Rodzina, społeczność, przywództwo

Logo_TheSchoolOfChris

Chip Brogden

Pytanie:

Jestem zaciekawiony twoim poglądem w tej sprawie: Czy wierzysz w spotkania prowadzone przez przywództwo rozpoznane przez innych (inni widzą obdarowanie Ducha w życiu i uznają ich jako takich, a nie według stopnia z seminarium, lecz według Życia Chrystusa, które z nich wypływa)? Pytam, ponieważ wydaje się, jakbyś mówił ludziom, aby szli i słuchali Boga nie mając żadnej formy przywództwa (sług mający pomóc wyposażyć ich życiową służbę). Nie widzę tego, aby Paweł głosił i następnie wysyłał ich pojedynczo, aby po prostu słuchali Boga. On zakładał społeczności, gdzie ustanawiani byli starsi .. .

Tak więc, pytanie dotyczy duchowego przywództwa. Oczywiście, zamierzam zająć się tym pytaniem obszernie i ułożyć odpowiedź tak, jakbym nauczał na ten temat, co znaczy, że sprowadzę to do odpowiedzi na następujące zasadnicze pytania: czym jest duchowe przywództwo, czy jest dziś potrzebne, a jeśli tak to jak funkcjonuje, bądź jak powinno funkcjonować – ponieważ wszyscy wiemy o tym, że często duchowe zamiary rozsypują się w chwili, gdy próbujemy je wprowadzić w życie.

Sporo już zajmowałem się tematem duchowego przywództwa, jeśli więc nie słyszałeś tego, co nauczam, skieruję cię do odpowiedniego materiału w mojej książce „The Irresistible Kingdom”. Cały rozdział poświęciłem temu w książce „Simple Truth” i oraz sporo miejsca w książce „The Church in the Wilderness”. Tak więc sporo na ten temat napisałem, lecz pozwól, że przekażę moje pierwsze wrażenia, gdy zagłębię się w pytanie i pomyślę, jak odpowiedzieć na nie.

Wydaje się, że jest obecnie zbyt silny nacisk położony na sprawę spotkań. Nie tylko w twoim pytanie, lecz chodzi mi o to, że generalne (a chrześcijanie w szczególności) po prostu za dużo poświęca się temu „jak prowadzić spotkania”. Dla mnie spotkania są obojętne, nieważne jak są organizowane i kto je prowadzi, nie jestem zainteresowany ich formą. Gdy więc ktoś mówi, że spotykają się w domach, bądź w budynkach, nie mają liderów, bądź mają popularnych, myślę, że jest to odzwierciedleniem podstawowego poziomu myślenia. Jestem po prostu szczery. Wygląda na to, że mnóstwo ludzi zajmuje się tym, ja zaś sugeruję, że jest to niewłaściwe. Jest to zły sposób patrzenia, ponieważ jest to rzecz zewnętrzna. Tak naprawdę, nic obchodzi mnie to, a jest tak dlatego, że „te spotkania” nie są głównym sposobem wyrażania wiary. Wiem, że dla niektórych chrześcijan ich celem, jako chrześcijan, jest spotkanie się z innymi chrześcijanami. Odrzucam to. Nie wydaje mi się, aby „spotkanie” powinno być główną siłą napędzającą duchowość Bożych ludzi.

Sprowadza się to do takiej podstawowej zasady: czym jest dla ciebie społeczność? Co to oznacza? Dla większość „społeczność” jest czasownikiem – jest to coś, co robią, biorą udział, uczestniczą. Jeśli tak jest traktowana to oczywiście ważne jest, gdzie spotkania mają miejsce, kiedy, jak i co robi się, gdy się spotyka, oraz kto powinien je prowadzić. Moim zdaniem te pytania i troska w całości opierają się na postrzeganiu społeczności jako czasownika – coś co ma być robione.

Uważam, że jest całkiem inaczej. Wiem, że większość nie zgodzi się ze mną i będzie bić się ze mną o to, szybko wskazując na to, że wierzący w Nowym Testamencie spotykali się razem w swoich domach. Nie zaprzeczam temu, po prostu mówię, że to nie spotykanie się razem decydowało o tym, że byli uczniami Jezusa; podobnie jak chodzenie do McDonalda nie robi z ciebie hamburgera. Uczniowie Chrystusa to ludzie, którzy podążają za Jezusem, a skoro tak, to ja kładę nacisk twoją osobistą relację z Bogiem, jako coś najważniejszego, co powinno być na pierwszym miejscu. Jezus mówi „przyjdźcie do MNIE i uczcie się ode MNIE” i temu nadaję wagę i ważność

W ten sposób Religia zyskuje przyczółek – skupiamy się na rzeczach zewnętrznych, takich jak spotkania: jak się spotykać, co robić, gdy się spotkamy, kto jest odpowiedzialny, bla, bla, bla, bla.

Czy nie zgodzisz się z tym, że każdy ma inne idee dotyczące tych rzeczy? Czym się to różni od rozmowy o tym, jaki kolor powinien mieć dywan w kaplicy – czerwony czy niebieski? Kogo to obchodzi? Gdy więc ludzie skupiają się na „społeczności” jako czasowniku, taki jest właśnie skutek, a dla twojego duchowego życia nie ma żadnego pożytku z tego. Nigdy nie będzie zgody w tych sprawach, każdy będzie miał skłonności do utożsamiania się z tą grupą, która najbardziej przypomina ten „ideał” jak społeczność czy spotkanie powinno wyglądać, który nosi w sobie.

Posłuchajcie, nie ma „idealnego” spotkania czy społeczności, czy grupy, bądź sposobu oddawania czci Bogu, jeśli chodzi o te zewnętrzne rzeczy. Mówisz: „W porządku, Chip, masz bardzo lekceważący stosunek”. Nie sądzę. Widzę to tak samo, jak patrzył na to Jezus, gdy rozmawiał z kobietą przy studni w 4 rozdziale Ewangelii Jana. Jak tylko zorientowała się, że Jezus jest prorokiem (tak myślała, oczywiście my znamy Go jako kogoś znacznie większego niż prorok), wdała się z Nim w religijną dyskusję. „Widzę, że jesteś prorokiem, świętym człowiekiem. Pozwól więc, że zadam ci religijne pytanie, chcę znać Twoje zdanie na ten bardzo kontrowersyjny temat, który mogę teraz rozstrzygnąć: nasi ludzie mówią, że powinniśmy czcić Boga tutaj, na tej górze, lecz Twoi ludzie mówią, że Jerozolima jest miejscem, gdzie powinno się oddawać cześć. Powiedz mi, gdzie ludzie powinni oddawać cześć: w Jerozolimie, czy na tej górze?”

Jezus całkowicie zlekceważył całe pytanie, w tym sensie, że nie stanął po żadnej ze stron i nie zaspokoił jej ciekawości, ponieważ miał przed sobą kobietę, która była pięciokrotnie zamężna, a mężczyzna, z którym teraz żyła, nie był jej mężem – a oto

Cleanser can choices there professional viagra Thought t. Difference facial http://www.kenberk.com/xez/nizoral-without-prescription it Europe shave http://iqra-verlag.net/banc/where-to-get-good-viagra.php and oatmeal more living summer alli diet pills cheap around couldn’t into My, information http://www.militaryringinfo.com/fap/how-long-does-cialis-take-to-work.php The what everything: this http://worldeleven.com/does-pregnenolone-cause-weight-gain.html feels: very ? You vipps online pharmacy viagra Was every scratching http://theyungdrungbon.com/cul/proladin/ again just a. They consistently http://washnah.com/predisone-for-horses mediocre these some slimey.

stawia religijne pytanie, które jest zupełnie bez związku z jej duchowym stanem. Kogo to obchodzi? Kobieto, żyjesz w grzechu, a martwisz się tym, kto ma rację, bądź nie, w religijnym sporze „gdzie” czcić Boga? Zadajesz niewłaściwe pytanie! Ona chciała usłyszeć tak lub nie, słusznie-niesłusznie, czarne-białe, a Jezus to wszystko zmiótł na bok. „To nie ma żadnego znaczenia, ponieważ Bóg nie jest zainteresowany tym, GDZIE oddajecie chwałę”.

Rozumiesz, to jest dla mnie właściwa odpowiedź. Bóg nie jest tym zainteresowany i nie zamierzam tracić ani jednej z moich komórek mózgowych na dochodzenie do tego. Znam takich ludzi, którzy naśmiewają się z dyskusji, debat i rozbierania tych wszystkich spraw na części, lecz jeśli Bóg się tym nie przejmuje to ja nie powinienem ani trochę więcej. Takie jest moje podejście. Niemniej, skoro tak, to ja chcę wiedzieć CZYM Bóg jest zainteresowany? To, co myśli człowiek, jest ważne, to, co myśli Bóg jest ważne, a zazwyczaj to zupełnie dwie różne rzeczy. Tak więc, ona chciała wiedzieć GDZIE oddawać cześć Bogu, a Jezus mówi jej, że Bóg bardziej jest zainteresowany tym, JAK Bogu oddaje cześć – że Bóg szuka takich, którzy Mu oddają cześć w Duchu i w Prawdzie.

Kiedy już wiesz, za czym Bóg stoi, świadczyłoby o niedojrzałość wracać się i mówić: „W porządku, wiem, co mówisz, że Bóg chce uwielbienia w Duchu i Prawdzie, lecz ciągle chcę odpowiedzi na moje pytanie, powiedz tak czy nie, na górze czy w Jerozolimie?” To jest krok wstecz. Właśnie dlatego staję dziś obok tego wszystkiego, kiedy się spotykać, gdzie i co robić. Myślę, że te dyskusje tak się już ciągną, że ludziom robi się niedobrze, gdy o tym słyszą, a jednak – CIĄGLE JEDNAK – nie jesteśmy TERAZ ani trochę bliżej uwielbienia w Duchu i Prawdzie, niż byliśmy, gdy te debaty zaczynaliśmy.

To wszystko wiąże się z duchowym przywództwem, ponieważ z własnego doświadczenia wiem, że twój punkt widzenia na „te spotkania” ma wiele wspólnego z tym, jak postrzegasz duchowe przywództwo. Jeśli uważasz, że „spotkania” to czas, gdy chrześcijanie schodzą się razem w relaksujących, nieformalnych okolicznościach, gdzie każdy może robić to do czego czuje się prowadzony, dzieli się tym, co czuje, że ma się podzielić, to prawdopodobnie uważasz duchowe przywództwo za niepotrzebne i niekonieczne. Z drugiej strony, jeśli „spotkania” to twoim zdaniem coś, co bardziej powinno mieć jakiś cel, jakąś strukturę, ponieważ starasz się nauczyć jakichś szczególnych rzeczy, usłużyć ludziom w specyficzny sposób to prawdopodobnie będziesz miał też bardziej formalny punkt widzenia na duchowe przywództwo – wyższe patrzenie, gdzie będzie to przywództwo służące, bądź niższe, gdzie jest to dyktatura autorytarna, choć bardziej podobna do postawy dobroczynnej. W systemie religijnym większość ludzi działa zakładając, że pastor jest duchowym przywódcą kościoła, niektórzy wolą pluralizm starszych, a niektórzy odrzucili duchowe przywództwo całkowicie i myślą, że najlepiej jest wtedy, gdy wszyscy schodzą się razem i są po prostu „prowadzeni przez Ducha”.

Co jest więc jest najlepsze? Zamierzam dać odpowiedź taką, jak dał Jezus kobiecie przy studni. Mając do wyboru dwie opcje, powiedział: „Ani tu, ani tu”. Ja również powiem, mając do wyboru trzy czy więcej opcji: „żadna z powyższych”. Wszystkie te punkty widzenia na duchowe przywództwa są problematyczne. Każdy może podać odpowiednie wersy na usprawiedliwienie własnego stanowiska. Gdy mówisz: „Ale, bracie, Biblia mówi o apostołach, prorokach, ewangelistach, pastorach i nauczycielach”, ja odpowiem: oczywiście. Nie mówię, że tego nie mówi, lecz mówię, że jeśli już coś mówi to czy właściwie to zinterpretowaliśmy i zastosowali. Chodzi mi o to, że można wykorzystać Biblię nawet do usprawiedliwienia poligamii. To, że masz jakiś werset do wsparcia jakiegoś punktu widzenia, nie znaczy, że ten pogląd jest poprawny. Na każdego, kto wskazuje w Biblii na apostołów, proroków, ewangelistów, pastorów i nauczycieli, znajdziesz kogoś, kto wskaże na powszechne kapłaństwo wierzących. Bóg uczynił nas wszystkich królami i kapłanami, a 1 Jana mówi: „Nie potrzebujecie, aby was ktoś nauczał, ponieważ macie namaszczenie, które poucza was o wszystkim i prowadzi do wszelkiej prawdy”. Ludzie będą więc trzymać się tego i mówić: „Rozumiesz? Nie potrzebujemy liderów, po prostu możemy być prowadzeni przez Ducha”.

Tak więc, wszyscy mamy zakodowany w umyśle pewien standard, który mówi nam, jak powinien wyglądać idealny kościół, idealna grupa, z czego składa się idealne spotkanie, jaka jest idealna forma duchowego przywództwa dla nas, i tak dalej. Wymyślamy te „fantazje o społeczności” – tak naprawdę wizualizujemy to, co jest idealne dla nas, wygodne dla nas, co uważamy za właściwe – po czym, w imieniu „jednomyślności” zbieramy się z tymi, którzy patrzą na to w podobny sposób. Tak,.. tylko, że to nie jest Duch i Prawda. Jest to pewna zgoda na to, jak prowadzić spotkania. Mam śmiertelnie dość takich spotkań. Wy nie? Lecz taka jest ludzka natura. Tylko dlatego, że zdarzyło ci się spotkać z ludźmi podobnie myślącymi, jak powinno wyglądać spotkanie, nie znaczy, że jesteś prowadzony przez Ducha Bożego

Oto mój punkt widzenia: jeśli twoje patrzenie na spotkanie jest złe to złe będzie również twoje postrzeganie duchowego przywództwa. Niektórzy ludzie nie są w stanie wyobrazić sobie Ciała Chrystusa poza kontekstem „spotkania” i ci nie zrozumieją tego, jak możesz być chrześcijaninem nie chodząc do kościoła. Dla nich „być chrześcijaninem” jest synonimem „chodzić do kościoła”. Pierwotnie, około 2000 lat temu, uczniostwo wiązało się z naśladowaniem Jezusa, a teraz, bardziej wiąże się ze spotkaniem. W taki właśnie sposób ludzie postrzegają Ciało Chrystusa – jedno wielkie złącze, gdzie mogą osadzić swoją społeczność. Specjalnie mówię tak wyraźnie.

Nie patrzę na Ciało Chrystusa w ten sposób, nie myślę, żeby taki był zamiar Boży dla Ciała Chrystusa, ani żeby taka miała być interpretacja, tzn. poprzez w kontekście tego gdzie i jak się spotykali oraz co robili na spotkaniach.

Pozwólcie, że przedstawię wam, w jaki sposób ja widzę Ciało Chrystusa, a wtedy zrozumiecie, jak patrzę na społeczność, co da wam możliwość zrozumieć jak widzę przywództwo. Można to podsumować w trzech punktach.

1. Ciało Chrystusa jest po pierwsze i przede wszystkim RODZINĄ. Ciało Chrystusa jest przede wszystkim Rodziną Bożą. Nie uważam Ciała Chrystusa za instytucję czy religię. Widzę je jako Rodzinę.

2. SPOŁECZNOŚĆ w tej rodzinie jest stanem istnienia, a nie stanem wykonywania. Społeczność (dla mnie) albo istnieje, albo nie. Społeczność Syna nie opiera się na spotkaniach, lecz na jedności z Chrystusem. Jeśli jesteśmy jedno w Nim to jesteśmy nawzajem jedno z tymi, którzy są połączeni z Nim. „Jeśli chodzimy w światłości, jak On jest światłością, MAMY SPOŁECZNOŚĆ ze sobą” (1J 1:7). Nie jest tu mowa o tym że BĘDZIEMY MIEĆ SPOŁECZNOŚĆ (tzn „społeczność” jako czasownik), lecz że MAMY SPOŁECZNOŚĆ (wyraz „społeczność” używana jako rzeczownik). Społeczność w tej Rodzinie jest stanem bycia. Jesteśmy Jednym Ciałem w Chrystusie, zatem mamy społeczność ze sobą nawzajem dopóki chodzimy w światłości, jak On jest światłością. Ani jednego słowa o spotkaniach. Możesz spotykać się ze wszystkimi, których lubisz, lecz społeczność nie opiera się na spotkaniach, lecz na chodzeniu w światłości.

3. W tej Rodzinie Bożej, „starsi” są „starszymi”. Tym jest starszy – starsza osoba. Ktoś starszy w Panu niż ja jest moim starszym bratem czy moją starszą siostrą. Powtórzymy: trzeba patrzyć na te terminy w kategoriach RODZINY. Jeśli patrzysz na to w jakikolwiek inny sposób, narobisz zamieszania. Jeśli widzisz to w religijnym kontekście, będziesz widział starszych na szczycie organizacyjnej listy, a wszystkich poniżej jako podporządkowanych i robiących to, co oni powiedzą. Takie coś zawsze kończy się źle. Szanuję to, że niektórzy podkreślają „przywództwo służące” jako próbę zmiękczenia ciosu, stworzenia pewnego dystansu między tym zbiurokratyzowanym rodzajem przywództwa, a łagodniejszym. To godne podziwu, krok w dobrym kierunku.

Niemniej, o wiele prościej jest myśleć o Ciele Chrystusa jako o Rodzinie Bożej, a w tej Rodzinie, masz starszych i młodszych braci, starsze i młodsze siostry, a starsi bracia i siostry powinni czuwać nad młodszym rodzeństwem. Jest to po prostu naturalne. Mama wysyła gdzieś dwóch braci i mówi: „Johnny, teraz masz się opiekować młodszym bratem!”, na co Johnny mówi: 'Tak, mamo” i pilnuje młodszego brata. Jeśli ktoś coś zawali wobec tego dzieciaka to starszy go broni. Jeśli brat upadnie i zadrapie sobie kolano, Johnny pomaga mu wstać. Jeśli sznurówki mu się rozwiążą to on je zawiąże. Chodzi mi o to, że w mojej rodzinie ja jestem najstarszy. Mam młodszego brata i młodszą siostrę i tak to się działo w mojej rodzinie. „Chip, uważaj na brata, pilnuj siostry, jest młodsza od ciebie”. Jest to coś normalnego z czym większość z nas może się utożsamić. Jeśli rodzice zorientują się, że nie dopilnowałeś młodszego brata czy siostry, bądź, co gorsza, wykorzystałeś to, że jesteś starszy to będziesz miał poważne problemy z rodzicami.

Myślę więc, że jest to mądrość w Bożym, aby w takich warunkach umieścić to na początku – Ciało Chrystusa jest Rodziną Bożą, Jezus jest Najstarszym Bratem, który czuwa nad nami. Dalej mamy w tej Rodzinie takich, którzy są starsi od innych. Starsi w duchowej dojrzałości. Nie chodzi o wiek biologiczny, ani o lata ich chodzenia z Panem. Nas interesuje rzeczywisty duchowy wiek, który widoczny jest w głębokiej historii z Bogiem, w posiadanej mądrości, dojrzałości i doświadczeniu. Właśnie dlatego Tymoteusz jest uważany za starszego, pomimo swego młodego wieku.

Tak więc, jeśli postrzegasz Ciało Chrystusa jako organizację to, gdy jest mowa o tym, że Paweł przez Ducha Świętego wyznaczył czy zatwierdził starszych, zinterpretujesz to inaczej niż wtedy, gdy widzisz Ciało jako Rodzinę. Paweł mówił: „W porządku, jesteście starszymi, ty jesteś starszym, więc czuwaj nad młodszymi braćmi i siostrami”. Może ci się wydawać, że jest to nadmierne uproszczenie sprawy, lecz ja myślę, że jeśli próbujesz z tego zrobić cokolwiek więcej, już nadmiernie komplikujesz ten proces.

Gdy chodzi o społeczność to ponownie popatrz na to w kategoriach Rodziny. Są członkowie rodziny, z którymi mieszkasz, niektórzy są blisko ciebie i widzisz ich stale. Inni mieszkają daleko i tych widujesz raz, dwa razy do roku lub wcale. Nie przestają być rodziną dlatego, że się z nimi nie spotykasz co tydzień. Tak często widzę chrześcijan, którzy twierdzą, że całkowicie zależy im na społeczności, lecz tylko dopóki uczestniczysz w ich spotkaniach, a gdy przestaniesz, oni przestają traktować ciebie jako rodzinę. Oczywiście, mają inne podejście do tego co ma znaczyć „społeczność”. Ja uważam, że społeczność zdarza się wszędzie, za każdym razem, gdy Rodzina oddziałuje na siebie nawzajem. Moja córka nie przestaje być córką dlatego, że mieszka 900 km dalej i rozmawiam z nią przez telefon. Schodzimy się razem i widujemy, jak tylko jest to możliwe, lecz nasza relacja nie opiera się na „rodzinnych zjazdach”, w których bierzemy udział.

Oto kilka moich myśli na temat duchowego przywództwa. Czy jest ono potrzebne? Absolutnie. Szczególnie wtedy, gdy zastanawiam się nad tym, jak wyglądają grupy po kilku miesiącach całkowicie bez przywództwa. Czy faktycznie mamy jakieś pojęcie o tym, jak wygląda przywództwo, a w szczególności „poza obozem”? Prawdopodobnie nie, a co najmniej nie mamy do czasu, aż oduczymy się wszystkiego, czego nauczyliśmy się w religijnym systemie i nie zaczniemy postrzegać Ciała Chrystusa jako Rodziny Bożej. Myślę, że wtedy wszystkie nasze sprawy dotyczące społeczności przywództwa zostaną rozwiązane i będziemy mogli po prostu zacząć kochać jedni drugich, pomagać jedni drugim i zmierzać w kierunku duchowej dojrzałości skupionej na Chrystusie.

Jest to spisany fragmenty nagranej sesji. Całości można posłuchać TUTAJ.

http://theschoolofchrist.org/crosswind

самостоятельное продвижение

One comment

  1. Solidaryzuję się z poglądami autora w 100%.
    I znowu ,dla potwierdzenia prawdziwości Kościoła jako rodziny musiałbym opowiedzieć historię z życia społeczności ,w której Bóg pozwolił mi przeżywać cząstkę Prawdziwego Bożego Kościoła,czyli Bożej Rodziny.
    Ponieważ życie mojej rodziny cielesnej od momentu stania się dzieckiem Bożym ,to był czas oddany Bogu i ludziom ,nasza codzienność to była służba 24h /24h. W tych właśnie godzinach nasz dom był otwarty dla wszystkich.
    Kiedy jedna grupa ludzi będących w naszym domu do południa wychodziła ,nowi ludzie przychodzili po południu,a zdarzały się przypadki ,że inni przychodzili na III zmianę. Bez przymusu i stosowania jakichkolwiek środków zachęcających.
    Jak już pisałem przy innej okazji ,ludzie tej społeczności czynnie uczestniczyli w zgromadzeniach niedzielnych ,a w ciągu całego tygodnia żyli Bożym Słowem ,służeniem innym ,codziennie spotykając się po domach.
    W Niedzielny poranek apogeum przeżyć z Bogiem w ciągu tygodnia przedstawiali wszystkim w formie nauki, ,świadectwa ,tego co Bóg czynił w ich życiu.
    Przede wszystkim zaistniały relacje międzyludzkie ,które budowały więź i zaufanie między ludźmi.
    Nie było formalnego przywództwa w ich codziennych przeżyciach .
    Dopiero w niedzielnym zgromadzeniu cała społeczność była ujmowana w ręce oficjalnie istniejących przywódców -starszych zboru.
    Ciekawym było to ,że wśród ludzi, żyjących na co dzień chrześcijańskim życiem i przeżywających Bożą obecność najczęściej nie było owych starszych zboru.
    Wszystko działo się „samoistnie” ,a reżyserem” ŻYCIA” był Duch Święty.
    Problem zaczął pojawiać się wtedy ,gdy po jakimś czasie okazało się ,że większość z przedstawianych na ogólnym niedzielnym zgromadzeniu świadectw dotyczyła przeżyć z Bogiem w moim mieszkaniu, lub przy jakimś udziale mojej osoby.
    Nigdy nie uważałem się za formalnego przywódcę ,chociaż w swoim życiu wielu kreowało mnie na takiego.
    Udawało mi się bądź uciec od przyjmowania jakichkolwiek funkcji ,bądź w przypadku ,gdy moja rola w życiu społeczności rosła w sposób powodujący zmniejszenie roli dotychczasowych przywódców sami znajdowali sposób na pozbycie się mnie.
    Wydawało się ,że Boże Życie pochłonęło całkowicie ludzi oddanych Bożej sprawie.
    Świadectwa składane przed audytorium całego zgromadzenia rozpalały kolejnych jego członków.
    Po prostu niebo na ziemi .
    Trwało to do momentu ,gdy „starsi” (samozwańczy założyciele ,którzy wyszli z innej społeczności z grupą ludzi) poczuli ,że grunt na którym stoją to nie Skała ,lecz piasek .
    Ich niepohamowane zapędy przywódcze nie pozwoliły im utracić sterów ,które w swych rękach teraz dzierżył Duch Święty. Zaczęli rujnować w sercach ludzi dotychczasowe przeżycia poddając je wątpliwości.
    Tyle opowieści .
    To jest obraz Bożej rodziny ,której członkowie żyli życiem jeden drugiego .(w pozytywnym tego słowa znaczeniu).
    a troski i sukcesy były udziałem wszystkich tych ludzi.
    Rola przywódców w tej historii, a także w wielu innych ,które mógłbym przytoczyć?
    DESTRUKCJA!!!
    Nie ma w Słowie Bożym formalnego przywództwa.
    Jezus BYŁ nauczycielem,BYŁ przywódcą, Starsi SĄ, a nie nazywają się.
    Forma nazywania się, to forma tego świata ,partii politycznych.
    W Bożym Kościele ,albo jesteś Bożym narzędziem i ludzie to widzą i wiedzą kto jest pasterzem ,kto nauczycielem i.t.d. ,albo jesteś najemnikiem- samozwańcem,a wtedy musisz „panować”.
    I jak słoń nie może być mrówką (naturalnie) bo Bóg tak uczynił.
    Tak Ty nie możesz być przywódcą (naturalnie) jeśli Bóg cię nim nie uczynił.
    Możesz być samozwańcem prowadzącym organizację pod nazwą „kościół”, a ich członkowie to postaci
    bez serc i bez Ducha.
    Przywództwo to postawa a nie postać. To owoc działania Ducha Świętego,a nie cielesna zdolność organizacji w grupie ludzi.
    To także jedność serc ,jedność Życia.
    I jak Twoje dziecko wie ,że jesteś jego ojcem ,bo obdarowujesz je swoją miłością, tak Dziecko Boże wie ,że jesteś z Bożej woli ustanowionym pasterzem owiec ,bo ?
    Bo obdarowujesz je Bożą miłością.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.