Stan 8/9.11.2019

Stan Tyra

8 listopada
Otrzymałem ostatnio sporo pytań dotyczących świadomości. Ludzie chcą wiedzieć, czym rzeczywiście jest świadomości i jak osiągnąć/otrzymać. Poświęćmy na to kilka postów i spójrzmy na świadomość na nowo, zobaczmy czy da się rozjaśnić nieco zamieszanie wokół tego.

Często, gdy mowa jest o świadomości, używa się terminu „rozszerzenia/rozwinięcia” i chcecie wiedzieć, co zrobić, aby ona wzrosła czy rozwinęła się. Może to być szokiem, lecz nie da się. Świadomość nie jest jakimś celem, zatem nie możesz go „osiągnąć. Twoja świadomość jest tym, czym jest, nie rośnie coraz bardziej, a jest tak dlatego, że spoczywa ona w twojej duszy, a dusza nie wzrasta. To umysł wzrasta/rozszerza się.

Świadomość spoczywa w duszy, a uwaga w umyśle. Obecnie masz w życiu do czynienia z tym, że zwracasz większą uwagę na świadomość, nie ignorując jej. Połączenie świadomości i umysłu nazywamy samowiedzą/przytomnością/trzeźwością… Jest to obecność Adama i Ewy w każdym człowieku. (Jest to historia, która nie ma nic wspólnego z tożsamością płciową.) Jedno jest ciekawskie, zadające pytania i łatwo ulegające, a drugie niezachwiane i zawsze znające się na rzeczy. Umysł (Ewa) da się zwieść, lecz Adam (dusza) „jest rozmyślne/świadome”. Pamiętaj o tym, że w tej metaforycznej opowieści o ogrodzie, wąż pojawił się nagle, gdy ci dwoje nie byli razem. Gdy ta para chodzi po ogrodzie razem, jedno jest nieustannie świadome drugiego i w pełni świadomy „JA JESTEM”, natomiast wąż nie „plącze” się w pobliżu. Umysł pozbawiony świadomości duszy interpretuje życie jako „diabeł”. Ci dwoje nigdy nie poznali „winy/potępienia/nagany” dopóki nie znaleźli się w tej podróży nie „razem”.

Gdy umysł i dusza wędrują razem, „stają się jedno”, mając tą samą perspektywę i świadomość, dzięki czemu jesteś człowiekiem w pełni świadomym. To tutaj jesteś otoczony przez Boga i nie czujesz potrzeby przypodobania się Bogu czy ukrycia przed Nim. Świadomość rozszerza się wyłącznie wtedy, gdy dusza i umysł stają się z pełni „Jednym”.

Już „otrzymałeś wszystko, co jest potrzebne do życia i pobożności” (2Piotr 1:3), a zatem jednym czego brakuje jest świadomość.
Kontynuować?

9 listopada
W Ewangelii Marka 11:24 czytamy: „Wszystko, o cokolwiek byście się modlili i prosili, tylko wierzcie, że otrzymacie, a spełni się wam”. Stało się to okrzykiem wojennym „ruchu wiary” i przyczynkiem do stworzenia mentalności: „nazwij to i żądaj tego” (dosł.: „name it claim it”). Niemniej, trzeba przyznać, że u większości z nas mamy do czynienia ze świadomością odwrotną.

Zarówno w sensie kulturowym jak i religijnym jesteśmy uczeni tego, że musisz coś „mieć”, zanim możesz coś „zrobić”, co prowadzi do tego, że można „być” czymś. Mieć-robić-być. Jest to coś całkowicie wstecznego i prowadzi nas do kręcenia się stale w kółko za własnym ogonem w kolejnych daremnych ćwiczeniach.

Jesteśmy przekonani o tym, że gdybyśmy „mieli” jakąś rzecz (więcej czasu, pieniędzy, miłości) to moglibyśmy w końcu „robić” coś (kupić dom, związać się w relacji, mniej pracować itd.). To z kolei daje nam możliwość, aby „być” (szczęśliwym, wypoczętym, zadowolonym, zakochanym itp.). Tak naprawdę to jest to zła kolejność, który nigdy nie wyda owoców, a co najmniej w tym sensie, o który nam chodzi. Z powodu braku lepszego słownictwa pojawia się taka formuła Być-Robić-Mieć, a nie: Mieć-Robić-Być. Twórczym procesem jest patrzeć na to, co chcesz „mieć” i następnie pytać siebie, jaki „będę”, gdy już to będą miał? Wtedy można bezpośrednio przejść do fazy „bycia”. „Zacznij” od tego miejsca, zamiast do niego „zmierzać”.

Tak wielu ludzi sądzi, że są nieszczęśliwi i w ucisku, ponieważ nie „mają” czegoś. Jestem przekonany, że istnieje boski proces twórczy, który zaczyna się od „bycia”, a nie od „posiadania” rzeczy; „… na początku był Bóg…” Jeśli mamy „być” szczęśliwi, to będziemy „robić” to, co uzdolni nas to tego, aby „mieć” to, czego pragniemy. Dopóki gonisz to, co „myślisz”, że powinieneś najpierw „mieć”, dopóty będziesz żył sfrustrowany próżnością. Och, możesz dostać to, czego chcesz, lecz nie spowoduje to tego, do czego było ci potrzebne. Ewentualnie, nie na długo.

JUŻ masz WSZELKIE duchowe błogosławieństwo. JUŻ dano ci WSZYSTKO, co jest potrzebne do życia i pobożności (Ef 1:3, 2Ptr 1:3), a zatem już masz wszystko, czego szukasz, po prostu nie wiesz o tym. Jest to w tobie. Nie znajdziesz tego poza sobą. Zacznij od tego, na czym chcesz skończyć. Musisz zacząć od tego, co posiadasz, a nie od tego o czym „myślisz”, że ci brakuje. Jest to mentalność ubóstwa ciemnych konsekwencji. Nie chodzi tu o mentalność: „udawaj to, aż to zrobisz” (dosł.: „fake it till you make it”).
Nie próbujesz oszukać siebie samego
Wiara to nie wiara po coś…to wiara W kogoś, CIEBIE.

Przypowieści o „BYCIU” z 5 rozdziału Ewangelii Mateusza dają dalszy dowód tego, o czym mówię. Wiara daje się najlepiej wyrazić przez rozdanie tego, czego wydaje nam się nie mamy. Robiąc to, odkrywasz obfitość swej duszy. Daj to, za czym tęsknisz, a zawsze zostanie kilka „koszyków” resztek. „Daj a będzie ci dane …ubite, potrząśnięte zostanie ci dane w obfitości…”

< | >

[Głosów:2    Średnia:5/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.