Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

Stan_24/25.05.2019

Przez lata goniłem za  złudnym „czymś”,  czego można się było domagać. „Przyjdź Duchu Święty!” – takie było wołanie naszego uwielbienia. Zdaje się, że nigdy nie zwróciliśmy uwagi na to, że On już przyszedł. Myślę, że potrzebna nam była ta pogoń za Jego  obecnością, po to, abyśmy odkryli, że Boza obecność nie jest czymś, co się osiąga, jest to po prostu coś, co rozpoznajesz jako Jego  obecność stale otaczającą nas „będąc całkowicie oczywistą przez to, co zostało stworzone,… tak, że nie mamy wymówki” (Rzm 1:2).

To do czego tęsknimy to spotkanie z Bogiem, a obecność Jego Ducha umożliwia spotkanie. Dążenie do sensu jest po prostu rozpoznaniem Boga, ponieważ systemy prawdy nigdy nie zaspokoją naszej tęsknoty do sensu istnienia. Wraz z Jego obecnością całe życie zostaje nasączone znaczeniem.

Tylko w Jego obecności jesteśmy w stanie spotkać się z czymkolwiek bądź kimkolwiek. Inni mogą być dla nas obecni, lecz nie zwrócimy na to uwagi, dopóki nie będziemy obecni sami. To samo dotyczy Boga, Myślę, że naszym największym problemem z rozpoznawaniem Jego obecności jest nasza chęć do „bycia” obecnym. Jeśli „nigdy nas nie porzucił ani nie opuścił” to iluzja Jego nieobecności może być tylko po naszej stronie. Historycznie rzecz biorąc wolimy moralne osiągnięcia, kościelne nabożeństwa i biblijne studia aby osiągać świadomość. Zostaliśmy przekonani, że Bóg pojawi się, gdy wszystkie te zewnętrzne warunki, które musimy spełnić mając grupę ludzi, muzykę i namaszczonego lidera uwielbienia, modlitwy, płaczu i wykrzykiwania. Im bardziej „niesamowite” to się staje tym bardziej prawdopodobne, że Bóg pojawi się. Tak więc, kościelne nabożeństwa stały się substytutem, bądź jedynym środkiem do odczucia Jego obecności. Bądź, tak myśleliśmy.

W końcu, nie możemy kontrolować obecności Boga bardziej niż wiatru. W rzeczywistości: „wieje dokąd chce, a ty nie wiesz, skąd przychodzi ani dokąd idzie”(J 3:8). Faktycznie obecność jest tak bardzo poza naszą kontrolą, że nie jesteśmy nawet w stanie nadać jej jakiejś definicji.

Jedno, co wiem na pewno, to fakt, że Jego obecność wymaga przestrzeni. W przeciwieństwie do zdobywania jej, musisz pozwolić Duchowi dostać się do ciebie. Odkryłem, że bez względu na to, do czego tęsknisz, musisz zrobić na to miejsce. Musisz uporządkować sam siebie i być gotów na usunięcie tego, co magazynowałeś wewnątrz od dłuższego czasu, sądząc, że jest to coś wartościowego, choć pożytku z tego nie ma żadnego już od dawna. Stać się duchowym „minimalistą” to, moim zdaniem, najlepsza droga do życia w stale wzrastającej świadomości obecności, spotkania i przemiany. Da to niezbędną wewnętrzną przestrzeń i spokój do tego, abyś został pochwycony przez prawdę, która wychodzi „poza zrozumienie” umysłem, lecz jest w pełni rozpoznawana przez duszę (Ef 3:20).

Czym jest to dziwne coś, co nazywam „obecnością”. Zajmę się tym jutro. W międzyczasie czytajcie Izajasza 54 i zwróćcie szczególną uwagę na wers 2.

O co nam chodzi, gdy rozmawiamy o „obecności”? Obecność jest czymś, co zaprasza nas do zaangażowania się w pewien aspekt aktualnej chwili. Redukuje odległość między nami i tym, cokolwiek zauważymy w tej chwili. Odczuwamy połączenie, nawet jeśli nie jest to pozytywne połączenie, lecz w tym momencie, nie stoimy już patrząc do wewnątrz, lecz znajdujemy się w środku, przeżywając chwilę. Jesteśmy uczestnikami, a nie widzami.

Zwróćcie uwagę na to jak smużka perfum jest w stanie wprowadzić nas w obecność umiłowanego(ej). Podobnie jest z pieśnią, która potrafi przyciągnąć do chwili czasu, zdarzenia, przeżycia. Udało mi się rozwinąć wrażliwość na to czy ktoś niesie ze sobą pozytywną czy negatywną energię, nawet jeśli jestem w pobliżu po raz pierwszy. Atmosfera, która jest w nas wydobywa się na zewnątrz, nawet jeśli staramy się to zamaskować. Jestem bardzo cierpliwy wobec tego, co „rzeczywiste/prawdziwe”, lecz bardzo źle toleruję pozorowaną sprawiedliwość własną.

Czasami ta obecność kogoś innego zwraca naszą uwagę i domaga się naszej własnej obecności. Pismo opowiada nam o tym, jak Jezus nauczał w świątyni, a ci, którzy słuchali Go, byli zdumieni, ponieważ „nauczał jako moc mający” (Mk 1:21-28). Co było podstawą tego autorytetu? Nie był to wygładzony przekaz, pewność siebie, cecha osobowości czy bardzo dobrze wykształcone zdolności oratorskie. Była to moc obecności.

Zacząłem rozpoznawać tą obecność wiele lat temu, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, co przeżywałem. Byłem zbyt „wprawiony w osłupienie” przez ludzi, nawet czasami bardzo nie-znaczących, ich tryskającym autorytetem. Wydawało się, że są całkowicie obecni w danej/obecnej chwili i całkowicie wolni od zaabsorbowania, osądów, rozpraszania, niepokoju i jakiejkolwiek stronniczości. Zawsze w ich obecności czułem się zarówno komfortowo jak i równocześnie zaniepokojony. Tacy ludzie nawet nie muszą niczego mówić, aby mieć ten autorytet, ponieważ nie jest to coś, co oni robią, lecz to, kim są. Zauważyłem jedną rzecz, mianowicie to, że kiedykolwiek jestem w obecności takiego kogoś, nigdy już nie jestem taki sam, jako że doświadczenie autentycznej obecności i autorytetu służy pogłębieniu mojej własnej obecności. Prawdziwy autorytet/moc jest niezwykle fascynujący dlatego, że tak bardzo różni się od rozcieńczonej, pełnej uprzedzeń, egoistycznej energii, do której jesteśmy przyzwyczajeni u sobie i u innych.

Prawdziwa obecność zajmuje miejsce na długo zanim ty to zrobisz i trwa długo po tym, kiedy wyjdziesz. Ściany między ego a innym słabną i często znikają prowadząc do wspólnej jedności. Jest to tak euforyczne, że wydaje się nierealne, lecz tak naprawdę jest bardziej rzeczywiste niż wszystko, cokolwiek było chwilę wcześniej. Osobowość się posiada, lecz obecność może promieniować z przepełnionego serca. Ostatecznie, na dziś, to wiem na pewno, że tej obecności nie da się nigdy zrozumieć, lecz można ją głęboko poznać.

1. Jezus – wersja 1.01


John Fen

Tłum.: Tomasz S.

Odkąd stałem się uczniem Pana, coraz częściej widzę wierzących, którzy myślą, że są dojrzali, z powodu obfitości dostępnych nauczań, które znają oraz z powodu tego, co myślą, że wiedzą. Jednak wierzący ci nie czynią podstawowych rzeczy, których nauczał Jezus, a co nazwałbym ‘Jezus – wersja 1.01.’ czyli chrześcijańskie podstawy. Są oni obłudnikami najwyższego rzędu, ale jak w przypadku większości hipokrytów, nie dostrzegają własnej hipokryzji.

Na przykład wielu z nas doświadczyło bycia wyrzuconym z kręgu znajomych na Facebooku. A jeśli uczęszczasz do jakiegoś kościoła to na pewno doświadczyłeś tego na długo przed pojawieniem się Facebooka 😊. Człowiek wyrzucający cię spośród swoich znajomych w kościele, czy też na Facebooku,  jest najlepszym przykładem osoby która myśli, że jest dojrzała, ale w rzeczywistości  jest niemowlęciem w Chrystusie.

Co robisz w sytuacji, gdy ktoś w kościele kończy z tobą przyjaźń lub blokuje cię w mediach społecznościowych?

Polecenie Jezusa: Celem jest prawie zawsze pojednanie

Jezus powiedział w Mat.5:23-24 „Jeślibyś więc składał dar swój na ołtarzu i tam wspomniałbyś, iż brat twój ma coś przeciwko tobie, zostaw tam dar swój na ołtarzu, odejdź i najpierw pojednaj się z bratem swoim, a potem przyszedłszy, złóż dar swój.

W Mat.18:15 powiedział, że jeśli brat twój zgrzeszył przeciwko tobie, idź do niego na osobności i pojednaj się z nim.

To są podstawy – Jezus wersja 1.01. Paweł i Jakub podkreślili to samo w Gal.6:1-3 oraz Jak.5:16, mówiąc, aby szukać pojednania z kimś, kto zgrzeszył przeciwko nam oraz, aby wyznawać nawzajem swoje błędy i modlić się o siebie nawzajem, aby relacja została uzdrowiona.

Przez wszystkie listy Nowego Testamentu widzimy przykazania, aby się nawzajem tolerować, aby kochać i przebaczać, starać się zachowywać jedność Ducha w pokoju, i wiele innych. Celem jest zawsze pojednanie.

Jedynym powodem, gdy nie musisz się starać dalej szukać pojednania jest to, gdy druga osoba upiera się, że ma rację i nie chce pójść na kompromis, albo gdy osoba powoduje podziały, wszczyna kłótnie i czyni krzywdę, albo odmawia pojednania, idzie dalej w grzech lub głosi błędne nauki (Mat.18: 15-20, Gal.6: 1-6, Rzym.16: 17-18, II Tym.2: 25-26)

Continue reading

Poszanowanie Bożych zasad_4

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.

Podstawowym powodem okazywania Bogu braku szacunku jest brak objawienia kim Bóg jest.

Jezus – miejscowy chłopak

W Mar. 6: 1-6 czytamy historię, jak Jezus wrócił ze swymi uczniami do rodzinnego miasta i zaczął nauczać w synagodze. Kiedy ludzie Go usłyszeli dziwili się i pytali, skąd u tego miejscowego chłopaka taka mądrość?

„Czy to nie jest ów cieśla, syn Marii, i brat Jakuba, i Jozesa, i Judy, i Szymona? A jego siostry, czyż nie ma ich tutaj u nas? I gorszyli się nim”.

Oczywiście było to prawdą, że był to miejscowy cieśla. Prawdziwsze było jednak to, że był to Syn Boży wychowany w domu Józefa i Marii w ramach przygotowania do Jego ostatecznego celu. Jednakże ‘prawdę’ którą ludzie widzieli było tylko to, na co patrzyły ich oczy.

Wyrażenie „gorszyli się” to greckie słowo „eskandalizonto”, które oznacza „zastawić na drodze pułapkę”. Czyli można się potknąć i wpaść w pułapkę zgorszenia. Źródłem tego słowa jest „skandalon”, które oznacza wyzwalacz pułapki – tak więc całość układa się na obraz, że twierdzenia Jezusa, że jest kimś więcej niż miejscowym cieślą, była zapalnikiem dla ludności, który spowodował, że wpadli w pułapkę zgorszenia.„Czy to nie jest ów cieśla, syn Marii, i brat Jakuba, i Jozesa, i Judy, i Szymona? A jego siostry, czyż nie ma ich tutaj u nas? I gorszyli się nimWyrażenie „gorszyli się” to greckie słowo „eskandalizonto”, które oznacza „zastawić na drodze pułapkę”. Czyli można się potknąć i wpaść w pułapkę zgorszenia. Źródłem tego słowa jest „skandalon”, które oznacza wyzwalacz pułapki – tak więc całość układa się na obraz, że twierdzenia Jezusa, że jest kimś więcej niż miejscowym cieślą, była zapalnikiem dla ludności, który spowodował, że wpadli w pułapkę zgorszenia.

W rozdziale 4 Ewangelii Mateusza widzimy szczegółowy opis pobytu Jezusa w Nazarecie. Widzimy go przemawiającego w synagodze, przekazującego objawienie, że jest namaszczonym, posłanym aby uwolnić jeńców. Ludzie odrzucili to objawienie, wybierając zamiast tego zgorszenie. Trzymali się tylko tego, co wszyscy o Nim wiedzieli – że to syn cieśli. Ich zgorszenie było tak mocne, ze próbowali go nawet zrzucić z urwiska.

Zawsze mamy wybór

W Iz. 55: 7-9 widzimy, jak Pan zaprasza człowieka do pokuty, porzucenia swoich dróg i myśli i zwrócenia się ku wyższym Bożym drogom i myślom. To jest zaproszenie.

Przed zmianą myślenia zawsze pojawia się objawienie. Osobiste objawienie Boga prowadzi to okazywania szacunku Bogu i Jego prawom. Brak objawienia, kim Bóg jest, prowadzi do zgorszenia, tak jak to się stało z Jezusem w Nazarecie. Mówił o Bożych rzeczach jednak, ponieważ odrzucili objawienie, brakowało mu wiarygodności w ich oczach. On był kimś więcej niż tylko miejscowym chłopakiem. Odrzucili zaproszenie, by zwrócić się ku wyższym myślom i drogom i to sprawiło, że zaczęli Nim pogardzać.

W Jan.6:40 Jezus powiedział: „A to jest wola Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w niego, miał żywot wieczny…

Zauważ najpierw, że najpierw widzimy Syna, a potem dopiero wierzymy. Te początkowe „widzenie syna” to objawienie, oświecenie, to punkt w którym zdajemy sobie sprawę, że Jezus jest kimś więcej niż tylko człowiekiem.

W wersecie 44 Jezus kontynuował mówiąc, że człowiek nie może przyjść do Niego, jeśli Ojciec go nie przyciągnie. Dalej, w wersecie 45 wyjaśnia, jak człowiek jest przyciągany – „Napisano bowiem u proroków: I będą wszyscy pouczeni przez Boga. Każdy, kto słyszał od Ojca i jest pouczony, przychodzi do mnie.” Zanim ty czy ja uwierzyliśmy w Pana, otrzymaliśmy od Ojca objawienie kim jest Jego Syn.

To początkowe objawienie określane też jest oświeceniem i jest to proces trwający przez całe życie wierzącego. Paweł modlił się za wierzących w Efezie (ja też tak się modlę) w sposób zapisany Ef.1: 17-19: „aby Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam Ducha mądrości i objawienia ku poznaniu jego, i oświecił oczy serca waszego, abyście wiedzieli, jaka jest nadzieja, do której was powołał…” Objawienie otrzymane od Ojca trwa przez całe życie.

Czy w tym trwamy?

Wydaje mi się, że jednym z powodów tego, że nie widzimy znaczącej zmiany w życiu tak zwanych „wierzących”, którzy jednego dnia, podczas nabożeństwa, podnieśli rękę do góry, aby „przyjąć Jezusa” jest to, że podnieśli rękę, zanim otrzymali od Ojca głębokie i osobiste objawienie Jezusa.

Wielu „wierzących”, którzy podnieśli rękę, zrobiło to zgadzając się (w swojej głowie) z tym, że potrzebują „przyjąć Jezusa”, lub potrzebują zmiany swego życia czy też szukając odpowiedzi w życiu – zrobili to zanim doświadczyli osobistego oświecenia / objawienia od Ojca; zanim On ich pociągnął. Dlatego też ich życie niewiele się zmieniło. Oczywiście istnieją od tego wyjątki, jednak w wielu wypadkach jest tak jak mówię.

Badania wykazały, że tylko 6% tych, którzy w czasie krucjaty ewangelizacyjnej wystąpili do przodu, aby „przyjąć Jezusa”, nadal za Nim podążą rok później. Czy nie jest tak z powodu tego, że podjęli swoją decyzję na podstawie usłyszanych informacji zamiast w następstwie osobistego objawienia otrzymanego od Ojca?

Czyż nie pchamy ich do podjęcia tej decyzji zanim jeszcze Ojciec ich pociągnie, zanim pouczy, zanim przygotuje ich serce na przyjęcie Pana? Wydaje mi się, że tak się dzieje. Współczesne chrześcijaństwo bardzo cieszy się odnotowując kolejne „nawrócenia” jednak zaniedbuje pierwszy krok tego procesu, którym jest pouczenie, objawienie od Ojca.

Piotr powiedział „Tyś jest Chrystus, Syn Boga żywego” dopiero wtedy, gdy Ojciec mu to objawił (tak powiedział to Jezus). Najpierw otrzymuje się objawienie a potem następuje wyznanie (wiary).

To dzięki objawieniu otrzymanemu od Ojca, pouczeniu od Niego, porzucamy nasze ziemskie myślenie o Jezusie jako o cieśli z Nazaretu i przyjmujemy, że Jego roszczenie do bycia Synem Bożym jest prawdą. Ale będą też ludzie, którzy będą się z tobą spierać, obstając się przy swoim ziemskim (niższym) postrzeganiu rzeczy. Będą odrzucać wyższą prawdę.

Równia pochyła

W Rzym.1: 20-28 Paweł pokazuje najbardziej podstawową formę objawienia otrzymanego od Boga – że można Go dostrzec w stworzeniu jako Stwórcę. Mówi, że niewidzialne atrybuty Boga mogą być oglądane w naturze. Jednak mimo tego, niektórzy „poznawszy Boga, nie uwielbili go jako Boga i nie złożyli mu dziękczynienia, lecz znikczemnieli w myślach swoich, a ich nierozumne serce pogrążyło się w ciemności.”

Odwrócenie się od objawienia sprawia, że ludzkie procesy myślowe schodzą w dół po równi pochyłej. Odrzucając Boga, odrzuca się człowieka, który został stworzony na Jego obraz. Z tego powodu niektórzy ludzie nie umieją już dyskutować odmiennych pomysłów i koncepcji bez atakowania drugiej osoby. Bez szacunku dla Boga nie mają szacunku dla bliźnich.

Jako chrześcijanie mamy objawienie Ojca. Z tego powodu powinniśmy być ludźmi, którzy szanują innych najbardziej, nie patrząc na to czy inna osoba jest chrześcijaninem, czy nie, bo przecież otrzymała dar życia od Ojca i nawet z tego powodu należy się jej się szacunek. Wybierzmy wyższe drogi i myśli Ojca, szukajmy Go aby otworzył nam oczy naszego zrozumienia – ale On uczyni to tylko dla tych którzy kochają podążanie za otrzymanym objawieniem. Szacunek dla Boga i Jego praw automatycznie prowadzi do okazywania szacunku innym ludziom i Jego stworzeniu

Stan_24.05.2019

Stan Tyra
Chciałbym dziś zakończyć ten cykl postów dotyczących narcystycznego zachowania; czym jest, jak wpływa na nas, pokazując kilka sposobów jak się w tym poruszać. Przepraszam za większą niż zwykle długość tekstu, lecz chcą podsumować posty z tego tygodnia.

Wszyscy patrzymy na życie i interpretujemy je przez okulary własnych doświadczeń. Jest nadzieja na to, że w miarę jak nabieramy świadomości tego, kim jesteśmy w Chrystusie i kim jest Chrystus w nas, zaczniemy patrzeć na życie z perspektywy Chrystusa, a mniej szukać Chrystusa.

Narcyz również postrzega życie przez okulary, które wpływają na to, jak widzi życie, lecz ma coś jeszcze więcej: nie tylko okulary, lecz również pryzmat, który rozszczepia światło i zniekształca wszelkie docierające dane, które mogłyby grozić jego ego. Znaczy to, że nigdy nie jesteś w stanie kontrolować tego, w jaki sposób ktoś mające takie cechy będzie postrzegać ciebie czy też w jaki sposób napadnie na ciebie, aby chronić siebie przed swymi własnymi wewnętrznymi słabościami.

Narcyz stale zrzuca czy projektuje niechciane części siebie na innych i zachowuje się tak, jakbyś to ty je sam posiadał. Jest to proces podświadomy zarówno w przypadku zrzucającego (śmieci), jak i tego na którego są zrzucane. Wielu staje się narcyzami w tym procesie, ponieważ ten drugi przyjmuje projektowane na niego cechy narcyza i przypisuje je sobie również jako sposób chronienia siebie.

Continue reading

Ludobójstwo chrześcijan osiągnęło alarmujący poziom

Raymond Ibrahim
05/28/2019

Prześladowania chrześcijan „niemal na poziomie ludobójstwa” – to tytuł informacji BBC z 3 maja, cytujący długie fragmenty badania zleconego przez Brytyjskiego Sekretarza Spraw Zagranicznych, Jeremy Hunta i przeprowadzonego przez Philipa Mounstephen, Biskupa Truro. 
(Biskup Truro jest ordynowanym (biskupem) Kościoła Anglikańskiego, Diecezji Truro w prowincji Canterbury – przyp. tłum.)

Według informacji BBC na świecie  z powodu religijnych prześladowań cierpi co trzecia osoba, przy czym chrześcijanie są „najbardziej prześladowaną religijną grupą”; „w niektórych częściach świata religia jest na granicy zaniku”, a „w niektórych regionach poziom i natura prześladowań prawdopodobnie zbliża się do granicy wyznaczonej przez międzynarodową, zaakceptowaną przez Narody Zjednoczone, definicję ludobójstwa”.

Brytyjski sekretarz spraw zagranicznych, Jeremy Hunt, cytuje również to, dlaczego zachodnie rządy „przesypiają – jego słowo – sprawę tej nabierające siły epidemii: „Myślę, że mamy tu do czynienia z niewłaściwie skierowaną obawą, że mowa o religii [chrześcijaństwie] ma jakiś kolonialny wydźwięk, ponieważ towarzyszyło ono kolonialnym władzom, a nie krajom, które były podbijane jako kolonie. Być może z tego powodu występuje brak swobody w mówieniu na ten temat – rola misjonarzy zawsze była kontrowersyjna i, sądzę, że również prowadzi do tego, że ludzie trzymają się z daleka od tego tematu”.

Jakakolwiek jest wartość takiego myślenia, jest faktem, że wielu z najbardziej prześladowanych chrześcijan nie ma nic wspólnego z kolonializmem i misjami. Na przykład, spotykający się z największym zagrożeniem ludobójstwa – w tym syryjscy i iraccy Asyryjczycy oraz egipscy Koptowie – byli chrześcijanami na wiele wieków przed tym, gdy pradziadowie europejskich kolonizatorów stali się chrześcijanami, a co dopiero misjonarzami.

Continue reading

Stan_22/23.05.2019

Stan Tyra

W Piśmie mamy liczne przykłady narcystycznych zachowań, lecz Piotr i starszy brat z 15 rozdziału Ewangelii Łukasza są łatwi do rozszyfrowania. Narcystyczne cechy Piotra rzucają się w oczy, więc chciałbym się zając dziś starszym bratem. W przypadku każdego narcyza  zawsze są dwie bliskie sobie tendencje, tj.: zazdrość i uprawnienie.

Narcystyczna potrzeba wyższości trafia na przeszkodę zawsze, gdy wygląda na to, że ktoś inny ma coś, czego jemu brak. Ten brak wywołuje zazdrość, która z kolei wywołuje wstyd. Jaki jest wtedy ulubiony sposób radzenia sobie z takim atakiem na pouczcie wyższości? Wzgarda. Ten taki-a-taki nie zasługuje na to! Pojawia się cała litania innych słabości i powodów, dla których narcyz nie znosi ich. Może to odbywać się jako wewnętrzny dialog, lecz nie ma to znaczenia. Zazdrość jest w to w pełni zaangażowana. Celem poniżania, krytyki innej osoby jest w istocie to, aby narcyz, porównując się z nią, odzyskał swoją wyższą pozycję. Niemniej, wszyscy wyrzekają się zazdrości.

Zazwyczaj pogarda jest werbalizowana, lecz może przyjmować również inne sposoby wyrazu.

Jedną z charakterystycznych cech, którą może nie być rozpoznawana jest zamaskowanie skrajnej chwały i podziwu, po których następują uwagi pomniejszające siebie. Oto przykład tego, który często słyszę: „Stan, jesteś znakomitym pisarzem i nauczycielem. Bardzo cenię ludzi, którzy potrafią w taki sposób komunikować się. Ja to nie potrafię razem poskładać dwóch zdań, lecz nikt bardziej niż ja nie nie potrafi doceniać obdarowanych nauczycieli”.

Używa się w ten sposób pochlebstwa do umieszczenia siebie w pozycji wyższości po to, by uciszyć to, co uważa się za brak. Zwróć uwagę na zwrot: „  … bardziej niż ja”. Kolejnym narzędziem do pokonania wstydu są uwagi pomniejszające siebie. Jeśli, na przykład, ktoś uważa, że inna osoba jest piękniejsza, może powiedzieć: „jestem taki(a) szpetny(a)”. Jest to strategiczne narzędzie służące pozyskaniu komplementu, dzięki czemu lepiej się czuje. Porównywanie siebie, które wywołuje to uczucie jest dalej w pełni obecne, zatem postrzegane jako coś rzeczywistego.

Zazdrość jest tak powszechnym problemem ludzkości, że jest wymieniana wielokrotnie w Piśmie, w tym również w Dziesięciu Przykazaniach – „nie będziesz pożądał…” Pismo mówi nam również, że „a zawiść jest jak próchnica kości” (Przyp 14:30 Wydanie św. Pawła) i jest wymieniana wraz z gniewem i złością w Przyp 27:4: „Okrutna jest zapalczywość, straszliwy jest gniew, a kto może ocaleć wobec zazdrości?”. W 5 rozdziale Listu do Galacjan jest wymieniona wśród uczynków ciała. W Liście Jakuba 3:16 czytamy, że „gdzie jest zazdrość (i kłótliwość) tam niepokój i wszelki zły czyn”. Czy nie wygląda to na poważny problem? A jednak zaprzeczamy temu i traktujemy ją tak, jakby nie miała znaczenia. Powinna być uważana za pogardliwe nastawienie osoby sprawiedliwej we własnych oczach, czym rzeczywiście jest.

Ok! Zająłem się bardziej szczegółowo o zazdrości niż planowałem, lecz myślę, że trzeba o tym  mówić  i uciekać przed wypieraniem się jej. Jutro zajmę się tym dalej. Wrócę również do starszego brata Syna Marnotrawnego. A teraz, czemu by nie wrócić do ponownego przeczytania historii Ojca i dwóch braci, rozeznać zazdrość, przyczyny i skutki.
Pytaniem dla mnie na dziś jest: „Czy ja nie jestem taki?”

Continue reading

STan_20/21.05.2019

Chcę zacząć dziś nowy cykl postów, które nazwę: „Tu w ogóle nie chodzi o mnie”. Większość przyklasnęłaby chętnie postom zatytułowanym: „Tu wszystko kręci się wokół mnie”, ponieważ wolimy odbijać nasze narcystyczne myślenia na innych. W osłupienie wprawia mnie, gdy słyszę kogoś, kto osądza osądzającą postawę kogoś innego. „Będą bojkotował takiego a takiego, ponieważ on nie naśladuje moich wartości (bądź ich braku) i mojego sposobu życia!” Rzeczywiście? 

Czasami wydaje się, że ten świat jest przepełniony egoistami, którzy nawet nie pomyślą o nikim innym, chyba że w kontekście tego, jak ich wykorzystać do własnych celów, bądź jak skuteczniej ich ignorować, ponieważ są całkowicie nieważni, dopóki nie staną się użyteczni. Ich potrzeby są ważniejsze niż kogokolwiek innego i oczekują , że będzie się ich zadowalać pod każdym względem. Nie ma w nich świadomości większego obrazu czy zrozumienia tego, dlaczego nie powinni być pierwsi a ich opinie najważniejsze. Jeśli nie zrobi się dla nich miejsca czy też nie zostaną zadowoleni to wpadają we wściekłość, ponieważ nauczyli się, że takie okazywanie złości jest  skuteczne. Wszyscy znamy takich ludzi, lecz pytaniem na dziś jest, czy ja do nich należę? Będąc szczerymi wobec siebie, musielibyśmy przyznać, że wszyscy wykazujemy w pewnym stopniu tego rodzaju skłonności i zachowania .

W narcyzmie czy ruchu „najpierw ja i jedynie ja” nie ma niczego nowego. Zawsze istniały próżne, zachłanne, intryganckie charaktery, ludzie, którzy mają napompowane postrzeganie siebie samych i niewiele szacunku dla innych. To, co mnie niepokoi to stopień w jakim tego rodzaju słabości charakteru zyskały sobie powszechną aprobatę. Dziś nie tylko jest to tolerowane, lecz gloryfikowane! Prawdopodobnie zakładamy, że gdy tak zachowują się politycy czy celebryci ,na których głosujemy lub których podziwiamy, to słusznie robimy naśladując ich. Udając troskę o prawa innych, widać w swego rodzaju wielomówności i sposobie zachowania, że to nic innego jak pochłonięcie „Sobą”. Matka Teresa troszczy się o ludzi. Madonna nie, twoja polityczna partia też nie i najprawdopodobniej twoja religia czy kościół również nie. Jeden potępia, inni szybko kochają i służą. Jednemu rzeczywiście chodzi o prawa człowieka, inni są po prostu uwielbiającymi siebie samych palantami.

Tak więc, powtórzmy: każdy powinien zadać sobie pytanie, czy ja nie jestem jednym z nich?

Z definicji narcyzm – jedno z rodzajów zaburzeń osobowości – jest stanem umysłu, w którym człowiek ma zawyżone poczucie własnej wartości, głęboką potrzebę wygórowanej uwagi i podziwu, burzliwe relacje i brak empatii dla innych.

Najbardziej narcystyczne zachowania jakie taka osoba ukazuje to „kompleks wyższości”. Odkryłem, że za maską aroganckiego łobuza stoi słaba i bojaźliwa osoba, której brak samooceny. Ze względu na to, że zawsze czuje się przybita, usiłuje ponownie napompować siebie przez poniżanie, upokarzanie bądź zdegradowanie kogoś innego.

Continue reading