Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

Część historii Europy, której nigdy Cię nie nauczono


Raymond Ibrahim
29 kwietnia 2026 r.

© Raymond Ibrahim, Miecz i scimitar , 2018

Ekspansja islamu na Zachów


Europa Zachodnia płaci obecnie cenę historycznej amnezji
W wyniku dekad masowej migracji muzułmanów – ze szczególnie dotkliwymi skutkami w Wielkiej Brytanii, Niemczech i Francji – Europa Zachodnia doświadczyła gwałtownego wzrostu przestępczości w obszarach o dużej gęstości migrantów, skandali gangów pedofilskich, w tym systematycznego wykorzystywania seksualnego tysięcy rdzennych dziewcząt, pojawienia się równoległych społeczeństw rządzonych normami szariatu, systemów opieki społecznej na skraju załamania oraz rosnących enklaw kulturowych, które funkcjonują jako de facto strefy zamknięte dla policji i osób niebędących muzułmanami. Integracja w dużej mierze się nie powiodła, ponieważ znaczna część tych społeczności migrantów odrzuca zachodnie wartości na rzecz islamskiej supremacji i separatyzmu.

Zupełnie inaczej jest w przypadku krajów takich jak Węgry i Polska, które odmówiły osadnictwa muzułmańskiego na dużą skalę i utrzymywały ścisłe kontrole graniczne oraz politykę deportacji. W dużej mierze uniknęły one tych kryzysów, zachowując przy tym znacznie wyższy poziom spójności społecznej, bezpieczeństwa publicznego i ciągłości kulturowej.

Na tym polega różnica między tymi, którzy pamiętają historię, a tymi, którzy ją zapominają: ci drudzy skazani są na jej powtarzanie.

Inaczej mówiąc, Europa Zachodnia cierpi z powodu tego samego islamskiego ekspansjonizmu i supremacji, z którymi Europa zmagała się przez ponad tysiąc lat – właśnie dlatego, że zapomniała o tej długiej walce; a kraje takie jak Węgry i Polska nie – właśnie dlatego, że o niej pamiętają.

Jeśli masz wątpliwości, zastanów się przez chwilę nad pewnymi faktami…

Zaledwie dekadę po narodzinach islamu, w VII wieku, z Arabii wybuchł dżihad. Pomijając tysiące mil starożytnych ziem i cywilizacji, które zostały trwale podbite, dziś potocznie nazywane „światem islamskim” – w tym Maroko, Algierię, Tunezję, Libię, Egipt, Syrię, Irak, Iran, Azję Środkową oraz części Indii i Chin – znaczna część Europy również została spustoszona mieczem islamu.

Wśród innych narodów i terytoriów, które w tym czy innym czasie zostały zaatakowane i/lub podbite w imię islamu – w tym w wyniku długotrwałej dominacji w częściach Półwyspu Iberyjskiego, południowych Włoch i Bałkanów, a także wielokrotnych najazdów lub tymczasowych okupacji w innych miejscach – znajdują się (wymienione tutaj mniej więcej według znaczenia historycznego):

Hiszpania, Włochy, Francja, Anglia, Rosja, Grecja, Portugalia, Irlandia, Węgry, Polska, Ukraina, Austria, Rumunia, Bułgaria, Serbia, Szwajcaria, Armenia, Gruzja, Islandia, Litwa, Białoruś, Albania, Chorwacja, Malta, Cypr, Bośnia i Hercegowina, Słowacja, Macedonia Północna, Czarnogóra, Mołdawia, Wyspy Owcze.

W 846 r. muzułmańscy Arabowie złupili Rzym i zbezcześcili Watykan; około 600 lat później, w 1453 r., inna wielka bazylika chrześcijaństwa, Bazylika Mądrości Bożej (lub Hagia Sophia), została trwale zdobyta przez muzułmańskich Turków.

Nawet na najdalszym północnym zachodzie Europy, na Islandii, chrześcijanie modlili się, aby Bóg ocalił ich przed „terrorem Turków”. W 1627 roku muzułmańscy korsarze napadli na chrześcijańską wyspę, porywając czterystu jeńców i sprzedając ich na targach niewolników w Algierze.

Ameryka również nie uciekła. Kilka lat po uzyskaniu przez Stany Zjednoczone całkowitej niepodległości od Wielkiej Brytanii w 1783 roku, muzułmańscy korsarze splądrowali amerykańskie statki handlowe na Morzu Śródziemnym i wzięli ich marynarzy do niewoli. Thomas Jefferson spotkał się z muzułmańskim ambasadorem, aby wynegocjować uwolnienie Amerykanów. Później podsumował to spotkanie w dość wymownym liście do Kongresu z 28 marca 1786 roku:

Pozwoliliśmy sobie zbadać podstawy ich [Barbarzyńców] roszczeń do prowadzenia wojny z narodami, które nie wyrządziły im żadnej krzywdy, i stwierdziliśmy, że uważamy całą ludzkość za naszych przyjaciół, którzy nie wyrządzili nam żadnej krzywdy ani nie sprowokowali nas. Ambasador odpowiedział nam, że opiera się to na prawach ich Proroka, że ​​w ich Koranie jest napisane, iż wszystkie narody, które nie uznawały ich władzy, są grzesznikami, że mają prawo i obowiązek prowadzić z nimi wojnę, gdziekolwiek się znajdują, i brać w niewolę wszystkich, których uda im się pojmać, oraz że każdy muzułmanin, który zginie w bitwie, z pewnością trafi do Raju.

Krótko mówiąc, przez ponad 1200 lat – naznaczonych odpowiedzią krzyżowców, którą współczesny Zachód obsesyjnie demonizuje – islam stanowił egzystencjalne zagrożenie dla chrześcijańskiej Europy – a co za tym idzie, dla całej cywilizacji zachodniej.

I w tym tkwi sedno sprawy: dziś, niezależnie od tego, czy naucza się o tym w szkole średniej czy na studiach podyplomowych, czy też przedstawia to Hollywood czy media informacyjne, dominująca narracja historyczna głosi, że muzułmanie są historycznymi „ofiarami” „nietolerancyjnych” zachodnich chrześcijan.

Dlatego też Zachód, pełen dobrych intencji, czuje się „zobowiązany” do „naprawienia” rzekomych zbrodni popełnionych przez jego przodków przeciwko islamowi, witając miliony muzułmanów i starając się ich udobruchać w niespotykany dotąd sposób.

Z pewnością europejscy przodkowie Zachodu, którzy kiedyś stawiali opór islamowi lub zostali przez niego podbici, przewracają się w grobach.

Ale to wszystko historia, mówisz? Po co ją odgrzewać? Czemu nie zostawić jej i iść dalej, zacząć nowy rozdział wzajemnej tolerancji i szacunku, nawet jeśli historia wymaga trochę „podrasowania”?

Byłoby to w miarę prawdopodobne stanowisko – gdyby nie fakt, że na całym Zachodzie, gdziekolwiek są zapraszani, muzułmanie wciąż przejawiają ten sam imperialny impuls i nietolerancyjną supremację, co ich przodkowie-podbójcy. Jedyna różnica polega na tym, że świat muzułmański nie jest obecnie w stanie pokonać Zachodu w wojnie konwencjonalnej.

Jednak może to nawet nie być konieczne. Jak widać, dzięki nieznajomości historii przez Zachód, muzułmanie zalewają Europę pod pretekstem „imigracji”, terroryzując tubylców, odmawiając asymilacji i tworząc enklawy, które we współczesnym języku nazywane są „enklawami” lub „gettami”, ale w terminologii islamskiej są to ribat – posterunki graniczne, gdzie w taki czy inny sposób toczy się dżihad przeciwko niewiernym.

Wszystko to prowadzi do kolejnego, być może nawet ważniejszego pytania: Jeśli prawdziwa historia Zachodu i islamu zostaje wywrócona do góry nogami, jakie inne historyczne „ortodoksyjności” propagowane jako prawda są również fałszywe?

Czy wieki ciemne rzeczywiście były pogrążone w mroku z powodu duszących sił chrześcijaństwa? A może te wieki ciemne – które „przypadkowo” miały miejsce w tych samych stuleciach, w których dżihad nieustannie nękał Europę – były produktem innej duszącej religii? Czy hiszpańska inkwizycja była odbiciem chrześcijańskiego barbarzyństwa, czy też chrześcijańskiej desperacji wobec setek tysięcy muzułmanów, którzy, deklarując nawrócenie na chrześcijaństwo, praktykowali takijję i gorączkowo współpracowali z innymi muzułmanami, by zmusić naród chrześcijański do powrotu na łono islamu?

Nie spodziewajmy się, że uzyskamy prawdziwe odpowiedzi na te i inne pytania od twórców, strażników i propagatorów wymyślonej epistemologii Zachodu, która istnieje tylko po to, by służyć pewnym narracjom i celom.

W przyszłości (jakiejkolwiek ona będzie) historie pisane o naszych czasach prawdopodobnie będą podkreślać, że nasza era, ironicznie nazywana „epoką informacji”, nie była epoką, w której ludzie byli tak dobrze poinformowani, ale raczej epoką, w której dezinformacja była tak szeroko rozpowszechniona i niekwestionowana, że ​​całe pokolenia ludzi żyły w bańkach alternatywnych rzeczywistości — dopóki w końcu nie zostały one przebite.

Jak reagować na narrację świata


Frank Viola
10 maja 2026 r.
Oryg.: TUTAJ

Drodzy przyjaciele, nie dziwcie się ognistym próbom, przez które przechodzicie, jakby przydarzyło się wam coś dziwnego. Przeciwnie, cieszcie się bardzo – te próby bowiem czynią was współuczestnikami Chrystusa w Jego cierpieniu, abyście mieli cudowną radość ujrzenia Jego chwały, gdy zostanie objawiona całemu światu. Jeśli jesteście znieważani z powodu tego, że nosicie imię Chrystusa, będziecie błogosławieni, ponieważ chwalebny Duch Boży spoczywa na was. Jeśli jednak cierpicie, niech to nie będzie morderstwo, kradzież, wszczynanie zamieszek czy wtrącanie się w cudze sprawy. Nie jest jednak wstydem cierpieć z powodu bycia chrześcijaninem. Chwała Bogu za przywilej bycia nazywanym Jego imieniem!” (1Ptr 4:12-16).

Jeśli świat cię nienawidzi, pamiętaj, że mnie pierwszy znienawidził. Świat kochałby cię jak swojego, gdybyś do niego należał, ale nie jesteś już częścią świata. Wybrałem cię, abyś wyszedł ze świata, więc cię nienawidzi. Czy pamiętasz, co ci powiedziałem? „Sługa nie jest większy od pana”. Skoro mnie prześladowali, to oczywiście będą prześladować i was. A gdyby mnie posłuchali, posłuchaliby i was” (J 15:18-20).

Każdy, kto chce żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie, będzie prześladowany” (2Tym 3:12).

System światowy – z rosnącą liczbą megafonów, skutecznie pompujących przez nadmierną ilość mediów społecznościowych (nie wspominając o Hollywood i sieciach kablowych) – skutecznie i elokwentnie przedstawił dwa kłamstwa. Są to:
Jeśli kogoś kochasz, musisz akceptować wszystko, co on praktykuje i w co wierzy.

Jeśli uważasz, że pewien styl życia jest niemoralny, oznacza to, że nienawidzisz osób, które go prowadzą.

Są to oczywiste kłamstwa, a Jezus z Nazaretu – prawdziwy Pan tego świata – gdyby nadal żył w ciele, zostałby oskarżony, potępiony i skazany za złamanie obu tych zasad.

Część z powodów, dla których te dwa kłamstwa są tak atrakcyjne – i tak przerażające – polega na tym, że zachowanie wielu chrześcijan, zarówno w przeszłości, jak i współcześnie, jest przepełnione nienawiścią, nietolerancją, bezdusznością i głębokim brakiem współczucia.
(Ironicznie, zazwyczaj są to ci sami „chrześcijanie”, którzy atakują pobożnych miłośników Jezusa z zazdrości lub z innych niskich pobudek. A z powodu swoich oszczerstw wyrządzają niewyobrażalną szkodę ewangelii.)
Cytujący Biblię Warden Norton ze Skazanych na Shawshank jest znakomitą karykaturą tego typu „chrześcijanina”.

Niestety, pobożni chrześcijanie, którzy są pełni miłości i współczucia, a jednocześnie nie idą na kompromis w kwestii zasad podanych przez Pana Jezusa Chrystusa, są myleni i utożsamiani z „chrześcijanami” pokroju Wardena Nortona. (Wiesz, z tymi, którzy wierzą, że Bóg nienawidzi tych samych ludzi, których oni nienawidzą).
Z powodu tego pomieszania i zamieszania, na dzisiejszych naśladowcach Jezusa, szczególnie tych w wieku 20, 30 i 40 lat, ciąży ogromna presja, aby przyjęli narrację świata.

Continue reading

Zamieszkał wśród nas


1) Bóg i Słowo w Ewangelii Jana 1
2) Słowo Było u Boga

3) Słowo było Bogiem
4) W Nim Było Życie
5) Życie było światłem
6) Wszystkim, którzy Go przyjęli
7) Słowo ciałem się stało
8) Radzenie sobie z implikacjami
9) Jednorodzony

Kevin Bauder
8 maja 2026 r.
Apostoł Jan nazywa Jezusa Słowem . Twierdzi, że Słowo było Bogiem. Twierdzi również, że Słowo stało się ciałem. Ta sama osoba, która była Bogiem przed początkiem, z czasem przyjęła pełną naturę ludzką. Stał się Bogiem-człowiekiem. Nadal istniejąc jako jedna, pojedyncza osoba, miał teraz dwie natury.

To założenie o człowieczeństwie jest wielką tajemnicą. Istoty skończone nigdy w pełni nie zrozumieją, co ono oznacza. Mimo to Pismo Święte ujawnia część jego znaczenia, jeśli tylko zechcemy się nad nim głębiej zastanowić. Na przykład chrześcijanie twierdzą, że Słowo trwa teraz „bez zmieszania, bez przemiany, bez podziału, bez rozłączenia”.

Słowo stało się ciałem. Co więcej, Słowo „zamieszkało wśród nas” ( J 1,14 ). Nie przyjęło ludzkiej natury jedynie jako teoretycznego konstruktu. Przeciwnie, przyszło i żyło jako człowiek pośród ludzi. Bóg-człowiek żył w pełni ludzkim życiem. Zanurzył się w naturalny świat, który stworzył. Niestworzony stał się częścią Jego własnego stworzenia.
Ta prawda przekracza wszelkie wyobrażenia. Ten, który istniał przed wszelkimi początkami, miał początek. Ten, który stworzył wszystko, stał się stworzonym. Jak osoba rozumna może twierdzić tak pozorne przeciwieństwa?

Continue reading

Kiedy Bóg odpowiada na skruchę Izraela

Francis Frangiapne
Zarówno Stary, jak i Nowy Testament objawiają, że zamysły Boga są nieodwołalnie splecione z powrotem i odbudową Izraela (Ez 37-39; Ap 7). Dla tych, którzy wierzą, że Kościół zastąpił Izrael, Biblia mówi nam, że Żydzi są ludem przymierza z Bogiem i że dopóki istnieje słońce, księżyc i gwiazdy, przymierze Pana z Izraelem będzie obowiązywać (Jr 31,35-36). Oczywiście, dzięki Jezusowi Chrystusowi chrześcijanie otrzymują lepsze przymierze z lepszymi obietnicami, ale Bóg nie zerwał swojego przymierza z Izraelem. Nic nie zniweczy obietnic Boga, ponieważ wieki prześladowań, hitlerowskie piece, a z czasem muzułmańscy terroryści będą świadczyć przed Bogiem w wieczności. Bądźcie pewni, że pełne odrodzenie Izraela nastąpi w swoim czasie.

Choć bez lęku spoczywamy w suwerenności naszego Ojca, nie jesteśmy zwolnieni z modlitwy. Podczas pierwszego powrotu Izraela w 538 r. p.n.e. prorok Daniel stwierdził, że siedemdziesięcioletnie wygnanie Izraela dobiegło końca (Jr 29,10). Jednak świadomość, że Izrael wkroczył w czas swojego powrotu, nie powstrzymała Daniela od modlitwy (Dn 9,2-3). Jego wstawiennictwo zostało następnie zwielokrotnione przez modlitwy i działania Ezdrasza i Nehemiasza, a także proroków powrotu. Ostatecznie wszyscy powracający Żydzi przyjęli wezwanie do ukorzenia się w modlitwie – i musimy założyć, że nawet wśród tych Żydów, którzy pozostali na wygnaniu, modlitwa była ofiarowana. Umiłowani, kiedy Wszechmogący pragnie przynieść odrodzenie, najpierw inspiruje wstawiennictwo. Wszystkie cudowne i potężne rzeczy zaczynają się w modlitwie: najpierw od jednej osoby, potem od kilku, a następnie od coraz większej liczby głosów, wszystkich wołających do Boga, aby Jego słowo wypełniło się w czasie jego wypełnienia. W miarę jak wstawiennictwo się mnoży, dzieją się cuda opatrzności i łaski, a także przełomy i łaski, które wcześniej były niewyobrażalne.

Boże oczekiwania
W pewnym momencie jednak ludzie, za których ofiarowana jest modlitwa, muszą sami okazać skruchę i zwrócić się do Boga. Odnowienie Izraela, aby było pełne, musi obejmować moment, w którym w odpowiedzi na modlitwę Żydzi wyrzekną się grzechów, które w pierwszej kolejności spowodowały ich wygnanie. Rozważmy modlitwę Salomona: „Jeśli lud Twój, Izrael, zostanie pobity przed wrogiem, ponieważ zgrzeszył przeciwko Tobie, a oni się nawrócą do Ciebie i wyznają Twoje imię, i będą się modlić i błagać przed Tobą w tym domu, wtedy Ja wysłucham z nieba i odpuszczę grzech ludu Twojego, Izraela, i sprowadzę ich z powrotem do ziemi, którą dałeś im i ich ojcom” (2 Krn 6,24-25).

Continue reading

Ewangelizacja to nie to, co myślisz – część 2

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.
Paweł pozyskał dla Pana wielu ludzi. Jak to robił?
Mówiłem już, jak Ewangelia rozprzestrzeniała się poprzez pięć sfer relacji, dzięki którym przeciętny człowiek mógł przyprowadzić kogoś do Jezusa, takich jak rodzinę, przyjaciół, sąsiadów, współpracowników oraz tzw. „człowieka pokoju”. Paweł natomiast najczęściej pozyskiwał ludzi właśnie poprzez „człowieka pokoju”, zaczynając od synagog, w których gromadzili się ludzie, którzy już wierzyli w Boga Izraela.

W Dz 17:1–2 czytamy, że gdy Paweł opuścił Filippi i przybył do Tesaloniki:
„…gdzie była synagoga żydowska. A Paweł, według zwyczaju swego, wszedł do nich i przez trzy sabaty rozprawiał z nimi na podstawie Pism, wyjaśniając i dowodząc, że Chrystus musiał cierpieć…” (Ten schemat widzimy wielokrotnie: Dz 13:5, 14–15; Dz 14:1; Dz 17:1, 10, 17; Dz 17:4; Dz 18:4–8; Dz 18:19; Dz 19:8).

Wzorzec powtarzający się w służbie Pawła
Najpierw udawał się do tych, którzy już wierzyli w Boga Izraela. MY często myślimy, że ewangelizacja polega na docieraniu do ludzi, którzy nigdy nie słyszeli o Jezusie – i rzeczywiście, oni też tego potrzebują. Ale nie to było główną praktyką Pawła. On szukał ludzi pokoju – ludzi, którzy go akceptowali, ponieważ był Żydem i wierzył w Boga Izraela i WTEDY dzielił się z nimi Jezusem.

Jedyny raz, gdy udał się do ludzi nie wierzących w Boga Izraela, opisany jest w Dz 17:15–34, na Areopagu w Atenach, gdzie głosił Jezusa wśród pogańskich Greków. W dużej mierze został tam odrzucony – poza kilkoma osobami, o czym mówi werset 34. Zwróćmy uwagę, że nie istnieje żaden list Pawła do Kościoła w Atenach. To daje do myślenia.

Współczesnym odpowiednikiem jego podejścia byłoby dzielenie się wiarą z ludźmi, którzy być może przez całe życie chodzili do kościoła. Być może nie chodzili nigdy, ale słyszeli o Jezusie i akceptują ciebie – jako znajomego, współpracownika czy sąsiada. Zamiast więc czuć się potępionym za to, że nie docierasz do „zupełnych pogan”, zwróć uwagę na osobę, która ma podstawowe pojęcie o Bogu, ale jeszcze Go nie zna. Jednak zna ciebie. Pozwól jej obserwować, jak żyjesz tym, co On ci przykazał.

Continue reading

Ukryty akrostych hebrajski, który mógł podłożyć Piłat

dr Eli Lizorkin-Girzhel
Oryg.: TUTAJ

Niewiele postaci w opowieściach o Męce Pańskiej jest tak enigmatycznych jak Poncjusz Piłat, rzymski prefekt Judei (ok. 26–36 n.e.). Tradycja chrześcijańska od wieków przedstawia go często jako niechętnego sędziego – człowieka rozdartego między werdyktem o niewinności a żądzą krwi jerozolimskiego tłumu. Czytamy:

Zgromadzili się bowiem w tym mieście Herod i Poncjusz Piłat z poganami i z ludem izraelskim, aby sprzysięgnąć się przeciwko świętemu słudze Twemu, Jezusowi, którego namaściłeś” (Ap 4:27).

Jednak bliższa lektura Ewangelii ujawnia bardziej złożoną postać, zwłaszcza biorąc pod uwagę dynamikę religijną i polityczną okresu Drugiej Świątyni (516 p.n.e.–70 n.e.). Piłat był rzymskim namiestnikiem, który po manipulacji ze strony judejskich władz religijnych dokonał subtelnej, a być może nawet proroczej zemsty. Ten „odwet” przybrał formę dwóch starannie dobranych symbolicznych aktów: rytualnego obmycia rąk przed tłumem oraz napisu umieszczonego nad krzyżem Jezusa. Oba te działania, głęboko zakorzenione w żydowskich obyczajach i teologii, pozwoliły Piłatowi wyśmiać swoich przeciwników politycznych (judejskie władze), potwierdzić swoją pozycję i przekształcić ich polityczne zwycięstwo w teologiczny atak.

Problemy Piłata
Aby zrozumieć działania Piłata, trzeba najpierw docenić burzliwą atmosferę Judei okupowanej przez Rzymian w okresie Drugiej Świątyni. Region ten był iskrą zapalną mesjańskich oczekiwań, zwłaszcza podczas świąt pielgrzymkowych, takich jak Pascha, kiedy Jerozolima tętniła pielgrzymami, a w powietrzu unosiły się wspomnienia odkupienia.

Rzymski prefekt był wysokim rangą urzędnikiem odpowiedzialnym za określone zadania administracyjne, wojskowe lub sądownicze w Republice Rzymskiej, a co ważniejsze, w Cesarstwie Rzymskim. Tytuł praefectus (łac. „ustanowiony na czele”) nie był tradycyjnym wybieralnym urzędem, lecz delegowaną władzą, podlegającą bezpośrednio cesarzowi lub wyższemu namiestnikowi. Jako prefekt, Piłat posiadał znaczną władzę, ale działał pod stałą kontrolą zarówno dworu cesarskiego, jak i lokalnych elit religijnych. Saduceusze i Sanhedryn mieli znaczny wpływ na ludność żydowską, a poważne zamieszki mogły kosztować Piłata stanowisko, a nawet karierę.

Ewangelie (Mt 27,11–26; Mk 15,1–15; Łk 23,1–25; J 18,28–19,16) zgodnie twierdzą, że Piłat nie znalazł w Jezusie żadnego przestępstwa uzasadniającego karę śmierci (jego żona ostrzegła go nawet po tym, jak zobaczyła sen o niewinności Jezusa). Mimo to arcykapłani nieustannie go naciskali. W J 19,12 zapisano ich zdecydowaną polityczną szach-matę: „Jeśli Go uwolnisz, nie jesteś przyjacielem Cezara”.

„Przyjaciel Cezara” ( Amicus Caesaris ) był formalnym rzymskim tytułem honorowym. W kontekście I wieku nadawano go zaufanym sojusznikom i lojalnym sługom cesarza, co oznaczało bliskie stosunki polityczne i niosło ze sobą znaczny prestiż. Oskarżenia o nielojalność wobec Tyberiusza Cezara były niebezpieczne, zwłaszcza biorąc pod uwagę i tak już napięte stosunki Piłata z jego poddanymi (Józef Flawiusz, Dawne dzieje Izraela 18.55–59). W obliczu groźby zamieszek podczas Paschy — święta i tak już przepełnionego nacjonalistycznym zapałem — Piłat skapitulował. Ale jego uległość wcale nie była potulna. W obmyciu rąk i napisie na krzyżu Piłat umieścił akty nieposłuszeństwa, które ujawniają człowieka znającego żydowskie zwyczaje i gotowego do uzbrojenia swoich miejscowych.

Continue reading

Ewangelizacja to nie to, co myślisz – część 1

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.
Ilu pastorów wywoływało w swoich zborach poczucie winy i potępienia za to, że nie przyprowadzają wystarczającej liczby ludzi do Jezusa? Działania ewangelizacyjne kościołów często skupiają się na jak największej liczbie osób „pozyskanych dla Chrystusa” niczym rewolwerowiec z Dzikiego Zachodu w Ameryce, który wycinał sobie nacięcia na pasie za każdego zabitego przeciwnika. Z powodu takich oczekiwań wielu chrześcijan uważa, że zawodzą Boga albo nie są dobrymi chrześcijanami, ponieważ nie przyprowadzili zbyt wielu ludzi do Jezusa.

Ale… kiedy porównamy wysiłki, jakie współczesna kultura kościelna wkłada w ewangelizację, z tym, co rzeczywiście mówi Nowy Testament, zobaczymy tu ogromną różnicę. Choć Pan przyjmuje człowieka niezależnie od tego, w jaki sposób do Niego przychodzi, Pismo Święte opisuje, w jaki sposób pierwszy Kościół tak szybko pozyskiwał wielu ludzi dla Pana.

Z czysto analitycznego punktu widzenia – jeśli chodzi o przemianę narodów, społeczeństw i kultur, to wszystkie te kampanie i działania ewangelizacyjne zawiodły w żałosny sposób.

Pierwsza różnica: Jezus nigdy nie powiedział, aby „doprowadzać ludzi do nowego narodzenia”
W naszej kulturze skupiamy się na tym, by jak najwięcej ludzi narodziło się na nowo.  Jezus jednak tego nie nauczał. W J 3:3, podczas prywatnego, nocnego spotkania z Nikodemem, Jezus powiedział mu, że człowiek musi się narodzić na nowo, aby ujrzeć Królestwo Boże. To stwierdzenie opisuje to, co dzieje się z duchem człowieka, gdy zostaje odnowiony przez Ducha Świętego. Nigdy nie było to metodą ewangelizacyjną. Jezus nigdy nie polecił uczniom, aby doprowadzali ludzi do nowego narodzenia. Nigdy też nie posłużył się określeniem „narodzony na nowo” w żadnym swoim publicznym nauczaniu.

Ewangelizacja stała się liczeniem głów, podnoszeniem rak, które mają miejsce w bezosobowych salach, stadionach, a nawet namiotach, gdzie jedynym celem jest sprawić, aby jak najwięcej rąk podniosło się dla Jezusa. Nie ma to miejsca na relację – jest tylko liczenie rąk. Czy potrafisz wyobrazić sobie Jezusa działającego w ten sposób wśród pięciu tysięcy, gdy rozmnożył chleby i ryby? Czy wyobrażasz go sobie, że po tym cudzie mówi: „Niech teraz wszyscy pochylą głowy i zamkną oczy, by w ten sposób sprawdzić, kto wierzy, że jest Mesjaszem”? Oczywiście, że nie. Jego kultura i współczesna kultura kościelna to dwie zupełnie różne rzeczy. Dlaczego więc nie dostosujemy naszych przekonań do Jego kultury, zamiast próbować dopasować to na odwrót?

W Mt 28:19–20 Jezus powiedział właśnie to:
Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody (…) ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem”.

Słowo „przestrzegać” oznacza tutaj obserwować i naśladować. Jezusowe rozumienie ewangelizacji polega na tym, aby uczyć ludzi działania poprzez obserwowanie nas czyniących to, co nam nakazał. Nie powiedział, aby próbować ich nakłonić do podjęcia decyzji dla Niego. Powiedział, aby uczyć ich, by obserwowali i czynili to, co nam przykazał.

Greckie słowo przetłumaczone jako „przestrzegać” to „tereo” – od „teros”, oznaczającego „patrzeć, czuwać”. Używano go w w tamtym czasie w znaczeniu „strzec, pilnować, mieć na coś baczenie”. My strzeżemy tego, co Jezus do nas powiedział, i wprowadzamy to w życie. Inni zaś obserwują nas żyjących według Jego nauki. Patrząc na nas, uczą się o Jezusie i pragną Go w swoim życiu. Uczcie ich przestrzegać wszystkiego, co Jezus nam przekazał.

Continue reading