Bojaźń Boża_1,2

Logo_FennC_2
John Fenn
Czytam i słyszę często powtarzane twierdzenie, że powinienem bać się Boga, lecz równocześnie ani kazania ani książki nigdy nie mówią mi, skąd to wziąć. Bojaźń Pana jest początkiem poznania i mądrości (Przyp 1:7), lecz co to jest? Wiem na pewno czym nie jest, ponieważ mnie czasami byłem zaskakiwany obserwując zachowanie ludzi, „którzy nie boją się Boga” (Przyp 9:10).

W tym cyklu omówię „pełną szacunku cześć/respekt” bądź „bojaźń Pańską”. Napiszę o tym, dlaczego tak jest, że ani kościół, ani społeczeństwo nie mają pojęcia o tym, co święte, o bojaźni Bożej, dlaczego nie mają szacunku do niczego zaczynając od życia nienarodzonych do życia tych, którzy nie zgadzają się politycznie czy doktrynalnie oraz o tym jak możemy zdobyć „bojaźń Bożą”.

Salomon

Pan objawił się Salomonowi dwukrotnie, co jest zapisane w 1Księdze Królewskiej 3:5-15 oraz 9:2-9. Za pierwszym razem Pan zapytał go czego chce, a on poprosił o „… rozumne serce, abym mógł sądzić twój lud, abym umiał rozróżniać między dobrem, a złem…” Pan w odpowiedzi zapewnił mu mądrość. Warunkiem utrzymania tej mądrości było to, aby Salomon chodził z Bogiem.

Za drugim razem Pan objawił mu się po poświeceniu świątyni. To objawienie miało na celu ustanowienie przymierza, które potwierdzało, że ktoś z rodziny Dawida będzie zawsze zasiadał na tronie Izraela, o ile jego potomkowie będą chodzić z Panem.

Dowiadujemy się jednak, że Salomon nie szedł za Panem. Jak czytamy: „Salomon postępował źle wobec Pana i nie wytrwał wiernie przy Panu jak Dawid, jego ojciec” (11:6) i dalej w wersie 9: „Toteż Pan rozgniewał się na Salomona za to, że odwrócił serce swoje od Pana, Boga izraelskiego, który mu się dwukrotnie ukazał”.

Skutkiem objawienia jest odpowiedzialność

Zwróćmy uwagę na to, że od Salomona wymagano odpowiedzialności. Pan rozgniewał się na niego, ponieważ ukazał mu się dwukrotnie, a jednak nie wpłynęło to na zachowanie króla. Ruszył dalej i, wśród innych grzechów, które czynił, składał ofiary innym bogom.

Dwukrotnie oglądanie Pana było objawieniem, które powinno było wywołać jakieś poczucie odpowiedzialności oraz powiązaną z nią pełną szacunku bojaźń Bożą. W końcu to on sam napisał Przypowieści 1:7 oraz 9:10 o bojaźni Pańskiej. Mimo wszystko, Salomon odwrócił się od tych objawień i nie zachowywał ich jako czegoś świętego, i czegoś, wobec czego miał się odpowiedzialnie zachowywać.

Tak więc, Salomon, składając ofiary innym bożkom, nie czuł bojaźni Bożej. Jeśli ktoś nie zachowuje osobistego objawienia w sercu i nie pozwala na to, aby ono wpłynęło na jego życie to taka postawa prowadzi do zatwardzenia serca, które traci wrażliwość na sprawy Boże.

Objawienie Boże zmienia życie – jeśli na to pozwolimy

Objawienie, które dokonało się w sercu Piotra, zmieniło jego życie (Mt 16:16-17) z chwilą, gdy ogłosił: „Ty jesteś Chrystus! Syn Boga żywego!” Jezus powiedział, że to Ojciec objawił mu ten fakt. Prawda jest taka, że Ojciec każdemu z nas pokazał, że Jezus jest Chrystusem, a my zareagowaliśmy na to.

Jaki proces doprowadził Piotra do tego objawienia? Tekst mówi, że ludzie, którzy chodzili z Jezusem, mówili o Nim, że może jest Eliaszem, może Jeremiaszem, może jakimś innym prorokiem wskrzeszonym z martwych. Piotr słyszał te wszystkie spekulacje, myślał o nich i gdzieś głęboko w sercu Ojciec pokazał mu przez Ducha Świętego, że Jezus jest Jego Synem. To samo działo się z tobą i ze mną – to Ojciec pokazał nam Jezusa a my, rozważywszy wszystkie inne 'głosy' i opinie, zareagowaliśmy.

Zaledwie dwa rozdziały wcześniej (Mt 14:27, Wyj. 3:14; Amplified Version)

Jezus przyszedł do nich idąc po wodzie i mówiąc (w grece): „Odwagi, JA JESTEM. Przestańcie się bać!” na co Piotr odpowiedział: „Panie jeśli to ty jesteś (ten JA JESTEM), to każ mi przyjść po wodzie!”

Z całą pewnością to doświadczenie z 14 rozdziału miało istotny wpływ na objawienie Piotra w rozdziale 16: Ty jesteś Chrystus, Syn Boga żywego!

Tak więc, widzimy, że objawienie przyszło przez osobiste doświadczenie Boga, a następnie również przez osobiste przemyślenia.

Zatwardziałe serca

W Ewangelii Marka 6:51-52, po tym, gdy Jezus wszedł do łodzi po wspólnym chodzeniu razem z Piotrem po wodzie, wiatr i fale nagle uspokoiły się, czytamy: „… a oni byli wstrząśnięci do głębi. Nie rozumieli bowiem cudu z chlebami, gdyż serce ich było nieczułe”.

Każdy z uczniów miał osobiste objawienie Jezusa, gdy rozmnażał żywności, a nawet brali w tym udział, ponieważ Pan wykorzystał ich do rozprowadzania tej żywności, a jednak nikt z nich nie zatrzymał się na chwilę, aby zastanowić się nad tym, co przeżyli – tak więc byli zdumieni ponad miarę, gdy zobaczyli, że Jezus chodził po wodzie.

Pomyślmy o tym przez chwilę – w tym krótkim czasie, między zachodem słońca, gdy weszli do łodzi, a 3-6 rano, gdy wiosłowali całą noc, gdy Jezus przyszedł do nich idąc po wodzie, z pewnością oczekiwano od nich tego, że przemyślą rozmnażanie, ponieważ, gdyby tak zrobili, jak mówi ten wers, nie byliby zdumieni, ani ich serca nie stwardniałyby.

Żyjemy w bardzo zaganianym świecie, a jednak oczekiwanie Boga, że zatrzymamy się natychmiast i zastanowimy nad objawieniem, które otrzymaliśmy, rozważymy cud, który otrzymaliśmy, jest takie samo.
Poświęć czas, zastanów się nad Nim, kultywuj odosobnienie. Zamilcz i wiedz, że On jest Bogiem.

Objawienie pochodzące od Boga jest przede wszystkim osobiste, a nie zborowe

W każdym przypadku objawienie Boże prowadzące do bojaźni/ szacunku Bożego w Piśmie, obejmuje objawienie na gruncie osobistym, a nie masowym. Utrzymywanie bojaźni Bożej w naszych sercach jest czymś osobistym – to pełna szacunku bojaźń wywołana świadomością, że Bóg jest Bogiem, a my pewnego dnia zdamy sprawę za siebie.

Każde tradycyjne zgromadzenie, spotkanie domowe czy choćby spotkanie z przyjacielem, aby się modlić, ma wypływać z głębokiego i bardziej osobistego chodzenia sam na sam z Bogiem. „Kościół” nie powinien być tam, gdzie udajemy się po objawienie, ponieważ to dzieje się na podstawie codziennego chodzenia z Nim. „Kościół” jest tylko częścią naszego życia, który tylko na, towarzyszy i w stosunku do naszego osobistego chodzenia i objawienia Go, ma uboczne znaczenie.

Skutkiem tego, że chrześcijanom brak jest prawdziwego objawienia, które jest wyłącznie wynikiem spędzania czasu z Panem, jest taki, że zwodzą sami siebie, myśląc sobie, że pójście na „dobre uwielbienie” czy „dobre nauczanie” to jest to samo, co doświadczanie Boga. Większość nie ma pojęcia o prawdziwym doświadczeniu tego, jaki Bóg rzeczywiście jest.

Podobnie jak ktoś usiłujący dostrzec szczegóły przez mgłę, ci ludzie wiedzą, że Bóg gdzieś tam jest, lecz większość nie chce poświęcić czasu, przebijać się i uczyć na własny użytek w domu, jak wejść do Jego obecności sam na sam; oni i On.

Zgromadzenie może doprowadzić do tego, że Jego obecność jest zbiorowo odczuwana, lecz objawienie, aby mogło zmieniać życie, musi płynąć z poziomu zbiorowego na osobisty. „Dobre nauczanie” może rezonować i wywołać ekscytację w duchu słuchacza, a tysiące mogą spisywać notatki nowych rzeczy, które ludzie dostrzegli w Słowie, lecz dopóki jednostka nie zastosuje tego objawienia osobiście, nic się nie zmienia.

LECZ: to, co zmienia życie to objawienie Boga, a nie OD Boga.

Playlista wspaniałych pieśni uwielbienia nic nie znaczy, jeśli przede wszystkim nie czcisz Boga w swym sercu bez akompaniamentu. Całe zeszyty pełne nauczania niczego nie znaczą, jeśli przede wszystkim nie stosujesz tego, z czym On zmaga się w twoim sercu, a co jest między tobą, a Nim.

Bojaźń Pańska – pełen szacunku respekt dla Boga – zaczyna się na osobistym poziomie. Nie chodzi tu tylko o objawienie, lecz o również o ten wysiłek, który wkładasz, aby to objawienie wsiąkło w serce i, w wyniku zastosowania objawienia, stało się częścią życia.

 

Cz. 2

Chris i „dziewczyna”

Byliśmy z Chrisem w dużym magazynie (Lowe) sprzedającym wszelkiego rodzaju narzędzia, oświetlenia, urządzenia i rupiecie, z których korzysta się w domu. Mamy taki zwyczaj, że Christ, siedząc na wózku inwalidzkim, łapie uchwyt wózka, po czym ja idę na przód wózka i ciągnę wózek sklepowy i Christa za sobą. Wyglądamy jak pociąg toczący się wzdłuż alejek i znają nas z tego, że sprzątamy z półek towar, który Chris zmiata ramieniem z półki, gdy weźmiemy zbyt duży zakręt na rogu i (p. zdjęcie).

Tego szczególnego dnia wyjechaliśmy zza rogu, za którym stała para w wieku co najmniej 75 lat w miejscu, na którą właśnie miał się wtoczyć wózek Chrisa. Chris, wynurzając się zza roku, zobaczył ich i krzyknął do kobiety: „Ej, dziewczyno, oto nadjeżdżam, wybacz mi!”

Zorientowali się na czas, a gdy przejeżdżał mijając ich o centymetry, powiedział: „Przepraszam, dziewczyno, dobra robota, dziękuje!” Wszystko działo się w tempie spokojnego marszu, dla Chrisa był to czas samochodowego rajdu a on był kierowcą.

Kilka minut później, załatwiwszy tutaj nasze sprawy, ruszyliśmy naprzeciwko do Walmartu, dokąd wysłała nas Barbara z listą zakupów do wykonania. Kiedy zawijaliśmy na kolejnym rogu, ponownie wpadliśmy na to samo małżeństwo, a Chris po raz wtóry zawołał do kobiety: „Ej, dziewczyno, uważaj! Oto nadchodzę!” W tym momencie, mąż przywitał Chris:
„Czy nie spotkaliśmy się już, młody człowieku?” po czym, wyciągając o mnie rękę, powiedział: „Robicie dobrą robotę, dobrą robotę”,. „To wspaniały młody mężczyzna. Bardzo dawno już nikt nie nazywał mojej żony „dziewczyną”, uśmialiśmy się serdecznie. Dzięki”. Chris, widząc jak potrząsam jego rękę, wyciągnął swoją, pytając: „Mogę podać ci rękę, sir?”

Po czym powiedział: „Dziękuję panu, musimy teraz iść dalej. No, tato, wyścigi samochodowe, jedziemy!' Zaczął naśladować dźwięk samochodu ruszającego z boksu i pojechaliśmy dalej. Kolejny raz byłem zdumiony tym, że Chris pobłogosławił kogoś, nie wiedząc o tym i tym, jak łaskawie został potraktowany przez to małżeństwo. Wszystko odbyło się we wzajemnym szacunku. Z jednej strony: Chris zwracając się do nich tak grzecznie jak tylko potrafił, a z drugiej, oni, uznając jego pełne szacunku i dobre serce.

Ale mówiłem…

o bojaźni Bożej i o tym, jak głęboki szacunek i pełna czci bojaźń Boża zaczyna się od Jego

objawienia. W czasie porodu Chrisowi zawiązała się pępowina wokół szyi, co spowodowało, że obecnie, gdy to piszę, w wieku 34 jest lat umysłowo na poziomie 4latka.

Ma jednak więcej objawienia Bożego niż większość „normalnych” wierzących. Pewnego dnia przyczołgał się do nas po korytarzu mówiąc: „Tato! Tato! Wiesz, co mi Jezus powiedział?” Odpowiedziałem: „Nie, Chris, co ci powiedział?” „Powiedział, że pewnego dnia będzie chodził ze mną po górach. Tak, dokładnie tak powiedział. Yahoo! To właśnie mi powiedział! On będzie chodził razem ze mną po górach!”. Śmiał się i chichotał do siebie.

Miałem takie nawiedzenia Pana, przy których był obecny również Chris. W jednym przypadku, gdy byliśmy z Chrisem na chrześcijańskim koncercie, Pan przyszedł do mnie, stanął po lewej stronie krzesła i przez kilkanaście minut nauczał mnie na temat uzdrowienia, podczas gdy Chris siedział w wózku inwalidzkim po mojej prawej stronie. Mimo wszystko, nie zdarzyło się ani razu, aby podczas takich wizytacji, a pierwszą miałem w kwietniu 1986 roku, powiedział cokolwiek o jego uzdrowieniu.

W przeciwieństwie do mnie, wiara Chrisa jest taka, że ma on czekać, aż dostanie się do nieba i wtedy będzie mógł chodzić z Jezusem. Mówi tak: „Gdy pójdę do nieba zamierzam biegać” i inne tego typu rzeczy. W takim miejscu jest jego wiara i Jezus nigdy nie dał żadnej wskazówki, że będzie pracował wbrew jego wierze. Chris ma głęboki szacunek dla Pana, który w dziecięcej prostocie wynika z objawienia, które ma. On jest Bogiem, a Chris nie, lecz On jest jego przyjacielem. Proste.

Za każdym razem, gdy przejeżdża karetka czy straż pożarna pędząc na miejsce wypadku, zawsze, gdy mija nas ktoś smutny czy samotny, bądź w jakimś innym stanie, który Chris zauważa, w pierwszej reakcji łapie mnie za rękę i mówi: „Lepiej pomódlmy się” i tak robimy. Jego najlepszy przyjaciel z grupy opieki to młoda kobieta, córka pary misjonarzy, którą Chris zawsze pociesza, gdy jest zmartwiona: „W porządku Franki, Jezus jest z nami, pozwól, że się pomodlę o ciebie”.

Szacunek dla innych jest naturalnym wynikiem objawienia Boga, ponieważ w ramach bojaźni Bożej mieści się szacunek dla tych, których On stworzył na Swój obraz i podobieństwo.

Przeciwność: z brakiem bojaźni Bożej związany jest brak odpowiedzialności jednych względem drugich i względem Niego, w sensie luźnej swobody prezentowanej wobec spraw Bożych, zwodzenie samego siebie, które racjonalizuje grzech oraz światowy sposób życia jednostki, kościoła, czy narodu.

Dama z „Sonic”

Byliśmy z Chrisem w lokalnej restauracji zwanej „Sonic”, gdzie staliśmy w kolejce. Te restauracje wzorowane są na klasycznej amerykańskim drive-in z lat 50tych. Wjeżdża się na miejsce, gdzie znajduje się menu, uruchamia przycisk, po czym ktoś z wewnątrz zabiera zamówienie, a po kilku minutach ktoś zwany „car hop” dostarcza w ciągu kilku minut zamówienie. W naszym rejonie ci ludzie poruszają się na rolkach. Niemniej, akurat w tym Sonicu była kolejka i oczekiwaliśmy pod okienkiem na nasze zamówienie.

W tym czasie zauważyłem w stojącym przed nami samochodzie klientkę, która zatrzymała się przy dwóch kontenerach na śmieci na końcu tej nieruchomości, tuż przed wyjazdem na główną ulicę. Pobyt w 'drive-in' oznacza, że spożywasz jedzenie w samochodzie, więc kosze na końcu znajdują się tam dla wygody klientów, aby przed wyruszeniem w dalszą drogę wyrzucić resztki pozostałe po jedzeniu.

Ta młoda niewiasta przed nami zatrzymała się przy koszach i zamiast wyrzucić resztki z jedzenia, zaparkowała samochód, wyszła i zaczęła opróżniać auto ze wszystkich śmieci zaczynając od tylnego siedzenia, przez podłogę, zapełniając wszystkim, co znalazła, a co nie pochodziło z restauracji cały jeden kosz

Obserwując to, pomyślałem sobie: „Ona nie rozumie, po co są tutaj umieszczone, a jeśli wie to nie obchodzi jej to. Gdzie jest szacunek do tego, co dobre, a co złe? Najwyraźniej nie ma ona bojaźni Bożej. Zastanawiam się, w co ona wierzy? Dlaczego nie wie o tym, bądź nie szanuje oczywistego powodu, dla którego te kosze tutaj są? Dlaczego nie ma na tyle wewnętrznej dyscypliny, aby nie nadużywać ich?”

Społeczeństwo

Wszędzie, gdziekolwiek się rozejrzymy nie ma szacunku dla prostych zasad, takich jak ta powyżej, nie ma szacunku dla ludzkiego życia. Czy to dotyczy narodu przekraczającego granice innego, nie szanując jego suwerenności, czy to członków ISIS, który zabijają każdego muzułmanina bądź „niewiernego', który nie wierzy dokładnie tak samo, jak oni, nie ma bojaźni Bożej w dużej części tego świata.

Dobrze, że wyczerpuje mi się miejsce, bo mówiłbym jeszcze o rozłamach w kościele spowodowanych kolorem dywanu, o pastorach nazywających tych, którzy opuścili ich kościół, ludźmi będącymi pod wpływem, bądź mających diabła, o chrześcijańskich przywódcach, którzy romansują ze swoimi sekretarkami czy liderami uwielbienia, po czym, nagle… wszystko jest w porządku… a gdzie jest bojaźń Boża między wierzącymi?

Odpowiedź jest taka: otrzymanie objawienia Go jako Boga, wymaga osobistego chodzenia z Nim. Musi to być taki marsz, w którym człowiek nie chce niczego w zamian – jest po prostu pochłonięty miłością Bożą dla samego Boga. Pierwszy rozdział Listu do Rzymian mówi o tym, że dla tych, którzy chcą mieć pokorne i szczere serce, atrybuty Boga, mogą być dostrzeżone nawet w naturze, co jest najbardziej podstawowym objawieniem Boga.

Kiedy widzę miłośników natury, którzy uznają, że Bóg jest Stwórcą, to myślę, że są oni bliżej królestwa Bożego niż wielu stojących za kazalnicami i siedzących w ławach.

Bóg nie jest intelektem, abyś mógł wymyślić bojaźń Bożą. On jest Duchem, jest Świętym, musi więc być poznany w ludzkim duchu. To tam Bóg jest objawiany i tam kształtuje się pełen szacunku respekt i honor dla Niego i wszystkiego, co stworzył.

Następnym razem nowy temat związany z tym – mentalność porwania, a do tej pory

dużo błogosławieństw

John Fenn

email me at cwowi @   aol.com

 

One comment

  1. Bardzo dobry artykuł i jakże na czasie.
    Chciałbym dodać tylko, że wielu chrześcijan, czy może ludzi chodzących do kościoła myli „strach przed Bogiem” z „bojaźnią Bożą”.
    My Polacy w szczególny sposób jesteśmy „zastraszeni” złym Bogiem.
    Wynika to z katolickiej religii, która poprzez swoje wielkie budowle sakralne stwarza wrażenie , że po wejściu do wnętrza człowiek czuje się malutki jak mrówka, a straszny wielki bóg zaraz zmiażdży nas nogą.
    Do tego dochodzą czarne szaty jego”sług” i człowiek musi się go bać.
    Kiedy byłem dzieckiem , mój tata reagował na moje i mego brata wybryki.
    Był człowiekiem, który nie ograniczał się do stwierdzenia „nie wolno”
    Jego reakcja polegała na tym, że tłumaczył nam jakie skutki może przynieść nasze dziecinne , bezmyślne zachowanie.
    Do dziś pamiętam jego rady.
    Stał się dla mnie wielkim autorytetem.
    Nigdy nie bałem się mojego taty.
    Kiedy odszedł z tego świata, otrzymałem najwspanialszy dar mojego
    życia , mianowicie Ojca Niebiańskiego.
    Zdałem sobie sprawę, że w pełni i ponad to, zastąpił mi mojego ojca ziemskiego.
    Darzę Go szacunkiem i wiem, że mam Przyjaciela, który mnie nigdy nie zawiedzie.
    Ale jednocześnie nie boję się Go.
    Wszak to mój Ojciec, który mnie kocha, który chce by mi było w życiu dobrze.
    Bojaźń Boża, to nie strach, to szacunek, podziw i zaufanie na jaki zasługuje mój Doskonały Ojciec.
    Niech Go się boją ci, którzy zdecydowali się przeciwstawić Stwórcy Wszechświata, bo :” STRASZNA TO RZECZ WPAŚĆ W RĘCE BOGA ŻYWEGO !!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.