Grzech jako . . .

Grafika bez ustawionego tekstu alternatywnego: Grzech pierworodny

Znajdując się pod wpływem tego jak Zachód naucza na temat pierwszego grzechu, zazwyczaj umieszczamy go w prawnym kontekście. Uważamy go za nieposłuszeństwo Bożym przykazaniom, a jego skutki jako karę wymierzoną przez Boga.

Nie tak patrzy na grzech ortodoksyjna biblistyka i patrystyczna tradycja, umieszczając pierwszy grzech i wszystkie inne głównie w kontekście fizycznym. Z chwilą, gdy człowiek zamyka oczy na światło, znajduje się w ciemności. Gdy gubi z oczu środek, staje zdezorientowany. Gdy oddala się od życia – umiera.

Dziesięć przykazań Bożych to nie groźby kary, które przyjdą z jakiegoś zewnętrznego dla człowieka źródła, lecz są opisem zdrowego stanu ludzkiej egzystencji. Choroby, ból i śmierć, które następują po przekroczeniu praw zdrowia to nie kara wynikająca z praw, lecz naturalne konsekwencje wykroczeń. To nie Bóg, lecz człowiek, jest twórcą zła.

Jest to prawda, która ma fundamentalne znaczenie, ponieważ oznacza, że grzesznik nie stoi przed Bogiem w oczekiwaniu na potępienie go, lecz sam bierze odpowiedzialność za swoje własne zachowanie więc droga do pokuty stoi otwarta. Bóg w Swym współczuciu w żadnych okolicznościach nie rezygnuje ze Swego stworzenia. To człowiek uciekł i zostaje wezwany do powrotu. Wraz z powrotem, przejściem do rzeczywistości Bożej, wraca zdrowie, rekonstytucja i przemiana ludzkiej egzystencji. Powrót stanowi jądro pokuty, jest treścią wszelkiego duchowego zmagania oraz zmagania, które dotyczy wierzącego w trakcie służby w Wielkim Kanonie.

Podróż, którą podejmuje grzesznik ruszając ze stanu człowieka zdezorientowanego, będącego daleko od Boga, do ewentualnej skruchy, jest więc umiejscowiona w ramach ogólnego kontekstu relacji między Bogiem a człowiekiem. Antropologiczny kontekst skruchy jest opisany w Wielkim Kanonie z cudownym sensem głębokości ludzkiej duszy i psychosomatycznej budowy ludzkiej istoty.

Zaadoptowane z „Deification in Christ”, Panayiotis Nellas.

Drzewo figowe nie ma fig

Chip Brogden

Wzrastająca ilość ludzi dochodzi do wniosku, że socjalne korzyści z chodzenia do kościoła nie są w stanie już więcej rekompensować braku duchowego życia.

I ujrzawszy przy drodze jedno drzewo figowe zbliżył się do niego, ale nie znalazł na nim nic oprócz samych liści” (Mt 21:19).

Ludzie są już zmęczeni przychodzeniem do drzewa figowego, które wydaje się obiecywać owoce, lecz nie oferuje głodnemu do jedzenia nic innego poza liśćmi. „Nigdy więcej. Cokolwiek to miejsce znaczyło dla mnie, jakiemukolwiek celowi służyło, nie jest to już miejsce, które reprezentuje Pana Jezusa. Nie jestem w stanie tego wyjaśnić dokładnie, nie rozumiem dlaczego i jak, lecz religia kościoła utrudnia moją relację z Panem i już czas, żebym stąd odszedł”.

W Księdze Objawienia widzimy dwie grupy wierzących, którym dobrze szło, których Pan nie napomniał, a otrzymały  od Niego pochwałę; tylko dwie spośród siedmiu, które Go satysfakcjonowały. Zanim zaczniesz myśleć, że to twój kościół należy do tej grupy, pozwól, że powiem ci o jednej rzeczy, która była dla nich wspólna: w obu przypadkach wierzący cierpieli prześladowania. Czy nie jest to interesujące w jaki sposób prześladowanie wymusza reorganizację priorytetów? Czy nie jest zdumiewające to, że jedyne zbory, które całkowicie zadowoliły Pana, przechodziły przez głębokie doświadczenia i prześladowania? Prześladowanie wymusza modyfikacje, przynosi poczucie wiecznego celu.

Pracując w ramach pewnej denominacji miałem służbę skierowaną na wypalonych pastorów. Jakże wspaniała służba: nigdy nie braknie wypalonych pastorów. Przejmowałem na jedną czy dwie niedziele kazalnicę, aby dać im czas na odpoczynek, spędzałem czas z ich rodzinami, prowadziłem poradnictwo czy cokolwiek było w danym miejscu potrzebne, a na co nie mogli poświęcić czasu, gdyż byli zbyt pochłonięci prowadzeniem swego kościoła. Otwiera to oczy na wiele rzeczy.

Pamiętam, jak zadzwonił do mnie pastor średniej wielkości kościoła i zaprosił mnie na obiad. Zgodziłem się, ponieważ pochlebiało mi to i naprawdę byłem ciekaw, gdyż uważałem go za kogoś odnoszącego sukces – kościół wzrastał, mieli ładną kaplicę, jeździł porządnym samochodem i nosił dobre ubrania. Miałem z tym wszystkim problemy, więc był kimś na kim należałoby się wzorować.
Miałem nadzieję, że otrzymam jakieś słowo wiedzy czy myśli, które pomogą mi  być jak on. Continue reading

Metanoja

Stan Tyra
13 lipca 2018

Napisałem ostatnio, że kościół przetłumaczył „metanoia” (poza umysłem czy zmiana umysłu) jako „pokuta” (Mt 1:15, 4:17). Z powodu tego ogromnego błędu w tłumaczeniu kościół zdefiniował ten wyraz jako moralne stanowisko, co dotyczy tzw. „gorących” grzechów, zamiast jakiejś szczerej wewnętrznej przemiany świadomości. Jest to moim zdaniem wielka strata.

Geniusz Pisma polega na tym, że przedstawia stan, w którym samemu dokonuje się korekty kursu. Innymi słowy: Cała Biblia otwiera się w naszym wnętrzu, pokazując nam zarówno naszą zdolność do rozumienia istoty, jak i naszą nieskończoną zdolność do całkowitego mijania się z nią, co jest nazywane „grzechem” (hamartia – „mijanie celu”).

Jeśli nie posiadasz takiego otwierającego kodu to kończysz w toksycznej religii, stajesz się częścią grupy, która nie jest w stanie przyjmować jakiejkolwiek krytyki i zawsze uważa krytycyzm za coś pochodzącego od diabła, lub ze świata. Faktem jest, że większość uważa każdą formę krytyki jako dowód, ze są używani przez Boga . Cytują J15:10 na potwierdzenie, że są prześladowani tak, jak był prześladowany Jezus.

Wielu jest też takich, którzy myślą: „chyba nie kocham kościoła skoro go kwestionuje i krytykuję go!” W taki sposób funkcjonuje dualistyczny umysł. Wszystko, albo nic, albo racja, albo to jest złe, przy czym owa „racja” zawsze jest mocno, nagięta w moją stronę. Wydaje mi się, że Ojciec, a zatem i Pismo, okazuje wielką cierpliwość na bardzo długo trwające korekty myślenia w naszym wykonaniu.
Ponieważ chrześcijaństwo nie chce krytykować siebie od środka, stało się celem głównego uderzenia przeciwnika z zewnątrz. Jeśli pozwolisz na to, aby twoje religijne opinie i wnioski zostały zakwestionowane i skrytykowane przez ciebie samego, a następnie przez kogoś kto kocha zarówno ciebie jak i Ojca, wtedy odbywać się będzie postępująca i stała przemiana.

Nieprzebudzony krytyk zawsze chce mi powiedzieć dlaczego się mylę. Nie zdarzyło się, żeby choć raz ktoś mi powiedział: „Stan, nie wiem, powiedz mi czemu tak rozumiesz, jak rozumiesz”. Wszelkie zastrzeżenia kierowane do mnie nie mają na celu dowiedzenia się czegokolwiek, lecz są to oskarżenia. Nigdy nie ma w tym pragnienia wspólnoty czy przemiany, a tylko oporna przekora i oskarżenie. Nie ma pragnienia zobaczenia czegoś nowego, tylko chęć udowodnienia, że coś jest złe, a ktoś się myli.

Wewnętrzny krytycyzm jest jedyną szczerą drogą do przemiany. Gdy kościół robi miejsce dla swych proroków, zawsze jest  zdrowszy i dlatego Paweł umieszcza prorokowanie na drugim pod względem ważności darów miejscu (1Kor 12:28). Gdy kościół „zabija swoich proroków i kamienuje tych, którzy zostali posłani” (Mt 23:37), zawsze chyli się ku upadkowi, przepełniony strachem, o własne uchybienia oskarżając innych.

To rak prawdziwego krytycyzmu zaślepia cię na oczywiste prawdy, równocześnie promując przesłanie mściwego Boga, który dręczy wiecznie swych przeciwników, a równocześnie odrzuca wszystko,czego nauczał Jezus i czemu dawał przykład jeśli chodzi o przebaczenie wrogom, a jednak dalej głosi: „Bóg jest miłością”.

Tak więc, uniwersalizm jest realizowany wyłącznie przez zdrowy wewnętrzny krytycyzm, a w swej istocie przez Ewangelie.
Unikajcie „grupowego myślenia”, które nie poddaje się krytycyzmowi.

Góra Synaj, a Góra Przemienienia

Stan Tyra
8 lipca 2018

Podejmuję temat, który zostawiłem kilka dni temu o tym, że góry i pustynia to symbole tajemnicy, której nie da się opisać w pełni słowami. Góra mówi o obecności, pustynia o jej braku. Jest góra poznania/wiedzy i pustynia niewiedzy. To słup ognia w nocy i słup obłoku w dzień. W obu przypadkach są to dobrzy przewodnicy i jednakowo potrzebujemy obu.

Mamy Mojżesza na górze Synaj i Jezusa na górze Przemienienia. Gdy Mojżesz był na Synaju, Bóg manifestował się tam gęstą ciemnością. W Księdze Powtórzonego Prawa 4:15 czytamy, że Mojżesz widzi ogień i słyszy głos lecz nie widzi żadnej postaci.

Zobaczmy teraz na Jezusa znajdującego się na Górze Przemienienia. Widzimy Go tutaj w oślepiającej światłości, jednak zacienionego przez obłok. Poznanie i brak poznania towarzyszyły Jezusowi, gdy schodził z tej góry z uczniami ku zwykłemu codziennemu życiu, a oddalał się od doświadczenia światłości. Wracając, powiedział uczniom, aby nikomu o tym przeżyciu nie mówili. Tylko milczenie zachowuje tajemnicę.

Jest dla nas dziś oczywiste, że zadowalająca nieprawda jest o wiele łatwiejsza do przyjęcia niż niesatysfakcjonująca prawda. Wielką duchowość stanowi równowaga tych przeciwności. Jeśli pójdziesz w którymkolwiek kierunku za daleko kończysz albo jako przesadnie sprawiedliwy, albo nadmiernie cyniczny.

Fundamentalizm usiłuje rozwiązać dzisiejsze problemy udając, że ma zdecydowane odpowiedzi na wszystko.
Jak więc ma to funkcjonować dla nas?

Lepiej naśladować niż uczestniczyć


10 lipca

Pod koniec 13 rozdziału Księgi Wyjścia, gdy faraon wypuścił ludzi, tekst mówi, że: „Nie prowadził ich Bóg drogą do ziemi Filistynów, choć była bliższa, …, prowadził Bóg lud drogą okrężną przez pustynię” (13:17-18). Wyraźnie widać, że była szybsza droga niż 40 lat krążenia w kółko. Jest tak dlatego, że rzeczywistym celem nie było „dostać się tam”, lecz podróż sama w sobie. Nie chodziło tutaj o chodzenie do kościoła, lecz chodziło o całe ich życie pełne prób, natury, relacji i trzy kroki w przód, dwa wstecz.

To, w jaki sposób ty się tam dostaniesz decyduje o tym, kto tam dociera i gdzie to jest.

Nie ma czegoś takiego jak droga do pokoju, lecz pokój jest drogą sam w sobie. Jedynie podróż wiary tworzy ludzi wiary. Droga zadowolonych z siebie odpowiedzi i wniosków tworzy ludzi… no, wiecie jakich.

Kościół daje ludziom odpowiedzi nie prowadząc ich wcześniej w podróży przez pustynię i ucząc tego rodzaju cierpliwości, który pozwala na uzyskanie odpowiedzi dzięki tej drodze. Jeśli dajesz ludziom odpowiedzi nie szanując ich drogi, szybko zastąpią tymi wnioskami samą podróż.

Tylko ci, którzy żyli, cierpieli i bardzo upadli stoją na takiej pozycji, aby czytać Pisma w pokorny, współczujący i ogólny sposób. Jeśli dasz do ręki Pisma człowiekowi, który podróży nie odbył, zawsze zrobi z niego intelektualną debatę na bardzo powierzchownym poziomie. Prawdopodobnie największym zagrożeniem dla kościoła są ludzie na stanowiskach, którzy nigdy nie byli poza jego zaakceptowanymi normami.

Jezus nie powiedział: „chodźcie, siadajcie, pozwólcie, że nauczę was Pisma tak, abyście zostali zbawienie i poszli do nieba”. Powiedział: „naśladujcie mnie, a Ja uczynię z was…”.

O wiele lepiej wygląda wieczne życie, gdy naśladujesz niż wtedy, gdy uczestniczysz.

Pewność (?)

12 lipca 2018

Spotkałem wielu ludzi, których musiałbym określić jako złych. Jedną z cech charakterystycznych, która jest zawsze oczywista to „pewność”. Nie ma u nich miejsca na wątpienie o sobie czy samokrytycyzm i patrzą piorunującym wzrokiem na tego, kto w nich wątpi. Brak wątpliwości co do siebie zawsze jest znakiem tego, że zło zostało znalezione gdzieś indziej.

Często są to ludzie nadmiernie religijni. Pamiętajcie o tym, że Szatan znaczy „oskarżyciel”. Zwracaj uwagę na to, gdy sam oskarżasz kogoś czy, jak to powiedział Jezus, „rzucasz kamienie”. Jest to diabelski kamuflaż i wspaniała taktyka dywersyjna.

Jak jest w przypadku każdego uzależniającego myślenia, zwalanie winy na kozła ofiarnego pokazuje się w postaci myślenia „wszystko, albo nic”, nie pozostawiając jakiegokolwiek miejsca na paradoks, kwestionowanie, sprzeczność i zero tolerancji dla dwuznaczność. Jezus nazwał ich w Ewangelii Mateusza (23:13-19) „aktorami” jedenaście razy. Zazwyczaj jest to tłumaczone jako „hipokryci”. Zdaje się, że Jezus uważał ich bardziej za prostackich aktorów, niż niemoralnych grzeszników.

Musimy pamiętać o tym, że, żyjąc w wierze, nigdy nie można być absolutnie pewnym, że ma się rację. Właśnie, dokładnie to nazywane jest wiarą. Wiara nie jest twoją religią, jest niepewnością, do której się przyznajesz. Nie istnieje coś takiego jest „twierdzenie wiary” a taka deklaracja jest w rzeczywistości oksymoronem. Takie coś powinno być nazwane „deklaracją pewności” i jest czymś przeciwnym do wiary. „Stwierdzenie/deklaracja” oznacza wniosek, zakończenie. Gdy już raz dotrzesz do duchowego wniosku/zakończenia pozostaje wyłącznie kwestią czasu, kiedy staniesz się religijnym terrorystą.

Piotr, Jakub i Jan są doskonałymi przykładami tego, o czym mówię. Byli tak zadowoleni i pewni siebie!! Jakub i Jan pomyśleli nawet o tym, że ludzie, którzy nie są tacy jak oni powinni być „spaleni”! (Łk 9:54). Czyż nie brzmi to jak fundamentalizm? Wskutek tej ich pewności, Piotr miał w swym sercu gniew i morderstwo, i próbował ściąć komuś głowę! A był to „wewnętrzny krąg” Jezusa! Wydaje się, że im bardziej dzięki pewności i ostatecznym wnioskom wydaje ci się, że jesteś „blisko” Boga tym bardziej niechrześcijański jesteś i tym bardziej musisz upaść, aby spaść ze swego religijnego wysokiego konia.

Nienawrócone ego chce tylko jednego: kontroli. Dopuszcza do zmian wyłącznie na swoich własnych warunkach a ta zmiana zawsze musi honorować opierającą się na świętych pismach interpretacji i wnioskach. Tak więc, zachęca się do zmiany i ją uznaje wyłącznie w ramach ogłaszanej „deklaracji” wiary. Daje to wygląd „anioła światłości” czy jak nazywa to Paweł, jest ‘szatańskie’ (2Kor 11:14). To dlatego Jezus używa słowa „metanoja” bądź „poza myślą/ umysłem”. Parodią jest fakt, że ten wyraz został przetłumaczony jako „pokuta”.

Więcej o tym następnym razem..

Czego nauczyłem się ostatnio_5

John Fenn

Pisałem poprzednio o tym, że Paweł pisał do Koryntian, że uprzedzenia wobec członków ich własnego (domowego) kościoła spowodowały, że byli słabi, chorowici, a niektórzy umarli. Sami sobie byli winni, tak jak Epafras, który niemal na śmierć się zapracował. Sami czasami otwieramy drzwi z powodu braku miłości, przepracowania czy stresując samych siebie, kiedy więc możemy oczekiwać od Boga, że nas uzdrowi?

Wymień uzdrowienie …

Czy jesteś w stanie wymienić jakieś szczególne natychmiastowe uzdrowienie zapisane w Ewangeliach bądź w Księdze Dziejów, dotyczące osoby, która świadomie sama spowodowała swój stan? Inaczej: mówiąc czy jest wymienione jakieś szczególne uzdrowienie, którego dokonał Jezusa na osobie, która świadomie doprowadziła swój organizm do takiego stanu ? Odpowiedź brzmi: nie. W Ewangelii Mateusza 15:30-31 wśród uzdrowionych wymienieni są „kalecy”, co oznacza, że zostali okaleczeni w wyniku jakiegoś wypadku – nie zawinili świadomie sobie sami.

Zastanówmy się: kobieta z hemoroidami nic nie zrobiła, aby doprowadzić się do tego stanu. Czy ślepy Bartymeusz bądź człowiek, który urodził się ślepym, celowo oślepili siebie sami? Nie. Czy ktokolwiek z tych, którzy byli głusi, trędowaci, kulawi, niemi, bądź kobieta zgięta w pół zrobił cokolwiek, co spowodowało taki stan? Nie. Czy Malchus, któremu Piotr odciął ucho mieczem, a Jezus je uzdrowił, prosił Piotra o to? Nie.

Czy córka Jaira, która zmarła z gorączki, pogańska kobieta, której córka była „dręczona” przez demona bądź teściowa Piotra świadomie spowodowały swój stan? Nie. Nie ma ani jednego szczegółowo opisanego w Ewangeliach przypadku uzdrowienia przez Jezusa kogokolwiek, co do kogo byłby choćby cień sugestii, że sam sobie zawinił. Człowiek, którego Paweł wzbudził z martwych po upadku z okna był ofiarą wypadku, lecz nie wyleciał z okna celowo. Dorkas, która zachorowała i zmarła, a którą Piotr wzbudził z martwych, nie wywołała celowo tej choroby.

Tak więc, dlaczego gdy najadamy się powodując otyłość i wywołując w ten sposób problemy ze stawami, sercem i płucami, czy jeszcze inne dolegliwości, modlimy się o boskie uzdrowienie? Dlaczego jemy fabrycznie preparowane jedzenie, unikając pożywienia bądź świadomie nie spożywamy wystarczającej ilości witamin czy minerałów i zachorujemy to spodziewamy się boskiego uzdrowienia?

Dlaczego ludzie palą, wiedząc, że może to spowodować raka i cała masę innych dolegliwości, bądź świadomie dźwigają coś, czego wiedzą, że podnosić nie powinni, przepracowują się do wyczerpania prowadząc do różnych dolegliwości (jak w moim przypadku zawrotów głowy czy migotania serca), zamartwiają się i boją, wiedząc, że należy iść do Pana i złożyć to na Niego po czym oczekują boskiego, natychmiastowego uzdrowienia? Jeśli zapisy uzdrowień Jezusa i te z Dziejów Apostolskich dotyczą wyłącznie ludzi, którzy nie doprowadzili siebie samych do zaistniałego stanu to czemu oczekujemy, że Pan uzdrowi nas natychmiast, skoro świadomi sami sobie zawiniliśmy.

Nasze ciała pochodzą z tej ziemi i my jesteśmy szafarzami wszystkiego poczynając od czasu dla własnego ciała to my jesteśmy odpowiedzialni. Jak powiedział apostoł Paweł, grzechy przeciwko ciało przejawiają się w ciele. Jakie zaplecze naszego życia musimy przygotować, aby zmienić swoje życie jeśli chodzi o zdrowie, pożywienie, chodzenie w miłości wzajemnej wobec współuczniów?

 

Równoważenie wiary, uzdrowienia, zdrowego rozsądku osądzanie własnego serca.

Paweł napisał do Tymoteusza w 1 Liście (5:23): „Samej wody już nie pij, ale używaj po trosze wina ze względu na twój żołądek i częste twoje niedomagania”. To czy ‘oinos’ (wino) było sfermentowanym czy zwykły sokiem nie ma tutaj znaczenia. Paweł napisał Tymoteuszowi, aby korzystał z lekarstwa na swój żołądek. Poprzednio zwróciłem uwagę na to, jak Paweł zanotował iż Epafras dosłownie zapracował się na śmierć i potrzebował czasu na rekonwalescencję.

Czas na odzyskanie zdrowia i picie odrobiny wina na żołądek to praktyczne rozwiązania. Apostoł Paweł, który spowodował ślepotę sprzeciwiającego się czarownika Elimasa, wzbudził z martwych młodzieńca, który wypadł z okna, człowiek przez którego ręce Bóg czynił szczególne cuda, tak że nawet materiał, który zetknął się z jego ciałem uzdrawiał – tenże mąż wybitnych cudów, napisał do swoich przyjaciół, aby brali lekarstwo, odpoczęli i odzyskali zdrowie.

 

Przykłady

Gdy nasze dzieci były małe i dostawały gorączki, przeziębiły się czy cokolwiek innego, wkładaliśmy na nie ręce, lecz jeśli stan nie polepszał się w krótkim czasie, z pewnością nie dłużej niż 24 godziny, udawaliśmy się do lekarza. Nie można sprawiać niewinnym dzieciom cierpienia tylko dlatego, że „stoisz w wierze” – musisz robić to, co właściwe, ponieważ przede wszystkim żyjesz na tej ziemi w sferze naturalnej, a po niej idzie to, co duchowe.

Ludzie gwałcą zdrowy rozsądek i dziwią się, gdzie jest Bóg. Robią w sferze naturalnej wszystko źle a potem wołają o cud. Tak więc, żyją jak na roller coasterze, raz na górze, cud, raz na dole do następnego cudu i od początku, zamiast żyć w nurcie niezablokowanego zaopatrzenia, dzięki czynieniu tego, co właściwe w naturalnej rzeczywistości i co się mieści w zdrowym rozsądku.

Podobne to jest to pewnej kobiety, która wypisywała czeki w lokalnych sklepach, wiedząc, że nie ma na koncie pieniędzy. Potem przyszła do mnie, pastora, po modlitwę o podwyżkę dla męża, przychylność banków, aby usunęły opłaty, o zaufanie w sklepach, aby mogła wypisywać kolejne czeki. Gdyby jednak Bóg odpowiedział na tą modlitwę, oznaczało by to, że upoważniłby ją do dalszego grzeszenia, bądź stałby się co najmniej wspólnikiem jej grzechu.

Jego rozwiązaniem było to, że pracowałem z nią, aby jej pomóc ustabilizować budżet i wzmocnić dyscyplinę. Robić to, co należy, aby zbudować zaplecze, dzięki któremu Bóg będzie mógł działać w jej życiu. Nie było to nadprzyrodzone, lecz trudne dla ciała i „normalne”. Niemniej, taka była Boża odpowiedź, boskie „dotknięcie”, którego potrzebowała.

Continue reading