców Pańskich” co do tych, którzy zostali potwierdzeni jako fałszywi nauczyciele, to dobrze zrobimy przypominając sobie słowa Pana Jezusa, które powiedział do dwunastki w Ewangelii Mateusza 10;26-28, gdy ogłasza:

Przeto nie bójcie się ich; albowiem nie ma nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione, ani nic tajnego, o czym by się dowiedzieć nie miano. Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia; a co słyszycie na ucho, głoście na dachach. I nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, ale duszy zabić nie mogą; bójcie się raczej tego, który może i duszę i ciało zniszczyć w piekle”.

Uczniowie mieli poważną pracę do wykonania i nie miało mieć żadnego znaczenia jakim kosztem będzie to wykonane, ponieważ Ewangelia była tego warta. Współczesny kościół również ma coś do zrobienia i bez względu na to, jakie fałszywe środki odstraszające są stosowane, aby zachować milczenie ludzi, na końcu wojny Prawda zwycięży. Biblia tak mówi (Obj 19:11-16).

Prawdopodobnie można spokojnie powiedzieć, że miliony chrześcijan rozsianych na całym globie, gdy tylko rzucą zakwestionują niebiblijne nauczanie w swoim kościele czy wywołają do odpowiedzi hermeneutykę chciwości w czasie programu TBN Praise-a-Thon, każdego roku słyszą, aby „nie dotykali pomazańców Pańskich”.
Continue reading

Codzienne rozważania_22.02.2017

3J 2
UMIŁOWANY! MODLĘ SIĘ O TO, ABY CI SIĘ WE WSZYSTKIM DOBRZE POWODZIŁO I ABYŚ BYŁ ZDRÓW TAK, JAK DOBRZE SIĘ MA DUSZA TWOJA.

Wówczas stosowaną powszechnie praktyką było wyrażanie na początku listu przypuszczenia, będącego jednocześnie życzeniem, że adresatowi wiedzie się pomyślnie. Ale list do współbrata w wierze może wyrażać coś więcej niż jedynie „mam nadzieję” czy też „chciałbym”; widzimy tutaj słowa: „modlę się”. Modlitwa za naszych przyjaciół może obejmować każdy aspekt ich życia. Tak więc modlitwa Jana dotyczy zarówno fizycznego zdrowia Gajusa jak i jego ogólnego samopoczucia. Aby ci się we wszystkim dobrze powodziło. Gajusowi dobrze wiedzie się duchowo i Jan pragnie, by jego fizyczne samopoczucie dorównało postępom jego duszy. Czynione mimochodem uwagi nie tylko są interesujące same w sobie, pouczają nas również, jak zachować równowagę pomiędzy aspektem fizycznym a duchowym, równowagi, która charakteryzuje biblijne spojrzenie na życie w tym świecie.
Czasem kładziono nacisk na negację świata, widząc w ciele główną przeszkodę dla czystego ducha, co przynosiło rezultaty w postaci ascetyzmu i umartwiania się. Takie zakazy „’nie dotykaj, nie kosztuj, nie ruszaj’ mają pozór mądrości w obrzędach wymyślonych przez ludzi, w poniżaniu samego siebie i w umartwianiu ciała, ale nie maja żadnej wartości, gdy chodzi o opanowanie zmysłów” – ostrzega Paweł w Liście do Kolosan 2:23. W Biblii nie ma żadnego wyraźnego podziału pomiędzy tym, co fizyczne, a tym, co duchowe. Jesteśmy w ciele. Nie ma żadnej korzyści z udawania, że możemy osiągnąć nieskończone stopnie duchowego wtajemniczenia, podczas gdy Bóg uczynił nas z krwi i ciała. Nasza postawa wobec życia na tym świecie powinna być pozytywna, charakteryzująca się oczekiwaniem, że Bóg będzie dla nas dobry i łaskawy, ponieważ wiemy, że taki właśnie jest Jego charakter. Jednak w żadnym razie nie powinniśmy nadużywać Jego dobroci czy też wyobrażać sobie, że ten świat jest ważniejszy od tego po drugiej stronie. Jest to smutne, że niektórzy chrześcijanie łatwo pozwalają schwytać się diabłu w pułapkę życia; roztaczając wokół cień pesymizmu, zdają się żyć w oczekiwaniu na jakieś wielkie nieszczęście. Jeśli mają się dobrze i powodzi się im, uważają, że z pewnością nie będzie to trwać długo. Jeśli zachorują i popadną w zniechęcenie, jest to dla nich dowód, że mieli rację. Nie można oprzeć się uczuciu, że taki życiowy pesymizm okrywa hańbą Boga łaski i miłosierdzia, do którego należą zarówno duszą jak i ciałem.
Pozdrawiam i życzę błogosławionego dnia.

Relacja między niebem a ziemią_4


John Fenn

Piszę o tym, jak wygląda ziemia z perspektywy nieba i ostatnio zacząłem rozważać to, jak Bóg ustanowił dwie z trzech struktur władzy i w jakim stopniu, jeśli w ogóle, Sam się angażuje. Pierwsze dwie struktury to stworzenie i Rodziny. Teraz przejdę do końcowych komentarzy o rodzinach, jako głównej Bożej strukturze władzy na ziemi, zadając pytanie:
Gdzie jest Bóg, gdy dzieci stają się ofiarami?

Zaczynając od Stworzenia, które znajduje się w upadłym stanie, przez rodziny, które powstają w tym upadłym i wadliwym świecie, zdajemy sobie sprawę z tego, że wszyscy narodziliśmy się w upadłym świecie. Znaczy to, że źle poszło od DNA i chromosomalnych zaburzeń w ludzkim ciele, do zranień czy chorób, na które cierpią niemowlęta i dzieci. W tym upadłym świecie cierpią niewinni i czasami wydaje się, że Bóg jest odległy i nie troszczy się o to. Te dzieci, które wchodzą na upadły i wadliwy świat, rodzą się w rodzinach, które troszczą się o nie, rozrywając serca rodziców i pobudzając do pytań: „Dlaczego ja? Dlaczego my? Dlaczego dziecko? Gdzie jesteś Boże?”

Jako rodzice odczuwaliśmy najgorszego rodzaju uczucia, obserwując naszego najstarszego syna, który jest upośledzony, jak przechodził przez liczne operacje, udar, i będąc całkowicie bezsilni, nie mogąc w żadnym z tych przypadków pomóc mu w żaden sposób, nie wspominając o bezsilności w uzdrowieniu jego pierwotnego uszkodzenia mózgu, który został wywołany brakiem tlenu w czasie porodu. Spowodowane to było owinięciem się pępowiny wokół jego szyi i związania jej w ciasny węzeł i dlatego, że nie zostało wykonanie cesarskie cięcie we właściwym czasie. Właśnie wtedy rodzice zwracają się do Boga po pomoc i często wygląda na to, że odpowiedzi brak.

Wielu z nas wychowało się w takim odłamie wiary, która czyni z Boga Absolutną Odpowiedź na wszystko. Słyszymy przesłanie mówiące, że On uzdrowi, będzie błogosławił materialnie, że zbawi całą rodzinę, że będzie zbawiał, uzdrawiał i chronił, lecz nie zawsze tak się dzieje, jak to widzimy w Słowie i realnym życiu.

Ta rzeczywistość jest przedstawiona w 11 rozdziale Listu do Hebrajczyków, często wynoszonym jako „panteon chwały”. W połowie tego rozdziału i pod koniec autor mówi nam, że „Wszyscy oni poumierali w wierze, nie otrzymawszy tego, co głosiły obietnice, lecz ujrzeli i powitali je z dala; wyznali też, że są gośćmi i pielgrzymami na ziemi” (w. 13).

Przeżyłem to, co szczególnie rodzice chorych czy upośledzonych dzieci przeżywają, oglądając obietnice z daleka, lecz niezrealizowane w tym życiu.

W przeciwieństwie do tych, którzy mają „normalne” dzieci, musimy przygotować się na to, że my i nasze dzieci umrzemy w wierze, nie otrzymawszy tych obietnic. To sprawia, że jesteśmy „nienormalni” i różnimy się od naszych przyjaciół jak i rozszerzonej rodziny – często też zastanawiamy się, jaki jest cel tego, jak jest plan.

Oczywiście, otrzymaliśmy największą obietnicę, Jezusa Chrystusa, lecz możemy skończyć tak jak ci bohaterowie z 11 rozdziału Listu do Hebrajczyków, którzy umarli nie oglądając spełnienia obietnicy, którą był On. Otrzymali je w niebie, nie na ziemi. Gdy rodzą się dzieci i coś idzie strasznie źle, a Bóg wydaje się być odległy, musimy wiedzieć, że On wygładzi wszystko na końcu, lecz będzie przechodził z nami i naszym dziećmi przez dolinę cienia śmierci. Nie zabierze nas z tej doliny, będzie szedł z nami. To jest wiara.

Rodziny bez Boga

Continue reading

Codzienne rozważania_21.02.2017

3J 2
UMIŁOWANY! MODLĘ SIĘ O TO, ABY CI SIĘ WE WSZYSTKIM DOBRZE POWODZIŁO I ABYŚ BYŁ ZDRÓW TAK, JAK DOBRZE SIĘ MA DUSZA TWOJA.

Wówczas stosowaną powszechnie praktyką było wyrażanie na początku listu przypuszczenia, będącego jednocześnie życzeniem, że adresatowi wiedzie się pomyślnie. Ale list do współbrata w wierze może wyrażać coś więcej niż jedynie „mam nadzieję” czy też „chciałbym”; widzimy tutaj słowa modlę się. Modlitwa za naszych przyjaciół może obejmować każdy aspekt ich życia. Tak więc modlitwa Jana dotyczy zarówno fizycznego zdrowia Gajusa jak i jego ogólnego samopoczucia. Aby ci się we wszystkim dobrze powodziło. Gajusowi dobrze wiedzie się duchowo i Jan pragnie, by jego fizyczne samopoczucie dorównało postępom jego duszy. Czynione mimochodem uwagi nie tylko są interesujące same w sobie, pouczają nas również, jak zachować równowagę pomiędzy aspektem fizycznym a duchowym, równowagi, która charakteryzuje biblijne spojrzenie na życie w tym świecie. Czasem kładziono nacisk na negację świata, widząc w ciele główną przeszkodę dla czystego ducha, co przynosiło rezultaty w postaci ascetyzmu i umartwiania się. Takie zakazy „nie dotykaj, nie kosztuj, nie ruszaj” mają pozór mądrości w obrzędach wymyślonych przez ludzi, w poniżaniu samego siebie i w umartwianiu ciała, ale nie maja żadnej wartości, gdy chodzi o opanowanie zmysłów” – ostrzega Paweł w Liście do Kolosan 2:23. W Biblii nie ma żadnego wyraźnego podziału pomiędzy tym, co fizyczne, a tym, co duchowe. Jesteśmy w ciele. Nie ma żadnej korzyści z udawania, że możemy osiągnąć nieskończone stopnie duchowego wtajemniczenia, podczas gdy Bóg uczynił nas z krwi i ciała. Nasza postawa wobec życia na tym świecie powinna być pozytywna, charakteryzująca się oczekiwaniem, że Bóg będzie dla nas dobry i łaskawy, ponieważ wiemy, że taki właśnie jest Jego charakter. Jednak w żadnym razie nie powinniśmy nadużywać Jego dobroci czy też wyobrażać sobie, że ten świat jest ważniejszy od tego po drugiej stronie. Jest to smutne, że niektórzy chrześcijanie łatwo pozwalają schwytać się diabłu w pułapkę życia; roztaczając wokół cień pesymizmu, zdają się żyć w oczekiwaniu na jakieś wielkie nieszczęście. Jeśli mają się dobrze i powodzi się im, uważają, że z pewnością nie będzie to trwać długo. Jeśli zachorują i popadną w zniechęcenie, jest to dla nich dowód, że mieli rację. Nie można oprzeć się uczuciu, że taki życiowy pesymizm okrywa hańbą Boga łaski i miłosierdzia, do którego należą zarówno duszą jak i ciałem.
Pozdrawiam i życzę błogosławionego dnia.