Stan Tyra
Pytanie? Jeśli Bóg kocha ciebie takiego, jakim jesteś, z czym
większość się zgodzi w najbardziej podstawowym znaczeniu, to dlaczego ty sam nie kochasz siebie takiego, jaki jesteś? Nigdy nie staniesz się kimś
więcej niż jesteś, dopóki nie zaakceptujesz tego kim jesteś. Wielu uważa,
że akceptacja siebie jest pomysłem z New Age i w przeciwieństwie do tego
musimy ukrzyżować siebie, a nie zaakceptować. Kto ci powiedział, że
nie jesteś akceptowalny taki, jaki jesteś? To nie było z Ducha.
Pozwólcie, że przypomnę wam, że nikt nie jest w stanie ukrzyżować
samego siebie; to musi być wykonane przez innych. Kiedy fundamentalista mówi o umieraniu, używa religijne retoryki, aby zachęcić do zaparcia siebie, a nie do otwartości i pokory. Nikt nie jest w stanie przybić samego siebie
do krzyża. To, co nazywamy krzyżowaniem samego siebie jest przeważnie
dobrze zdyscyplinowaną kontrolą zachowania. Serce nie zostaje
przemienione, tylko zmienione zachowanie. Nie jest to umieranie dla
siebie, jest to modyfikacja zachowania, która wzmaga tylko potrzebę
udawania i ukrywania. Po jakimś czasie sam siebie przekonam do tego, że
to ukryte i wyparte ja jest moim świętym ja – teraz już mogę czuć
się usprawiedliwiony, aby osądzać innych.
Wszelkie próby usunięcia tego, co nie zostało przyjęte jako ja, wymaga
wyrzeczenia, a nie ukrzyżowania. Jezus również wyraźnie mówił o tym,
że nie powinniśmy kategoryzować i usuwać różnych rzeczy z naszego życia,
ponieważ nawet nie wiemy co jest co, choć lubimy myśleć, że wiemy.
To, czego o sobie nie chcemy przyjąć, nie słabnie, lecz zostaje
wzmocnione i właśnie to, co odrzucamy i unikamy, będzie miało
największy wpływ zarówno na nas jak i wokół nas.
Jeśli zaakceptujesz wszystko, co jest w tobie, i będziesz szanował to,
co uważasz za najbardziej niegodne czci, z nawet większą czcią (1Kor
12:23), zostanie to odarte z mocy, którą ma wtedy, gdy działa spoza
naszej świadomości w odrzuceniu i ukryciu.
Nie możesz poddać takiego siebie, którego pełni nie uznałeś,
ponieważ nie można dać czegoś, czego się najpierw nie ma. Jezus powiedział to w taki sposób: „jeśli jesteś zadowolony z tego, kim jesteś, staniesz
się większy niż jesteś” (Łu 18:14). Nie może być autentycznej
przemiany, bez autentycznej pokory.
Author Archives: pzaremba
Stan 03.12.2019
Stany Tyra
3 grudnia
„….Komu zaś mało się odpuszcza, mało miłuje” (Lu 7:47).
Często zastanawiam się czemu ludzie, którzy nazywają siebie
„chrześcijanami” i uważają się za „naśladowców Chrystusa” są
bardzo często najbardziej osądzającymi, potępiającymi, niemiłującymi,
niemiłosiernymi i niewspółczującymi ludźmi na tej planecie. Myślę,
że w swej istocie jest to wynik wiary, której brak osobistego doświadczenia.
Fundamentalizm, podobnie jak większość religii, wyznaje, że dużo wie o
Bogu, mnóstwo o sobie, lecz jest to wszystko czymś obiektywnym, a nie
osobistym, jest więc relatywnie bezużyteczne. Na przykład, każdy, kto
nazywa siebie „chrześcijaninem”, powie, że wie o tym, że Bóg
przebacza.
Niemniej, brak przebaczenia innym mówi mi, że ci sami ludzie nie przeżyli
przebaczenia osobiście, a zostali jedynie intelektualnie
przekonani. Powtórzę: gdyby znali przebaczenie jako osobiste
doświadczenie, byliby skandalicznie przebaczający.
Wszyscy chrześcijanie zgadzają się z tym, że Bóg jest miłością,
lecz również i ta wiara nie jest czymś przeżytym osobiście. Aby poznać
miłość naprawdę musimy ją przyjąć w stanie bezbronności, w podatności na zranienie „takiego jaki jestem”.
Jeśli wydaje nam się, że w jakikolwiek sposób „zarobiliśmy” na
Boża miłość czy przebaczenie, nie możemy jej przyjąć w stanie bezbronnym, lecz przyjmujemy jako zapłatę, należność; „zrobiłem coś, a to jest Boże odpowiedź”. Takie podejście nie daje niczego oprócz dalszego
umacniania się w oszustwie wyimaginowanego ja. Prawdziwie przemieniające poznanie jest zawsze osobiste, nigdy zwyczajnie obiektywne.
Obejmuje ono poznanie KOGOŚ/CZEGOŚ, a nie wiedzę O KIMŚ/CZYMŚ, a to
zawsze wiąże się z relacją.
Poznanie obiektywne ma miejsce zawsze, gdy obserwujemy, rozpatrujemy
coś z dystansu. Jest to poznanie, które jest niezależne od nas, w
przeciwieństwie do poznania, które jest wplecione w nas.
Kiedy poznajemy z doświadczenia, jest to głęboko w nas zakorzenione i
to, co znamy, wychodzi poza przekonanie. W przeciwnym wypadku, będziemy zastępować bezpośrednie doświadczenie ideami o Bogu i cenić je bardziej niż miłość. To w jaki sposób odnosisz się do innych i jak ich kochasz bezpośrednio odzwierciedla to, czy znasz miłość Boga, czy też tylko wiesz coś o niej. Człowiek, który tego doświadczył/przeżył, nigdy nie znajdzie miłosierdzia u tego, który dysponuje wiarą i wersem z Biblii.
Jezus powiedział: „tych, którzy mnie kochają poznacie po tym, jak
kochają innych” (J 13:35). Ten wers jest oczywistym aktem oskarżenia
przeciw chrześcijaństwu, jakie znamy.
Kiedy urodził się Jezus – 3

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.
( Kiedy narodził się Jezus – 1 )
Poprzednim razem mówiłem, że Jezus musiał urodzić się albo jesienią w czasie święta Namiotów, czyli we wrześniu/ październiku, lub wiosną około święta Przaśników / Paschy. Różnica między tymi datami wynosiła pół roku, ponieważ ojciec Jana Chrzciciela w czasie odwiedzin Gabriela miał służbę w czasie wiosennej lub jesiennej tury – nie wiemy jednak której.
Doszliśmy do tego patrząc na porządek służby kapłanów. Spójrzmy teraz na to, kiedy Żydzi wg swojej kultury wyczekiwali Mesjasza.
O tym, że Mesjasz umrze „ale nie za siebie”, widać w porządku Paschy. Żydzi mieli też podstawowe zrozumienie tego, że baranek zabijany podczas Paschy reprezentował Boga przykrywającego nasze grzechy. Nie oczekiwano, że Mesjasz urodzi się o tej porze, lecz raczej, że wtedy umrze (przynajmniej tak przyjmowali to ci, którzy rozumieli symbole i obrazy).
Przechodzimy zatem do jesiennego święta Namiotów (Sukkot), zwanego także „Świętem Poświęcenia”, które przypada we wrześniu i październiku. Miało ono miejsce, gdy Salomon poświęcił swoją świątynię, celebrując obecność Boga mieszkającego pośród ludzi. Święto nazywane jest również „porą naszej radości oraz „Świętem Świateł”.
W świątyni znajdywały się 4 duże lampy zwane „światłością świata” a Jezus długo potem, w czasie tego święta wstał i oznajmił, że to On jest światłością świata (Jan.8:12).
Podczas Święta Namiotów czytane są niektóre fragmenty i wykonuje się pewne obrządki. Widzimy jak te fragmenty i obrządki rozbrzmiewają w tym, co aniołowie powiedzieli pasterzom w noc narodzin Pana, gdy to wokół nich rozbłysła jasność i widzieli Bożą chwałę. Pasterze przebywali na polach wiosną oraz jesienią, ale tutaj znajdujemy wskazówkę:
„Lecz anioł rzekł do nich: Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan”. To wszystko usłyszeli oglądając Bożą chwałę.
Continue readingKiedy narodził się Jezus – 2
John Fenn
Tłum.: Tomasz S.
( Kiedy narodził się Jezus – 1 )
Kilka dodatkowych komentarzy w kwestii gwiazd
Ignacy z Antiochii był uczniem apostoła Jana i umarł śmiercią męczeńską około 30 lat po tym, jak Jan umarł ze starości (Ignacy został rzucony lwom na pożarcie). Napisał on, że pojawiła się gwiazda w gwiazdozbiorze Panny oraz w sąsiadującej Gromadzie Komie (syn dziewicy), która „błyszczała wspaniale ponad wszystkimi innymi gwiazdami”.
Dodatkowo Ptolemeusz, około 150 lat po Jezusie, powiedział, że gwiazda ta była już tylko słabo widoczna w jego czasach. Później już nikt o niej nie wspominał. Historyk Józef Flawiusz napisał, że mniej więcej w czasie narodzin Jezusa powtarzały się koniunkcje Saturna i Jowisza w gwiazdozbiorze Ryb utożsamianym w tym czasie z Izraelem. Halley pisał o gwieździe widocznej w 12 roku p.n.e, egipskie zapisy pokazują gwiazdę pojawiającą się w przedziale 5-2 roku p.n.e, a Chińczycy donosili o jasnej gwieździe w 4 roku p.n.e. Takich informacji jest dużo więcej.
Wygląda na to, że w czasie narodzin Jezusa pojawiła się gwiazda, która potem zniknęła z widoku i w naszych czasach nie jest już widoczna. To sprawia, że niektóre współczesne teorie są raczej niekompletne, ponieważ wyliczają one pozycje planet i gwiazd w tamtym czasie, ale nie ma sposobu, aby obliczyć pozycję gwiazdy, która była widoczna tylko przez chwilę i już jej obecnie nie ma.
Mówiąc te wszystkie rzeczy moim zamiarem nie jest odpowiedzenie na pytanie, czym była Gwiazda Betlejemska, tylko zwrócenie uwagi na to, że Rzymianie patrzeli w gwiazdy i na podstawie tego dochodzili do wniosku, że August był królem-bogiem. Szatan zawsze fałszuje prawdę, a Izrael poszukiwał Prawdy. Kto by pomyślał, że Mesjasz, Stwórca Wszechświata, zamiast w pałacu mógłby urodzić się w stajni? Jezus naprawdę jest tym, za kogo się podawał: „Jestem cichy i pokornego serca” ( Mat. 11:29).
A teraz, co mówi nam o tym Łukasz
Jeśli uda nam się ustalić, kiedy Gabriel ukazał się ojcu Jana Chrzciciela (kapłanowi Zachariaszowi), dodamy do tego 6 miesięcy, kiedy powiedziano nam, że Gabriel ukazał się Maryi mówiąc, że zostanie matką Pana, potem kolejne 9 miesięcy do czasu narodzin Jezusa. Kiedy więc Gabriel ukazał się Zachariaszowi?
W Łuk. 1:5 czytamy, że Zachariasz był kapłanem z oddziału Abiasza. W I Kron. 24 widzimy, że Król Dawid zorganizował kapłanów w 24 grupy lub oddziały, z których każdy służył w rotacyjny sposób przez cały rok, a oddział Abiasza był ósmym. Uważam to za bardzo interesujące, ponieważ 8 to liczba nowych początków – 8-my dzień czyli pierwszy dzień nowego tygodnia. Jan Chrzciciel był początkiem czegoś nowego …
Praktykowano wtedy, że każda tura oddziału miała trwać jeden tydzień w pierwszej połowie roku i jeden tydzień w drugiej połowie. Ponadto wszystkie oddziały służyły w czasie świąt Przaśników, Paschy, Pięćdziesiątnicy i Namiotów.(PwP. 16:16)
JEŻELI Gabriel ukazał się mu w czasie wiosennej tury:
Pierwszy oddział wraz z pozostałymi miały służbę w pierwszym tygodniu świętego kalendarza – w czasie świąt Przaśników / Paschy. Drugi oddział już sam służył w drugim tygodniu i tak dalej. W ósmym tygodniu przychodziła pora na oddział Abiasza. Ponadto Zachariasz służył także w dniu Pięćdziesiątnicy, więc dodajemy 9–10 tygodni od czasu święta Przaśników, aby zobaczyć, kiedy mógł być w świątyni, czyli wypadałoby to mniej więcej pod koniec czerwca. Ponadto kapłan nie mógł utrzymywać stosunków seksualnych przez 2 tygodnie po czasie swojej służby w świątyni, co daje nam 11-12 tygodni od Paschy, co daje nam koniec czerwca lub pierwszy tydzień lipca.
W Łuk. 1: 26-33 powiedziano nam, że Elżbieta, matka Jana Chrzciciela, była w 6 miesiącu ciąży gdy Gabriel został wysłany do Maryi z pytaniem, czy zgodzi się urodzić Mesjasza. 6 miesięcy liczone od lipca przenosi nas do grudnia. Dodając do tego 9 miesięcy wychodzi na to, że Jezus mógł urodzić się we wrześniu, mniej więcej w czasie Święta Namiotów.
Tak by było, GDYBY Gabriel ukazał się Zachariaszowi podczas jego pierwszej, wiosennej służby. JEŚLI jednak Gabriel ukazał się mu w czasie jesiennej tury oznaczałoby to, że Jezus urodził się wiosną, blisko tygodnia Przaśników / Paschy. Czy mamy jakiś informacje kulturowe na temat tego, czy Izrael w I wieku wyczekiwał Mesjasza w czasie Paschy wiosną czy też jesienią w czasie święta Namiotów?
Poza kulturowym wyczekiwaniem Izraela w tym czasie, musimy wziąć też pod uwagę inne rzeczy, jak wiek dzieci, które Herod kazał wymordować, jak czas śmierci Heroda, jak porę roku, gdy pasterze byli na polu i inne. Temat więc skończymy kolejnym razem.
John Fenn
Stan 1/2.12.2019
Stan Tyra
1 grudnia
Pozwólcie, że rozwinę nieco więcej to, o czym pisałem wczoraj. Twoja podróż przenosi cię z izolacji do społeczności, do jedności. Idąc dalej za porównaniem do wody, ty, jako pojedyncza kropla, zaczynasz na szczycie góry, tylko po to, aby po drodze zostać przyłączonym do innych pojedynczych kropli, z których wszystkie schodzą się razem aż staniecie się częścią oceanu. W taki sposób ta „chwała” pokrywa ziemie, jak wody (liczba mnoga) stają się morzem.
Ta podróż w dół przemienia nas z egocentryzmu do prawdziwego ja i uzdalnia nas do ucieczki z więzienia izolacji i indywidualizmu. Nie tworzymy tego większego ja, ani go nie osiągamy, jest ono budzone do rzeczywistości, w której odkrywasz, że już jesteś w oceanie, którego szukasz.
Jest to podróż od fragmentacji ku integracji, od alienacji do dostrojenia, od rzekomej separacji do jedności – nie tylko ze sobą, lecz ze wszystkim. Poznasz ten stan po pokoju, który będzie twoim udziałem, gdy już więcej nie będziesz prowadził wojny ze sobą samym i nie będzie już więcej dwóch (czy więcej) umysłów na każdy temat i każdego. Tylko wtedy będziesz żył z niepodzielonym sercem i nie będziesz już więcej „rzucany tam i z powrotem” przez cokolwiek (Ef 4:14).
Nic z tych rzeczy nie zdarzy się dopóki nie podniesiemy białej flagi poddania się w walce z naszym życiem. Musimy zostać uwolnieni od żądań, aby życie przychodziło do nas na naszych warunkach wściekając się za każdym razem, gdy wychodzi na to, że uporczywie nie poddaje się twojej kontroli. Pokój wokół ciebie nigdy nie będzie miał miejsca, dopóki nie będzie pokoju w tobie. Nie jest to „pokój jaki świat daje”, który nie jest niczym więcej, jak tylko chwilowym brakiem konfliktu. Boży pokój wykracza poza wszelkie konflikty, ponieważ nie jest przywiązany tylko do jednej strony. Tylko wtedy dokonasz przemiany ze ściany w most, który łączy dwie strony wszystkiego i pozwala sobie chodzić po obu. Jest to życie Chrystusa z rękami wyciągniętymi w obu kierunkach z miejsce pełnego miłości poddania.
2 grudnia
Sugestia mówiąca, że poznanie Boga jest ważną częścią duchowości nie będzie zaskakująca dla nikogo. Niemniej, sugerować, że poznanie siebie samego odgrywa równie ważną role, wywołuje u wielu alarm ostrzegający przed herezją
Autentyczna duchowość wymaga przemiany siebie, co ma miejsce wyłącznie wtedy, gdy Bóg i ja, są dogłębnie poznani. Nie da się głęboko poznać Boga bez głębokiego poznania siebie samego, jak i nie ma głębokiego poznania siebie, bez głębokiego poznania Boga. Patrząc na to z historycznego punktu widzenie nigdy nie było żadnych sporów o to, a jednak współcześnie w zachodnim kościele zostało to niemal całkowicie zignorowane. Faktem jest, że skupiliśmy się na poznawaniu Boga całkowicie oddzielając to od poznawania siebie i ogłosiliśmy, że ja to „ciało”. Ta iluzja stwierdza, że ja nie jestem przyjacielem Boga, lecz Jego wrogiem.
Jezus ostrzegał nas przed niebezpieczeństwami prowadzenia ślepego przez ślepego (Mt 15:14),Powiedział, że obaj wpadną do dołu. Normalną reakcją na ten wers jest oskarżanie poprzedniego lidera czy pastora, jako tego, który był ślepy i wprowadził mnie do dołu. Jakże szybko gramy kartą potępienia, a z siebie robimy ofiarę. Najbardziej zwodniczym liderem duchowego rozwoju jest fałszywe ja. Jest to ślepe ja biorące na siebie rolę duchowego lidera i budujące plan jak „stać się podobnym do Boga” (Rdz 2:17).
„Niejedna droga zdaje się człowiekowi dobra, lecz jej końcem jest śmierć” (Przyp 14:12). Poznanie Boga, bez poznania siebie prowadzi do sprawiedliwości własnej ponieważ usuwa potrzebę pokory i sprawia, że wiedza staje się cenniejsza od miłości. Czujemy się wtedy bardzo święci, jeśli chodzi o wiarę, lecz nie jest to w ogóle wiara, tylko prosta, zadowolona z siebie, religijna pewność siebie czy wiara w swoją wiarę. Wkrótce przestaje się nawet próbować poznać Boga, ponieważ człowiek jest zbyt zaabsorbowany realizacją stworzonego przez siebie planu stawania się „dobrym chrześcijaninem”.
Stan 27/30.11.2019
Stan Tyra
27 listopada
Często mówię o mocy poddania. Prawdopodobnie dobrze będzie jak rozwinę nieco ten temat. Instynktownie staramy się i unikamy poddania, ponieważ wygląda to na porażkę. Uciekinierzy poddają się, gdy nie ma innego wyjścia. Tak więc, kulturowo rzecz biorąc, możemy założyć, że poddanie to uległość wobec władzy/mocy. Niemniej, poddanie władzy nie ma nic wspólnego z poddaniem, które jest kluczowe dla duchowej przemiany. Mężczyźni mają szczególnie wielką awersję do uległości, ponieważ męskie ego kwitnie na kontroli i władzy. Mamy skłonności do pysznienia się ze sprawności Supermena i dyrygowanego przez ego sposobu życia w stylu:
„Zirytowany wysadzę twój dom w powietrze”.
Wydaje się że wielu z tych, którzy nie byli na tyle twardzi, żeby w szkole być awanturnikami decyduje się iść do polityki:). Jako dzieci jesteśmy chwaleni za umiejętność kontroli nazywani wspaniałymi chłopcami i dziewczynami, gdy kontrolujemy swój pęcherz, język i zachowanie. Kontrola jest nagradzana, a brak kontroli karany. Uczymy się tego, że miłość i akceptacja są związane z umiejętnością kontrolowania siebie.
Życie ma swoje sposoby, aby przypominać nam o tym, że tak naprawdę nie mamy pełnej kontroli, co powoduje, że wielu żyje w strachu i niepokoju. Niemniej, widzę te chwile jako drobne miejsca o ogromnym potencjale. W naszej podróży reprezentują chwile przemiany. To, co znane rozpada się,a my instynktownie staramy się łapać te kawałki i odbudować ponownie po to, aby wróciło poczucie bezpieczeństwa. Niektórzy wpadają w złość,gdy stają wobec faktu, że nie są tak silni, nie tacy „wielcy i odpowiedzialni”, jak udawali czy myśleli o sobie samych.
O ile takie chwile wydają się być wielką stratą, są w rzeczywistościchwilami wielkiej obietnicy. Im bardziej się sprzeciwiamy tym bardziej zatwardziali i zrogowaciali stajemy się. Nasz nieustanny opór powoduje,
że, zdarzenie po zdarzeniu, sami sobie budujemy więzienie, aż do chwili, gdy już nie jesteśmy ludźmi wolnymi, lecz więźniami strachu. Nie przeżywamy i nie cieszymy się życiem i rzeczywistością, lecz boimy się i opieramy.
Myśląc, że opierasz się zmianie, w rzeczywistości więzisz siebie w jednostajności. Bycie w pełni ludzkim i w pełni boskim wymaga ogromnego ryzyka i podatności.
Czym więc jest poddanie?
28 listopada
Prawda jest taka, że wszyscy musimy się poddać czemuś lub komuś zwanemu Życiem. Jeśli nie, nigdy nie nauczymy się jak żyć ponad swoim ego i złudzeniem, że coś kontrolujemy. Powiedzieć Życiu „tak” jest postawą nie opierania się, a nie rezygnacji. Rezygnacja jest postawą zewnętrzną, poddanie wewnętrzną. Rezygnacja, to zaniechanie; poddanie to
zaakceptowanie bez gniewu, zgorzknienia i nieprzebaczenia, jeśli czegoś zmienić nie można.
Jeśli nie mogę zmienić spraw pojedynczych nadal można starać się zmienić sytuację ogólną. Na przykład, jeśli bank
przejmuje moją niezapłaconą własność, stracę dom. To jest obecna rzeczywistość, którą muszę zaakceptować. Niemniej, nie znaczy to, że nie mogę zmienić swojej ogólnej sytuacji w taki sposób, aby nie postępowała dalej. Poddanie jest akceptacją tego, co jest, nie jest rezygnacją opierającą się na historii bądź strachu o przyszłość. Ustąpienie wobec
tego, co jest, lecz nie rezygnowanie z tego, co może być. To jest odroczona nadzieja i jest tragiczną chorobą serca.
Zgoda na życie, po jednej chwili, tworzy wspaniałe momenty życia pełnego pokoju. Życie w sprzeciwie i wypieraniu się prowadzi do przekory, gniewu, zgorzknienia i wzrastającego chłodu serca, coraz twardszego i kruchego na wszystko co nowe. Amerykańscy politycy ukazują na wielkim ekranie jak wygląda życie, na które składa się sprzeciw i wyparcie. Oddzielenie, zgorzknienie i gniew są owocami tego, przy czym równocześnie niewiele się w ten sposób osiąga.
Gdy przyjrzysz się historii to największymi rewolucjonistami byli pokojowi ludzie poddania, którzy nie zajmowali stanowiska w każdej sprawie, lecz wybierali większe dobro i robili to, co mogli, aby mieć na nie wpływ, w aktualnej rzeczywistości.
Większość z nich nie została zauważona, ponieważ to właśnie ci głośni i wstrętni zyskują najwięcej pogłosu w prasie, wywołując najmniej zmian. Niemniej, bądź pewien: cisi i wspaniali rewolucjoniści są pośród nas i podobni do
kwasu są ukryci w całym chlebie życia, wpływając na wszystkie dziedziny życia, przy bardzo niewielkiej uwadze innych.
Za co być wdzięcznymi dziś? Bądź wdzięczny za to, że ludzie ukrytego kwasu są obecni. Dwa kwasy, przed którymi ostrzegał Jezus przejawiają się na zewnątrz; kwas Heroda (polityka) oraz kwas faryzeuszy (religia).
Nie mają mocy ku przemianie, to co ukryte uzdalnia do wszelkiej zmiany.
30 listopada
Podróż duchowa i człowiecza to jedna i ta sama podróż, nie da się ich oddzielić od siebie, choć cielesne myślenie często próbuje. Aby lepiej ją zrozumieć i to, w jaki sposób „jest to nam robione” przyjrzymy się podróży wody.
Woda znajduje się w niekończącym się okrężnym procesie. Stale jest unoszona do góry tylko po to, aby być uwolniona w dół. Ten sam wzór znajdujemy w życiu Jezusa, ponieważ on często udawał się wieczorem na szczyt góry na czas rozważania, po czym rano wracał na dół, aby ponownie wylać siebie dla ludzkości.
Życie, powtórzmy: to jest całe życie, nie tylko twoje duchowe życie oraz ludzkie osobno, jest stałym ruchem i procesem stawania się. Twoje życie jest podobne do tego okrężnego procesu wody. Jakub zobaczył ten proces we śnie, patrząc na niewidzialny proces życia, jako na wstępowanie i zstępowanie. Pierwszy musi stać się ostatnim, który to staje się
pierwszym, po czym znowu staje się ostatnim, aby stać się pierwszym i tak ten proces trwa.
Podobnie jak woda, jesteś wylewany i sączysz się w dół, wynajdując swoje ścieżki, które prowadzą do niewielkiego stawu, gdzie stajesz się częścią czegoś większego, a gdzie musisz się zatrzymać na chwilę. Zaczynając od kropli do strumyka, następnie do rzeki ten zstępujący strumień rozwija nas i uzdalnia.
Niedojrzała religia zawsze chce być na szczycie góry, ponieważ kocha osiągnięcia i przebywanie na górze. Jest to interpretowane jako pozycja władzy w ramach religii zbudowanej jak piramida. W autentycznej duchowości nie ma szczytu piramidy, ponieważ jest ona zaprojektowana jako coś cyklicznego i wyraża się jako „Jedno”. Szczyt góry jest
miejscem bezpłodnym. O ile możne on być miejscem początkowym strumyka, nic tam nie rośnie. Obfite życie znajduje się w poniżej, w dolinie, tam, gdzie zbiera się woda.
Takie jest miłosierdzie i łaska Boża, że On zaprojektował życie w taki sposób, że woda życia płynie ku najniższym twoim miejscom i tam zbiera się. Wyłącznie w Chrystusie twoje najniższe miejsce może być najbardziej
owocnym miejsce, ponieważ w twej słabości, okazuje się Jego moc. Ta woda może być niewidoczna, lecz nigdy nie jest poza zasięgiem. „Jak wody napełniają morze tak ziemia będzie napełniona poznaniem chwały Pana” (Hab 2:14).
Pornografia, a maltretowanie kobiet
Jonathon Van Maren
2 grudnia 2019
Z linii frontu walki o kulturę
Mamy coraz więcej dowodów na to, że pornografia prowadzi mężczyzn do maltretowania kobiet, a czasami nawet do uśmiercania.
(LifeSiteNews) W zeszłym tygodniu zwróciłem uwagę na to, że pewna reżyserka z przemysłu pornograficznego ostrzegła, że pornografia puszcza w obieg filmy zawierające seksualną przemoc w romantycznym kontekście i że dowodem tego jest gwałtowny wzrost częstotliwości stosowania duszenia w czasie stosunków płciowych. „Policzkowanie, duszenie, kneblowanie i plucie stały się początkiem i końcem każdej pornograficznej sceny” – zauważa. – „Nie tylko w kontekście BDSM”. (Stosowanie pejczy, knebli, kajdanek – przyp. tłum.)
Faktycznie, ostatnie dane statystyczne w USA przekazane przez „The Atlantic” ujawniły, że niemal jedna czwarta Amerykanek odczuwa w intymnym czasie strach, a to z powodu rzekomo spontanicznych, choć inspirowanych pornografią aktów przemocy, co jest tendencją zyskującą w ostatnich lata coraz więcej uwagi. W reakcji na mój artykuł, wątpliwy komik, Billy Procida, (który jest gospodarzem programu „Manwhore podcast”) gniewnie napisał do mnie na Tweeterze, że kobiety ‘PROSZĄ o to, aby być duszone”, że „duszenie nie jest niezdrowe” oraz, że „nie należy nikogo dusić, jeśli się wcześniej nie nauczy, jak to właściwie robić” – zdanie, które jest o dziewięć wyrazów za długie. Nie obchodziła go moja odpowiedź, że tego typu rzeczy mówią faceci, którzy oglądają za dużo pornografii.
Pomimo odrażającej obrony seksualnej przemocy ukrytej pod pozorem „zgody”, ilość dowodów stale rośnie. Oprócz przyprawiających dreszcze statystyk ze Stanów Zjednoczonych, BBC przekazuje obecnie na podstawie swoich własnych badań, przeprowadzonych przez BBC Radio 5 Live oraz Com Res, że 38 procent Brytyjek przed 40tką „było przedmiotem niechcianego duszenia, policzkowania, plucia czy kneblowania w czasie współżycia, na które wyraziły zgodę”.
Te ankietowe badanie, w którym zebrano odpowiedzi od 2002 kobiet w wieku 18 – 39 lat, ujawniło, że „dwie trzecie kobiet albo doświadcza(ło) tego i powiedziało, że nigdy tego nie chciały (31procent) bądź nie doświadczają(ły) tego, nie wiedzą, bądź wolą nie odpowiadać (31procent)”.
Pełne 20procent „powiedziało, że czuły się zaniepokojone bądź wystraszone przez takie wzajemne oddziaływanie”. Dalej, uczestnicy tej kampanii stwierdzają dokładnie to, co zauważam od kilku lat: że te badania „które zostało zlecone wobec sprawy Grace Millane, Oskarżony o zabicie kobiety bronił się powołując na „brutalny seks”. Został skazany za morderstwo turystki, z którą współżył za jej zgodą. Pokazuje w jaki sposób przemoc w czasie współżycia staje się czymś coraz bardziej normalnym. [Obrońca twierdził, że śmierć nastąpiła wskutek erotycznego duszenia, które posunęło się za daleko – przyp. tłum.]
Staje się to niepokojąco powszechne. Fiona McKenzie, która zaczęła prowadzić rejestr kobiet zamordowanych bądź okaleczonych przez mężczyzn, którzy później bronili się twierdząc, że ich zachowanie było „twardym seksem”, mówi, że nastąpił gwałtowny wzrost tych przypadków, ponieważ stosowanie przemocy w czasie współżycia zostało „znormalizowane w mediach” oraz w pornografii. Takie zachowania jak duszenie, policzkowanie zostało umieszczone w głównym nurcie przekazu internetowego i, jak mówi, systematycznie pojawia się to w traumatycznych opowiadaniach kobiet o ich maltretowaniu.
McKenzie mówi, że kobiety, które nie chcą, aby ta seksualna przemoc była obecna w ich relacjach, są wyszydzane, ponieważ ich partnerzy twierdzą, że jest to obecnie zachowanie normalne. „Kobiety opowiadają nam, że są zawstydzane za to, że są „nudne” i nie chcą tej przemocy, – zwróciła uwagę. – a mówienie o tym głośno jest traktowane jak szydzenie czy krytykowanie czyichś seksualnych upodobań”. We współczesnej kulturze totalnej swobody seksualnej, daje się odczuć kobietom i dziewczętom, które nie chcą być maltretowane przez swych partnerów, że są świętoszkowate. Właśnie to wniosła do naszej kultury seksualna rewolucja i internetowa plaga pornografii.
Jestem pewien, że reakcją na te niepokojące badania będzie więcej sztucznej troski od facetów takich jako Billy Procida, którzy są przekonani, że odpowiedzią na to wszystko jest nauczyć ludzi tego, jak we właściwy sposób dusić dziewczyny. Myślę, że te nowe informacje powinny nas odrzucić wstecz jak wymierzony policzek: kobiety są zawstydzane, ponieważ nie chcą być fizycznie molestowane w intymnym czasie (co dla niektórych oznacza, że „proszą o to”). Kobiety informują, że są regularnie stają wobec seksualnej przemocy, a następne pokolenia są za młodu przyzwyczajane do tej trucizny.
Jest to kulturalny kryzys, zasialiśmy wiatr, zbieramy trąbę powietrzną. Stać w milczeniu wobec tej sprawy to poddawać ryzyku nasze własne dzieci, które również mogą stać się ofiarami seksualne rewolucji.


