Author Archives: admin

BC_18.03.08 Dar Chrystusa

logo

18 marca 2008

Dzisiejsze rozważania zaczerpnięto z:
DAR CHRYSTUSA
Chip Brogden

http://www.theschoolofchrist.org/articles/gift.html

Żeby poznać Go (Flp. 3:10)

To PEŁNI Chrystusa szukamy, objawia Chrystusa takiego jakim ON RZECZYWIŚCIE JEST. Dla zbyt wielu chrześcijan Pan Jezus jest „zwykłym” Zbawicielem. Dzięki Bogu, jest naszym Zbawicielem, lecz jest głębia i bogactwo związane z osobowością Chrystusa, która sięga daleko, daleko poza „zwykłe” zbawienie. Zbawienie jest wąską bramą – wchodzenie do pełni Chrystusa jest szeroką drogą. Brama jest tylko wejściem do czegoś znacznie większego.


Subscribe to these daily messages:

http://www.TheSchoolOfChrist.Org/join.html

продвижение сайта

Jak zgłodniały wyrzutek.

logo

Słyszę Pana mówiącego: „Wstań i idź za tym, jak zagłodzony wyrzutek”.

Gdy zastanawiamy się nad głodem jaki panował w Samarii w czasie oblężenia miasta przez przeciwników, chciałbym, abyśmy zobaczyli duchowy głód, jaki nasze kraje cierpią i potencjalne krytyczne warunki przed nami. Zastanówmy się również jak ludzie reagują i zobaczmy, jak Bóg może użyć wyrzutków do uratowania naszych miast.

1 Księga Królewska 6:24-7.20 opisuje oblężenie Samarii, w której panował tak ogromny głód, że niektórzy zjadali własne dzieci. Ceny jedzenia sięgały zenitu, ludzie kłócili się między sobą i wołali do rządu (króla). Król nie był w stanie w żaden sposób pomóc ludziom i oskarżał proroka, obiecując, że go zabije. Na zewnątrz pod bramą siedziało czterech wyrzutków, trędowatych, którzy rzekli do siebie: Po co my tutaj siedzimy, aż zginiemy?

Wiedzieli, że jeśli wrócą do miasta zginą, a jeśli pójdą do obozu wroga może pozwolą im żyć i dadzą jedzenie, a jeśli nie, tylko zginą. Nie było życia tam, skąd wyszli, dlaczego by więc nie ruszyć i nie zrobić cokolwiek, aby zdobyć jedzenie i żyć? Gdy już czterech trędowatych wyrzutków wstało i ruszyło w kierunku obozu przeciwnika PAN spowodował, że wrogie wojsko usłyszało odgłos rydwanów, koni i hałas zbliżającej się wielkiej armii. Cała wroga armia uciekła pozostawiając za sobą żywność i wszystko, co mieli. Miasto zostało uratowane przez czterech wyrzutków, którzy zdecydowali się na to, aby nie siedzieć dłużej poza bramą, ruszyć i zrobić to, co mogli zrobić będąc tak zdesperowani.

Bóg mówi dziś do potencjalnej armii wyrzutków, znajdujących się poza społeczeństwami upadłego świata i poza religijnymi systemami.

My jesteśmy bandą wyrzutków wyrzuconych z miasta z powodu zaraźliwej choroby prawdziwej miłości Bożej i wiedzionego Duchem Świętym, umocnionego, sprawiedliwego życia. Nie jesteśmy już zamotani religią samouwielbienia i letargu wobec Boga. Nie jesteśmy już wabieni przez cześć dla człowieka pomieszaną z ich religijnymi systemami skupionymi na ludzkich autorytetach, udających duchowy autorytet/władzę. Tak więc jesteśmy odrzuceni; lecz po co tracić nasz czas siedząc na zewnątrz bram miasta, żałując siebie, bo nie jesteśmy już akceptowani w szanownych miejscach naszego miasta, gdzie kiedyś mieszkaliśmy i służyli?

Nasze narody są pod oblężeniem a ludzie w naszych miastach cierpią głód rzeczywistości Bożej. Nasze dzieci są uczone, jak przeklęte dzieci. Publiczne media, bezbożne świeckie szkoły, chciwi przywódcy biznesowi, zwiedzeni przywódcy religijni i zepsuci przywódcy w rządzie spowodowali, że nasze dzieci wierzą, że dla zabawy powinny być cudzołożnikami. Są wyszkolone w przemocy i wypaczonym życiu. Nie ma wystarczająco dużo czystego, świętego słowa i mocy Bożej wokół, aby doprowadzić nasze dzieci do przekonania o grzechu i obudzić je. One nawet nie wiedzą, że pragną sprawiedliwości, a z pewnością nie ma na tyle prawdziwego duchowego pokarmu, aby je wzmocnić i napełnić mocą i miłością Bożą, aby podniosły się ze swoich słabości, a wzmocniły w sprawiedliwości.

Czas na inne możliwości już minął. Jeśli będziemy tu nadal siedzieć, pomrzemy. Jeśli staniem w porządku wobec Boga zostaniemy napełnieni Jego życiem, mocą, odrzucimy nasze leniwe opieszałe drogi, zbliżymy się do Boga i ruszymy przeciwko duchowym przeciwnikom ziemi, również możemy zginąć. Niemniej jednak, Bóg jest z nami, zwyciężymy. Możemy pokonać czarną plagę dogadzania sobie, niemoralności i letargu. Fale złego mogą zostać zawrócone, a Boże światło może świecić rozpraszając ciemność.

Powstań z pyłu moralnego skażenia i strachu. Strząśnij z siebie drogi upadłego świata, spójrz w górę na duchową górę Pańską i podnieś swoje duchowe anteny, aby otrzymać piorunującą moc wiary, która mówi, że Bóg jest po naszej stronie, jeśli my jesteśmy po Jego stronie. Bóg jest potężniejszy niż wszelki oślizły demon czy wielkousty, oskarżający i zwodzący diabeł. Odrzuć ostrożność i wyjdź z wolno poruszającej się rzeki, postaw żagiel na odrzutowy strumień Ducha wszechmogącego i żywego Boga. My jesteśmy agentami Bożym w tym świecie. To my jesteśmy tymi, którzy przywołują moc Bożą i zastępy świętych aniołów. Nie jest to czas na dziecięcą zabawę w rzece. Jest to czas, aby dojrzeć, stanąć w słowie Bożym, być napełnionymi Duchem Świętymi, stanąć wraz z naszym Ojcem jako dojrzali synowie gotowi mówić Jego słowo i być odziani w sprawiedliwość. Wróg może być pokonany i zostanie pokonany przez świętą armię. Przeciwnik jednak śmieje się z oszukańczych, niemoralnych słabeuszy starających się wyglądać jak mężowie Boży, równocześnie mówiący napompowane, puste słowa autopromocji.

Słabość grzechu przejęła kontrolę nad ludźmi narodów. Są tłuści i przepełnieni samymi sobą, a zgłodniali Boga. Żyją dla przyjemności i uważają swoją głupotę za mądrość. Narody są słabe z powodu raka samouwielbienia i wypatrywania przyjemności. Nasi ludzie stali się obłąkani głupotą lenistwa, wierząc, że Bóg zamierza ich ratować w ich zepsuciu i zachowywać w ich nieczystości. Miłosierdzie nie obejmuje pobłażania złu.

Bóg ma dość i wypluje ze Swoich ust mleczne tosty, podstępne poszukiwanie przyjemności, wymienianie żony, zmulonych ludzi, którzy nazywają siebie dziećmi Bożymi, lecz JEGO nigdy nie znali.

Powstańcie, wy, starsi, ruszcie ku ziemi z szerokim, naostrzonym mieczem. Słowo jest tutaj. Duch jest tutaj. Wasze wymówki nie są warte powietrza, który wydychacie, mówiąc je. Świat po prostu idzie do piekła: piekło wychodzi tutaj, na ziemię, przez grono liderów, którzy znając prawdę boją się, że mogą obrazić swoich chorych ludzi, pełnych diabła a ci ludzie przestaną dawać, czekają, aż ktoś inny coś zrobi.
Wielu przywódców kościoła stało się największymi głupcami ze wszystkich. Spędzają czas na wypracowanie cudu, aby zrobić wrażenie na ludziach podczas, gdy piekło spada na serca młodych i starych. Diabeł jest swobodny i szczęśliwy a chrześcijanie kręcą się koło swoich spraw jak zwykle.

Jeśli będziemy siedzieć tutaj, zginiemy i cały ten nasz dobry sprzęt nie będzie nic warty. Liderzy i ich ludzie są duchowo zagłodzeni i umierają w swych tłustych, brudnych, wiedzionych celem, zamiast Duchem, służbach. Moc Boża jest dostępna, lecz oni wolą raczej wypełniać ich cele, niż iść tym usilniej za Bogiem.

Możemy to zrobić, mamy tą moc. Pokutuj i wezwij zastępy świętych aniołów, aby współpracowały z tobą, a tłumy szukających sprawiedliwości młodych mężczyzn i kobiet ustawią się w kolejce, aby otrzymać broń i ruszyć zgodnie przeciwko duchowemu przeciwnikowi, który niszczy ten świat.

Nadnaturalna moc Boża jest rzeczywiście ochoczo gotowa do przekazania przez wiarę ludzi czystego serca, świętych Bożych mężów i niewiast działających w jedności w Duchu żyjącego Boga. Nasz wspaniały Król Jezus jest gotowy do poprowadzenia armii potężnych synów, aby obmyć i oczyścić ludzi tego Świata. Nic nie może powstrzymać potężnej ręki Bożej przed zainterweniowaniem w ludzkie sprawy.

Oczyśćcie swoje ręce, obmyjcie swoje serca, wy, rozdwojonej duszy, i wstąpcie na górę Pana. Już czas, aby być tym, do czego Bóg powołał was. Już czas na to, aby powstali Jozue i Kaleb i poprowadzili nas najpierw do jedności w Bogu, do świętego zaniechania tego, co i tak zostanie stracone. Moc Boża jest wylewana i dla wrogów będzie to brzmieć potężnie jak ogromna armia z niebios. Zrób to, co musisz zrobić. Jeśli Bóg mówi: porzuć i szukaj Go z całego serca, zrób to. Jeśli On posyła ciebie do ODWAŻNEGO wyjścia i połączenia się z innymi przywódcami, zrób to teraz. Jeśli On posyła cię do obcych ziem czy sąsiednich drzwi, idź teraz. Jeśli On łamie ci serce i wypełnia cię obfitą miłością i mocą, wołaj do Niego teraz i stań na swoim miejscu w Armii Bożej.

Jeśli walczysz z grzechem, padnij na twarz i nie wstawaj dopóki Duch Boży nie zstąpi na ciebie i nie wypali ci duszy ogniem z niebios oczyszczającym cię od wewnątrz na zewnątrz, opróżniając twoje życie z tej słabości, a napełniając cię niebiańska twórczą mocą Bożą. Jeśli jeszcze trzymasz się tych religijnych bzdur, opróżnij siebie i bądź napełniony czystym świętym światłem z wysokości.

Lecz, ze względu na Boga i na ten świat, nie siedź i nie umieraj w bezużytecznym stanie bezczynności. To jest pora dnia Pańskiego, aby wyprowadzić świętą, oczyszczoną wojowniczkę Oblubienicę pełną pasji ponad wszelką miarę.

Wszędzie, gdziekolwiek spojrzysz, będzie tam Bóg, aby stawać ci naprzeciw, dopóki w pełni nie dojrzejesz w świętym ogniu i nie ruszysz z miejsca twojego spełnienia; teraz jest ten czas. Czy czujesz nagły skok Jego życia i wzrost wiary, które tylko Bóg może dać? Czy nie właśnie na ten czas przyszedłeś na ten świat?

Dążcie do miłości .
Ona nigdy nie zawodzi.Ron McGatlin
basileia@earthlink.net

сайта

Beloved’s Ministries


Beloved’s Ministries


Acceptance Mark

PROJECTS

SPONSORSHIP


Karmiąc Dzieci/Braci/Siostry:


Drogi chrześcijański przyjacielu:

Czas Wielkanocy to okres, gdy wspominamy i świętujemy życie
Chrystusa na ziemi, Jego ostateczną ofiarę i pełne chwały zmartwychwstanie.
Gdy przyszedł na ziemię, aby nas zbawić, okazywał również
głęboką troskę o ludzkie potrzeby. Spoglądając na tysiące ludzi,
które za nim szły, powiedział: „Żal mi tego ludu; albowiem
już trzy dni są ze mną i nie mają co jeść, a Ja nie chcę ich
odprawić głodnych,…”(Mat 15:32). Prosił uczniów, aby
pomogli Mu nakarmić ludzi, którzy go słuchali (Mat 14:16).


NASZ CHELB CODZIENNY??

W dzisiejszym świecie, ubóstwo, głód i choroby
są rzeczywistością dla wielu naszych sióstr i braci w
Chrystusie. W Indiach chrześcijanie są pogardzaną mniejszością.
Spotykają się z dyskryminacją, szykanami, a nawet z przemocą.
Większość chrześcijan w tym kraju i innych (których
nie można wymieniać z nazwisk, ponieważ byłoby to dla nich
niebezpieczne) żyją skrajnym ubóstwie. Ich domy są w
ruinie i nieodpowiednie; mogą być bez podłogi a dachy często
przepuszczają zimowe deszcze. Zmagają się poszukując pracy,
ponieważ ludzie nie chcą zatrudniać chrześcijan. Są chrześcijańskie
dzieci, które są tak biedne, że nawet nie wiedzą, jak
wygląda jajko, ponieważ nigdy ani nie widziały, ani nie jadły
jajka.


TAK więc, módlcie się o „Beloved?s Ministries?”
i wspomóżcie na nadchodzące spotkanie dziecięce oraz
inne projekty działań Pana, które są konieczne i użyteczne
dla wszystkich dzieci i ludzi znajdujących się w potrzebie.


P.S:

Jeśli ostatnio przekazałeś jakiś dar dla Beloved?s Ministries?,
proszę nie czuj się przymuszony do ponownego dawania, lecz
pamiętaj w modlitwie o podjętych przez naszą służbę projektach.


„Jeśli brat albo siostra nie mają się w co przyodziać i brakuje
im powszedniego chleba, a ktoś powiedziałby im: Idźcie w pokoju,
ogrzejcie się i nasyćcie a nie dalibyście 9im tego, czego ciało
potrzebuje, cóż to pomoże. Tak i wiara, jeżeli nie ma
uczynków, martwa jest sama w sobie”. (Jk. 2: 15-17).


Tak, chciałbym pomóc cierpiącym chrześcijanom tej Wielkanocy…ORAZ
NA PODJĘTE PROJEKTY BELOVED?S MINISTRIES? PROJECT.


Proszę wykorzystajcie mój dar:

1) Tam, gdzie jest największa potrzeba,2) dla chrześcijańskich rodzin a Beloved?s Ministries?
znajdujacych się w potrzebie.


3) Na projekty działań.
4) Na dom dla Beloved’s Children’s.


Możliwości przekazania Waszego daru w imieniu Chrystusa :


1)
Paypal

2)
Western Union


Więcej informacji o naszej służbie można znaleźć na
http://www.belovedsministries.com


Wasz w Imieniu Jezusa Chrystusa:

Evangelist J.Praveen Kumar.
Beloved?s Ministries?
e-mail:
jpkonly4u@yahoo.com

Niech Was
błogosławi Bóg i używa dla SWEGO działa…Amen.

deeo.ru

Posługiwanie

Allaboutfamilies

Norman Bales
Posługiwanie (dosł. servanthood – przyp.tłum.) nigdy nie pozyskuje uwagi w życiu wielu współczesnych Amerykanów. Nie jest popularna nawet w chrześcijańskiej społeczności. Kilka lat temu napisałem książkę na temat posługiwania, która szybko została odrzucona przez ponad 30 wydawców. Przyjaciel powiedział mi: „A czego się spodziewałeś, Bales? Nie jesteś tym pisarzem, za którego się uważasz. Nie wiesz o tym, że pisarze muszą żyć z odrzuceniem?” Wtedy znalazł się wydawca, który powiedział: „To znakomita robota, lecz, niestety, temat posługiwania nie jest obecnie dobry do marketingu”. Miał rację, sprawdziłem na serwisie Amazon.com i okazało się, że jest tylko 37 książek, które zajmują się tematem posługiwania z chrześcijańskiej perspektywy. Gdy wprowadziłem „sukces” pojawiło się ponad 600.000 wyników, a 37.000 – gdy wpisałem „asertywność”. 

Promowanie posługiwania w rodzinie jest budzącym grozę wyzwaniem dla wszystkich chrześcijan. Dziś, chciałbym się podzielić pewnymi myślami na ten temat. 

Norman

* * * * *

NAUKA POSŁUGIWANIA W DOMU

Widzimy  egoistyczne zachowania na rynku, w pracy, w szkole i w kościele. Dom może być ostatnim środowiskiem, w którym ciągle mamy jeszcze szansę. W jaki sposób,więc, pójdziemy pod prąd i zachęcimy do posługiwania w naszych rodzinach?

Chciałbym zasugerować trzy ważne wskazówki do posługiwania, na któremusimy zwrócić uwagę w naszych rodzinach.

  1. Autentyczna relacja z Jezusem jest punktem początkowym. Jest pewna różnica między wykonywaniem czynności usługiwania, a byciem sługą. Ludzie, którzy nigdy nie pomyśleli by o oddaniu całego swego życia na służenie, mogą wykonywać czynności usługiwania. W książce „Celebration of Discipline”, Richard Foster napisał: “Gdy decydujemy się służyć, ciągle jesteśmy odpowiedzialni, lecz gdy decydujemy się być sługami, rezygnujemy z wszelkich praw do bycia odpowiedzialnym za coś, stajmy się dostępni i podatni (str. 132). Dokładnie tak robił Jezus. Powiedział: Albowiem Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć ioddać swe życie na okup za wielu (Mk 10:45). Apostoł Pawełopisał życie sługi, mówiąc: Z Chrystusem jestem ukrzyżowany, żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus, a obecne moje życie w ciele jest życiem w wierze Syna Bożego, który mnie umiłował i wydał za mnie samego siebie (Gal.2:20). Jeśli chcesz, aby członkowie twojej rodziny stali się sługami, to jest miejsce początkowe, lecz jak uczyć ich koncepcji posługiwania.

  2. Przykład jest najsilniejszym narzędziem komunikacji. Funkcjonuje zarówno pozytywnie, jak i negatywnie. Charles Swindoll napisał wspaniałą książkę zatytułowaną „Improving Your Serve”. Opowiada historię, które ilustruje w jak bardzo jesteśmy podatni na dogadzanie sobie. Udali się wraz z synem i jeszcze jednym mężczyzną na popływanie kajakami. Gdy czekali na polecenia przewodnika, Swindoll zauważył, że niektóre z kajaków były nowsze niż inne. Pokazał synowi, aby się przesunął bliżej tych nowych, aby mieć pewność, że dostaną jeden z nich. W drodze do domu złapali gumę. Wymiana koła była ciężką, brudną robotą. Musieli również usunąć cały sprzęt z bagażnika, aby dostać się do zapasowego. Swindoll zaoferował się na ochotnika, że pokieruje ruchem. Znajdowali się na mało używanej wiejskiej drodze i żaden samochód nie minął ich w czasie wymiany koła, a wszystko działo się pod uważnym okiem syna. Z całego tego doświadczenia napisał: „Dopiero następnego dnia dotarło do mnie to, że byłem egoistyczny w tym wszystkim” (str. 33). Swindoll wejrzał do swego wnętrza i zdał sobie sprawę z tego, że „uczyłem swego syna egoizmu”. 

  3. Posługiwanie zaczyna się od sposobu myślenia, podobnie jak dogadzanie sobie. Gdy nasze dzieci były małe i nie było pieniędzy na jedzenie i ubranieich tak, jak chciałem, Anna tworzyła cuda ze smażonego kurczaka.
    Dzieliła go na części i zawsze zostawiała sobie wątróbkę i żołądek. Nikt się temu nie sprzeciwiał. Moją ulubioną częścią byłoudko, a dzieciaki mogły brać później już, co chciały.
    Któregoś wieczoru córka spytała: „Tatusiu, czemu nie mogę dostać udka?” Dałem jej udko, chciałbym powiedzieć, że zrobiłem coś szlachetnego, ale tak faktycznie to on po prostu nacisnęła mój przycisk „zrezygnuj”. Musimy przejść poza takie podejście, jeśli mamy uczyć posługiwania w naszych rodzinach. Samo-wyrzeczenie musi być sposobem naszego życia. Z drugiej strony, Ann nie uważała, że jakoś poświęca się, gdy prosiła o swoją wątróbkę i żołądek, przez lata wyrobiła sobie smak na nie. Myślę, że to było to, co powinien robić rodzic – wyrobić sobie smak na samo-wyrzeczenie. 

Posługiwanie jest czymś wspaniałym, nikt nie będzie miał odwagi zaatakować, lecz jest tak kuszące, aby ignorować zapotrzebowanie na posługiwanie. Łatwą drogą jest dogadzanie sobie, a prawdopodobieństwo, że nasze dzieci zdecydują się na tą drogę jest znacznie większe. 

* * * * *

ADDRESSES

aracer.mobi

Myliłem się!

Rev. Ken Joseph, Jr.

Amman, Jordan

Wersja durkowana (PDF)

Czy przyznajesz się, gdy jesteś w błędzie? Co robisz, gdy zdasz sobie sprawę z tego, że ci, których broniłeś w rzeczywistości nie chcą twojej obrony, a chcą czegoś całkiem innego od ciebie i od świata? To jest moja historia. prawdopodobnie zasmucę wszystkich – tych, z którymi  walczyłem o pokój przez całe moje życie i tych, którym decyzje o wojnie przychodzą za szybko.

Jestem Asyryjczykiem. Urodziłem się i wychowałem w Japonii, gdzie jestem drugim pokoleniem w służbie po tym, gdy mój ojciec przyjechał do Japonii na wezwanie generała Douglas Macarthur’a o 10.000 młodych ludzi, którzy pomogą odbudować Japonię po wojnie.

Jako duchowny i zgodnie z moimi osobistymi przekonaniami zawsze byłem przeciwko wojnie, bez względu na przyczyny. Było to całkowicie spowodowane moralnym przekonaniem, które prowadziło mnie do tego, aby robić wszystko, co tylko możliwe w celu powstrzymania obecnej wojny w Iraku.

Zaczynając od udziału w demonstracjach przeciwko wojnie w Japonii do zdecydowanego sprzeciwu w mojej audycji radiowej, w telewizji i w regularnie pisanych artykułach, robiłem wszystko, co tylko mogłem, aby stać przeciwko temu, co uważałem za niesprawiedliwą wojnę przeciwko niewinnym ludziom – tak naprawdę, przeciwko moim ludziom.

Opowiadano mi, jako Asyryjczykowi, historię o naszym ludzie od młodości. O tym, jak mój dziadek uciekał przed asyryjskim holokaustem w 1917 roku osiadając ostatecznie w Chicago.

Obecnie jest około 6 milionów Asyryjczyków – 2.5 w Iraku i reszta rozsiana w Asyryjskiej Diasporze – po całym świecie. Bez kraju a nawet praw do naszej narodowej ziemi całe pokolenia modliły się, aby Asyryjski Naród któregoś dnia został odrestaurowany i aby ludzie niegdyś wielkiego Asyryjskiego Imperium ponownie znaleźli się w domu.

W KOŃCU W DOMU
Z takimi odczuciami, wraz z zaopatrzeniem dla Kościoła i rodziny pojechałem do Iraku, zrobić wszystko, co tylko możliwe, aby pomóc dokonać jakiejś zmiany.

Z poczuciem radości przekraczałem granicę – w końcu w domu, myślałem, gdy po raz pierwszy odwiedzałem ziemię moich przodków. Uprzejmość strażników granicznych, gdy dowiedzieli się, że jestem Asyryjczykiem, taksówkarza, ludzi na ulicy, to wszystko rzeczywiście robiło wrażenie powrotu „do domu” po długiej nieobecności. Teraz wreszcie znam siebie samego! Pieśni, zrelaksowana atmosfera, uprzejmość obcych, jedzenie, zapachy, język, wszystko zdawało się włączać jakąś straconą pamięć z najgłębszych pokładów mojego DNA.

Pierwszym obowiązkiem, było odwiedzenie Kościoła. To właśnie tutaj wszystkie moje moralne wartości zostały pogrzebane pod węglem i po raz pierwszy zostałem zmuszony do zbadania ich w twardym świetle rzeczywistości.  Na zaproszenie pięknego „Pokoju”,    abym wziął udział w wspólnym posiłku organizacji Peace Actifvist (Działaczy na rzecz pokoju), w której nawet    dzieci biorą udział, przeszliśmy do sąsiedniego pokoju na skromne danie.

O co ci chodzi? – zapytałem. –  Jakże możesz nie chcieć pokoju?Nie chcemy pokoju.

Chcemy, żeby przyszła wojna.

Siedzący    obok mnie starszy mężczyzna, który zaczął domnie    pokrzykiwać. Najwyraźniej czując się swobodnie w tym zmieszanym tłumie, nagle zwrócił się do mnie i powiedział: „Powinieneś coś wiedzieć”. „Co?” – zapytałem zdumiony nagłym komentarzem. .

`Nie chcieliśmy być tutaj dziś wieczorem – mówił dalej. „Gdy
kapłan zaprosił nas na zgromadzenie na nabożeństwo o Pokój, powiedzieliśmy,
że nie chcemy przyjść. – powiedział.

„O co chodzi?” – pytałem zmieszany. „Nie chcieliśmy    przyjść dlatego, że my nie chcemy pokoju” –    odpowiedział.

„Co to ma znaczyć” – zapytałem. – „Jak możecie nie chcieć pokoju?” „My nie chcemy pokoju. My chcemy, aby przyszła wojna” –  kontynuował.  „O czymże ty w ogóle mówisz?” – wybuchnąłem.
To był początek dziwnej odysei, która głęboko wstrząsnęła moimi przekonaniami i moralną podstawą, lecz równocześnie dała mi to nadzieję dla moich ludzi, i tak naprawdę, dla świata.

ZACZYNA SIĘ DZIWNA ODYSEJA

Zaczynając od tej nocy i dalej przez prywatne spotkania w domach, z moją rodziną, u której zatrzymałem się, pomalutku zaczęły spadać łuski z moich oczu.

Nie zdawałem sobie z tego sprawy, lecz zacząłem zdawać, że wszyscy obcokrajowcy są w Iraku pod 24 godzinną inwigilacją prowadzoną przez rządowych „goryli”, którzy organizowali wszelkie wywiady, odwiedziny i kontakty zwykłych Irakijczyków. Przez jakiś szczęśliwy zbieg okoliczności czy to z powodu mojego religijnego zaproszenia, czy moich rodzinnych powiązań nie byłem poddany żadnemu rządowemu „gorylowi’ przez cały czas pozostawania w Iraku.

Z tego, co się orientuję, byłem jedyną osobą, włączając w to media, ludzkie  tarcze i wszystkich innych znajdujących się w Iraku, bez rządowego strzegącego tutaj 'goryla’.

To, co się wynurzyło, było czymś tak okropnym, że trudno jest o tym nawet pisać. Dyskutując z głową naszego plemienia o tym, co powinienem zrobić jeśli chciałbym pozostać w Bagdadzie z naszymi ludźmi w czasie ich próby, dowiedziałem się, że najskuteczniej mogę pomóc sprawie asyryjskiej udając się na zewnątrz i opowiadając tą historię światu.

Mówiąc prosto: ci żyjący w Iraku, zwykli, normalniludzie znajdują się    w żywym koszmarze. Z przerażenia, które  pojawia się twarzach mojej rodziny z powodu nieznajomego gościa, rozmowytelefonicznej, pukania do drzwi zacząłem zdawać sobie sprawę z horroru, w którym żyją codziennie.

Stale i wciąż pytałem ich: „Dlaczego chcecie wojny? Dlaczego jakakolwiek ludzka istota chce wojny?” Ich odpowiedź była cicha i wyważona; „Spójrz na nasze życie! Żyjemy jak zwierzęta, bez jedzenie, bez samochodu, bez telefonu, bez pracy i w większości bez nadziei”.

Zdumiewałem się nad tym, gdy moja rodzina w jak najbardziej normalny sposób zajmowała się wszystkimi codziennymi sprawami. Bagdad był całkowicie spokojny, bez jakiegokolwiek sygnału, że jest wojna. Ojciec wstawał, jadł śniadanie, wychodził do pracy; dzieci do szkoły, starsi ludzi – dziesięcioro w tym domostwie – do swoich codziennych obowiązków.

`Nie jesteś w stanie sobie wyobrazić, co to znaczy żyć w stanie wojny przez 20, 30 lat. Musimy trzymać się naszej codziennej rutyny, bo inaczej potracimy zmysły”.

Wtedy zacząłem dostrzegać wokół siebie tych, którzy w każdejrodzinie odeszli od zmysłów. Wydawało się, że w każdej rodzinie była jedna lub więcej osób, które w każdym innym społeczeństwie znalazłyby się w szpitalu    psychiatrycznym, oraz obecne w każdej rodzinie zdjęciach tych, którzy zginęli w jednej z licznych wojen.

Jako urodzony i wychowany w Japonii, gdzie pomimo 50 lat demokracji ciągle utrzymuje się ślad 400 letniego państwa policyjnego, szybko zacząłem wyłapywać te niuanse w pełni rozkwitłego, współczesnego państwa policyjnego.

Płakałem razem z członkami rodziny, gdy uczestniczyłem w ich bólu i z wielką trudnością, wśród głębokiego przeglądania duszy, zacząłem pomalutku rozumieć ich pragnienie wojny, aby ostatecznie ich ostatecznie uwolnić to tego koszmaru, w którym żyją.

Straszliwa cena płacona w prosty, praktyczny sposób – członek rodziny, którego syn po prostu wrzeszczy przez cały dzień, członek rodziny, który stracił swoją żonę, która nie mogła już sobie dać rady, członek rodziny, idący do codziennej pracy, nie mający nic do roboty, członek rodziny, którego syn zginął na wojnie, mąż zatracony w alkoholizmie, trudna do pojęcia, powolna śmierć ludzi, których cała nadzieja zginęła.

Obrazy Saddama Husseina, którego ludzie na początku witali wszędzie z wielką nadzieją. Saddam Hussein ze swoją wyciągniętą ręką. Saddam Hussein wirujący swym koltem. Saddam Hussein w swej arabskiej kwaterze głównej. Saddam Hussein na swym klasycznym starym zdjęciu, gdy miał 30 lat – jeden czy dwa z tych czterech obrazów wiszących wszędzie na ścianach, na środku drogi, w domach, na pomnikach – on był wszędzie!

Wszystko widzący, wszystko wiedzący, wszystko obejmujący.

`Życie jest piekłem, my nie mamy żadnej nadziei, lecz wszystko będzie dobrze, gdy wojna się skończy’. Dziwaczne pragnienie wojny, które wyrwie ich z beznadziei, było w najlepszym wypadku, trudne do zrozumienia.

Spójrz na to taki: bez względu na to, jak jest źle, nie wszyscy  zginiemy. Mieliśmy nadzieję na taki czy inny sposób, lecz nic nie działa. 12 lat temu niemal wszystko poszło tą drogą, lecz zawiodło.

Nie możemy czekać już dłużej. Chcemy wojny i chcemy jej teraz’.

Nie byłem przyjmowany z radością, lecz z gniewem, gdy wracałem do    członków mojej rodziny i opowiadałem im o rozmowach prowadzonych w ONZ na temat doprowadzenia do jakiegoś kompromisuw    Iraku. „Nie, nie da się inaczej! Chcemy wojny! To jest jedyna droga, żeby się go pozbyć z naszego życia”.

Demonstrowałem przeciwko wojnie myśląc, że robię coś właśnie dla ludzi, z którymi byłem tutaj i teraz, a jednak nigdy nie zatroszczyłem się o to, aby ich zapytać, czego oni chcą.

Wracając ponownie do moich japońskich korzeni zaczynałem rozumieć to.  Historie jakie słyszałem od starszych Japończyków o tym,  jak w dziwnie witali widok bombowców na niebie nad Japonią . Oczywiście, nikt nie chciał być zbombardowany, lecz pierwszy widok amerykańskich bombowców B29 wskazywało im, że wojna zbliża    się ku końcowi. Mogły być straszliwe zniszczenia, oni sami mogli równie dobrze zginąć, lecz w końcu w tragiczny sposób,    w końcu była jakaś nadzieja.

Wtedy zacząłem czuć się straszliwie. Oto ja demonstrowałem przeciwko wojnie, myśląc, że robić coś dla tych ludzi, z którymi byłem teraz i tutaj, a jednak nigdy nie zatroszczyłem się o to,a by ich zapytać czego oni chcą. Co oni chcieli, aby robił.

Teraz  było już dla mnie jasne, czego oni chcieli ode mnie. Zacząłem rozmawiać z tak zwanymi „ludzkimi tarczami”. Czy pytałeś kiedyś ludzi tutaj, czego oni chcą? Czy rozmawiałeś kiedyś ze zwykłymi ludźmi, z dala od „goryli”, i pytałeś ich,  czego oni chcą? Ich odpowiedzi zszokowały mnie. „Nie  musimy tego robić, wiemy czego oni chcą” padała zazwyczaj odpowiedź, zanim goryl przystąpił, aby sprawdzić, kim jestem.

W łóżku, ze łzami spływającymi po twarzy w malutkim domku w Bagdadzie stłoczony wraz z 10 innymi z mojej krwi i kości, wszyscy wyczerpani kolejnym dniem nie życia, lecz egzystencji bez nadziei, wyczerpani dziennym zmaganiem,  aby po prostu nie zginąć, musiałem powiedzieć sobie: „myliłem się”.
Jakże śmiałem twierdzić, że mówię za tych, których nigdy nie zapytałem, czego oni chcą!

WSZYSTKO, CO MOGĘ ZROBIĆ
Wtedy zaczęła się moja dziwna podróż ku temu, aby zrobić wszystko, co tylko mogę i ciągle utrzymać się przy  tym, o co prosi nasze plemię, aby cały świat dowiedział się o prawdziwej sytuacji w Iraku.

Ostrożnie, przy wielkim ryzyku, nie tylko dla mnie, lecz przede wszystkim dla tych, którzy opowiedzieli mi swoje historie i otworzyli swoje  domy przed aparatem fotograficzny, zrobiłem to,co mogłem najlepszego, aby po prostu nagrać ich prośby tak szczerze i prosto jak tylko mogłem.  To czy uda mi się wydostać tą drogocenną taśmę z kraju było zupełnie inną historią.

Nie byłem przygotowany na jawne przerażenie , które odczuwali mówiąc.

Chcąc mieć przekonanie, że nie zbieram wyłącznie odczuć długo uciskanej  mniejszości – Asyryjczyków – rozmawiałem z dziesiątkami  ludzi. To na co nie byłem przygotowany to jawne przerażenie, jakie odczuwali mówiąc o tym.

Stale i wciąż mówiono mi: „Zabiją nas za opowiadanie czegoś takiego” i okazywało się, że będą mówić wyłącznie w zaciszu prywatnego domu czy też wtedy, gdy będą absolutnie pewni dzięki wprowadzeniu przez innego
Irakijczyka, że nie mam swojego 'goryla’.

Od byłego członka armii do osoby pracującej z policją, od taksówkarza do właściciela sklepu, od matek do rządowych urzędników,bez jednego wyjątku, gdy tylko mogli swobodnie mówić przesłanie było takie samo – Prosimy sprowadźcie wojnę. Jesteśmy gotowi. Cierpieliśmy już dość długo. Możemy stracić swoje życie, lecz niektórzy z nas przeżyją a dla naszych dzieci prosimy, prosimy, skończcie z tą niedolą.

Ostatniego dnia po raz pierwszy zobaczyłem oznaki wojny. Po raz pierwszy     worki z piaskiem zaczęły pojawiać się na rządowych budynkach, lecz    żołnierze układający je stawali później w małych kręgach, przekazując wyraźną wiadomość, że nie mają odwagi nic mówić.

Nienawidzili tego, lekceważyli to. To była ich robota i dawali zwykłym obserwującym ich ludziom wyraźnie do zrozumienia przez sposób w jaki pracowali, że byli po ich stronie i że nie będą walczyć.

Pod koniec mojego pobytu pewien członek rodziny przyniósł informację, że właśnie została rozdysponowana broń członków partii Baath i po raz pierwszy widzieliśmy małe, lecz stale rosnące oznaki wojny.

A co jeśli chodzi o ich uczucia do Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii? Te uczucia były wyraźnie mieszane. Nie kochali Brytyjczyków i Amerykanów, lecz ufali im.
„Nie boimy się amerykańskiego bombardowania. Będą bombardować z uwagąi nie będą celować w ludzi. My boimy się Saddama Husseina i tego, coon i partia Baath zrobi, gdy zacznie się wojna, lecz mimo tego, chcemy tej wojny. Jest to jedyny sposób na to, aby uciec z piekła. Proszę powiedz im to szybko. Jesteśmy już na wojnie przez tyle lat, że już czas, aby ona dała nam nadzieję”.

NA GRANICY…. OSTATECZNE WOŁANIE O POMOC

Ostatnie wołanie o pomoc pojawiło się w najbardziej niespodziewanym miejscu – na granicy. Niestety, żegnany przez płaczącą rodzinę, wyjechałem. Wszystko zmieniało się z godziny na godzinę – zwykła podróż za 100$ z Bagdadu do Ammanu początkowo kosztowała 300$, potem 500, a przed północą 1000$.

Gdy dotarliśmy do granicy zaczęło się rutynowe przeglądanie papierów, następnie przeszukiwanie naszego samochodu, Wszystko było w porządku, aż nagle pogranicznik zapytał czy mam jakieś pieniądze. Wyraźnie nam powiedziano, że wolno nam zabrać tylko 300$, gdy będziemy wracać, wiec otworzyłem portfel, w który miałem paszport i pieniądze upchane w spodniach.

Nagle strażnik zaczął mnie przeszukiwać. „O, nie. – pomyślałem. Wszystko skończone”. Powiedziano mi, co się stanie, jeśli zostanę złapany z taśmą wideo, telefonem komórkowym czy jakimkolwiek sprzętem elektronicznym, który nie został zgłoszone. Oznaczało to powrotną podróż do Bagdadu, prawdopodobne pojawienie się przed sądem, w niektórych przypadkach 24-48 godziny zatrzymania lub więcej. Natychmiast znalazł pierwsza kasetę upchaną w kiszeni i wyjął ją. Widziałem przerażenie na    twarzy kierowcy, gdy dusił krzyk. Strażnik potrząsnął głową i sięgnął do mospan style=”font-size: small;”jej kieszeni, wyjmując następna kasetę i jeszcze jedną, i jeszcze jedną, telefon komórkowy, cyfrową kamerę – wszystko złe rzeczy.

Staliśmy    wszyscy w jawnym przerażeniu – przez krótką chwilę    przeżywając uczucie, które zaczynając od mojej kochanej    rodziny każdy Irakijczyk odczuwał nie przez chwilę, lecz dzień i    noc przez 24 godziny na dobę, 365 dni w roku.  To potworne uczucie, że twoje życie nie należy do ciebie, że jego los spoczywa w rękach kogoś innego, że po prostu w jednej chwili mogą je zakończyć.

Dla kogoś urodzonego w wolności uczucie przerażenia trwa tylko chwilkę.

Gdy celnik powoli odkładał drogocenna taśmę na biurko wszyscy oczekiwaliśmy w cichym przerażeniu na słowa, aby zabrać nas z powrotem do Bagdadu i zacząć ten koszmar.

Nie musiał mówić ani słowa. Nauczyłem się języka uwięzionego Iraku.

Nagle odłożył ostatnią kasetę i spojrzał w górę. Jego twarz    zamarzła mi w pamięci, lecz dla mnie było to spojrzenie smutku, gniewu, po czym ostateczne spojrzenie cichej satysfakcji, gdy klinicznie potrząsnął głową i cicho, bez słowa wręczył mi wszystkie drogocenne kasety – wołanie tych, którzy głosu nie mają.

Nie musiał wypowiadać ani słowa. Nauczyłem się języka uwięzionego Iraku. Mając przez jawny terror zakaz mówienia , używali tego języka, który im pozostał – ludzkiej dobroci.

Gdy jego ręce powoli przesuwały się, aby dać mi taśmę powiedział na swój własny sposób to, co powiedział mój wujek, co powiedział taksówkarz, co powiedział zniszczony człowiek, co powiedział człowiek w restauracji, co powiedział żołnierz, co powiedział mężczyzna współpracujący z policją, co powiedziała starsza kobieta, co powiedziała młoda dziewczyna  – powiedział on za nich wszystkich w tym jednym ostatnim przesłaniu, gdy przekroczyłem granicę między tyranią, a wolnością….

Proszę,    zanieś te kasety i pokaż światu. Proszę pomóż nam… i proszę, śpiesz się!

Rev. Ken Joseph Jr. jest Asyryjskim  duchownym urodzonym i wychowanym w Japonii, gdzie kieruje AssyrianChristians.com, Japan Helpline oraz Keikyo Institute.

HOME

раскрутка сайта продвижение бизнеса

BC_14.03.08 Dzieło, które Pan błogosławi

logo

14 marca 2008

Dzisiejsze rozważania zaczerpnięto z::
Dzieło, które Pan błogosławi
Chip Brogden

http://www.theschoolofchrist.org/articles/work.html

I uczynił Noe wszystko tak, jak mu rozkazał Bóg (I Moj. 6:22).

Spędziłem wiele lat tworząc i wykonując własne plany, prosząc Pana, aby je błogosławił. Pewnego dnia zrozumiałem, że zamiast usiłować stale nakłoniać Pana, aby błogosławił to, co ja chciałem robić, znacznie prościej byłoby odkryć, co Pan chce błogosławić i właśnie TO robić. Zamiast starać się, aby Bóg zszedł do mojego poziomu i robił to, co ja chcę, znacznie lepiej było udać się na Pański grunt i robić to, co On chcie. Wielka współpraca i błogosławieństwo są uwalnianie, gdy zwyczajnie współpracujemy z tym, co Bóg już zaproponował do zrobienia. Niebiosa popierają nas potężną mocą i autorytetem. Teraz, zamiast starać się, aby coś się wydarzyło, po prostu płynę z prądem, który już istnieje. Pan nie odmówi żadnej prośbie, która jest zgodna z tym, co On Sam zarządził.

Subscribe to these daily messages:
http://www.TheSchoolOfChrist.Org/join.html

реклама и интернете

Prawdziwa duchowość

Albowiem zamysł ciała, to śmierć, a zamysł Ducha, to życie i pokój Rzm. 8:6

Bracia, jeśli człowiek zostanie przyłapany na jakimś upadku, wy, którzy  macie Ducha, poprawiajcie takiego w duchu łagodności, bacząc każdy na siebie samego, abyś i ty nie był kuszony. Gal. 6:1

Trudno  jest wyrazić ideę prawdziwej „duchowości” w jednym wersie czy zdaniu, lecz można to zawęzić do pewnej zasady.

 Bóg jest duchem, a ci, którzy mu cześć oddają, winni mu ją oddawać w duchu i w prawdzie. Jn. 4:24

Tak więc, aby odnosić się do duchowości, człowiek musi być „duchowo nastawiony” czy być „w Duchu”. Bycie duchowy wskazuje, że doszliśmy do pewnego stopnia duchowej równowagi i dojrzałości, w której żyjemy i chodzimy w stałej osobistej relacji z naszym Stwórcą, Jezusem. Sugeruje to również, że zostaliśmy 'wstawieni’ w Ciało Chrystusa i mamy zrównoważone relacje z Kościołem, oraz że jesteśmy świadectwem w świecie.

Niektórzy prezentują prawdę i objawienie ze Słowa Bożego jakby była ona końcem wszystkiego, czując, że jest to znak duchowości. Objawienie może być szczere i prawdziwe, a jednak dopóki nie wywołuje zmian w życiu przez tego, kto je otrzymał, jest, używając słów z 1 Kor. 13:1, „miedzią dźwięczącą i cymbałem brzmiącym”.

Nasze poświęcenie dla Pana, nasza droga z Nim, nasza społeczność z ciałem wierzących, którego częścią jesteśmy, nasza relacja do świata, w którym żyjemy, musi być takiej jakości, aby „objawienie’, które słyszymy i otrzymujemy znalazło swój wyraz i wypełnienie w naszym życiu – Słowo stające się ciałem, aby było widoczne i poprzez te wszystkie elementyżycia pociągające dla innych.

 Co było od początku, co słyszeliśmy, co oczami naszymi widzieliśmy, na co patrzyliśmy i czego ręce nasze dotykały, o Słowie żywota  A żywot objawiony został, i widzieliśmy, i świadczymy, i zwiastujemy wam ów żywot wieczny, który był u Ojca, a nam objawiony został  o widzieliśmy i słyszeliśmy, to i wam zwiastujemy, I Jn. 1:1-3a

Znaczy to, że spisane Słowo Boże i życiowa praktyka Jezusa zjednoczyły się. Przez Jego życie, świat zobaczył widzialną demonstrację skończonego dzieła Słowa w Jego codziennym życiu.

W Księdze Dziejów Apostolskich 1:8, Jezus mówi uczniom: będziecie moimi świadkami. O  naszej duchowej dojrzałości nie decyduje ilość czy wielkość objawień, a raczej odnosi się ona do konsekwentnego stosowania duchowych praw i prawd do własnego życia. Izrael widział dzieła Boże, lecz Mojżesz chodził drogami Bożymi. Przez całe życie Mojżesza, Izrael mógł oglądać objawienie Boga.

Gdybyśmy dziś zaczęli żyć i praktykować wszystko, co wiemy o duchowych sprawa, ten kraj zostałby wstrząśnięty i sprowadzony do Boga. Obiektywna prawda musi być przede wszystkim być praktykowana i personalizowana w nas, zanim rzeczywiście  stanie się nasza. Słowo będzie miało moc tylko wtedy, gdy świat będzie miał  w nas „punkt zaczepienia”, bo to spowoduje, że życie Chrystusa będzie się manifestować przez nas. Wtedy, ponownie będą się dziwić i mówić:  Nigdy nikt nie przemawiał tak, jak ten człowiek…. ponieważ nauczał ich jako moc mający, a nie jak uczeni w Piśmie (Jn. 7:46b, Mat.7:29).

Pan szuka takich, którzy pozwolą się ukształtować przez prawdę i objawienie, które w tej godzinie się pojawia. Prawda, którą Pan mówi  dziś, musi znaleźć swoje wypełnienie w życiu i przez życie tych, których serca pragną znać Go lepiej.


Albowiem zamysł ciała, to śmierć, a zamysł Ducha, to życie i pokój
Rzm. 8:6

Nasze codzienne chodzenie z Panem; nasz stałą społeczność z Ciałem Wierzących, które jesteśmy częścią; nasze relacje w świecie – to wszystko musi w widoczny sposób objawiać i pokazywać skuteczność spisanego Słowa Bożego oraz Objawień, jakie otrzymujemy: Słowo stające się ciałem.

Być „duchowym” wskazuje na to, że doszliśmy do takiego stopnia „duchowej dojrzałości”, że znamy Jego głos, potrafimy rozpoznać i zareagować na Jego obecność i utrzymywać aktywną, stałą, osobistą więź z Panem. Wtedy powinna w nas być „miara” (30-60-100 krotna) „substancji” Bożej, którą inni odczuwają.

 Miłuję tych, którzy mnie miłują, a którzy mnie gorliwie szukają znajdują mnie,…. Darząc bogactwem tych, któryz mnie miłują, i napełniając ich skarbce. Przyp. 8:17, 21″Duchowość”  może zostać określona przez biblijne napomnienie: Bóg jest duchem, a ci, którzy mu cześć oddają, winni mu ją oddawać w duchu i w prawdzie. (Jn 4:24). Tak więc, aby móc odnosić się do tego, co duchowe, należy być „duchowo wrażliwym i spostrzegawczym”.

Sugeruje to również, że jesteśmy „zrównoważeni” w naszym duchowym przeżywaniu, w naszych relacjach do Ciała Chrystusa. Dodatkowo, być duchowym oznacza, że mamy dobre świadectwo przed tymi, z którymi mamy kontakt.


A gdy szli, wstąpił do pewnej wioski; a pewna niewiasta, imieniem Marta,przyjęła go do domu. Ta miała siostrę, a na imię jej było Maria, która usiadłszy u nóg Pana, słuchała jego słowa. Marta zaś krzątała się koło różnej posługi; a przystąpiwszy, rzekła: Panie, czy nie dbasz o to, że siostra moja pozostawiła mnie samą, abym pełniła posługi? Powiedz jej więc, aby mi pomogła.

Luke 10:38-40a


A zachorował niejaki Łazarz z Betanii, miasteczka Marii i Marty, jej siostry.

Jn. 11:1

To była jedna rodzina – dwie kobiety i mężczyzna, którzy nie tylko żyli w czasach Jezusa, lecz którzy żyją wśród nas. Marta to służba, usługiwanie; Maria to nasza pobożność. Łazarz odnosi się tutaj do natury Adamowej.

Marta narzekała do Jezusa, że Maria nie chce jej pomóc w usługiwaniu, lecz Jezusa nie powiedział Marii, aby przestała usługiwać, ponieważ wszystko jest ważne. Były siostrami i nie można ich było rozdzielić, podobnie jak każda z tych rzeczy ma swoją ważną rolę w naszym życiu. Łazarz, ich brat, był chory, co mówi nam o tym, że Adamowa natura musi umrzeć.

Gdy więc Jezus wchodzi do ich domu (nasze życie) Marta (nasza służba) zacznie usługiwać; Maria (nasza pobożność) zacznie czcić; a Łazarz (nasza Adamowa natura) zacznie umierać. Te wszystkie elementy mają funkcjonować w „równowadze”wobec siebie (jednej rodziny).

Żadne z nich nie powinno mieć pierwszeństwa czy priorytetu nad innymi. Niemniej, światło Ducha Świętego może czasami naświetlić jasno pewien aspekt naszego życia. Ta „równowaga” powinna być utrzymywana zarówno w naszym osobistym życiu, jak i służbie Kościołowi.

Pan szuka takich, którzy dopasują siebie do prawdy i objawienia, które w tej godzinie się pojawia – Pana biorącego panowanie nad Swym zbiorowym ciałem po to, aby demonstrować Jego życie w poprzez nasze życie.

Powtórzmy:  gdy Słowo staje się ciałem, nasz naród i świat zostają wstrząśnięte i doprowadzone do Boga. To jest znakiem i świadectwem prawdziwej Duchowości.

продвижение