Codzienne rozważania_29.11.2017

Ks. Jonasza 1:1-2.
1. JANASZA, SYNA AMITTAJA, DOSZŁO SŁOWO PANA TEJ TREŚCI:
2. WSTAŃ, IDŹ DO NINIWY, TEGO WIELKIEGO MIASTA, I MÓW GŁOŚNO PRZECIWKO NIEJ, GDYŻ JEJ NIEPRAWOŚĆ DOSZŁA DO MNIE.

Jaki był cel misji Jonasza? Dlaczego Bóg chciał, aby poszedł on do Niniwy i mówił do ludzi, którzy za czterdzieści lat mieli być odpowiedzialni za zupełne zniszczenie Izraela? Analiza treści tej księgi pozwala na wskazanie trzech głównych celów proroctwa Jonasza. Pierwszym było wywołanie poruszenia wśród ludu Bożego, drugim zbawienie innych narodów poza Izraelem, a trzecim i najważniejszym, szczególna zapowiedź osoby i dzieła Pana Jezusa Chrystusa. Bóg zamierzał potrząsnąć swym ludem. Postanowił wyrazić niezadowolenie z tego, że zszedł on na złą drogę i zrobić to w nowy sposób, spektakularny i łatwy do zauważenia. Bóg będzie błogosławił poganom w sposób, który zawstydzi jego własny lud! Niech Izrael zrozumie ze wstydem, jak lekceważył udzielone mu błogosławieństwa i przywileje. Niech pokutuje i nawróci się do swego Boga. W Nowym Testamencie Pan Jezus grozi niektórym miastom, w których głosił ewangelię i dokonuje niekorzystnego dla nich porównania z miastami pogańskimi. Wspominając o Kafarnaum mówi: „… bo gdyby w Sodomie dokonały się te cuda, które się stały u ciebie, stałaby jeszcze po dzień dzisiejszy. Ale powiadam wam: Lepiej będzie ziemi sodomskiej w dniu sądu aniżeli tobie” (Ew. Mateusza 11:20-24). Apostoł Paweł mówi do chrześcijan w Rzymie: „Skoro już jestem apostołem pogan, służbę moją chlubnie wykonuję; może w ten sposób pobudzę do zawiści rodaków moich i zbawię niektórych z nich” (Rzym. 11:13-14).
Czy nie w podobny sposób postępuje dziś Pan ze swoim Kościołem? Czy nie obnaża naszego duchowego letargu powołując ludzi pełnych oddania i świeżej gorliwości? Wiele kongregacji zostało wyrwanych ze snu przez jedną lub dwie osoby nawrócone ze „świata”, które przyszły do danej społeczności. Jej członkowie spostrzegli, że Bóg naprawdę zbawia grzeszników! Odrodziła się ich nadzieja. Ustalono nowe cele i nowe życie wstąpiło w ciało Chrystusowe. Nie stało się tak jednak w przypadku Izraela. Ale biorąc pod uwagę łaskę leżącą u podstawy słowa skierowanego przez Boga do Niniwy, powinno było tak się stać. Drugim głównym celem służby Jonasza w Niniwie było pokazanie, że Bóg zamierza rozciągnąć swoją łaskę na inne narody świata. Duchowa duma Hebrajczyków była słynna zarówno wtedy, jak i w czasach naszego Pana i pozostaje taką do dzisiaj. Uważali oni inne narody za „pogańskie psy”, skoro zostały one pominięte przez Boga. Bóg jednak ma plan dla tych pogańskich narodów i jest to plan łaski. Prawdą jest, że pierwszym powodem wysłania Jonasza do Niniwy zgodnie z tym co podaje tekst, było powiedzenie jej mieszkańcom o gniewie Bożym wobec ich pogańskich występków: „Wstań idź do Niniwy, tego wielkiego miasta i mów głośno przeciwko niej, gdyż jej nieprawość doszła do mnie” (Jonasz 1:2). Nie możemy w pełni zrozumieć znaczenia misji Jonasza bez dostrzeżenia, że koncentruje się ona na Chrystusie. Sam nasz Pan podczas spotkania z faryzeuszami, kiedy zażądali oni znaku z nieba dla poparcia jego nauczania Jezus odpowiedział: „Pokolenie złe i cudzołożne znaku żąda, ale nie otrzyma innego znaku jak tylko znak Jonasza proroka. Albowiem jak Jonasz był w brzuchu wieloryba trzy dni i trzy noce” (Ew. Mateusza 12:39-41). Jonasz był znakiem dla żeglarzy, dla Niniwejczyków i wszystkich, którzy słyszeli o jego wybawieniu. Był znakiem tego, że istnieje Bóg, który wskrzesza grzeszników z grobu. Jonasz został w cudowny sposób zachowany przy życiu. Jego przybycie do Niniwy, było zmartwychwstaniem, które ogłosiło wszystkim istnienie Zbawiciela dającego życie. Jezus Chrystus stanowi obietnicę życia w Ks. Jonasza. Otrzymaliśmy wspaniały obraz zbawczej miłości Boga, który wyciąga rękę do upadłego świata. To życie dla umarłych duchowo. To życie wieczne. To, w świetle pełnego objawienia Nowego Testamentu, życie w Jezusie Chrystusie.
Życzę błogosławionego dnia.

Wina, a słabe, napiętnowane i zdrowe sumienie

Śniadanie z Bradem

Czym jest poczcie winy? Czy poczucie winy zawsze jest niezdrowe? Z pewnością wiemy, że te huśtawki obwiniania się są ulubionym narzędziem Oskarżyciela i religii pozbawionej Chrystusa. Niemniej, czy poczucie winy ma w ogóle jakieś miejsce i cel w naszym życiu? Jednym ze sposobów patrzenia na nie jest to, że jest to pewien sygnał wysyłany przez sumienie. Sumienie to jest coś, jakby dany przez Boga wewnętrzny prorok, który daje nam znać, że naruszyliśmy miłość Bożą lub bliźniego. W takim znaczeniu widzimy proroka Natana, który konfrontuje romans Dawida z Batszebą. Wypowiedział słowa prawdy i działał jako sługa Boży. Nasze sumienie powinno być takie również.

Niemniej sumienie może próbować uniezależnić się od Boga, zastępuje wtedy Chrystusa jako miłosiernego sędziego i zajmuje miejsce oskarżyciela. Ironiczne jest to, że Paweł nazywa takie oskarżające, legalistyczne sumienie „słabym”, a nie silnym. Takie „słabe sumienie” staje się dręczycielem i narzuca się innym, pod klauzulą „jestem urażony”. Paweł gani tego rodzaju sumienie skrępowane prawem, które wykorzystuje przeciwko innym.

Równocześnie ostrzega przed „sumieniem naznaczonym/przypalonym”… Przypalamy nasze sumienie, gdy nie zważamy na jego pełnoprawny głos i przestajemy być wrażliwi na nasz egoizm, samowolę i pogwałcanie miłości. Są tacy, którzy tak dalece uciszyli swoje sumienie na złe zachowania, że czynią złe rzeczy bez ukłucia sumienia. Diagnozujemy takich ludzi jako socjopatów. POTRZEBUJEMY sumienia a nawet sygnałów poczucia winy, które nam przekazuje, gdy naruszamy miłość.

Sztuką jest utrzymać sumienie w pobliżu, LECZ Z DALA od sędziowskiego krzesła. Służy ono Chrystusowi dopóty, dopóki nie zastępuje Go. Jego rolą jest przypominać marnotrawnemu synowi – młodemu hedoniście oraz starszemu legaliście – że nie musimy tarzać się w chlewie, ani zgorzkniale zmagać się wśród pól. Zdrowe sumienie ciągnie nas do powrotu do domu, w objęcia ojca.

Nawet Jakub mówiąc o tym, abyśmy wyznawali grzechy jedni drugim, ma taki cel: aby zaniepokojone, dręczone bądź dręczące sumienie mogło powiedzieć: „pokój” i przyjąć przypomnienie Ewangelii. Jest Zbawiciel, który przebaczył nam grzechy i usunie nasze poczucie winy. Nie trzeba cierpieć potępienia i ukrywać się przed Jego obecnością. Ewangelia wzywa sumienie do tego, aby przyjęło łaskę Bożą.

Podąża za tym pytanie: jak to się dzieje, że pozbawiona Chrystusa religia tak konsekwentnie trzyma się praktyki gimnastykowania swego sumienie nad zachowaniem innych ludzi? Jezus widział ten nieustanny nawyk, zazwyczaj wcielany w życie w imieniu prawdy czy sprawiedliwości… i bezpośrednie zabronił tego. Można by to nazwać „sumienie trzeciej-strony/osoby”. Do tych, którzy narzucają swoje religijne przekonania innym, Jezus wypowiada te otrzeźwiające słowa: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni…ponieważ jakim sądem sądzicie, takim będziecie osądzeni”.

Nie możemy innych stawiać na ziemi prawa, kiedy sami żyjemy w ziemi miłosierdzia, nie możemy domagać się tego, aby młot spadł na innych, kiedy sami dla siebie pragniemy, aby były to pióra.

Nie wiem nic o tobie, lecz gdy ja zasługiwałem na sąd, otrzymałem miłosierdzie i teraz obfituję w miłosierdzie. Oby Bóg uwolnił nas od groźby, jaką jest stanie się nieprzebaczającym sługą (Mt 18:21-35). Módlmy się o to, aby nasze sumienie żyło w cieniu tronu łaski, nigdy nie mając potrzeby ukrywania się przed nim czy, co gorsza, próbując zastąpić Jezusa na tym miejscu, przeznaczonym wyłącznie dla Niego.

Teodycea

Richard Murray

Termin „teodycea” odnosi się do gałęzi teologii stającej w obronie atrybutów (dobroci) Boga wobec zarzutów wynikających z istnienia zła fizycznego i moralnego.

Teodycee Starego i Nowego Testamentu są odległe od siebie o lata świetlne i z takiego punktu widzenie powinniśmy studiować Testamenty – z perspektywy, który pokazuje dlaczego Stary Testament potrzebuje DALSZEGO i PEŁNIEJSZEGO zróżnicowania obrazu Boga. W Starym Testamencie atrybuty Boga i Szatana (czy to jako ciemną dynamikę czy ciemnego anioła) były wymieszane i pomylone.
Jezus jest objawieniem natury Boga, który jest wyłącznie światłem i miłością. Przyszedł, aby całkowicie oddzielić nasz obraz Boga od obrazu Szatana. Jezus ujawnił, że Szatan NIE jest lewicą Boga, NIE jest Jego głosem gniewu, NIE jest oficjalnym szafarzem gniewu. Jezus jest JEDYNĄ ręką Boga i ta ręka jest wyłącznie światłością, a NIE ciemnością. Za wszelkie szatańskie cechy odpowiedzialny jest ten anielski byt oraz to, że człowiek nadużywa swej wolnej woli.

Stary Testament tak bardzo zaprzecza takiemu obrazowi, ponieważ informacje w nim zawarte są gorszej jakości, jako że kształtowały się na wcześniejszym poziomie poznania, kiedy rozeznanie i rozróżnienie boskiej natury nie było jeszcze mistycznie objawione i teologicznie udoskonalone.

Jezus objawia nam charakter i naturę Boga. Nowy Testament został napisany po pojawieniu się mężczyzn, którzy byli z Nim, dotykali Go, uczyli się od Niego i którzy twierdzili, że dla tych, którzy uwierzą W Niego, normalne będzie to, że ON będzie w nich przebywał.

Lecz, kto chciałby być zamieszkiwany przez Boga, który poznawany według literalnego czytania Starego Testamentu, był odmalowany jako ten, który topi dzieci, pali niemowlęta, podrzyna gardła, zsyła plagi i jest mordercą ludzi?

Nowy Testament wypełnia przepaść w poznaniu Bożej natury, z którą zostawia nas ST. Gdy już te braki zostają wypełnione, semantyczne znaczenie ST zmienia się w Chrystologiczną mannę.

Jezus uczył nas, że gdy diabelskie „chwasty” zostają zasiane pośród dobrej „pszenicy” to nie robi tego Bóg, lecz raczej „przeciwnik to zrobił” (M 13:24-28). Komentarz apostoła Jana bardzo wyraźnie mówi, że Bożym celem nie jest zło, lecz że On jest temu przeciwny: „Kto popełnia grzech, z diabła jest, gdyż diabeł od początku grzeszy. A Syn Boży na to się objawił, aby zniweczyć dzieła diabelskie” (1J 3:8). Jezus przyszedł zniszczyć dzieła Szatana, zwyciężając go przy pomocy dobroci Ojca. „…o Jezusie z Nazaretu, jak Bóg namaścił go Duchem Świętym i mocą, jak chodził, czyniąc dobrze i uzdrawiając wszystkich opętanych przez diabła, bo Bóg był z nim” (Dz 10:38). Szatan przychodzi, aby „kraść, zarzynać i wytracać”, lecz Jezus przyszedł „abyśmy mieli życie i mieli je w obfitości” (J 10:10).

Głównym celem Jezusa było pokazanie nam, że Jego Niebiański Ojciec czyni zawsze i wyłącznie dobro. Żaden ze starotestamentowych święty nie znał Ojca, jako „Abba”, co jest aramejskim terminem, którym Jezus tytułował Swego Ojca Niebieskiego, co zasadniczo oznacza „umiłowany tato”. Jezus przyszedł odzwierciedlić miłość Ojca, który nigdy nie daje Swoim synom „węży”, „kamieni” czy skorpionów”, lecz darmo daje im „chleb”, „ryby” i „jajka”, a co najważniejsze „Ducha Świętego” (Łu 11;11-13).

Ten fragment mówi nam, że skoro nasi ziemscy ojcowie: „będąc źli, umieją dobre dary dawać dzieciom swoim, o ileż bardziej Ojciec niebieski da Ducha Świętego tym, którzy go proszą” (w. 13). Do tego samego odnosi się Jakub w następującym fragmencie: „Nie błądźcie, umiłowani bracia moi. Wszelki datek dobry i wszelki dar doskonały zstępuje z góry od Ojca światłości; u niego nie ma żadnej odmiany ani nawet chwilowego zaćmienia” (Jk 1:16-17).
Jakub zdecydowanie ostrzega nas: „NIECH NIKT NIE MÓWI…” że Bóg jest w jakikolwiek sposób związany ze złem i „NIE BŁĄDŹCIE UMIŁOWANI BRACIA…”, mówiąc, że od Ojca światłości KIEDYKOLWIEK pochodzi COKOLWIEK innego niż to, co dobre i doskonałe …” (Jk 1:13,16). To było przesłanie Ewangelii: Bóg nie dopuszczał, nie dopuszcza i nie będzie dopuszczał zła: „A zwiastowanie to, które słyszeliśmy od niego i które wam ogłaszamy, jest takie, że Bóg jest światłością, a nie ma w nim żadnej ciemności” (1J 1:5).

W Bożych oczach zło nigdy nie było czymś „dopuszczalnym”, lecz raczej szkodliwym, co należało pokonywać. „Nie daj się zwyciężyć złu, lecz zło dobrem zwyciężaj” (Rzm 12:21). To, co jest tak radykalne w Bogu to fakt, że On zawsze zwycięża zło mocą doskonałej dobroci. Bóg Ojciec taki jest (Mt 5:44-45,48), Bóg Syn taki jest (Dz 10:38) i takie musimy być my, jako ciało Chrystusa (Rzm 12:21). „Bądźcie doskonali, jak wasz Ojciec w Niebie jest doskonały” (Mt 5:48).

Czym jest sędziowski tron Boga?

Czym jest sędziowskie krzesło?
Czytanie: Ewangelia Jana rozdziały: 18-19

Piłat tedy, usłyszawszy te słowa, wyprowadził Jezusa na zewnątrz i zasiadł na krześle sędziowskim, na miejscu, zwanym Kamienny Bruk, a po hebrajsku Gabbata” (J 19:13).

Sędziowskie krzesło, po grecku: „bema”.

Wydaje się, że chrześcijanie mają jakąś dziwną fascynację sędziowskim krzesłem, bema. Wielu z nich zdaje się myśleć następująco: wszyscy będą doprowadzeni przed sędziowskie krzesło Chrystusa. Lepiej, żebyś uregulował swoje sprawy z Bogiem. Pokutuj. Przestań grzeszyć, bo jeśli nie, to Bóg nie da ci wiecznego życia, ale wyśle cię do piekła, na wieczne potępienie.

Niemniej, czy to jest rzeczywiście „sędziowskie krzesło Boga” czy „sędziowskie krzesło Chrystusa”? Czy ich sąd odbywa się w sprawie życia i śmierci?

Czy też jest to ludzki sędziowski tron, który dotyczy życia i śmierci?

Czy wiecie o tym, że Nowy Testament ma więcej do powiedzenia o sędziowskim krześle, bema, na którym zasiada człowiek, niż Bóg czy Chrystus?

Wyraz „bema” jest użyty w NT 12 razy. Jednym z nich jest w zasadzie jednostka miary, długość stopy, więc tego nie bierzemy pod uwagę (Dz 7:5). W przypadku pozostałych 11 wersów 9 odnosi się do ludzkiego, a pozostałe dwa do Bożego krzesła sędziowskiego.

Sędziowski tron bema jest dwukrotnie wspomniany w ewangeliach w opisach sądu nad Jezusem.
Piłat starał się uwolnić Jezusa, lecz tłum Żydów krzyczał:
Jeśli tego wypuścisz, nie jesteś przyjacielem cesarza; każdy bowiem, który się królem czyni, sprzeciwia się cesarzowi”. Gdyby Piłat uwolnił Jezusa, wtedy Żydzi zarzuciliby mu zdradę cesarza, ponieważ oznaczałoby to, że uznaje innego króla niż cesarz. Czytamy, że po usłyszeniu tej groźby (J 19:13), Piłat wyprowadził ponownie Jezusa i zasiadł na krześle sędziowskim, bema.
Pomimo tego zagrożenia, mówi do Żydów: „Oto wasz Król!”, lecz ci odpowiadają: „Precz! Precz! Ukrzyżuj Go!” Piłat pyta: „Czyż króla waszego mam ukrzyżować?” Na co arcykapłani odpowiadają „Poza Cezarem nie mamy króla”.

Ta scena sięga wstecz do czasu, gdy Izrael domagał się od sędziwego już Samuela króla: „Zebrali się tedy wszyscy starsi izraelscy, przyszli do Samuela do Ramy i rzekli do niego: Oto zestarzałeś się, a twoi synowie nie chodzą twoimi drogami, ustanów więc nad nami króla, aby nas sądził, jak to jest u wszystkich ludów” (1Sam 8:4-5). Zasmuciło to Samuela, lecz Bóg powiedział do niego: „Wysłuchaj głosu ludu we wszystkim, co mówią do ciebie, gdyż nie tobą wzgardzili, lecz mną wzgardzili, bym nie był królem nad nimi”.

Tak więc, w 19 rozdziale Ewangelii Jana widzimy prorocze wypełnienie się odrzucenia przez Izraela Boga, jako króla, co wydarzyło się w życiu Jezusa. Teraz Żydzi dosłownie odrzucają Boga jako króla, domagając się Jego ukrzyżowania. Żydzi wybierają na króla cesarza, człowieka, zamiast Jezusa, Boga.

Widzimy zatem ludzkie sędziowskie krzesło, ponieważ za krzesłem sędziowskim Piłata stał autorytet Cesarza i mógł zasądzić czy człowiek zasługiwał na życie czy śmierć. W 19 rozdziale Ewangelii Jana ludzki sędziowski tron został wykorzystany do osądzenia Jezusa, a zatem Boga, na śmierć, ukrzyżowanie.

Niemniej, nie każdy był skazywany z tego sędziowskiego krzesła na śmierć. Gdy Piłat „siedział na krześle sędziowskim, posłała do niego żona jego i kazała mu powiedzieć: Nie wdawaj się z tym sprawiedliwym, bo dzisiaj we śnie przez niego wiele wycierpiałam” (Mt 27:19).
Takie ludzkie sędziowskie krzesło nie tylko jest wykorzystywane do podjęcia decyzji czy jakiś człowiek powinien żyć, czy umrzeć, lecz może wysłać na śmierć nawet sprawiedliwego, doskonale niewinnego człowieka.
Ze względu na tłumaczenia, nie jest to widoczne, że wyraz „bema”, sędziowski tron, jest użyty siedmiokrotnie w Księdze Dziejów Apostolskich.
Jak czytamy w Dz 12:21: „W oznaczonym dniu Herod, odziany w szatę królewską, zasiadł na tronie (bema) i w obecności ludu wygłaszał do nich mowę
Kilka wersów wcześniej Herod uznał, że żołnierze, którzy pozwolili Piotrowi na ucieczkę są warci śmierci. Herod dzierżył tego rodzaju władzę. Teraz siedział na sędziowskim krześle, a ludzie widząc go, człowieka siedzącego na sędziowskim tronie, krzyczeli: „Boży to głos, a nie ludzki”.
Ludzie uwielbiają to, gdy człowiek zasiada na sędziowskim krześle, ponieważ on wysyła ludzi na śmierć, ponieważ ludzie kochają ciemność (J 3:19).
Continue reading

Drogi sprawiedliwości_2

John Fenn

Pewna pracownica spóźniła się ok. 15 minut na spotkanie w pracy, na którym miała odegrać ważną rolę, a które było przewidziane na 9 rano. Po spotkaniu, szef, aby nie zawstydzić jej przy wszystkich, wziął ją na bok i powiedział: „Spóźniłaś się dziś. Naprawdę ciężko nam było przez ciebie zacząć”. Odpowiedziała: „Nic się nie dało zrobić. Są roboty budowlane na drodze i zrobił się korek na kilka kilometrów”. Czy jej odpowiedź wynikała ze sprawiedliwości?

Prawda jest taka, że dobrze wiedziała o tych robotach, ponieważ trwały już od kilku tygodni i wprowadzono jednokierunkowy ruch, co wiązało się z utrudnionym dojazdem do pracy wszystkim. Wiedziała o tym i tego dnia nie wybrała się odpowiednio wcześnie na to ważne spotkanie. W swoich własnych oczach, oraz szefa, to spotkanie nie było dla niej odpowiednio ważne. Świadomie wywołała wśród wszystkich uczestników zakłopotanie, wymuszając, jakieś usprawiedliwianie jej. Winę zrzuciła na roboty drogowe. Szef powiedział: „Przykro mi z powodu długiego dojazdu, lecz nie dopuszczaj do tego więcej”. Jak to się mówi, powiedziała „białe kłamstwo” i uszło jej to na sucho, ale wciąż było to kłamstwo, a nie sprawiedliwość (uczciwość).

Obeszła prawdę, choć wiedziała, że jej szef również wiedział o robotach na drodze i nie był zadowolony z powodu jej braku odpowiedzialności. Ostatecznie doszło do tego, że została pominięta przy awansie, za co początkowo winiła Boga, ponieważ w swej ocenie pracowała ciężej, niż reszta i nie wiedziała, co Bóg miał przeciwko niej, skoro ci mniej pracowici i uczciwi w pracy awansowali.

Gdy w końcu zapytała szefa, dlaczego została pominięta i co powinna zrobić, aby awansować przy następnej okazji, powiedział jej o tym spotkaniu. Powiedział jej, że to był pewien schemat jej postępowania, brak wierności i narzekanie, zamiast podjęcia odpowiedzialności za swoje życie. Na tym stanowisku potrzebował kogoś, kto będzie mówił mu prawdę bez względu na to, jaką – ona tego nie robiła. Przede wszystkim, nie była to wina Boga, sama sobie na to zasłużyła nie rozprawiając się z niesprawiedliwością w sercu.

To jest właśnie istota sprawy wzrostu w Chrystusie. Przyznać się do tego, czemu powstało spóźnienie, a nie zwalać na roboty. Nie oskarżanie przyjaciółki, która zareagowała na rozsyłanie fałszywej informacji. Nie udawanie przed żoną, że to ze względu na nią wyczyściło się żaluzje. Lecz, będąc cichym i łagodnego serca, podatnym na naukę i chętnym do poprawiania własnych motywacji, głęboko wewnątrz, tam, gdzie je widzi Jezus.

Król Saul stracił królestwo najpierw w swym sercu, a dopiero później w naturalnej rzeczywistości.

Continue reading

Podważanie mitu: 'My” a „Oni”

Image result for zdjęcia spór

Andrew Klager

Co „MY” powinniśmy byli zrobić. Podważanie mitu: 'My”, a „Oni”.

Regularnie jestem pytany (często jest to naciąganie mnie przez kogoś, kto sam nie poświęcił czasu na szukanie odpowiedzi): „Co powinniśmy byli robić w obliczu ISIS?”, co wspierane przez wszechobecne pytanie: „Co powinniśmy byli zrobić wobec Nazizmu?” Niemniej, sugestia stojąca z tymi pytaniami jest taka, że to my jesteśmy po właściwej stronie, a oni po złej, utrwalając w ten sposób mit „my” kontra „oni”, co z kolei tylko napędza nienawiść i rywalizację, dehumanizuje tych Innych tak, że ich życie – a zatem i śmierć – jest mniej wartościowe, lecz równocześnie zmusza nas do wyboru tylko jednej z dwóch opcji, jakkolwiek pożałowania godne są obie, odrywając nas od poważnego rozważenia innych słusznych możliwości.

Tak więc, równie zasadnym pytaniem jest: „Co powinny zrobić Niemcy w latach 30tych i 40tych wobec sił Sprzymierzonych?” oraz „Co powinni zrobić mieszkańcy Środkowego Wschodu wobec zachodnich sił okupacyjnych?”

Z całym szacunkiem dla Drugiej Wojny Światowej, spośród tych krajów, które ostatecznie zbudowały siły Sprzymierzonych, Francja kontrolowała 30% świata poprzez bezwzględną i grabieżczą kolonizację, „przejmowanie świata” w taki sposób, o jakim Hitler mógł tylko pomarzyć. Brytyjski premier, Neville Chamberlain, sympatyzował z Nazistami, podobnie jak spora część Wall Street. Antysemityzm – ze swymi średniowiecznymi korzeniami – był obecny i groźny wśród wszystkich Sprzymierzonych krajów, jak i w Niemczech, nie wspominając o tym, że rozmiar holokaustu nie był jeszcze znany, gdy Alianci uderzyli. Niemcy zmuszone były do przyjęcia całkowicie niesprawiedliwych i karzących warunków Traktatu Wersalskiego po Pierwszej WŚ. Siły Aliantów bezsensownie zbombardowały Drezno po zwycięstwie w wojnie i spopieliły Hiroszimę i Nagasaki w jedynym na świecie przypadku użycia bomby atomowej. Jeden ze Sprzymierzonych – Rosja Sowiecka pod rządami Stalina – był, jeśli wyrazić to w liczbach, pięciokrotnie bardziej morderczy niż Nazistowskie Niemcy. Mając to na uwadze zastanówmy się, o kogo chodzi, mówiąc „my”, w pytaniu: „Co powinniśMY byli uczynić?” Dlaczego stawiaMY sami siebie w tym szeregu, skoro w wygląda to tak, jak w powyższym opisie?

Dokładnie tak samo ma się sprawa z ISIS i innymi radykalnymi grupami. Weźmy pod uwagę o wiele bardziej niszczący wpływ zachodniego zaangażowania się na Środkowym Wschodzie, a jest to nazbyt wiele, aby wchodzić tutaj w szczegóły, lecz wygląda to tak, że statystki śmierci cywilów wynoszą: 170.000 w Iraku, 140.000 w Syrii, 45.000 w Afganistanie itd… itd.. miliardy zysków międzynarodowych firm na wyzyskującej ekonomicznej ingerencji w kraje posiadające bogate zasoby ropy, wraz z notorycznym łamaniem praw człowieka (Arabia Saudyjska w szczególności), które też dają największe nakłady na ten sam terroryzm, który my podobno chcemy eliminować. Co ci zubożali mieszkańcy Środkowego Wschodu robią wobec „nas”? A może ważniejsze, dlaczego – ponownie – my powinniśmy stawać w szeregu z „my”, podczas gdy zniszczenie, które spowodowaliśmy są niemal nieskończenie większe niż to, co oni zrobili?

Z mojej strony, nie chcę być częścią ani tych „nas”, ani „ich”. Chcę podważyć ten schemat „my” przeciwko „nim”, stając się pośród tego chaosu agentem pokoju. Chcę wpierać odważnych i twórczych budowniczych pokoju znajdujących się po jednej lub obu „stronach”, którzy przechodzą ponad nieświętą dychotomią „my” czy „oni”, ponieważ każda z tych opcji jest co najmniej równie zła – a opcja „my” o wiele gorsza, przynajmniej jak widzimy z doświadczenia – i robią to wszystko całkowicie bez użycia broni.

Tak więc, zastanawiając się nad Nazistami czy członkami ISIS, to pytanie o to, co „my” powinniśmy zrobić, jest całkowicie bezsensowne; owo „my” nie ma ani odrobinę więcej moralnej wiarygodności, niż „oni”, a samo pytanie jest tak zbudowane, aby zmusić nas do wyboru porażki.

Codzienne rozważania_17.11.2017

PnP 1:15-17
JAKŻE JESTEŚ PIĘKNA, MOJA PRZYJACIÓŁKO, JAKŻE JESTEŚ PIĘKNA! TWOJE OCZY SĄ JAK GOŁĄBKI.
O, JAKŻE JESTEŚ PIĘKNY, MÓJ MIŁY, I JAKŻE UROCZY! NASZE ŁOŻE W ZIELENI.
BELKI NASZEGO DOMU CEDROWE, NASZE STROPY CYPRYSOWE.

Salomon chwali wdzięk i urodę Sulamitki. 15. W Biblii gołębica jest często symbolem niewinności. Jednakże, z tego względu, że ten fragment mówi o fizycznej piękności, Salomon na pewno odwołuje się do czegoś fizycznego nie zaś do takich cech jak czystość, łaskawość, stałość i delikatność, co czynią niektórzy autorzy. Poruszony jest iskrzącym pięknem jej oczu. Dla niego nie ma drugiej takiej jak ona.
16-17. W tym miejscu oblubienica odpowiada Salomonowi, używając w odniesieniu do niego określeń bardzo podobnych do tych, jakich on użył mówiąc o niej. To co następuje, to opis wymarzonego otoczenia, gdzie widzi siebie jego towarzystwie. Nie powinniśmy sądzić, że Sulamitka myśli o rzeczywistym miejscu w lesie. To jest z jej strony próba wyrażenia tego, co czuje w związku z ogromem ich wzajemnej miłości. Sami tak czasem robimy. Weźmy, na przykład nasze hymny, które mówiąc o przyszłej radości przebywania z Chrystusem w niebie wzmiankują o „zielonych pastwiskach” i „jasnych niebiosach”. Popełniamy błąd, jeśli traktujemy takie terminy poetyckie dosłownie.
Błogosławionego dnia.