Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

Ostrzenie siekiery prawdziwego namaszczenia

26 sytcznia 2010
T J. Lee Grady

Wystarczająco długo już podrabialiśmy moc Zielonych Świąt. Odłóżmy na bok imitacje i domagajmy się zwrotu tego, co prawdziwe.

Zaraz po uniesieniu Eliasza przez ognisty rydwan do nieba, grupa młodych proroków prosiła Elizeusza, aby poszedł z nimi zbudować nowy dom w pobliżu Jordanu. W czasie, gdy jeden z nich ścinał drzewo, ostrze siekiery wpadło do wody i zapadło się w mrocznej głębi dna rzeki (p. 2Krl. 6:1-7). Budowa domu mogła się na tym zakończyć, a było to jeszcze przed wynalezieniem latarki i urządzeń sonarowych.

Ciśnijmy w rów nasze podróbki i tanie

substytuty, i prośmy Pana, aby wygładził ostrze. Wołajmy do Niego o czyste, nieskażone, szczere, przemieniające życie,wstrząsające planetą przebudzenie”.

Wiedząc, że ich przyjaciele nie będą w stanie zastąpić bardzo drogiego żelaznego narzędzia, które pożyczył, młody prorok poszedł do swego mentora, Eliasza, po pomoc. W miejscu, gdzie wpadła siekiera, ten mądry prorok wrzucił kawałek patyka. Ostrze siekiery pojawiło się natychmiast, ignorując prawa fizyki i dowodząc, że dla Boga nie ma nic niemożliwego, unosząc się na powierzchni wody. Wiara Eliasza uratowała ten dzień.

Możemy z tej historii czerpać wiele zachęty. Przypomina nam ona o mocy Bożej nad naturalnym światem, dowodzi nam również tego, że On troszczy się o pozornie trywialne szczegóły naszego życia, że On chce nas wyciągnąć nawet z tego zamieszania, które narobiliśmy sami.
Rozmyślałem nad tym fragmentem przez kilka ostatnich dni i przyłożyłem go do obecnej sytuacji amerykańskiego kościoła: dobrze ilustruje jak rozpaczliwie potrzebujemy odnowienia tego, co straciliśmy. Być może zauważyłeś, że straciliśmy ostrze. Nie wiem dokładnie kiedy wypadło z trzonka, lecz wydaje się, że usiłujemy zbudować Boży dom bez ostrego narzędzia Jego prawdziwego namaszczenia. Przehandlowaliśmy to co prawdziwe na sztuczne, obniżyliśmy cenę Zielonych Świąt do tego stopnia, że zostało zredukowane do suchych religijnych programów i pobocznego pokazu cyrkowych błazeństw.

Doprowadziliśmy do perfekcji sztukę robienia szumu, wiemy jak podrabiać namaszczenie. Popychamy ludzi w czasie czasu modlitwy, wiemy jak manipulować muzyką i tłumami, abyśmy mogli stworzyć atmosferę namaszczenie, lecz jakże często nie ma w tym prawdziwego namaszczenia, a są miejsca pustej imitacji.

Niektórzy współcześni charyzmatyczni przywódcy sprzedają nawet specjalne ręcznie wyrabiane olejki, obiecując moc Ducha Świętego. Inni sprzedają świece, twierdząc, że one sprowadzają obecność Bożą. W zeszłym roku pewien brat jeździł po kraju ze słoikiem piór, twierdząc, że należą one do aniołów, które mają moc uzdrawiania.

Panie wybacz nam nasze szarlataństwo. Potrzebne nam jest z powrotem ostre narzędzie! Musimy wołać do Boga, który ma moc podnieść żelazo z dna rzeki.

Nie uda nam się rozszerzyć królestwa Chrystusa, zbudować zwycięskiego kościoła przy pomocy zapachowych olejków, fałszywych talizmanów, łechcących ucho proroctw i głupich charyzmatycznych urządzeń. To wszystko to drewno, słoma i siano przeznaczone do paleniska. Dziś potrzebne jest nam ostrze Słowa, które jest potwierdzane przez Ducha Świętego i ogień.

W ciągu ostatnich lat podróży po świecie spotkałem wielu pokornych chrześcijan, którzy nieśli prawdziwe namaszczenie Ducha. Spędziłem czas z chińskimi wierzącymi, którzy oglądają cuda w więziennych celach. Spotkałem hinduskiego ewangelistę, który wzbudził z martwych sześć osób. W Pakistanie spotkałem się z apostołem, który regularnie ogląda uzdrowionych muzułmanów w czasie spotkań ewangelizacyjnych prowadzonych na zewnątrz.

W zeszłym tygodniu prowadziłem wywiad z irańskim liderem kościoła, którego służba prowadzi do wiary w Chrystusa 5000 Irańczyków miesięcznie. W samym środku prześladowań i politycznej huśtawki przebudzenie w nowotestamentowym stylu wybucha w warowni muzułmańskich szyitów, ponieważ kościół w Iranie wymachuje ostrzem siekiery prawdziwego namaszczenia Ducha Świętego.

Gdzie jest Bóg Eliasza? We współczesnym kościele amerykańskim słychać wołanie, które przypomina wołanie zdesperowanego młodego proroka z 6 rozdziału 2 Księgi Królewskiej. Nie byliśmy dobrymi szafarzami darów Ducha Świętego, a teraz drogocenne moc Boża unika nas. Porzuciliśmy ją. Ale,… zaczynamy przyznawać się do błędu.

Uniżmy się całkowicie, pokutujmy z fałszerstwa i oszustwa. Ciśnijmy w rów nasze podróbki i tanie substytuty, i prośmy Pana, aby odnowił ostre ostrze. Wołajmy do Niego o czyste, nieskażone, szczere, przemieniające życie,wstrząsające planetą przebudzenie.

————————————————————————————————————-

J. Lee Grady is editor of Charisma. You can follow him on Twitter at leegrady.

реклама и интернете

Nie podnoś kamieni zgorszenia

Kriston Couchey

Ktokolwiek zaś będzie kamieniem zgorszenia dla jednego z tych małych, którzy wierzą we mnie, lepiej będzie dla niego, aby mu zawieszono u szyi kamień młyński i utopiono go w głębi morza” ~Jezus~

Jezus mówi tutaj o kamieniu, który powoduje, że wierzący potyka się. Pierwszy wers odnosi się do innego rodzaju grzechu. Grzech, który jest kamieniem obrazy, który powoduje, że ktoś inny potyka się, związuje grzechem lub oszukuje samego siebie. Chciałbym rozszerzyć tą metaforę jeszcze dalej, aż do tego czym jest „podnieść kamień zgorszenia”. Każdy przeciw komu zgrzeszono ma wybór: może przebaczyć i odpuścić to co się stało, lub może „podnieść ten kamień” i przyjąć urazę. Tu nie chodzi o zgodę na dalsze gorszenie, lecz często ważne jest, aby nie znajdować się sytuacji, w której może dojść do gorszenia. Chodzi tu o przekazania tego kamienia w ręce Ojca.

UKRYTE KAMIENIE

Wielu wyznających imię Jezusa nosi w sobie kamień zgorszenia. Zgorszenie, które zostało spowodowane ogólnie przez religię, przez kogoś bliskiego czy przyjaciela, który zdradził bądź zgrzeszył w jakiś sposób; sporo z tych ludzi nawet nie wie o tym. Żyją i funkcjonują kierowani tym zgorszeniem; idą w jakiś rażący grzech lub przenoszą to zgorszenie na służbę. W tym ostatnim przypadku ludzie służą samym sobie i wywołują jeszcze więcej zgorszenia, mam tutaj osobiste świadectwo.

Byłem kiedyś w szkole biblijnej mojego denominacyjnego kościoła. Poszedłem tam na podstawie proroczego słowa i z gorącym sercem, aby służyć Bogu. Panowały tam ścisłe legalistyczne zasady a moralne zachowanie studentów i niektórych nauczycieli nie różniło się wiele od świata. Spowodowało to u mnie wstrząs i bunt.  Sporo studentów nigdy nie podjęło tego zgorszenia i poszli służyć Bogu, lecz ja podniosłem ukryty kamień i nawet nie wiedziałem o tym. Skończyłem szkołę zamiast po czterech to po siedmiu latach z dyplomem „Misje na Świecie”, lecz byłem pełen buntu. Szkołę zostawiłem za sobą uzależniony od papierosów i pornografii, często korzystając z barów i prochów. Sam nie wiedziałem o tym, jak bardzo byłem zgorszony tym doświadczeniem, dopóki ktoś nie powiedział mi, abym przyłączył się do kościoła tej denominacji. W gniewie ohydnie skląłem tą denominację. Ludzie byli w szoku. Ja też. Czy aż tak zostałem wyprowadzony z równowagi?

W końcu rana wyszła na jaw na spotkaniu nowych członków w lokalnym kościele. Gdy przedstawiłem się i opowiadałem trochę o sobie, zacząłem szlochać w niekontrolowany sposób, gdy usłyszałem z własnych ust słowa wyznające zranienie i ból, jaki wywołał pobyt w tej szkole. Byli w szoku; w końcu zdałem sobie sprawę z tego, że podjąłem kamień zgorszenia. Ojciec był dla mnie miłosierny i nawiedzenie Pana przyniosło odnowienie, uzdrowienie i przekazanie tego kamienia w ręce Ojca.

I wówczas wielu się zgorszy i nawzajem wydawać się będą, i nawzajem nienawidzić. I powstanie wielu fałszywych proroków, i zwiodą wielu. A ponieważ bezprawie się rozmnoży, przeto miłość wielu oziębnie” ~Jesus~

Te słowa opisują stan współczesnego kościoła. Podobnie jak ja sam, wielu przyjęło zgorszenie obłudy religii. Szeregi ateistów i agnostyków są przepełnione ludźmi, którzy zostali urażeni przez tych, którzy reprezentują Chrystusa, lecz zachowują się jak diabeł. Ruchy takie jak ’emergent church’ i 'organic church’ są zasilane przez pozbawionych iluzji, zranionych i zgorszonych ludzi, którym dano surową lekcję w holach religii. Tysiące innych urażonych przestało chodzić do kościoła, „służby” łowców herezji są pobudzane i utrzymywane w funkcjonowaniu do węszenia przez zgorszenie wywołane ekscesami i złem kościoła zachowującego się jak świat. Niezależne kościoły, źli prorocy, denominacje i główne nurty kościelne zostały zrodzone ze zranień i zgorszenia wywołanego złym traktowaniem w kościele.

OSOBISTE KAMIENIE

Biada światu z powodu zgorszeń. Nie podobna, by zgorszenia nie przyszły, lecz biada temu, przez którego przychodzą. Lepiej by było dla niego, gdyby kamień młyński zawisł na szyi jego, a jego wrzucono do morza, niż żeby zgorszył jednego z tych maluczkich” ~Jesus~

Sporo ludzi podejmuje kamienie zgorszenia wywołane przez rodzinę czy przyjaciół, którzy zawiedli w jakiś sposób. W latach mojego buntu niemądrze związałem się małżeństwem, które się rozpadło. Po nawiedzeniu Pana, odkryłem że nasza relacje rozpada się. Pracowaliśmy razem w tej samej firmie i to właśnie tam żona zostawiła mnie dla innego. Najtrudniejsze dni w moim życiu przeżywałem, wiedząc, że ona i jej facet są tam. Miałem taką ranę w sercu i złość, że trudno było mi to znieść. Duch Święty pobudził mnie pewnego dnia, aby poszedł i porozmawiał z tym mężczyzną. Zdecydowałem się być posłuszny i powiedziałem mu: „Kocham cię, nie podoba mi się to, co robisz, lecz chcę, abyś wiedział, że kocham cię i przebaczam ci, ponieważ Bóg cię kocha i przebacza ci”. Ojciec zabrał ten kamień z moich rąk i zaczął uzdrawiać.

POMNAŻANIE KAMIENI

Brat oszukany mocniejszy stawia opór niż warowny gród, a jego upór jest jak zasuwy pałacu„. ~Solomon~

Gdy podejmujesz kamień zgorszenia, łatwo jest przyjąć więcej zgorszenia czy to od tego samego winowajcy czy kogoś innego, kto nie dostaje do twoich oczekiwań. Wielokrotnie, dla urażonego, nie ma żadnego znaczenia, co inni mówią, kamień zaćmiewa ich perspektywę, po prostu nikt kto zgorszył, ani człowiek, ani żadna instytucja, nie może robić niczego dobrze. Większość zwiedzeń bierze się z wiary, że ty masz rację, a wszyscy inni mylą się.

Wiara w to, że wszyscy się mylą, a tym masz rację spowodują, że jesteś jak Eliasz, który przychodzi ze słowem osądu i woła 'biada’ do złego kościoła i złego świata. Gniew i zgorszenie mogą doprowadzić do tego, że ktoś wraz z kumplem stają się „dwoma świadkami” ogłaszającymi gniew i osąd nad niepokutująca ziemią. W ich zgorszonych umysłach Bóg pochyla się w gniewie z powodu błędów ludzi i ma teraz tego dosyć do tego stopnia, że nie daje już żadnej szansy. O ile prawdą jest to, że w Piśmie widoczny jest Boży gniew to osoba zgorszona nie mówi z serca i umysłu Ojca, lecz mówi ze swego własnego serca i swych osądów, a jednak jest przekonania, że Bóg jest jej najbliższym przyjacielem, podczas gdy w rzeczywistości fałszywie Go przedstawia.

WYKORZEŃ ZGORZKNIENIE

Jak więc zbiera się chwast i spala ogniem, tak będzie przy końcu świata. Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia i tych, którzy dopuszczają się nieprawości” ~Jesus~

Koniec czasów przyniesie ze sobą oczyszczenie z tych, którzy wywołują zgorszenia. Przyniesie również uzdrowienie ze zgorszeń tym, którzy pozwolą Ojca na uwolnienie ich z tej agonii. Smutne jest to, że ci, którzy są zgorszeni zazwyczaj sami stają się gorszącymi. Ojciec jest bardzo miłosierny i sprowadza na ziemię ruch pokuty i pojednania. Jest to czas dla tych, którzy gorszyli, aby pokutowali i zmienili się, oraz dla zgorszonych, aby zostali uzdrowieni. Jesteśmy na skraju poruszenia Ducha Świętego, który przyniesie pokutę i uzdrowienie. Dziś jest dzień zbawienia i odnowienia dla Ojca; oraz dla naszych braci i sióstr.

WIELKA MIŁOŚĆ BOGA

Ale wam, którzy słuchacie, powiadam: Miłujcie nieprzyjaciół waszych, dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą, błogosławcie tym, którzy was przeklinają, módlcie się za tych, którzy was krzywdzą” ~Jesus~

Jest taki czas, że musimy dokonywać wyboru, aby kochać i modlić się za tych, którzy są zgorszeniem dla nas. To miłość Ojca uwalnia nas od kamieni zgorszenia. Miłość, przykrywa mnóstwo grzechów. Ojciec szuka takich, którzy nie będą gorszyć się grzechami jednostek, kościołów i świata, i będą dla nich światłem Jego miłości. Jednak najpierw musimy umrzeć dla siebie i swych pragnień reagowania na grzech innych. To egoistyczna pycha podejmuje zgorszenie, MARTWY CZŁOWIEK nie może zostać zgorszony. Musimy oddać siebie samych jako żywe ofiary Bogu i uchwycić się Jego wielkiej miłości do nas. Ta miłość przynosi uzdrowienie i przebaczenie innym.

Ważne jest, aby podchodzić do naszego Ojca z wiarą w Jego miłość i dobroć, aby przyjąć uzdrowienie, którego potrzebujemy. Jego miłość przynosi uzdrowienie, które uwalnia nas ze stanu zwiedzenia. W Jego nadnaturalnej miłości do tych, którzy w wierze przyjmą ją, jest chwała, która zmienia nasze postrzeganie Boga oraz naszych braci i sióstr. Pan chce udzielić nam takiej Miłości, która ma złamane serce dla Jego ludzi. Miłość, która składa życie nawet dla tych, którzy próbuj zabić nas.

W Nim

Kriston Couchey

раскрутка

Kto jest prawdziwym krzewem winnym?

Dudley Hal

18 stycznia 2010

Ja jestem prawdziwym krzewem winny, a mój Ojciec jest winogrodnikiem Jn. 15:1

W okresie Starego Testamentu Izrael był uważany za wino, które Bóg wziął z Egiptu i zasadził w Ziemi Obiecanej. Jedno z pierwszych miejsc odnoszących się do roli Izraela, jako winnicy Bożej znajdujemy w Iz. 5:1-2,7:

Zaśpiewam mojemu ulubieńcowi ulubioną jego pieśń o jego winnicy. Ulubieniec mój miał winnicę na pagórku urodzajnym. Przekopał ją i oczyścił z kamieni, i zasadził w niej szlachetne szczepy. Zbudował w niej wieżę i wykuł w niej prasę, oczekiwał, że wyda szlachetne grona, lecz ona wydała złe owoce….Zaiste, winnicą Pana Zastępów jest dom izraelski, a mężowie judzcy ulubioną jego latoroślą. Oczekiwał prawa, a oto – bezprawie; sprawiedliwości, a oto – krzyk!

Gdy Jezus utożsami siebie z Izraelem zrobił bardzo ważną uwagę: wykonał zadanie, które należało do Izraela, a którego Izrael nie mógł osiągnąć. On był nasieniem, które było błogosławieństwem narodów, obiecanym przez Boga Abrahamowi. Ludzie Boży mieli być przede wszystkim znani ze swej relacji z Jezusem, a nie z Abrahamem.

Należy pamiętać o tym, że Izrael zawiódł, jako naród kapłański i nie wykonał zadania jakim było pokazanie innym narodom prawdziwej natury Boga Ojca. Odrzucili swoje powołanie, uważając się sami za naród wyższy i w ogóle odsuwając inne narody.

Niemniej udało im się to jedno: wydali Mesjasza. I to pomimo tego, że nie mogli przypisać sobie w tym żadnej zasługi, ponieważ było to suwerenne działanie Boga, który działał zarówno przez dobre jak i złe decyzje potomków Abrahama. Bez względu na to, co zrobił Izrael, nie byli w stanie uniemożliwić przyjścia Mesjasza we właściwym czasie. Jezus przyszedł w Izraelu, aby zrobić to, czego Izrael nie mógł.

Podobnie jak Dawid reprezentował Izraela jako król, tak teraz Syn Dawidowy utożsamił się z Winem – Izraelem. Jezus jest Izraelem w jednej Osobie, możemy więc powiedzieć, że Izraelowi powiodło się wykonanie tej roli. Jezus doskonale reprezentował Boga Ojca i był ostatecznym kapłanem, który doprowadził do połączenia Boga i człowieka. Jezus jest Zbawicielem. On zbawił Izraela od jego upadku, podobnie jak zbawił pogan przed gniewem, robiąc dla jednych i drugich to, czego oni sami zrobić nie mogli dla siebie.

Teraz, w ostatniej rozmowie z uczniami, Jezus nadaje im tożsamość: oto są oni prawdziwymi winoroślami prawdziwego krzewu winnego. Tam, gdzie Izrael był fałszywym winem i wydawał dzikie owoce, ci nowi ludzie, gdy zrozumieją swoją nową tożsamość, będą mogli wydawać owoce Jego własnego życia. Oni byli nowym Izraelem w tym sensie, że teraz otrzymali zadanie pokazania Jego prawdziwej natury innym narodom i błogosławienia ich, przez ogłoszenie ewangelii Jezusa i Jego królestwa.

Nie ma dwóch krzewów winnych. Jezus zstąpił i wypełnił całkowicie rolę Izraela. On jest prawdziwym krzewem winnym. My, jako Jego uczniowie, mamy przywilej być przyłączeni do samego źródła wiecznego życia. Naszym zadaniem jest trwać w tym Krzewie Winnym.

продвижение

Podobni do Chrystusa

(Dosł.: Christ-Responders)

Francis Frangipane

Kiedyś wybrałem się rano na przejażdżkę rowerową, gdy nagle usłyszałem po lewej stronie straszliwy huk wypadku samochodowego, który wydarzył się około 25metrów ode mnie na światłach. Odwróciłem się dokładnie w tym momencie, aby zobaczyć jak jeden samochód ślizga się bokiem, a drugi z rozbitym grillem i budą pchnięty jak mops, kiwał się tam i z powrotem od uderzenia.

Zupełnie nie wiedziałem, co robić w takiej nagłej sytuacji, poza tym, jak się wybiera numer na policję. Podchodząc do miejsca wypadku, okazało się, że zmagam się ze barierą strachów i obaw: Co tam zastanę? Czy pasażerowie będą krwawić, czy będą poważnie ranni, a może martwi? Co zrobię, jeśli samochód stanie w ogniu? Gdy tam dotarłem, okazało się, że w wypadku brało udział tylko dwóch kierowców. Na szczęście obaj byli mocno wstrząśnięci, ale nikt nie był ranny.

Jednak, ze mnie nie wszystko było w porządku. Zmartwiła mnie moja niezdolność do szybkiej reakcji. Gdy przybyła policja, odszedłem zastanawiając się nad swoją reakcją na ten wypadek. Zdałem sobie sprawę z tego, że spory udział w moim strachu odgrywał brak przeszkolenia. Brak umiejętności w zakresie pierwszej pomocy spowodował, że byłem nieprzygotowany na radzenie sobie w takiej trudnej sytuacji. Bez wiedzy i umiejętności jakie dają odpowiednie szkolenia, jedyne co mogłem zaoferować to telefon na policję.

Dlaczego piszę o tej historii? Wielu z nas, jako chrześcijanie, nie jest przygotowanych na zajmowanie się nagłymi duchowymi przypadkami życiowymi. Jesteśmy „zbawieni”, potrafimy się modlić, co jest duchowym odpowiednikiem telefonu na 997, lecz nie zostaliśmy przeszkoleni w zajmowaniu się kryzysowymi i życiowymi sprawami. Nieliczni są adeptami walki duchowej; reszta nie ma pojęcia jak doprowadzić do pojednania, gdy pojawia się podział; nie są przekonani w usługiwaniu uzdrowieniem czy rozeznaniem spraw.

Widzisz, przeżycie zbawienia jest pierwszym krokiem w życiu nieustannego duchowego szkolenia i wyposażania. Nie wszyscy będą pastorami czy misjonarzami, lecz i tak wszyscy powinni wiedzieć, jak reagować w nagłych sytuacjach.

Pomyślmy o królu Dawidzie. Powiedział, że Pan „zaprawia moje ręce do walki” (Ps. 18:34). Dawid nie tylko walczył, rzucając się na wiatr, lecz Bóg szkolił go tak długo, aż Dawid potrafił napiąć łuk ze spiżu i stał się mężny w boju. Gdy inni uciekali wystraszeni spojrzeniem Goliata, Dawid planował ścięcie jego głowy. Skąd miał tyle przekonania? Bóg szkolił go w czasie wcześniejszych spotkań z niedźwiedziem i lwem. Dawid wiedział, co robić w kryzysowej sytuacji.

Żyjemy dziś w stanie narodowego kryzysu (USA), lecz większość chrześcijan wykręca tylko 997 w modlitwie. Musimy jako siły pierwszego reagowania być ludźmi, którzy znają Boga i potrafią dokonywać Bożych wyczynów (p. Dan. 11:32).

Naprawdę każdy widzi, że społeczeństwo i ekonomia upada, lecz Bóg powołuje nas do odbudowy starożytnych ruin, a nie do przechadzania się wśród nich i dziwienia, co też takiego się stało. Jesteśmy powołani na naprawiaczy wyłomów, odnowicieli ulic, w których mamy mieszkać (p. Iz. 58:12). Duch Święty ma odpowiedzi na problemy naszych miast i sąsiedztw, twórcze środki, które przywrócą pokój i powodzenie naszym społeczeństwom.

Są cierpiący ludzie, których Bóg chce przez nas dotknąć, a jednak zanim będziemy mogli wyjść do nich, najpierw Duch Święty musi nas wyszkolić. Pan mówi w Iz. 50:4: „Wszechmogący Pan dał mi język ludzi uczonych, abym umiał spracowanemu odpowiedzieć miłym słowem, każdego ranka budzi moje ucho, abym słuchał jak ci, którzy się uczą„. Chrystus chce, aby nasze języki były wyszkolone, abyśmy mówili jako Jego przedstawiciele. Ludzie są zmęczeni, a Pan chce usłużyć sercem w serca tym, którzy są wyczerpani bitwą.

Widzisz, nie wystarczy być Chrześcijaninem i po prostu starać się być dobrym, musimy być wyszkoleni. Takie szkolenie może pochodzić bezpośrednio od Ducha Świętego lub Duch Święty może użyć już wyszkolonych ludzi, aby nas uczyli. Zaprawdę, jeśli widzimy kogoś, kto jest podobny do Chrystusa w jakiejś szczególnie dziedzinie, kto reaguje na życiowe sytuacje z cichym autorytetem, nie powinniśmy się wahać lecz poprosić go o to, aby nas uczył w tej dziedzinie, w której jest dojrzały (p, Ef. 4:11-12). List do Hebrajczyków przynagla nas, abyśmy „pamiętali na wodzów waszych, abyście rozpamiętując ich koniec, naśladowali wiarę ich” (Hbr. 13:7).

Naszym zadaniem nie jest kopiowanie innych, lecz po uważnym zbadaniu ich zalet – rozważając wpływ ich życia – starali się od nich uczyć. Sam Jezus powiedział: „Nie masz ucznia nad mistrza, ale należycie będzie przygotowany każdy, gdy będzie jak jego mistrz” (Luke 6:40).

Umiłowani, mamy być podobni do Chrystusa. Skupieni na Nim, nie uważajmy za słabość poszukiwania duchowego szkolenia u tych, których On posyła. Podobnie jak ja chciałem poznać zasad pierwszej pomocy, tak też musimy wiedzieć jak usługiwać w nagłych duchowych przypadkach.

Obecny stan naszego świata to nie tylko osąd Boży, lecz całe mnóstwo możliwości do wykorzystania przez kościół. Ten stan świata sprawia, że ludzie są podatni na ewangelizację a Bóg potrzebuje uczniów, którzy będą wyszkoleni i sprawdzeni. Nie możemy stać sparaliżowani przez strach, obserwując katastroficzne wydarzenia jakie otwierają się przed nami.

Musimy być ludźmi reagującymi jak Chrystus.

продвижение сайта

Zasada poddania

Chip Brogden

05 stycznia 2010

W codziennym życiu natrafiamy stale na takie sytuacje z którymi nie możemy sobie poradzić przy pomocy naszej własnej siły czy mądrości. Potrzebujemy wzmocnienia i mądrości, które pochodzą z Góry, spoza nas, które przychodzą z Innej naszej strony, a jednak podnoszą się wewnątrz nas.

Jeśli faktycznie jesteś narodzony na nowo, przeżyłeś to co najmniej raz w życiu, co najemnej w jednej dziedzinie życia. Co najmniej raz przyznałeś, że nie możesz zbawić siebie, więc poddałeś się Chrystusowi i zaufałeś Jemu, że zrobi w tobie i przez ciebie to, czego ty nie możesz sam z siebie zrobić. Takie poddanie było w istocie „wzięciem Krzyża” jeśli chodzi o zbawienie siebie. Umarłem dla sprawy zbawiania samego siebie, nie mogę siebie zbawić; a ponieważ nie mogę, nie będę próbował. Będę ufał wyłącznie Życiu Pana, że wykona to, o czym ja dowiedziałem się (wreszcie!), że nie jestem w stanie zrobić. To oznacza „uchwycić Krzyż” w dziedzinie zbawienia. Widzimy to wtedy, gdy śmierć dla Siebie jest całkowita i zupełna, to jest wtedy, gdy przestajemy starać się zbawić siebie i rzucamy się w ramiona łaski Bożej, a wtedy Bóg wzbudza nas z martwych. To, co było wcześniej niemożliwe, teraz jest osiągane przez Boga. Jesteśmy wdzięcznymi odbiorcami Jego łaski, a On przyjmuje wszelką chwałę i cześć, ponieważ my nie zrobiliśmy z naszej strony niczego, a On zrobił wszystko. To jest zasada Krzyża.

Nie ma żadnego znaczenia jaka to sytuacja, Krzyż wystarcza. Jeśli Krzyż jest mocą Bożą ku zbawieniu to Krzyż jest również mocą Bożą ku twoim relacjom, twojemu duchowemu wzrostowi i rozwojowi, celowi twego życia, twojej zachęcie, wzmocnieniu, zwycięstwu nad wszystkim, co utrudnia i hamuje i co staje przeciwko tobie. Pewnego razu w życiu dowiedziałeś się tego, że nie możesz zbawić samego siebie; to było dzieło Krzyża. Teraz, przyjmij dzieło Krzyża i naucz się tego, że jak nie mogłeś zbawić siebie samego, tak też nie możesz kochać Boga, kochać bliźniego, przebaczać tym, którzy zgrzeszyli przeciwko tobie, wypędzać demonów i być odważnym świadkiem Chrystusa czy wypełnić swego przeznaczenia swymi własnymi siłami. Podobnie jak już raz złożyłeś zaufanie w Chrystusie, że cię zbawi, tak teraz musisz zaufać Chrystusowi, że będzie żył przez ciebie każdego dnia. Podobnie jak polegasz na Chrystusie co do zbawienia, tak też musisz stale polegać na Chrystusie co do wszystkiego innego.

Jak przyjęliście Jezusa Chrystusa Pana,… ” – to jest Brama. „Tak w Nim chodźcie” – to jest Droga. Jeśli możesz przyznać się do porażki, jeśli możesz poddać siebie Bogu w dziedzinie „zbawienia” to możesz (i powinieneś) zrobić dokładnie to samo w każdej innej dziedzinie twojego życia. Chodź w Nim tak, jak Go przyjąłeś: przez bezwarunkowe poddanie się Jego Woli, Jego Celowi, Jego Mocy, Jego Panowaniu. Uchwyć się Krzyża! Im wcześniej tym lepiej!

Gdy przestajemy robić to, z czym nie możemy sobie poradzić, On zaczyna to robić. Jest to owoc wydawany przez zrodzonych na nowo. Nasze uczynki zupełnie nie są uczynkami religijnym, są to po prostu uczynki Tego, Który żyje teraz w nas. Gdy przestaniemy się zmagać i poddamy się ukrzyżowaniu, wtedy On wkracza z mocą i chwała, aby wzbudzić nas z martwych. Właśnie to oznacza być chrześcijaninem i uczniem Jezusa.

Przyszedł do mnie kiedyś pewien brat, który bardzo cierpiał z powodu pewnego złego nawyku. Próbował wszystkich możliwych znanych sposobów, aby przełamać go. Sprawdził wszystko. W pierwszej kolejności próbował wszystkich „chrześcijańskich” leków: modlitwy, postu, związywania i uwalniania, egzorcyzmu i pozytywnego wyznawania. Przysięgał Bogu i straszył samego siebie okropnymi konsekwencjami, które miały nastąpić, jeśli złamie przysięgi, lecz je łamał. Kiedy te wszystkie próby zajęcia się problemem duchowo zawiodły, próbował środków psychologicznych: wizualizacji, poradnictwa, psychoterapii, kursów samopomocy, leków naturalnych, przepisywanych przez lekarzy i bywał na wykładach motywacyjnych mówców. Nosił nawet gumową opaskę na nadgarstku, aby strzelać sobie w skórę za każdym razem, gdy jego myśli zaczynały wędrować w bok. W ten sposób (tak mu mówiono) ból będzie przerywał schemat myślowy i zostanie „trzaśnięty” z powrotem do rzeczywistości. Oczywiście ta opaska nie była skuteczna, a tak naprawdę zupełnie nic nie działało. Właśnie w takim stanie przyszedł do mnie.

„Próbowałem już wszystkiego, nie jestem w stanie złamać tego nawyku! Co jeszcze mogę zrobić? ” – zapytał.

„Pozwól, że powtórzę to, co właśnie usłyszałem. -odpowiedziałem. -Powiedziałeś, że nie możesz przełamać tego nawyku”.

Kiwnął głową.

„Po czym zapytałeś: 'Co jeszcze mogę zrobić?”

Znowu kiwną głową.

„Posłuchaj tego, co mówisz. Powiedziałeś: 'Nic nie mogę…. co jeszcze mogę zrobić?”

Nadal nie rozumiał, więc próbowałem wyjaśnić.

„Mówisz tak: „nie mogę, nie mogę, nie mogę,..” i równocześnie na tym samym oddechu pytasz „Co jeszcze mogę zrobić?” Odpowiedź jest prosta: nic. Nie więcej nie możesz zrobić. Zrobiłeś już wszystko. Jeśli więc naprawdę wierzysz, że nie możesz nic zrobić to przestań wreszcie próbować coś zrobić. Za każdym razem, gdy próbujesz, wyrażasz w ten sposób przekonanie, że ciągle coś możesz zrobić. Najwyraźniej nie możesz”.

Pomyślał nad tym i powiedział: „Tak, lecz jeśli przestanę próbować to na pewno ta słabość pokona mnie całkowicie”. Odpowiedziałem: „Już jesteś pokonany. Teraz musisz przyznać się do porażki, abyś mógł zwyciężyć. Co chcesz pokazać tym cały staraniem? Nic, tylko same zniechęcające porażki. Czy widzisz to, że jeśli nie możesz, to całe twoje zmaganie jest bezcelowe? Jeśli nie jestem w stanie podnieść 1500 kg to w ogóle nie powinienem próbować. A ten nawyk to 15.000 kilogramów. Możesz je podnieść? Ciągle uważasz, że możesz? Zatem Bóg pozwoli ci na kolejne próby podnoszenia i będzie czekał aż przestaniesz próbować. Wcześniej czy później musisz nauczyć się tego, aby nie walczyć z tym, czemu nie możesz dać rady. Celem tych licznych upadków jest nauczenie cię jednego: nie możesz. Jeśli nauczysz się tej lekcji, wtedy warto było upaść tysiąc razy. Jeśli rzeczywiście nauczyłeś się tego tym razem to idź do Boga i powiedz Mu, że rezygnujesz. Powiedz Mu, że próbowałeś zrobić to po swojemu, lecz jesteś bezsilny. Idź do Krzyża, niech umrze w tobie wszystko, co się wiąże z tą sprawą i patrz, co Bóg z nią robi”. Myślał nad tym i nie bardzo chciał się zgodzić ze mną, lecz jego własne doświadczenie dowodziło, że im bardziej próbował, tym częściej upadał. Wtedy coś się stało. W końcu zobaczył: nie ma żadnego pożytku z podejmowania prób wykonania czegoś, czego zrobić nie mógł.

„Nie mogę, – powiedział. – więc nie będę!” Zajaśniała mu nowa nadzieja, zobaczył, że „Co niemożliwe dla człowieka, możliwe jest dla Boga” (Łk. 18;27). Lecz teraz zrozumiał: aby Bóg mógł zrobić to, czego nie może człowiek, najpierw ten człowiek musi to sobie uświadomić! Po raz pierwszy zobaczył, że Bóg może zrobić więcej dla niego w ciągu pięciu sekund jego „poddania” niż on sam mógłby zrobić dla siebie przez całe życie „próbowania”.

Pomodliliśmy się więc wspólnie jakoś tak: „Panie, dziś jestem skończony. Rezygnuję. Próbowałem wszystkiego i nic nie było skuteczne. Jest to dla mnie niemożliwe, lecz nie dla Ciebie. Z Tobą wszystko jest możliwe! Tak więc, powierzam Tobie, abyś zrobił to, czego ja nie mogę. Jeśli Ty to zrobisz, ja zwyciężę; jeśli Ty tego nie zrobisz, będę pokonany na wieki. Po prostu tak jak ufam Ci co do zbawienia, tak ufam Ci co do pokonania tego nawyku. Ja nie mogę, lecz Ty możesz”.

Nie zdając sobie z tego sprawy ten brat uchwycił się Krzyża. „Umarł” dla wszystkich swoich starań, a Bóg „wzbudził go z martwych” przez wspaniałe uwolnienie.

Uchwycenie się Krzyża nie jest jednorazowym aktem, lecz jest to codzienna postawa, przez którą mówisz, że znasz swoją niewystarczalność i wiesz, że Chrystus wystarcza. Jezus mówi nam, abyśmy braku Krzyż „każdego dnia” (Łk. 9:23), a Paweł pisze; „tak ja umieram każdego dnia” (1Kor. 15:31). Ponieważ każdego dnia spotykamy się z pokuszeniami, próbami i sprawdzianami, musimy codziennie potwierdzać kim jesteśmy w Chrystusie: ukrzyżowana, martwa, pogrzebana, wskrzeszona z martwych, zabrana w górę i posadzona Winorośl ukrzyżowanego, zmarłego, pogrzebanego, wskrzeszonego z martwych, zabranego w górę i zasiadającego (na wysokości) Krzewu Winnego. Jako uczniowie bierzemy codzienne Krzyż, co oznacza, że zawsze jesteśmy w stanie poddania się i uległości Panu Jezusowi, nieustannie wyrzekając się własnych dróg na rzecz Jego Drogi. To poddawanie się z chwili na chwilę Jemu zostało podsumowane w powiedzeniu: „Nie ja, lecz Chrystus” (Gal. 2:20 in.)

сайта

Przechodźmy ponad wiarę ku doświadczeniu

Logo_McGatlin

Ron McGatlin

Żyjemy w bezprecedensowym okresie wypełnienia zbawienia. Przemiana świata w królestwo niebios na ziemi jest przed nami. Życie według wzoru pochodzącego ze Świętego Miasta, z Nowego Jeruzalem, od Oblubienicy zstępuje z duchowych niebios do duchowej rzeczywistości na ziemi i manifestuje się w życiu dojrzewających synów Bożych.

To, co obiecywane i widziane w wierze przez ludzi Bożych w całej biblijnej historii zaczyna się przejawiać w Bożym czasie, w który weszliśmy. 11 rozdział Listu do Hebrajczyków wylicza wielu Bożych ludzi, którzy byli przed nami, którzy przez wiarę dokonali wielu cudownych Bożych dzieł i zapłacili wielką cenę prześladowań i cierpienia. A jednak, oni nigdy nie doczekali się wypełnienia obietnicy (Hbr. 11:38). Uchwycili się pewności nadziei, którą teraz zaczynają przeżywać tłumy dojrzewających synów Bożych. Wiara i nadzieja są bardzo ważne dla produktywnego i użytecznego życia.

Może nie wszyscy czytelnicy są świadomy tego, że nowotestamentowe słowo „nadzieja” nie ma takiego samego znaczenia, jakie jest obecnie w powszechnym użytku, czyli coś w rodzaju pobożnego życzenia, mrzonki czy czegoś wątpliwego na zasadzie: 'może kiedyś’.  W Biblii najczęściej ma ono znaczenie pełnego przekonania czy zdecydowanego wyczekiwania. Wiara doprowadza do urzeczywistnienia się nadziei. W Hebr. 11:1 czytamy, że „wiara jest pewnością (ang.: substancją – przyp.tłum.) tych rzeczy, których się spodziewamy, przekonaniem o tym, czego nie widzimy„.

Boże duchowe sprawy mogą być zrozumiane przez wiarę. Hbr. 11:3: „Przez wiarę poznajemy, że światy zostały ukształtowane słowem Boga, tak iż to, co widzialne, nie powstało ze świata zjawisk„. Przez wiarę dokonuje się wielkich dzieł Bożych. Mat 17:20: „A On im mówi: Dla niedowiarstwa waszego. Bo zaprawdę powiadam wam, gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, to powiedzielibyście tej górze: Przenieś się stąd tam, a przeniesie się, i nic niemożliwego dla was nie będzie”.

Co jest poza wiarą?

Pewność nadziei co do obietnicy Bożej spełnia się w doskonałym dziele wiary.

Gdy wiara i pewność nadziei wykonają swoje dzieło, spełniona obietnica staje się w życiu wierzącego rzeczywistością na tym świecie. To, co pochodzi z rzeczywistości nadnaturalnej, staje się rzeczywistością w naturze i w tym momencie, wiara i pewność nadziei nie są już potrzebne, ponieważ to, co do tej pory było widziane oczyma wiary przez Ducha, staje się doświadczeniem w naturalnej rzeczywistości.

Rzm. 8:24: „… nadzieja, którą się ogląda, nie jest nadzieją, bo jakże może ktoś spodziewać się tego, co widzi?

Niemniej, przez to, że obietnica się wypełniła i jest widoczna w fizycznej naturze, to co się spełniło nie istnieje w jakiś sposób „bardziej” niż istniało wcześniej, gdy jeszcze było widoczne tylko w duchowej rzeczywistości. Duch Boży w duchowych niebiosach jest źródłem tego wszystkiego, co jest widoczne w naturze/stworzeniu.

Ponad wiarą jest spełnienie czy inaczej rzeczywistość doświadczenia. Doświadczenie jest owocem wiary i pewności nadziei obietnicy, słowa od Boga. To, co można zobaczyć i usłyszeć od Ojca przez Ducha Świętego przez Chrystusa Jezusa jest nasieniem. Doświadczenie jest dojrzałym owocem wiary i nadziei złożonych w ziarnie obietnicy.

Czym jest upragniony owoc żywota?

Jezus jest naszym Panem i przykładem dojrzałego synostwa. Był w intymny sposób związany z naszym Ojcem, mówił i czynił tylko to, co widział u Ojca i słyszał od Ojca. Wszystko, co mówił i czynił było obrazem Ojca na tym świecie (Jn. 14:9). Absolutnie nadrzędną cechą Ojca jest jego MIŁOŚĆ. BÓG JEST MIŁOŚCIĄ.

1Jn 4:8: Kto nie miłuje, nie zna Boga, ponieważ Bóg jest miłością.

Upragnionym owocem życia jest stałe przeżywanie miłości naszego Ojca, co w efekcie daje chodzenie Jego drogami: Jego sprawiedliwość, zasady Jego królestwa i dominację miłości na ziemi, jak to jest w niebie.

Wszystko, cokolwiek kiedykolwiek zobaczymy czy usłyszymy od naszego Ojca, co mówi lub czyni dla nas, manifestuje Jego miłość na tym świecie. Każde dzieło czy aktywność w biznesie, służbie czy jakiejkolwiek innej dziedzinie życia w czym bierzemy udział, ma być prezentacją tego, co mówi i czyni nasz Ojciec. Manifestowanie miłości naszego Ojca na ziemi to królestwo Boże. Gdy dopełniona jest miłość w nas, wtedy wiara i nadzieja wykonują swoją pracę. Wtedy dojrzewamy do miłości i nigdy więcej już nie jesteśmy jak pozbawieni ojca niewolnicy, lecz stajemy się dojrzałymi synami i współdziedzicami z Chrystusem Jezusem, żyjąc przez Ducha i chodząc w Duchu.

Chrystus Jezus, Duch Święty i Ojciec.

Zbliżające się objawienie prawdy królestwa odkrywa nasze braki i ujawnia nasze potrzeby. Wiele Bożych dzieci jest skupionych na przyjmowani i czczeniu Jezusa, co należy robić, lecz nie dotarło do pełnego poznania i intymnego połączenia z naszym Ojcem. Wielu widzi już przez Ducha to, że Jezus jest drogą a nasz Ojciec przeznaczeniem. Nie zostaliśmy jeszcze całkowicie przyłączeni do miłości naszego Ojca. Może wyobrażaliśmy sobie, że jest podobny do naszych ziemskich ojców, którzy słabo prezentowali miłość Niebiańskiego Ojca. Jak dzieci pozbawione ojca, brakuje nam pełnego przeżycia miłości Ojca, który kocha nas całkowicie i pragnie ponad wszystko inne, abyśmy Mu zwracali Jego miłość w czystej, świętej adoracji z całego serca.

Dojrzali synowie przeżywają pełną więź z Chrystusem Jezusem jako Zbawicielem, Panem i Królem. Łączą się z Duchem Świętym, jako Bogiem w pełni i są nasyceni dziełem Ducha. Podstawowe działania Ducha Świętego oświecają nasze wewnętrzne niedostatki i wyznaczają dzieła Chrystusa i Ojca, aby je nam darować i uzdalniać nas łaską. Bez Ducha Świętego nie możemy zostać przyłączeni i intymnie związani z Chrystusem Jezusem i naszym Ojcem. Jeśli odrzucimy jakąkolwiek część Boga, będziemy niepełni i niedojrzali.

Jezus Chrystus odkupuje nas i żyje w nas przez Ducha Świętego. Tylko przez Ducha Świętego jesteśmy w stanie doświadczać (znać) miłość naszego Ojca, która oczyszcza i całkowicie wypełnia nasze życie. Możemy całe nasze życie spędzić na religijnych uczynkach takich jak post, modlitwa czytanie Biblii, uczestnictwo w nabożeństwa i konferencjach, w Wieczerzy Pańskiej, płacąc dziesięciny, dając wielkie ofiary a nawet czyniąc wielkie dzieła dla Jego imienia. Jeśli jednak nie dojrzeliśmy do prawdziwego przeżywania miłości naszego Ojca, nie będzie z tego żadnej korzyści w tym życiu (1Kor. 13) (Mat 7:23).

Boża, bezwarunkowa miłość jest dostępna WYŁĄCZNIE u naszego Ojca, musi więc zostać przyjęta od Niego i przywłaszczona przez Ducha Świętego. Nie ma innego źródła. Wyłącznie przez Jezusa Chrystusa przez Ducha możemy osiągnąć dojrzałą miłość naszego Ojca i tylko wtedy możemy przekazać Ojcowską miłości światu, przemieniając ten świat w Jego królestwo.

1Kor 13:1-3:  Choćbym mówił językami ludzkimi i anielskimi, a miłości bym nie miał, byłbym miedzią dźwięczącą lub cymbałem brzmiącym. I choćbym miał dar prorokowania, i znał wszystkie tajemnice, i posiadał całą wiedzę, i choćbym miał pełnię wiary, tak żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I choćbym rozdał całe mienie swoje, i choćbym ciało swoje wydał na spalenie, a miłości bym nie miał, nic mi to nie pomoże.

1Kor. 13:13: Teraz więc pozostaje wiara, nadzieja, miłość, te trzy; lecz z nich największa jest miłość.

Dążcie do miłości. Ona nigdy nie zawodzi a Jego królestwo jest wieczne.

Ron McGatlin

basileia@earthlink.netсайт

8 ostrzegawczych znaków toksycznej wiary

Logo_Grady

J. Lee Grady

28 lipiec 2009

Legalistyczna religia jest niebezpieczna. Oto w jaki sposób możesz wykryć i uniknąć trucizny religijnego ducha.

Elizeusz widział jak Eliasz wstępuje do nieba, po czym poszedł do Jerycha i uczynił swój pierwszy cud. Ludzi tego miasta dotknął poważny kryzys środowiskowy: woda była zatruta, prawdopodobnie z powodu siarki i innych chemikaliów, które spadły z deszczem na okolice Sodomy i Gomory wiele lat wcześniej. Ta trucizna wywoływała bezpłodność (p. 2Krl. 2:19-22), prawdopodobnie dotykała ludzi, zwierząt i roślinności. Elizeusz dokonał odważnego proroczego aktu. Wrzucił sól do wody i ogłosił: „Tak mówi Pan: 'Uzdrowiłem tą wodę, nie wyjdzie z niej odtą ani śmierć, ani poronienie” (w.21). To obwieszczenie spowodowało natychmiastowe oczyszczenie wody.

Sam Jezus mówił o tych toksynach jako o „kwasie faryzeuszy” (Łk. 12:1). Powiedział nam, że ten rodzaj faryzejskiej religii, który dobrze wygląda na zewnątrz, jest śmiertelny i zaraźliwy.

Ta zapomniana starotestamentowa historia obrazuje moc ewangelii. Przesłanie Jezusa Chrystusa uzdrawia nas, Duch Święty przynosi życie tam, gdzie panuje śmierć. On unieszkodliwia truciznę, która wywołuje duchową bezpłodność, On równoważy poziom Ph tak, że może następować duchowy wzrost i ożywienie.

Wszyscy chcemy się cieszyć zdrowym duchowym życiem, lecz smutną prawdą jest to, że wielu z nas jest bezpłodnych z powodu niebezpiecznych dodatków. Uwierzyliśmy w inną ewangelię, splecioną z legalizmem, religią zbudowaną na przedstawieniach i zbawieniu z uczynków, podczas gdy jedynie Chrystus jest źródłem wszelkiego życia.

Sam Jezus mówił o tych toksynach jako o „kwasie faryzeuszy” (Łk. 12:1). Powiedział nam, że ten rodzaj faryzejskiej religii, który dobrze wygląda na zewnątrz, jest śmiertelny i zaraźliwy.

Czy zostałeś już zainfekowany? Sam możesz sprawdzić sobie swoje PH według poniższej listy ośmiu cech charakterystycznych religijnego ducha.

1. Religijny duch postrzega Boga bardziej jako zimnego, odległego nadzorcę niż przystępnego, miłującego Ojca. Gdy opieramy swoje relacje z Bogiem na zdolności do wykonywania duchowych obowiązków, odrzucamy moc łaski. Bóg nie kocha nas dlatego, że modlimy się, czytamy Biblię, bierzemy udział w nabożeństwach i świadczymy, a jednak miliony chrześcijan uważa, że Bóg jest zły na nich, jeśli nie robią tych czy innych rzeczy. Wynik jest taki, że trudno jest im znaleźć prawdziwą intymność z Jezusem.

2. Religijny duch kładzie nacisk rzeczy zewnętrzne, aby pokazać innym, że Bóg go akceptuje. Oszukujemy sami siebie, jeśli wierzymy, że możemy zdobyć Bożą aprobatę przez stosowanie się do jakiegoś religijnego kodeksu ubioru, jakiejś szczególnej duchowej dyscypliny, stylu muzycznego czy nawet doktrynalnych pozycji.

3. Religijny duch rozwija tradycje i formuły, których celem jest osiągnięcie duchowych celów. Aby osiągnąć rezultaty, które może dać wyłącznie Bóg, zaczynamy ufać w liturgie, denominacyjną politykę czy stworzone przez ludzi programy.

4. Religijny duch jest pozbawiony radości, cyniczny i nadmiernie krytyczny. Może to całkowicie zakwasić dom czy kościół. Kiedy jednak jest wyrażana autentyczna radość i miłość, staje się to zagrożeniem dla tych, którzy stracili prostotę prawdziwej wiary.

5. Religijny duch jest pyszny i izoluje się, myśląc, że jego sprawiedliwość jest szczególnego rodzaju, i że nie wolno mu spotykać się z wierzącymi, którzy mają inne standardy. Kościoły, które pozwalają sobie na takie postawy, stają się elitarne i niebezpiecznie podatne na zwiedzenie i praktyki zbliżone do kultów.

6. Religijny duch rozwija surową, osądzającą postawę wobec grzeszników, pomimo że ci, którzy przyjmują tą truciznę, sami zazwyczaj zmagają się z grzesznymi nawykami, do których nie mogą się nikomu przyznać. Religijni ludzie rzadko kiedy oddziałują na niewierzących, ponieważ nie chcą, aby ich własne nadrzędne morale zostało przez nich splamione.

7. Religijny duch odrzuca postępujące objawienie i możliwość zmiany. To dlatego wiele kościołów nie ma żadnego związku z lokalną społecznością. Tak bardzo skupiają się na tym, co Bóg zrobił 50 lat temu, że utknęli w jakimś punkcie czasu i nie są w stanie ruszyć do przodu, gdy Duch Święty zaczyna udzielać nowego zrozumienia. Kiedy religijne grupy nie zgadzają się na zamianę zgodnie z nowymi poleceniami Boga, stają się „starymi bukłakami” i Bóg musi znaleźć bardziej elastyczne naczynia, które chcą przyjąć zmianę.

8. Religijny duch prześladuje tych, którzy nie zgadzają się z opartymi na własnej sprawiedliwości poglądami i wpada w złość, gdy przesłanie łaski podkopuje jego religijność. Rozgniewany religijny człowiek będzie używał plotki i oszczerstwa do atakowania charaktery innych ludzi i może nawet sięgnąć po przemoc, aby dowieść swego. Jezus ostrzegał Swoich uczniów: „Nadchodzi godzina, gdy każdy, kto was zabije, będzie mniemał, że spełnia służbę Bożą” (Jn 16:2).

Jeśli trucizna religii zatruła twoje chodzenie z Bogiem, proś Bo, aby wlał świeże zrozumienie Łaski do twego bezpłodnego ducha i spodziewaj się, że Jego nowe życie przepłynie przez ciebie.

J. Lee Grady is editor of Charisma. You can follow him on Twitter at leegrady.

система оптимизации сайта