Codzienne rozważania_22.09.2017

Kazn 1:12-18
JA, KAZNODZIEJA, BYŁEM KRÓLEM NAD IZRAELEM W JERUZALEMIE.
POSTANOWIŁEM SZCZERZE MĄDROŚCIĄ ZGŁĘBIĆ I ZBADAĆ WSZYSTKO, CO SIĘ DZIAŁO POD NIEBEM: JEST TO ŻMUDNE ZADANIE, JAKIE ZADAŁ BÓG SYNOM LUDZKIM, ABY SIĘ NIM TRUDZILI.
WIDZIAŁEM WSZYSTKIE SPRAWY, KTÓRE SIĘ DZIEJĄ POD SŁOŃCEM, A WSZYSTKO TO JEST MARNOŚCIĄ I GONITWĄ ZA WIATREM.
TO, CO KRZYWE, NIE DA SIĘ WYPROSTOWAĆ, A TO, CZEGO BRAKUJE, NIE DA SIĘ POLICZYĆ.
TOTEŻ POMYŚLAŁEM W SERCU SWOIM TAK: OTO STAŁEM SIĘ WIELKI I ZDOBYŁEM WIĘCEJ MĄDROŚCI NIŻ WSZYSCY, KTÓRZY BYLI PRZEDE MNĄ W JERUZALEMIE, A MOJE SERCE POZNAŁO WIELE MĄDROŚCI I WIEDZY.
I POSTANOWIŁEM SZCZERZE POZNAĆ MĄDROŚĆ I WIEDZĘ, SZALEŃSTWO I GŁUPOTĘ; LECZ POZNAŁEM, ŻE I TO JEST GONITWĄ ZA WIATREM.
BO GDZIE JEST WIELE MĄDROŚCI, TAM JEST WIELE ZMARTWIENIA; A KTO POMNAŻA POZNANIE, TEN POMNAŻA CIERPIENIE.

W wersetach tych widzimy Salomona, który bada życie jako człowiek nie oświecony przez Boże objawienie. Czyni to z ziemskiej perspektywy. Pierwszych jedenaście wersetów pokazało nam, jak bezsensownym wydawało się Salomonowi życie. Postanowił przyjrzeć mu się bliżej. Dociekliwy duch to cecha dana przez Boga, nawet u człowieka nienawróconego. Patrząc z tej ziemskiej perspektywy, dochodzi się do wniosku, że, intelekt nie jest kluczem do życia. Salomon bardziej niż czegokolwiek innego szuka wiedzy. Zauważ jak wiele razy słowa mądrość i wiedza pojawiają się w wersetach. Mimo to, podobnie jak miliony innych ludzi, którzy wytężali umysł do granic możliwości, nie znalazło w tym dążeniu trwałego zaspokojenia. Świat pozostał pełen problemów, których nie udało mu się rozwiązać i tak bardzo pozbawiony wszystkiego, co mogłoby nadać mu sens i wartość.Salomon doszedł do przekonania, że wszelkie ludzkie działanie jest niczym więcej niż pogonią za wiatrem i nigdy nie osiągnie prawdziwego spełnienia. Badania Salomona zaprowadziły go dalej niż kogokolwiek z jego poprzedników i stał się najmądrzejszym człowiekiem, jaki kiedykolwiek żył. Szczególną wagę przywiązywał do następującej kwestii: jakie kryteria powinno się stosować dla stwierdzenia, czy dana rzecz jest mądra czy głupia, wtedy błysnęła mu myśl: jaki właściwie jest sens takiej wiedzy? Co w rzeczywistości uzyskam, jeśli znajdę odpowiedź na to pytanie? Poszukiwanie sensu życia jest powodem frustracji, ponieważ nie prowadzi do żadnych osiągnięć. Kiedy ktoś staje się mądrzejszy i widzi, że ani trochę nie jest bliżej celu niż wcześniej, o ileż większe jest rozczarowanie, które go spotyka. Kto jest w stanie opisać jego gorycz i smutek?
Życzę błogosławionego dnia.

Biblijna rozprawa przeciwko „legalizacji moralności”

JASMIN PATTERSON

Zgodnie z badaniami przeprowadzonymi przez LifeWay Research, 71% ewangelicznie wierzących chrześcijan jest przekonanych, że moralny upadek naszego kraju jest spowodowany tym, że zostało odrzuconych sporo praw dotyczących moralności. Zauważenie tych danych spowodowało, że wzdrygnąłem się nieco, ponieważ oznacza to, że są uczniowie Chrystusa, który wierzą, co najmniej w pewnym zakresie, że najlepszym sposobem na zbudowanie moralności u ludzi są prawa regulujące ich moralne zachowania.
Takie stanowisko jest niepokojące, ponieważ mija się z fundamentalną prawdą chrześcijaństwa. Moralne uczynki nie wystarczają do tego, abyśmy zostali uratowani przed karą za nasze grzechy ani do tego, aby odbudować relację z Bogiem. To raczej pokuta i wiara w Chrystusa gwarantują nam przebaczenie i trwanie w relacji z Bogiem, a to z kolei skutkuje, w miarę jak Jezus pracuje w naszych sercach, pobożnym życiem.
W miarę jak nasz kraj (USA) dopasowuje się do chrześcijaństwa, które nie ma już tego wpływu na kulturę, który miało wcześniej, wielu moich współ-wierzących chrześcijan mocuje się koncepcją moralności społecznej, podobnie jak zmagałem się ja sam.
Czy więc, można zalegalizować moralność? Czy Jezus chciał, aby została zalegalizowana? Czy jest to skuteczne?
Korzystając z terminu „legalizacja moralności” odnoszę się do tego rodzaju kwestii: Jak dalece biblijne wzorce moralne powinny wpływać na szeroko pojęte społeczeństwa i w jaki sposób? Czy do chrześcijan należy praca w społeczeństwie w tym kierunku? Czy, jeśli stworzymy więcej praw, które mają wpływać na ludzi (jeszcze nie chrześcijan) biblijną moralnością, nasze społeczeństwo stanie się rzeczywiście bardziej moralne?

Oto dlaczego „legalizacja moralności” nie jest skuteczna i dlaczego lepszy jest sposób Jezusa.

Legalizacja moralności w rzeczywistości nie zmienia ludzi.

Sprawia tylko tyle, że wyglądają na takich, którzy ulegli zmianie.
Jako chrześcijanie musimy zadać sobie pytanie, o co nam rzeczywiście chodzi. Czy chcemy, aby ludzie wyglądali na przemienionych przez Jezusa, czy też chcemy, aby byli rzeczywiście przez Jezusa zmienieni? Czy chcemy zachęcać ludzi – aczkolwiek nieumyślnie – aby zyskali formę pobożności, lecz odrzucić moc Chrystusa, która rzeczywiście zmienia ludzi? (2Ttym 3: 5).
Biblia uczy nas, że to wiara w Jezusa poprzedza postępowanie zgodnie z Jego poleceniami. Biblia uczy tego, że świętość (moralność) jest czymś, co Jezus wypracowuje w naszym życiu od wewnątrz na zewnątrz, a nie odwrotnie (Rzm 12:1-2, Ef 4:21- 24).
Bóg nie patrzy na wygląd zewnętrzny, lecz na serce (1Sam 16:7). Jeśli zewnętrzny wygląd ma być w porządku, najpierw w porządku musi być serce. Bóg troszczy się te rzeczy zewnętrzne, dba o nasze zachowania i o to jak żyjemy, lecz serce nie może być doprowadzone do prawości żadnymi, bez względu na to jak surowymi, wymuszonymi przepisami. Serce może stać się sprawiedliwe tylko i wyłącznie dzięki przemieniającej pracy Chrystusa działającego w życiu jednostki. Tak więc, sprawiedliwe życie wypływa z serca, które stale wzrasta w sprawiedliwości w miarę jak człowiek chodzi z Chrystusem (Gal 5:16-25; 2Ptr 1:3-11).

Jezus nie działa poprzez legalizację moralności

Jezus, będąc na ziemi, odrzucił polityczne wpływy, ponieważ nie jest to Jego sposób na rozszerzanie Królestwa na tym świecie. Wyraźnie powiedział, że Jego Królestwo nie jest z tego świata (J 18:36). Kiedy ludzie próbowali obwołać Go królem, uciekł przed tłumami (J 6:15).
Jezus uczył nas, aby w mocy Ducha Świętego głosić ewangelię każdemu i uczyć wierzących, aby przestrzegali tego wszystkiego, co nakazał. W taki sposób ludzie przychodzą do wiary w Chrystusa i wzrastają w Chrystusie, i tak zostało to powiedziane przez Niego. Nie dzieje się to w ten sposób, że chrześcijańskie zasady moralne działają przez polityczne wpływy, a także nie dzięki temu, że chrześcijaństwo staje się dominującym głosem kształtującym społeczeństwo.
Continue reading

Codzienne rozważania_20.09.2017

Kazn. 1:1-11
SŁOWA KAZNODZIEI, SYNA DAWIDA, KRÓLA W JERUZALEMIE.
MARNOŚĆ NAD MARNOŚCIAMI, MÓWI KAZNODZIEJA, MARNOŚĆ NAD MARNOŚCIAMI, WSZYSTKO MARNOŚĆ. JAKI POŻYTEK MA CZŁOWIEK Z CAŁEGO SWEGO TRUDU, KTÓRY ZNOSI POD SŁOŃCEM?
POKOLENIE ODCHODZI I POKOLENIE PRZYCHODZI, ALE ZIEMIA TRWA NA WIEKI.
SŁOŃCE WSCHODZI I SŁOŃCE ZACHODZI, I SPIESZY DO SWEGO MIEJSCA, GDZIE ZNOWU WSCHODZI.
WIATR WIEJE KU POŁUDNIOWI I SKRĘCA KU PÓŁNOCY; WIATR USTAWICZNIE KRĄŻY I W SWYM BIEGU OKRĘŻNYM WRACA.
WSZYSTKIE RZEKI PŁYNĄ KU MORZU, A JEDNAK MORZE NIE WZBIERA; W DALSZYM CIĄGU PŁYNĄ RZEKI DO MIEJSCA, DO KTÓREGO ZDĄŻAJĄ.
LUDZIE SIĘ TRUDZĄ MÓWIENIEM, LECZ I TAK NIKT WSZYSTKIEGO NIE WYPOWIE. OKO NIE NASYCI SIĘ WIDZENIEM, A UCHO NIE ZADOWOLI SIĘ SŁYSZENIEM.
TO, CO BYŁO, ZNOWU BĘDZIE, A CO SIĘ STAŁO, ZNOWU SIĘ STANIE: NIE MA NIC NOWEGO POD SŁOŃCEM.
CZY JEST COŚ O CZYM MOŻNA BY POWIEDZIEĆ: OTO JEST COŚ NOWEGO? DAWNO TO JUŻ BYŁO W CZASACH, KTÓRE BYŁY PRZED NAMI.
NIE PAMIĘTA SIĘ O TYCH, KTÓRZY BYLI POPRZEDNIO, ANI O TYCH, KTÓRZY BĘDĄ POTEM; TAKŻE O NICH NIE BĘDĄ PAMIĘTALI CI, KTÓRZY PO NICH PRZYJDĄ.

Księga rozpoczyna się krótkim wprowadzeniem, którego głównym celem jest stwierdzenie, że wszystko jest marnością. Salomon rozpoczynając księgę określa się jako autor nie podając swego imienia. Kto inny mógłby opisać siebie jako „Syn Dawida, król w Jeruzalemie”? Mamy przed sobą słowa człowieka, który z powodu swej uprzywilejowanej pozycji, skosztował wszystkiego, co życie ma do zaoferowania. Będąc królem dźwiga odpowiedzialność rządzenia innymi ludźmi. Przyjmuje też odpowiedzialność za nauczanie ich i nazywa siebie „Kaznodzieją”. Dokonując przeglądu swego życia, Salomon dochodzi do wniosku, że wszystko to jest stratą czasu, pozbawione jest sensu, znaczenia. Wszystko wokół nas jest tymczasowe, krótkotrwałe, przejściowe i przemijające. Podkreśla swe przekonanie, że wszystko jest marnością nad marnościami. Salomon odnosi do zajęć związanych z życiem ziemskim. Wszystko, do czego dążymy, w końcu utracimy. Cokolwiek nabędziemy to i tak pozostaniemy bez niczego. Każdy człowiek żyje jedynie krótką chwilę a następnie umiera. Pomimo, że pokolenia przychodzą i odchodzą, ostatecznie nic nie ulega zmianie. Żyjemy w świecie stałej aktywności, lecz tak naprawdę idącym donikąd. Wszystko toczy się jak zawsze lecz brak kroku naprzód. Słońce wschodzi i zachodzi jedynie po to, aby znowu wstać. Wiatr wieje, po to by wrócić do miejsca od którego rozpoczął. Rzeki płyną do morza, lecz nigdy go nie wypełnią ponieważ woda paruje. Tak toczy się świat. Praca nigdy się nie kończy a przeznaczenie nigdy nie zostaje osiągnięte. Jesteśmy schwytani i niekończący się cykl. Życie jest monotonne i nieustannie frustrujące. Historia powtarza się tak jak powtarza się natura. To nieprzerwany i męczący krąg działania, które nigdy nie doprowadzi do stworzenia czegoś, co byłoby samo w sobie czymś faktycznie nowym na tej ziemi. Jeśli sądzisz, że uczynisz trwały ślad na piasku czasu, bardzo się rozczarujesz. Wszelkie ślady jakie pozostawisz i wrażenie jakie wywrzesz zmyje fala przypływu. Nie możesz osiągnąć w tym życiu niczego, co ma w nim wartość, nawet pamięć o twych usiłowaniach, by tego dokonać, wkrótce odejdzie w zapomnienie. We wspomnieniach innych nie żyjemy długo. Zarówno świat natury jak i ludzkie działania są w takim samym stopniu marnością. Są pozbawione celu i powodują zniechęcenie. Nie ma czegoś takiego jak trwałe osiągnięcie. Takie jest życie jakie widzi Salomon z ziemskiego punktu widzenia i takie jest życie, jak postrzegają je współcześni filozofowie i nie są w tym osamotnieni. Ogromna liczba zwykłych ludzi także patrzy na życie w taki właśnie sposób. Żyją w przekonaniu, że życie jest stratą czasu. Nic nie jest warte wysiłku, bowiem nie ma niczego, co w końcu doprowadziłoby do czegoś. Lecz czy rzeczywiście życie jest pozbawione sensu? Czy nie ma ono żadnego znaczenia? Czy nasze działania są naprawdę bez znaczenia? Jeśli tak nie jest, to jakie jest znaczenie życia? Jakie życie jest warte zachodu i jak dążymy do uzyskania odpowiedzi? Oto pytania na które znajdziemy odpowiedź w dalszych rozdziałach tej Księgi.
Życzę błogosławionego czasu.

Jezus jest Trzecią Świątynią z Księgi Ezechiela


STEVE

Jezus jest Trzecią Świątynią z Księgi Ezechiela
Oryg.: TUTAJ

Czytanie: Ez 39-40
W dwudziestym piątym roku naszego wygnania, w pierwszym miesiącu, dziesiątego dnia tego miesiąca, w czternastym roku po zdobyciu miasta, w tym właśnie dniu spoczęła na mnie ręka Pana i przeniósł mnie tam” (40:1)

Jest to wstęp do wizji Ezechiela dotyczącej świątyni. Wielu Żydów i chrześcijan patrzy dziś przyszłość, oczekując zbudowania tej świątyni. Żydzi mają plany i już zaczęli przygotowywać jej wyposażenie. Wielu chrześcijan finansuje te starania.

Czy jednak rzeczywiście wizja trzeciej świątyni jest o fizycznej świątyni, która ma być postawiona w czasach końca?

Odpowiedź brzmi: nie.

Powód? Jezus!

W 2 rozdziale Ewangelii Jana znajduje się scena, w której Jezus wypędza zwierzęta ze świątyni wywraca stoły weksalrzom. Żydzi zapytali Go: „Jaki znak pokażesz nam na dowód, że wolno ci to czynić” (w. 18), na co Jezus odpowiada: „Zniszczcie tą świątynię, a Ja odbuduję ją w trzy dni”. Wielu Żydów (i najwyraźniej współczesnych chrześcijan) myślało, że Jezus mówi o fizycznej świątyni, ponieważ zapytali Go, w jaki sposób chce zbudować świątynię w trzy dni, skoro zajęło 46 lat zbudowanie tej.

Lecz Jan odpowiada (2:21-22): „Ale On mówił o świątyni ciała swego. Gdy więc został wzbudzony z martwych, przypomnieli sobie uczniowie jego, że to mówił, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus”.

Widzisz to? Uwierzyli temu, co Jezus powiedział. Niemniej, było dodatkowe słowo, które również deklarowało to, co powiedział Jezus.

Czy może tak być, że gdy przeczytamy 1 wers z 40 rozdziału Księgi Ezechiela z perspektywy Jezusa, zobaczymy, że trzecia świątynia, o której mówił, i którą zbudował, świątynia Jego ciała, jest tą samą świątynią, którą opisał Ezechiel?

Czas pojawienia się tej wizji nie jest przypadkiem i wierzę, że ten czas wskazuje na to, że świątynia z wizji nie jest niczym innym, jak tylko ciałem Jezusa, które wzbudził z martwych trzy dni po ukrzyżowaniu. Wizja miała miejsce w 25 roku wygnania, 10 dnia miesiąca. O ile nie jest podany miesiąc (w wersji ang. – przyp. tłum.), wiemy, że jest to pierwszy miesiąc, ponieważ Ezechiel pisze swoją wizję „na początku roku”. U Jana czytamy 1:14: „A Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę jego, chwałę, jaką ma jedyny Syn od Ojca, pełne łaski i prawdy”. Tutaj „zamieszkało” to w grece dosłownie „zamieszkało w namiocie”, zatem Jezus „ zamieszkał wśród nas w namiocie , i ujrzeliśmy chwałę jego, chwałę, jaką ma jedyny Syn od Ojca, pełne łaski i prawdy”.
Dalej czytamy (1:16): „A z jego pełni myśmy wszyscy wzięli, i to łaskę za łaską”. W Biblii łaska jest symbolizowana przez liczbę 5. „Łaska za łaską” to będzie 5×5, lub 25.
Jezus przyszedł do nas w łasce, a my otrzymaliśmy dzięki Niemu „łaskę za łaską”. Tak więc to stwierdzenie Jana koresponduje z wizją Ezechiela, która została mu pokazana w 25 roku wygnania.
Wizja pojawiła się 10go dnia pierwszego miesiąca tego 25 roku wygnania. Pierwszy miesiąc jest miesiącem Paschy, a 10ty dzień tego miesiąca jest dniem, w którym wybierano baranka paschalnego. Doskonale do odpowiada ukrzyżowaniu Jezusa. Jezus jest Barankiem Paschalnym. Zwróćmy uwagę na to, że Ezechiel mówi, że Bóg sprowadził go do miasta, odnosząc się do Jerozolimy, 10tego dnia pierwszego miesiąca. Jest to ten sam dzień, w którym Jezus wszedł do Jerozolimy i został wybrany na Baranka Paschalnego. Trzy dni po ukrzyżowaniu wzbudził z martwych świątynię Swego ciała.
Continue reading

Dlaczego naprawdę nie chodzę do twojego kościoła?

13.03. 2017
CKRATZER
Oryg.: TUTAJ

Dlaczego naprawdę nie chodzę to twojego kościoła

13.03. 2017 / CKRATZER

http://chriskratzer.com/the-real-reason-i-dont-go-to-your-church/

Nie, nie chodzi o stylu muzyki, światła czy programy.

Nie, nie chodzi o to, że jestem leniwy, niezainteresowany czy skierowany na świat.

Naprawdę głęboko zależy mi na duchowych rzeczy, tęsknię to społeczności i mam hojne serce do służby ludziom.

Mogę rzec, że przy pomocy profesjonalnego PR-u i wypracowanej inscenizacji, korzystaniu ze wiedzy o współczesnej kulturze oraz tworzeniu grup zainteresowań odpowiednich niemal do wszystkich możliwych upodobań znanych ludzkości, staracie się złamać mój kod i przycisnąć mnie tak, abym wziął udział w waszych kościelnych spotkaniach. Jakoś tak się dzieje, że nawet konferencje różnych służb, tworzone plany działania i założenia misji skupiają się na tym, jak na mnie wpłynąć, abym wszedł do waszego królestwa. Oczywiście, podobnie jak kapitan Ahab przemierzający oceany za tą jedną, cenną chwilą, gdy jego harpun dotrze do nieuchwytnego wieloryba, tęsknice za tym, aby wasze starania w heroiczny sposób przeszyły moje serce zbawieniem, znęciły mnie do przyjścia do waszej społeczności i aby tak mną pokierować, abym wierzył i działał tak, jak wy, a to wszystko ku chwale i podziwie tych, którzy są duchowo z wami sprzymierzeni. Rozumiem wasze szacowne intencje, naprawdę rozumiem – wszystkie je rzeczywiście doceniam.

Niemniej, niestety, prawdziwa przyczyna tego, że nie chodzę do waszego kościoła umyka wam, być może dlatego, że tej odpowiedzi nie da się kupić, zbudować, wstawić w diagram, zapisać w planie, wystawić na scenie, przewidzieć, wywołać emocjonalnie, zebrać na grupach zainteresowań czy nawet wymodlić do istnienia. Mimo całego tego kumplowaniu się ze moim życiem przy pomocy wszystkich strategii, programów i wydarzeń, wszystkiego, cokolwiek można sobie wyobrazić, ciągle drastycznie brakuje tego jednego składnika, którego moje serce pragnie najbardziej, a czego nawet nie mogę uznać, że zostało uchwycone. Faktem jest, że o tej jednej jedynej rzeczy, która się naprawdę liczy, nieczęsto daje się słyszeć w całym tym klerykalnym zgiełku – o miłości.

Faktycznie nie chodzę do waszego kościoła, nie podpisuję się pod waszym kredo wiary, nie łączę się z waszą duchową społecznością, jesteście wy sami – tak naprawdę nie kochacie mnie.

Właśnie tego jednego, co tak rozpaczliwie chcecie, abym zobaczył i w co uwierzył, jeśli chodzi o waszego boga i waszą wiarę, nie widzę w was; nie widzę w was miłości. Jest to, ach, tak bardzo wyraźnie widoczne, że tak naprawdę nie kochacie mnie. W tym wszystkim, czym stała się dla was wiara, kościół i chrześcijańskie życie, jedno czego wam tak oślepiająco brakuje, to prosta, prawdziwa, szczera miłość do mnie.
Continue reading

Codzienne rozważania_01.09.2017


Flp 1:1-2
PAWEŁ I TYMOTEUSZ, SŁUDZY CHRYSTUSA JEZUSA, DO WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH W CHRYSTUSIE JEZUSIE, KTÓRZY SĄ W FILIPPI WRAZ Z BISKUPAMI I DIAKONAMI:
ŁASKA WAM I POKÓJ OD BOGA, OJCA NASZEGO, I OD PANA JEZUSA CHRYSTUSA.

W świecie starożytnym listy zaczynano trzema słowami: imieniem autora, imieniem odbiorcy, pozdrowieniami. Paweł postępuje zgodnie z tym zwyczajem, ale nadaje mu szczególny, chrześcijański wydźwięk. Nie przesyła po prostu samych pozdrowień ale życzy również łaski i pokoju. Łaska jest Bożą miłością dla niegodnych, objawioną w przyjściu Jezusa i Jego śmierci na krzyżu. Pokój pobrzmiewa znajomo hebrajskim pozdrowieniem Szalom, duchową i materialną pomyślnością. Zbawienie oznacza doświadczenie Bożej łaski i pokoju, błogosławieństwo ma swój początek w miłości, planie i mocy wielkiego trójjedynego Boga. W ten sposób, w jednym prostym pozdrowieniu Paweł obejmuje najgłębsze i najbogatsze prawdy chrześcijańskiej ewangelii. To nie jest zwyczajne pozdrowienie. Odbiorcy listu nie byli zwykłymi ludźmi. Są świeci. Wszyscy chrześcijanie, których stare życie zostało „odcięte”, są teraz oddaleni od poprzedniego stylu życia – należą do Chrystusa. Tylko przez przynależność do Chrystusa stali się świętymi. Są w Chrystusie Jezusie, jest to ulubiony sposób opisywania chrześcijan przez Pawła. Paweł nauczał, że ci, którzy są teraz w Chrystusie, byli kiedyś „w Adamie”. Pierwszy człowiek, Adam, został ustanowiony przez Boga reprezentantem całego rodzaju ludzkiego. Cokolwiek zrobił, miało swoje następstwa dla pozostałych. Jezus jest dla Pawła „drugim, ostatnim Adamem”. Przyszedł wykonać to z czym nie poradził sobie Adam i naprawić to, co spowodował Adam przez swój upadek. Poprzez swoją śmierć i zmartwychwstanie, Jezus rozprawił się z winą i mocą grzechu oraz z panowaniem szatana. Kiedy zaufamy Chrystusowi zaczynamy uczestniczyć w błogosławieństwie wszystkiego, co On dla nas zrobił. Są w Filippi. Zauważmy co się pod tym kryje: chrześcijanin żyje w dwóch różnych porządkach rzeczywistości w tym samym czasie. Należymy do Chrystusa i jak Paweł później powie, „nasza ojczyzna jest w niebie” a nie tutaj, na ziemi. Nasz styl życia zmusza otoczenie do refleksji: „Skąd pochodzisz?”. Oto przynoszące efekty życie i świadectwo chrześcijańskie. Jest to jedyny zbór w Nowym Testamencie, do którego Paweł zwraca się w ten sposób. Dlaczego tak postąpił? Być może przygotowywał w ten sposób drogę dla późniejszych napomnień o jedność, pokorę i dojrzałość. Zdumiewające, jak wiele biblijnego nauczania znajduje się w tym prostym wstępie Pawła.

Pozdrawiam i życzę błogosławionego dnia.

Czym jest ogień Bożego gniewu?

Steve
Oryg.: TUTAJ

Czytanie: Ez 21-22

Wyleję na ciebie mój gniew, rozniecę przeciwko tobie ogień mojej zapalczywości i wydam cię w ręce ludzi dzikich, sprawców zniszczenia” (Ez 21:36).

Zgromadzę was i rozdmucham ogień swojej popędliwości przeciwko wam, abyście byli w nim stopieni” (Ez 22:21).

Wobec tego wyleję na nią mój gniew, w ogniu mojej zapalczywości wyniszczę ich. Na głowy ich składam odpowiedzialność za ich postępowanie – wyrocznia Pana Boga” (22:31).

Wydaje się, że dla wielu, jeśli nie większości, Chrześcijan zwrot „ogień mojego gniewu” odnosi się do gniewu Bożego i natychmiast przechodzą do myśli o niewierzących męczonych przez Boga na wieki wieków w piekle czy jeziorze ognistym. Gniew to ekstremalna wściekłość. Ognień niszczy, zatem wydaje się, że można spokojnie przypuścić, że tak będzie właśnie wyglądał ogień gniewu Bożego – ekstremalny gniew, który niszczy wszystkich ludzi, którzy nie wierzą w Jezusa.
Jeśli jednak takie pojmowanie „ognia mojego gniewu” więcej mówi o naszym własnym gniewie i złu, naszej wściekłości, cielesnym myśleniu niż o tym, co znaczy „ogień mojego gniewu” to czym on jest?
Jedynym sposobem w jaki możemy rzeczywiście zrozumieć zwrot „ogień mojego gniewu” to patrzyć na niego przez Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego.

Najpierw musimy spojrzeć na to, że w Nowym Testamencie pojawia się rozróżnienie między naszym gniewem, a Bożym.
W Liście do Efezjan 2:2-3 czytamy: „w których niegdyś chodziliście według modły tego świata, naśladując władcę, który rządzi w powietrzu, ducha, który teraz działa w synach opornych. Wśród nich i my wszyscy żyliśmy niegdyś w pożądliwościach ciała naszego, ulegając woli ciała i zmysłów, i byliśmy z natury dziećmi gniewu, jak i inni;…
Zanim Jezus, zanim Boże miłosierdzie, ożywiło nas wraz z Chrystusem, byliśmy dziećmi gniewu, synami nieposłuszeństwa, ponieważ byliśmy z królestwie Szatana, a nie Boga.
Dalej w Liście do Efezjan 5:6 Paweł pisze: „Niechaj was nikt nie zwodzi próżnymi słowy, z powodu nich bowiem spada gniew Boży na nieposłusznych synów”. Tak więc, byliśmy synami nieposłuszeństwa, dziećmi gniewu, jak wcześniej sam napisał, lecz Boży gniew ma spaść na tych, którzy są synami nieposłuszeństwa, dziećmi gniewu.
Niemniej, w tym samym Liście 4:31, Paweł powiada: „Wszelka gorycz i zapalczywość, i gniew, i krzyk, i złorzeczenie niech będą usunięte spośród was wraz z wszelką złością”. Tak więc, Boży gniew ma spaść na nieposłusznych synów, lecz mówi nam się, że mamy odłożyć wszelki gniew na bok. Skoro mamy być święci, jak Bóg jest święty, jesteśmy powołani do tego, aby okazywać Boży charakter. Tak więc, widać wyraźnie, że gniew, który przejawia się u nas, jest czymś zupełnie innym niż ten, który okazuje Bóg. Paweł używa 4:31 i 5:6 nawet dwóch różnych wyrazów do odróżnienia tego.

Podobną rzecz widzimy w Liście do Kolosan 3:6-8 (B.W-P): „Niegdyś wy również dopuszczaliście się tych wszystkich występków. Teraz jednak odrzućcie już to wszystko: gniew, zapalczywość, złość, wzajemne znieważenie się i słowa hańbiące wasze usta”. W tekście użyte są tutaj dwa inne wyrazy, tłumaczone jako „gniew”; jeden dla określenia gniewu Bożego, drugi – naszego.

Continue reading