Category Archives: Temat

Tematyka artykułów

Królestwo Boże jest królestwem współ-pracy.

Akaron Adam

„Bo do tanga trzeba dwojga”, ciebie i Boga. Bóg będzie cię prowadził, lecz ty musisz podążać za tym. On pragnie pomagać ci wzrastać, lecz nie zmusi cię do tego, wymaga współpracy – twojego chodzenia z Bogiem. Prawo współ-pracy jest powszechne w duchowej rzeczywistości tak, jak prawo grawitacji w rzeczywistości naturalnej.

Królestwo Boże zbudowane jest na osobistej i intymnej relacji między tobą i Bogiem. Aby jakakolwiek znacząca relacja mogła mieć miejsce między dwoma ludźmi to konieczne jest, aby obie strony tego chciały. Wymaga to decyzji wolnej woli, bez najmniejszego odcienia przymusu czy użycia siły. Jeśli zmusisz kogoś do tego, aby cię poślubił to nigdy nie to szczęśliwe połączenie spójnego partnerstwa. Niektórzy ludzi, którzy zostali zmuszeni do jakiejś relacji będą „zagryzać zęby”, aby zrobić to, co najlepsze, lecz zawsze będzie jakaś blokada na drodze do rzeczywistej intymności.

Bóg pragnie tego, aby ludzie łączyli się z Nim, lecz nigdy ich do tego nie zmusza. Bóg pragnie, aby ludzie wzrastali w społeczności z Nim, lecz  nigdy nie będzie ich wabił obietnicami wielkiej odpłaty. Niektórzy zaczynają swoją podróż z Bogiem z powodu obietnic. Obietnic takich jak: wieczne szczęście, radość, bogactwo, pokój i bezwarunkowa miłość.  Ewangeliści sądzą, że dobrze robią naświetlając te obietnice, niemniej jednak otrzymanie tej zapłaty nie jest właściwą motywacją do wejścia w regularną społeczność z Bogiem.

Prawdziwe posłanie ewangelii jest źle interpretowane a to prowadzi ludzi do wiary w to, że Bóg im odpłaci oślepiającym wachlarzem dóbr jeśli wzniosą woje ręce i przejdą się wzdłuż ławek. To tak, jakby Bóg był tak zdesperowany w oczekiwaniu na ludzkie towarzystwo, że będzie chciał płacić tak jak mężczyźni płacą prostytutkom. Bóg nie przekupuje ludzi darami wielkiej odpłaty za to, aby przyszli do Niego. W ten sposób nie zaczyna się relacja miłości, czci i godności.

Ta błędna interpretacja ma niszczące skutki dla ludzi, którzy na nią reagują. Przychodzą do Boga wierząc, że mają interes do ubicia i, że ten interes gwarantuje im pewne prawa, przywileje i zapłatę. W zależności od kaznodziei ten interes zapewnia zapłatę, która waha się od prostego życia wiecznego do życia pozbawionego wszelkich problemów. Ostatnie osiem nabożeństw, w których brałem udział mogło każdego pozbawić wszelkich wątpliwości, że ten interes, którym jest podjęcie decyzji przyjęcia Chrystusa, będzie skutkował doskonałym zdrowiem, bogactwem i życiem na poziomie średniej klasy.

Zwykle nie potrzeba wiele czasu, aby ci, którzy usłyszeli ewangelię „robienia interesu”, czują się ograbieni i zniechęceni. Oni wypełnili swoją część umowy, lecz ręka ich ciągle boli, a poborca podatkowy ciągle upomina się. Gdy Bóg nie spełni ich oczekiwań to reakcja jest zwykle jedna:
– Co jest nie tak, dlaczego Bóg mnie zostawił?

Zazwyczaj odkrywałem, że ci ludzie są sfrustrowani, teraz jest mi naprawdę przykro z ich powodu. Zostali wprowadzeni w błąd i okłamani, ponieważ to nie jest sposób funkcjonowania Królestwa Bożego.  Nie chodzi mi szczególnie tych oportunistycznych, którzy usłyszawszy prawdziwą ewangelię nigdy by nie zareagowali, lecz mam złamane serce co do tych, którzy prawdziwie szukają Boga i źle prowadzeni przez wprowadzonych w błąd.

Gdy wyraźnie pojawia się brak współ-pracy ze strony Boga, ludzie szukają przyczyny. Istnieje niezliczona ilość książek, kaset  i służb oddanych temu, aby odkryć owe „dlaczego” i poprawić problem niepodporządkowania się  Boga. Często początkowe motywy jakie kierują ludzi do przyjścia do Królestwa, prowadzą ich do różnych sposobów patrzenia na ten problem.

Niektórzy wierzą, że problem jest po stronie Boga. Albo On albo diabeł powstrzymuje zaopatrzenie, alba jakaś mieszanina obu przypadków.  Niektórzy wierzą, ze Bóg potrzebuje szturchańców i używają Biblii jako księgi prawa i usiłują czynić Boga odpowiedzialnym za to. Słyszałem jak ich jak wrzeszczą i krzyczą domagając się tego i jak domagają się swoich praw jako dzieci. Słyszałem jedną osobę wrzeszczącą i przeklinającą Boga nazywając Go wszelkiego rodzaju uwłaczającymi imionami ponieważ nie otrzymała, czegoś swoim sposobem.

Inni myślą, że problem jest spowodowany przez szatańską konspirację skierowaną przeciwko nim. Ci ludzie często uczepiają się Szatana i jego kohort. Stają się „duchowymi wojownikami”. Niektórzy dochodzą nawet do tego, że noszą wojskowe ubrania i walczą z Szatanem wyobrażoną bronią, machając wokół niewidocznym mieczem. Burzą warownie i wiążą mocarza. Niektórzy widzą demona w każdej osobie i za każdym krzakiem.
Niektórzy to już tak poszli za własnym prowadzeniem, że wydaje im się że są jak Jozue i prowadzą ludzi do nowych, wolnych od demonów ziem.

Inni znów widzą jako problem siebie. Ruch wiary ma kilka podgrup o wspólnych wierzeniach. Jedna grupa twierdzi uparcie, że mogą wywoływać słowami (powoływać do istnienia) dary Boże zarówno do swojego życia, jak i z niego. Wierzą, ze jeśli wypowiadasz jakiekolwiek wątpliwości to Bóg nie będzie mógł cię uzdrowić, błogosławić materialnie i czynić jakichkolwiek cudów przez ciebie. Inni koncentrują się bardziej na tym, co myśleć a jeszcze inni na swoich działaniach.  Inni upatrujący problemu w sobie szukają rozwiązania w kierunku poczucia winy. Myślą, że żyją zgodnie ze niezwykle wysokimi standardami jaki przed nimi postawiono. Słyszałem, jak mówią:
– Jak Bóg może błogosławić kogoś takiego jak ja.

Czasami stają się purytanami usiłując żyć zgodnie ideałami pod surową i stałą kontrolą siebie podczas, gdy inni rezygnują „czekają na właściwy” czas w niebie. Czerpią pociechę z tego, że gdy dostaną się tam, to zobacz Pana i staną się tacy jak On.
Nigdy nie słyszałem współczesnego posłania ewangelii obietnic, dopóki nie zostałem zbawiony. Spotkałem Boga bez zewnętrznych wpływów (Pierwsze powołanie Adama). Nie znaczy to, że nie uchwyciłem się tego posłania, gdy je po raz pierwszy usłyszałem. Brzmiało dobrze dla mnie. Pomału przyjąłem to, że posiadanie dobrych rzeczy było częścią układu. Są biblijne dowody na to, że Bóg chce tego, co dla naszego życia najlepsze. Jezus uzdrawiał chorych. Jeśli Bóg chce dla mnie tego, to byłbym poza wolą Boga, gdyby, nie robił wszystkiego, co możliwe, aby to zdobyć. Słuchałem takich usług w kościele i w porannych audycjach telewizyjnych. Czytałem książki i kupowałem kasety. W różnych okresach życia, w ciągu dwudziestu lat byłem człowiekiem, który myślał,  można „nazwać to i mieć to” („gadaj i chwytaj”). Odnowiłem moje myślenie żyjąc  w strachu, że jakaś wątpliwość może przeniknąć mój umysł i zniszczyć wszystko. Czytałem, powtarzałem, studiowałem i rozkładałem na czynniki pierwsze Biblią. Wypisywałem zawarte w niej obietnice i przyklejałem je na ścianach i uczyłem na pamięć. Bojowałem w duchowej walce przy pomocy wyimaginowanej broni. Związywałem mocarza i demolowałem jego warownie. Byłem wiedziony przez poczucie winy i żyłem w depresji z powodu niepowodzeń dobrym chrześcijańskim postępowaniu, czego bardzo chciałem. Od chwili mojego pierwszego spotkania z Bogiem wędrowałem przez różne obszary chrześcijańskich sposobów rozwiązywania problemów, usiłując wypracować jakiś ratunek.

Widziałem mnóstwo zdumiewających rzeczy, przeżywałem uzdrowienia, zaopatrzenie, pewne intymne chwile z Bogiem, od czasu do czasu słyszałem Jego głos, przekazywałem słowo wiedzy i towarzyszyłem ludziom w czasie przyjmowania Jezusa jako ich Pan i Zbawiciela. Studiowałem Biblię, zostałem pastorem mając nadzieję, że to się na coś przyda.  Wydawało się, że ci wszyscy pastorzy mieli tą pobożność, lecz gdy sam zostałem pastorem grałem w tą samą zabawę „udawaj tak, żeby inni robili to samo”, wraz z wielu moimi kolegami pastorami.

Nowe zobowiązanie, do którego mnie Bóg powołał, nowy sposób chodzenia z Nim był niewiarygodnym czasem. Słyszałem Jego głos wyraźnie. Siedziałem w mojej przyczepie kempingowej jedząc lunch, gdy Bóg powiedział do mnie, że chce mówić do mnie o czymś ważnym. Odłożyłem jedzenie, wyłączyłem telewizor, przygotowałem się tak, aby jak najmniej rzeczy mi przeszkadzało. Bóg zapytał mnie czy chcę iść za Nim..
– Oczywiście, że tak – odpowiedziałem z bezwzględną pewnością, dziwiąc się, że w ogóle się mnie o coś takiego pyta.

Wtedy powiedział mi, że chce, abym podjął dla niego zobowiązanie. Powiedział, że to zobowiązanie będzie oznaczało całkowite poddanie siebie, że będzie właścicielem mojej duszy, umysłu i ciała. Miałem zrezygnować z wszelkich praw do siebie i czynić wszystko, cokolwiek mi powie, co do joty. Moje stopy miały być Jego stopami, które mają iść dokądkolwiek on zechce. Moje oczy miały być Jego oczyma i miały spoglądać na to, na co, On chciał patrzeć. Moje ręce miały należeć do Niego i dosięgać kogokolwiek On wybrał i tylko tych, których wybrał. Ja miałem być oddzielony wyłącznie do wykonywania Jego dzieła. Miałem jeść to, co On chciał, abym jadł, spać wtedy, kiedy on chciał, abym spał. Miałem należeć do Niego całkowicie i absolutnie nigdy nie kwestionując jego woli, nigdy. Miałem słuchać i wykonywać. Wtedy powiedział mi, że nie zaoferuje mi w zamian niczego. Żadnych pieniędzy, prestiżu, niczego. Powiedział, że może mnie wykorzystać do wszystkiego czegokolwiek zechce i posłać mnie do piekła na wieczność. Potem powiedział mi, że da mi również wiarę (z barku lepszego słowa), aby Mu wierzyć. Całkowicie uwierzyłem, że jeśli zgodzę się na Jego ofertę, że oddam Mu wszelkie prawa do mojego życia to później spędzę wieczność w piekle. Powiedział mi żebym się zastanowił nad tym jako zajęciem 24-godziny na dobę. W tym czasie mówił do mnie dużo, przypominając mi umowę. Miałem oddać wszystko i w zamian otrzymać mniej niż nic.  Powiedział mi nawet, że może przez całą resztę mojego życia utrzymywać mnie w nieszczęściu i posłać mnie do piekła na ziemi i piekła w piekle.

Byłe w szoku i ogłuszony. Wiedziałem, że to Bóg mówił i wiedziałem, że jest bezwzględnie poważny. Następnego dnia zapytał mnie o moją decyzję. Nie było żadnej możliwości, abym choćby zastanawiał się na życiem bez Boga. Nawet jeśli oznaczało to nieszczęście i piekło, było warto. Chciałem Boga bardziej niż czegokolwiek innego. Od chwili, gdy spotkałem Boga po raz pierwszy, poznanie Go było moim całkowitym priorytetem. Może był wybór aby żyć

Miałem do wyboru, aby pozostać przy takim życiu jak dotychczas, lecz nie było żadnych wyborów w moim umyśle. Jeśli tego żądał ode mnie Bóg to również ja tego chciałem. Bóg powiedział mi, żebym napisał to jako umowę i podpisał.  Tego dnia kazał mi ogolić wszystkie włosy na głowie i ciele, aby w ten sposób zasygnalizować, że należę do Niego. Później miałem leżeć na podłodze nago i oferować jako żywa ofiara. Pan powiedział, że nie ma przed nim nic ukrytego nawet jeden włosy nie ukrywają mnie.

Bóg ustanawiał swoje panowanie we mnie. Jedną rzeczą było słowne oddanie siebie a następną było życie zgodnie z tym i Bóg poddawał próbie moje oddanie. Relacja między Bogiem i mną zmieniła się dramatycznie po tym. Bóg wydawał się pracować ze mną bardzo poważnie we wszystkich aspektach mojego życia. Mówił teraz do mnie niemal stale i byłem nieustannie świadom Jego obecności. Miało to poważne odbicie w moim życiu i w życiu innych. Na małych spotkaniach, które prowadziłem pojawiały się potężne manifestacje Ducha Świętego. Ludzie trzęśli się, padali na podłogę i Bóg działał w ich życiu.
W miarę postępu czasu trwałem w tym i byłem posłusznym Bożemu głosowi, zaczęły zmieniać się pewne rzeczy w moim życiu. Nawet okoliczności wokół mnie zaczęły zanikać. Wydawało się, że mam w sobie tą niesamowitą, nieograniczoną, głęboką, wewnętrzną siłę i moc. Przez lata od tamtego czasu Bóg całkowicie przekształcił moje życie i ciągle jest realny. Dał mi siłę do zniesienia takich rzeczy, które wcześniej by mnie niszczyły.
Pomimo rzeczywiście trudnego czasu odkryłem w sobie trwałe szczęcie. Fizycznie czułem się mocniejszy i zdrowszy, Bóg nieustannie pomagał mi i wzmacniał. Niszczył moją pychę, niesforność i poleganie na sobie równocześnie budując we mnie nawyk słuchania, uzależniania od Boga i posłuszeństwa. W pewnym okresie czasu te rzeczy, o których sądziłem, że wraz z zostaniem chrześcijaninem powinny się pojawić, zaczęły funkcjonować z moim życiu i ja niczego nie robiłem, aby je osiągnąć. Po prostu się zdarzały. Po tym, gdy zaczęły się manifestować w moim życiu, Bóg zaczął mi wyjaśniać to, co się w nim działo. Biblijne obietnice, o który całkowicie zapomniałem zaczęły się wypełniać, choć było to po pewnym czasie. Nie działo się to w mgnieniu oka. Bóg powiedział mi, że zamiast szukać tych rzeczy byłem całkowicie skupiony na Nim i to tylko z tej jednej przyczyny, ponieważ kochałem Go i pragnąłem Jego obecności i towarzystwa. Tego czego pragnąłem zaniechałem, myśląc tylko o tym i pragnąc wyłącznie jego obecności. Tamte rzeczy przyszły jako produkt uboczny mojej relacji z Bogiem.

Jest światłość i ciemność. Dobre rzeczy, te których ludzie zazwyczaj chcą, gdy przychodzą do chrześcijaństwa pochodzą ze światłości. Złe rzeczy, które ludzie usiłują wyrwać pochodzą z ciemności. Dobre pochodzi ze światłości i przyciąga światłość a źródłem światłości jest Bóg. Im bardziej skoncentrowany na Bogu, tym bardziej posłuszny jego głosowi i tym więcej światła w tobie. Im więcej światła w tobie, tym więcej rzeczy ze światłości jest przyciąganych do twojego życia. Zbiega się to z tym, że światło Boże odpiera ciemności.

Bóg pokazał mi magnesy. Mają one pola, które w zależności od ich ułożenia przyciągają się lub odpychają. Jesteśmy jak magnesy , przyciągamy i odpychamy. Siła naszego przyciągania i odpychania wywodzi się albo z siły naszego światła lub ciemności. Jak podobne przyciąga podobne, tak światło przyciąga światło, a ciemność przyciąga ciemność.

Słowo ostrzeżenia. Pewne rzeczy mogą wyglądać tak, jakby pochodziły ze światła, lecz mogą sprowadzić ciemność jeśli motywacje są złe. Jest wiele rzeczy, które mogą być błogosławieństwem lub przekleństwem.
Różnice mogą być w motywacji, czasie lub źródle. Zasadą zdroworozsądkową jest to, że jeśli szukamy Boga i koncentrujemy się na naszej intymnej więzi z Nim to w naszym .życiu będą pojawiały się dobre rzeczy we właściwym czasie.  Nie szukamy Boga po to, aby znaleźć światło, to nigdy nie działa. Bóg nie jest głupcem, a niektórzy ludzie myślą, że mogą Nim manipulować. Jedyną osobą, z której robią głupca są oni sami.

W miarę jak pogłębiamy naszą więź z Bogiem i żyjemy w niej to automatycznie jako produkt uboczny zaczną się pojawiać w naszym życiu rzeczy światłości.

Miałem kiedyś prace, której nienawidziłem. Szef był okropny, praca nudna a je nie byłem w tym dobry. Sama myśl o tym, że trzeba wstać wcześnie rano, aby się tam dostać była wstrętna. Wiedziałem o tym, że musiałem przespać odpowiednią ilość czasu, aby na drugi dzień być sprawnym i to było jeszcze gorsze. Bywały takie noce, że nie spałem wcale a im bardziej chciałem zasnąć tym bardziej rozbudzony byłem.

Jestem pewien, że wielu ludzi miało podobne doświadczenia. Sen to coś co się dzieje w sposób naturalny. Im bardziej się starasz i usiłujesz zasnąć, tym bardziej jesteś rozbudzony. Podobna zasada obowiązuje również w innych dziedzinach życia. Im bardziej uganiamy się za szczęściem, tym szybciej ono ucieka. Podobnie jest z miłością, radością, nadzieją i wiarą. Nie mamy za niczym się uganiać. Mamy się skupić na Bogu i żyć w społeczności z Nim a gdy będziemy tak robić, tamte rzeczy będą ścigać nas.

Łk 12:30,31
Tego wszystkiego bowiem ludy tego świata szukają; wie zaś Ojciec wasz, że tego potrzebujecie. Lecz szukajcie Królestwa Jego a tamto będzie wam dodane. aracer

Zbroja Boża 3 – Miecz

Bo Słowo Boże jest żywe i skuteczne, ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające do rozdzielenia ducha i duszy, stawów i szpiku, zdolne osądzić zamiary i myśli serca; i nie ma stworzenia, które by się mogło ukryć przed nim, przeciwnie, wszystko jest obnażone i odsłonięte przed oczami tego, przed którym musimy zdać sprawę.
Hebr. 4.12,13.

Jedną ze znaczących przyczyn, wśród których upatrywałbym słabości i powierzchowności naszego dzisiejszego chrześcijaństwa jest „mieszanie”ducha i duszy. Jeżeli „ciało pożąda przeciw Duchowi, a Duch przeciwciału, a te są sobie przeciwne” (Gal. 5.17) to niezwykle ważną rzeczą jest wyraźne rozdzielenie pomiędzy naszym nowo narodzonym duchem, a duszą, która jest bardziej związana z ciałem, przeciwnikiem Ducha. Nowonarodzony duch w człowieku gorąco pragnie nieustannego przebywania w Jego chwale, dąży do wypełniania woli Bożej i stałej z Nim społeczności, podczas gdy ciało (z duszą) wcale się tam nie spieszy.

Jest przecież oczywistym faktem w naszym naturalnym świecie, że dwie drużyny sportowe walczące ze sobą, muszą się różnić między sobą, tym bardziej oczywiste jest, że dwie czy więcej walczących ze sobą na śmierć i życie armii, muszą mieć różne i łatwe do rozpoznania mundury.
Jeżeli więc ciało (dusza) i duch (Duch) są sobie przeciwne, to musisz mieć wyraźne rozeznanie tego, co jest czym. Każdy z przeciwników musi mieć na sobie inny „mundur”, według którego będzie można łatwo – na tzw. „pierwszy rzut oka” – rozróżnić, który z nich i czego żąda. Takim „mundurem” Ducha jest Słowo Boże, w które zostaje „przyobleczony” nasz duch – „przyobleczcie się w Chrystusa” (a imię Jego brzmi: Słowo Boże). Właśnie miecz – Słowo Boże, o którym mowa w liście do Hebrajczyków jest
zarówno główną pomocą w rozpoznawaniu mundurów walczących ze sobą stron, jak i samym mundurem. Wydaje się, że dziś chrześcijanie używają raczej policyjnej pałki; miękkiej, z każdej strony zaokrąglonej i do tego jeszcze zbyt krótkiej. Takie urządzenie z pewnością nie przypomina ostrego miecza obosiecznego, tym bardziej więc czegoś, co jest ostrzejsze i skuteczne bardziej niż taki miecz.
Łatwość z jaką ulegamy kompromisom, czyli pożądliwościom duszy jest, z jednej strony, wynikiem nieumiejętności posługiwania się mieczem, który, jako zabytkowe narzędzie walki, jest bardzo niewygodny (ciężki, długi i do tego właśnie ostry – można się przy samym noszeniu pokaleczyć), z drugiej zaś strony, jest bardzo skutecznie pobudzana hasłami o wolności, demokracji i, chyba najczęściej powtarzanym argumentem o tzw. tolerancji. Biblia nie zna takich słów i nie są one w żaden sposób zawarte w Bożym słowniku. Możemy prześledzić do czego taka tolerancja prowadzi na podstawie kilku postaci biblijnych.
Pierwszą z nich niech będzie najmądrzejszy z ludzi – Salomon. Otóż, gdyby Izraelitom zachciało się mieć króla, to przyszłemu królowi Izraelskiemu Pan dał takie zalecenia:

Tylko niech nie trzyma sobie wiele koni i niech nie prowadzi ludu z powrotem do Egiptu, aby mnożyć sobie konie, gdyż Pan powiedział do was: Nie wracajcie już nigdy na tę drogę. Niech też nie bierze sobie wiele żon, aby nie odstąpiło jego serce. Także srebra i złota niech wiele nie gromadzi. A gdy zasiądzie na swoim królewskim tronie, niech sporządzi sobie na zwoju odpis tego Prawa od kapłanów. Lewitów i będzie go miał u siebie, i będzie go czytał przez wszystkie dni swojego życia, aby nauczyć się bojaźni Pańskiej, przestrzegania wszystkich słów tego Prawa i spełniania tych wszystkich przepisów.
VMoj,17.17-20.

Można się spodziewać, że prorok Natan dopilnował tego, aby to Prawo było dla króla dostępne, jak nakazał Pan. Prawdopodobnie w czasie przygotowań do budowy świątyni spodobało się Salomonowi, zbieranie złota i srebra tak, że jako król:
doprowadził do tego, że srebra i złota było w Jeruzalemie jak kamieni, a cedrów co do ilości tyle, co
sykomor w Szefeli.

2 Krn. 1.15.

dopiero w późniejszym czasie postanowił zbudować imieniu Pana świątynię
2 Krn. 1.18.

ale Król nie poprzestał na zbieraniu bogactwa:
handlarze Królewscy zakupywali konie przeznaczone dla Salomona w Koe (w Egipcie) za określoną cenę
2 Król. 10.28

Kolejne ustępstwo na jakie Salomon się odważył, było już bezpośrednim zagrożeniem dla niego samego, o czym Bóg wyraźnie ostrzegał („aby nie odstąpiło jego serce”):
Król pokochał wiele kobiet cudzoziemskich; córkę faraona, Moabitki, Ammonitki, Edomitki, Sydonitki, Chetyteki, z narodów, co do których Pan nakazał Izraelitom:
Nie łączcie się z nimi i one niech się nie łączą z wami, nakłonią bowiem na pewno wasze serca do swoich
bogów. Otóż do tych zapałał Salomon miłością.

IKról. 11.1-2.

Złamał więc podwójny zakaz Boży; dla niego samego jako króla, aby nie brał wiele żon w ogóle, oraz dla Izraela, aby nie były to kobiety z narodów, co do których Pan powiedział.: „nie łączcie się z nimi…”
Tak właśnie wielki i mądry Król skończył jako odstępca od Pana.

Diabeł jest mistrzem w polityce drobnych kroków, powolutku, pomalutku, prowadzi Dzieci Boże do coraz większych kompromisów, za każdym razem podpowiadając, że to przecież nic takiego wielkiego się nie stanie, że przecież nie możemy z siebie robić durnia przed ludźmi i wyskakiwać z „takimi” poglądami, itp., itd.
Chciałbym ci drogi bracie i siostro zadać pytanie, na które musisz odpowiedzieć sobie samemu:
Kto w naszym chrześcijańskim życiu wyznacza granice, poza którymi rozciągają się krainy
„PRZESADA” i „NIC WIELKIEGO SIĘ NIE STANIE”?

Jak daleko jest granica w moim życiu, poza którą nie wychylam się wiedząc, że Bóg, Słowo Boże, ma zupełnie odmienne zdanie na ten temat, a jak blisko ta, poza którą sięgamy często, myśląc „och, nic takiego się nie stanie” lub „no, ale, przecież…..” ? Często te granice są w ogóle niewidoczne, a nawet
ślady po nich zostały już dawno i dokładnie zatarte. W takim życiu stwierdzenie „Jezus jest moim Panem” jest kłamstwem, czyli jeszcze jednym ustępstwem. Czy jest to granica ustalona przez naszego Pana, czy przez naszą duszę. Nie wiadomo na jakim etapie życia spotkał Judasz Pana Jezusa, jednak musiał być już bardzo „zaawansowany” w życiu z kompromisem, skoro nawet w obecność Pana
był złodziejem, i mając sakiewkę, sprzeniewierzał to, co do niej wkładano
Łuk. 12.6.

Ustępstwa na jakie stać było Judasza, doprowadziły go do stanu, w którym zdrada Jezusa nie była już wielkim problemem. Wydawać by się mogło, że „my którzy mamy Ducha”, nie damy się tak daleko wypuścić, ale to przecież nie kto inny jak Chrześcijanie, Ananiasz i Safira, pędzeni, jak sądzę, „chęcią próżnej chwały”, pozwolili na to, aby „szatan omotał ich serce ” (Dz. Ap. 5.3). Jest zupełnie niemożliwe, aby taki pomysł przyszedł do głowy komuś, kto stale żyje w czystości serca. Tak wielki kompromis (grzech) może być dopuszczony tylko przez kogoś, kto ma już za sobą wiele innych drobniejszych ” zupełnie niegroźnych grzeszków” i często „wyrywa” mu się stwierdzenie „to nic takiego takiego się nie
stało.”
Tacy letni i kompromisowi Chrześcijanie są również niebezpieczni dla innych Chrześcijan. Kiedyś zostałem zaskoczony przez następującą, zasłyszaną historię. Oto jeden brat drugiemu opowiada jak to źle z nim ostatnio było, że miał „duchowy dołek”, no i nawet zdarzyło mu się zgrzeszyć w „taki-to-a-taki” sposób, na co tamten odpowiedział: „ooo, braaacie, to nic takiego się nie stało” !!!!
Drodzy, czy słyszycie co ten człowiek mówi!! Oto Duch Święty pracuje w umiłowanym bracie Jezusa Chrystusa, starając się go przekonać, że to był jednak grzech, że należy go wyznać, przeprosić Boga za upadek i skończyć z nim raz na zawsze, a tu ktoś robi z Niego (Ducha) głupca i powiada nic się nie stało, zostawiając swojemu bratu szeroko otwarte drzwi do wejścia w następny dołek i grzech!!

Zasada działania tego rodzaju kompromisów jest następująca:

Im więcej masz za sobą nieuporządkowanych przed Bogiem kompromisów, tzn. takich z którymi normalnie żyjesz i nie przeszkadzają ci one w twoim chrześcijaństwie, na tym większy kolejny kompromis y grzech będzie cię stać w przyszłości.!!
Ktoś powiedział, że jeśli coś w swym życiu tolerujesz to się tego nie pozbędziesz!

Dzisiaj nie jest czymś niezwykłym Chrześcijanin oszukujący państwo na podatkach, no bo przecież to państwo go „kantuje”, Chrześcijanin, któremu zupełnie nie przeszkadza we wzroście palenie papierosów czy częste „piweczkowanie sobie”, a w skrajnym przypadku spotkacie ludzi (już chyba
nie Chrześcijan) żyjących w cudzołóstwie i nie pozwalających sobie zwrócić żadnej uwagi na ich rzeczywisty duchowy stan.
Jak zwykle zaczyna się bardzo skromnie, od drobiazgów, od „nic nie znaczących” ustępstw, najczęściej w mowie. Tak wiele miejsca Pismo poświęca językowi i temu co wypowiadamy, że warto na ten drobny element zwrócić uwagę, tym bardziej, że od tego zależy czy będziemy „mężami= (niewiastami) doskonałymi” (Jak.3.2).
Kiedy miecz Ducha stawia wyraźną granicę, nie należy jej przekraczać:
nie narzekajcie,
nie obmawiajcie,
o nikim źle nie mówcie,
bądźcie poddani przewodnikom waszym,
bo jest to mundur wyraźnie oznaczony wrogimi znakami i łatwo jest wkroczyć na drogę udawania, że nic się nie stało i spowodować wzrastanie „korzenia zgorzknienia”, nie tylko w sobie samym, ale przed wszystkim u słabszych w wierze. Jest to najprostsza droga do ostudzenia własnej gorliwości dla Pana i zatrzymania się w rozwoju duchowym na poziomie dla wroga zupełnie niegroźnym. Jest to nawet coś znacznie więcej, umożliwia bowiem przeciwnikowi dalszą pracę nad wyrwaniem nas z szeregów wojska o jednakowym kolorze munduru. Może to być znacznie bardziej groźny kompromis; nie ma przecież przymusu bywania na zgromadzeniach.
Pierwszą! najsilniejszą potrzebą zakochanych ludzi jest przebywanie razem, ileż to poezji powstało z powodów rozłąki z umiłowaną osoby.
Takie jest też pragnienie Ducha, który mówi do nas abyśmy:

nie opuszczali zgromadzeń wzajemnych,
jak to jest u niektórych w zwyczaju.

Hebr. 10.25.

Jeżeli więc Duch tego pragnie gorąco, tylko od przeciwnika ducha, czyli ciała pochodzą wszelkie usprawiedliwienia. Miecz, który rozdziela mówi: „nie opuszczajcie” i koniec. Nie ma żadnych innych wyjaśnień, które mogą pochodzić od tego samego Ducha i które mogą być uznane za „duchowe”, bez względu na to jak ładnie brzmią. W ładnie brzmiących samo-usprawiedliwieniach to jesteśmy zwykle bardzo mocni, a nawet tak mocni, że potrafimy i innych przekonać.
To samo Słowo podaje nam setki praktycznych zasad, jak prowadzić życie pełne Ducha i pokoju, w bezpieczeństwie i radości, którą często usiłujemy „wydrzeć” Bogu, wiedząc lepiej, co nam jest do szczęścia potrzebne.
Tak chrześcijanie płyną sobie w dowolnym kierunku, nie tylko nie rozróżniając, kto zwycięża w tej walce, ale nawet nie wiedząc gdzie jest ukryty wróg-ciało. Obaj przeciwnicy – duch i ciało – ubrani w takie same ochronne kolory, całkowicie do siebie podobni, jeden przez drugiego ciągną w swoją stronę. Skoro jednak Jezus „jest cichy i pokornego serca” i „nie będzie krzyczał, ani na ulicy nie usłyszy się jego głosu” duch szybko tą walkę przegrywa.
Wydaje się to nieprawdopodobne, że Ten który „ma wszelką moc na niebie i ziemi” przegrywa z „tym który jest na świecie”, ale to nie Jezus przegrywa, to przegrywa Chrześcijanin, który jest:
słuchaczem Słowa, a nie wykonawcą, oszukującym samego siebie.
Jak. 1.22.

Bracie, siostro, jak wiele wielkich i małych upadków uniknąłbyś w swoim dotychczasowym życiu, gdybyś zamiast budować zamki na piasku, używał ostrego miecza i podejmował decyzje, które są z Ducha.
Według Ducha postępujcie, a nie będziecie pobłażali żądzy cielesnej.
Gal. 5.16.
i zaledwie parę wersetów dalej: kto sieje dla ciała swego, z ciała  żąć będzie skażenie, a kto sieje dla Ducha, z Ducha żąć będzie żywot wieczny.
Gal. 6.8.

Słowo Boże ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, rozdziela wyraźnie  i jednoznacznie, nie pozostawiając żadnych wątpliwości co do tego, który przeciwnik się właśnie odzywa.
Walka którą prowadzimy nie może być:
jakby na oślep, jakbyś w próżnię  uderzał,
2Kor. . 9.26.

Jest to miecz, który musi być używany przede wszystkim do rozdzielania własnego ducha i własnej duszy, nie brata czy siostry. Miecz na tyle delikatny, że świetnie radzi sobie z wybieraniem belek z oczu. Zwróćmy uwagę na kontekst w jakim słowo o mieczu się znalazło. Wersety te stanowią jakby podsumowanie wcześniejszych rozważań o upadku. Od 12w. poprzedniego rozdziału autor listu rozważa przyczyny upadku wielu spośród Izraela, których Bóg powołał, a którzy do pokoju nie weszli.

Bo czyż nie „ ci wszyscy, którzy wyszli z Egiptu, głos Jego usłyszeli?” (3.16).
Czyż my wszyscy, którzy uwierzyliśmy, nie usłyszeliśmy głosu Jego???? Czyż słowo nam zwiastowane ma się nie przydać na nic, z powodu nie  związania go z wiarą tych którzy słyszeli? Może się to okazać trudne i bolesne, lecz wierzę, że to właśnie Ojciec niebieski jako winogrodnik również przy pomocy miecza Słowa, odcina z nas gałęzie nie wydające owocu, o ile mu na to pozwolimy. Sądzę, że  jest to najłagodniejszy sposób pozbywania się własnych słabości, dlatego „przyjmijcie z łagodnością wszczepione w was Słowo, które może zbawić dusze wasze” (Jak. l,21)

Wierny i miłosierny Bóg pragnie widzieć wszystkie dzieci swoje całkowicie poddane Jezusowi- Słowu Bożemu. Zajdź do komory swojej i pozwól mieczowi Ducha na wykonanie operacji wycinania z twego wnętrza wszystkich kompromisów. Jeżeli odkryłeś, że znajdujesz się w stanie kompromisu i  oziębłości dla Słowa Bożego, to pamiętaj, że Pan nigdy nie zostawia dzieci swoich bez nadziei „a cierpliwość Pana naszego uważaj za ratunek” (II Ptr. 3.15).
Zwróć się z tym, co zobaczysz w lustrze Słowa, do Boga, rozdziel wyraźnie na duchowe i cielesne mieczem Słowa i dziękuj Bogu za to, że nie wspomni ci tego więcej zgodnie z obietnicą swego Słowa.   Nie jest to łatwe i proste i wymaga włożenia ciężkiej pracy starajMY się usilnie wejść do odpocznienia (4.11).
Jeżeli więc, tak często powtarzające się w ustach Pana i w listach ostrzeżenie, abyśmy czuwali i „mieli się na baczności, aby się nie okazało, że ktoś z was pozostał w tyle”, (4.1), ma znaleźć wykonanie w naszym życiu, to: weźmy w rękę miecz Ducha, którym jest Słowo Boże (Ef 6.17) i rozdzielajmy ducha i duszę, abyśmy dobrym bojem bojowali i biegu dokonali.

 aracer.mobi

Czy Biblia mówi coś o antykoncpecji?

Czy Biblia mówi cokolwiek na temat antykoncepcji?

    Biblia nie zajmuje się tematem kontroli urodzin, jest zatem trudno powiedzieć czy jest to właściwe, czy złe w absolutnym sensie. Lecz skoro tego nie potępia, my również nie powinniśmy tego robić.

Biblijnie, posiadanie dzieci jest błogosławieństwem od Boga i wypełnieniem Bożego nakazu pomnażania się i napełniania ziemi (Rodz. 1:28). Raczej jest zalecenie, żeby mieć dzieci, niż żeby ich nie mieć, lecz to, samo w sobie, nie jest wystarczające, aby na tej podstawie ustanowić jakąś zasadę. Generalnie posiadanie dzieci dotyczy całej ludzkości i nie zawsze  stosuje się do poszczególnych jednostek. Weźmy na przykład Jezusa. Nie ożenił się i nie miał dzieci. Nie wypełnił zatem, tego przykazania. Skoro więc, Jezus nigdy nie zgrzeszył to możemy wnioskować, że przykazanie, aby mieć dzieci jest ogólne dla całej ludzkości, lecz nie koniecznie musi mieć zastosowanie do każdej jednostki. Wydaje się logiczne, że kontrola urodzin byłaby do pewnego stopnia dopuszczalna.
Jeśli jakaś para zdecyduje się na antykoncepcję, muszą oni w szczególny sposób zatroszczyć się o to, aby używać metod nie aborcyjnych. Oznacza to, że antykoncepcja nie jest do przyjęcia w przypadku, gdy powoduje, że zapłodnione jajo, płód czy dziecko jest usuwane. Nie jest to w porządku, ponieważ jest powiedziane, że jest to morderstwo (Wyj. 33:13). Pamiętaj, życie w łonie jest ludzkie z samej natury i nie mamy prawa arbitralnie niszczyć go, jako metody kontroli urodzin. Niemniej, widzimy, że antykoncepcja jest biblijnie dopuszczalna i czasami nawet mądra – w szczególnych okolicznościach. Spójrzmy na kilka przykładów.

Choroba
Powiedzmy, że jest kobieta z problemami zdrowotnymi, które mogą w szczególnie negatywnie pojawić się w czasie ciąży i mogą spowodować jej śmieć. Czy powinna ryzykować ciążę, wiedząc, że ciąża może  ją zabić? Wybór należy do niej i ja nie potępiłbym jej w przypadku, gdyby zdecydowała się unikać zajścia w ciążę. Lecz co, jeśli ma już dzieci, lecz z powodu wieku, kolejna ciąża niesie wysokie ryzyko śmierci jej i dziecka? Co wtedy? Czy antykoncepcja jest właściwa? Uważam, że tak, ponieważ potencjalnie zachowa życie tej matki i gwarantuje, że jej dzieci będą miały opiekę. W tym przypadku byłoby mądre stosowanie antykoncepcji.
Oczywiście może ktoś powiedzieć, że to nie ma nic wspólnego z zaufaniem Bogu i że jest to branie spraw w swoje ręce. Sądzę, że jest to błędne myślenie. Czy nie powinniśmy zrobić operacji serca nowo narodzonego dziecka, ponieważ oznacza to branie spraw w swoje ręce? Przede wszystkim, czy to nie w ten sposób Bóg stworzył to dziecko? Niektórzy powiedzą;
– Nie, Bóg nikomu nie daje defektów.  Podoba ci się to czy nie Biblia nie zgadza się z tym: „I rzekł Pan do niego: Kto dał człowiekowi usta? Albo kto czyni go niemym albo głuchym, wiedzącym albo ślepym? Czyż nie ja, Pan?” (Wyj. 4:11).  Poza oczywistymi wnioskami płynącymi z tego wersetu, jeśli Bóg kształtuje nas w łonie i czasami pozwala na to, aby jakieś defekty powstały, czy powinniśmy, że tak powiem, sprzeciwiać się temu? Jest to zwodnicze pytanie, lecz możemy bezpiecznie stwierdzić, że Bóg dał nam na tyle mądrości, aby leczyć choroby. Zatem, powinniśmy przedłużać i rozwijać życie i jeśli oznacza to antykoncepcję to, ja myślę, jest to dopuszczalne.

Ekonomia    
Czy małżeństwo powinno mieć dzieci w przypadku trudności finansowych? Jest to trudne pytanie, ponieważ musimy wziąć pod uwagę tego rodzaju problemy. Bóg mówi, że zaopatrzy wszystkie nasze potrzeby i wierzę, że będzie zaopatrywał potrzeby dzieci, jeśli małżeństwo cierpiące na problemy finansowe zdecyduje się je mieć. Z drugiej strony, jeśli z trudnością utrzymuja siebie samych a ich ekonomiczna przyszłość jest mizerna to powinni się modlić się o mądrość w tym, kiedy te dzieci mieć. Rodzice są odpowiedzialni za swoje dzieci i jeśli nie są w stanie zatroszczyć się o nie to kontrola urodzin może być właściwa, aż do zmiany sytuacji.

Sytuacje szczególne
To następny przykład. Co ma zrobić chrześcijańskie małżeństwo jeśli mieszkają w obszarze, gdzie panuje głód i ludzie umierają codziennie. Czy powinni świadomie próbować i mieć więcej dzieci czy też powinni poczekać na czas, aż niebezpieczeństwo przeminie? Myślę, że mądrością byłoby zachęcić ich do czekania.

Wniosek.
Ponieważ Biblia nie zajmuje się tematem kontroli urodzin a sytuacje, w których znajdują się małżeństwa są tak różne, wierzę, że antykoncepcja nie jest grzechem – zakładając, że nie jest aborcyjna oraz, że motywy jej podjęcia są mądre i biblijne.

комплексная раскрутка сайта

Co powinna zrobić kobieta, jeśli w wyniku gwałtu zajdzie w ciążę?

 

To, co napisano poniżej jest wynikiem korespondencji z kobietą, która została zgwałcona, zaszła w ciążę i urodziła  dziecko. Zachowałem część jej e-maila i moich odpowiedzi. Komentarz poniżej.
__________

e-mail od niej:
„Siedem lat temu zostałam zgwałcona, w wyniku czego mam teraz córkę. Obie omal nie umarłyśmy w czasie porodu.   Nie radzę sobie z tym za dobrze i będzie to miało, czego jestem pewna, negatywny wpływ na nas obie. Chciałbym ci zadać kilka pytań:

1) Dlaczego to wszystko się wydarzyło. Jestem agnostykiem.

2) Dlaczego moja mała dziewczynka cierpi? Jeśli stało się to z mojego powodu to dlaczego ona musi cierpieć teraz?  Czy twój bóg nie rozpoznaje bólu?

3) Dlaczego  życie mojego gwałciciela wydaje się tak błogosławione. Ożenił się, ma się dobrze i bezpiecznie, może ukrywać swoje przestępstwo. Czy Bóg jest po jego stronie? Tak się wydaje”.

A oto moja odpowiedź:

Przede wszystkim dziękuję, że napisałaś do mnie. Głęboko współczuję ci z tego powodu. Nie  oskarżam ciebie za skutki tego, co się stało. To, co się stało, było złe, bardzo złe. Chciałbym móc odpowiedzieć ci z wielka mądrością, lecz nie wiem dlaczego tak się stało. Jako chrześcijanin, który chce odpowiadać na trudne pytania, nie  mam ci wiele do zaoferowani. Przepraszam. Niestety, grzech jest na tym świecie i staje dęba przeciwko wszystkim. Ja sam straciłem syna w wyniku wady powstałej w wyniku porodu. Zmarł na naszych rękach. Mogę tylko powiedzieć, że choć nie rozumieliśmy dlaczego tak się stało, trwaliśmy w skupieniu na Chrystusie i zostaliśmy przez Niego pocieszeni w tym doświadczeniu.
Nie chcę lekko potraktować twojej sytuacji, lecz prawda jest taka, że nie mogę udzielić ci żadnej definitywnej odpowiedzi, poza powiedzeniem, że ten, który ci to zrobił, będzie cierpiał wieczne konsekwencje w dniu sądu.

Tak, Bóg rozpoznaje ból. On zna go dobrze, ponieważ przyszedł i umarł na krzyżu za nas i cierpiał ogromny ból, abyśmy mogli być wolni od związania grzechem.

Pozostaje w związku małżeńskim i zastanawiałem się nad tym, co bym zrobił, gdyby moja żona została zgwałcona i zaszła w ciążę. Przede wszystkim nalegałbym na to, aby to dziecko prawnie należało do mnie. Kochałbym moją żonę i to dziecko i uważałbym je jako własne. Wychowałbym je w takiej miłości, którą dawałbym mojemu biologicznemu dziecku. Dlaczego? Ponieważ, nie byłaby to wina dziecka, że moja żona została zgwałcona. Dziecko nie zna wszystkich tych pytań „dlaczego?”; „jak?” Dziecko wie tylko tyle, że potrzebuje być kochane i czuć się bezpiecznie w ramionach kochających rodziców. Dlaczego miałbym powodować, aby ono płaciło za grzechy kogoś innego? Dlaczego miałbym go traktować jako mniej ważne od moich biologicznych dzieci?

Nawet jeśli pojawienie się tego dziecka byłoby w bólu i cierpieniu (w różnych aspektach), udzieliłbym tej samej miłości owemu dziecku, jak i Pan udzielił jej mnie. On nic nie jest mi nic winien a łaskawie zbawił mnie z moich grzechów, dzięki czemu mogę mieszkać w Nim. Czyż nie powinienem robić tego samego dla innych – a w szczególności dla niewinnego dziecka.

Jeśli chodzi o to czy Bóg jest po jego stronie, a nie po twojej, to nie o to tutaj chodzi. Biblia (psalmiści) mówią o niesprawiedliwości na tej ziemi. Psalmista pyta Boga, dlaczego złym dobrze się powodzi, a sprawiedliwi cierpią. Bóg odpowiada i mówi, że w tym życiu, zły może mieć powodzenie, lecz ich końcem jest zniszczenie. Mówi nam, abyśmy byli cierpliwi. To wszystko obróci się na końcu ku sprawiedliwości, w Dniu Sądu. W międzyczasie Bóg jest łaskawy nawet dla złych. Pozwala im żyć, cieszyć się rodzinami, zdrowiem itd. Lecz w czasie ich życia jest im opowiadana ewangelia wiele razy w różny sposób tak, aby mogli pokutować ze swoich grzechów i przyjść w wierze do Chrystusa – coś czego wszyscy potrzebujemy. Jeśli nie będą pokutować, zostaną potępieni.

Zatem, Bóg jest dla nich łaskawy i pozwala im żyć w nadziei na ich nawrócenie. Jednak, czasami, pozwala na to, aby zostali osądzeni i poszli do więzienia. W każdym razie, otrzymają to, co ma mają otrzymać.

Chciałbym dać jakieś słowo wielkiej zachęty. To, co mogę zrobić najlepszego to powiedzieć ci, że Jezus jest realny i, że On może cię pocieszyć tak, jak ja nie potrafię. On może oczyścić twoje serce i napełnić cię Jego miłością, która wyleje się na twoje dziecko. Musisz tylko tylko zaufać Mu jako Bogu, jako temu, który oczyszcza z grzechów. Rzuć się na Niego. Daj Mu twoje serce, złość, beznadzieję, pytania i zaufaj Mu. Wiem, że to jest trudne. Lecz to jest właściwe.

Wiem, że jesteś agnostyczką i nie próbuję ci głosić kazań. Lecz, ja również byłem agnostykiem i wiem, jaka jest różnica miedzy życiem z Chrystusem, a moim starym agnostycyzmem. W świecie bez łatwych odpowiedzi na trudne pytania, czasami najlepszą odpowiedzią jest przebaczyć i kochać, a nie znajdziesz tego poza Tym, który stworzył przebaczenie i miłość.
Również, i jestem w tym szczery, jeśli chciałabyś porozmawiać przez telefon na ten temat, będę szczęśliwy mogąc ci pomóc. Nie będę ci głosił ani potępiał ciebie, lecz mogę odpowiedzieć na pytania… poza tym jednym.

——————-
Jest to nieszczęściem, że ta kobieta została zgwałcona i zaszła w ciążę. Wiele w tym momencie po prostu zabiło by dziecko w sobie, lecz to tylko komplikuje sytuację dodając do gwałtu morderstwo.  Gdy jajo i sperma spotykają się życie jest kontynuowane, a nie tworzone. Oba, zarówno jajo jak i sperma są już żywe. Ich zjednoczenie jest po prostu wypełnieniem celu a wynikiem jest nowe ludzkie życie; przede wszystkim zapłodnione jajo jest żywe i jego naturą jest człowiek, jest to zatem ludzkie życie. To nowe życie nie ma względu na to czy jest wynikiem gwałtu czy miłosnego zjednoczenia między mężem i żoną. Życie w łonie potrzebuje tej samej miłości jak każde inne dziecko.

Oczywiście, łatwo jest pisać na papierze zachętę dla kobiety brzemiennej z gwałtu, aby zatrzymała i wychowała dziecko, ponosząc wszystkie finansowe, emocjonalne i fizyczne trudności. Nie chciałbym przez to wszystko przechodzić. To prawda, lecz pomimo tego prawdą jest, że zabicie dziecka w łonie z powodu gwałtu jest równie złe jak gwałt. Poza tym, czy wychowanie dziecka kochanego nie powoduje tych samych kosztów? Oczywiście, tak. Lecz te trudności nie negują faktu, że nowe życie zasługuje na miłość i opiekę, i ma swoje prawo do życia. Złe jest zabicie dziecka dlatego, że zostało poczęte z gwałtu, to nie jest wina dziecka.

 

раскрутка

Jak ponowne zdobyć swoje przeznaczenie?

Przepuściłem grupę moich przyjaciół nieco do przodu. Ponieważ wiedziałem, że droga wije się w górę w prawo, poszedłem na skróty przez krzaki w nadziei odcięcia ich i zaskoczenia. Mały chłopczyk we mnie chichotał z podniecenia gdy uciekłem w bok na styczną, która z pewnością miała mnie doprowadzić wprost do miejsce, gdzie szlaki się krzyżują.

Po prostu, zgub się!
Gdy byłem młody, jedno z pośród mojego rodzeństwa dzieliło się ze mną tym odczuciem wielokrotnie. Któregoś dni stało się to. Byłem przewodnikiem i prowadziłem liczne grupy przez wiele lat i oto znalazłem się na „Monitoulin Island” w płn. Ontario prowadząc grupę ludzi w dół ścieżki zwanej „Szlak filiżanki i spodka” (Cup and Sauer Trail). Była to względnie łatwa i dobrze oznaczona droga wspinaczkowa i aby zakosztować przygody, postanowiłem spróbować czegoś innego. Pierwszy błąd.  Przepuściłem grupę moich przyjaciół nieco do przodu. Ponieważ wiedziałem, że droga wije się w górę w prawo, poszedłem na skróty przez krzaki w nadziei odcięcia ich i zaskoczenia. Mały chłopczyk we mnie chichotał z podniecenia gdy uciekłem w bok na styczną, która z pewnością miała mnie doprowadzić wprost do miejsce, gdzie szlaki się krzyżują. Lecz w miarę jak pokonywałem krzaki, małe drzewka, przeszkody z powalonych pni i martwych brzóz doszedłem do wniosku, że jakoś musiałem zajść za daleko w prawo i w ten sposób zgubiłem ścieżkę.

Najprostszą odpowiedzią było skręcić w lewo i z pewnością wkrótce znajdę ścieżkę i będę mógł zaskoczyć moich przyjaciół. Z odnowionym oczekiwaniem
znów skierowałem się poprzez drzewa, robiąc na sobie wrażenie,  że tak dobrze mi idzie, a robię tak niewiele hałasu. Niemniej jednak po kolejnych 180 metrach ciągle nie było śladu ścieżki. Jakież to kłopotliwe. W tym miejscu krzaki były całkiem niewielkie. Wspiąłem się na drzewo, lecz tak daleko, jak tylko mogłem sięgnąć wzrokiem, nie było żadnego widocznego znaku, który mógłby mnie naprowadzić. Dwadzieścia minut później doszedłem do wniosku… zgubiłem się. Przez następną godzinę Bóg pozwolił na to, aby wielki wędrowiec we mnie pokorniał, aż do chwili, gdy ostatecznie przyznałem się do porażki i wołałem
o pomoc.
Gdy Jezus przyszedł do Zacheusza, powiedział: „Syn Człowieczy przyszedł, aby szukać i zbawić to, co zginęło” (Łuk. 19:10). Zacheusz był małym człowiekiem, który pracował w pogardzanym zawodzie, bez jakiś naturalnych zalet, aż tu nagle trafiło mu się spotkanie z Jezusem . Tak, właśnie miało się zrealizować jego wielkie przeznaczenie. Cudowną wieścią o Chrystusie jest to, że my wszyscy mamy wielkie przeznaczenie. Nie ma żadnego znaczenia jakie wydaje się nam czy innym mamy ograniczenia, wszyscy mamy potężne obietnice i świetlistą przyszłość.

Wierzę i widzę
Faktycznie wezwanie Jezusa do tego pokolenia brzmi:  Duch Pański nade mną, przeto namaścił mnie, abym zwiastował ubogim dobrą nowinę, posłał mnie, abym ogłosił jeńcom wyzwolenie, a ślepym przejrzenie, abym uciśnionych wypuścił na wolność, Abym zwiastował miłościwy rok Pana. (Łuk. 4:18-19).

To nie dotyczy dalekiej przyszłości; to jest na dziś! To jest ten dzień, to jest ten rok. Dla nas, aby to w pełni zrozumieć, musimy to zobaczyć. Największą naszą przeszkodą jeśli chodzi o zobaczenie naszego przeznaczenie jest brak wizji. Musimy zobaczyć Bożą prawdę dla naszego życia, to dlatego Pan otwiera oczy ślepym – aby mogli widzieć. Zacheusz chciał zobaczyć Jezusa, zrobił zatem coś, co ustawiło go w pozycji, w której żadne jego ograniczenia nie mogły mu utrudnić oglądanie Jezusa. Wielu ludzi bardzo dobrze widzie to, czego im brakuje i tego właśnie oczekuje od nas diabeł. Gdy ciągle widzisz to, czego brakuj, nie dostrzegasz tego, co jest. Zacheusz mógł  po prostu snuć się z nieszczęśliwą miną powtarzając:
– Nigdy nie będę mógł spotkać Jezusa, jestem po prostu za mały. Zresztą, czy On będzie chciał ze mną rozmawiać? Jestem tylko pogardzanym celnikiem!

Jak często słyszałeś powiedzenie: „Zobaczyć, to uwierzyć.” Młodzi ludzie z naszego pokolenia  powstają z coraz większym pragnieniem Boga. Oni po prostu wierzą, a zatem widzą. Jeśli straciłeś swoją wizję, wiedz o tym, że: Bóg chce odnowić twoją wizję. Wierzę dosłownie, że to, co widzisz, dostaniesz. Musisz to widzieć, uwierzyć, dostać i rozprzestrzenić.

Wizja określa przyszłość
Posiadanie wizji daje życie, a bez wizji ono umiera. W Księdza Habakuka 2:2 czytamy, żeby zapisał sobie wizję, aby ją można było później przeczytać, ponieważ wypełni się na pewno w wyznaczonym czasie. Wizja daje nam poczucie celu, a cel zawsze prowadzi do pasji. Nasza pasja motywuje nas do dyscypliny, a nasza dyscyplina daje nam możliwość działania na podstawie wizji i chodzenia w naszym przeznaczeniu.

W tym roku w czasie obozu mieliśmy formalny obiad.  Gdy niektórzy chłopcy usłyszeli, że dziewczyny się ubierają, dostali wizje; i ta wizja doprowadziła ich do entuzjazmu wobec celu. Zmotywowało ich wystarczająco to do tego, aby się ubrać porządnie i wyglądali lepiej niż kiedykolwiek wcześniej ich widziałem!
A wszystko zaczęło się od tego, że otrzymali wizję.  Jako pastor młodzieży mam taką ulubioną zabawę, która nazywa się Paradise Lost (Utracony Raj). Uczy ona duchowej prawdy w taki sposób, który cieszy młodzież. Uczestnikom zastają zasłonięte oczy, po czym wypuszcza się ich na pole, gdzie mają szukać miejsca wyznaczonego jako raj. Jedynym sposobem, aby się tam dostać jest prowadzenie, lecz są dobrzy i źli przewodnicy.
Zmaganie polega na rozróżnieniu, którzy przewodnicy są dobrzy i źle. Ci, którzy osiągną raj odzyskują wzrok, po czym idą pomagać innym znaleźć ich drogę do raju. Bardzo zabawna jest zarówno gra jak i przyglądanie się, lecz nikt nie ceni sobie pozostania na końcu jako ostatni ślepiec wędrujący przez pola.
Wielkim przykazaniem Jezusa jest: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej. (Mat. 22:37).
Następnie Wielki Nakaz Pana Jezusa mówi: „idźcie i czyńcie uczniami wszystkie narody.” Musimy widzieć nasze przeznaczenie i zanieść je innym.

Co przeszkadza przeznaczeniu?
W zeszłym roku oglądaliśmy jak Bóg czyni niesamowite rzeczy w naszej służbie „Toronto Strom Youth Ministry” tutaj w TACF. Wzrosła nasza liczebność, ilość uzdrowień fizycznych, spotkania z Duchem Świętym, zmieniające życie nawrócenia, lecz musieliśmy również walczyć z takimi sprawami jak próby samobójstw, depresje, narkomania, a nawet z sytuacją mającą do czynienia z morderstwem. Bitwa o przeznaczenie dla tego pokolenia nie jest zabawą! Ze wszystkich możliwych powodów potrzebujemy tego, aby Bóg pracował z naszym brakiem przebaczenie, złamanymi sercami, nie bożymi wierzeniami, zgorzkniałymi osądami. Jeśli nie pozwolimy Duchowi Świętemu na to, aby nas naprawdę uwolnił, również możemy chodzić zaślepieni w kółko.
Często cytujemy Jer. 29:11, gdzie jest napisane, że Boże plany dla nas to nie zranienia, lecz powodzenie i nadzieja na przyszłość. Jednak, jeśli wierzymy, że jest to prawda, to musimy również wierzyć, że przeciwnik dusz naszych ma również swoje plany dla nas. On przychodzi, aby niszczyć. On chce, abyśmy utknęli w zgubieni wśród drzew i związani pychą. Jego pragnieniem jest, aby twoje przeznaczenie nigdy się nie wypełniło. Czy nie jesteś już zmęczony słuchaniem tego, abyś się zgubił? Czemu nie powiesz mu, żeby się zgubił (stracił) sam?

Czym naprawdę jest przeznaczenie?
Prawdziwe życie to nie gra, to Bóg, który posyła nas do zgubionych, abyśmy im objawili Jego przeznaczenie dla zgubionego i cierpiącego pokolenia.
Jest ono skoncentrowane wokół słowa: „Przeznaczenie można znaleźć w społeczności z naszym Niebiańskim Ojcem.”  Przeznaczenie to nie coś, co mogę  w kierunku czego mogę pracować, czy zmagać się; to coś czym żyje się na co dzień, coś co jest mi dane. Nie jest to również jakiś bardzo daleki cel; przeznaczenie jest teraz. Można je znaleźć w osiąganiu i byciu. To nie jest optymistyczny punkt widzenia na to, co może być; to widzenie tego, co jest oczyma wiary.
Ku przeznaczeniu nie idzie się, w przeznaczeniu się chodzi.  1 Ptr. 5:5 mówi, że Bóg pysznym się sprzeciwia, lecz pokornym daje łaskę, jeśli więc pozbędziemy się pychy i zechcemy wołać o pomoc, Ojciec popchnie nas w kierunku ścieżki naszego przeznaczenia. Dobrze jest wiedzieć, że mamy tatę, który chce zrobić dla nas znacznie więcej, niż my sami moglibyśmy kiedykolwiek zrobić dla siebie. Jestem tak wdzięczny za ten dzień wśród drzew.
Musiałem przestać rozglądać się po drzewach a zacząć patrzyć na Niego. Ty również możesz.

topod

Szukajcie Bożej woli dla waszego życia.

Gdy 26 lat temu przystępowałam wraz z mężem, Bilem, do pastorowania, nie byłam doradcą duchowym, ale nie trzeba było wiele czasu, abym praktycznie przekonała się, że jednym z najczęściej zadawanych pastorom pytań  jest:
„Jaka jest wola Boża dla mojego życia?”

Wierzę, że Bóg daje nam znacznie szersze granice wokół naszego życia, niż te, wewnątrz których decydujemy się chodzić. Strach i fałszywe przekonania  powodują, że chybiamy celu i nie wychodzimy poza własne granice, aby wykonywać boski plan.  Być może zawiera się to w znaczeniu słowa: „wszystkim brak chwały Bożej.” Słyszałam kogoś, kto opisywał pewne doświadczenie psychologiczne, które polegało na tym, że woluntariuszom całkowicie zasłonięto oczy i wypuszczeni w hangarze lotniczym. Każdy z nich słyszał głos mówiący o tym, że mogą swobodnie pobiegać tak szybko i tak daleko jak tylko chcą, a jednak, niezmiennie, każdy z nich zataczał tylko niewielkie kółko. Strach przed tym, co niewidoczne ograniczał ich do znacznie mniejszego obszaru niż pełne rozmiary hangaru.
Co pomaga nam pokonać strach przed niewidzialnym i odnaleźć pełną wymiar naszego przeznaczenia.
Chciałabym być na tyle duchowo rozwinięta, aby słyszeć proste polecenia co do każdej decyzji jaką podejmuję, ale tak nie jest. Na moje wybory często wpływają pragnienia, które według mojej wiary, są tworzone we mnie przez Boga i cokolwiek jeszcze innego. Zawsze mówię:
– Mogę to wszystko zrobić, o ile nie jest to nielegalne, niemoralne i
tuczące. (no, tuczące może być).
Częścią naszego chodzenia w przeznaczeniu jest podejmowanie decyzji, które są uzależnione od twojej integralności, owocu Ducha, który dotarł do twoich zakamarków i charakteru.
Innym sposobem na wyszukanie swojego przeznaczenia jest słuchanie i reagowanie na prorocze słowo wypowiedziane nad naszym życiem. Apostoł Paweł  napisał do Tymoteusza,  „Ten nakaz daję ci, synu Tymoteuszu, abyś według dawnych głoszonych o tobie przepowiedni staczał zgodnie z nimi dobry bój,” (1 Tym. 1:18) Paweł wymienia nawet dwa nazwiska ludzi, Hymeneusz i Aleksander, którzy nie sprostali temu zadaniu.
Dziękuję Bogu za proroków, którzy powiedzieli nam ponad 2 lat temu, abyśmy czekali na „Rzekę” i „Błogosławieństwo.” Nie wiedzieliśmy, że zajmie prawie osiemnaście lat czekanie na to, aż zobaczymy Rzekę i Ojcowskie Błogosławieństwo przełamujące się w Toronto. Niemniej przez te osiemnastoletni okres, gdy wytrzymywaliśmy próbę oczekiwania, Bóg posyłał proroków i ludzi miłosierdzia, aby nas zachęcali i umacniali w trwaniu. Co by się stało, gdybyś nie czekali?
Gdy ktoś pyta mojego męża :
– Skąd mam wiedzieć jaka jest wola Boże dla mnie?
– Jeśli szukasz tego, aby czynić wolę Bożą – odpowiada – dziś i jutro,  w ciągu dwudziestu lat to będziesz pełnił wolę Bożą.

Ten numer poświęcony jest  udzieleniu pomocy w znalezieniu woli Bożej dla ciebie. Ta Rzeka jest częściowo po to, aby zmiękczyć twoje serce tak, aby Bóg mógł poprowadzić cię drogami, które doprowadzą cię do twojego przeznaczenia.
Stuart i Lynnley Allan podzielą się z wami historią bólu w ich sercach, który doprowadził ich do tego, co robią obecnie. Brad Dawvis pisze na temat tego jak inne pragnienia mogą zahamować cię, a jak nasiąkanie w Jego Rzece pokonać trudności.  John Arnott opisuje w jaki sposób Rzeka pomogła mu podjąć ‘ryzyko’ wiary.  Mike Deer pokazuje w jaki sposób twoje przeznaczenie jest uzależnione od twojej wizji.

Gdy będziecie cieszyć się  świątecznym okresem i będzie się „łapać” na następny rok, nie będzie pełen radości świadomości, że jesteście w woli Bożej.
Melinda.

 aracer.mobi

Rzeka a Boży cel dla ciebie.

Jako dzieci Jezusa mamy w sobie pragnienia, by wypełnić Bożą wolą dla naszego życia. Jednak, czasami, to, co przewidujemy dla siebie bardziej ma źródło w naszych pożądaniach niż w Duchu Świętym.

Wielu chrześcijan, pozostawionych swej żywej wyobraźni sądzi, że Boży plan dla każdego życia musi zawierać wielką służbę, niezliczone terminy konferencji i przemówień, częste wystąpienia w telewizji, a może nawet nagrodę Sługi Roku (Servant of Th eYear Award), lecz tak nie jest. Weźmy na przykład Szczepana.

Prorocze przeznaczenie Szczepana
Nic nie wiemy o życiu Szczepana przed nawróceniem. Musiał zareagować na boże powołanie w okresie działania pierwszego kościoła w, gdy ewangelia była głoszona w Jerozolimie. Został wybrany na jednego z pierwszych diakonów, którzy, w tych dniach przebudzenia,  pomagali w codziennym rozdzielaniu żywności. Łukasz opowiada nam, że Szczepan był mężem „pełnym wiary, Ducha Świętego, Bożej łaski i mocy” oraz  że „czynił wielkie znaki i cuda między ludźmi” (Dz. 6:5 i 8). W krótkim czasie okazał się być wpływowym przywódcą o olbrzymim potencjale.
Duchowy wzrost Szczepana był wynikiem podążania za wylaniem Bożym  w tym pokoleniu. Zastanawiam się, czy Szczepan kładł się spać, marząc o tym, że któregoś dnia zostanie zaliczony w poczet apostołów.
Jednak, Bóg nie zawsze działa zgodnie z marzeniami jaki mamy dla siebie. Ta młoda gwiazda, powstająca w Ciele Chrystusa, pełna Ducha Świętego, mądrości, mocy i łaski nie był przeznaczony na zostanie biskupem Rzymu, lecz pierwszym męczennikiem Chrystusa. Szczepan prawdopodobnie nie wybrałby tego samego celu, który Bóg miał dla niego; lecz zginął z twarzą jaśniejącą jak twarz anioła, gdy ci, którzy bardziej pragnęli zachowania status quo niż przepływu Rzeki, okładali jego ciało kamieniami.

Tu znajdziesz zabezpieczenie przez egoistycznymi ambicjami
Podobnie jak w przypadku Szczepana, poddanie się obecnemu wylaniu Ducha Bożego chroni nas przed naszymi egoistycznymi ambicjami. Tom Doss, członek naszego zgromadzenia, jest chrześcijaninem wychowanym w zielonoświątkowym kościele, przez lata prowadzącym udany biznes, a końcu na dobrej emeryturze.  Jego pogoń za dobrym życiem wymagało od niego prowadzenia kilku biznesów od handlu nieruchomościami do wielopoziomowego marketingu. Wcześniej, nigdy nie dzielił się wiarą, a myśl o modlitwie za klienta, nigdy mu przez głowę nie przeszła. Wtedy przez jego życia zaczęła płynąć rzeka.
Pomimo wielu niekorzystnych okoliczności Tom i jego żona Sherryl zaczęli więcej szukać Boga. Po koniec lat ’90-tych usłyszeli o tym, co Bóg robi w różnych kościołach w kraju. Zaczęli szukać odświeżających spotkań, ponieważ kościół, do którego chodzili zdecydował nie iść za Toronto Blessing. Za pierwszym razem swobodna atmosfera spotkania uraziły ich. Jakże Bóg może działać przez kogoś, kto nie nosi garnituru i krawata? Lecz ciągle byli spragnieni Boga. Pomimo, że Tom i Sherryl nie mogą wskazać dokładnej chwili, gdy odnowienie zmieniło ich życie, zmiana następowała stopniowo w miarę jak nasiąkali Bożą obecnością.
Któregoś dnia Tom otrzymał wizję, w której ludzie stali w kolejce wokół jego biura. Nie byli tutaj w sprawach związanych z biznesem, lecz po usługę i uzdrowienie. Ta wizja miała związek z Bożym planem dla życia Toma.
Przez ostatnie kilka lat, gdy zaczęło się przebudzenie, Tom modlił się dosłownie o setki klientów. Widział jak Bóg czyni cuda w życiu tych ludzi, a cała jego uwaga zmieniła kierunek. Teraz Tom idzie do biura aby pełnić swoją służbę, zawsze podekscytowany tym, co Pan dziś do niego sprowadzi. Nie jest niezwykłe, gdy Pan prowadzi Toma do ciastkarni, której nigdy wcześniej nie odwiedzał, aby się modlić się za nieznajomych.
Gdyby nie Rzeka, Tom pozostał by po prostu dobrym biznesmenem.

Tu znajdziesz zabezpieczenie przed pragnieniami innych

Mieszkanie w Rzece nie tylko zabezpiecza cię przed własnym egoizmem, lecz również przed pragnieniami, jaki inni mają wobec ciebie i twojej służby.
Szczególnie prawdziwe jest to dla tych, którzy są pastorami lokalnych zborów.
Pastorzy stale napotykają na naciski, aby dostosowywać się do życzeń i żądań tych, których Bóg im dał w zgromadzeniach. Bez jasnego i pewnego
Słowa od Boga, pastor może próbować wszystkiego co się da, aby odnieść sukces w służbie. Polegając na ludzkich zasobach pastor idzie od jednej rzeczy do drugiej, aby wypełnić swoje powołanie. To niemal zawsze prowadzi do wypalenia i uczucia niepowodzenia w służbie.
Ten rodzaj presji pochodzi nie tylko od ludzi ze zgromadzenia, lecz często jest wymuszany przez urzędników demoninacyjnych, którzy chcą dużo i dużych kościołów. Usiłują zatem wpakować wszystkich pastorów do formy „dużo i duże.”
Myślą, że każdy kościół powinien być mega-kościołem i że każdy pastor powinien zakładać kościoły.
Zanim po raz pierwszy doświadczyłem Rzeki na konferencji „Catch the Fire” w 1994r. czułem się przymuszony do tej formy „dużo i dużych” ze strony swojej denominacji. Wymagali od nas czytania literatury na temat zakładania kościołów i wzrostu kościoła. Słowem na topie było „ożywienie” a wszyscy byli pobudzeni naturalnym rozwojem kościoła. Wszyscy pastorzy mieli być mocnymi, zdecydowanymi liderami, którzy potrafią przemawiać do postmodernistycznego pokolenia.
Pomału traciłem swój ogień dla Pana i po wielu próbach rozbudzenia „wzrostu mojego kościoła” i „wzbudzenia liderów” byłem gotów, po 25 latach pełnoetatowej służby, do poszukania sobie świeckiego zajęcia. Wtedy nadeszła Rzeka.
Brałem udział w konferencji naszej denominacji zorganizowanej na zakończenie roku, gdzie mieliśmy wraz z żoną zrezygnować z pracy w kościele, którym zajmowałem się przez poprzednie sześć lat. Trzeciego dnia konferencji Bóg powiedział do mnie:
– Zamierzam uzdrowić serca w Domu Ojca.

Sześć tygodni później byłem na konferencji w Toronto w kościele, przed którym ostrzegano mnie, słuchając kaznodziei, którego nigdy wcześniej nie słyszałem i poddając się modlitwie ludzi, których nigdy wcześniej nie znałem.
Natychmiast moc Boża przestrzeliła moje ciało, podniosła mnie z podłogi na jakieś
15 cm i cisnęła mnie do Rzeki. Teraz, osiem lat później Bóg ciągle uzdrawia serca Domu Ojca i wypełnia cel mojego powołania. W czasie nasiąkania Jego obecnością, nauczyłem się wsłuchiwać w Jego głos, ponad wrzawą innych ludzkich programów dla mojego życia.
Bez względu na twoje powołanie, napotkasz na presję ze strony innych ludzi, którzy myślą, że wiedzą, co ty „powinieneś” robić ze swoim życiem.
Autor książek Brennan Mannign mówi, że każdego dnia obiecuje, że nie podda się temu, co inni uważają za jego „powinność.” Rodzice czy przyjaciele mogą zmuszać cię do pewnych form, lecz wyłącznie w Rzece Bożej obecności odkryjesz swój cel w Chrystusie.
Wątpię w to, czy rodzice Szczepana marzyli o tym, że będzie posługiwał przy stołach w Ciele Chrystusa. Jestem również pewien, że nie pragnęli przedwczesnej śmierci syna. Rzadko kiedy, ci wokół nas, zdają sobie sprawę z Bożych zamiarów wobec naszego życia. Stanowcze podążanie za wylanie Ducha Świętego i słuchanie dobrego poradnictwa zachowa cię na drodze wypełniania Bożej woli dla twojego życia.

Tu jest również ochrona przed małym myśleniem.
Gdybyś zapytał młodego Szczepana:
– Kto jest największą osobą, jaką Bóg mógł zbawić w pierwszych dniach
kościoła?” to,  jak myślisz, miałby na tyle wiary, żeby postawić na Pawła z Tarsu. A jednak Pismo mówi w Dz. 7:28:  „Świadkowie zaś złożyli szaty swoje u stóp młodzieńca, zwanego Saulem,” temu, który wtrącał chrześcijan do więzienia i wyrażał aprobatę dla mordowania ich. Któż mógłby w ogóle przypuszczać, że ten młody, gorliwy faryzeusz stanie się kiedyś wielkim apostołem pogan?
Pozostawiony sam sobie Szczepan nigdy nie marzyłby nawet o tym, że zostanie użyty do przyprowadzenia Pawła do Pana. Gdy Jezus powiedział do Szawła:
– Dlaczego mnie prześladujesz?  to wierzę, że pierwszym obrazem, jaki mu przyszedł do głowy była anielski wyraz twarzy Szczepana w chwili gdy był kamienowany przez wściekły tłum.
Być może to właśnie ten obraz umożliwił Pawłowi odpowiedź na Boże wołanie:
– Kim jesteś, Panie?
Trwanie w Rzece uniemożliwia stan zadowolenia z czegokolwiek poza Bożymi sprawami w naszym życiu. W miarę jak trwamy nasiąkając w Bożej obecności, odnajdziemy odnowienie pierwszej miłości dla Jezusa i poddania temu samemu nadnaturalnemu procesowi rozwoju, który zamienił Szawła w Pawła.
Będziemy szli w Boże przeznaczenie dla naszego życia bez przeszkód ze strony stworzonych przez ludzi programów.

как продвигать сайт в гугле