Codzienne rozważania_16.02.2018

Jon 4:10
A PAN RZEKŁ: TY ŻAŁUJESZ KRZEWU RYCYNOWEGO, KOŁO KTÓREGO NIE PRACOWAŁEŚ I KTÓREGO NIE WYHODOWAŁEŚ; WYRÓSŁ ON W CIĄGU JEDNEJ NOCY I W CIĄGU JEDNEJ NOCY ZGINĄŁ.

Jonasz nie potrafił jasno myśleć, ale Bóg nadal wyjaśniał mu i pouczał go o znaczeniu łaski i konieczności wewnętrznej przemiany. Dostrzegamy tu mądrość i łaskę Boga w postępowaniu z Jonaszem. Bóg najpierw pokazał Jonaszowi na czym polega jego łaska o czym mówi powyższy werset. Krzew był darem. kiedy Bóg go zabrał, to tym samym podkreślił znaczenie tego faktu.Jonasz zachowywał się jednak tak, jakby Bóg był jemu winien ten krzew. To stanowi dowód na to, że nie uważał go wcześniej za dar Bożej łaski, ofiarowany za darmo przez Dawcę, na który obdarowany nie zasłużył. Prorok był zadowolony ze swego krzewu, ale bardziej radował się z komfortu jaki mu zapewniał, niż z łaski, która spowodowała, że wyrósł on, aby ochronić go przed słońcem. To był jego krzew i dlatego czuł, że Bóg zrobił mu na złość, kiedy go zabrał. Cieszymy się z jego darów i oddajemy cześć naszym krzewom a nie Bogu. Ale krzew może uschnąć, wtedy znikają widoki na przyszłość; kończą się „czarujące przyjaźnie” . Zamiast na dary spoglądajmy na łaskę Boga, który jest ich dawcą. Zamiast na przejawy Bożej łaski, patrzmy na jej głębsze cele. Klasycznym celem dochowania wierności w tym względzie jest Job. Wiódł on bogate i spełnione życie, miał wiele „krzewów” i nie przechodził prób, aż do dnia,w którym zabrano mu jego „krzewy”. Jaka była jego reakcja? Job wyznał: „Lecz ja wie, że Odkupiciel mój żyje i że jako ostatni nad grobem stanie” (Job 19:25). Sekret Joba – który wcale nie jest sekretem, ale prawdą zapewniającą pokój każdemu wierzącemu – polega na pokładaniu ufności w Odkupicielu i wiecznych obietnicach Bożych, a nie w błogosławieństwach, jakich udzielił mu Bóg w ciągu życia. Krzew Jonasza usechł, a on powinien się z tego nauczyć, że jego Bóg był Bogiem łaski i że łaska ta jest dana darmo tym, którzy na nią nie zasługują. Powinno mu to także uświadomić, że łaska okazana Izraelitom była tą samą łaską, jaką Bóg okazał Niniwie. Jeżeli łaska ma być łaską, to musi być niezasłużona i niezmierzona. I jeżeli Bóg jest Bogiem łaski, to jest całkowicie suwerenny w zbawianiu i żaden człowiek, otrzymujący dar łaski, nie ma prawa sprzeciwiać się, gdy Bóg okazuje łaskę innemu człowiekowi! Powinien raczej radować się, że Pan rozciąga swoją łaskę na coraz większą liczbę ludzi.
Życzę błogosławionego dnia.

Kobiety w Królestwie


Faith

Ostatnio, na kilka różnych sposobów, Ojciec naświetlił mi osobliwe zmaganie, które jest doświadczeniem wyłącznie kobiet. W taki czy inny sposób mężczyźni przejmują nad nami władzę, a nie zawsze oddajemy ją dobrowolnie, lecz często posłuszeństwo jest na nas wymuszane. Czy to na gruncie religijnym przez błędne wykorzystanie wersów czy fizycznie przez obezwładnienie.

Serce kobiet jest tak stworzone, że ich pragnieniem jest pielęgnować innych, a nie bronić siebie. Tak więc, gdy nie tak się dzieje, cierpimy po pierwsze: ponieważ trzeba się bronic, a po drugie: z powodu zmuszania kobiet do obrania drogi, która jest sprzeczna z naszą naturą.

Pytałam Ojca, co chciał mi pokazać, a On odpowiedział: „Czy rozumiesz tą różnicę jaka występuje w Królestwie?”

Wtedy spojrzałam z Mojego Miejsca na swoje królestwo i zobaczyłam, że nie ma żadnej różnicy między mężczyzną i kobietą. To Królestwo jest duchowe, a jednak to tam zasiadamy podczas gdy panujemy i rządzimy Ziemią.

Tak więc Synowie Boży nie są ani męscy, ani kobiecy, a ich władza nie dotyczy ich fizycznych cech na Ziemi.

Kiedy spoglądam na swoje królestwo, nie widzę ziemskich różnic między mężczyznami i kobietami, rasami, seksualnymi preferencjami czy jakimikolwiek innymi uprzedzeniami. Ta równość nie da się porównać z niczym innym, cokolwiek widziałam w życiu wcześniej, nawet w kościele. W Królestwie każdy chodzi w swych darach i talenta
ch, staje wewnątrz przed Ojcem w tej Tożsamości i żadna inna tożsamość nie pojawia się.

Lecz tutaj, na Ziemi, uprzedzeń jest mnóstwo i dopóki nie nauczymy się patrzeć z perspektywy Królestwa mają na nas ogromny wpływ. Gdy już tak widzimy uczymy się stosować ten punkt widzenia (tj. z naszego Miejsca) na Ziemię. Dzieje się tak wtedy, gdy rozumiemy co to znaczy, że mamy panowanie nad ziemskimi systemami. Zaczynamy obserwować, jak systemy zmieniają się przed naszymi oczyma.

Rozumiemy to, że systemy nie mają mocy, którą, jak nam się  wydawało, że mają. Naturalne prawa fizyki oraz „porządek” ludzkości to po prostu bardzo przekonujące dym i lustra. Wszystko trzyma się razem wyłącznie dzięki wierze, którą w nie mamy. Gdy ta wiara zmienia się, budzimy się do naszej prawdziwej tożsamości, a tamta powlekana żelazem rzeczywistość topnieje.

Prawda nie jest produktem Ziemi – Ziemi nie ma mocy do stworzenia jej. Nie mamy jej również my. Prawda jest jedynie produktem Królestwa, Ojca, stamtąd wytryskuje, a my sprowadzamy ją na Ziemię. Z Mojego Miejsca, ogłaszam Prawdę, którą widzę w Królestwie a wtedy ona nabiera pierwszeństwa i ujarzmia Ziemię.

Ziemia została właśnie po to stworzona, abyśmy nad nią panowali, podobnie jak białe blejtramy są produkowane po to, aby na nich malować i tworzyć. Artysta musi najpierw „zobaczyć” obraz, zanim weźmie do ręki pędzel.

Metamorfoza Ziemi w Królestwo nie jest do przeprowadzenia przy pomocy pieniędzy czy jakiegokolwiek rządu czy ziemskiego systemu. Przemiana dokonuje się z naszego niebiańskiego Miejsca, skąd pierwszy raz widzimy Doskonałość, a następnie obwieszczamy ją tak, aby zaistniała tutaj. W ten sposób zaczyna się kształtować malowanie na blejtramie. Najpierw Ojciec stworzył ciemność, wirującą próżnię na początku.

Tak więc, drogie damy, gdy zasiadacie na swoim Miejscu, możecie dostrzec manifestację swojej Tożsamości, jako kobiety, lecz waszym jedynym domostwem jest Jezus. ON żyje w was. Wy i On jesteście jedną żywą istotą. Nie jesteście dwoma osobnymi bytami i nie ma żadnego innego władcy nad wami, jak tylko Ojciec. Continue reading

Codzienne rozważania_13.02.2018

Jon 4:7-9
7. LECZ NAZAJUTRZ Z POJAWIENIEM SIĘ ZORZY WYZNACZYŁ BÓG ROBAKA, KTÓRY POGRYZŁ KRZEW RYCYNOWY, TAK ŻE USECHŁ.
8. A GDY WZESZŁO SŁOŃCE, ZESŁAŁ BÓG SUCHY WIATR WSCHODNI I SŁOŃCE PRAŻYŁO GŁOWĘ JONASZA, TAK AŻ OMDLEWAŁ I ŻYCZYŁ SOBIE ŚMIERCI, MÓWIĄC: LEPIEJ MI UMRZEĆ NIŻ ŻYĆ.
9. WTEDY RZEKŁ BÓG DO JONASZA: CZY TO SŁUSZNE, TAK SIĘ GNIEWAĆ Z POWODU KRZEWU RYCYNOWEGO? A TEN ODPOWIEDZIAŁ: SŁUSZNIE JESTEM ZAGNIEWANY, I TO NA ŚMIERĆ.

Już następnego dnia Bóg wyznaczył robaka, który podgryzł krzew rycynowy, tak że usechł. Miało to dwa następstwa. Po pierwsze, Jonasz nie mógł ukryć się przed promieniami słońca. Uczucie dyskomfortu wzmagał jeszcze suchy, wschodni wiatr, co spowodowało, że Jonasz był na skraju wyczerpania. Drugim następstwem, zaostrzonym przez nasilające się niewygody, był ponowny napad gniewu. Omdlewał i życzył sobie śmierci mówiąc: „Lepiej mi umrzeć niż żyć” (w.8). Jaka nagła zmiana nastroju. Od radości do rozpaczy, a wszystko z powodu krzewu, który nawet nie istniał wtedy, gdy Jonasz przygotowywał sobie punkt obserwacyjny dzień wcześniej. Bóg powtórzył to samo pytanie, które zadał wcześniej w związku z gniewem Jonasza wywołanym ocaleniem Niniwy. „Czy to słuszne tak się gniewać?” Czy mało znaczące uschnięcie krzewu usprawiedliwiało myśli o śmierci? W końcu nikt nie zmuszał Jonasza do siedzenia na słońcu. Na początku nie było tam krzewu rycynowego. Krzew został dany a później odebrany. Jonasz sam był twórcą swojego problemu. Dlaczego miałby się teraz gniewać? I dlaczego gniew ten przerodził się w skrajną rozpacz? To co robił Bóg, miało na celu pokazać całkowite szaleństwo obsesji, która opętała Jonasza w związku ze zniszczeniem Niniwy. Jonasz był tak pochłonięty oczekiwaniem zmiany decyzji Boga w stosunku do Niniwy, że najmniejsze rozdrażnienie doprowadzało go do rozwścieczonego zgorzknienia. Na podstawie tego przykładu widzimy jak wściekłe i pozbawione sensu mogą być żądze naszego ciała. Nie ma nic lepszego niż unikać, zanim staną się silniejsze niż powinny być, ponieważ pielęgnując występek, zmierzamy do zatwardziałości i uporu. Nauczanie Biblii na temat niedoskonałości chrześcijan nie jest tylko teorią wymyśloną po to, aby wyjaśnić drobne przewinienia. To dokładna ocena naszej potrzeby świętości i strasznej realności i niebezpieczeństwa pokusy, aby poddać się zepsuciu, od którego, jak wyznajemy, jesteśmy wybawieni przez krew Chrystusa.

Życzę błogosławionego dnia.

Codzienne rozważania_10.02.2018

Jon 4:6
A PAN, BÓG WYZNACZYŁ KRZEW RYCYNOWY, ABY WYRÓSŁ NAD JONASZEM, DAWAŁ CIEŃ JEGO GŁOWIE I OSŁANIAŁ GO PRZED GROŻĄCYM MU NIESZCZĘŚCIEM. I JONASZ RADOWAŁ SIĘ BARDZO TEGO KRZEWU RYCYNOWEGO.

W odpowiedzi na gniew Jonasza, Bóg okazał mu jeszcze więcej łaski i miłości. W wersecie tym wyraźnie widać podobieństwo do ucieczki w kierunku Tarszyszu. W obu przypadkach, bunt przeciw Bogu pociąga za sobą i najwyraźniej jest wywołany przez sprzyjające okoliczności. Wtedy był to statek i pomyślny, zachodni wiatr, teraz schronienie w liściach krzewu. Wtedy Jonasz zasnął przekonany o tym, że uwolnił się od Bożego powołania, teraz wypoczywał i oczekiwał zniszczenia Niniwy. Dobroć okazana Jonaszowi stanowi dla niego zachętę, aby mieć nadzieję i oczekiwać, że ten kataklizm nastąpi. Tak naprawdę to Bóg zgarniał rozżarzone węgle na głowę Jonasza. Bóg nie zamierzał dać się zwyciężyć złu Jonasza, ale dążył do zwycięstwo dobra nad złem. Krzew rycynowy był narzędziem umożliwiającym zastosowanie tej zasady w przypadku Jonasza. Nie ulega wątpliwości, że za jego pośrednictwem Jonasz otrzymał dawkę duchowego oleju rycynowego przed upływem dwudziestu czterech godzin. Początkowo krzew zapewniał przyjemny cień, w którym Jonasz mógł oczekiwać spełnienia swoich pragnień – unicestwienia Niniwy. Był zadowolony z krzewu, ale jego radość miała się wkrótce skończyć. W naszym egoistycznym, zapatrzonym w siebie wieku, miłość uważa się za coś, czego potrzebujemy i dlatego powinniśmy ja dostawać. Miłość to coś, co pragniemy otrzymywać w naszych relacjach z innymi. Nie chodzi o to, że nie zamierzamy dawać miłości lub nie jesteśmy przygotowani na to, że miłość bywa czasami kosztowna. Rzecz w tym, że przewodnim motywem dzisiejszej miłości jest to, „co będę z tego mieć”, a nie „co jestem gotów dać”, aby zbudować głębszy i trwalszy związek.
Życzę błogosławionego dnia.

Nie przyszedł obalić, lecz wypełnić

John Fenn

Dodatek do cyklu: Jak bardzo żydowski powinien być chrześcijanin

Reakcja na cykl „Jak bardzo żydowski powinien być chrześcijanin” była bardzo dobra, lecz odczuwam, że potrzebne jest jeszcze jedno dodatkowe, z innego punktu widzenia, wyjaśnienie stwierdzenia Jezusa:

Nie mniemajcie, że przyszedłem rozwiązać zakon albo proroków; nie przyszedłem rozwiązać, lecz wypełnić. Bo zaprawdę powiadam wam: Dopóki nie przeminie niebo i ziemia, ani jedna jota, ani jedna kreska nie przeminie z zakonu, aż wszystko to się stanie” (Mt 5:17-18). (Joty i kreski stanowiły najmniejsze jednostki w hebrajskiej gramatyki.)

Trudny wybór

Dla wielu mesjańskich chrześcijan ten wers jest zarówno fundamentem jak i usprawiedliwieniem zachowywania zwyczajów starotestamentowego prawa, ponieważ czytają to w ten sposób:

Nie przyszedłem obalić prawa, więc nadal obowiązuje”. Wypełnienie go rozumieją jako coś trwałego i nie pełnego aż do powrotu Jezusa, ponieważ w Hbr 10:16 jest napisane tak: „Takie zaś jest przymierze, jakie zawrę z nimi po upływie owych dni, mówi Pan: Prawa moje włożę w ich serca i na umysłach ich wypiszę je”.
Jest to równocześnie prawidłowe i nie prawidłowe. Bardziej jesteśmy zgodni, niż nie, lecz zamieszanie w tej sprawie panuje w wielu sercach. Większość z nas całkowicie zgadza się z Hbr 10:16, ponieważ rozpoznajemy Boże prawa zapisane w naszych sercach. Zgadzamy się zatem z twierdzeniem Pawła z Listu do Rzymian 13:8-10, że kochać Boga z całego serca i kochać bliźniego jak siebie wypełnia Prawo Mojżeszowe.
Niektórzy jednak nie zgadzają się z nauczaniem Pawła z Listu do Rzymian i Galacjan, myśląc, że skoro Boże prawo zostało zapisane w naszych sercach to owo Prawo w najlepiej jest wypełniane do dziś przez zewnętrzne posłuszeństwo mu, bądź jego części, do dziś dnia.
Może to powodować, że jest się bardziej podobnym do Żydów, jak na przykład odnoszenie się do Jezusa jako Jahwe, nazywanie Biblii Torą czy skupianie się na Starym Testamencie. Wielu zaczyna uczestniczyć w sobotnich mesjańskich spotkaniach nasyconych procesyjnym przejściem ze zwojami Tory, modlitwami w j. hebrajskim itp. – myśląc, że w ten sposób bardziej będą się podobać Bogu, niż podobają się Mu ich przyjaciele, którzy pozostają w swych charyzmatycznych czy niecharyzmatycznych zgromadzeniach. Oczywiście, nie wszyscy są tacy sami, wielu po prostu chce znać żydowskie korzenie wiary i robią to z dobrego i czystego serca, więc pozwólcie mi na zajęcie nieco miejsca na kilka ogólników.

To, co robią, robią dla Pana i On akceptuje ich również, lecz moim celem jest nauczać zrównoważonych dróg Ojca, więc zbadajmy tą sprawę.
Wierzyć, że muszą żyć zgodnie z zewnętrznym Prawem Mojżeszowym oznacza dokonanie koniecznego trudnego wyboru. Jakub, brat Pański i przywódca z 15 rozdziału Dziejów Apostolskich, ten który zdecydował, że Bóg nie nakazuje poganom posłuszeństwa wobec Prawa, więc dotyczyło to również przyszłych autorów Nowego Testamentu, nie powinni tego robić, napisał: „Ktokolwiek bowiem zachowa cały zakon, a uchybi w jednym, stanie się winnym wszystkiego” (Jk 2:10).

Tak więc, ci, którzy wierzą, że wypełnienie przez Jezusa prawa oznacza, że te zewnętrzne przepisy mają nadal obowiązywać dziś, są hipokrytami, ponieważ muszą wypełnić wszystkie 613 Praw, a wybranie jednego czy więcej przepisów, według których będą żyć, jest łamaniem tego, co chcą przestrzegać. To jest hipokryzja.
Jak przykład takiego Prawa można podać przepis mówiący, że nie można mieszać różnych materiałów, z których są zrobione ubrania, tzn, że żadne mieszaniny bawełny i poliestru nie są dozwolone – również żadnych wełnianych mieszanek. Złamać to prawo jest tym samym, co popełnić morderstwo, ponieważ pod prawem grzech jest grzechem, bez względu na to w jaki sposób popełniony. Jak napisał Jakub: być winnym przestępstwa wobec jednego przykazania to być winnym złamania wszystkich.

Continue reading

Codzienne rozważania_07.02.2018

Jon 4:5
POTEM JONASZ WYSZEDŁ Z MIASTA I ZAMIESZKAŁ NA WSCHÓD OD MIASTA; I ZROBIŁ SOBIE TAM SZAŁAS, I USIADŁ W JEGO CIENIU, ABY ZOBACZYĆ, CO BĘDZIE SIĘ DZIAŁO W MIEŚCIE.

Nie wiemy czy serce Jonasza uległo kiedykolwiek przemianie. Możemy tylko ufać, że Pan pokazał mu jego głupotę i brak miłosierdzia przywracając go do odnowionej społeczności z nim samym. Ważniejsze od tego co stało się później z Jonaszem jest to, czego nauczyliśmy się na przykładzie proroka. Mamy tu do czynienia z ogromnym wyzwaniem odnośnie naszego stosunku do Boga i ludzi, którym wydajemy chrześcijańskie świadectwo. Czy miłujemy ludzi i chcemy, aby odnaleźli drogę do Chrystusa i zostali włączeni do społeczności wierzących jaką jest kościół? Czy tak jak Jonasz wybieramy tych, którzy naszym zdaniem powinni lub nie powinni doświadczyć zbawczej Bożej łaski. Rozstrzygając ten dylemat musimy zawsze pamiętać o Bogu, który jest miłością. Nie możemy zapominać, że jeżeli my kochamy Boga teraz, to dlatego, że On najpierw nas umiłował. Miłował nas, kiedy jeszcze byliśmy jemu przeciwni. Spoglądając na nasze życie i naszą relację z Bogiem zanim staliśmy się uczniami Jezusa Chrystusa, nie dostrzegamy nic poza ciągłym prowokowaniem Boga. Nawet nasza sprawiedliwość była skażona. Stanowiła ona część życia, które przeżywaliśmy dla samych siebie. Mimo to, Bóg nas umiłował i przebaczył nam grzechy. Dał nam nowe serce i nowe życie. Jeżeli Bóg nas tak bardzo umiłował, że „nawet własnego Syna nie oszczędził, ale go za nas wszystkich wydał” (Rzym. 8:32), to dlaczego my mielibyśmy odmówić tej miłości ludziom, którzy uznają naszego Pana za swego Zbawiciela? Dlaczego my, którzy otrzymaliśmy tę miłość w obfitości, nie możemy miłować innych miłością, która pragnie, aby poznali oni błogosławieństwa Boże jakich my doświadczyliśmy w Jezusie Chrystusie. Najbardziej miłują ci, którym najwięcej przebaczono. Jeżeli tylko razem z Pawłem przyznamy się w swoim sercu do tego, że jesteśmy najgorszymi z grzeszników, to znajdzie się w nim miejsce dla każdej osoby, którą Pan przyprowadza do poznania wiary. Będzie miłować tych, którzy miłują Boga. Będzie miłować tych, których Bóg miłuje. Ale dopóki w naszej duszy będzie miejsce na obłudę, dopóty odważymy się myśleć, że Bóg jest zbyt łaskawy dla ludzi, którzy zgodnie z naszymi uprzedzeniami zasługują na gniew bardziej niż my. Nasza miłość nigdy nie dorówna miłości Bożej. Bóg powołuje nas abyśmy byli święci, jak On jest święty. Radujmy się tak jak On się raduje z zastępami aniołów, z każdego grzesznika, który się nawraca.
Życzę błogosławionego dnia.