Category Archives: Spiritledwoman

Wyjdź z zamknięcia

Margie Houmes

Kilka miesięcy temu dostałam od przyjaciółki sztuczne drzewko bonsai. Przyniosłam je do domu, umieściłam w biurze i w chwili, gdy usiadłam, odebrałam szept Ducha: „Dowiedz się czegoś o tym drzewku. Mam dla ciebie przesłanie”.

Bonsai to wywodząca się z Chin sztuka miniaturyzacji drzew, przez ograniczanie roślinie możliwość wzrostu. Sztuką jest tak ukształtować to drzewo, aby wyglądało produkt natury.

Najpierw, bardzo młodą roślinkę sadzi się w miniaturowym dzbanku, w którym spędzi ona resztę resztę swojego życia. Następnie, gdy zaczyna dorastać do swej pełnej postaci , gałązki przycina się i obwiązuje drzewko tak, aby nabrało kształtów, które chce im nadać ogrodnik. Całymi latami mogą żyć w takim ograniczonym obszarze. Chiny twierdzą, że maja w swym posiadaniu drzewo bonsai, które ma 500 lat i nadal jest tak małych rozmiarów!

Takie małe drzewko w dojrzałej formie przynosi chwałę swemu twórcy, lecz nigdy nie wyrasta i nie osiąga swego przeznaczenia, aby stać się drzewem, w którego gałęziach ptaki niebieskie mogą się gnieździć i ukrywać w jego koronie. Nigdy nie daje cienia rodzinie, aby mogła sobie urządzić piknik w jego zaciszu i oglądać błękitne niebo rozciągające się nad wznoszącymi się ku górze konarami.  Jego gałęzie nigdy nie zostaną obciążone huśtającym się dzieckiem, ani żaden młody wizjoner usiądzie na szczycie, puszczając wodze wzniosłej fantazji i rozmawiając z Bogiem.  Nigdy też żaden rodzimy ptak, nie zaspokoi głodu wspaniałym owocem. Przeznaczenie jakim był pierwotny jego cel, zostało przejęte przez wizję jakiegoś człowieka. Stwórca miał jakiś cel na myśli, lecz ktoś inny wymusił swój własny plan i wypaczył ten pierwotny zamiar tak, że choć piękne jest ograniczone w swej funkcji.

Przeciwnik naszej duszy jest w jakimś sensie podobny do tego. Wypowiada religijne słowa poczucia winy, wstydu i potępienia, które mogą zdusić pierwotny Boży zamiar wobec ciebie, kształtując w ten sposób twoje życie tak, jak on chce, a nie według zamiaru Bożego.

„A co ci się wydaje, kim ty jesteś?  Znam cię. Musisz się zmieniać i być szczęśliwy w obszarze twojego małego, ograniczającego cię dzbanuszka i pozostać małym (pokornym). Pamiętaj o swoich niepowodzeniach! One określają, kim jesteś. Jaką pychą jest myśleć, że skoro ci zostało przebaczone to możesz przestać się tego trzymać! O nie, jeśli jesteś prawdziwym chrześcijaninem to nigdy,.. nigdy,.. nigdy nie wolno ci zapominać o twoich grzechach i upadkach!”

Słowa, słowa, słowa! Kłamstwa, kłamstwa i jeszcze więcej kłamstw! Diabelskie zwodnicze ukąszenia, które dają nam pozory słodkiej pokory! Nie jest jednak pokorą wpakować skromność do ciasnego umysłu, lecz jest to raczej bojaźliwość i niewiara. Te rzeczy nie podobają się Bogu. Prawdziwa pokora trzyma się jak małe dziecko Bożego Słowa i po prostu wierzy. Spójrzmy na to, co Bóg mówi o tobie w Swoim Słowie.

Albowiem ja wiem, jakie myśli mam o was – mówi Pan – myśli o pokoju, a nie o niedoli, aby zgotować wam przyszłość i natchnąć nadzieją” (Jer. 29:11).

Wołaj do mnie, a odpowiem ci i oznajmię ci rzeczy wielkie i niedostępne, o których nie wiesz!„(Jer. 33:3).

Jak daleko jest wschód od zachodu, Tak oddalił od nas występki nasze” (Ps. 103:12).

Jeśli Bóg za nami, któż przeciwko nam?„(Rzm. 8:31).

Moje siostry, oto tutaj jest prawda! Jesteśmy całkowicie odkupionymi córkami Boga Najwyższego. Zostałyśmy wykupione drogocenną krwią Jezusa Chrystusa, Baranka Bożego! Został nam dany dostęp do Jego prywatnych pomieszczeń. Możemy udawać się do Niego w czasie pokusy i próby i w każdym innym przypadku jaki może się wydarzyć pod słońcem, a  Jego ramiona są zawsze wyciągnięte ku nam! Uwierzcie w to.

Lista Szatana jest wyczerpująca i zawsze będzie jakiś “dobry” powód – choć nigdy Boży – aby pozostać jak bonsai w ograniczeniu, w twoim miejscu, w „dzbanuszku”, dobry powód aby trzymać się swojej przeszłości i swoich upadków. Myśli, które pochodzą od Szatana zawsze będą oczerniać Słowo Boże, lecz Boża prawda rozcina to wszystko.

A prawdą jest to, że nie jesteśmy zwykłymi żebrakami, pokazującymi innym żebrakom, gdzie jest chleb! Jesteśmy raczej źrenicą Jego oka i obiektem Jego uczuć. Wyjdźmy z własnych ograniczeń i z zamknięcia, aby być takie, jak On mówi, że jesteśmy.

Zacznij tutaj! Uwierz! Wykonaj!

 

продвижение сайта

Jak radzić sobie z nieplanowaną ciążą?

Ruth Graham

Jak wie o tym każda matka, nie ma odroczenia od rodzicielstwa. Gdy moja nastoletnia córka zaszła w ciążę, musiałam znaleźć równocześnie sposób na pokrzepienie jej i konfrontację z własnymi problemami. Moja córka, Windsor, dużo sypiała. Wracała ze szkoły do domu i zaliczała długie drzemki, zanim zwlokła się na dół na obiad. Chodziła jakimś młodym mężczyzną, który był miły, lecz mało ambitny. Nie zabraniałam im widywać się, lecz miałam szczerą nadzieję, że ich relacja szybko się wyczerpie. Oskarżała mnie o to, że osądzam i nie ufam jej. Relacje między nami stały się niestabilne i frustrujące, byłam dotkliwie rozczarowana a nawet miałam zastrzeżenia do Boga o ten rozwój sytuacji.

Pewnego popołudnia Windsor przyszła i siadła koło mojego łóżka. Zobaczyłam w jej wielkich niebieskich oczach strach, gdy wyznała, że podejrzewa, że jest w ciąży. Myśli mi oszalały. Obejmując ją i mówiąc, że wszystko będzie porządku, usiłowałam przygotować się na to było przed nami. Nie byłam pewna czy sama jestem przygotowana, aby zająć się wszystkim, co mogło się z tym wiązać, gdyby okazało się, że to pewne. Przyjaciółka poradziła nam, abyśmy udały się natychmiast na ciążowe badania. Zawiozłam Windsor do lekarza.

Myślami wybiegałam na przód, zastanawiałam się: Jak my sobie z tym poradzimy? Czy mogę ją chronić? A co z moją własną reputacją? Co teraz ludzie powiedzą? Sama byłam samotną matką i nie byłam przygotowana na to. To nie powinno było się zdarzyć w naszej rodzinie, nie mnie, córce Billy Grahama. Lekarz potwierdził przypuszczenia Windsor. Jeszcze w gabinecie spojrzałam w jej oczy napełnione po brzegi łzami i trzymałam ją blisko, kiedy jęk wyrwał się z jej najgłębszego wnętrza. Nasze życie właśnie uległo zmianie na zawsze.

Co teraz?

Co można zrobić z informacją, że twoja 16 letnia córka jest w ciąży? Wiedziałam, że Windsor już była zraniona, czuła się winna i zawstydzona, i nie powinnam było już więcej dodawać. Nie potrzebowała jeszcze odrzucenia z mojej strony.W pewnym momencie, musiałam stanąć wobec wielu spraw, które dotyczyły mnie samej. Pomimo miłości, łez, modlitwy i prób narzucania dyscypliny moje dziecko podejmowało złe wybory, które przyniosły poważne konsekwencje. Żeby ulżyć nieco własnemu zamieszaniu wzięłam do ręki książkę z codziennym czytaniem, która otworzyła mi się na wersie z Biblii na temat pokoju? „A sam Pan pokoju niech wam da pokój zawsze i wszędzie. Pan niechaj będzie z wami wszystkimi” (2Tes. 3:16, NKJV); oraz „Moja obecność pójdzie z tobą” (Wyj. 33:14). Poczułam pokój, który nie pochodził ze mnie.

Pierwszą ważną decyzję Windsor podjęła sama: nie chciała aborcji. Byłam za to wdzięczna. Gdy powiedziała swojemu chłopakowi o ciąży, on powiedział, że jej nie kocha i że nie chce się z nią żenić. Skontaktowałam się z lokalnym ciążowym centrum kryzysowym, aby dowiedzieć się, co mogą nam zaoferować. Ich doradcy byli pełni zrozumienia i pomocni. Dostarczyli mi nazwisk domów dla samotnych matek, lecz były zbyt daleko, albo wydawało się, że są zbyt sztywne. Windsor słyszała wystarczająco dużo kazań, teraz potrzebowała zrównoważonego podejścia, a nie żeby przez manipulację doprowadzać ją do podejmowania decyzji. Poszukiwania były frustrujące i często zderzałyśmy się. Jako matka byłam dla niej najbezpieczniejsza osobą, wobec której mogła odkrywać swój gniew i robiła to. Kocham moją córkę tak bardzo, szczerze mogę powiedzieć, że nigdy się jej nie wstydziłam, pomimo że martwiłam się o nią i z nią.

Aby pokazać, jak bardzo troszczę się o nią, słuchałam i słuchałam jeszcze więcej. Usłyszałam takie rzeczy, których słyszeć nie chciałam, było to bolesne. Spieranie się było bezużyteczne, lecz często wpadałam w tą pułapkę. Moja córka potrzebowała kogoś zaufanego nie tylko wobec wybuchów swego gniewu, lecz również do przekazania najgłębszych myśli i obaw. Rzadko pozwalałam zobaczyć Windsor moja własną udrękę i wątpliwości, które były przejawem tego, że ją zawodziłam. W końcu okazało się, że potrzebujemy obie porady i zmusiłam się, aby wziąć się za swój gniew, zwątpienie, winę i wstyd.

Potrzeba wsparcia.

Każdy komu zdarzy się mieć dziecko z nieplanowaną ciążą bierze udział w skomplikowanej podróży. Znalazłam innych, na których mogłam się oprzeć i którym mogłam powierzyć dodawania mi otuchy. To wielkie błogosławieństwo mieć cudowną przyjaciółkę, która równocześnie jest zawodowym doradcą. Sara Dormon często przyjmowała w domu, radząc i wspierając kobiety z nieplanowanymi ciążami. Wzięła Windsor do swego domu i przeprowadziła ją przez realia rodzicielstwa i adopcji. Pomimo że zmieniała zdanie niemal co godzinę, ostatecznie zdecydowała się na urodzenie dziecka, dziewczynki i przekazanie jej do adopcji. Do samego końca była na emocjonalnym rollercoasterze.

Córka poruszyła wszystkie struny mojego serca i dotknęła wszelkich wrażliwych miejsc. Potrzebowała mnie bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, lecz była też trudniejsza niż kiedykolwiek. Były takie dni, że nie chciałam podejmować następnych decyzji, kłótni czy rozbudzać emocji. Nie chciałam znosić – chciała się oddzielić. Aby trwać dalej, musiałam zasilać się fizycznie, emocjonalnie i duchowo. Robiłam to, co mnie cieszyło. Zbierałam starocie i czytałam książki, bardziej dla przyjemności niż własnego rozwoju, lecz mimo wszystkich moich wysiłków popadłam w depresję. Dzięki pomocy wspaniałych lekarzy i doradców mogłam podejmować decyzje i nie popaść w emocjonalną spiralę w dół.

Gniew, Wina i Przebaczenie

Moje życie zostało zmienione z powodu wyboru Windsor. Ludzie krzywo patrzyli na mnie i na nią, i byłam o to wściekła. Byłam zła na tych ludzi, na Windsor, na tego młodego mężczyznę, na siebie i na każdego innego, na kogo trafiłam. Mój gniew nie był racjonalny i często go uwalniałam. Byłam zła na siebie za to, że byłam zła i potrzebny był mi ktoś, kogo mogłam obwiniać. Obwiniałam ojca Windsor. Nie było go tutaj, gdy dorastała i odrzucił ją wcześnie. Pozostawił ogromną pustkę, którą rozpaczliwie próbowała zapełnić. Czułam, również, że kościół nas zostawił i byłam zła na Boga, ponieważ On nie zainterweniował.

Rozładowywanie tego gniewu zaczęło się wtedy, gdy podjęłam świadomą decyzję o przebaczeniu. Powiedziałam Bogu o mojej decyzji i prosiłam o pomoc w wykonaniu. Pierwszego dnia musiałam sobie przypomnieć o niej 100 razy. Przebaczenie nie oznacza, że jesteśmy tolerancyjni wobec złych zachowań, nie jest też odrzuceniem rzeczywistości, wymówką dla grzechu, unikaniem konfliktów czy ignorowaniem konsekwencji. Przebaczenie patrzy zranieniu prosto w oczy, nazywa je po imieniu i mówi winowajcy: „Zrzekam się prawa do twojej odpłaty, daję ci szansę na nowy początek” i to jest twoim kosztem.

Serce miałam głęboko poranione a proces uzdrowienia nie przebiegał łagodnie i miło, lecz w miarę ćwiczenia się w przebaczaniu rosły moje możliwości przebaczania. Proszenie o przebaczenie Windsor, jej ojca,Boga i innych za moją szorstkość i gniew były przyszło mi podjąć. Niemniej, nawet jeśli moja córka miałaby mnie dalej ranić swymi wyborami, nie mogło mnie to powstrzymać przed decydowaniem każdego dnia o przebaczaniu jej. Uważałam to za moją odpowiedzialność i nie mogłam czekać na to, aż Windsor poprosi mnie o przebaczenie, ja je dawałam.

Wspólna Podróż.

Córka spędziła dziewięć miesięcy niewiele myśląc o czymkolwiek innym, poza dzieckiem, które w niej było. Pokochała je bardziej niż cokolwiek innego. Cenię Windsor za odwagę. Teraz to wie, lecz wtedy uważała, że mnie to nie obchodzi, ponieważ tak wiele emocji zachowywałam dla siebie. Potrzebowała tego, abym płakała razem z nią, lecz ja nosiłam swój żal w sobie.Zaraz po urodzeniu dziecka i przekazaniu do adopcji, próbowała wrócić do swoich rutynowych zajęć, lecz szybko okazało się, że już nie pasuje do byłych przyjaciół ze szkoły czy kościoła. Oczywiście, ciągnęło ją ku tym, którzy nie wywoływali w niej tego złego samopoczucia. Znowu zaczęła chodzić na randki i wszystko błyskawicznie się pogorszyło aż do tego stopnia, że wyprowadziła się z domu.

Po niemal roku takiego życia poinformowała mnie, że znowu jest w ciąży. Płakałam, nie mogłam przechodzić przez to po raz kolejny. Powiedziałem jej, że musi sobie z tym radzić sama, lecz że jej nie odrzucam. Pamiętam, jak czułam się, gdy Windsor powiedziała mi, że nie zamierza urodzić tego dziecka do adopcjo. Wstałam, przytuliłam ją i powiedziałam jej, że cieszę się, że to postanowiła i może iść dalej. Gdy wyszła, wzięłam Biblie i wzrok padł na wers: „Pańska jest ziemia i to co ją napełnia” (Ps. 24:1). Poczułam w sercu niewyjaśniony pokój, który mógł być tylko darem od Boga, Windsor i jej dziecko należały do Niego a On troszczył się o nich.

Pismo mówi nam, że Bóg jest z nami pośród naszego cierpienia. Jezus nie tylko przeżywał życie tutaj na ziemi z całą jego męczarnią, lecz stał się człowiekiem również po to, aby rozumieć nas i pocieszać w naszej potrzebie. Dużo lat zajęło nam z Windsor odsłonięcie wszystkich obszarów, które wymagały przebaczenia. Ostatecznie ona poprosiła mnie o przebaczenie; obie płakałyśmy. Proces uzdrowienia trwa do dziś.

—–

Ruth Graham jest trzecim dzieckiem ewangeliesty Billy Grahama i autorką kilku książek w tym: In Every Pew Sits a Broken Heart (Zondervan) oraz I’m Pregnant…Now What? (Regal), napisaną wspólnie z dr Sara Dormon.

раскрутка

Uczymy się od ziarna siewnego

Jessie Penn-Lewis

Wszyscy chcemy przynosić owoce dla królestwa, lecz jedyny sposób na wydanie życia to śmierć. Jezus używał wielu analogii, aby uczyć nas prawd o Królestwie. Jedną z nich była lekcja, w której życie wierzącego porównał do procesu wzrostu ziarna pszenicy.

Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, jeśli ziarnko pszeniczne, które wpadło w ziemię, nie obumrze, pojedynczym ziarnem zostaje; lecz jeśli obumrze, obfity owoc wydaje” (Jn 12:24).

Jeśli mamy wydać owoc, do czego zostaliśmy powołani, to musimy przejść przez ten sam proces sami.

Spójrzmy na ziarenko i nauczmy się lekcji, abyśmy, żyjąc w dniach ostatecznych, mądrze poddali się przebitej ręce ręce Bożej i pozwolili Mu, aby wypełnił swoje cele w nas.  Ziarno pszenicy przyłączone do Pana ożywa i poddaje się Synowi Bożemu, aby zasiał je w ziemi. Woła do Boga prosząc, aby Pan bez względu na koszty doprowadził do wydawania owocu. Zaczyna mu świtać jaki jest cel jego życia. Widzi, że jest w nim samym nieco egoizmu, który przejawia się w tym, że jest zaabsorbowane „swoim własnym” postępem i „swoim” wzrostem.

Niebiański Gospodarz słyszy pobudzane przez Ducha Świętego wołanie ziarna i po cichu zaczyna przygotowywać je do spełnienia jego modlitw. Przygotowuje je w taki sposób, że zasiewa je w ziemi, delikatnie oddzielając od tego, co łączyło je z kłosem.  Ziarnu może się wydawać, że Pan nie zwrócił w ogóle uwagi na te wołania i zastanawia się, dlaczego nie odpowiada; lecz powietrze i słońce robią swoją robotę po cichu. Zboże zostaje zżęte, lecz ono nie zdaje sobie z tego sprawy, dopóki nie zostaną rozerwane dotychczasowe więzy. Nagle znajduje się w ręce i zostaje wrzucone głęboko w ciemną ziemię.

ODDZIELENIE

Co się stało? Małe ziarenko pszeniczne prosiło o owoc, a nie taką dziwną drogę. Gdzie jest słońce, gdzie dawni towarzysze, poprzednie szczęśliwe życie?  „Gdzie jestem?” – woła samotne ziarno. „Gdzie jest moje przyjazne źdźbło? Ten ciemny kawałek ziemi, tak odpychający, rani moja ładną powłoczkę; było tak pięknie w naszej grupie na szczycie kłosa. Byłem wysoko ponad ziemią, tak wysoko ponad wszystkim”. Tak mówi do siebie ziarenko.  Teraz zaś jest zszokowane, ponieważ okazuje się, że zaczyna się psuć. Dopóki było w stanie utrzymać swoją zewnętrzną urodę, nie przejmowało się oddzieleniem, ciemnością i bezużytecznością. Ale tego to już za wiele!

Co więcej, wydaje się, że zostało ‚porzucone’ na pastwę otoczenia. Jest przez nie niszczone, a nie jest w stanie obronić się przed tym samo i utrzymać „wysoko, ponad wszystkim”, jak kiedyś. Już wydawało mu się, że nigdy więcej nie będzie dotykane przez te ziemskie rzeczy. Niemniej, mimo tych wszystkich dziwnych rzeczy, które się dzieją z nim, ziarenko odpoczywa w wierności Bożej; wie, że On bezpiecznie poprowadzi je po drodze, której ono samo nie zna. Woła razem z psalmistą: „W nocy śpiewam mu pieśń, modlę się do Boga życia mego” (Ps. 42:11).

UTRATA TOŻSAMOŚCI

Biedne, małe ziarenko! Wdeptane w ziemię, ukryte przed ludzkim wzrokiem, ignorowane, zapomniane; małe pszeniczne ziarenko tak kiedyś szanowane. Kiedyś inne ziarenka spoglądały na nie i słuchały z szacunkiem jego porad!  Teraz czuje się zapomniane i umiera w samotności, wołając: „Oczekiwałem współczucia, ale nadaremnie, i pocieszycieli, lecz ich nie znalazłem” (Ps. 69:20). Tęskni za innymi dziećmi Bożymi, które mogłyby „opowiedzieć o smutku tych, których Ty zraniłeś”, ale nie wydaje się, aby ich serca były cierpiały wraz z cierpiącymi. Pogrzebane ziarno mówi Bogu „tak”,  a On właśnie odpowiada na jego modlitwy, aby było wierne!

Może w przeszłości byłeś pochłonięty swoją skuteczną służbą i dobrymi przeżyciami. Jakże niewiele rozumiałeś z pokuszeń i trudności spadających na małe kłosy pszenicy, jak surowy byłeś dla tych, którzy upadli, nie „uważając na to, aby samemu nie być kuszonym” (Gal. 6:1). Mówiłeś tej malutkiej trawce, że „powinna” być już znacznie starsza i bardziej dojrzała. Myślałeś o niej, że taka „słaba”, bo zgięta do ziemi, gdy tylko jakiś ciężki but zdeptał ją. Zniechęcałeś je, gdy były słabe w wierze i nie „przyjmowałeś ich”, ani nie znosiłeś cierpliwie ich słabości! Jakże starałeś się, aby zobaczyła to, co ty widziałeś w swej wspaniałej dojrzałości. Nie rozumiałeś tego, jak czekać, zachęcać i dawać czas na wzrost! Pogrzebane ziarenko, rzeczywiście „zawiniło przeciwko bratu’ (Rdz. 42:21) brakiem „utrapienia w duszy i wielu łez” nad pokuszeniami i cierpieniami innych. Jakże strzegłeś siebie i bałeś się zstąpić w dół na ziemię, aby stać się słabym dla słabych, aby zyskać jeszcze więcej!

ZŁAMANIE

Uczymy się teraz tajemnicy królestwa, która pokazuje nam lekcja o ziarnie pszenicznym: życie Boże w tobie nie może przebić się i owocować dopóki nie zostaniesz złamany Bożą ręką. Bóg dopuszcza różne ziemskie okoliczności, próby, samotność i upokorzenie po to, aby mógł uwolnić obfite życie, które pochodzi od Niego.

Każdy poziom wzrostu wymaga odrzucenia pewnych rzeczy, aby mógł nastąpić pełniejszy rozwój. Na początku zarodek życia ukryty jest w zewnętrznej formie spisanego słowa; skorupka może przeminąć (to jest, z naszej pamięci), lecz życie, Żywe Słowo, pozostaje. W sprzyjających okolicznościach wzrasta „szczerym i dobrym sercu”, oczyszczone ze wszystkiego co mogłoby dusić ziarno, rozwijające się życie, pokazuje się w różnych zewnętrznych formach, które można opisać jako, trawa, kłos, pełne ziarna w kłosie.

We właściwym czasie należy użyć ostrego narzędzia, ponieważ trzeba oderwać je od starego podłoża, oddzielić od starych doświadczeń, odciągnąć od tych zewnętrznych rzeczy, które kiedyś nam pomagały. Zielona trawa, źdźbło, kłos pszeniczny były tylko zewnętrznym okryciem życia, które przebijało się przez nie do pełnej dojrzałości.

Oderwane od starego podłoża, oddzielone od starych okoliczności, życie znajdujące się w dojrzałym ziarnie, ponownie nie może się przebić ku 100-krotnemu pomnożeniu bez odzierania; zniszczenia zewnętrznej osłonki, która uniemożliwia owocowanie.  Serca szczerze wołają do Boga o to, aby się w nich wypełniły Jego cele, a Duch Święty pracuje nawet wtedy, gdy one tego nie rozumieją. Okazuje się, że niebezpiecznie jest trzymać się starych doświadczeń, tego co niegdyś pomagało, gdy Duch naciska, aby ruszyły ku kolejnemu poziomowi, szczególnie wtedy, gdy wydaje się on raczej „spadkiem”, a nie „wzlotem”.  Lekcja ziarna uczy nas, że „spadki” oznaczają owocność i są częścią ‚wzlotu” na drodze do pełnego rozwoju ziarna pszenicznego. Wyłącznie Duch Święty pomoże nam zrozumieć co to wszystko znaczy w praktyce. Nam wystarczy znać te zasady Jego działania, aby móc poddać się z ufnością Jego pracy.

PRZYNOSZENIE OWOCU

W końcu ziarno jest gotowe na ukrycie przed ludzkimi oczami, gotowe na wdeptanie i leżenie w milczeniu w jakimś samotnym zakątku wybranym przez Boga. Gotowe na coś, co inni nazwaliby „spadkiem”‚; gotowe by żyć w Bożej woli bez wspaniałych doświadczeńp; gotowe do samotnego mieszkania i izolacji, z dala od szczęśliwej społeczności z innymi ziarnami. Cicho, lecz pewnie, boskie życie przebija się ku owocowanu. Ziarno oddało siebie samo, podzieliło się „swoim własnym życiem”, a jednak żyje, teraz jednak żyje życiem swego Pana.

Pogrzebane w ziemi ziarno! Dobrze jest być zapomnianym!

No bo kto będzie myślał o bólu i cierpieniu, które przechodzi ziarno w ciemności, gdy zobaczy pola żniwne? Ale ziarno będzie zadowolone, ponieważ prawo obowiązujące to życie zostanie wypełnione. Wygrzewało się na słońcu samo, dla swego dobra, a teraz żyje w innych, nie pragnąc nawet tego, aby było wiadomo, że z to niego ten stukrotny plon pochodzi.

Tak i Chrystus Sam złożył swoje życie w ofierze, aby mógł „ujrzeć potomstwo” (Iz. 53:10), ujrzeć cierpienia Swej duszy i cieszyć się tym (w. 11), że ponownie żyje w tych, których odkupił. Tak więc w Bożym cudownym prawie – prawie natury powielanym w duchowym świecie – najpierw Ziarno pszeniczne, zasiewane przez samego Boga, jest reprodukowane w kolejnych ziarnach, mających te same cechy i funkcjonujących według prawa ich istnienia: „jeśli ziarno pszeniczne, które wpadło w ziemię, nie obumrze, pojedynczym ziarnem zostaje; lecz jeśli obumrze, obfity owoc wydaje” (Jn. 12:24).

ŻYCIE ZE ŚMIERCI

Podążamy ścieżką małego ziarenka skierowaną w dół, do ziemi. Ono już „znienawidziło życie na tym świecie” i teraz jego „życie jest ukryte wraz z Chrystusem w Bogu”. Kiedy godziło się na łamanie i odzieranie na samotnej, ukrytej drodze, zawarte w nim boskie życie przełamywało się, aby żyć w innych i po cichu zapuszczało pędy w silniejszej, pełniejszej i czystszej jedności z Panem w niebie.

Nie jest to łatwa droga. Nawet Pan Chrystus niepokoił się, gdy zbliżał się do godziny utrapienia i cierpienia zapowiedzianego w Ps. 22. „Teraz dusza moja jest zatrwożona, i cóż powiem? Ojcze, wybaw mnie teraz od tej godziny? Przecież dlatego przyszedłem na tę godzinę, Ojcze, uwielbij imię swoje” (Jn. 12:27-28).

Ukryta twarz Ojca była czymś więcej niż złamane serce, gwoździe i włócznia. Jezus wiedział o tym, co ma się wydarzyć i mógł ratować się z tego, mógł powiedzieć Ojcu i mieć do dyspozycji legion aniołów, które spełniły by jego prośbę, lecz gdzie wtedy znalazłyby się pierwsze owoce dla Boga i Baranka? Nie, jedyną modlitwą Mistrza mogło być: „Ojcze, uwielbij imię swoje”.

Jeśli idziemy za Barankiem tam, gdzie On szedł, jeśli jesteśmy gotowi umrzeć po to, aby przynieść życie, na pewno otrzymamy, jak i On otrzymał, zapewnienie ze strony Ojca: „I uwielbiłem, i jeszcze uwielbię” (w. 28). Na końcu zaś zostanie nam dana wielka nagroda: „Zwycięzca zasiądzie ze Mną na Moim tronie” (Obj. 3:21).

– – – – – – – – – –

Jessie Penn-Lewis (1861-1927) często przemawiała w Kenswick, a w swym przesłaniu głosiła centralizm krzyża w życiu i doświadczeniu chrześcijanina. Regularnie pisała dla magazynu „The Overcomer” (Zwycięzca), kwartalniku o światowym zasięgu, który założyła w 1908 roku.

Ten artykuł ukazał się w wydaniu kwiecień/maj 2001.

© Copyright Strang Communications, All Rights Reserved

раскрутка

Cel cierpienia

Gretchen Nelson

Kiedy byłam młodą wierzącą wszelkie okoliczności życiowe, które uważałam za przeszkody na drodze gładko upływającego życia, starałam się usunąć je. Nie miały żadnego prawa ściągać na boki mojego dobrze zorganizowanego i nadmiernie kontrolowanego życia. Doszłam do wniosku, że wszystko co negatywne jest diabelskim polem i spędzałam wiele godzin stając na Słowie, aby uniknąć tego, co uważałam za złowrogie działania. Niemniej wyglądało na to, że nic się nie zmienia, te sytuacje utrzymywały się dalej.

Próby unikania tych problemów czy przegonienia ich modlitwą precz były bezużyteczne, pojawiały się czasami pędem i bez ostrzeżenia. Wprawiało mnie to w zakłopotanie. Czyż wierzący nie powinni być oddzieleni od normalnego życia, które przeżywali niewierzący? Czyż psalmista nie mówi nam, że to co krzywe, będzie wyprostowane? Czy Jezus nie uciszył wzburzonych wód? Docierałam jednak w Nowym Testamencie to takich słów jak: „cierpienie”, „próby” i „sprawdziany”. Czy to możliwe, żeby Ojciec jakoś dopuszczał te okropne sytuacje w moim życiu? Jeśli tak to po co? Im więcej się nad tym zastanawiałam tym lepiej zrozumiałam, że te trudności jak i inne formy problemów mają jakiś cel w życiu wierzącego.

Po latach stało się dla mnie jasne, że jeśli złożyliśmy nasze życie Bogu do dyspozycji, jeśli zdecydowaliśmy się być Jego uczniami to Bóg, który suwerennie rządzi wszystkim, jest za nie odpowiedzialny. Jako Jego uczniowie, podobnie jak owce pod opieką pasterza, oddaliśmy kontrolę nad naszym życiem Jego trosce. To, dokąd nas prowadzi, na jakie pastwiska czy to obfite w zieleń, czy pełne piachu, musi mieć na sobie Jego pieczęć. Ostatecznie trudności wszelkiego rodzaju są dla naszej korzyści i dla wzrostu w Nim.

Zasadą wiary jest to, aby rozwijała się w nas natura Jezusa, którą zasiał, aby w miarę jak On staje się coraz bardziej naszą życiową siłą, Jego życie w nas było coraz bardziej wyraźne, a to własne życie obumierało. Wyłącznie On może upodobnić nasze życie do życia Chrystusa. O ileż lepiej jest znieść pewną ilość problemów pochodzących od Ducha, aby nas doprowadzić do nowego poziomu świadomości Jego obecności w nas i z nami, kształtując w nas równocześnie pragnienie usunięcia zawsze obecnego ego z tronu naszych serc! To Jezus ma zajmować to miejsce. To właśnie Jego stworzone na nowo, nowo narodzone życie w nas uświęca nas i doprowadza do takiego poziomu zachowań, które, gdybyśmy chcieli dojść do tego sami, byłyby po prostu ogromną ilością uczynków.

W przeciwieństwie do Pawła, który w Liście do Filipian stwierdził, że stracił wszystko, aby lepiej poznać Jezusa, zbyt wiele swej chrześcijańskiej drogi poświęciłem na narzekanie na różne przygnębiające okoliczności, w których się znajdowałem i wyznawałem głośno Panu, że nie zgadzałem się z Jego planem dla mojego życia. Droga uczniostwa jest wyboista, a ja nie lubię jazdy po wybojach, boję się tego.

Być może jesteście podobnej sytuacji. Zwyczajnie nie lubimy zakłóceń, zmian i bolesnych sytuacji. Wolelibyśmy raczej autostradę nawet w duchowych sprawach. Taki jest stan naszego ludzkiego myślenia i oczekiwań na łatwe życie nawet w prawdziwym chrześcijańskim marszu. Boże zamysły są inne. On czasami ześle nam problemy po to, aby nas wyszkolić, mając na oku cel ostateczny. Pomimo tego, że w fizycznym sensie jesteśmy w tym świecie, ON prowadzi nas drogą, której natura jest duchowa, używając do tego często jako narzędzi rzeczy z tego świata. Jest w tym marszu pewnego rodzaju kolec, ponieważ palec Boży dotknie nas „odciskami na skórze” Jego świętego planu, oczyszczającym tyglem ognia, utratą egoizmu i zmianą perspektyw. Niemniej, właśnie to jest odpowiedź na wszystko, co wydaje się negatywne. Bóg ma w tym jakiś cel. Pomimo rany, smutku i zniesionych porażek, ten cel jest wspaniały.

Przyglądając się życiu Rebeki (p. Rdz. 24), jako typowi naszej chrześcijańskiej drogi, dowiadujemy się, że posłaniec, który został do niej wysłany jest typem Ducha Świętego, który ma za zadanie przygotować nas dla naszego niebiańskiego Oblubieńca. Jej podróż na wielbłądzie nie była łatwa, jak też nie jest i nasza. Jako wierzący, jako oblubienica Chrystusa, musimy czasami podejmować szczególne i trudne wyjazdy na niekochanym grzbiecie brutalnych doświadczeń na drodze ku pełniejszej i głębszej więzi z Jezusem, równocześnie poddając się cały czas karcącym wysiłkom Ducha Świętego, który przygotowuje nas na nasze przeznaczenie.

Zamiast uważać nasze próby za kłody utrudniające drogę, uchwyćmy się ich jako możliwości zdobycie lepszego przygotowania na błogosławiony dzień, gdy spotkamy się z naszym Oblubieńcem, Jezusem, twarzą w twarz.

продвижение сайта

CO CIĘ USZCZĘŚLIWIA?

Linda S. Mintle

Uśmiałam się czytając taki nagłówek w USA Today: „Psycholodzy już wiedzą, co sprawia, że ludzie są szczęśliwi”. Nie wiedziałam, że szczęście jest tajemnicą, którą trzeba odkryć dzięki mojej wspaniałej profesji! Zdumiona, zaczęłam czytać. Cóż to za ekscytujące odkrycia?

Jeśli czytasz Biblię to nie zaskoczy cię to badanie, a tylko potwierdzi Boże metody działania.

1.  Najszczęśliwsi ludzie na świecie to ci, którzy spędzają najmniej czasu samotnie, a dążą do intymności i osobistego wzrostu. Gdy to czytam natychmiast myślę o Jezusie. On był bardzo aktywny jeśli chodzi o społeczność. Poświęcił swoje życie dla wiernej grupy swych uczniów i doprowadził do powstania intymnego kręgu 12 mężczyzn. Przez nich założył kościół. W pierwszym kościele najważniejsza była społeczność, intymność i osobisty wzrost.

2. Szczęśliwi ludzie nie osądzają siebie na podstawie tego co inni mają lub robią, to znaczy nie porównują siebie z innymi. Biblia wyraźnie mówi, że nie mamy mierzyć siebie miarą innych, lecz wyłącznie Słowem Bożym. Gdy jesteśmy posłuszni Słowu Bożemu i chcemy podobać się Jemu, nie brakuje błogosławieństwa i zadowolenia.

3.Materializm jest toksyczny dla szczęścia. Przypowieść o młodym bogaczu z Ewangelii Mateusza wskazuje właśnie na to. Pomimo swego bogactwa ten człowiek chciał czegoś więcej – życia wiecznego. Jezus podkreślił wagę zachowywania przykazań, lecz powiedział, że potrzeba jeszcze czegoś więcej. Musiał sprzedać to, co posiadał i ruszyć za Jezusem. Niestety, młodzieniec wybrał materialne posiadłości zamiast Chrystusa i odszedł „zasmucony”.

4. Optymizm jest ważny, nawet w trudnych czasach. Dzięki Chrystusowi, nadziei jest mnóstwo. Jeremiasz ogłosił (32:17): „Ach, Wszechmocny Panie! Oto Ty uczyniłeś niebo i ziemię wielką swoją mocą i swoim wyciągniętym ramieniem; nie ma nic niemożliwego dla ciebie”. W ostatnim rozdziale Księgi Joba, gdy już tak wiele wycierpiał i tak bardzo został wypróbowany, krzyczy: „Wiem, że Ty możesz wszystko, i że żaden twój zamysł nie jest dla ciebie niewykonalny” (Jb 42:2). W Biblii mamy mnóstwo przykładów ludzi, którzy nie dali się sponiewierać okolicznościom czy wydarzeniom. Ich nadzieja była złożona w Panu, a końcowym efektem był pokój i odpocznienie.

5. Liczy się działanie. Nie tylko to w co wierzysz czy jakie masz poglądy na życie ma udział w twoim poczuci szczęścia. Ludzie, którzy oddają siebie innym i nie są pochłonięci sobą, są bardziej zadowoleni z życia. I nic zaskakującego tutaj. Bóg dał swego jednorodzonego Syna, ostateczny dar ofiarny. Dawanie jest biblijną zasadą, czy to jeśli chodzi o finanse, służbę, żywność, schronienie, czas czy talent. Wynikiem dawania jest błogosławieństwo.

6.  Ludzie szczęśliwi znają swoje mocne strony i korzystają z nich. Jesteśmy stewardami Bożych darów i mamy używać ich na Jego chwałę. Jeśli działasz w tych darach i robisz to, do czego cię Bóg wyposażył, jesteś szczęśliwy. Psycholodzy nazywają ten ruch „strumieniem”. Ludzie wiary „płyną” w Duchu.

7. Ludzie wdzięczni są szczęśliwi. Na wieki jesteśmy wdzięczni za Jezusa i Jego ofiarę, i za wszystko, co Bóg robi dla nas. Ze szczerej wdzięczności wypływa szczęście.

8. Najsilniejsze powiązanie ze szczęściem ma chęć przebaczania. Korzyści z przebaczenia są doskonale udokumentowane psychologicznie. Dla wszystkich wierzących przebaczenie nie jest opcją, lecz przykazaniem Jezusa. Przebaczamy innym, ponieważ On nam przebaczył.

Całe to poszukiwanie szczęścia na nic się nie zda, jeśli nie prowadzi do Tego, w którym można znaleźć zadowolenie. Prawdziwe szczęście nie jest związane ze zdarzeniami, pieniędzmi, władzą, sławą czy czymkolwiek innym z czym kojarzy je nasza kultura. Szczęście to wybór, jak głosi Pismo: „Szczęśliwi lud, któremu tak się powodzi. Szczęśliwy lud, którego Bogiem jest Pan” (Ps. 144:15).

W tym nowym roku niech twoim celem będzie szczęście, do którego dojdziesz zgodnie z powyższymi wskazówkami. W poszukiwaniu satysfakcji patrz na Boga i ucz się ufać Jego suwerenności i wszechwiedzy. Bądź Mu posłuszny i wierz, że ON we wszystkim współdziała ku dobremu. Pamiętaj, masz dostęp do Jego radości i właśnie to cię wzmacnia.

раскрутка

Strzeż swoje serce przed duchowymi związkami

Karen, uspakajając palce wydobywające z klawiatury ostatnie dźwięki pieśni „Purify My Heart” (Oczyść serce me), wiedziała w duchu, że wielu zostało dotkniętych uwielbieniem tego wieczoru, a przedłużający się uśmiech posłany przez Wes’a, lidera grupy uwielbiającej, potwierdził jej to. Cicho odsunęła się od pianina i skierowała w stronę pokoju muzyków. Spojrzała na zegarek. Gdyby jej mąż, Marty, był tutaj, byłby poirytowany tym, że muzyka zajęła tak dużo czasu. Zawsze się spieszył do domu, do swego komputera i magazynu The Wall Street Journal. Westchnęła.

„Po co takie wzdychanie?” zapytał Wes, który szedł za nią mrocznym korytarzem skrzydła szkółki niedzielnej. „Taka piękna kobieta jak ty, nie powinna się niczym przejmować. Grałaś dziś,…. jak mogę opisać piękno i majestat, które wydobyłaś z tej klawiatury? Samo bycie razem z tobą w jednym zespole, wzbudza we mnie dreszcz emocji”. Karen zwolniła kroku, aby zrównać się z nim.

„To jak z tym westchnięciem? Możesz mi powiedzieć. Za długo jesteśmy przyjaciółmi, abyśmy ukrywali coś przed sobą”. Jego łagodny głos, fizyczna bliskość, cień jego silnej, pochylonej postaci jak rzucała wzdłuż korytarza jedna lampka z tyłu, wywołała gorące pragnienie jego dotyku.

Karen pomyślał sobie cierpko: „Marty nigdy nie pomyślał o zachęcaniu czy zrozumieniu mnie”. Zawsze żył w innym świecie, świecie biznesowych spraw i wielkich pieniędzy. Wydawało mu się, że jest na tyle mocna, aby mogła zająć się sobą.

Mylił się; Karen czuła się samotna. Oczywiście, Bóg przysłał Wesa do niej, aby wiedziała, że jest ktoś, dla kogo jest kimś szczególnym. Wylała więc swoje serce przed nim i po raz pierwszy Wes wyciągnął ręce i przytulił ją w ramionach, gdy płakała. Razem, Karen i Wes, razem zbliżyli się do krawędzi parapetu.

Zwykle zaczyna się całkiem niewinnie. Nie ma jakiegoś szczególnego planu kuszenia czy ranienia kogokolwiek, po prostu pragnienie wyrażenia swoich uczuć.

„Jesteś szczególna, naprawdę szczególna! Nigdy nie spotkałem nikogo, kto by mnie tak rozumiał jak ty”.

Czy po prostu: „Jak dobrze razem bawiliśmy się!”

Coś z tych słów powoduje wybuch w naszym wnętrzu i zostaje nawiązany kontakt, ale jest jeden problem: Co najmniej jedno z was jest małżonkiem – kogoś innego.

Pokuszenie, aby dopuścić do serca kogoś, kto nie ma prawa zaglądać tam czai się na każdego, kto działa w służbie. Liderzy uwielbienia, muzycy, młodzieżowi duchowni, pastorzy, sekretarki i doradcy poddają się temu w alarmujących ilościach, a wynik końcowy – co ja nazywam „duchowym cudzołóstwem” – rzadko kiedy udaje się rozpoznać, aż do chwili, gdy zamieni się w seks.

Poddanie pokuszeniu

Lekcja na temat duchowego cudzołóstwo dotarła do mnie w brutalny sposób – sama się mu poddałam. Zaskoczyła mnie w czasie, gdy byłam bardzo pewna swej miłości do Boga i oddaniu rodzinie. Prawda, że z mężem znosiliśmy trudne czasy. Oboje życzylibyśmy sobie, aby to kto inny, bardziej wrażliwy na nasze potrzeby, stanął z nami na ślubnym kobiercu. Niemniej, był to czas, gdy nasze małżeńskie problemy „były pod kontrolą” i wyglądało na to, że jesteśmy szczęśliwi. Ufałam Bogu, że nasza relacja w odpowiednim czasie będzie tak wyglądać, jak Pan chce.

W międzyczasie, moja służba, nauczanie, budowanie uczniostwa przynosiły dobre owoce. Pomimo że uczniami byli mężczyźni, byłem przekonana, że jestem zbyt mocna, zbyt dojrzała i zbyt duchowa, aby być kuszoną do niewierności Bogu i mężowi. Nauczyłam się utrzymywać psychiczny i psychologiczny dystans do nich, ubierając się skromnie i zachowując profesjonalnie. Chciałam być skutecznym nauczycielem, a nie przeszkodą.

Łatwo udawało się to osiągnąć w klasie, lecz gdy dostałam praktykanta do przeszkolenia sam na sam, wpadłam z zaskoczenia. Wraz z praktykantem pracowaliśmy razem i przebywali w jednym biurze. Jego głębokie pragnienie Boga i zrozumienie Pisma bardzo mnie dotykały. W zamian, on wyrażał mi to jak moja miłość do Boga głęboko dotykała jego ducha – coś, co od wielu lat pragnęłam słyszeć od męża, a czego nie było. Łatwo było nam otwierać się przed sobą nawzajem i wyznawać osobiste sprawy. Czasami wydawało się, jakbyśmy umieli czytać w swoich myślach! Wykorzystywaliśmy każdą sposobność, aby przygotowywać się razem i zachęcać nawzajem. Wtedy nie mogłam sobie przypomnieć, abym była kiedykolwiek wcześniej tak szczęśliwa. Ta relacja wyglądała na prezent od Boga. Byłam kochana taka, jaka byłam! Ktoś uwierzył we mnie i przejmował się tym, co myślę i czuję.

Za to moje duchowe życie rozdarło się na życie w służbie z praktykantem, gdzie byłam doceniana i rozumiana i życie w domu, gdzie zawsze wydawało mi się, że nie dostaję.

Przełożeni w służbie ostrzegali mnie, abym nie spędzała tak dużo czasu z praktykantem, lecz myślałam sobie, że są ciasnogłowi. Odrzucenie takiej radości było nie do pomyślenia! Zamierzałam udowodnić, że mogę być najlepszą przyjaciółka kogoś, kto nie jest moim mężem i nie zgrzeszyć.

Punkt zwrotny

Pewnego dnia zaczęłam czytać książkę, Johna Sanford’a „Dlaczego niektórzy chrześcijanie cudzołożą” (Why Some Christians Commit Adultery). Zaczynała się od opisu duchowego cudzołóstwa, niezamierzonego otwarcia serc, co łatwo zdarza się między ufającymi sobie ludźmi, którzy spędzają razem czas, szczególnie w służbie.

Czytając ten opis, wiedziałam, że coś jest nie tak. Poprosiłam o wolne popołudnie i ruszyłam do parku w sąsiednim miasteczku. Całą drogę błagałam Boga, aby mi pokazał stan mojego serca. Spędziłam wiele godzin spacerując po parkowych ścieżkach a Bóg przypominał mi chwila po chwili momenty, w których odrzucałam Go, wykorzystywałam moją pozycję liderki, zdradzałam zaufanie i sama dla siebie stanowiłam prawo.

W końcu, leżąc twarzą do ziemi, wołałam do Boga o miłosierdzie. Serce zostało złamane, gdy zobaczyłam te ciemności i pokutowałam z tego, co Pan mi pokazał. Pan spotkał się tam ze mną, w tej szczególnej chwili i wiedziałam, że otrzymałam przebaczenie, ale długi proces oczyszczania zajął lata i okazał się bardzo bolesny dla mnie – jakby wielki zadatek.

W ciągu następnych miesięcy Bóg uczył mnie, krok po kroku, w miarę jak mogłam to znieść, głębszych spraw dotyczących miłości i uświęcenia mojego ducha. Pewnej nocy, gdy nie mogłam spać, trafiłam na fragment z Malachiasza 2:14-16: „Dlatego, że Pan jest świadkiem między tobą i między żoną twojej młodości, której stałeś się niewierny, chociaż ona była twoją towarzyszką i żoną, związaną z tobą przymierzem. Czy nie Jeden (Bóg) uczynił ją istotą z ciała i ducha? A czego pragnie ten Jeden? Potomstwa Bożego. Pilnujcie się więc w waszym duchu i niech nikt nie będzie niewierny żonie swej młodości!”. (Autorka tu wstawia w miejsce „żony” słowo „mąż” – przyp.tłum.)

To przeszyło mnie na wylot! Po raz pierwszy miałam objawienie tego, jak poważnie Bóg traktuje przymierze. Nie liczyło się w najmniejszym stopniu, jak byłam szczęśliwa z mężem. Ze wszystkich sił miałam „strzec swego ducha”, aby nie łamać wierności, zgrzeszyłam w obu przypadkach. Złamałam również wiarę w Boga. On powiedział mi, aby ufać Jemu we wszystkim i nie mieć innych bogów w życiu, lecz ja uczyniłam bałwana z „bycia kochaną”. Złamałam serce Boga szukając zaspokojenia moich potrzeb u kogoś innego. Zapomniałam o tym, że naprawdę byłam Jego Oblubienicą, poślubioną Jemu na zawsze. Kochał mnie tak bardzo cały czas, lecz ja nie nauczyłam się czerpać z Jego miłości. Praktykant cierpiał niewymiernie jako młody chrześcijanin, ponieważ dopuściłam do tego, że w poszukiwaniu przyjaźni i miłości, patrzył na mnie, zamiast na Boga. Zgrzeszyłam myśląc, że mam prawo być dla niego kimś szczególnym.

Przez ponad rok Pan obmywał mnie stale i wciąż, gdy płakałam u Jego stóp a Jego ogromne miłosierdzie, miłość i przebaczenie pocieszały mnie za każdym razem, gdy kolejna lekcja była wypalana na moim sercu.

W środku tego procesu uzdrawiania, Pan przypomniał mi o czymś. Dziewięć miesięcy przed pojawieniem się praktykanta, modliłam się do Boga, aby posłał do mnie Swój oczyszczający ogień, aby ujawnić i wypalić z serca wszystko, cokolwiek mogło by stać między mną, a Panem. Bóg po prostu odpowiedział na moją modlitwę! Zaczęłam odczuwać Jego świętość jak nigdy dotąd i uczyć się tego, jak całkowicie mam oddać się czczeniu Go!

Ponieważ duchowe cudzołóstwo to nie seks, często nie strzeżemy się przed nim, lecz jest równie niebezpieczne. Powoli zżera nasza relację z Bogiem i innymi, nieuchronnie prowadząc do zniszczenia intymności i zaufania. Krok po kroku truje naszego ducha, przygotowując scenę pod cudzołóstwo w ciele.

Czy grozi ci to?

Kandydaci do duchowego cudzołóstwa zazwyczaj są oddanymi, duchowymi i wrażliwymi ludźmi, dla których sama myśl o niewierności Bogu czy współmałżonkowi wydałaby się przerażająca, lecz zazwyczaj wspólnie błądzą wierząc, że miłość człowieka może uratować ich przed ich słabościami, upadkami, ranami i smutkami i, że jest to ich niezbywalne prawo. Nie uchwycili jeszcze w pełni prawdy o tym, że Bóg nie tylko może zaspokoić ich potrzeby, lecz również zrekompensować brak miłości innych ludzi. Nieświadomie osądzili, że Jego miłość nie wystarcza.

Prawda jest taka, że Boża miłość jest zawsze doskonała! Zawsze jest dostępna, zawsze jest w stanie dać nam szczęście, a najlepsze w tym wszystkim jest to, że nie opiera się na naszym zachowaniu i nigdy się nie cofa.

Odnowione małżeństwo

W czasie miesięcy, który następowały po mojej pokucie wraz z mężem otrzymaliśmy wspaniałe chrześcijańskie poradnictwo. Pomalutku odkrywaliśmy i zajmowaliśmy się istotnymi problemami i osądami w naszych sercach, co stało się gruntem do duchowego cudzołóstwa. Zajęło to dużo czasu, lecz ostatecznie staliśmy się dobrymi przyjaciółmi, którzy mówią sobie prawdę i potrafią ją znosić. Nabyliśmy zupełnie nowego szacunku do siebie nawzajem, z czego wyrasta wierna miłość.

To może być również twoja historia, jeśli odeprzesz niewłaściwe relacje, zamiast do nich przylgnąć. Pragnienie, aby działo się w życiu inaczej, czy też, abyśmy mieli innego męża/żonę wpędzą cię w paszczę zwiedzenia – a nie pomaga wzrastać. Trzeba przyznać się do uczuć: bezsilności, niższości, samotności, odrzucenia, gniewu i zazdrości oraz słabej komunikacja, skrajnego pragnienia uwagi, fantazjowania i niewdzięczności i zająć się nimi. Musisz przebaczyć, pokutować i zostać oczyszczoną i uzdrowioną. Jeśli związałaś się głęboko z kimś innym, proś Boga, aby rozwiązał wszelkie duchowe i emocjonalne więzy z tą drugą osobą i całkowicie wycofaj wszelkie pozostałości niewłaściwej miłości czy przywiązania, które ciągle jeszcze mogą w tobie tkwić.

 Po duchowym oddzieleniu się od tej osoby, musisz równolegle oddzielić się psychicznie. Ta osoba musi być dla ciebie martwa! Często konieczna jest zmiana kościoła, przeniesienie do innej służby czy nawet wyjazd tego miejsca.

Przez pewien czasu myśli i tęsknota za tą osobą będą wracać; nawet te myśli, z których pokutowałeś. Gdy tak się dzieje, bierz je w niewolę i oddawaj je na własność Bogu, a nie trzymaj się ich! Używaj pokuszenia jako sposobności do tego, aby dziękować Bogu, że uratował cię przed gorszym losem i bądź wierna Bogu i swojej rodzinie.

Jeśli to twój małżonek popadł w duchowe cudzołóstwo, zapytaj siebie samą siebie czy jakiś brak wrażliwości/czułości z twojej strony mógł się do tego przyczynić. Może będzie potrzebne jakieś badanie własnej duszy i twoja pokuta. Zacznij rozmawiać i rzeczywiście słuchać małżonka. Przełknij swoją pychę i sięgnij po pomoc małżeńską, zanim będzie za późno. Ty i małżonek jesteście ważniejsi niż jakakolwiek służba a jeśli opuszczenie służby pomoże w uzdrowieniu, zostaw służbę.

Ci spośród nas, którzy usługują muszą mieć poukładane życie. Jeśli pozwolimy zasiać jakiekolwiek ziarno egoizmu czy braku równowagi w naszym prywatnym życiu to będzie ono zasiewane wraz z dobrym ziarnem Słowa, którym usługujemy. Każda część z ‚królestwa ego’ musi zostać zburzona po to, aby usługujący przekazywał życiowe przesłanie, które jest bezpieczne dla innych.

Nielegalne związki, ducha z duchem, zanieczyszczają nasze życie, małżeństwa i służby. Niszczą rozeznanie i wykrzywiają rzeczywistość. Musimy strzec naszych serc za wszelką cenę. Czas na to, abyśmy wzięli odpowiedzialność i dorośli! Duchowe cudzołóstwo jest śmiertelnym zwiedzeniem; nikt, kto się w nie zaangażuje, nie ujdzie nietknięty.

– – – – – – – – – – – – – – – – – –

Joyce Strong często przemawia na konferencjach, jest instruktorem Bible Teachers Institute w Virginia Beach, Virginia. Jej 20 letnie doświadczenie w nauczaniu obejmuje 16 lat spędzonych w Teen Challenge. Swą pierwszą książkę zatytułowała „Serca w płomieniach” (Hearts Aflame). Powyższy tekst został zaadaptowany z jej książki pt.: „Lambs on the Ledge”, copyright 1995, wydanej przez Christian Publications. Wykorzystano za zgodą.

 

продвижение

Kiedy mąż nie wystarcza


Alyssa McDaniels 12 maja 2009

To zabawne w jaki sposób powolna śmierć może cie całkowicie zaskoczyć. Zabijałam moje 2letnie małżeństwo i nawet o tym nie wiedziałam.

To, o czym wiedziałam, i wiedziałam bardzo dobrze, to była niewyraźna a jednak znana tęsknota za tym wszystkim co intymne i emocjonalne. Ponieważ nie przeżywałam tego w małżeństwie, postanowiłam, że ta intymność doprowadzę do tego, ale tylko po to, żeby wiele miesięcy później samej znaleźć się w jeszcze większej izolacji niż kiedykolwiek dotąd, w stosunku do obu: mego męża i Boga. Znalazłam się bezdennej dziurze emocjonalnej potrzeby; bez względu na to ile miłości było wlewanej, nigdy nie byłam napełniona. Moje oczekiwania były jak tlenek węgla – powolnie, niewidzialnie zatruwające słodki oddech życia mojego tyle co zawartego małżeństwa. Jeśli mąż przeskoczył jedną obręcz, zaraz za nią oczekiwała następna.

Gdy słowa Ricka obnażyły mój brak poczucia bezpieczeństwa, wiedziałam,
że musi się to zmienić. Powiedzia mi
: „To wstyd, Alyssa; spędzasz większość swego samotnego czasu usiłując sobie wyobrazić co mężczyzna powinien robić dla ciebie, a nie masz żadnego pojęcia o tym, co ty powinnaś zrobić dla mężczyzny” – powiedział. Och! Jak śmiałeś, panie Wzorze Chrystusowej Miłości dla Kościoła! Niemniej, była to prawda. Siadłam tam, zdumiona, nieskruszona, emocjonalnie niespełniona, egoistyczna hałda. Mój mąż wątpił w to czy go kocham, bardziej niż kocham siebie i wiecie co? Ja też …

Jakkolwiek może się to wydawać żałosne, nie skierowałam się poważnie do Pana w tej potrzebie. Wiedziałam, że pójście do Niego zrani, ponieważ moim głównym problemem z intymnością nie był mój mąż, lecz problemy z intymnością z Bogiem. Pan wydawał się być tak odległy od tak dawna, że zastanawiałam się czy On jest w stanie coś zrobić. Chciałam, aby Jezus spadł na mnie i przytłoczył Swoja miłością, podobnie jak spodziewałam się, że zrobi to mój mąż. Kiedy ani jedno, ani drugie nie zdarzyło się, w moim czasie i na mój sposób, byłam urażona. Bóg jednak zajmował się mną cierpliwie, na Swój sposób i w Swoim czasie. Siadłam przed Nim w modlitwie i Duch Święty zaczął mi pokazywać, że ja muszę przestać skupiać się na swoich niezaspokojonych potrzebach i słabościach męża, a skierować swój wzrok na Niego. Moja modlitwa była prosta: „Panie, pokaż mi jak być pobożną żoną, pokaż, jak kochać męża”.

Trzy śmiercionośne „c”.
Bóg był wierny i odpowiedział na te modlitwy, lecz początkowo pokazał mi błędne oczekiwania oparte na światowych postawach. Oglądałam filmy, seriale, znałam też zakończenie Kopciuszka, spodziewając się, że moje życie będzie płynąć według takiego samego scenariusz. To spowodowało, że rozwinęłam w sobie nie poddającą się zmianie koncepcję tego, jak miłość wygląda, działa i brzmi.

Stałam się pożywką dla zniechęcenia. Choć mąż zawsze mnie kochał i starał się, abym była szczęśliwa, nie był w stanie dopasować się do standardów Supermena, które przed nim postawiłam, standardu, który był nie tylko nierealny, ale również nie w porządku i raniący.

Im bardziej Rick nie dostawał do moich oczekiwań, tym bardziej niszczyłam nasze małżeństwo trzema śmiercionośnymi „c”: narzekaniem, kontrolą i porównywaniem (ang.: complaint, control i comparison). Dzień w dzień robiłam w nim nowe dziury bardziej polegając na nim w zaspokajaniu potrzeb, niż na Bogu.

Narzekanie.
Jeśli nie żyjesz dla kogoś i nie dajesz komuś innemu, a jesteś skupiony tylko na swoich własnych potrzebach, rzeczy powierzchowne urastają to niezwykle poważnych. Nie jestem chronicznym narzekaczem, lecz wkrótce po zawarciu małżeństwa okazało się, że stale narzekałam na to, że upał na Florydzie jest nie do zniesienia, że małe miasteczko, gdzie mieszkaliśmy jest szpetne i staromodne i gdyby nie małżeństwo, to dalej żyłabym sobie jako czarująca, samotna kierownicza public relations.

Narzekanie.
Zaczęłam oczekiwać od mego męża, że to on doprowadzi moje życie do tego, jak, moim zdaniem, powinno wyglądać. Zdecydowałam, że powinien częściej do mnie dzwonić w ciągu dnia, być bardziej wrażliwy na ofiarę jaką złożyłam, wychodząc za niego za mąż, przysyłać mi więcej kwiatów. Gdyby tylko chciał to robić, byłabym zadowolona.

Kontrola.
Zdecydowałam również, że w tej dziedzinie, w której Rick nie był z natury taki, jak chciałam, że mu po prostu pokarzę. Kilka wskazówek, jakieś podprogowe sugestie i bingo! On natychmiast dopasuje się i będę spełniona. Konflikty wychodziły zazwyczaj na wierzch przy różnych szczególnych okazjach takich jak urodziny (moje), Boże Narodzenie, Walentynki i nasza rocznica – dobra była każda okazja, gdy Rick miał dać mi „ten” prezent.

Nie jakikolwiek prezentem, tylko z właściwym. Aby uniknąć rozczarowania, mówiłam mu tygodnie, czasami miesiące, wcześniej, co dokładni chcę. Później przypominałam mu o moim pragnieniu regularnie przed tą szczególną okolicznością. Teraz zdaję sobie sprawę z tego, że moje zachowanie było po prostu próbą przyklepania obawy przed zapomnieniem, lecz moje irytujące przypominanie i zasady dawania daru, mówiły Rickowi: „Nie ufam Ci”.

Porównywanie.
Muszę przyznać, że oglądałam popularne seriale telewizyjne, w których moje ulubione postaci, pary małżeńskie miały wysokie notowania. Chciałam, abyśmy z Rickiem tacy byli. Ale Rick nie oglądał nic podobnego, nie mówił tego, co mówi 99% mężów z telewizji. Nawet nie chciał tego! Problem polegał na tym, że to ja chciałam, aby to robił. Za każdym razem, gdy porównywałam go z telewizyjnym idolem, zawsze wypadał gorzej.

On nie dostawał również do standardów postawionych przez moich krewnych. Dwie moje siostry i szwagierka miały szczęśliwe małżeństwa. Rozważanie takich kwestii jak: „co dostałaś na Walentynki?” oraz „Ile razy w tygodniu jesteście blisko ze sobą?” dawały mi miarę, według której mogłam zmierzyć stan mojego własnego małżeństwa. Jeśli coś nie zgadzało się z tym, co się działo u siostry i jej męża, przeciwnik miał dobre pole do działania w moich myślach. Szeptał: „Ty i Rick nie byliście na tyle dobrymi przyjaciółmi, gdy się pobraliście. Nie masz takich dobry relacji z innym, jak twoja siostra i jej mąż. Może gdybyś wyszła za kogoś innego, nie byłoby tak ciężko. Może zasługujesz na kogoś lepszego?”

Boże rozwiązania
Oczywiście, moje sposoby – narzekanie, kontrola i porównywanie – nie to nie były drogi miłości (p. 1Kor. 13). Wiele czasu spędziłam na modlitwie i Słowie, gdy Bóg zaczął pokazywać mi, kiedy już całkowicie pokutowałam z pobłażania sobie w tych dziedzinach, jak zastąpić je Jego drogami. Dał mi broń do zwycięskiej walki z moimi słabościami.

Po pierwsze: nauczył mnie zajmować postawę wdzięczności (dosł.: „attitude of gratitude”), więc zamiast narzekania zaczęłam dziękować Bogu za mojego męża, skupiając się na wszystkim co w nim dobrego (p. 1Tes. 5:18).

Dziękowałam Pan, za jak ukształtował Ricka i za duchowe dary i owoce, które Pan wydawał w życiu Ricka. Zaczęłam również dziękować za wszystko, co „poczciwe, co miłe, co chwalebne, co jest cnotą i godne pochwały” w moim mężu (Flp. 4:8).

Zaprawdę zdumiewające! Obraz mojego męża zaczął się zmieniać w moich myślach wśród dziękczynienia. Pozytywne atrybuty Ricka zaczęły pojawiać się na nowo, pomagając mi ująć moje małe irytacje we właściwej perspektywie. Nowo odkryty respekt i podziw zostały wzbudzone, co w naturalny sposób wpływało na większe pragnienie, aby go kochać tak, jak na to zasługiwał.

Po drugie: Bóg nauczył mnie poddania. Zamiast wymuszania i kontroli, nauczyłam się oddawać te wszystkie przyjęte z góry założenia o miłości Jemu. To uwolniło mnie to do tego, aby kochać mego męża bezwarunkowo i uwolnić go od presji wymagań, które mówią: „Kocham cię, ale byłoby lepiej,… (wpisz co chcesz), albo nie będę szczęśliwa”

A co jeżeli nie czuję tego, że mam na tyle miłości, aby dać mu? Przyznaję się do tego, Przyznaję się sama, że nie mam. Poważnie traktuję to, co napisał Paweł: „Najchętniej więc chlubić się będę słabościami, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusowa” (2Kor. 12:9). Stale proszę Boga, aby zaszczepił w mnie Swoją bezwarunkową miłość, którą ma do mnie, abym mogła patrzeć na Ricka Jego oczyma.

Po trzecie: Bóg nauczył mnie zwalczać porównywanie w modlitwie i wstawiennictwie za moim mężem. Modlitwa za niego stałą się codzienna manną z nieba, która odżywia bezinteresowną miłość. Nie mam czasu na porównywania, gdyż jestem zajęta proszeniem Boga, aby błogosławił Ricka i pomagał mu wypełnić Boże zamiary wobec niego.

Powiedziałam Panu, że będę wstawiać się za Rickiem i jego codziennymi sprawami.
Czasami, gdy siedzę przed Bogiem, On zachęca mnie słowem i Pismem dla mego męża, które pomagają mu utrzymywać stan duchowej aktywności wśród surowych biznesowych podróży. Wiedząc, że jego żona jest w domu i modli się o niego, Rick ma dodatkowy bodziec, którego potrzebuje, będąc poza domem i pracując dla naszej rodziny.

Zauważyłam pączkującą empatię dla męża, co jest pożywką dla naszej jedności. Teraz bardziej skupiam się na jego potrzebach niż na własnych. Modlitwa zmieniła moją perspektywę i dała mi serce dla Ricka. Będąc żoną zaledwie od dwóch lat, wiem, że jest o wiele więcej satysfakcji przed nami. Wiem również, że jest więcej miłości, radości, intymności i wolności, gdy poddaję się Duchowi Świętemu.

W końcu nauczyłam się tego, że Bóg nigdy nie zakładał tego, że mój mąż zaspokoi wszystkie moje potrzeby. Bóg sam ma być moim wszystkim we wszystkim. Sam Pan, a nie mój mąż, ma królować na tronie mego serca i zaspokajać moje głębokie pragnienia. On chce, aby moje serce mogło ogłaszać z radością: „Choćby niebo i ziemia, i mój mąż zawiedli, Ty jesteś moim Bogiem!”

Jeśli kiedykolwiek byłaś zwiedziona myślami, jak ja niegdyś, że wyłącznie twój mąż jest odpowiedzialny za wypełnienie twojego emocjonalnego zbiornika, podejmij następujące kroki:

1. Pokutuj z bałwochwalstwa; żaden mężczyzna nie może zająć miejsca Boga.

2. Przyznaj się do swoich potrzeb. Proś Boga, aby Jego miłość stała się dla ciebie czymś rzeczywistym.

3. Ucz się kochać. Módl się, aby Bóg wszczepił ci Swoja miłość agape do męża.

4. Wstawiaj się z swoim mężem codziennie. Módl się, aby Duch Święty kierował go w stronę Bożej woli, aby objawiała się jego życiu.

5. Rozwiń w sobie postawę wdzięczności. Dziękuj Bogu za swego męża, takiego jaki jest.

6. Żyj, aby przebaczać. Tylko Bóg jest doskonały, daj swemu mężowi łaskę
popełniania błędów.

7. Odrzuć światowe standardy miłości i romansu. Rozważaj nad biblijnymi standardami, które zostały wyrażone przez takie postacie jak Jezus, Boaz czy Ozeasz.

Wierzę, że przeżyjesz nową wolność, rozwiniesz zdrową zależność od Boga i uwolnisz swego męża od potrzeby odgrywania. Po pewnym czasie nauczysz się kochać go takiego, jaki jest, bez składania nadmiernych oczekiwań na nim. Wtedy Boży zamiar dla waszego małżeństwa będzie się realizować.

раскрутка